Reklama

„Alkoholizm i inne uzależnienia zaliczają się do chorób zaprzeczeń i zakłamania”

Szamotanie się w świecie ułudy

Z dr. Bohdanem T. Woronowiczem, psychiatrą, specjalistą terapii uzależnień z Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie, rozmawia Stanisław Klimaszewski
Niedziela Ogólnopolska 7/2006, str. 15


Dr Bohdan T. Woronowicz
Stanisław Klimaszewski

Stanisław Klimaszewski: - Na początek pytanie nieco prowokacyjne: Czy specjalista od uzależnień jest człowiekiem wolnym, czy też uzależnionym od czegoś?

Dr Bohdan T. Woronowicz: - Jestem uzależniony od nikotyny, ale 9 kwietnia minie 20 lat, jak nie dotknąłem papierosa. Zawdzięczam to moim pacjentom. Kiedy im mówiłem o ich uzależnieniu, w pewnym momencie zobaczyłem także swoje. I wtedy przestałem palić. Do dzisiaj mi się to udaje.

- Gdyby Pan zapalił, co by się stało? Wróciłby nałóg?

- To prawdopodobne. Dziś zapaliłbym jednego papierosa, jutro drugiego, a za dwa, pięć dni paliłbym jak smok. Jak kiedyś, 20-30 papierosów dziennie.

- Co to jest uzależnienie?

- Jest dobra definicja, powstała w końcu lat 60. ubiegłego wieku, która wprawdzie odnosiła się do substancji psychoaktywnych, do środków chemicznych, ale inne uzależnienia można do niej dopasowywać. Uzależnienie to stan psychiczny i fizyczny wynikający ze współdziałania organizmu i substancji psychoaktywnej, np. alkoholu. Charakteryzuje się zmianami w zachowaniu i ma różne następstwa, w tym przymus ciągłego lub okresowego używania tej substancji, aby doświadczyć psychicznych efektów jej działania lub uniknąć objawów wynikających z jej braku - złego samopoczucia, dyskomfortu.

- Musi to być substancja chemiczna?

- Nie. W innych uzależnieniach jest to stan psychiczny, który wiąże się z określonymi zachowaniami. Taka osoba odczuwa potrzebę, „głód”, robienia czegoś. Grzebania w internecie, hazardu. To powoduje poprawę samopoczucia, przynajmniej chwilową. W mózgu drażniony jest ośrodek przyjemności. Ponieważ dla uzależnionego jest to stan przyjemny, stara się takie czynności kontynuować. Pojawia się trudna do odparcia chęć powtarzania zachowania i rozwija się zależność psychiczna.

- Od czego ludzie uzależniają się najczęściej?

- Od nikotyny, alkoholu, leków, narkotyków. Następne uzależnienia to patologiczny hazard; coraz częściej słyszymy o komputerach, choć rzadziej przychodzą osoby bezpośrednio tym dotknięte, a częściej ich bliscy: rodzice, dziadkowie. Proszą o pomoc, bo dziecko spędza bardzo dużo czasu przy komputerze. Nie wiedzą, co robić. Są też osoby uzależnione od seksu, od tzw. „miłości”. Poszukują nowych związków, wrażeń i w ten sposób dowartościowują się.

- Czyli można uzależnić się od wszystkiego?

- Teoretycznie tak. Są ludzie, którzy potrafią umiejętnie dawkować, np. dużo pracują, ale mają też czas na odpoczynek, dla rodziny. Inni natomiast są pochłonięci obsesją myślenia o sprawach zawodowych. Jadą na urlop z komórką, laptopem - są więźniami pracy.

- Czy naukowiec, który poświęca bardzo dużo czasu na pracę naukową, jest uzależniony od nauki?

- Jeżeli nie potrafi znaleźć czasu na inne aktywności i wiąże się to z różnymi niedobrymi konsekwencjami, np. rodzinnymi czy zdrowotnymi, to tak.

- A hobby?

- Jeżeli nie przynosi szkód temu komuś i otoczeniu to wszystko w porządku. Natomiast, jeśli pojawiają się problemy zdrowotne lub w rodzinie, bo nie ma czasu, to już jest!

- Czy uzależnienie od komputera, internetu to znak czasu?

- Ostatnio tak. Jest to problem bardzo ukryty. Ci, którzy mają w domu młodzież, wiedzą, ile to zabiera czasu. Nie wszyscy mają świadomość, gdzie i kiedy zaczyna się uzależnienie. Dziecku kupuje się komputer i resztę się odpuszcza. Rodzice nie uczą rozsądnego gospodarowania czasem. A dziecko zajmuje się różnymi rzeczami w komputerze, odkłada na bok sprawy związane z nauką. Siedzi do późnych godzin, chodzi niewyspane, w szkole zaczynają się problemy.

- Właśnie, gdzie jest linia oddzielająca normalne korzystanie z narzędzia od choroby?

- Nie jest ona jednoznaczna, choć są objawy umożliwiające rozpoznanie uzależnienia. Najprościej: jest to np. brak kontroli nad czasem przeznaczonym na dane zachowanie lub czynność. Każdy z nas tak gospodaruje czasem, że może przeczytać książkę, pójść na spacer, uprawiać sport, obejrzeć telewizję. Czas jest poszatkowany. Jest też miejsce na to, żeby zagrać w karty, posiedzieć i wypić trochę alkoholu. Jeżeli w pewnym momencie jakieś zachowania zaczynają zajmować coraz więcej czasu, to dzieje się to kosztem innych aktywności. Później to zaczyna wypierać inne formy spędzania czasu. Granicy trzeba szukać indywidualnie. Trzeba też zauważyć, że w tej chwili słowo „uzależnienie” bywa nadużywane. Ktoś lubi coś robić, powtarza tę czynność, to otoczenie już mówi o uzależnieniu.

- Czy żyjemy w kulturze, która zachęca do wolności, czy raczej pcha w stronę uzależnień? Milion razy powtarzane reklamy…

- Myślę, że dzisiejsza kultura prowadzi raczej w kierunku zniewolenia. Człowiekowi coraz trudniej obejść się bez pewnych atrybutów cywilizacji.

- Od czego najłatwiej się uzależnić?

- Gdyby spojrzeć na liczbę osób uzależnionych, to powiedziałbym, że od alkoholu. Oblicza się, że w Polsce jest 800 tys. osób uzależnionych. Ja myślę, że więcej. Podobnym, a może nawet większym problemem jest uzależnienie od nikotyny.

- Czy są jakieś grupy zawodowe lub społeczne, które uzależniają się najłatwiej?

- O samym alkoholizmie mówi się, że jest chorobą najbardziej demokratyczną. Ja stykałem się ze wszystkimi profesjami, ludźmi zajmującymi wszelkie stanowiska: państwowe, biznesowe, naukowe. Przekrój bardzo szeroki. To nie tyle zależy od profesji, co od osobowości człowieka.

- Dlaczego niektórzy się uzależniają?

- Weźmy taki przykład: Przychodzi ktoś po pracy i chce się odprężyć. Siada w fotelu przed telewizorem, otwiera puszkę piwa i sączy. Napięcie spada... - bardzo prosty mechanizm prowadzący do uzależnienia od alkoholu. A można w tym czasie pójść na spacer, na basen, robić inne rzeczy. Jeżeli ktoś potrafi czerpać przyjemność z różnych źródeł bodźców, to się nie uzależni.

- Ale inni sączą i się nie uzależniają...

- Są ludzie, którzy częściej przeżywają dyskomfort. Jeżeli taka osoba zauważy, że alkohol, jakieś tabletki, hazard, komputer powodują poprawę samopoczucia, to będzie dążyła do powtarzania tego. I druga grupa - ludzie, którzy potrzebują częściej niż inni pobudzenia, stymulacji. Źle się czują, gdy dookoła jest spokojnie. Czekają, kiedy coś się zdarzy, prowokują różne wydarzenia. Szukają adrenaliny: uprawiają sporty ekstremalne, kradną drobne przedmioty w sklepie...

- Przyczyna tkwi w genach, w wychowaniu?

- W przypadku uzależnień mówimy o polietiologii - wieloprzyczynowości. Z jednej strony jest podłoże biologiczne, z drugiej - muszą nałożyć się czynniki psychologiczne, duchowe, społeczne. To wszystko daje pewne „możliwości” wejścia w uzależnienie.

- Trudno zauważyć, że się jest uzależnionym?

- Bardzo trudno. Alkoholizm i inne uzależnienia zaliczają się do chorób zaprzeczeń i zakłamania. Człowiekowi do ostatniego momentu wydaje się, że wszystko kontroluje. Poszukuje innych, którzy gorzej od niego funkcjonują. Zdarza się, że człowiek do końca życia nie ma świadomości uzależnienia.

- Uzależnienie zakłóca z jednej strony wolność, a z drugiej - świadomość...

- To jeden z objawów, że człowiek nie widzi związku między jakimiś zachowaniami, np. używaniem alkoholu, a różnego rodzaju problemami życiowymi. A to zły szef, a to zła żona. To mi nie wyszło, zakąska zaszkodziła.

- Pan Doktor używa słowa alkohol, ale wypowiedzi te można odnosić także do innych uzależnień?

- Tak. Mówię o alkoholizmie, bo jest najczęściej spotykany.

- W końcu trafia taki pacjent do Pana.

- Dla nas, terapeutów, największym wyzwaniem jest umożliwienie komuś zidentyfikowania się z chorobą. Dopóki człowiek nie poczuje się chory, nie zidentyfikuje się z nią, dopóty nie będzie chciał się leczyć. Nie ma do niego żadnego dojścia. Uzależnieni na ogół przychodzą pod jakąś presją: żony, zakładu pracy, psującego się zdrowia, coś się z nimi dzieje nie tak. Są dalecy od postrzegania siebie w kategoriach osoby uzależnionej. Dopiero w procesie terapii następuje identyfikacja z chorobą. Dopiero wtedy pojawia się chęć zmieniania czegoś i tym samym dalszego uczestniczenia w leczeniu. Kontrolowania swoich zachowań bardziej od wewnątrz niż z zewnątrz. Wtedy dopiero mamy szansę na sukces. Kładziemy nacisk na to, żeby pacjent powiązał swoje niepowodzenia, kłopoty, trudności, przykrości, straty np. z używaniem substancji psychoaktywnych, hazardowym graniem.

- Trudne jest leczenie?

- Uzależnienia są bardziej zaleczalne niż wyleczalne. Dziś nie ma sposobu na to, żeby przywrócić komuś możliwość kontrolowanego picia alkoholu. On po prostu musi nauczyć się żyć bez tej podpórki, jaką jest alkohol. Ilekroć sięgnie po alkohol, istnieje ogromne prawdopodobieństwo, nawet pewność, że choroba się uaktywni. Nie będzie w stanie zatrzymać tego wszystkiego. Przy innych uzależnieniach jest tak samo.

- Uzależnienia to choroba ciała, duszy, psychiki?

- To jest choroba i ciała, i duszy. Ale bardziej duszy. Choroba ciała jest następstwem nadmiernego, intensywnego używania np. alkoholu, ciało zacznie się „psuć”. Sięgam po alkohol, dlatego że moja dusza cierpi. Jest mi ciężko, źle. Nie potrafię czerpać radości z tego, co jest dookoła. Nie potrafię radzić sobie z trudnościami. Nie bardzo wiem, co jest w tym życiu ważne. Nie mam sprecyzowanego systemu wartości. Człowiek jest zagubiony i nagle... niektórym ten alkohol daje złudę, że może być inaczej. Przez moment, gdy jesteś pod działaniem narkotyków lub alkoholu, cały świat cię kocha i ty kochasz cały świat. Masz cudowne plany. Ale te substancje powolutku się wydalają. Wraca szara, smutna rzeczywistość, jeszcze bardziej ponura. I co wtedy robisz? Pamiętasz, że jest napój, tabletka, coś, co pozwoli wrócić do świata, w którym czułeś się tak dobrze... Przy odstawieniu mówimy o zespole abstynencyjnym. Pojawia się złe samopoczucie, agresja, napięcie, niepokój, czasami omamy, trzęsą się ręce. Żeby to złagodzić sięgasz po kolejną dawkę, później po kolejną itd.

Reklama

Bóg jest Trójcą Świętą
Skąd o tym wiemy?

2019-06-12 09:01

Ks. Jarosław Grabowski
Niedziela Ogólnopolska 24/2019, str. 10-11

„Drodzy bracia i siostry, obchodzimy dziś uroczystość Trójcy Przenajświętszej. Cóż wam mogę powiedzieć o Trójcy? Hm... Jest Ona tajemnicą, wielką tajemnicą wiary. Amen”. To było najkrótsze kazanie, jakie usłyszałem kiedyś w młodości. Wiernych obecnych w kościele to zaskoczyło. Jednych pozytywnie, bo kazanie było wyjątkowo krótkie, inni byli zirytowani, gdyż nie zdążyli się jeszcze wygodnie usadowić w ławce. Wtedy przyszły mi do głowy pytania: Czy o Trójcy Świętej nie możemy nic powiedzieć? Dlaczego więc wyznajemy, że Bóg jest w Trójcy jedyny? Skąd o tym wiemy?

©Renta Sedmkov – stock.adobe.com
Giovanni Maria Conti della Camera, „Trójca Święta” – fresk z kościoła Świętego Krzyża w Parmie

Mówienie o Trójcy nie jest rzeczą łatwą. Wyrażenie trójjedyności jest zawsze trudne do zrozumienia, gdyż według naszego naturalnego sposobu myślenia, trzy nigdy nie równa się jeden, jak i jeden nie równa się trzy. W przypadku nauki o Bogu nie chodzi jednak o matematyczno-logiczny problem, ale o sformułowanie prawdy wiary, której nie sposób zamknąć w granicach ludzkiej logiki. Chrześcijanie wyznają wiarę w jednego Boga w trzech Osobach. Dla wielu jednak to wyznanie nie ma większego znaczenia w życiowej praktyce. W świecie, w którym jest wiele „pomysłów na Boga”, my, chrześcijanie, powinniśmy pamiętać, że to nie my wymyślamy sobie Boga – my Go tylko odkrywamy i poznajemy, gdyż On sam zechciał do nas przyjść i pokazać nam siebie. Uczynił to zwłaszcza przez fakt wcielenia Syna Bożego. To dzięki Niemu wiemy, że Bóg jest wspólnotą trzech Osób, które żyją ze sobą w doskonałej jedności. „Nie wyznajemy trzech bogów – przypomina Katechizm Kościoła Katolickiego (253) – ale jednego Boga w trzech Osobach: «Trójcę współistotną». Osoby Boskie nie dzielą między siebie jedynej Boskości, ale każda z nich jest całym Bogiem: «Ojciec jest tym samym, co Syn, Syn tym samym, co Ojciec, Duch Święty tym samym, co Ojciec i Syn, to znaczy jednym Bogiem co do natury»”. Człowiek wiary nie wymyśla prawdy, lecz ją przyjmuje. Zastanawia się nad nią, podejmując wielowiekowe doświadczenie Kościoła, który wyjaśniał ją zawsze w świetle objawienia.

Biblijne opisy objawienia się Trójcy Świętej odnajdujemy m.in. w wydarzeniu chrztu Jezusa w Jordanie (por. Mt 3, 13-17) oraz podczas Jego przemienienia na górze Tabor (por. Mt 17, 1-9). W tekstach tych jest zaakcentowane bóstwo Chrystusa, który pozostaje w jedności z Ojcem i Duchem Świętym. W innych tekstach akcent położony jest zaś na bóstwo Ducha Świętego, który pozostaje w ścisłej relacji do Ojca i Syna (por. J 15, 26; 1 Kor 2, 10).

Czy jednak w ograniczonym ludzkim poznaniu możemy mówić w ogóle o nieograniczonej tajemnicy Trójcy? Odpowiedź daje nam św. Cyryl Jerozolimski (IV wiek): „Choć nie mogę całej rzeki wypić, czy mi nie wolno tyle wody zaczerpnąć, ile mi potrzeba? Choć nie jestem w stanie zjeść wszystkich owoców z ogrodu, czy muszę odejść głodny? Czy nie mogę spoglądać na słońce, bo me oczy nie zdołają go całego objąć?”. Wielu chrześcijan jest przekonanych, że o Trójcy należy raczej milczeć niż mówić, gdyż język ludzki jest po prostu nieadekwatny, by powiedzieć coś sensownego o tak zdumiewającej tajemnicy. Sugerują w ten sposób, że Bóg jest wielkim znakiem zapytania, niezrozumiałą tajemnicą, czyli tym, czego nie da się zrozumieć. Jeśli Bóg do mnie mówi, to chyba po to, żebym Go zrozumiał. Św. Augustyn nigdy nie określał tajemnicy jako czegoś, czego nie można zrozumieć, lecz jako coś, czego człowiek nie skończy nigdy poznawać, a to zupełnie inna sprawa. Bóg wprowadza nas w swoją tajemnicę. Skoro mamy się stać tacy jak On, musimy Go poznawać. Choć Trójca Święta jest ponad naszym rozumem, nie oznacza to, że należy milczeć.

W Tradycji Kościoła odnajdujemy wiele tekstów, które przez analogię przybliżają nam prawdę o Trójcy Świętej. Św. Atanazy w IV wieku napisał: „Ojciec jest światłem, słońcem, ogniem; Syn jest blaskiem, łuną od ognia; Duch Święty jest oświeceniem. W Ojcu jest Syn jak blask w świetle, gdzie jest blask, tam jest i światło”. W ten sposób wyraził on jedność istoty, a równocześnie samoistność Ojca, Syna i Ducha Świętego. Św. Augustyn dostrzegał analogię w strukturze ludzkiego życia duchowego, by wyrazić trójjedyność Boga: Duch – Samopoznanie – Miłość. Obrazem Trójcy jest także drzewo: korzeń obrazuje Boga Ojca, pień – Syna pochodzącego od Ojca, a kwiaty i owoce – Ducha Świętego. Inne obrazy także wywodzą się z kontemplacji natury: źródło – rzeka – morze; słońce – promień światła – blask. W ikonografii chrześcijańskiej używano licznych symboli i obrazów, by przedstawić tajemnicę Boga w trzech Osobach. Znamy również obrazy, na których Bóg Ojciec przedstawiany jest w postaci starca o siwych włosach, Syn Boży jako młodszy mężczyzna o ciemnych włosach, a Duch Święty w postaci gołębicy. Przedstawienia tego typu, jeśli zostaną potraktowane jako źródło poznania istoty Boga, bez teologicznego wyjaśnienia mogą prowadzić do deformacji prawd wiary. Musi nam towarzyszyć świadomość, że tego typu obrazy są dalekie od wyrażenia całego bogactwa prawdy o Bogu. Ostatecznie „tylko sam Bóg (...) może nam pozwolić poznać się jako Ojciec, Syn i Duch Święty” (KKK 261).

Zapytajmy wreszcie: jakie to ma dla nas znaczenie? Ogromne, gdyż życie chrześcijanina realizuje się w znaku i obecności Trójcy. Na początku życia przyjęliśmy sakrament chrztu św.: „w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego”, i u kresu naszego życia będą odmawiane modlitwy w imię Trójcy Przenajświętszej. W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego narzeczeni zostają złączeni w małżeństwie, a kapłani są święceni. W imię Trójcy Świętej rozpoczynamy i kończymy dzień. Trójca jest więc portem, do którego wszystko zmierza, i oceanem, z którego wszystko wypływa, do którego wszystko dąży.

Święty Augustyn na początku V wieku pisał w swoim monumentalnym dziele „O Trójcy Świętej”, a Benedykt XVI na początku XXI wieku przypomniał w encyklice „Deus caritas est”, że wiara, podtrzymywana i ożywiana przez miłość, otwiera dostęp do kontemplacji Trójcy Świętej: „Jeśli widzisz miłość, widzisz Trójcę”. Osoby Trójcy są same w sobie relacjami miłości, czyli wspólnotą. Bóg jest wspólnotą miłości, a człowiek został stworzony jako obraz Boga, po to, by ten obraz coraz wyraźniej w sobie uwidaczniać. Jesteśmy więc powołani do stawania się tym, kim od początku jest Bóg: wspólnotą miłości, by kiedyś w wieczności uczestniczyć w doskonałej komunii Trójjedynego Boga.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Prymas Polski: nie bójmy się trudności lecz bylejakości

2019-06-16 15:55

bgk / Gniewkowo (KAI)

„Niech nie przerażają nas trudności i wyzwania. Bójmy się raczej spokoju i bylejakości, która nie ma ani nam, ani innym nic do zaoferowania” – mówił w Uroczystość Najświętszej Trójcy Prymas Polski abp Wojciech Polak. Metropolita gnieźnieński przewodniczył Mszy św. w parafii pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Gniewkowie, która świętuje 50-lecie istnienia.

Piotr Drzewiecki

W homilii, nawiązując do ubiegłotygodniowej Uroczystości Zesłania Ducha Świętego i czytanej dziś Ewangelii, mówił o potrzebie otwarcia się na Ducha Świętego, który pomaga człowiekowi stawać w prawdzie i być jej głosicielem.

„Człowiek szuka prawdy. Nie chce opierać swego życia na niepewności czy kłamstwie. Zależy mu, by poznać prawdę, a poznając, przyjąć ją jako drogowskaz i żyć nią na co dzień” – podkreślił Prymas dopowiadając, że dziś „nawet szalejące wszędzie fake newsy, czyli po prostu podawane w mediach kłamstwa, swoją siłę i atrakcyjność czerpią z tego, że wydają się tak prawdziwe”.

Prymas nawiązał też do obchodzącej dziś Uroczystości Najświętszej Trójcy podkreślając, że prawda o Bogu w Trójcy Świętej Jedynym nie jest jakąś logiczną łamigłówką czy słowną zabawą, ale ukazuje nam, w jaki sposób działa Bóg. Mówi też o naszej relacji z Ojcem, Synem i Duchem Świętym, tą „wyjątkową boską rodziną” – jak nazwał Trójcę Świętą papież Franciszek – która, „nie jest zamknięta w sobie, ale jest otwarta, objawia się w stworzeniu i historii, i wkroczyła w świat ludzi, żeby wezwać wszystkich do włączenia się w nią”.

„Wszystko więc, co nas tutaj naprawdę wiąże i łączy między sobą nie pochodzi z naszego własnego działania. Nie jest wytworem i owocem jakichś naszych wzajemnych uzgodnień i woli, że chcemy w ten sposób, a więc razem, iść do Boga. Nie jest też oparte na jakichś naturalnych więzach pokrewieństwa między nami. To nasz udział w życiu Trójjedynego Boga, w którym przez wiarę i chrzest święty zostaliśmy kiedyś wprowadzeni” – tłumaczył metropolita gnieźnieński.

Prymas przypomniał też, że Kościół ma być ikoną Trójcy Świętej, a będzie nią coraz bardziej tylko wtedy, gdy „w naszych wzajemnych relacjach, także w parafii, będzie jedność, miłość, pokój i miłosierdzie, będzie wiara i nadzieja także wtedy, gdy pojawią się jakiekolwiek trudności”.

„Bo przecież trzeba nam wciąż pamiętać, jak przypomniał nam dziś święty Paweł, że to właśnie ucisk wyrabia wytrwałość, a wytrwałość wypróbowaną cnotę, wypróbowana zaś cnota nadzieję. Niech nie przerażają nas więc trudności i wyzwania. Bójmy się raczej spokoju i tej bylejakości, która nie ma ani nam, ani też innym nic do zaoferowania. Przyzywajmy Ducha Świętego, Ducha Prawdy, aby uzdrawiał wszystkich zranionych niesprawiedliwością, uciskiem, nienawiścią czy chciwością” – mówił na koniec Prymas Polski.

Parafia pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Gniewkowie została erygowana 1 lipca 1969 roku dekretem kard. Stefana Wyszyńskiego. Poewangelicki kościół zbudowano dla istniejącej w Gniewkowie od 1886 roku gminy protestanckiej. Budynek został przekazany Kościołowi katolickiemu i poświęcony w 1945 roku. Do momentu utworzenia parafii był kościołem pomocniczym drugiej gniewkowskiej parafii pw. św. Mikołaja i św. Konstancji.

Pierwszym proboszczem powstałej w 1969 roku wspólnoty był ks. Włodzimierz Rabczewski (zm. 2015). Od 1996 roku w parafii duszpasterzuje ks. kan. Jerzy Nowak, dziekan dekanatu gniewkowskiego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem