Kiedy przyznajemy drugiemu człowiekowi jakiś tytuł, piszemy
słowo, które go wyraża, dużą literą. Pan Jezus nazywa siebie "chlebem
żywym", a w Ewangelii piszemy ten tytuł małymi literami... Bo Jezus
pragnie być naszym chlebem na co dzień - powszednim chlebem dla duszy.
Jezus nie mówi, że mamy jeść chleb w Niego przemieniony, lecz po
prostu On jest tym chlebem, Jego mamy spożywać, jeść jak chleb. Jeszcze
bardziej wyraziście Jezus wypowiada tę prawdę w słowach: "Kto spożywa
moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę
w dniu ostatecznym" (J 6, 54). Ciało i krew to w języku biblijnym
określenie tego wszystkiego, co należy do natury człowieka, co ją
stanowi: dusza, myśli, słowa, uczucia, czyny. Te Jego myśli, słowa,
uczucia, czyny mają być naszym pokarmem na co dzień. Mamy czytać,
rozważać, pokarmem tym zajmować całe swoje wnętrze, jakby trawić
go... Tak jak o Maryi mówi św. Łukasz, że te wszystkie Boże sprawy
rozważała w sercu swoim. A Jezus mówi o sobie: "Ja żyję przez Ojca,
tak i ten, kto Mnie spożywa, będzie żył przeze Mnie". Jezus doświadczał
miłości swojego Ojca szczególnie w długich modlitwach, trwających
także w nocy, nie tylko w czasie 40 dni na pustyni. Tak i dla nas
spożywanie Eucharystii jest wtedy owocne i zbawienne, kiedy łączy
się z uczestnictwem we Mszy św., w osobistej i wspólnotowej modlitwie.
Jezus mówi: Ten mój chleb jest całkowicie inny niż ten,
który spożywali Żydzi w swojej wędrówce przez pustynię. Oni umarli,
a kto spożywa ten Jezusowy chleb, będzie żył na wieki. Bo to jest
zadatek życia wiecznego. Czym żyją dziś miliony ludzi? Wielu sądzi,
że osiągną szczęście, kiedy zdobędą dużo pieniędzy, gdy zamieszkają
w pięknym domu, będą jeździć supernowoczesnym autem, mieć piękne
meble, drogie dywany... Czasem pochłania nas muzyka, sport, jakieś
wybrane hobby... Ale to wszystko mieli także nasi ojcowie i poumierali.
W sierpniu obchodzimy uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej
Maryi Panny. To jedna z wielkich tajemnic naszej wiary, bliska naszym
sercom. Tę tajemnicę wyrażają w szczególny sposób dwie ikony Wniebowzięcia.
Na jednej z nich Maryja spoczywa w łóżku, a wokoło Niej zgromadzeni
są uczniowie Pana. Ich bardzo smutne twarze i wyciągnięte do Maryi
ręce wyrażają błagalną prośbę: Nie odchodź od nas, Matko! Nie opuszczaj
nas! Jesteś nam tak bardzo potrzebna!... Twarz Maryi jaśnieje niezwykłym
blaskiem, jakby mówiła: Jestem z wami! Nie opuszczam was! Ale równocześnie
ów tajemniczy blask jest znakiem, że Jej oczy, serce widzą już inną
przestrzeń - u Boga!
Druga ikona - bardzo dziwny obraz... Główną Postacią
jest Jezus, jako dorosły mężczyzna, trzymający na ręce Dziecko...
Tym dzieckiem jest Jego Matka! Żeby nie było wątpliwości w tym paradoksie,
jest także napis: "Jezus przenosi duszę Maryi do Boga!". Wiemy, że
Maryja jest Wniebowzięta z duszą i ciałem. Ale twórca tej ikony chciał
ukazać prawdę o całkowitym uduchowieniu także ciała Maryi. I tę prawdę,
że kiedyś Maryja, jako Matka, nosiła Syna Bożego, który stał się
Człowiekiem, w swoim łonie i na swoich rękach. Teraz On swoją Matkę
jako pierwszą w wędrówce wiary wprowadza do Domu Ojca.
I my nosimy Pana Jezusa w swoich sercach w szczególny
sposób przez uczestnictwo w Eucharystii. A On zaprowadzi nas, tak
jak i swoją Matkę, po tych krętych ścieżkach życia ziemskiego do
życia wiecznego.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
