Reklama

Strażacy w habitach

Mówią, że najtrudniej jest patrzeć na rozpacz. W czasie akcji widzi się ogień, ocenia niebezpieczeństwo, baczy na każdy krok. Trochę jak sprawna maszyna. Dopiero potem dostrzega się kogoś, komu spalił się do fundamentów dom albo zginął bliski człowiek.

Niedziela Ogólnopolska 46/2006, str. 34-35

Brat Janusz Kulak, prezes OSP Niepokalanów, demonstruje nowoczesny sprzęt ratowniczy
Margita Kotas

Brat Janusz Kulak, prezes OSP Niepokalanów, demonstruje nowoczesny sprzęt ratowniczy<br>Margita Kotas

Zapytaj o Niepokalanów, a każdy pokaże ci drogę, choć takiej miejscowości nie ma na mapie. Jest Teresin, niewielkie miasteczko46 km od Warszawy. Tu przed wojną przyszły święty - o. Maksymilian Kolbe założył największy franciszkański klasztor na świecie. Samowystarczalny, doskonale zorganizowany. Dowodem na ową samowystarczalność jest istniejąca tu nieprzerwanie od 75 lat drużyna strażacka w habitach. - Nie ma drugiego takiego klasztoru - mówią nie bez dumy mieszkańcy Teresina.
Po co klasztorowi drużyna strażacka? Bo pierwszy Niepokalanów wzniesiony w latach 20. był cały drewniany. I o. Salezy, za zgodą o. Kolbego, kazał braciom poobcinać habity do kolan (tak wyglądały ich mundury do 1999 r.), z dużej beczki po ropie zmontować beczkowóz, wystrugać drągi do bosaków i zbić drabiny. Wydawnictwo w Niepokalanowie pracowało przed wojną pełną parą. Co tydzień milion egzemplarzy „Rycerza Niepokalanej” musiało trafić do czytelnika. W razie awarii prądu zapobiegliwi zakonnicy mieli generatory. Jedno z urządzeń nie wytrzymało obciążenia. Słupy ognia sięgały ponad najwyższe niepokalanowskie budynki. Braciszkowie w hełmach poszli w ten ogień z odwagą debiutantów. Za bramami klasztoru walkę z ogniem obserwowało całe miasteczko. I od tej pory, gdy się gdzieś w okolicy paliło, ludzie biegli po pomoc do franciszkańskiej furty. Dzisiaj Niepokalanów jest murowany, ale strażacy w habitach gotowi są do akcji bezustannie. Gasili pożary i w czasie okupacji, i za komunizmu. Dzieje tej niezwykłej formacji obrazuje zakonne muzeum pożarnictwa. Nie każdy wie, że bracia ochraniali dwukrotnie wizyty papieskie. Perłą w koronie muzeum są więc samochody papieskie z 1979 i 1983 r. Elegancka czarna limuzyna ze skórzanymi siedzeniami i specjalny pojazd-kaplica, skonstruowany dla potrzeb Kongresu Eucharystycznego w 1987 r. By je wprowadzić do sali wystawienniczej, rozburzono ścianę budynku, a potem wymurowano ją na nowo, co stanowi swoiste zabezpieczenie, że nikt aut nie ukradnie.
Br. Janusz Kulak jest prezesem franciszkańskich strażaków. Przy okazji jest też ratownikiem przedmedycznym, operatorem sprzętu, kustoszem muzeum, sternikiem motorowodnym, a nawet pilarzem. Ma prawo jazdy kategorii B. Każdy tutejszy strażak ma kilka dodatkowych umiejętności. W drodze do remizy br. Janusz pokazuje nam liczący sobie równo 100 lat wóz strażacki, który do dzisiaj utrzymywany jest w sprawności technicznej. Sama remiza przypomina te oglądane na zachodnich filmach. Na środku olbrzymie, lśniące nowością czerwone auto, wyposażone w profesjonalny sprzęt gaśniczy, i mniejsze, którym jeździ się do kraks drogowych. Po lewej stronie w równych rzędach lśni 18 srebrnych hełmów i wisi 18 mundurów - tylu strażaków liczy obecnie drużyna.

Bohaterowie i legendy

Reklama

O. Maksymilian Kolbe prosił, by strażacy relacjonowali mu z detalami przebieg każdej akcji. Opowiada się, że kiedyś, gdy paliła się stodoła w Kawęczynie, Ojciec Maksymilian pojechał tam z drużyną. Gdy wóz ugrzązł w błocie, a bracia dalej dźwigali ciężką pompę gaśniczą na rękach, przyszły święty oświetlał im drogę latarką. Tuż przed wojną kopał razem z braćmi doły przeciwlotnicze.
Inna legendarna już postać to o. Cherubin Pawłowicz. Zdjęcie zażywnego zakonnika zdobi muzeum pożarnictwa w Niepokalanowie, a obok zobaczyć można dowód odwagi franciszkanina: podarty i oblany smołą habit - aż wierzyć się nie chce, że jego właściciel przeżył. Długo po tym zdarzeniu o. Cherubin spał w butach, by być pierwszym w akcji, a gdy jakimś cudem nie zdążył dobiec do remizy, wsiadał na rower i gonił wóz strażacki. Bywało, że zatrzymywał na drodze auta i kazał się wieźć do pożaru. Raz, gdy milicjant zatrzymał łamiącą wszelkie ograniczenia szybkości syrenkę bosto, jego zdumionym oczom ukazał się franciszkanin w hełmie na głowie, który przemówił błagalnie: - Panie władzo, jak wilka do lasu, tak strażaka do pożaru ciągnie. Niech pan władza przepuści… I pan władza przepuścił. O. Cherubin był wielokrotnie odznaczany za odwagę, a ludzie pamiętają, jak ratował ich dobytek z ognia, jak pomagał, wspierał, radził. W Teresinie jedna z ulic nosi jego imię.

Kot na drzewie

Od 1999 r. drużyna OSP Niepokalanów działa w Krajowym Systemie Ratowniczo-Pożarniczym. Do systemu należą najlepsze jednostki ratownicze w kraju. Gdy wezwie ich dyspozytor z Sochaczewa, jadą i do poważnego pożaru, i ściągnąć z drzewa kota. Mają na swoim koncie gaszenie banków, płonących pociągów, samochodów, wyławianie topielców, zmywanie z dróg benzyny i ropy. Teraz częściej jeżdżą do wypadków samochodowych niż do pożarów. OSP Niepokalanów ma specjalne auto przystosowane do ratownictwa drogowego, a w nim rzadki w Polsce ratujący życie defibrylator automatyczny. Gdy gdzieś się pali, wtedy w całym Niepokalanowie słychać pagery braciszków. Mają dwie, trzy minuty na dobiegnięcie do remizy, włożenie mundurów i wyjazd z garażu. W tamtym roku dyspozytor z Sochaczewa wzywał ich do 150 akcji, a w tym wyjeżdżali już 92 razy.
Bracia strażacy z Niepokalanowa mają średnio ok. 30 lat, są w dobrej kondycji fizycznej i przeszli kurs podstaw strażackiego fachu. Po egzaminie przed Komisją Państwowej Straży Pożarnej zdobywają kolejne umiejętności - wszyscy są ratownikami przedmedycznymi. Mówią, że najtrudniej jest patrzeć na rozpacz. W czasie akcji widzi się ogień, ocenia niebezpieczeństwo, baczy na każdy krok. Trochę jak sprawna maszyna. Dopiero potem dostrzega się kogoś, komu spalił się do fundamentów dom albo zginął bliski człowiek. Ludzie różnie się wtedy zachowują - od wybuchów euforii, że przeżyli, po rzucanie się w ogień na pomoc najbliższym. Prędzej się człowiek przyzwyczai do krwi, zmasakrowanych ciał, strachu o życie innych i o swoje niż do ludzkiej rozpaczy. Jeśli ktoś ma w sobie odrobinę wyobraźnii wrażliwości, nie przyzwyczai się do tego nigdy.
- Strach? - zastanawia się br. Janusz Tomoń, naczelnik OSP, od 17 lat w straży. - Tutaj mawiają, że strażak, który nie odczuwa lęku, jest albo głupi, albo martwy. Strach trzyma w ryzach, dostarcza adrenaliny, trzymany na uwięzi, pozwala na roztropność w akcji. - Można chojrakować, popisywać się - tylko po co? Każdy się boi. Nie każdy chce o tym mówić. Pamiętam moją pierwszą akcję. Palił się zakład stolarski, a my musieliśmy czołgać się pod zwałami drewna i gruzu. Za chwilę mogło to wszystko na nas runąć, za kołnierz kapała gorąca woda… Ogień jest żywiołem, a żywioły są nieprzewidywalne. Wchodząc do budynku, nie wiemy, co nas czeka za progiem. Bywają sytuacje, że dom stoi w ogniu, a gospodarz z obawy przed konsekwencjami nie powie, że w piwnicy ma zbiornik z paliwem albo butlę gazową. Strażak nawet nie wie, że był nie o krok, ale o włos od śmierci.
- Byłem początkującym strażakiem, gdy wezwano nas do wypadku przed mostem w Wyszogrodzie - wspomina br. Janusz Kulak. - Gdy zobaczyłem jedną z ofiar karambolu, wycofałem się… nie mogłem się przełamać i podejść bliżej. Uważam, że w tym zawodzie ważniejsza od sprawności fizycznej jest odporność psychiczna. Żaden strażak w habicie nie zemdlał jeszcze na widok krwi, ale każdy z nas ma takie chwile, o których woli nie opowiadać.
- Ilu braci zostało rannych podczas akcji? - Nie mieliśmy takiego wypadku. - mówi naczelnikbr. Janusz. - Opiekuje się nami Niepokalana. Od 75 lat żaden z nas nie został ranny. Ale staramy się nie wystawiać tej opieki na próbę. Jesteśmy rozsądni. Bywało, że zapominałem o kasku, wchodząc do akcji. Nie lubię chodzić w hełmie. Ale kilka razy gdyby nie kask, nie rozmawialibyśmy teraz. Kiedyś spadł na mnie komin spalonego domu, innym razem ogromne drzwi od magazynu.
Ochotnicza Straż Pożarna to wolontariusze. Nie biorą grosza za swoją pracę, za narażanie życia. Dla nich to pasja, życiowa misja, a o. Maksymilian mawiał, że nawet forma ewangelizacji. Sami dbają o sprzęt, kondycję, o swoje umiejętności. W świecie, gdzie wszystko podlega wycenie i kalkulacji kosztów, należą do rzadkiego gatunku ludzi szlachetnych. Skromni, jak to franciszkanie, uśmiechnięci i prostolinijni, zjednują sobie powszechną sympatię i życzliwość otoczenia, oraz dozgonną wdzięczność tych, którym uratowali dobytek, a bywa, że i życie.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Franciszek: pomóżmy Europie w odkryciu oblicza Jezusa

2021-09-23 18:12

[ TEMATY ]

Jezus Chrystus

Europa

papież Franciszek

PAP

„Pomóżmy dzisiejszej Europie chorej na znużenie w odkryciu na nowo wiecznie młodego oblicza Jezusa i Jego Oblubienicy” –zaapelował Ojciec Święty do uczestników jubileuszowej sesji plenarnej Rady Konferencji Biskupich Europy (CCEE). Istnieje ona od 50 lat. Papież sprawował wraz z nimi Eucharystię w bazylice watykańskiej. W obradach tego gremium bierze udział przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, abp Stanisław Gądecki.

Franciszek zauważył, że chrześcijanom w Europie grozi pewne poczucie samozadowolenia, „podczas gdy wokół nas świątynie pustoszeją, a Jezus staje się coraz bardziej zapominany”. Dodał, że istniejące w ludzkim sercu wrodzone pragnienie Boga, „próbuje ugasić lekka, lecz dławiąca dyktatura konsumpcjonizmu”. Wskazał, że jedną z przyczyn tego stanu jest utrata „posmaku bezinteresowności”. „Może to być także nasz problem: skoncentrowanie się na różnych stanowiskach w Kościele, na debatach, programach i strategiach, a stracenie z oczu prawdziwego programu, programu Ewangelii: energii miłości, żaru bezinteresowności. Wyjściem z problemów i zamknięć jest zawsze dar darmo dany” – stwierdził Ojciec Święty.

CZYTAJ DALEJ

Człowiek różańca – o. Jerzy Tomziński wspomina św. O. Pio

2021-09-23 13:06

[ TEMATY ]

O. Pio

o. Jerzy Tomziński

Marian Sztajner/Niedziela

„Gapiłem się na Niego, ja nie dałem rady tak długo się modlić. Człowiek bardzo cierpiący i bez przerwy modlący się na różańcu” – do osobistych spotkań ze świętym, powraca wieloletni generał Zakonu Paulinów, 103-letni o. Jerzy Tomziński.

POSŁUCHAJ CAŁOŚĆ WYPOWIEDZI

CZYTAJ DALEJ

Odnaleziono listy więźniów niemieckiego obozu koncentracyjnego dla dzieci

2021-09-24 12:39

[ TEMATY ]

obóz koncentracyjny

Muzeum Dzieci Polskich- ofiar totalitaryzmu

Wstrząsające listy dzieci więzionych w niemieckim obozie koncentracyjnym na terenie Litzmannstadt Ghetto

Wstrząsające listy dzieci więzionych w niemieckim obozie koncentracyjnym na terenie Litzmannstadt Ghetto

Wstrząsające listy dzieci więzionych w niemieckim obozie koncentracyjnym na terenie Litzmannstadt Ghetto i znaleźli badacze z Muzeum Dzieci Polskich Ofiar Totalitaryzmu - poinformowano na piątkowej konferencji prasowej w Łodzi.

Kilka dni temu, badając dokumenty w prywatnych zbiorach historycy znaleźli osiem listów najmłodszych więźniów niemieckiej III Rzeszy - podali pracownicy Muzeum Dzieci Polskich - Ofiar Totalitaryzmu w Łodzi.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję