Reklama

Życie bez telewizora

Milena Kindziuk
Niedziela Ogólnopolska 12/2009, str. 36-37

Artur Stelmasiak

Kablówki zasypują nas ciągle nowymi ofertami, kuszą promocjami. Tymczasem coraz więcej Polaków preferuje w domach ciszę. Rodzi się nowa moda: na życie bez telewizora

Małgorzata i Piotr Krasońscy, trzydziestolatkowie, dwa lata po ślubie, zajmują dwupokojowe mieszkanie na warszawskim Ursynowie. Gdy wchodzi się do środka, rzuca się w oczy ikona, potem drewniany, okrągły stół, „Mona Lisa” w okazałych ramach na ścianie oraz półki z książkami. Właściwie stosy książek, w większości obcojęzycznych - od Kissingera, przez Le Bona i Weigla, klasyków literatury pięknej, po dzieła Jana Pawła II i Benedykta XVI. Dom elitarny, nie ma wątpliwości. W salonie brak tylko jednego mebla - telewizora.

„Trade off” - czyli „zamiast”

- Celowo go nie kupujemy - wyjaśnia Małgorzata, anglistka. Jej mąż Piotr, politolog, który do niedawna prawie non stop oglądał TVN 24, dodaje: - Nasza decyzja to swoisty „trade off” - coś się traci, ale coś się zyskuje.
Bilans zysków i strat wygląda tak: nie wiedzą, czym żyją serialowe postacie, nie znają zwycięzców „Tańca z gwiazdami” czy programu „Gwiazdy tańczą na lodzie”. Są z dala od telewizyjnego światka kultury masowej.
- Korzyść? Więcej czasu - odpowiadają bez namysłu. - Brak telewizora pozwolił nam zyskać dystans wobec tego wszystkiego, co tak nachalnie niesie świat. Cisza w domu sprawia, że człowiek nie daje się temu wszystkiemu porwać i „zwariować”, że jest w stanie zyskać inną perspektywę, i ma możliwość zwrócenia uwagi na to, co w życiu naprawdę ważne. Przede wszystkim na relacje małżeńskie, ale także z bliskimi - podkreśla Piotr.
Krasońscy przeżyli w ten sposób już ponad dwa lata. W miłości, która jest zarazem przyjaźnią, zaufaniem, wzajemnym zrozumieniem. I obecnością. Mają dla siebie czas wieczorami, ale też rozwijają swoje zainteresowania, czytają książki, oglądają filmy i uprawiają sport. - Telewizor w domu na to wszystko z pewnością by nie pozwolił, siłą rzeczy byłby włączony i odciągałby od tego, co można zrobić „zamiast” - tłumaczy Piotr.
Co ciekawe, w ten sposób żyje w Polsce coraz więcej ludzi. Przeważnie aktywnych, z wyższym wykształceniem i w dużych miastach, często zaangażowanych społecznie, np. w wolontariat lub we wspólnoty parafialne. Przyznają się do tego m.in.: były dyrektor radiowej Trójki Krzysztof Skowroński, pisarze i poeci, jak Ewa Lipska czy Andrzej Stasiuk, piosenkarka Anna Maria Jopek, aktor Rafał Maćkowiak czy Jan Ołdakowski, dyrektor Muzeum Powstania Warszawskiego. Nawet niektórzy dziennikarze. I wbrew pozorom, nie wypadają oni wcale z bieżących wydarzeń. Regularnie czytają gazety, słuchają radia, przeglądają internet. Ale wtedy, kiedy sami to zaplanują, a nie kiedy telewizja poda gotową „papkę”.
- Nie chcę, by rytm życia wyznaczały mi godziny emisji programów informacyjnych - mówi „Niedzieli” Bogusław Kopacz, rzecznik sandomierskiej „Solidarności”, od 10 lat bez szklanego ekranu w domu w Stalowej Woli. - Telewizja selekcjonuje informacje, musi pokazać to, co przyciągnie uwagę widza, a więc głównie to, co złe i co wzbudza sensację. A świat rzeczywisty tak naprawdę wygląda inaczej - podkreśla Kopacz.
Podobną opinię wyraża Wiesława Lewańska, dziennikarka z Warszawy, bez telewizora od pół roku: - Telewizja podsuwa gotowe rozwiązania, omamia, a przede wszystkim zabiera czas. W efekcie sprawia, że łatwo zatracić wrażliwość i umiejętność rozeznawania, co jest w życiu ważne - mówi.

Reklama

Z ciszy do ludzi

Kiedyś telewizor był nie lada luksusem. Im większy, tym lepszy. I koniecznie kolorowy. Przez ostatnie pół wieku stał w polskim domu w centrum salonu, zazwyczaj w regale, naprzeciw wersalki i ławy, grając niemal non stop. Życie rodzinne często wręcz ożywiało się o szesnastej, bo wtedy zaczynał się program. Nawet każde dziecko rozpoznawało prezenterów telewizyjnych: Jana Suzina, Krystynę Loskę czy Edytę Wojtczak.
Dziś nawet takie legendy telewizyjne jak Suzin mówią raczej o szklanej niepogodzie niż o pogodzie. - Inaczej sobie to wszystko wyobrażałem. Spodziewałem się, że telewizja będzie łączyć świat, że ludzie staną się dzięki niej lepsi, mądrzejsi. Tymczasem jest zupełnie odwrotnie. Codzienne programy dają doskonały instruktaż dla bandziorów, nie mają końca walki, strzelaniny, drastyczne obrazy. Dlatego już od kilku lat nie oglądam telewizji - kwituje Suzin.
Styl życia bez telewizorów wyznacza obecnie nową tendencję: stopniowego odwrotu od telewizji. Paradoksalnie - w czasach, kiedy kablówki zasypują nas niezliczoną ilością ofert, podsuwają promocje na kolejne kanały i rozszerzanie abonamentu, coraz więcej Polaków preferuje w domach ciszę. I wcale nie tylko dlatego, że trwa Wielki Post, choć bez wątpienia dla ludzi wierzących jest on dobrą okazją, by oglądanie seriali zastąpić pogłębianiem relacji z ludźmi, działalnością charytatywną albo po prostu modlitwą.
- Brak telewizora pozwala delektować się ciszą i rozwijać życie duchowe - mówi Bogusław Kopacz z „S”, mąż i ojciec 10-letniej córki. - Ludzie często wypełniają telewizją życiową pustkę, brak kontaktów. Tymczasem to błędne koło. W pustkę trzeba wejść, nawet jeśli jest to bolesne. Pustkę bowiem może zapełnić tylko Bóg. Nie telewizor.
I z takiej pustki, nasyconej duchowością, a nie jałowym graniem, łatwo już wyjść do ludzi. Dużo łatwiej niż śledząc losy bohaterów popularnych seriali telewizyjnych.
- Sprawdziłam to na własnym przykładzie - opowiada „Niedzieli” prosząca o zachowanie anonimowości znana publicystka, obecnie na emeryturze. Przed rokiem zmarł jej mąż. Została zupełnie sama. I wtedy właśnie popsuł się jej telewizor. Nie miał go kto zreperować. I siłą rzeczy weszła w dojmującą ciszę panującą w mieszkaniu. - To pozwoliło mi odbić się od dna - wyznaje dzisiaj. Dzięki temu, że nie zagłuszała pustki i ciszy grającym telewizorem, zaczęła nawiązywać relacje z ludźmi, odkryła bogactwo radia, czyta książki, a ostatnio nabyła odtwarzacz mp3, by słuchać klasyki literackiej. - Z perspektywy roku widzę, że traciłam czas przed telewizorem i przekonałam się, jak bogate może być życie bez niego - podkreśla.

Prawdziwa i fałszywa wizja

Potwierdzają to socjologowie i psychologowie, którzy są zdania, że życie bez telewizora pozwala człowiekowi istnieć w realnym świecie. Bo ten wzięty z seriali jest fikcyjny i sztuczny, odcina od rzeczywistości. I wysysa energię życiową, wywołując uczucie wyczerpania. Ucina również więzi, zabija relacje.
- Na rzecz telewizora ludzie często rezygnują z różnego rodzaju aktywności, zrywają kontakty towarzyskie, zamykając na klucz drzwi swego świata, gdzie koegzystują z telewizją - dowodzi w jednej z publikacji psycholog Elżbieta Siesicka. Tymczasem wraz z częstszym spędzaniem wolnego czasu przed telewizorem pogłębia się odosobnienie i osamotnienie. Wzrasta natomiast wrażliwość na własne problemy i niepowodzenia, uleganie nastrojom, skłonność do depresji.
Współczesne elity preferujące „szklaną niepogodę” zgodziłyby się zapewne z McLuhanem, że telewizja jest zimnym środkiem przekazu, który rozleniwia i ogłupia. Ale nie znaczy to, że to złe medium i nie należy w ogóle oglądać telewizji. Naukowcy bowiem potwierdzają również i tę prawdę, że „wkroczenie telewizji w życie codzienne wywołuje też wiele dobra i w wielu aspektach zmienia życie społeczne” - jak pisze Mateusz Halawa, socjolog z UW, w książce pt. „Życie codzienne z telewizorem”. Mogliśmy się o tym przekonać choćby w czasie odchodzenia Jana Pawła II, kiedy dzięki telewizji możliwy stał się współudział w umieraniu Papieża. Nie do przecenienia są także telewizyjne transmisje Mszy św.w niedziele czy programy religijne. Zresztą wiele razy mówił o tym sam Jan Paweł II, np. w orędziu na Światowy Dzień Środków Społecznego Przekazu w 1994 r.: „Telewizja może pomnażać nie tylko wiedzę ogólną, ale także religijną, pozwalając usłyszeć słowo Boże, umocnić religijną tożsamość i kształtować życie moralne i duchowe”. W tym samym orędziu Papież jednak ostrzegał: „Telewizja może też szkodzić życiu rodzinnemu przez propagowanie fałszywych wartości i wzorów postępowania (...), przez przedstawianie bieżących wydarzeń w sposób wypaczony, przez agresywną reklamę, wreszcie przez zachwalanie fałszywych wizji świata”.
Tak modne ostatnio życie bez telewizora to zatem tylko jedna z propozycji, którą można, ale nie trzeba brać pod uwagę. Choć na pewno lepiej samemu zacząć żyć niż oglądać cudze życie na szklanym ekranie.
I jeszcze jedno: eliminacja telewizora otwiera na ciszę. A w chrześcijaństwie cisza zawsze jest w cenie. Nie przypadkiem w słynnym filmie Philipa Gröninga pt. „Wielka cisza”, stanowiącym zapis życia jednego z najbardziej surowych zakonów - Kartuzów - padają słowa: „Tylko w nieskończonej ciszy można zacząć słyszeć. Tylko tam, gdzie nie ma słów, można zacząć widzieć”.

Zatrzymać Marsz Równości w Częstochowie

2019-06-04 07:52

red/nasz dziennik

Środowiska LGBT chcą zakłócić odbywającą się 16 czerwca na Jasnej Górze Pielgrzymkę Podwórkowych Kół Różańcowych Dzieci. Tego dnia środowiska lewicowe zaplanowały w Częstochowie „marsz równości”.

Mariusz Książek/Niedziela
Marsz Równości w Częstochowie 2018 r.

Pochód ma wyruszyć spod stóp Jasnej Góry, gdy na jasnogórskim szczycie trwać będzie pielgrzymka Podwórkowych Kół Różańcowych Dzieci powstałych przy Radiu Maryja. – „Marsz równości” w tym samym dniu, kiedy zaplanowana jest przybywająca od lat tradycyjna pielgrzymka dzieci na Jasną Górę, nie jest przypadkiem. To celowa prowokacja wymierzona w dzieci, w całą katolicką Polskę – zwraca uwagę abp Wacław Depo, metropolita częstochowski.

Przypomina, że poprzedni „marsz równości”, pierwszy w Częstochowie, odbył się przed rokiem w lipcu, w dniu, gdy na Jasnej Górze miała miejsce ogólnopolska pielgrzymka Rodziny Radia Maryja. W zaproszeniu na bluźnierczy marsz (na fanpage’u wydarzenia na Facebooku) pojawiają się określenia typu „Matka Boska Tęczochowska”, „pod Tęczową Górę”, a „nagrodą” za finansowe wsparcie marszu jest m.in. „pamiątkowa przypinka z niepowtarzalną Matką Boską Tęczochowską”. Jak czytamy, organizatorzy „gwarantują”, że w tym roku zapewnią „miastu jeszcze większą dawkę energii” i sami będą „bawić się jeszcze lepiej”.

Mariusz Książek/Niedziela
Marsz Równości w Częstochowie 2018 r.

To, jak potrafią się „bawić” środowiska LGBT, pokazał m.in. ostatni marsz w Gdańsku, który stał się symbolem totalnego braku szacunku i tolerancji wobec katolików, jawnym przejawem agresji. Potrzebna ekspiacja Akcja Katolicka Archidiecezji Częstochowskiej podejmuje działania, aby zatrzymać marsz, zwróci się w tej sprawie m.in. do wojewody śląskiego. – Podejmiemy wszelkie możliwe środki prawne, aby nie dopuścić do kolejnych profanacji i demoralizacji dzieci. Wyślemy w tej sprawie pismo do wojewody śląskiego oraz Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji – zapowiada dr Artur Dąbrowski, prezes Akcji Katolickiej Archidiecezji Częstochowskiej.

Metropolita częstochowski podkreśla, że konieczna jest ekspiacja i działania, które mogą zminimalizować drastyczne skutki marszu. – Cały czas potrzebna jest ekspiacja, bo droga profanacji trwa, widzimy jej eskalację wobec Matki Bożej Królowej Polski w Jasnogórskim Wizerunku. Dlatego każdy z nas wezwany jest do podejmowania modlitwy ekspiacyjnej, czy to osobistej, czy rodzinnej. Potrzebna jest mobilizacja środowisk katolickich, aby zdecydowanie przeciwstawić się profanowaniu największych świętości dla Polaków – zaznacza ks. abp Wacław Depo.

Środowiska katolickie żądają od prezydenta miasta Częstochowy, który wydał pozwolenie na marsz, aby zabezpieczony został teren w przestrzeni alei Sienkiewicza, gdzie mieści się pomnik Niepodległości oraz bł. ks. Jerzego Popiełuszki. – Domagamy się, aby ten teren podczas marszu został zabezpieczony przed możliwą ze strony środowisk LGBT profanacją – zaznacza Artur Dąbrowski. – Staramy się nie dopuścić do tego, aby w przestrzeni Jasnej Góry zaistniała możliwość kontaktu dzieci z rzeczywistością promowaną przez środowiska LGBT, przez obrazy i treści, w tym propagandowe ulotki – podkreśla Artur Dąbrowski. – Prosimy o wsparcie posłów i senatorów – dodaje. Celowe gorszenie dzieci Profesor Mieczysław Guzewicz, konsultor Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny, przez 35 lat pracujący z dziećmi i młodzieżą na różnych szczeblach edukacji, zwraca uwagę, że nawet pośrednia deprawacja dziecka ma zawsze bardzo negatywne skutki.

– Marsze równości są perfidnym atakiem na wartości chrześcijańskie. W czasie tych marszów ostatnio dochodzi do strasznych profanacji przedmiotów kultu, które są najświętsze dla katolików. Organizacja marszu w dniu i czasie piel-grzymki Podwórkowych Kół Różańcowych, w której co roku uczestniczy kilkanaście tysięcy dzieci, to celowe działanie gorszące. Takie działanie ma też na celu cała seksedukacja, którą propaguje już od kilku dekad WHO, a co możemy określić seksdeprawacją – mówi prof. Mieczysław Guzewicz. Nasz rozmówca ostrzega, że te działania są perfekcyjnie przygotowane. Nigdy nie pozostają bez śladu w pięknej, delikatnej świadomości i wrażliwości dziecka. – Zadaniem dorosłych jest obrona dzieci przed deprawacją. Dlatego wszystkie ruchy, stowarzyszenia, wspólnoty, ale także parlamentarzyści, powinni czuć się odpowiedzialni za to, aby do niej nie dopuścić – konkluduje prof. Mieczysław Guzewicz.


Stanowisko Oddziału Częstochowskiego Partii Porozumienie Jarosława Gowina
ws. II Marszu Równości w Częstochowie organizowanego przez grupę Tęczowa Częstochowa

Członkowie Oddziału Częstochowskiego Partii Porozumienie Jarosława Gowina wyrażają swoją dezaprobatę dla organizacji II Marszu Równości w Częstochowie.

Obserwując organizowane w ostatnim czasie marsze, uznajemy że wydarzenia te mają charakter czysto prowokacyjny. Tak postrzegamy organizację Marszu w Częstochowie, gdzie początek trasy przemarszu i jej zakończenie organizuje się u stóp jasnogórskiego sanktuarium.

Wydarzenie, podczas którego propagowane są hasła pełne odrazy i nienawiści, stroje nie przystające do naszej kultury i miejsca, a także znaki obrażające godność ludzką oraz naruszające uczucia ludzi wierzących, stanowi szeroką prowokację. Nie chcemy, aby na terenie naszego Miasta dochodziło do takich prowokacji. Nie chcemy, aby nasze piękne aleje były miejscem przepychanek i starć z Policją.

Będzie za to odpowiedzialny Prezydent Miasta Krzysztof Matyjaszczyk udzielając zgody na Marsz Równości, nie wyciągając żadnych wniosków z wydarzeń ubiegłego roku. Tego typu marsz przyciąga przede wszystkim osoby spoza naszego miasta. Częstochowa, a w szczególności Jasna Góra i jej otoczenie staje się areną scen gorszących, wyzwisk i bijatyk. To nie przysparza Miastu ani chwały ani bogactwa.

Dlatego stanowczo wyrażamy sprzeciw i wzywamy Prezydenta Miasta do skorzystania ze swoich uprawnień i uchronienia Częstochowy od niepotrzebnej agresji i złej sławy. Oczekujemy zapewnienia poczucia bezpieczeństwa mieszkańcom Miasta poprzez wydanie zakazu organizacji takiego marszu.

W imieniu Zarządu Okręgu

(-)Waldemar Dudkiewicz

(-) Grzegorz Dyla

(-) Paweł Ruksza

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jurajska Padwa odnowiona

2019-06-16 20:14

Marian Florek

Była to podniosła uroczystość – powiedziała w rozmowie z „Niedzielą” pani Czesława Chechelska, członkini Koła Gospodyń Wiejskich – i ważna dla mieszkańców Koziegłówek oraz okolicznych wiosek, którzy dla swojej parafii robią wiele, nie tylko wspomagając ją materialnie, ale i czynnie angażując się w uświetnianie każdej parafialnej uroczystości. Troska o dobro kultury chrześcijańskiej jest obecna wśród parafian, którzy wprost mówili- Przecież to zabytek, trzeba o niego zadbać, bo jak nie my to kto?

Marian Florek/TV Niedziela

Dzięki unijnym dotacjom a przede wszystkim wsparciu parafian, ludzi dobrej woli, samorządu, Urzędu Marszałkowskiego w Katowicach, przy wielkim zaangażowaniu ks. Kazimierza Świerdzy, proboszcza parafii i kustosza sanktuarium, zostały szczęśliwie sfinalizowane prace związane z odnową sanktuarium Świętego Antoniego z Padwy i placu kościelnego w Koziegłówkach. W dniu 15 czerwca br. abp Wacław Depo, metropolita częstochowski dokonał aktu poświęcenia odnowionej świątyni i placu kościelnego.

Finał rewitalizacji to owoc wielu poczynań, które trwały kilka lat, jest to owoc pragnień ludzkich serc. Parafianie zapragnęli aby ten kościół został odnowiony. I tak też się stało – stwierdził ks. Kazimierza Świerdza, proboszcza parafii, komentując z radością sobotnią uroczystość. W dalszej części rozmowy z „Niedzielą” zwierzył się, iż było mu wstyd, zawiadując tak znaczącą parafią a tak zaniedbaną. Zobowiązująca nazwa – Jurajska Padwa zmobilizowała go do działania. I teraz, kiedy rewitalizacja sanktuarium została zrealizowana, jest wdzięczny Bogu, Matce Bożej Szkaplerznej, patronce miejsca i św. Antoniemu, którego kult jest bardzo żywy i rozpowszechniony. Jest również wdzięczny ofiarodawcom z parafii i spoza niej, pielgrzymom z Polski i z zagranicy. Wyraził również podziękowania wobec Wernera Folkerta, głównego koordynatora projektu rewitalizacji.

Zobacz zdjęcia: Jurajska Padwa odnowiona

A sam koordynator powiedział „Niedzieli”, że czuje ogromną satysfakcję z dokonanego dzieła, bo zawsze uważał, że to miejsce powinno było wyglądać godnie jak przystało na sanktuarium Świętego Antoniego Padewskiego. Dlatego po porozumieniu się z proboszczem podjął się zadania odnowy tego zaniedbanego miejsca. Jego zadanie polegało na staraniach w uzyskaniu funduszy unijnych i na nadzorowaniu całości projektu pod względem organizacyjnym, finansowym oraz dokumentacyjnym.

Ks. Świerdza na pytanie co dalej odpowiedział, że odnowa będzie dalej trwała. Bo przecież Kościół to przede wszystkim duchowa budowla, a nie tylko jej materialna część. W Kościele ludzie mają wzrastając do świętości. A estetyczny wymiar świątyni, jej wygląd ma tylko pomagać ludziom w dążeniu do zbawienia.

Podobnie pogląd wyraził w rozmowie z „Niedzielą” również abp Wacław Depo, metropolita częstochowski - „ Ja się bardzo cieszę, że możemy dzisiaj potwierdzić ustawiczny cud przemiany i odnowienia kościoła. Bo przy zewnętrznej stronie (tej odnowy) chodzi przede wszystkim o przemianę człowieka (…). (…) o budowanie prawdziwego kościoła od wewnątrz.”

Prawda ta jeszcze wielokrotnie pojawiała się w wypowiedziach hierarchy. Wierni usłyszeli ją w akcie poświęcenia kościoła, gdzie mocno wybrzmiała w formule prośby o Boże błogosławieństwo dla widzialnego miejsca kultu i wspólnoty ludzi. Również na początku Mszy św. przy powitaniu wiernych, gdzie apelował do wiernych aby ukochali Kościół razem z Chrystusem i razem ze sobą oraz w trakcie homilii, mówiąc o pięknym wnętrzu świątyni, do którego wnętrza wchodzi się z Chrystusem w sercu. Bo nawet najbardziej piękna i znana świątynia nie może być traktowana przez wierzących jak muzeum. W dalszej części homilii abp Wacław Depo odniósł się do postaci patrona sanktuarium św. Antoniego Padewskiego, którego pamięć przetrwała wieki i trwa dzięki potężnej sile miłości, którą miał w sobie, a którą czerpał z Chrystusa. Żył krótko ale intensywnie, oddając swoje młode życie na służbę zbawienia ludzi. I dzisiaj również jego przykład wzywa nas do świętości. A oznacza to przede wszystkim odkrycie prawdy o nas samych wobec Boga, który dał swojego syna Jezusa dla naszego zbawienia. Obecnie zaprzecza się w różnoraki sposób tej prawdzie, m.in. negując ludzką płciowość- męskość i kobiecość. I co więcej współczesny człowiek sam chce być jak Bóg. Nie chce być świętym, nie chce stać w prawdzie wobec Najwyższego, chce sam decydować o sobie. Na końcu homilii abp Depo przytoczył prorocze stwierdzenie Romana Brandstaettera, który powiedział po ostatniej wojnie – „Moje pokolenie chciało uratować siebie a nie Boga. Dlatego leży teraz na grzbiecie jak żółw i o własnych siłach nie może się podnieść”. Remedium na taką sytuację jest Bóg, który może nas uczynić świadkami wiary, również poprzez swoich świętych, abyśmy w trudnych czasach umieli zyć godnie – spointował swoją wypowiedź Arcypasterz.

Podczas uroczystości metropolita częstochowski poświęcił również obraz św. Jana Pawła II Wielkiego, który od tego momentu ma być również w tym miejscu duchowym przewodnikiem na drogach uświęcania się parafian i odwiedzających sanktuarium pielgrzymów.

Po nabożeństwie ks. Kazimierza Świerdza dziękował wszystkim obecnym za przybycie. Wyraził wdzięczność abp Wacławowi Depo za sprawowanie Eucharystii i za poświęcenie kościoła i przykościelnego placu. Dziękował wspókoncelebransom – ks. Mariuszowi Trojanowskiemu, sekretarzowi metropolity częstochowskiego, ks. prałatowi Stanisławowi Gębce. Dziękował odpowiedzialnym za rewitalizację oraz przedstawicielom władz różnego stopnia i prowieniencji, których wymienił z imienia i nazwiska. Podziękował gorąco wszystkim darczyńcom oraz oraganizacjom zaangażowanym w codzienne życie parafii. Szczególne podziękowania skierował do europosłanki Jadwigi Wiśniewskiej, która wychowała się na tej ziemi, a dla której to miejsce – kontynuował ksiądz proboszcz - jest przedmiotem szczególnej troski a kościół św. Antoniego Padewskiego świadkiem jej gorliwej modlitwy od samego dzieciństwa aż do dzisiaj.

Potem były naręcza kwiatów złożone na ręce abp. Wacława Depo z podziękowaniami od przedstawicieli wspólnoty parafialnej oraz na ręce ks. Kazimierza Świerdza.

Burmistrz Koziegłów Jacek Ślęczka skomentował całą uroczystość jako wyjątkową tak dla mieszkańców gminy Koziegłowy jak i dla władz samorządowych, jako niezwykle ważny zasób sił duchowych na kolejne sto lat działania parafii.

Najnowszy kościół parafialny pod wezwaniem św. Antoniego w Koziegłówkach został zbudowany w latach 1903-1908 według projektu Hugona Kudery i planów inż. Józefa Pomianowskiego, w stylu włoskiego renesansu. W swoim wnętrzu zachował elementy, które były wystrojem starszego, nieistniejacego już kościoła.

M. in. po obu stronach ołtarza stoją stare figury świętych: św. Mikołaja i św. Wojciecha. Ołtarz jest dziełem późnobarokowym. Obraz św. Antoniego, malowany w Rzymie, został przywieziony z Włoch w 1635 r. i zasłynął łaskami, o czym można przeczytać w specjalnie prowadzonej księdze. Świadczą o tym również wiszące przy nim liczne wota srebrne. Kościół w Koziegłówkach, dzięki nagromadzonym w nim zabytkom i obrazowi św. Antoniego jest miejscem pielgrzymek każdego 13 czerwca.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem