Reklama

Dary losu

Bierze udział w festiwalach piosenki religijnej. Śpiewa z osobami niepełnosprawnymi w Ciechocinku i na „Festiwalu Piosenki Zaczarowanej” dla dzieci niepełnosprawnych umysłowo, organizowanym przez Fundację Anny Dymnej. Jest kawalerem przyznawanego przez dzieci Orderu Uśmiechu.

Ryszard Rynkowski, bo o nim mowa, ma za sobą długą karierę piosenkarską i ugruntowaną pozycję na rynku płytowym. Jest megagwiazdą, ale nie przewróciło mu się od sukcesu w głowie. Na każde zawołanie bierze udział w akcjach charytatywnych na rzecz tych, którym gorzej powiodło się w życiu niż jemu. - Ten typ tak ma - mówi o nim Jacek Cygan, przyjaciel i autor tekstów śpiewanych przez Rynkowskiego.

Jakaś cegiełka jest jego

- Zawsze staram się pomóc, jeśli tylko mogę, gdy ktoś o to prosi - powiedział kiedyś. I pomaga. Był gwiazdą Wigilii Izbowej, która stała się okazją do pomocy dzieciom z domów dziecka. Wspierał wtedy zbiórkę darów na rzecz Domu Dziecka w Stargardzie Szczecińskim oraz Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego Niemensko-Zamek. W obydwu placówkach wychowawczych przebywają dzieci wymagające szczególnej opieki i rehabilitacji. Gdy Maria z duetu śpiewających „Sióstr Winiarskich” zorganizowała charytatywny koncert pt. „Kocham Cię”, poświęcony pamięci zmarłej siostry Barbary, natychmiast dołączył do grona artystów, którzy dochody z tego koncertu przeznaczyli na turnusy wakacyjne dla niepełnosprawnych dzieci. Nie odmawia, gdy proszą, by wziął udział w akcjach popularyzujących profilaktykę raka piersi, gdy trzeba zebrać pieniądze na zakup nowego mammografu czy wspomóc ofiary tsunami. Koncertował w Chojnicach, podczas zbiórki pieniędzy na budowę kościoła. Przyznaje, że ogarnia go radość, gdy teraz, przejeżdżając przez Chojnice, widzi wznoszące się coraz wyżej mury świątyni. Przecież jakaś cegiełka jest i jego.
Rynkowski od lat 70. ubiegłego wieku mieszka w Warszawie, ale pochodzi z Elbląga i czuje się elblążaninem. - Występując w Elblągu, odczuwam szczególnego rodzaju tremę - powiedział kiedyś. - Bardzo nie lubię śpiewać przed rodziną i przyjaciółmi, kosztuje mnie to zawsze bardzo dużo nerwów - przyznaje. Ale odkąd ma dom w urokliwym zakątku na Pojezierzu Brodnickim, czuje się związany i z tamtą społecznością. W tym roku po raz czwarty wraz z proboszczem parafii Jezusa Miłosiernego w Brodnicy i franciszkanami z parafii Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny współorganizował festyn, z którego całkowity dochód przeznaczony został na budowę najmłodszej świątyni w diecezji toruńskiej. Na wspólnej zabawie udało się zjednoczyć ludzi wokół budującego się kościoła, a Rynkowski poprowadził kilka licytacji. Ponieważ brodniczanie nie poskąpili grosza, udało się zebrać niemałą sumę. Warto zaznaczyć, że na tym parafialno-miejskim festynie nie zbrakło też chwil modlitwy.

Dobre wzorce

Piosenkarz nie eksponuje swojej wiary na każdym kroku. Nie dlatego, by miało to zaszkodzić jego artystycznemu wizerunkowi człowieka estrady, bo nawet jeśli śpiewa wesołe kawałki czy też występuje w kabaretowych skeczach, nigdy nie jest lekkoduchem. Po prostu wiara to dla niego sfera duchowa, osobista, wręcz intymna.
- Niekoniecznie trzeba to bez przerwy akcentować, chociaż teraz takie są czasy, że warto i należy o Bogu przypominać - zauważa Rynkowski. Mówi, że ludzie dziś częściej o Bogu śpiewają i dzieje się tak zapewne z potrzeby ich serca. Ma nadzieję, że w przypadku artystów nie jest to tylko moda, bo muzyka i piosenka są artystycznymi formami wypowiedzi i człowiek musi się wypowiadać również w kwestiach swojej osobowości i swojego światopoglądu. W związku z tym śpiewanie Bogu czy też do Boga, pośrednio czy bezpośrednio, jest naturalnym działaniem człowieka. Uważa też, że młodzież ciągle potrzebuje wiary, bo zagubiona w gąszczu wydarzeń, często szuka sensu życia w Bogu. - To jest dobre i właściwe - twierdzi artysta. Wstrzemięźliwy w wyznaniach Rynkowski przyznaje: - Bóg towarzyszył mi zawsze, był i jest ciągle przy mnie. Ale bez względu na to, czy był to PRL, czy też Rzeczpospolita, ja nigdy ze swoją wiarą się nie obnosiłem, nigdy też nie zmieniałem frontu jak flaga na wietrze. Rozmowy i spotkania z Bogiem traktowałem i traktuję jako coś, co powinienem robić w skupieniu i w samotności - mówi.
Podkreśla, że pochodzi z rodziny głęboko religijnej. - Mama Stefania i tata Henryk dali mi w domu bardzo dobre wzorce religijne. Wspomnieć też muszę o siostrze taty, zakonnicy ze Zgromadzenia Sióstr Sercanek, która była prawdziwą służebnicą Bożą, całe życie niosącą pomoc innym ludziom. Pamiętam także dobrze z czasów dzieciństwa dwie inne siostry zakonne - Annę i Anielę, które były wychowawczyniami w moim elbląskim przedszkolu - wspomina Rynkowski. Mówi, że w jego rodzinnym domu otaczali go ludzie prawi, żyjący według Bożych przykazań, a regularne chodzenie do kościoła było uświęcone tradycją.
Dla niego oczywiste było, że powinien wystąpić na Festiwalu Muzyki Dobrej dla Papieża, w koncercie „Przekroczyć próg nadziei” z okazji 25-lecia pontyfikatu Jana Pawła II. Podobnie było z ubiegłorocznym koncertem na placu Zamkowym w Warszawie w Dniu Papieskim, poświęconym Janowi Pawłowi II. Nigdy nie współtworzył piosenek religijnych. - Jeżeli zdarza się okazja, aby wziąć udział w takim czy innym przedsięwzięciu religijnym, to wtedy stawiam się na zawołanie - zapewnia Rynkowski. - Obojętnie, czy to są rekolekcje, festiwal pieśni religijnej czy propozycja wyśpiewania „Ośmiu błogosławieństw” - dodaje.

Reklama

I jak tu... Jezuskowi odmówić?

Ze wzruszeniem wspomina festiwal pieśni kościelnej w Ustroniu Śląskim, kiedy to zaproponowano mu, by zaśpiewał cały swój repertuar artystyczny, łącznie z piosenką „Wypijmy za błędy”. „Czy pan wie, że w kościele w Gliwicach ksiądz na kazaniu puścił piosenkę «Wypijmy za błędy»?” - napisał też jeden z internautów podczas internetowego czatu z artystą. Rynkowskiego zaskoczyło i ujęło również zaproszenie ks. Janusza Jezuska z Górki Kościelnej na Festiwal Pieśni Maryjnej. - I jak tu... Jezuskowi odmówić? - opowiada Rynkowski i oznajmia, że jeździ na ten festiwal co roku.
Na pytanie, którą ze swoich płyt lubi najbardziej, odpowiada, że „Dary losu”. Chociaż „Intymnie” koncertowo jest jego zdaniem najpiękniejsza, ale to zasługa muzyków, którzy brali udział w nagraniu.
W refrenie piosenki „Dary losu” proponuje słuchaczom: „Spróbuj trochę z siebie dać tym, co mają gorszy świat./Narwij im obłoków, by więcej nieba mieli w sobie./Brałeś z życia tyle lat, teraz coś od siebie daj./Podziel się tym jabłkiem, które masz”. Autor tych słów - Jacek Cygan powiedział, że darem losu jest Rynkowski: „Z nadziei złej podnosił ludzi, mówiąc im: wznieś serce nad zło”. Z Jackiem Cyganem piosenkarzowi współpracuje się najlepiej. Artystycznie wyczuwają się znakomicie.

Dzielić się to być z kimś

Dziennikarze i fani często zadają Rynkowskiemu pytanie, dlaczego odszedł z grupy „Vox” po sławie „Bananowego songu”. Czyżby przeczuwał koniec tego zespołu? - Nie przewidywałem - odpowiada piosenkarz. - Chciałem komponować takie piosenki, jakie komponuję teraz, a moi koledzy chcieli komponować po swojemu. Było więc nam nie po drodze - tłumaczy. Rzeczywiście, jego odejście z „Voxu” i rozpoczęcie od 1987 r. kariery solowej było związane z dużym ryzykiem. Udało się. Pierwsza solowa płyta Rynkowskiego „Szczęśliwej drogi - już czas” ukazała się w 1991 r. i od tej pory piosenkarz piął się na szczyty. I Nagroda na Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu, a potem kolejna w 2001 r. za całokształt działalności artystycznej mówią same za siebie. Albumy „Dary losu” i „Złota kolekcja” osiągnęły status Podwójnej Platynowej Płyty. A w 2002 r. dostał nagrodę dla najlepszego wokalisty w plebiscycie Superjedynki.
Mógł spróbować kariery filmowej. Śpiewana przez niego piosenka do serialu „Klan” - „Życie jest nowelą” została hitem i otrzymał propozycję wystąpienia w 500. odcinku tej telenoweli. - Odmówiłem. Jestem piosenkarzem - oznajmił zdumionym twórcom serialu.
Na pytanie słuchaczy, co jest dla niego najważniejsze, mówi bez wahania: - Trzymać twarz i mieć honor. Z innych wypowiedzi wynika, że najważniejszy jest drugi człowiek, podanie mu ręki, gdy tego potrzebuje: - Staram się dzielić swoim talentem. Zdaję sobie bowiem sprawę z tego, że wiele osób żyje gorzej ode mnie. Dzielić się to także być z kimś. To nie chodzi o sprawy materialne, nie tylko wspomaganie w bycie, ale i w byciu - podkreśla artysta.
Prawdziwość tych słów poświadcza czynami.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Mama, która przebaczyła

2020-05-20 11:37

Niedziela Ogólnopolska 21/2020, str. 15

[ TEMATY ]

świadectwo

Krzysztof Tadej

Franciszka Strzałkowska – mama o. Zbigniewa Strzałkowskiego, błogosławionego z Pariacoto

Siedzieliśmy przy stole. W rękach pani Franciszka trzymała różaniec. Zobaczyłem w jej oczach ból. Za chwilę miała mówić o synu, który został zamordowany. To, co później usłyszałem, świadczy o jej świętości.

Franciszka Strzałkowska mieszkała w Zawadzie k. Tarnowa. Razem z mężem zajmowała się małym gospodarstwem rolnym. Państwo Strzałkowscy mieli trzech synów: Bogdana, Andrzeja i Zbigniewa. Ostatni z nich chciał zostać kapłanem. Franciszka Strzałkowska wspominała: – Dobrym dzieckiem był. Posłusznym. Chodził do kościoła. Był lektorem, ministrantem. Szanował ludzi starszych, nauczycieli. Dużo się modlił.

Zbigniew Strzałkowski w 1979 r. wstąpił do Zakonu Braci Mniejszych Konwentualnych. Pragnął naśladować św. Franciszka i Maksymiliana Kolbego. Był niezwykle utalentowany. Po święceniach został wicerektorem Niższego Seminarium Duchownego w Legnicy. W 1988 r. wyjechał na misję do Peru. Pani Franciszka była zaniepokojona: – Mówiłam, że tam może być różnie. Zawsze się modliłam, żeby wytrwał, był dobrym kapłanem i żeby nic się tam nie stało – podkreśliła.

Syn pani Franciszki pojechał do Peru razem z o. Jarosławem Wysoczańskim. Zamieszkali w Pariacoto – małej, biednej miejscowości w peruwiańskich Andach. Rok później dołączył do nich o. Michał Tomaszek. Zbigniew Strzałkowski pisał do rodziny uspokajające listy. Nie chciał, żeby ktoś z bliskich dowiedział się o jego codziennych problemach. A tych nie brakowało. Parafia, którą objęli polscy misjonarze, była ogromna. Jej obszar można porównać z terenem, jaki zajmuje przeciętna polska diecezja. Znajdowały się tam siedemdziesiąt trzy wsie. Niektóre położone prawie 4 tys. m n.p.m. Polscy zakonnicy do wielu miejsc musieli dojeżdżać konno. Podróż do najdalszej wsi zajmowała 24 godziny.

Obok trudnych warunków problemem była działalność lewicowej terrorystycznej organizacji Świetlisty Szlak. Terroryści zamierzali wywołać rewolucję przy pomocy niezadowolonych mieszkańców wsi i miasteczek. Napadali na posterunki policyjne, podkładali ładunki wybuchowe. W Pariacoto większość ludzi nie popierało tych działań. Uczestniczyli w Mszach św., podziwiali Polaków, których życie wypełniały modlitwa, katechezy i organizowanie pomocy dla innych. To nie podobało się terrorystom. 9 sierpnia 1991 r. zostali przez nich zastrzeleni o. Michał Tomaszek i o. Zbigniew Strzałkowski. Ojciec Jarosław Wysoczański przeżył – w tym czasie był w Polsce.

W 2015 r., przed beatyfikacją polskich zakonników, realizowaliśmy film pt. Życia nie można zmarnować. W Zawadzie mama Zbigniewa mówiła, że wiadomość o śmierci syna całkowicie zmieniła jej życie: – Żyje się, bo się żyje, ale już nic nie cieszy. Pozostał ból. Pocieszenie można znaleźć tylko u Pana Boga i Matki Najświętszej. I dodała: – Mordercy za to, co zrobili, odpowiedzą przed Panem Bogiem. Niech to już Pan Bóg osądzi, a ja nie mam pretensji. Ani jednej złej myśli na nich.

Przed śmiercią Franciszka Strzałkowska udzieliła ostatniego wywiadu. Brat Jan Hruszowiec, promotor kultu męczenników, zanotował słowa tej świętej kobiety: „Trzeba się pogodzić z losem i po prostu przebaczyć. Nie życzę nikomu nic złego, nawet tym zabójcom. Nie czuję żadnego żalu w sercu do morderców, tylko przebaczenie. I życzę każdemu, żeby umiał przebaczyć, bo jak się żyje z darem przebaczenia, to się żyje piękną miłością”. Franciszka Strzałkowska zmarła w 2018 r.

CZYTAJ DALEJ

Liceum Sióstr Pijarek gotowe do przyjęcia uczniów

2020-05-27 21:53

[ TEMATY ]

Szkoła Sióstr Pijarek w Rzeszowie

ks. Janusz Sądel

Szkoła Sióstr Pijarek w Rzeszowie

Rok szkolny powoli dobiega końca i mimo, że od blisko dwóch miesięcy nic nie wygląda tak samo, to kadra pedagogiczna Liceum Sióstr Pijarek robi wszystko, aby jak najlepiej wypełniać swoje zadania w czasie kwarantanny spowodowanej epidemią koronawirusa. Uczniowie od samego początku zamknięcia placówek odbywają lekcje online, nauczyciele kontaktują się z nimi poprzez komunikatory internetowe, a zadania domowe wysyłane są przez Internet. Mimo trudnej dla wszystkich sytuacji, nauczyciele starają się służyć uczniom swoim czasem, dyspozycyjnością i rozmową.

Dwa lata temu siostry Pijarki otworzyły w Rzeszowie, na ulicy Sanockiej 70 Liceum Ogólnokształcące. W tym roku serdecznie zapraszają do liceum wszystkich ósmoklasistów.

Dlaczego warto wybrać tę szkołę? Po pierwsze to kameralne liceum, gwarantujące indywidualne podejście do każdego ucznia, gdyż klasy są nie tak liczne, jak w większości polskich szkół. Tutaj nauczycie mają dla ucznia czas, a kadrę wzbogaca wykwalifikowany pedagog.

Po drugie- to liceum z wartościami, gdzie oprócz edukacji stawia się też na rozwój duchowy młodzieży. Jest to idealne miejsce dla tych, którym nieobojętna jest wiara. W szkole dzieje się wiele: są wymiany międzynarodowe, współpraca z Uniwersytetem Rzeszowskim i częste uczestnictwo w wykładach, np. na Wydziale Historii, wyjścia na spektakle teatralne, liczne wyjazdy, wycieczki, lekcje terenowe... a czasem po prostu relaks podczas nocy filmowych i dyskotek. W każdym razie - dzieje się dużo.

Liceum Sióstr Pijarek gwarantuje edukację na wysokim poziomie w klasach o profilach: językowo -prawnym, matematyczno- turystycznym i medycznym. Grupy profilowe są bardzo mało liczne, dlatego uczeń ma gwarancję indywidualnego podejścia, możliwości rozwijania swoich mocnych stron, a także podciągnięcia się z tych słabszych. Szkoła jest doskonale wyposażona- ekrany multimedialne, komputery, laboratorium chemiczne, biblioteka, ścianka wspinaczkowa, ogromna hala sportowa, boisko do koszykówki, profesjonalna bieżnia outdoorowa oraz siłownia pozostają do dyspozycji uczniów. Metodą live streaming odbędzie się również Dzień Otwarty, podczas którego będzie można bliżej zobaczyć szkołę (póki co- przez ekran komputera, a w przyszłości na żywo). Nauczyciele będą odpowiadać na wszystkie pytania uczniów, którzy zastanawiają się na wyborem liceum. Zainteresowani będą mogli wirtualnie pospacerować po szkole, poznać kadrę pedagogiczną, zasady rekrutacji i przekonać się, że to idealna szkoła dla wszystkich.

Wejdź na naszego Facebooka i Instagrama (Liceum Sióstr Pijarek) i śledź nas na bieżąco, a dowiesz się szczegółów odnośnie Dnia Otwartego. Bądź z nami, zobacz naszą szkołę.... i zostań. Zostań naszym uczniem. Nie będziesz żałował.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję