Reklama

Fałsze Aleksandra Małachowskiego

Jerzy Robert Nowak
Niedziela Ogólnopolska 39/2003

Kolejnym jadowitym atakiem na Kościół katolicki w Polsce i polską historię popisała się Gazeta Wyborcza. Jest nim drukowany w Wyborczej z 6-7 września tekst pt. Ten plugawy kąkol pióra Aleksandra Małachowskiego, skrajnie tendencyjnie i oszczerczo pokazujący stosunek Kościoła katolickiego w Polsce i w ogóle Polaków do Żydów. Już pierwsze zdanie tekstu Małachowskiego jest dowodem krańcowego zakłamania i deformowania faktów. Małachowski pisze: „Niezmywalną hańbą naszego społeczeństwa jest, było i będzie tragiczne zjawisko mordowania w czasie okupacji hitlerowskiej bądź wydawania niemieckiej policji ukrywających się Żydów, zwane szmalcownictwem”. Jak widzimy, Małachowski oskarża całe społeczeństwo polskie za działanie ludzi będących jego marginesem, tak jak tylko marginesem społeczności żydowskiej byli żydowscy szmalcownicy, czyli osławiona policja żydowska maltretująca i posyłająca własnych rodaków na śmierć. Prawdziwy obraz zachowania społeczeństwa polskiego w czasie II wojny światowej, jakże inny od oszczerstw Małachowskiego, znajdujemy w licznych wspomnieniowych tekstach uczciwych Żydów, takich jak emigrantka 1968 r., Żydówka Klara Mirska, która pisała w wydanej w 1980 r. w Paryżu książce W cieniu wielkiego strachu: „Zebrałam wiele zeznań o Polakach, którzy uratowali Żydów, i nieraz myślę: Polacy są dziwni. Potrafią być zapalczywi i niesprawiedliwi. Ale nie wiem, czy w jakimkolwiek innym narodzie znalazłoby się tylu romantyków, tylu ludzi szlachetnych, tylu ludzi bez skazy, tylu aniołów, którzy by z takim poświęceniem i takim lekceważeniem własnego życia tak ratowali obcych”. Uratowana przez Polaków Żydówka Janka Altman pisała do Marka Arczyńskiego o Polakach, którzy narażali życie dla ratowania Żydów w czasie wojny: „Nie wiem, czy my, Żydzi, wobec tragedii innego narodu, zdolni bylibyśmy do takiego poświęcenia” (cyt. za M. Arczyński i W. Balcerak: Kryptonim Żegota, Warszawa 1983 r.). Nieustraszony żydowski partyzant czasów wojny, a później ksiądz katolicki w Izraelu Oswald Rufeisen (ojciec Daniel) powiedział w wywiadzie dla Polityki z 29 maja 1993 r.: „Nigdy nie mówię o polskim antysemityzmie i gdzie tylko mogę, walczę z tym, bo to jest przesąd (...)! Wydaje mi się, że o antysemityzmie mówią nie ludzie, którzy przeżyli czas holocaustu w Polsce, a ci, którzy przyjechali do Izraela z Polski przed wojną (...). Widziałem Białorusinów, widziałem Łotyszów, Estończyków, Ukraińców, którzy mordowali, a polskich jednostek, które by mordowały, nie widziałem. Ale tego wszystkiego ci idioci tutaj nie widzą”. Świadectwa tego typu można by długo mnożyć. Choćby jakże pochlebne dla oceny zachowania Polaków w czasie wojny wspomnienia Ludwika Hirszfelda - Dzieje jednego życia, Andrzeja Wróblewskiego - Być Żydem, Stanisława Chaskielewicza - Ukrywałem się w Warszawie, Chaima Akaplana - Scroll of Agony, wspomnienia Izaaka Lewina i in.
Kolejne zdania tekstu Małachowskiego zawierają równie ohydne pomówienia pod adresem Polaków i polskiego duchowieństwa. Małachowski winą za szmalcownictwo obciąża gazetę Maksymiliana Kolbego (tj. Mały Dziennik), a samego św. Maksymiliana widzi jako kontynuatora tradycyjnej nienawiści Kościoła katolickiego do Żydów. To oszczerstwo próbuje sprostować nawet Jan Turnau w krótkim komentarzu zamieszczonym obok tekstu Małachowskiego w Wyborczej, stwierdzając m.in.: „Muszę tylko zaznaczyć, że dla mnie św. Maksymilian nie jest symbolem polskiego przedwojennego antysemityzmu katolickiego (...), są dowody, że próbował hamować nienawiść”. Nie będę tu teraz szerzej rozwijał tezy, jak bardzo oszczercze są kalumnie Małachowskiego na temat św. Maksymiliana, gdyż pisałem już o tym parę tygodni temu na łamach Niedzieli, omawiając podobne oszczerstwa, tyle że wyszły one spod pióra Dawida Warszawskiego (Geberta).
Prawdziwy trzon obszernego paszkwilanckiego tekstu A. Małachowskiego stanowią jednak jego rozważania na temat wielowiekowej jakoby antysemickiej postawy wobec Żydów polskiego Kościoła katolickiego i jego kleru i rzekomego wielowiekowego „polskiego antysemityzmu”. Małachowski kreśli oszczerczy czarny obraz polskiego zachowania wobec Żydów przez stulecia, świadomie, ze złej woli pomijając przy tym najbardziej podstawowe fakty. To, że właśnie Polska była przez stulecia jedynym schronieniem dla Żydów, bezlitośnie prześladowanych w całej reszcie Europy. Rolę Polski - „raju dla Żydów” uznawali pod tym względem najwięksi nawet wrogowie Polski. Np. twórca potęgi militarnej Prus feldmarszałek Helmut von Moltke pisał: „Przez długi przeciąg czasu przewyższała Polska wszystkie inne kraje Europy swoją tolerancją (...). Pierwsi Żydzi, którzy tu osiedli, byli wygnańcami z Czech i Niemiec. W roku 1096 schronili się oni do Polski, gdzie wówczas daleko większa tolerancja panowała niż we wszystkich państwach Europy”. Warto znów przypomnieć w tym kontekście przemilczane przez Małachowskiego, a tak wymowne obiektywne świadectwa znających Polskę wybitnych Żydów. Słynny żydowski myśliciel - rabin krakowski M. Isserless pisał w XVI wieku: „Jeśliby Bóg nie dał nam tego kraju, tj. Polski, za schronienie, los Izraela byłby nie do zniesienia”. Najsłynniejszy XIX-wieczny historyk żydowski Heinrich Graetz pisał w Historii Żydów: „Służyła Polska w tej dobie za przytułek dla ofiar prześladowań i rugów, szczególnie niemieckich (...). Było to dla Żydów nader szczęśliwym zdarzeniem, że gdy nad ich głowami w Niemczech zawisły nowe klęski, znaleźli o ścianę kraj, który udzielił im gościny i opieki (...). Ku Polsce jako pewnemu schronieniu zwracały się oczy prześladowanych w innych krajach (...)”. Czy to schronienie dla tak wielkiej rzeszy Żydów (pod koniec XVIII wieku w Polsce mieszkała przeważająca część Żydów świata) byłoby możliwe w warunkach skrajnej nienawiści do nich ze strony Kościoła katolickiego w Polsce - jak oszczerczo zapewnia Małachowski w swym paszkwilu? Warto przypomnieć, że bardzo wielu z polskich duchownych, tak rzekomo nienawidzących Żydów, składało w XVII i XVIII wieku swoje pieniądze w kahałach żydowskich, pełniących wówczas swego rodzaju rolę banków.
Małachowski, szerząc skrajne fałsze o rzekomych stuleciach wrogości Kościoła katolickiego w Polsce do Żydów, cynicznie przemilcza jakże liczne przykłady polskich hierarchów katolickich, którzy występowali z inicjatywami na rzecz polepszenia atmosfery współżycia między Polakami a Żydami czy występowali z ich zdecydowaną obroną w przypadku zagrożeń. By przypomnieć choćby niektóre wymowniejsze fakty. Żydowski historyk z pierwszych dziesięcioleci XX wieku Jakub Schall wychwalał wysiłki arcybiskupa Warszawy Franciszka Malczewskiego (1754-1819), który jako „mąż oświecony” dążył do reformy stanu Żydów. Inny biskup warszawski Antoni Sotkiewicz zasłynął zdecydowanym przeciwdziałaniem inspirowanym przez władze carskie próbom upowszechniania antyżydowskich nastrojów w Warszawie po zapoczątkowaniu w Rosji pogromów w 1881 r. (m.in. nakazał wywiesić we wszystkich kościołach list pasterski piętnujący próby podburzania przeciw Żydom). Interwencja polskiego biskupa Wilna Edwarda von Roppa skutecznie zapobiegła w 1905 r. popieranym przez władze carskie próbom wywołania pogromu Żydów. Jak przypomniał francuski historyk E. Tollet, autor Historii Żydów w Polsce, w 1931 r. tylko dzięki interwencji katolickiego biskupa w Tarnowie Franciszka Lisowskiego udało się położyć kres atakom na sklepy żydowskie we Lwowie.
Smutne, że jeszcze dziś trzeba przypominać - wbrew fałszom Małachowskiego - o tak dużej, jakże wielostronnej pomocy duchownych katolickich w Polsce dla ukrywających się Żydów w czasie II wojny światowej. Można by tu wyliczać dosłownie setki nazwisk duchownych katolickich zasłużonych pomocą dla żydowskich bliźnich w tych tak niebezpiecznych chwilach, od słynnego z opiekuńczej roli wobec Żydów abp. Romualda Jałbrzykowskiego, ówczesnego metropolity w Wilnie, ks. Ferdynanda Machaya, rozwijającego szeroką działalność opiekuńczą w Krakowie za wolą księcia metropolity Adama Sapiehy, po odpowiedzialną za uratowanie kilkuset dzieci żydowskich słynną Mathę Getter i św. Maksymiliana Kolbego, który w grudniu 1939 r. udzielił schronienia w Niepokalanowie 1500 Żydom, uchodźcom z Wielkopolski. Jakże wymowne stwierdzenia w tej sprawie można znaleźć w książce wybitnego dziennikarza brytyjskiego Stewarta Stevena The Poles, który polemizując m.in. z podobnymi do Małachowskiego ohydnymi oszczerstwami na temat Kościoła katolickiego w Polsce, wypowiedzianymi przez izraelskiego premiera M. Begina, pisał: „Kościół zachowywał się z nadzwyczajną odwagą, pomimo tego że nawet zakonnice i księża nie byli wolni od prześladowań przez władze. Ustalono, że praktycznie każdy klasztor w Polsce zajmował się Żydami w swej okolicy, ukrywając tysiące osób, głównie kobiet i dzieci (...). Indywidualne akty heroizmu poszczególnych duchownych są zbyt liczne, by móc je wszystkie wymienić”.
Szokuje skrajna jednostronność Małachowskiego w akcentowaniu „win” Polaków i Kościoła katolickiego za wszystko zło, jakie miało miejsce w przeszłości w stosunkach między Polakami a Żydami. Szkoda, że Małachowski w swych ocenach nie zdobył się choć na odrobinę tego obiektywizmu, który demonstrowali w przeszłości uczciwi badacze pochodzenia żydowskiego. Np. Emil Deiches (Łuniński) tak pisał w książce Sprawa żydowska w czasie Sejmu Wielkiego: „(...) grunt w Polsce do nienawiści był sposobny i podatny. Żydzi uprawiali tu lichwę bardzo wysoką, dochodzącą do połowy wysokości wypożyczonej sumy, skutkiem czego wyzyskiem gnietli uboższą szlachtę i mieszczaństwo”. Czy dziwimy się, że liczni przedstawiciele Kościoła katolickiego występowali przeciwko żydowskim lichwiarzom, stosując się zresztą do tradycyjnego, jakże zrozumiałego potępienia lichwy przez Kościół? Liczni duchowni, tak jak ks. Stanisław Staszic, piętnowali rozpijanie chłopów przez karczmarzy żydowskich, rolę graną przez Żydów w ucisku chłopów. Pamiętajmy jednak, że w swych krytykach opierali się na faktach. Dość przypomnieć rozliczne obiektywne zagraniczne publikacje z XVII i XVIII wieku, które mnożyły słowa krytyki pod adresem Żydów z powodu roli odgrywanej przez nich w uciskaniu ludu polskiego (np. w tekstach H. Conriguesa - Genewa 1675, M. Baudeau - Paris 1771, G. Mablyego - London 1781, G. Forstera - Berlin 1791, H. Vautrina - Paris 1807). Nie kto inny jak największy historyk żydowski XIX wieku H. Graetz ostro piętnował Żydów polskich z XVII wieku za „krętactwo”, „oszukiwanie i krzywdzenie innowierców”. Osobny temat, wciąż za mało znany, to, niestety, rozliczne przejawy ksenofobii w środowiskach żydowskich, którą tak ostro piętnowali rzecznicy prawdziwego zbliżenia polsko-żydowskiego z tzw. nurtu asymiliatorów. Ubolewali oni z powodu żydowskiego separatyzmu, opierającego się na pochopnie nadanej Żydom zbyt szerokiej autonomii. Prawdziwym absurdem było np. przyznanie Żydom własnego sądownictwa (wyroki, w tym wyroki śmierci, wydawali rabini). Rabini częstokroć korzystali z tych swoich praw w karaniu śmiercią Żydów, którzy przechodzili na chrześcijaństwo. Opisał to z jakże słusznym oburzeniem słynny żydowski uczony z Izreala - Isreal Shahak w książce Żydzi, dzieje i religia. (Por. szerzej na temat żydowskich krytyk żydowskiej ksenofobii i żydowskiego separatyzmu - J. R. Nowak: Przemilczani obrońcy Polski, Warszawa 2002, wyd. MaRoN, tel. 0-608-85-42-15).

Reklama

Siła modlitwy

2019-10-01 13:55

Beata Pieczykura
Niedziela Ogólnopolska 40/2019, str. 10-11

Ma moc większą od bomby atomowej. Jest najpotężniejszą bronią znaną ludziom wszystkich czasów, także w XXI wieku. To nie slogan – mówią ci, którzy doświadczyli siły modlitwy różańcowej. Dzięki niej niektórzy wciąż żyją

stock.adobe.com

Chwycili za różaniec, a sam Bóg uczynił cud we właściwym czasie. Zaufali, są pewni, że On wie, co robi. Wojownicy Maryi opowiadają o cudownej ingerencji Boga w swoim życiu.

Ocalony i nawrócony

Wielkiej siły modlitwy różańcowej, która ratuje od samobójstwa i kompletnie zmienia życie, doświadczył Marcin. Przez 15 lat pił i zrobił w życiu wiele złych rzeczy. Któregoś dnia, w 1. rocznicę śmierci swojej ukochanej babci, postanowił pójść trzeźwy na jej grób. Pamiętał, że babcia przez całe życie odmawiała Różaniec, głównie w jego intencji, więc zabrał ze sobą ten sznurek paciorków.

– W drodze na cmentarz próbowałem odmawiać Różaniec, choć właściwie nie wiedziałem jak, bo zapomniałem po I Komunii św. – opowiada Marcin. – Miałem omamy, jakbym widział diabła, który namawiał mnie, żebym się powiesił. W tym amoku zwątpiłem we wszystko i poszedłem na pole. Wiedziałem, że tam jest takie miejsce, gdzie są schowane sznury. Szukałem gorączkowo powroza, ale nie mogłem go znaleźć. To mi uświadomiło, że ta modlitwa ma wielką moc. Jestem pewny, że dzięki Różańcowi nie odebrałem sobie życia. Oszołomiony wróciłem na cmentarz i modliłem się, jak umiałem. Wtedy postanowiłem świadomie i dobrowolnie iść na terapię odwykową. Najpierw przez 3 miesiące byłem na oddziale detoksykacyjnym, a potem na oddziale odwykowym. Tam, po 15 latach, przystąpiłem do spowiedzi generalnej. Spowiednik powiedział mi, jak odmawiać Różaniec. Po powrocie do normalnego życia było mi ciężko, ale najważniejsze było to, aby „nie popłynąć”. Moją siłą i pomocą stał się Różaniec. Tak pozostało do dziś. Otrzymałem tyle łask – nie piję już 10 lat, a od 2 lat odmawiam Nowennę Pompejańską, jedną za drugą, zwłaszcza za kapłanów. Wierzę, że we współczesnym świecie najskuteczniejszą bronią jest Różaniec.

54 dni do szczęścia

Niełatwe życie odebrało jej radość i pokój serca, wszystko przestało mieć sens. Pracowała po 12 godzin dziennie, także w soboty i niedziele. Zaczęło jej szwankować zdrowie, pojawiły się konflikty w niedawno zawartym małżeństwie. Nie miała czasu dla przyjaciół, więc powoli ich traciła. Nie widziała wyjścia z tej sytuacji, a z całego serca pragnęła zmiany. – Wtedy przyjaciółka powiedziała mi, że Różaniec ma moc zmienić to wszystko – wspomina Magdalena. – Pomyślałam sobie: czemu nie, i postanowiłam spróbować. Byłam tak zdesperowana, że zdecydowałam się odmawiać Nowennę Pompejańską – każdego dnia przez 54 dni nie rozstawałam się z różańcem. Walczyłam ze sobą, z czasem, ze zniechęceniem. Wytrwałam. Dziś wiem jedno – niezależnie od tego, co by się działo, Bóg zawsze wyciągnie rękę, bo nie odmawia Matce Jezusa. Jestem szczęśliwa, wszystko powoli wraca do normy. Różaniec totalnie odmienił moje życie.

Potężniejszy od kul

Zenon różaniec otrzymał w dniu I Komunii św. i nie rozstaje się z nim do dziś. Od wielu lat modli się na nim codziennie. O trudnych dniach i modlitwie wbrew nadziei tak dziś mówi:

– Pamiętam, jak wiosną 1945 r. pijany radziecki żołnierz chciał rozstrzelać mojego ojca Jana. Mama klęczała na podwórku, na śniegu, przy ul. Paderewskiego w Grudziądzu, płakała i głośno odmawiała Różaniec, a my, dzieci, razem z nią. Baliśmy się. Po chwili przyszedł pułkownik, przełożony żołnierza, który trzymał ojca pod bronią, i zażądał dokumentów. Wtedy okazało się, że ojciec nie jest Niemcem. Pułkownik oddał ojcu dokumenty i powiedział mu, że jest niewinny. Potem znowu rosyjscy żołnierze zabrali ojca na przesłuchanie i uwięzili w piwnicach jednego z domów w Owczarkach k. Grudziądza. Długo nie wracał. Mama i ja poszliśmy tam. Cudownym trafem ojca właśnie zwolnili. Po wyzwoleniu Grudziądza całą rodziną wróciliśmy do domu – był zniszczony, ale stał. Jestem pewny, że codzienna modlitwa różańcowa naszej wieloosobowej rodziny ocaliła ojca od czerwonego zniewolenia i śmierci. Dlatego pytam młodych: Czy odmówiłeś Różaniec choć jeden raz? Może teraz weźmiesz go do ręki i będziesz się na nim modlić... To piękna przygoda spotkać Boga w tajemnicach rozważanych we wspólnocie Kościoła lub osobiście w domu, szpitalu, drodze, gdziekolwiek jesteście...

* * *

Powiedzieli o Różańcu

„Czepił się chłop Różańca jak tonący liny. Ale czegóż dzisiaj uchwycić się można, kiedy wszystko tak szybko się zmienia, przemija? Czegóż uchwycić się można w tym świecie, gdzie tempo przemian i zmian oszałamia, onieśmiela, ogłupia? Różańca babci, matki, swojego Różańca. Tego samego Różańca, co wczoraj, dziś i jutro. Najprostszego, jak prosta jest miłość. Uchwycić jego rytm, wejść w ten rytm, żyć tym rytmem – to uratować i ocalić siebie” – o. Jan Góra OP

„Nie ma w życiu problemu, którego by nie można rozwiązać z pomocą Różańca” – s. Łucja z Fatimy

„Różaniec jest modlitwą maluczkich i pokornych, ale też modlitwą najwznioślejszych duchów w Kościele; jest modlitwą teologów, doktorów, myślicieli i świętych” – kard. Stefan Wyszyński

„Jesteśmy szczęściarzami. Bo mamy Różaniec. Bo się możemy uczepić tajemnic, które dokonały największych rewolucji w dziejach świata. Bo się możemy dać wciągnąć w te tajemnice. Zresztą, czy nie są to też nasze tajemnice? Pełne radości i bólu, światła i chwały. Może dlatego modlitwa różańcem staje się wciąż, tak jak niegdyś, początkiem wielu rewolucji, w naszym życiu i życiu całej ludzkości” – ks. Rafał J. Sorkowicz SChr

„Różaniec to nie wypracowanie teologiczne. Odmawiany w chorobie, w trudnej podróży, w oczekiwaniu na wyniki badań, przed drzwiami egzaminatora – jest najmądrzejszą modlitwą” – anonim z internetu

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Rzecznik episkopatu: Kościół nie jest przeciwny odpowiedzialnej edukacji seksualnej

2019-10-17 18:20

BP KEP / Warszawa (KAI)

Kościół katolicki nie jest przeciwny odpowiedzialnej edukacji seksualnej. W ramach kursów dla przyszłych małżonków prowadzone są zajęcia podejmujące również tematy dotyczące życia seksualnego i odpowiedzialnego rodzicielstwa – wskazuje rzecznik Konferencji Episkopatu Polski ks. Paweł Rytel-Andrianik, który w ten sposób komentuje dyskusję toczącą się w mediach. Przypomina także, że w szkołach istnieje już program „Przygotowanie do życia w małżeństwie i rodzinie”.

BP KEP
Ks. Paweł Rytel-Andrianik

Rzecznik episkopatu podkreśla jednocześnie, że zgodnie z nauczaniem Kościoła katolickiego oraz innych religii, życie seksualne jest zarezerwowane dla małżonków. „W tej sprawie nie ma pola do kompromisów, szóste przykazanie mówi jasno: 'Nie cudzołóż', dlatego wszelkie próby omijania tej zasady są nie do przyjęcia dla katolików” – dodaje.

Nawiązuje do adhortacji Ojca Świętego Franciszka „Amoris laetitia”, w której Papież przypomina: „Sobór Watykański II podniósł potrzebę 'pozytywnego i mądrego wychowania seksualnego', skierowanego do dzieci i młodzieży, 'odpowiedniego do wieku', 'wykorzystując postęp nauk psychologicznych, pedagogicznych i dydaktycznych'. (...) Wielką wartość ma taka edukacja seksualna, która pielęgnuje zdrową skromność, chociaż niektórzy utrzymują, że to sprawa z innych czasów. Jest to naturalna obrona osoby, chroniącej swe wnętrze i unikającej zamienienia się jedynie w przedmiot” (Amoris laetitia, nr 280, 282).

W nawiązaniu do tej wypowiedzi rzecznik episkopatu podkreśla, że konieczne jest rozróżnienie między edukacją seksualną, która traktuje drugą osobę jako przedmiot użycia, a edukacją seksualną, która pielęgnuje – jak pisze papież Franciszek – zdrową skromność i chroni dzieci i młodzież przed wykorzystywaniem seksualnym. „Takie zajęcia są prowadzone od wielu lat, edukacja w kierunku ochrony przed tak zwanym 'złym dotykiem' jest konieczna i tu nie ma dyskusji” – mówi.

Ks. Rytel-Andrianik zaznacza także, że „Wierność małżonkowi lub małżonce jest dobra dla szczęścia rodziny. Wynika to z Dekalogu i jest potwierdzone przez tradycję judeo-chrześcijańską i życie. Dzieci są wtedy wychowywane w rodzinach i tam dojrzewają emocjonalnie, a wiedzę przekazują im rodzice, w sytuacji, którą uznają za stosowną”.

Rzecznik episkopatu zwrócił uwagę na to, że gdy w pierwszej połowie 2019 roku pojawiły się informacje, że niektóre samorządy planują finansowanie edukacji seksualnej, w sierpniu 2019 Rada Stała Konferencji Episkopatu Polski roku po raz kolejny przypomniała konstytucyjne prawa rodziców w specjalnym komunikacie, w którym czytamy: „Edukacja i wychowanie czyli kształtowanie postaw są w polskim systemie prawnym traktowane jako kompetencja rodziców, a rola szkoły w tym zakresie jest wyłącznie pomocnicza. Konstytucja gwarantuje rodzicom prawo do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami (art. 48 ust. 1 i 53 ust. 1), a Prawo oświatowe jasno potwierdza, że szkoła wspomaga wychowawczą rolę rodziny (art. 1 pkt 2)”.

Ks. Rytel-Andrianik przypomina, że w tych sprawach wypowiadał się wielokrotnie św. Jan Paweł II, jako człowiek towarzyszący młodzieży, ale również profesor, wykładowca KUL. „Pisał o tym m.in. w 'Teologii ciała'. Warto też przypomnieć jego encyklikę 'Evangelium Vitae' oraz encyklikę św. Pawła VI – 'Humane Vitae'. W nauczaniu Kościoła, które wypływa z Pisma Świętego i Tradycji, są zawarte postawy życiowe dla katolików, ale seksualność rozumiana jako część małżeństwa, jest wartością powszechną w społeczeństwie, bez względu na wyznanie” – mówi rzecznik episkopatu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem