Reklama

Jak to w rodzinie

Wolność na opak

Niedziela Ogólnopolska 7/2001

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Podobno Polacy należą do grupy osób najbardziej nieśmiałych na świecie. Rzeczywiście, obserwując niektóre nasze zachowania, tę pozorną słowiańską wylewność połączoną z niechęcią do ujawniania swoich uczuć, to trzeba przyznać, że jest w tym stwierdzeniu wiele prawdy. Sięgając głębiej, dochodzimy do wniosku, że może to być pewnym ubocznym skutkiem naszej skomplikowanej historii, w której często musieliśmy godzić się z utratą wolności i obcą władzą, co rodziło niepewność jutra oraz ciągły stres. Żeby przeżyć, trzeba było często udawać, że się jest kimś innym, a już w żadnym razie nie można było zdradzać, co myśli się naprawdę. Zdominowany człowiek gubi swoje poczucie wartości i z czasem przyzwyczaja się do tego, że inni są mądrzejsi, silniejsi, lepsi. Nawet jeśli tak nie jest w rzeczywistości. To poczucie bycia gorszym jest, niestety, naturalne w sytuacji rządzących i rządzonych i, oczywiście, dotyka tych rządzonych. "Widocznie brak mi czegoś istotnego, jeśli jestem tylko tym, kim jestem" - mówi do siebie taki zdominowany osobnik i adekwatnie do tego czuje się i postępuje.
Ponieważ jednak jesteśmy narodem zmyślnym i zaradnym, znaleźliśmy lekarstwo i na te dolegliwości. Tym lekarstwem jest alkohol. To on dodaje skrzydeł, czyni świat ciekawym i ubarwia życie. Po alkoholu stajemy się bohaterami własnych marzeń i wspaniałych planów, z łatwością realizujemy najbardziej skomplikowane zadania i odnosimy wrażenie, że wszyscy nas podziwiają i szanują. Najbardziej nieśmiały i bojaźliwy człowiek po wypiciu kilku kieliszków mógłby zawojować cały świat. Polski "macho" to woniejący piwem, niedouczony mężczyzna, niedomyty niechluj, z popsutymi zębami i z papierosem w ustach. Ale jakże dumny i wojowniczy, gdy się napije alkoholu.
W czasie okupacji niemieckiej alkohol był powszechnym lekarstwem na strach. Alkoholem zaprawiano zomowców do walki z protestującymi tłumami. Alkohol to najbardziej znany polski sportowy środek dopingujący. Wódka jest obecna przy narodzinach - na chrzcie, przy ślubie - na weselu, i przy śmierci - na stypie. To lekarstwo na melancholię i nagroda za osiągnięcia, to stały towarzysz polskiego życia rodzinnego i towarzyskiego.
Myliłby się jednak ten, kto by widział alkoholików tylko w osobnikach bliskich rynsztoka. Niestety, uzależnienie od alkoholu - można śmiało powiedzieć - nie oszczędza nikogo. W ostatnich latach alkohol został niemalże nobilitowany. "Dobre trunki" to podstawa dobrej zabawy na wysokim poziomie, piwo jest nieodłącznym atrybutem współczesnego człowieka interesu w chwilach relaksu i wypoczynku. I tak, niemal niezauważalnie, można przejść od zabawy niejako na drugą stronę - w szpony nieuleczalnej i śmiertelnej choroby alkoholowej. Nieuleczalnej, bo uzależnienie pozostaje już do końca życia, a śmiertelnej, bo wielu umierających z powodu schorzeń krążenia, wątroby, trzuski, płuc - to fałszywie zdiagnozowane ofiary alkoholu, u których pierwotnym i wtórnym powodem choroby było nadmierne i ciągłe picie.
Jak poznać alkoholika? Jeśli jest człowiekiem inteligentnym, a zdarza się to bardzo często, bo na uzależnienie szczególnie podatne są osoby wrażliwe i niegłupie, to czasem jest to niemal niewidoczne dla otoczenia. Gdy zauważamy, że ktoś jednak pije inaczej niż inni, że nie może przestać po założonej deklarowanej ilości i prędzej lub później potrzebuje "dopić", to zaczynamy się niepokoić. I próbujemy takiej osobie opowiedzieć o tym swoim niepokoju, zwracamy jej uwagę. Osoba ta reaguje wtedy drażliwością i złością, zapewniając nas, że panuje nad wszystkim i może przestać, kiedy zechce. I to jest charakterystyczny objaw. Bo choć może przestać, to jakoś nie przestaje. Będzie nam tłumaczyć, że to jeszcze nie jest ten moment, że wszystko jest u niej "pod kontrolą", tylko warunki zewnętrzne są niesprzyjające itd., itp. A my już widzimy, że to jest ten właśnie problem i osoba ta, często bardzo nam bliska, już potrzebuje pomocy.
Do redakcji piszą zrozpaczeni ludzie, którzy pragną pomóc swoim bliskim, ale nie mogą. Jest to dramat miłości, która widzi najbliższą osobę pogrążającą się w uzależnieniu, ale w żaden sposób nie dopuszczającą do siebie konieczności pomocy z zewnątrz. Nie będę się tu szczegółowo skupiała na znanych sposobach postępowania, na które wskazują profesjonaliści, a polegających na tzw. zdjęciu parasola ochronnego znad alkoholika i przez to zmuszaniu go, by spojrzał prawdzie w oczy. Często jednak, pomimo zdjęcia tego parasola, on wciąż nie widzi, że zginie, jeśli nie poszuka pomocy i problem staje się coraz bardziej bolesny i beznadziejny, a my coraz bardziej cierpimy.
Rzeczywiście, nie można pomóc komuś, kto tej pomocy nie chce. Rzeczywiście, trudniej jest pomóc osobie uzależnionej, jeśli sama nie będzie współpracowała z terapeutą. Rzeczywiście, w zasadzie nie ma przymusu leczenia alkoholika bez jego zgody, wyjąwszy przypadki łamania prawa.
Dramat bliskich polega też na niezrozumieniu ich intencji przez chorego. Powiadomienie dla jego dobra zwierzchników w pracy, zaprzestanie ukrywania jego problemu przed sąsiadami i rodziną powoduje agresję i nienawiść uzależnionego. Trudno z tym żyć. Tym bardziej, że często sam uzależniony jednak znajdzie "sprzymierzeńców", zwanych fachowo współuzależnionymi, którymi będzie manipulował po swojemu i którzy staną po jego stronie, jako po stronie osoby pokrzywdzonej. Tak to już jest z prawdą, że najbardziej na nią gniewają się osoby, które nie mogą lub nie potrafią w nią uwierzyć. W takich przypadkach warto sobie uświadomić, że jednak krąg zmanipulowanych zmniejszył się o nas samych. Że my już do nich nie należymy.
Uzależniając leczenie od wolnej woli uzależnionego, trzeba tu zadać następujące pytania: Czy osoba uzależniona jest osobą wolną w całym tego słowa znaczeniu? Wydaje się, że jest to sprawa co najmniej dyskusyjna. Czy alkoholik działa jako osoba wolna, będąc jednocześnie w szponach nałogu? Na ile jego decyzja jest wolna, odpowiedzialna i świadoma, a na ile jest tylko bezradnym wołaniem o pomoc? Podobnie zresztą jak w przypadku osób ciężko i nieuleczalnie chorych, często na morfinie, jakoby świadomie domagających się eutanazji.
Są trzy wiadome w przypadku uzależnienia. Po pierwsze - samo nie przechodzi. Po drugie - stan chorego nie polepsza się, ale ciągle pogarsza, jest to równia pochyła - w dół. Po trzecie - w zasadzie samemu nie można sobie poradzić z nałogiem, potrzebna jest pomoc profesjonalna. Nie mamy wpływu na samą skuteczność leczenia konkretnej osoby i nie mamy wpływu na to, czy ktoś w ogóle zechce się leczyć, czy umrze w uzależnieniu, choć pojęcie wolności jego wyboru budzi nasz opór i sprzeciw.
Zagniewany, obrażony, przeklinający nas alkoholik za obnażenie jego słabości jest człowiekiem ciężko chorym. Oznaką jego zdrowienia będzie dzień, gdy nam podziękuje za to, że pomogliśmy mu zrozumieć jego chorobę. I tylko to będzie się liczyło w ostatecznym rozrachunku.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2001-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Co możemy zdziałać jako ludzie nie mający „cudownych mocy”?

[ TEMATY ]

homilia

rozważania

Adobe Stock

Rozważania do Ewangelii Mk 6, 34-44.

Czwartek, 8 stycznia. Dzień Powszedni.
CZYTAJ DALEJ

Kto rezygnuje z chrztu, podobny jest do człowieka, który będąc na pustyni chce oddalić się od źródła wody

2026-01-08 08:08

[ TEMATY ]

rozważania

O. prof. Zdzisław Kijas

Adobe Stock

Kto rezygnuje z chrztu, podobny jest więc do człowieka, który będąc na pustyni chce oddalić się od źródła wody, jedynego, które zagwarantować mu może przeżycie. Trzeba go więc przestrzec, aby tego nie czynił, dla swojego dobra.

Jezus przyszedł z Galilei nad Jordan do Jana, żeby przyjąć od niego chrzest. Lecz Jan powstrzymywał Go, mówiąc: «To ja potrzebuję chrztu od Ciebie, a Ty przychodzisz do mnie?» Jezus mu odpowiedział: «Ustąp teraz, bo tak godzi się nam wypełnić wszystko, co sprawiedliwe». Wtedy Mu ustąpił. A gdy Jezus został ochrzczony, natychmiast wyszedł z wody. A oto otworzyły się nad Nim niebiosa i ujrzał ducha Bożego zstępującego jak gołębica i przychodzącego nad Niego. A oto głos z nieba mówił: «Ten jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie».
CZYTAJ DALEJ

Kard. Ryś o sprawie wyrzucenia krzyża do kosza: takich rzeczy robić nie wolno

2026-01-09 14:36

[ TEMATY ]

Kard. Grzegorz Ryś

do kosza

wyrzucenie krzyża

Biuro Prasowe Archidiecezji Krakowskiej

Kard. Grzegorz Ryś

Kard. Grzegorz Ryś

Takich rzeczy robić nie wolno; nigdy i w odniesieniu do nikogo - powiedział w piątek przewodniczący Komitetu KEP ds. Dialogu z Judaizmem kard. Grzegorz Ryś, odnosząc się do wydarzeń w szkole w Kielnie, w której nauczycielka miała zdjąć krzyż ze ściany i wyrzucić go do kosza na śmieci.

Według mediów ogólnopolskich i lokalnych do zdarzenia miało dojść 15 grudnia 2025 r. podczas lekcji języka angielskiego. Nauczycielka miała zażądać od uczniów zdjęcia krzyża z sali lekcyjnej, a gdy młodzież odmówiła, samodzielnie zdjęła krzyż i wyrzuciła go do kosza na śmieci.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję