Bywają zdania jak „lustra pełnej jaskrawości”, w których widać nagle to, co może pchało się do oczu, ale było przegapione… Tak i te zdania Romana Brandstaettera: „Stajemy się coraz chłodniejsi. Coraz mniej umiemy kochać, a nasza namiętność jest raczej nawykiem niż ogniem, który powinien nas zżerać, a ma tylko kształt i kolor żywiołu i nic poza tym. Przestrzeń zamknięta naszymi ramionami jest tylko pustką, w której ptaki umierają, a kwiaty więdną”.
Coś w tym jest, bo dlaczegóż tyle kupujemy, konsumujemy, gromadzimy... Jakby w nas zionął głód coraz większy lub chcielibyśmy zasypać tym wszystkim jakąś studnię bezdenną w sobie? Czy tę pustkę (pytanie: po kim lub po czym?) można zapełnić byle czym... choćby nawet luksusowym?
Pomóż w rozwoju naszego portalu
To była naprawdę dobrze urządzona i prowadzona świetlica w tej części miasta, gdzie było najwięcej rozbitych domów. Kilkadziesięcioro dzieciaków miało tam namiastkę domu i rodzinności. Stały był tu tylko kierownik, dawny harcerz, a wychowawcami byli wolontariusze - różne osoby z różnymi motywacjami. Teraz ów kierownik wyjeżdżał na leczenie i musiał wybrać swojego zastępcę spośród dwóch wychowawców. Poddał ich dziwnemu testowi. Dał każdemu po 5 złotych i kazał za to wypełnić czymś pod sufit salę spotkań w świetlicy. Pierwszy wychowawca wyszedł i za godzinę wrócił z bazaru z wózkiem pełnym kartonów. Teraz wnosił je z napisami i zdjęciami komputerów, gier, zabawek… Kiedy skończył, zbiegły się dzieci zachwycone tym, co spodziewały się znaleźć w kartonach. Ale gdy odkryły, że są puste, z rozżaleniem i wściekłością zaczęły je niszczyć. Wszedł na to drugi wychowawca i razem z nimi zaczął uprzątać salę z tekturowego śmiecia. Potem wszedł do niej z dziećmi i zamknął drzwi. Kierownik nasłuchiwał cichnących głosów, a potem zupełnej ciszy… Kiedy uchylił drzwi, zobaczył, że siedzą kręgiem wokół zapalonej świecy, a salę wypełnia jej światło i narastający śpiew dzieci…
Tak jak nie można kupić miłości, tak i pustki wewnętrznej nie można wypełnić nadmiarem substytutów… Wszystkie te rzeczy, pokarmy, alkohole, narkotyki… obiecują, jak by coś w nas zaspokoić, a powodują jeszcze większy głód lub po prostu nudę.
Wśród nadmiaru owych substytutów nie ma w ludziach ani pasji, ani żarliwości, ani miłości, ani nawet wspomnianej wyżej namiętności. Może trzeba byłoby się tego uczyć od tych, którzy pogodnie rezygnują z owego nadmiaru, czym tworzą przestrzeń dla światła, dla ciszy, dla śpiewu, dla modlitwy, dla Boga? Może trzeba byłoby wreszcie pojąć, że brak może być pełnią?
