Ks. Florian: - Zachowały się listy, które pisałeś do wspólnot chrześcijańskich, np. w Koryncie, Galacji czy Rzymie, oraz do niektórych Twoich uczniów (np. Tymoteusza). Są to teksty bezcenne dla zrozumienia treści wiary pierwszego pokolenia chrześcijan, ale jednocześnie - przyznasz - dla większości czytelników (zwłaszcza współczesnych) stanowią niełatwe intelektualnie wyzwanie. Ich nasycenie ideami i pojęciami religijnymi Twojego narodu i wyrażenie w nich prawd o Bogu i o człowieku, jakie zajaśniały w wydarzeniu Jezusa z Nazaretu, powoduje, że np. współczesny Europejczyk (a tym bardziej Chińczyk czy Hindus) ma niemałe trudności nie tyle z akceptacją głównych tez Twojej chrystologii, co ze zrozumieniem logiki prowadzących do nich wywodów. Zaakceptowanie ich toku myślenia oraz towarzyszących im skojarzeń, pomijając konieczność studiowania historii Twego narodu, wymaga utożsamiania się z jego religijnymi ideami, stania się Żydem. Pojawia się pytanie: Czy uwolnienie się od tych kategorii nie pozwoliłoby współczesnemu chrześcijaństwu rozkwitnąć i wydać znów owoców, jakie wydał Twój wysiłek odczytania sensu wydarzenia Jezusa z Nazaretu w kategoriach bardziej uniwersalnych?
Reklama
Św. Paweł Apostoł: - Skoro tajemnica sukcesu mojej działalności misyjnej faktycznie polegała na rozluźnieniu więzów wspólnot chrześcijańskich z mozaizmem, czyli z religią Mojżeszową, tym bardziej dostrzegam wagę podniesionego problemu. Proszę jednak zastanowić się nad tym, czy bardziej radykalne oderwanie się od religijnych korzeni, z których zrodziła się wiara w Jezusa-Boga, nie wyrządziłoby krzywdy rodzącemu się chrześcijaństwu? Wydarzenie Jezusa z Nazaretu zaistniało w kontekście religijnych idei narodu żydowskiego, toteż zrozumienie jego wymowy, dotarcie do prawd, jakie ono objawiło, może się dokonywać tylko w tym kontekście.
Proszę zastanowić się również nad tym, czy łatwe do zauważenia żydowskie korzenie świata moich wywodów nie ułatwiają współczesnym ich badaczom odczytania istotnych tez mojego przekazu.
Pisałem swoje listy jako Żyd, a więc po żydowsku. Uformowany przez kategorie postrzegania Boga i Jego relacji z ludźmi, ukształtowane przez wielopokoleniową refleksję moich współwyznawców, nie mogłem przecież przeskoczyć samego siebie. Mój sposób myślenia, rozumowania, dowodzenia, pojmowania Jezusa był taki, jakiego uczono w najlepszej uczelni rabinackiej tamtych czasów. Trafiał on do moich rodaków, był przez nich akceptowany i wielu z nich przekonał do przyjęcia wiary w bóstwo Jezusa, choć ciągle i przede wszystkim postrzegano Go w kategoriach mesjańskich. Nie uważam tego za błąd. Fakt zmartwychwstania i wniebowstąpienia Jezusa otworzył oczy pierwszych Jego uczniów (pomimo ich żydowskiego monoteizmu) na prawdę o tym, że Jezus okazał się kimś więcej niż Mesjaszem, że był wcielonym Bogiem. Przekonanie o tej prawdzie jasno, bez niedomówień, wypowiedziałem w moich listach. Był to rewolucyjny przewrót w myśleniu Żyda o Bogu. Żydem byłem wówczas, jestem wciąż, pozostałem nim nawet teraz. Jakże mogłoby być inaczej? Dobrymi chrześcijanami pozostającymi również przy swoich korzeniach byli też Edyta Stein oraz kard. Jean Marie Lustiger, na którego pogrzebie jeden z członków Akademii Francuskiej powiedział: „Byłeś żydowskim kardynałem”.
- Wydaje się jednak, że wizja boskiej rzeczywistości, jaką chrześcijaństwo ofiaruje Chińczykom, Hindusom, muzułmanom, bazując na żydowsko-greckich kategoriach jej postrzegania, utrudnia im akceptację istoty tego przekazu, a nawet zauważenie tej istoty. Czy nie należałoby dziś bardziej „odjudaizować”, a nawet „odhellenizować” chrześcijaństwo?
- Proszę zauważyć, że religijne idee zarówno Hindusów, jak i Chińczyków nie uległy od wieków (prawdopodobnie od swego zaistnienia) radykalnym przemianom. Hinduizm zrodził wprawdzie buddyzm, który wywarł i wywiera wpływ również na myślenie Chińczyków, lecz może być uznany za wytwór tego samego kręgu kulturowego, który zrodził hinduizm.
Wielowiekowe wysiłki chrześcijaństwa - katolików, protestantów i prawosławnych - zmierzające do przekonania mieszkańców Indii, Chin do przyjęcia chrześcijańskiej wizji Boga, porzucenia własnych na Jego temat idei i wyobrażeń, okazują się wciąż nieskuteczne. Nie uważam jednak, żeby przyczyną tego było ich żydowsko-greckie opakowanie.
Uważam, że Chińczykom, Hindusom, ludziom, których wizja świata boskiej rzeczywistości ukształtowana została przez inny kontekst pojęć i wyobrażeń religijnych, należy dostarczać skarb prawd objawionych przez Jezusa w oryginalnym, czyli jego żydowskim opakowaniu. Oczywiście, dbając o to, by opakowania nie uznać za część skarbu w nim przekazywanego. I wielu misjonarzy i katechetów to czyni.
Był to także mój problem, kiedy uznałem, że nową, Jezusową wizję prawd o Bogu i o Jego relacjach z człowiekiem należy przekazać również Grekom czy Rzymianom. Byłem bowiem przekonany o tym, że Jezus chciał, by dotarła ona do wszystkich ludzi, a nie utkwiła w żydowskich opłotkach. Nie zapominałem jednak (i radzę wszystkim studiującym wydarzenie Jezusa także o tym nie zapominać), że to historia Izraela dostarcza klucza dla poprawnego odczytania treści wydarzenia Jezusa. Pochopne pozbycie się tego klucza - śmiem zauważyć - naraziłoby nas na niebezpieczeństwo niewłaściwego odczytania jego sensu - co już niektórym się przytrafiło.
Niestety, nikt z ludzi nie jest zdolny tworzyć gołych idei. Zawsze są one ubrane w szaty pojęć, wyobrażeń obszaru myślowego, na którym ich twórca żyje. Dotyczy to zwłaszcza idei religijnych. Operacja przebierania ich w strój kolejnej epoki lub innego kręgu kulturowego, np. w kimono lub w sari, jest do wykonania pod warunkiem nieprzykrawania ich treści do kształtu nowego stroju, lecz ukazywania istoty zawartego w nim przekazu. Chrześcijaństwo musi się zdobyć na odważną konfrontację swoich religijnych idei z religijnymi wizjami taoizmu, hinduizmu, buddyzmu czy szintoizmu oraz islamu. Dotychczas nikt jednak nie podjął się tego dzieła. Na razie zadowolono się malowaniem wizerunków Chrystusa, Maryi o fizjonomii chińskiej, hinduskiej lub murzyńskiej w stosownych pejzażach. Chrześcijaństwo współczesne, zbałamucone przez nurty eklektyzmu, przez synkretyzmy w stylu New Age, straciło swój misyjny impet. Proponowane syntezy ofiarują kompilację idei religijnych daleką od wymogów logiki. Nie ma wielu dróg prowadzących do Boga. Jest tylko jedna droga - a jest nią Jezus Chrystus.
Bogu, który jedynie jest mądry, niech będzie chwała przez Jezusa Chrystusa na wieki wieków.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
