Reklama

"Sukces" wiatrem podszyty

Marian Miszalski
Niedziela Ogólnopolska 1/2003

AG/Wojciech Olkuśnik
13 grudnia 2002 r., Kopenhaga. Konferencja prasowa polskiej delegacji po zakończeniu negocjacji

Czy kompromis uzyskany w Kopenhadze przez rząd Millera jest aż tak optymistyczny, jak to w zorkiestrowanej euforii przedstawiają eurofilskie media? Można mieć w tej kwestii nader poważne wątpliwości.
Rolnicy polscy nie otrzymają dopłat bezpośrednich w takiej wysokości, w jakiej korzystają z nich rolnicy unijni. Zastosowano tu księgową sztuczkę: z budżetu UE dostaną tylko (w kolejnych trzech latach) 25, 30 i 35 procent tego, co otrzymują rolnicy unijni; kwoty te zwiększone zostaną - po pierwsze: dzięki "przesunięciu środków" z funduszy przeznaczonych na "rozwój wsi" (więc fundusze te zostaną zarazem pomniejszone o te przesunięte kwoty), po drugie - dzięki dopłatom z polskiego budżetu, na co "zezwoliła" UE. Rodzi się więc pytanie, skąd rząd Millera weźmie te pieniądze, jeśli w celu domknięcia przyszłorocznego budżetu musiał aż obłożyć obywateli nowymi podatkami?... Prawdopodobnie posłuży temu przyznana przez UE "rekompensata". W ten oto sposób "podwyższone" do 55, 60 i 65 procent dopłaty bezpośrednie dla polskich rolników w latach 2004-6 "skonsumują" część przyznanej pomocy na rozwój wsi i ową rekompensatę... To "podwyższenie" procentowych wskaźników nie zmienia też faktu, że polscy rolnicy otrzymywać będą znacznie mniej środków niż rolnicy unijni: rodzi się więc poważne niebezpieczeństwo, że za te środki nie uda się im nawiązać konkurencyjnej rywalizacji z rolnictwem unijnym, a środki te to tylko przynęta dla połknięcia unijnego haczyka. Jest to obawa tym bardziej uzasadniona, że przecież system podatkowy w Polsce - pod rządami lewicy - ewoluuje w kierunku coraz wyższych podatków (w Kopenhadze rząd Millera zgodził się np. na podatek VAT od maszyn rolniczych w wysokości aż 22 procent!).
Zresztą tuż po kopenhaskim kompromisie poważni ekonomiści w kraju zauważyli słusznie, że nie wystarczy wziąć od kogoś pieniądze, aby poprawiła się w kraju sytuacja gospodarcza: musi temu jeszcze sprzyjać system podatkowy. Tymczasem w programie rządzącej lewicy (ani w kopenhaskim kompromisie) nie ma ani słowa o obniżce podatków w Polsce, co rodzi obawę, że brukselskie pieniądze posłużą jedynie oddaleniu na jakiś czas widma ciężkiego kryzysu gospodarczego. Dobre i to - ale co tu mówić o optymizmie...
Najwięcej pieniędzy przeznaczono dla Polski w formie tzw. strukturalnej pomocy (pomniejszonej o środki przesunięte na dopłaty bezpośrednie dla rolników). Ale, o czym mówi się dziwnie niewiele (!), uruchomienie tych środków uzależnione jest od uruchomienia najpierw środków własnych przez krajowych, polskich inwestorów.
Tymczasem polscy inwestorzy powszechnie skarżą się właśnie na brak środków pieniężnych, a także na wysokie kredyty bankowe, gdyby chcieli je pobrać dla uruchomienia inwestycji. Dodajmy do tego oczywisty fakt, że właśnie wysokie podatki w Polsce oraz wysokie koszty biurokracji państwowej i samorządowej dławią, tłumią popyt, zwiększając zarazem bezrobocie, i zniechęcają skutecznie możliwych inwestorów do podejmowania działalności gospodarczej. Zauważmy przy okazji, że ostatnie wybory samorządowe, z rekordową liczbą chętnych choćby już do lokalnej tylko władzy, świadczą, że przeciętny Polak dobrze rozpoznaje rządową politykę i jej konsekwencje: tylko posady "przy władzy", w biurokracji, dają niejaką pewność godziwego zarobku... Natomiast większość przedsiębiorstw, zwłaszcza małych i średnich, przeżywa coraz większe trudności: cierpi na płatnicze zatory, opóźnia wypłaty wynagrodzeń pracownikom etc. Wszystko razem wziąwszy - istnieje także poważne niebezpieczeństwo, że i owa "pomoc strukturalna" okaże się w dużej mierze finansową fikcją. Entuzjastyczne porównania z akcesem Hiszpanii czy Portugalii mogą tylko wywoływać uśmiech politowania: kraje te przyjmowano do UE w okresie "zimnej wojny", neutralizując pomocą finansową możliwe wpływy komunistyczne, sytuacja gospodarcza UE była wówczas daleko lepsza niż dzisiaj, wreszcie, obydwa te kraje nie doświadczyły nigdy półwiecza gospodarki socjalistycznej, która pod każdym względem tak bardzo Polskę zdewastowała. Stopień wykorzystania "środków strukturalnych" może więc okazać się znikomy (a są to akurat największe kwoty w ramach osiągniętego kompromisu...), podczas gdy płatność polskiej składki do unijnego budżetu będzie bezwzględna.
Jeśli dodamy, że począwszy od przyszłego roku Polska musi zacząć spłacać odłożone długi zagraniczne (konsekwencja jeszcze gierkowskich pożyczek...) - to ów "sukces negocjacyjny" rządu Millera blednie tak bardzo, że zamiast o sukcesie można raczej mówić o "ratowaniu masy upadłości".
W tym kontekście jak najpoważniej brzmią słowa tych właśnie ekonomistów, którzy przestrzegają przed lokowaniem "tanich nadziei" w unijnej "pomocy", zalecając gruntowną naprawę polskiego systemu podatkowego - jeszcze przed akcesem do UE, a więc przed majowym referendum w tej sprawie. I my na łamach Niedzieli niejednokrotnie pisaliśmy na ten temat. Czy jednak po stronie rządzących istnieje świadomość ważności tej kwestii? Nic na to nie wskazuje. Rodzi się nawet pytanie: Czy zawierając kompromis w Kopenhadze, rząd Millera nie poświęcił kwestii naprawy polskiego systemu podatkowego? Prasa informowała bowiem, niemal w przededniu negocjacji, o poufnych, by nie rzec - tajnych, tzw. klauzulach bezpieczeństwa, zawartych w traktacie o rozszerzeniu UE. Klauzule te, wybitnie niekorzystne dla nowych członków UE, uzależniają przyznaną w negocjacjach "pomoc" od niemal całkowitej uznaniowości przez starych członków UE m.in. polskiej polityki fiskalnej, jeśli "miałaby przełożenie na działanie rynku wewnętrznego poza granicami Polski". Obniżenie podatków w Polsce miałoby niewątpliwie "wpływ na działanie rynku wewnętrznego" w krajach unijnych...
I to jest właśnie to "drugie dno" mniemanego "sukcesu negocjacyjnego", o całkowicie pesymistycznym wydźwięku!
Rodzi się bowiem pytanie: Czy po ewentualnym akcesie do UE (który, na szczęście, musi być jeszcze zatwierdzony w referendum - chociaż i tu prezydent Kwaśniewski otworzył legislacyjną furtkę do obejścia negatywnego wyniku referendum...) jakikolwiek polski rząd zachowa jeszcze swobodę suwerennego kształtowania systemu podatkowego? Pogłębiona dyskusja, której domagają się eurofanatycy, wymagałaby przynajmniej poważnej refleksji nad tą sprawą.
I na koniec jeszcze jedna kwestia, stawiająca "sukces" rządowych negocjatorów w znacznie gorszym świetle.
Polska do dziś nie ma z Niemcami traktatu pokojowego, ma tylko traktat o dobrosąsiedzkich granicach, wynegocjowany przez min. Skubiszewskiego. Z bliżej nie znanych opinii publicznej powodów pomija on dziwnym milczeniem sprawy prywatnej własności i możliwych, ogromnych odszkodowań (wszak sprawa dotyczy polskich ziem zachodnich, czyli prawie jednej trzeciej obszaru Polski). Rząd Millera (a i poprzednie rządy) miał wiele czasu, by - zanim rozpoczął procedury akcesyjne i przygotowania do referendum - uregulować z Niemcami jednoznacznie sprawę tej byłej niemieckiej własności i możliwych żądań odszkodowawczych. Tego jednak nie uczyniono - dlaczego?
...Tymczasem rząd zapowiada ogromną, wręcz gigantyczną kampanię propagandową, aby zyskać w majowym referendum poparcie dla integracji z UE. Byłoby niedobrze, gdyby propaganda zagłuszała argumenty i wątpliwości. Eurosceptycyzm nie bierze się w Polsce z "frustracji" i "lęków", jak to - w duchu komunistycznego oczerniania przeciwnika - twierdzą niektórzy prominentni euroentuzjaści, ale z braku przekonywających odpowiedzi na podstawowe pytania albo z odpowiedzi wymijających i mętnych, ogólnikowych, odwołujących się do "cywilizacyjnego postępu", całkiem jak wtedy, gdy agitowano po wsiach, miasteczkach i miastach za "postępowym, socjalistycznym jutrem"...

Reklama

Tajemnice radosne

Ks. Robert Strus
Edycja zamojsko-lubaczowska 40/2003

Ojciec Święty Jan Paweł II w encyklice „Redemptoris Mater”, poświęconej Najświętszej Maryi Pannie pisze, że Maryja, „szła naprzód w pielgrzymce wiary”. Dzisiaj Maryja jako nasza najlepsza Matka uczy nas wiary. Biorąc więc do rąk różaniec i rozważając tajemnice radosne chcemy uczyć się od Maryi prawdziwej wiary.

Jiri Hera/fotolia.com

1. Tajemnica zwiastowania.

Anioł rzekł do Maryi: Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. (…) Na to Maryja rzekła do anioła: Jakże się to stanie, skoro nie znam męża? Anioł Jej odpowiedział: Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. (…) Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego. Na to rzekła Maryja: Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa (Łk 1, 30-38).
Każdy z nas ma swoje zwiastowanie. Tak jak do Maryi i do nas Bóg posyła anioła ze wspaniałą wiadomością. Ta wiadomość to prawda, że Bóg nas kocha, że ma wobec nas wspaniały plan swej miłości. Nieraz nie bardzo rozumiemy to zwiastowanie. Jakże się to stanie, to niemożliwe, dlaczego ja? - pytamy Boga i samych siebie. Maryja, mimo tego, że też nie wszystko rozumiała, odpowiedziała Bogu „niech mi się stanie według twego słowa”. Rozważając tę tajemnicę prośmy Boga, abyśmy tak jak Maryja zawsze z radością odpowiadali „tak” na Jego propozycje.

2. Tajemnica nawiedzenia św. Elżbiety.

W tym czasie Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem w góry do pewnego miasta w [pokoleniu] Judy. Weszła do domu Zachariasza i pozdrowiła Elżbietę. Gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, poruszyło się dzieciątko w jej łonie, a Duch Święty napełnił Elżbietę (Łk 1, 39-41).
Nawiedzenie św. Elżbiety przez Maryję to doskonały wzór takich spotkań, których celem jest pogłębienie wiary, przybliżenie się do Boga. Elżbieta w czasie tego spotkania została napełniona Duchem Świętym i zaczęła wielbić Boga. Tak jak do Elżbiety przyszła Maryja i umocniła jej wiarę, tak i my spotykamy się z ludźmi, dzięki którym przybliżamy się do Boga. W tej tajemnicy dziękujmy Bogu za tych wszystkich ludzi, dzięki którym nasza wiara została umocniona.

3. Tajemnica narodzenia Pana Jezusa.

Kiedy tam przebywali, nadszedł dla Maryi czas rozwiązania. Porodziła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie (Łk 2, 6-7).
W czasie rozważania tej tajemnicy staje przed nami obraz stajenki betlejemskiej. Przedziwny pokój i radość z niej promieniują. Chociaż na świecie panują jeszcze legiony rzymskie, a król Herod już czyha na życie Nowonarodzonego, Maryja, Józef i Jezus czują się bezpieczni w ubogiej stajence. Tak też będzie, kiedy prawdziwie Jezus narodzi się w naszych sercach, kiedy nasze serca staną się betlejemskimi stajenkami. Nawet jeżeli na świecie będzie wiele niepokoju, nawet jeżeli będziemy doświadczać różnych problemów, to będziemy szczęśliwi szczęściem, które da nam Nowonarodzony. Prośmy zatem, aby Jezus prawdziwie narodził się w naszych sercach.

4. Tajemnica ofiarowania Pana Jezusa w świątyni.

Gdy potem upłynęły dni ich oczyszczenia według Prawa Mojżeszowego, przynieśli Je do Jerozolimy, aby Je przedstawić Panu. Tak bowiem jest napisane w Prawie Pańskim: Każde pierworodne dziecko płci męskiej będzie poświęcone Panu (Łk 2, 22-23).
Maryja i Józef ofiarowali Bogu to, co było dla nich najcenniejsze - ukochane Niemowlę. Uczynili to nie tylko dlatego, żeby spełnić przepis prawa, ale również dlatego, ponieważ byli przekonani, że wszystko, co człowiek posiada, pochodzi od Boga i trzeba to odnosić do Boga, przedstawiać Panu Bogu. Trudne jest to do zrozumienia dla współczesnego człowieka, który często zapatrzony w siebie, wszystko odnosi do siebie - stawiając siebie w centrum wszechświata. Rozważając tę tajemnicę uczmy się od Maryi i Józefa, że wszystko powinniśmy ofiarować Panu Bogu.

5. Tajemnica odnalezienia Pana Jezusa w świątyni.

Rodzice Jego chodzili co roku do Jerozolimy na Święto Paschy. Gdy miał lat dwanaście, udali się tam zwyczajem świątecznym. Kiedy wracali po skończonych uroczystościach, został Jezus w Jerozolimie, a tego nie zauważyli Jego Rodzice (Łk 2, 41-43).
Jak łatwo jest zgubić Chrystusa. Wystarczy chwila nieuwagi, pokusa, grzech i Chrystus schodzi na dalszy plan naszego życia. Może nam się nawet wydawać, że jesteśmy blisko Jezusa, że jesteśmy dobrymi chrześcijanami i nie dostrzegamy tego, iż Go zgubiliśmy, tak jak Maryja i Józef nie dostrzegli tego, że Jezus został w Jerozolimie. Maryja, która z bólem serca szukała swego Syna, dzisiaj pomaga nam powracać do naszego Pana i Zbawiciela. Prośmy Maryję, abyśmy szli przez życie zawsze z Jej Synem, a gdy Go zgubimy, aby pomagała nam Go odnajdywać.

Maryjo, ukochana Matko, nasza pielgrzymka wiary ciągle trwa. Prosimy Cię, bądź z nami, kiedy pielgrzymujemy do Twego Syna po drogach XXI wieku. Spraw, aby nasza wiara każdego dnia stawała się coraz bardziej żywa, prawdziwa i konsekwentna.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Papieski tweet o świętych zachwycił kibiców futbolu w USA

2019-10-14 13:02

ts (KAI) / Nowy Orlean

Wpis papieża Franciszka na Twitterze na temat nowych świętych Kościoła katolickiego ucieszył kibiców piłkarskich w USA. Tweet z 13 października, w którym papież dziękuje Bogu za nowych świętych, opatrzony był hasztagiem #Saints. Nie zauważono przy tym, że ten hasztag wyświetla automatycznie logo zawodowej drużyny futbolu amerykańskiego New Orleans Saints z USA.

youtube.com

Do poniedziałkowego ranka tweet papieża Franciszka zarejestrował 100 000 polubień. „Dziś dziękujemy Panu za nowych świętych, którzy poszli drogą wiary i których wstawiennictwa upraszamy”, brzmiał papieski wpis, który wywołał tyle radości w sieci. Wydaje się, że przyniósł on też szczęście drużynie z Nowego Orleanu, gdyż tego samego dnia wygrała ona mecz z Jacksonville Jaguars wynikiem 13:6.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem