Reklama

Fałsze Aleksandra Małachowskiego

Jerzy Robert Nowak
Niedziela Ogólnopolska 39/2003

Kolejnym jadowitym atakiem na Kościół katolicki w Polsce i polską historię popisała się Gazeta Wyborcza. Jest nim drukowany w Wyborczej z 6-7 września tekst pt. Ten plugawy kąkol pióra Aleksandra Małachowskiego, skrajnie tendencyjnie i oszczerczo pokazujący stosunek Kościoła katolickiego w Polsce i w ogóle Polaków do Żydów. Już pierwsze zdanie tekstu Małachowskiego jest dowodem krańcowego zakłamania i deformowania faktów. Małachowski pisze: „Niezmywalną hańbą naszego społeczeństwa jest, było i będzie tragiczne zjawisko mordowania w czasie okupacji hitlerowskiej bądź wydawania niemieckiej policji ukrywających się Żydów, zwane szmalcownictwem”. Jak widzimy, Małachowski oskarża całe społeczeństwo polskie za działanie ludzi będących jego marginesem, tak jak tylko marginesem społeczności żydowskiej byli żydowscy szmalcownicy, czyli osławiona policja żydowska maltretująca i posyłająca własnych rodaków na śmierć. Prawdziwy obraz zachowania społeczeństwa polskiego w czasie II wojny światowej, jakże inny od oszczerstw Małachowskiego, znajdujemy w licznych wspomnieniowych tekstach uczciwych Żydów, takich jak emigrantka 1968 r., Żydówka Klara Mirska, która pisała w wydanej w 1980 r. w Paryżu książce W cieniu wielkiego strachu: „Zebrałam wiele zeznań o Polakach, którzy uratowali Żydów, i nieraz myślę: Polacy są dziwni. Potrafią być zapalczywi i niesprawiedliwi. Ale nie wiem, czy w jakimkolwiek innym narodzie znalazłoby się tylu romantyków, tylu ludzi szlachetnych, tylu ludzi bez skazy, tylu aniołów, którzy by z takim poświęceniem i takim lekceważeniem własnego życia tak ratowali obcych”. Uratowana przez Polaków Żydówka Janka Altman pisała do Marka Arczyńskiego o Polakach, którzy narażali życie dla ratowania Żydów w czasie wojny: „Nie wiem, czy my, Żydzi, wobec tragedii innego narodu, zdolni bylibyśmy do takiego poświęcenia” (cyt. za M. Arczyński i W. Balcerak: Kryptonim Żegota, Warszawa 1983 r.). Nieustraszony żydowski partyzant czasów wojny, a później ksiądz katolicki w Izraelu Oswald Rufeisen (ojciec Daniel) powiedział w wywiadzie dla Polityki z 29 maja 1993 r.: „Nigdy nie mówię o polskim antysemityzmie i gdzie tylko mogę, walczę z tym, bo to jest przesąd (...)! Wydaje mi się, że o antysemityzmie mówią nie ludzie, którzy przeżyli czas holocaustu w Polsce, a ci, którzy przyjechali do Izraela z Polski przed wojną (...). Widziałem Białorusinów, widziałem Łotyszów, Estończyków, Ukraińców, którzy mordowali, a polskich jednostek, które by mordowały, nie widziałem. Ale tego wszystkiego ci idioci tutaj nie widzą”. Świadectwa tego typu można by długo mnożyć. Choćby jakże pochlebne dla oceny zachowania Polaków w czasie wojny wspomnienia Ludwika Hirszfelda - Dzieje jednego życia, Andrzeja Wróblewskiego - Być Żydem, Stanisława Chaskielewicza - Ukrywałem się w Warszawie, Chaima Akaplana - Scroll of Agony, wspomnienia Izaaka Lewina i in.
Kolejne zdania tekstu Małachowskiego zawierają równie ohydne pomówienia pod adresem Polaków i polskiego duchowieństwa. Małachowski winą za szmalcownictwo obciąża gazetę Maksymiliana Kolbego (tj. Mały Dziennik), a samego św. Maksymiliana widzi jako kontynuatora tradycyjnej nienawiści Kościoła katolickiego do Żydów. To oszczerstwo próbuje sprostować nawet Jan Turnau w krótkim komentarzu zamieszczonym obok tekstu Małachowskiego w Wyborczej, stwierdzając m.in.: „Muszę tylko zaznaczyć, że dla mnie św. Maksymilian nie jest symbolem polskiego przedwojennego antysemityzmu katolickiego (...), są dowody, że próbował hamować nienawiść”. Nie będę tu teraz szerzej rozwijał tezy, jak bardzo oszczercze są kalumnie Małachowskiego na temat św. Maksymiliana, gdyż pisałem już o tym parę tygodni temu na łamach Niedzieli, omawiając podobne oszczerstwa, tyle że wyszły one spod pióra Dawida Warszawskiego (Geberta).
Prawdziwy trzon obszernego paszkwilanckiego tekstu A. Małachowskiego stanowią jednak jego rozważania na temat wielowiekowej jakoby antysemickiej postawy wobec Żydów polskiego Kościoła katolickiego i jego kleru i rzekomego wielowiekowego „polskiego antysemityzmu”. Małachowski kreśli oszczerczy czarny obraz polskiego zachowania wobec Żydów przez stulecia, świadomie, ze złej woli pomijając przy tym najbardziej podstawowe fakty. To, że właśnie Polska była przez stulecia jedynym schronieniem dla Żydów, bezlitośnie prześladowanych w całej reszcie Europy. Rolę Polski - „raju dla Żydów” uznawali pod tym względem najwięksi nawet wrogowie Polski. Np. twórca potęgi militarnej Prus feldmarszałek Helmut von Moltke pisał: „Przez długi przeciąg czasu przewyższała Polska wszystkie inne kraje Europy swoją tolerancją (...). Pierwsi Żydzi, którzy tu osiedli, byli wygnańcami z Czech i Niemiec. W roku 1096 schronili się oni do Polski, gdzie wówczas daleko większa tolerancja panowała niż we wszystkich państwach Europy”. Warto znów przypomnieć w tym kontekście przemilczane przez Małachowskiego, a tak wymowne obiektywne świadectwa znających Polskę wybitnych Żydów. Słynny żydowski myśliciel - rabin krakowski M. Isserless pisał w XVI wieku: „Jeśliby Bóg nie dał nam tego kraju, tj. Polski, za schronienie, los Izraela byłby nie do zniesienia”. Najsłynniejszy XIX-wieczny historyk żydowski Heinrich Graetz pisał w Historii Żydów: „Służyła Polska w tej dobie za przytułek dla ofiar prześladowań i rugów, szczególnie niemieckich (...). Było to dla Żydów nader szczęśliwym zdarzeniem, że gdy nad ich głowami w Niemczech zawisły nowe klęski, znaleźli o ścianę kraj, który udzielił im gościny i opieki (...). Ku Polsce jako pewnemu schronieniu zwracały się oczy prześladowanych w innych krajach (...)”. Czy to schronienie dla tak wielkiej rzeszy Żydów (pod koniec XVIII wieku w Polsce mieszkała przeważająca część Żydów świata) byłoby możliwe w warunkach skrajnej nienawiści do nich ze strony Kościoła katolickiego w Polsce - jak oszczerczo zapewnia Małachowski w swym paszkwilu? Warto przypomnieć, że bardzo wielu z polskich duchownych, tak rzekomo nienawidzących Żydów, składało w XVII i XVIII wieku swoje pieniądze w kahałach żydowskich, pełniących wówczas swego rodzaju rolę banków.
Małachowski, szerząc skrajne fałsze o rzekomych stuleciach wrogości Kościoła katolickiego w Polsce do Żydów, cynicznie przemilcza jakże liczne przykłady polskich hierarchów katolickich, którzy występowali z inicjatywami na rzecz polepszenia atmosfery współżycia między Polakami a Żydami czy występowali z ich zdecydowaną obroną w przypadku zagrożeń. By przypomnieć choćby niektóre wymowniejsze fakty. Żydowski historyk z pierwszych dziesięcioleci XX wieku Jakub Schall wychwalał wysiłki arcybiskupa Warszawy Franciszka Malczewskiego (1754-1819), który jako „mąż oświecony” dążył do reformy stanu Żydów. Inny biskup warszawski Antoni Sotkiewicz zasłynął zdecydowanym przeciwdziałaniem inspirowanym przez władze carskie próbom upowszechniania antyżydowskich nastrojów w Warszawie po zapoczątkowaniu w Rosji pogromów w 1881 r. (m.in. nakazał wywiesić we wszystkich kościołach list pasterski piętnujący próby podburzania przeciw Żydom). Interwencja polskiego biskupa Wilna Edwarda von Roppa skutecznie zapobiegła w 1905 r. popieranym przez władze carskie próbom wywołania pogromu Żydów. Jak przypomniał francuski historyk E. Tollet, autor Historii Żydów w Polsce, w 1931 r. tylko dzięki interwencji katolickiego biskupa w Tarnowie Franciszka Lisowskiego udało się położyć kres atakom na sklepy żydowskie we Lwowie.
Smutne, że jeszcze dziś trzeba przypominać - wbrew fałszom Małachowskiego - o tak dużej, jakże wielostronnej pomocy duchownych katolickich w Polsce dla ukrywających się Żydów w czasie II wojny światowej. Można by tu wyliczać dosłownie setki nazwisk duchownych katolickich zasłużonych pomocą dla żydowskich bliźnich w tych tak niebezpiecznych chwilach, od słynnego z opiekuńczej roli wobec Żydów abp. Romualda Jałbrzykowskiego, ówczesnego metropolity w Wilnie, ks. Ferdynanda Machaya, rozwijającego szeroką działalność opiekuńczą w Krakowie za wolą księcia metropolity Adama Sapiehy, po odpowiedzialną za uratowanie kilkuset dzieci żydowskich słynną Mathę Getter i św. Maksymiliana Kolbego, który w grudniu 1939 r. udzielił schronienia w Niepokalanowie 1500 Żydom, uchodźcom z Wielkopolski. Jakże wymowne stwierdzenia w tej sprawie można znaleźć w książce wybitnego dziennikarza brytyjskiego Stewarta Stevena The Poles, który polemizując m.in. z podobnymi do Małachowskiego ohydnymi oszczerstwami na temat Kościoła katolickiego w Polsce, wypowiedzianymi przez izraelskiego premiera M. Begina, pisał: „Kościół zachowywał się z nadzwyczajną odwagą, pomimo tego że nawet zakonnice i księża nie byli wolni od prześladowań przez władze. Ustalono, że praktycznie każdy klasztor w Polsce zajmował się Żydami w swej okolicy, ukrywając tysiące osób, głównie kobiet i dzieci (...). Indywidualne akty heroizmu poszczególnych duchownych są zbyt liczne, by móc je wszystkie wymienić”.
Szokuje skrajna jednostronność Małachowskiego w akcentowaniu „win” Polaków i Kościoła katolickiego za wszystko zło, jakie miało miejsce w przeszłości w stosunkach między Polakami a Żydami. Szkoda, że Małachowski w swych ocenach nie zdobył się choć na odrobinę tego obiektywizmu, który demonstrowali w przeszłości uczciwi badacze pochodzenia żydowskiego. Np. Emil Deiches (Łuniński) tak pisał w książce Sprawa żydowska w czasie Sejmu Wielkiego: „(...) grunt w Polsce do nienawiści był sposobny i podatny. Żydzi uprawiali tu lichwę bardzo wysoką, dochodzącą do połowy wysokości wypożyczonej sumy, skutkiem czego wyzyskiem gnietli uboższą szlachtę i mieszczaństwo”. Czy dziwimy się, że liczni przedstawiciele Kościoła katolickiego występowali przeciwko żydowskim lichwiarzom, stosując się zresztą do tradycyjnego, jakże zrozumiałego potępienia lichwy przez Kościół? Liczni duchowni, tak jak ks. Stanisław Staszic, piętnowali rozpijanie chłopów przez karczmarzy żydowskich, rolę graną przez Żydów w ucisku chłopów. Pamiętajmy jednak, że w swych krytykach opierali się na faktach. Dość przypomnieć rozliczne obiektywne zagraniczne publikacje z XVII i XVIII wieku, które mnożyły słowa krytyki pod adresem Żydów z powodu roli odgrywanej przez nich w uciskaniu ludu polskiego (np. w tekstach H. Conriguesa - Genewa 1675, M. Baudeau - Paris 1771, G. Mablyego - London 1781, G. Forstera - Berlin 1791, H. Vautrina - Paris 1807). Nie kto inny jak największy historyk żydowski XIX wieku H. Graetz ostro piętnował Żydów polskich z XVII wieku za „krętactwo”, „oszukiwanie i krzywdzenie innowierców”. Osobny temat, wciąż za mało znany, to, niestety, rozliczne przejawy ksenofobii w środowiskach żydowskich, którą tak ostro piętnowali rzecznicy prawdziwego zbliżenia polsko-żydowskiego z tzw. nurtu asymiliatorów. Ubolewali oni z powodu żydowskiego separatyzmu, opierającego się na pochopnie nadanej Żydom zbyt szerokiej autonomii. Prawdziwym absurdem było np. przyznanie Żydom własnego sądownictwa (wyroki, w tym wyroki śmierci, wydawali rabini). Rabini częstokroć korzystali z tych swoich praw w karaniu śmiercią Żydów, którzy przechodzili na chrześcijaństwo. Opisał to z jakże słusznym oburzeniem słynny żydowski uczony z Izreala - Isreal Shahak w książce Żydzi, dzieje i religia. (Por. szerzej na temat żydowskich krytyk żydowskiej ksenofobii i żydowskiego separatyzmu - J. R. Nowak: Przemilczani obrońcy Polski, Warszawa 2002, wyd. MaRoN, tel. 0-608-85-42-15).

Papież dzwonił do matki Vincenta Lamberta

2019-07-19 17:57

pb (KAI/I.Media/vaticannews.va/lifesitenews.com) / Reims

Papież dzwonił do matki Vincenta Lamberta, Viviane, aby udzielić jej wsparcia, kiedy walczyła o życie swego syna. Franciszek się nie dodzwonił, zostawił więc wiadomość. Sprawę ujawniła sama Viviane Lambert w wywiadzie dla portalu LifeSiteNews, opublikowanym 18 lipca.

peddhapati / Foter.com / CC BY

Pośrednikiem między papieżem a matką Lamberta był arcybiskup Lyonu kard. Philippe Barbarin. To on poinformował Viviane Lambert, że widział się z papieżem i że poprosił Franciszka o skontaktowanie się z nią.

- Powiedział, żebym przejrzała ostatnie wiadomości [w telefonie]. Nie czytałam wszystkich, bo było ich tak wiele. I rzeczywiście była tam wiadomość po włosku, którą przetłumaczono dla mnie na francuski. Poruszające i bardzo osobiste przesłanie - wyznała Viviane Lambert.

Vincent Lambert po wypadku w 2008 r. był sparaliżowany i żył w stanie minimalnej świadomości. Na wniosek żony i lekarzy, wbrew prośbom rodziców, którzy chcieli go przenieść do ośrodka opieki, francuski wymiar sprawiedliwości wydał zgodę na jego uśmiercenie. Lambert marł 11 lipca, dziewięć dni po tym, jak został odłączony od sztucznego nawodnienia i odżywiania.

Po śmierci 42-letniego mężczyzny papież napisał na swym koncie na Twitterze: „Niech Bóg Ojciec przyjmie w swe objęcia Vicenta Lamberta. Nie budujmy cywilizacji, w której eliminowane są osoby, których życie nie wydaje się nam dość godne, by dalej mogły żyć. Każde życie ma wartość, zawsze”.

Opowiadając o swych przeżyciach w rozmowie z portalem LifeSiteNews Viviane Lambert przyznaje, że wciąż jest w szoku po zbrodni, którą popełniono na jej synu. „Na szczęście – dodaje – zachowałam swoją wiarę, inaczej byłabym nie tylko smutna, ale też zrozpaczona”. Przyznaje, że jest pełna nadziei, cieszy się, że Vincent nie należy już do katów, lecz do Boga. Podobnie jak prefekt Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów kard. Robert Sarah jest ona przekonana, że jej syn zmarł jako męczennik współczesnego społeczeństwa. Teraz będzie się wstawiał za Francję, która nie zasługuje na taki los – dodaje matka zmarłego 11 lipca mężczyzny.

Ona sama apeluje natomiast o modlitwę w intencji doktora Vincenta Sancheza, który zawyrokował o śmierci jej syna. Przyznaje, że sama próbuje to robić, choć czasem jej serce się buntuje. Podkreśla, że trzeba się modlić, mając na względzie dobro innych pacjentów, a także los tego człowieka po śmierci. Nawrócenia się zdarzają – przypomina Viviane Lambert.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Papież nie przyjął dymisji kard. Ouelleta

2019-07-20 09:20

st (KAI) / Watykan

Ojciec Święty nie przyjął rezygnacji z pełnionych obowiązków przez prefekta Kongregacji ds. Biskupów kard. Marca Ouelleta – informuje portal il sismografo. Kanadyjski purpurat, jeden z najbliższych współpracowników Franciszka 8 czerwca ukończył 75 lat i zgodnie z wymogami prawa złożył swoją rezygnację.

michael_swan / Foter.com / CC BY-ND

Powołując się na bliskiego współpracownika kard. Ouelleta, ks. Massimo Cassolę il sismografo podaje, że papież poprosił prefekta Kongregacji ds. Biskupów, by dalej pełnił swoje obowiązki, aż do chwili, kiedy podejmie inną decyzję. Dykasteria ta zajmuje się kwestią doboru odpowiednich kandydatów na stanowiska biskupów oraz innymi dotyczącymi ich sprawami.

Kard. Marc Ouellet urodził się 8 czerwca 1944 w Lamotte (prowincja Quebec w Kanadzie) jako trzecie z ośmiorga dzieci Pierre’a Ouelleta i Grazielli z domu Michaud. Po studiach teologicznych w wyższym seminarium duchownym w Montrealu (w latach 1964-68) uzyskał kościelny licencjat z teologii na Uniwersytecie w Montrealu. Święcenia kapłańskie w przyjął 25 maja 1968, po czym przez dwa lata pracował duszpastersko. Następnie nauczał filozofii w Wyższym Seminarium Duchownym w stolicy Kolumbii – Bogocie, kierowanym wówczas przez kanadyjską prowincję zgromadzenia księży sulpicjanów, do którego później sam wstąpił.

Następnie studiował w Rzymie, gdzie w 1974 uzyskał licencjat z filozofii na Uniwersytecie św. Tomasza „Angelicum”. Wykładał potem w wyższych seminariach duchownych w Manizales w Kolumbii oraz w Montrealu w Kanadzie. W 1983 r. uzyskał doktorat z teologii dogmatycznej na Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie. Był profesorem seminariów w Kolumbii i Kanadzie. W latach 1996-97 wykładał na Instytucie Jana Pawła II na Uniwersytecie Laterańskim w Rzymie, a następnie został kierownikiem katedry teologii dogmatycznej na tej uczelni.

3 marca 2001 Jan Paweł II mianował go sekretarzem Papieskiej Rady ds. Popierania Jedności Chrześcijan i biskupem, a 19 marca tegoż roku osobiście udzielił mu sakry. Jako motto swej posługi obrał słowa «Ut unum sint» (Aby byli jedno). Był też konsultorem kilku innych kongregacji, członkiem Międzydykasterialnej Komisji ds. Kościoła w Europie Wschodniej, sekretarzem Komisji ds. Stosunków Religijnych z Judaizmem i członkiem Międzynarodowej Komisji Teologicznej.

15 listopada 2002 św. Jan Paweł II mianował go arcybiskupem metropolitą Québecu, a 21 września 2003 włączył abp. Ouelleta do Kolegium Kardynalskiego. W październiku 2008 był relatorem generalnym 12. Zwyczajnego Zgromadzenia Ogólnego Synodu Biskupów obradującego pod hasłem: „Słowo Boże w życiu i misji Kościoła”. 30 czerwca 2010 Benedykt XVI ponownie ściągnął kanadyjskiego purpurata do Watykanu, powołując go na prefekta Kongregacji ds. Biskupów. Jest on także członkiem kilku innych Kongregacji i rad papieskich. Jest znany przede wszystkim z obrony życia poczętego i ostrych wystąpień przeciw aborcji, dlatego też dla wielu, szczególnie dla liberalnych mediów, jest postacią kontrowersyjną. Jest też weteranem szkoły Communio i uczniem Ursa von Balthasara. Do dziś jest członkiem redakcji tego czasopisma.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem