Reklama

W oczekiwaniu na przyjazd Benedykta XVI

Z abp. Józefem Michalikiem - metropolitą przemyskim, przewodniczącym Konferencji Episkopatu Polski - rozmawia ks. Zbigniew Suchy
Niedziela Ogólnopolska 7/2006, str. 9

Grzegorz Gałązka

Ks. Zbigniew Suchy: - Księże Arcybiskupie! Po poprzedniej refleksji traktującej o pewnych ogólnych wrażeniach i spostrzeżeniach związanych z przesłaniem Papieża Benedykta XVI do Kościoła w Polsce, chciałbym prosić o poprowadzenie nas po ważnym tropie nowej ewangelizacji, jaką jest troska o wychowanie młodzieży.

Abp Józef Michalik: - Sądzę, że katecheza w Polsce jest jakimś dużym polem pracy, ale też coraz pełniej zdajemy sobie sprawę, że wychowanie to nie tylko troska o przekaz wiadomości, ale to także wysiłek zmierzający do uformowania przez katechezę postaw życiowych.
Kształtowanie postaw wymaga osobowego spotkania katechety i katechizowanego. Zresztą, nie da się odróżnić tych dwóch podmiotów, bo przecież i katecheta jest w jakimś, czasem bardzo istotnym sensie, katechizowany przez swoich uczniów, wychowanków. W spotkaniu wychowanka i wychowawcy ważny jest wzorzec. Nie chodzi o słowa, ale o wskazanie jakiegoś ideału - kogoś, kto potrafi zainspirować i przekonać do takiego właśnie zachowania. Jeśli ofiarujemy wychowankom ów wzorzec, następuje niewerbalny dialog i rzeczywiste osobowe spotkanie. W przypadku wychowawcy wierzącego ów wzorzec ma pomóc w doprowadzeniu do spotkania z Jezusem.
Ojciec Święty wymienia te punkty spotkania, wskazując na rodzinę, dom, wychowawcę, zdolność wykorzystania całego dynamizmu młodego człowieka i skierowania go na właściwe tory.
Papież nazywa po imieniu ten dynamizm młodości, który może skutecznie pomóc w obudzeniu dobrych pragnień i ukazaniu wzorców przydatnych w życiu młodego człowieka - to wolontariat, szczególnie żywotny w czasach obecnych. Wolontariat to działanie w konkretnych organizacjach, jak np. Caritas, ale to jeszcze bardziej formacja wrażliwości na drugiego człowieka, który żyje obok mnie.
Kolejnym ważnym momentem w procesie wychowania katolickiego jest obudzenie głodu pogłębienia swojej duchowości. Kościół ma wypracowane przez wieki drogi pogłębiania duchowości zgodne z Ewangelią, gdzie pierwszym krokiem wskazanym przez Jezusa jest zerwanie z grzechem, oczyszczenie sumienia i wyobraźni, a następnie pokorne otwarcie się na łaskę Jezusowej obecności.
Sprawdzoną formą są rekolekcje zamknięte, dni skupienia organizowane dla różnych grup. W zrealizowaniu tego pragnienia pomagają domy rekolekcyjne, które są już w każdej polskiej diecezji.

- Zastanawiam się, czy słuszne jest twierdzenie, że to osobowe spotkanie katechety i katechizowanego zostało nieco zakłócone przez wprowadzenie katechezy do szkół.
Z drugiej strony myślę, że czymś rewolucyjnym była odwaga wprowadzenia do domów rekolekcyjnych całych grup młodzieży. Wcześniej służyły one bowiem małym grupom, a teraz przyjeżdżają tam kandydaci do bierzmowania, maturzyści. To wielka odwaga katechetów...

- Co do pierwszej uwagi mam zupełnie inne zdanie. Uważam, że wprowadzenie katechezy do szkół nie przeszkodziło, a wręcz odwrotnie - umożliwiło osobowy kontakt młodzieży z księdzem. W bardzo wielu diecezjach w Polsce, przed wprowadzeniem katechezy do szkół, dość powszechna była sytuacja, że tylko znikomy procent (10-15%) młodzieży szkół zawodowych, a nawet średnich kontaktował się z katechezą w Kościele. Działo się tak dlatego, że katecheza była prowadzona na zasadzie grupy, a nie klasy. To robiło wrażenie dużej, elitarnej grupy, a tymczasem ci mniej zainteresowani odpływali. Religia jest nie dla elity, ale dla wszystkich. Owszem, jeśli uczeń (lub rodzice) nie chce uczestniczyć w szkolnej katechezie, może zrezygnować, takie jest prawo wolnej woli człowieka.
Trzeba podkreślić wielki trud katechetów, który dźwigają na swoich barkach. Jest on zdecydowanie większy niż trud nauczyciela, bo oceny z katechezy nie wlicza się w średnią, nie jest to przedmiot maturalny. To katecheta swoim zachowaniem, autorytetem i charyzmatem musi wzbudzić zainteresowanie. Pociągnąć wychowanka.
Zgadzam się natomiast z drugą uwagą. Rzeczywiście, rekolekcje dla bierzmowanych to próba bardzo szerokiego ogarnięcia wielkiej rzeszy młodzieży i to w trudnym rozwojowo wieku. Ten „eksperyment” rzeczywiście sprawdził się i niewątpliwie stał się ważnym odkryciem naszego duszpasterstwa.
Owocność tego dzieła daje się odczuć wprost fizycznie. Mogę powiedzieć, że z doświadczenia wiem, kto jest w kościele, kiedy przyjeżdżam do parafii, np. aby udzielić sakramentu bierzmowania. Już po wejściu do świątyni daje się odczuć, że młodzież ta była na rekolekcjach zamkniętych. Trudno to wyrazić, ale po prostu to się czuje. Dostrzegają to powszechnie sami księża. Kiedy odważą się na pierwszą taką próbę, potem już nie wyobrażają sobie, by przed bierzmowaniem nie było takich rekolekcji.
Inne nieco doświadczenie płynie z rekolekcji dla maturzystów. Nie ma ich tak wiele i nie są tak spontaniczne, jak te przed bierzmowaniem. Trzeba obmyślać ciągle nowe sposoby profilowania tych rekolekcji jako dłuższego czasu ciszy, modlitwy i spotkania (poprzez katechetę) z samym sobą i z Bogiem.
Przy tej okazji chciałbym zwrócić uwagę, żeby nie szafować zbyt nieodpowiedzialnie słowem „rekolekcje”. Bo dziś niemal wszystko określa się tym mianem: rekolekcje w drodze, rekolekcje grupy muzycznej, sympozja również często traktowane są jako rekolekcje. Wystarczą dwie, trzy konferencje ascetyczne i już przywozi się zaświadczenie o odbytych rekolekcjach. Zachowajmy miano „rekolekcje” rzeczywistemu czasowi spotkania z Bogiem.

- Już ostatnie pytanie dotyczące tego fragmentu papieskiego wystąpienia. Chyba nie ma w Polsce biskupa bardziej przekonanego do konieczności tworzenia parafialnych oddziałów Akcji Katolickiej. Jak zatem rozumie Ksiądz Arcybiskup z jednej strony pochwałę Ojca Świętego za wielką pracę w dziedzinie tworzenia struktur Akcji, a z drugiej - prośbę o nadanie jej pewnej wyrazistości duchowej, charyzmatycznej?

- To bardzo ważne i bardzo potrzebne papieskie wskazanie dla nas. Akcja Katolicka powinna, mając już te minimalne struktury, dojrzewać do tego, by zafunkcjonować jako stowarzyszenie samoistnie, samodzielnie wypracowujące swoje programy, kształtujące swoje duchowe oblicze, mające siłę swego głosu w sprawach publicznych. Akcja Katolicka jest stowarzyszeniem kościelnym, powoływanym przez Konferencję Episkopatu i przez biskupa diecezjalnego. Biskup ma tu decydujący głos i musi się tym bardzo przejąć, aby uformować stowarzyszonych tu świeckich „na swój obraz”, aby przekazać im całą swoją miłość do Kościoła i całe zatroskanie o obecność Kościoła w świecie, w którym żyją członkowie „jego” Akcji Katolickiej. Schodząc niżej, proboszcz-asystent mają także podobny głos i ważną do spełnienia rolę.
Jestem przekonany, że nadchodzi czas, kiedy to świeccy będą się domagać od nas, biskupów, żebyśmy jeszcze mocniej uwierzyli w Akcję Katolicką, jeszcze mocniej zaufali świeckim w AK, do charyzmatu której należy obecność biskupa i kapłana i to daje rękojmię drogi eklezjalnie pewnej, a jednocześnie umożliwiającej świeckim pełny duchowy, ale i społeczny rozwój.
Słowa Papieża pokazują też prawdę o ciągłości w Kościele. Benedykt XVI nawiązał nimi do przedostatniej wizyty ad limina Apostolorum polskich biskupów i do życzenia wypowiedzianego przez Jana Pawła II. Skoro odpowiedzieliśmy wówczas na tamto wezwanie, ufam, że i obecne nie pozostanie bez odzewu.

- Dziękuję za rozmowę.

Jak prymas Wyszyński papieża wybierał

2019-10-16 12:28

Grzegorz Polak
Niedziela Ogólnopolska 42/2019, str. 26-27

14 października 1978 r. do Kaplicy Sykstyńskiej wchodzi 111 kardynałów z 49 krajów. Nikt z nich nie przeczuwa, że za 2 dni zmienią bieg historii

Instytut Prymasowski Stefana Kardynała Wyszyńskiego
Bachledówka k. Zakopanego, lipiec 1973 r

Śmierć Jana Pawła I, po zaledwie 33-dniowym pontyfikacie, jest ogromnym szokiem także dla kardynałów. Zastanawiają się, co przez to doświadczenie chciał im powiedzieć Duch Święty. Nie mają czasu na dogłębne analizy, bo termin nowego, drugiego już konklawe w 1978 r. zbliża się wielkimi krokami.

Do Kolegium Kardynalskiego dociera informacja o manifeście wybitnych ojców soborowych, którzy domagają się charyzmatycznego pasterza. Kardynałowie mają świadomość, że nowy papież powinien być człowiekiem o silnej, wyrazistej osobowości, który byłby zdolny zahamować kryzys w Kościele. Kryzys, który – jak zauważył założyciel Wspólnoty św. Idziego prof. Andrea Riccardi – wynika nie z zewnętrznych sił bądź czynników, jak w czasach rewolucji francuskiej czy polityki państw ateistycznych, ale pochodzi z wnętrza Kościoła.

Nie do końca spełniają te wymagania i oczekiwania dwaj główni faworyci mediów, jak również większości elektorów: arcybiskup Genui kard. Giuseppe Siri, który z trudem przyjmuje zmiany posoborowe inicjowane przez Pawła VI, oraz arcybiskup Florencji kard. Giovanni Benelli, zdolny zachować ciągłość linii tego papieża.

Wojtyła powodem konfliktu z Sowietami?

Niektórzy z wpływowych kardynałów niewłoskich stawiają na kandydatów spoza Włoch. Arcybiskup Sao Paolo kard. Paulo Evaristo Arns oświadcza wprost, że najlepszym pretendentem byłby kard. Karol Wojtyła. O metropolicie krakowskim dużo się mówi przed konklawe w kręgach Kurii Rzymskiej. Cieszy się on tam opinią wspaniałego człowieka, zdolnego pasterza, ale nikt poważnie nie bierze pod uwagę jego kandydatury. Dlaczego? Bo – jak wspomina w niedawnym wywiadzie dla PAP znakomity watykanista Luigi Accattoli – ich zdaniem, „wybór papieża z kraju komunistycznego byłby wielkim zagrożeniem, gdyż mógłby doprowadzić do konfliktu z sowieckim systemem”.

Daleki od takiego myślenia jest arcybiskup Wiednia kard. Franz König, który jeszcze przed konklawe daje niedwuznacznie do zrozumienia, że sytuacja w Kościele dojrzała do tego, by papieżem mógł zostać nie-Włoch. Kardynał dobrze się orientuje w realiach socjalistycznych, bo jako pierwszy purpurat z Zachodu w charakterze nieformalnego przedstawiciela papieża odwiedza kraje Europy Środkowo-Wschodniej. Zna abp. Wojtyłę z jego wizyt w Wiedniu i ze swoich rewizyt w Krakowie. Ceni jego intelekt, walory moralne i talenty duszpasterskie. W rozmowach z członkami Kolegium Kardynalskiego sonduje możliwość wyboru nie-Włocha i w tym kontekście wymienia nazwisko Wojtyły, lobbując, jak byśmy dzisiaj powiedzieli, za jego kandydaturą.

Dlaczego Prymas odmówił

Kardynał König rozmawia także na ten temat z kard. Wyszyńskim. Wedle znanej anegdoty, słowa arcybiskupa Wiednia o godnym następcy św. Piotra z Polski Prymas odnosi do siebie, choć jedzie na konklawe z absolutnym przekonaniem, że papieżem powinien zostać Włoch. Znane są jego wypowiedzi sprzed konklawe na ten temat, zapisuje także to przekonanie w „Pro memoria”.

Kiedy dwaj główni faworyci włoscy blokują się nawzajem, bo żaden z nich nie może uzyskać wymaganej większości głosów, w przerwie między głosowaniami zgłasza się do Prymasa grupa elektorów z pytaniem, czy przyjąłby wybór. Kardynał Wyszyński zdecydowanie odmawia i po raz kolejny wyraża przekonanie, że papieżem powinien zostać Italczyk. Tłumaczy się ponadto zaawansowanym wiekiem, brakiem wszechstronnego przygotowania oraz koniecznością obrony Kościoła na Wschodzie, co określa jako swoje życiowe zadanie. „Do mnie należy nawet paść na granicy polsko-sowieckiej, gdyby Bóg tego ode mnie zażądał” – czytamy w „Pro memoria”. Mówi jednak kardynałom: „Gdyby wybór padł na kard. Wojtyłę, uważam, że miałby obowiązek wybór przyjąć, gdyż jego zadania w Polsce są inne”. Kiedy Prymas się orientuje, że szanse metropolity krakowskiego rosną, staje się gorącym rzecznikiem jego kandydatury.

To Jej dzieło!

Drugiego dnia konklawe, wobec niemożności uzyskania przewagi jednego z włoskich kandydatów, kard. König podczas posiłków wymienia nazwisko kard. Wojtyły, czym daje do zrozumienia, że będzie na niego głosował.

Nazajutrz, 16 października, po obiedzie, jak wynika z lakonicznych zapisków Prymasa, przejmuje on inicjatywę. Staje się, używając języka piłkarskiego, głównym rozgrywającym. W „Pro memoria” zapisuje: „Po obiedzie długa moja rozmowa z kard. Królem, a później z kard. Königiem. Nic więcej! Później z kardynałami niemieckimi. Nic więcej!”. Co to oznacza – wiadomo. Wymienieni należą do grona wpływowych purpuratów, których kard. Wojtyła ma po swojej stronie. Można się domyślić, że dyskutują o tym, jak zmobilizować do postawienia na metropolitę krakowskiego elektorów niezdecydowanych. Czas poobiedniego wypoczynku jest dla nich bardzo pracowity. „Czuło się ożywienie na korytarzach” – notuje kard. Wyszyński.

„Grupa Prymasa” okazuje się skuteczna, bo ósme głosowanie jest formalnością. Kardynał Wyszyński przesuwa się do metropolity krakowskiego, który siedzi za nim w drugim rzędzie, i prosi go o przyjęcie wyboru. „Gdyby Księdza Kardynała wybrano, proszę pomyśleć, czy nie przyjąć imienia Jana Pawła II. Dla włoskiej opinii publicznej byłoby to obrócenie na dobro tego kapitału duchowego, który zebrał Jan Paweł I” – czytamy w „Pro memoria”.

Podczas homagium obaj płaczą. Prymas wspomina po powrocie do Polski w jednym z kazań: „(...) usta nasze niemal jednocześnie otworzyły się imieniem Matki Bożej Jasnogórskiej: to Jej dzieło! Wierzyliśmy w to mocno i wierzymy nadal”.

Później Prymas wypowie prorocze słowa, które Papież zapisze w swoim testamencie, a po latach powtórzy w Gorzowie Wielkopolskim: „Masz teraz wprowadzić Kościół w trzecie tysiąclecie”.

Opatrznościowy udział

Choć Prymas i Papież są przekonani, że wynik konklawe to „sprawa” Madonny Jasnogórskiej, to jednak Jan Paweł II docenia rolę czynnika ludzkiego. Świadczy o tym jego niepublikowany dotąd odręczny list do kard. Wyszyńskiego z 3 listopada 1978 r., w którym dziękuje Księdzu Prymasowi za „tak opatrznościowy udział w ostatnim konklawe”. Czytamy w nim m.in.: „Nie muszę już więcej pisać, Wasza Eminencja sam wie, o co chodzi, o czym myślę. To są drogi Boże, które tym bardziej nam się uświadamiają, im bardziej objawia się ich zobowiązujące znaczenie. Ksiądz Prymas wie, że miał bezpośredni udział w objawieniu się tego właśnie zobowiązującego znaczenia na tle całego przebiegu konklawe, a w szczególności w dniu 16 października, w uroczystość św. Jadwigi”. Prymas i Papież rozumieli się „w pół słowa”. Ale i my po przeczytaniu tego fragmentu nie mamy wątpliwości, że Jan Paweł II dziękuje kard. Wyszyńskiemu za to, że w sposób zasadniczy przyczynił się do jego wyboru na papieża.

Po konklawe Prymas „na gorąco” wyraża przypuszczenie, że wybór papieża z Polski może „przyhamować akcję ateistyczną, płynącą z ZSRR, gdy Moskwa zorientuje się, że w centralnej Europie wyrosła niespodziewanie nowa siła”. I dodaje za starcem Symeonem: „Teraz puszczasz w pokoju swego sługę, Panie, ponieważ moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, które przygotowałeś przed obliczem wszystkich narodów” (por. Łk 2, 29-31).

Zanim to się stanie, Prymas przeżyje chwile wielkiej chwały, kiedy podczas homagium 22 października 1978 r. Papież w bezprecedensowym geście podniesie go z klęczek i ucałuje jego ręce, i kilka miesięcy później, kiedy w czerwcu 1979 r. będzie gospodarzem pielgrzymki Jana Pawła II do Ojczyzny.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Poznań: zmarł prof. Jacek Łuczak, twórca polskiej opieki paliatywnej

2019-10-22 21:41

ms / Poznań (KAI)

W Poznaniu 22 października zmarł prof. Jacek Łuczak, profesor nauk medycznych, założyciel i długoletni prezes Polskiego Towarzystwa Opieki Paliatywnej. Miał 84 lata.

poznan.pl

Prof. Łuczak był twórcą hospicjum Palium w Poznaniu i pierwszej poradni walki z bólem w Polsce.

„Był człowiekiem niezwykłej ofiarności, zawsze blisko chorego. Prawdziwy lekarz, dla którego hospicjum było domem, a człowiek chory, cierpiący miał uprzywilejowane miejsce w jego sercu” – mówi o zmarłym abp Stanisław Gądecki. Metropolita poznański wielokrotnie odwiedzał prowadzone przez prof. Łuczaka hospicjum.

„Profesor zawsze zwracał uwagę na relacje, które powinny nawiązać się pomiędzy chorym a lekarzami i pielęgniarkami oraz kapelanami hospicjum. Podkreślał nieustannie konieczność szacunku wobec człowieka, zwłaszcza umierającego” – zauważa przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski.

Profesor Jacek Łuczak urodził się w 1934 r. w Poznaniu, ukończył studia na Wydziale Lekarskim poznańskiej Akademii Medycznej. Jest autorem ponad 400 prac naukowych, był specjalistą i konsultantem krajowym w dziedzinie medycyny paliatywnej.

W 2019 r. prof. Jacek Łuczak został odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem