Reklama

Anglikanie na drodze do pełnej jedności z Kościołem katolickim

Ks. Jarosław Grabowski
Niedziela Ogólnopolska 48/2009, str. 18-19

Wostatnim okresie Duch Święty pobudził grupy anglikanów, by wiele razy i usilnie prosili o przyjęcie, także grupowe, do pełnej komunii katolickiej” - czytamy we wstępie do konstytucji apostolskiej Benedykta XVI „Anglicanorum coetibus” odnośnie do tworzenia ordynariatów personalnych dla anglikanów nawiązujących pełną komunię z Kościołem katolickim. Papieski dokument z 4 listopada br. ma charakter uniwersalny i stanowi płaszczyznę prawną, umożliwiającą podjęcie rozmów z poszczególnymi grupami (parafiami, diecezjami) wyrażającymi wiarę katolicką. Konstytucję uzupełniają Normy o charakterze prawnoliturgicznym, wydane przez Kongregację Nauki Wiary, które określają status duchowieństwa i świeckich wywodzących się z tradycji anglikańskiej oraz precyzują procedury ich przechodzenia do Kościoła katolickiego.

Początki Kościoła anglikańskiego

Okoliczności, w jakich dokonała się schizma i powstał Kościół anglikański, związane były z osobą króla Henryka VIII (1491-1547), którego parlament w 1534 r. (Act of Supremacy) ogłosił jedyną i najwyższą na ziemi głową Kościoła Anglii. Narodowy Kościół Anglii (Church of England) jest pierwszym, ale nie jedynym Kościołem anglikańskim. Działalność kolonizacyjna oraz misje przyczyniły się do wzrostu ich liczby. Jako pierwszy ogłosił swą samodzielność Kościół Episkopalny w USA (1787 r.). W 1851 r. powstało pojęcie Wspólnoty Anglikańskiej jako określenie dla ogółu Kościołów anglikańskich w świecie. Anglican Communion uważa dziś siebie za „rodzinę Kościołów w ramach powszechnego Kościoła Chrystusowego, zachowującą naukę i strukturę Kościoła apostolskiego i pozostającą w pełnej jedności sakramentalnej wzajemnie między sobą oraz ze stolicami biskupimi Canterbury i Yorku” (por. „The Revised Catechism”, London 1967, nr 20). Czynnikami podtrzymującymi świadomość wspólnoty są zwłaszcza: episkopalna struktura Kościoła, uznawanie honorowego prymatu arcybiskupa Canterbury, a do niedawna również korzystanie z tego samego „Book of Common Prayer”.
Anglikańska Wspólnota Kościołów, która w skali światowej liczy dziś ok. 80 mln wiernych, obejmuje grupę Kościołów narodowych. Największe z nich to: Kościół w Wielkiej Brytanii (26 mln wiernych), Nigerii (17, 5 mln), Ugandzie (8 mln), Australii (4 mln), Episkopalny Kościół w USA (2, 5 mln), RPA (2 mln), Sudanie (2 mln). Łącznie - prawie 30 samodzielnych prowincji kościelnych, obejmujących ponad 450 diecezji i 64 tys. parafii w 164 krajach (por. „The Essential Guide to the Anglican Communion”, red. J. Rosenthal, Harrisburg 1998). Pozostając w pełnej jedności sakramentalnej, wszystkie one zachowują własną samorządność jurysdykcyjną.
W Polsce Kościół anglikański jest obecny jedynie w postaci kapelanii dla korpusu dyplomatycznego. Jurysdykcyjnie podlega on biskupowi Gibraltaru i prowadzi działalność duszpasterską niemal wyłącznie wśród przebywających służbowo cudzoziemców wyznania anglikańskiego.

Rozdział wśród anglikanów

W 1991 r. grupa anglikańskich duchownych i wiernych świeckich, która przyjęła nazwę „Traditional Anglican Communion” - Tradycyjna Wspólnota Anglikańska (TAC), oddzieliła się od Kościoła anglikańskiego w związku z ordynowaniem kobiet czy też osób zdeklarowanych jako homoseksualiści w Kościele Episkopalnym w USA. TAC ma charakter międzynarodowy i jest ruchem niezależnym od Wspólnoty Anglikańskiej. Do Tradycyjnej Wspólnoty Anglikańskiej należy dziś 16 Kościołów: z Afryki, z Ameryki Północnej i Środkowej, Azji, Australii i Europy. W sumie liczy ona ponad 400 tys. wiernych. TAC od dawna ostro krytykowała Kościół anglikański za liberalny kurs i wypaczanie tradycyjnej anglikańskiej doktryny. Przeciwstawia się sekularyzacji Kościoła i pragnie zachować wiarę „przekazaną niegdyś świętym” w jej anglikańskiej formie.
Niepokój o przyszłość anglikanizmu wyrażał honorowy zwierzchnik anglikanów - arcybiskup Canterbury Rowan Williams. Dwa lata temu w programie brytyjskiej telewizji ITV hierarcha przyznał, że sytuacja wymknęła się spod jego kontroli. On sam obawiał się schizmy we Wspólnocie, którą dzielą kwestie poglądów na rolę kobiet w Kościele oraz stosunek do homoseksualizmu. W listopadzie 2006 r. podczas spotkania z Benedyktem XVI w Watykanie na temat perspektyw dialogu katolicko-anglikańskiego abp Williams otwarcie mówił o napięciach i trudnościach przeżywanych przez Wspólnotę Anglikańską, zagrażających wprost jej przyszłości. W odpowiedzi Papież Benedykt XVI przyznał, że rozwój sytuacji, zwłaszcza gdy chodzi o posługę święceń i pewne punkty nauki moralnej, dotknął nie tylko relacji wewnątrz Wspólnoty Anglikańskiej, ale też między nią a Kościołem katolickim. Wyraził zarazem przekonanie, że Wspólnota Anglikańska pozostanie ugruntowana w Ewangelii i apostolskiej Tradycji, które stanowią nasze wspólne dziedzictwo i leżą u podstaw obopólnego pragnienia pracy na rzecz pełnej widzialnej jedności.
W kwietniu 2007 r. prymas Wspólnoty - abp John Hepworth napisał list do Benedykta XVI, informując go, że pragnie ona jako struktura kościelna pełnej jedności z Kościołem katolickim. Pasterze Tradycyjnej Wspólnoty Anglikańskiej 5 października 2007 r. podpisali się pod Katechizmem Kościoła Katolickiego. W oddzielnym oświadczeniu stwierdzili, że przyjmują, iż najpełniejsze i autentyczne wyrażenie wiary katolickiej można znaleźć w Katechizmie Kościoła Katolickiego. Wiary tej pragną nauczać i strzec. Jednogłośnie przyjęli tekst listu skierowanego do Stolicy Apostolskiej z prośbą o przyjęcie do pełnej jedności.

Reklama

Konstytucja apostolska Benedykta XVI

Zdaniem abp. Hepwortha, konstytucja apostolska Benedykta XVI „Anglicanorum coetibus” jest odpowiedzią na prośby anglikanów i byłych anglikanów z całego świata znacznie bardziej wielkoduszną niż to, o czym marzyli anglikańscy tradycjonaliści.
Papież zdecydował o ustanowieniu ordynariatów personalnych, które pozwolą byłym anglikańskim wiernym wejść w pełną jedność z Kościołem katolickim, zachowując jednocześnie elementy specyficznego duchowego i liturgicznego dziedzictwa anglikańskiego. Ordynariaty, składające się z wiernych świeckich, duchowieństwa oraz członków instytutów życia konsekrowanego i stowarzyszeń życia apostolskiego, pod względem prawnym można porównać do diecezji. Tak więc nie będą one tworzyły oddzielnego obrządku, a jedynie odrębne struktury w obrębie rytu rzymskiego. „Ordynariat - wyjaśnia konstytucja - może sprawować Najświętszą Eucharystię oraz inne sakramenty, Liturgię Godzin oraz inne celebracje liturgiczne według ksiąg liturgicznych właściwych tradycji anglikańskiej, zatwierdzonych przez Stolicę Apostolską, aby w obrębie Kościoła katolickiego zachować tradycje liturgiczne, duchowe i duszpasterskie Wspólnoty Anglikańskiej jako cenny dar, karmiący wiarę członków ordynariatu, oraz skarb, którym można się dzielić z innymi”.
Konstytucja „Anglicanorum coetibus” potwierdza, że włączenie do ordynariatu wymagać będzie od każdego z wiernych pisemnej deklaracji wiary zgodnej z Katechizmem Kościoła Katolickiego. Duchownych, którzy zdecydują się na jedność z Rzymem, obowiązywać będzie norma celibatu kapłańskiego. Jednakże duchowni żonaci, którzy nie mają innych przeszkód, będą mogli przyjąć święcenia kapłańskie. Każda sprawa będzie traktowana indywidualnie przez Stolicę Apostolską. Nie będzie możliwe udzielanie sakry biskupiej mężczyznom żonatym. Nie oznacza to jednak, by nie mogli być oni ordynariuszami poszczególnych struktur nieposiadającymi sakry biskupiej. Jako ordynariusze będą wchodzili w skład właściwej Konferencji Episkopatu.
Alumni ordynariatu przygotowywani będą do kapłaństwa razem z innymi seminarzystami katolickimi, choć nie wyklucza się, że ordynariat może otworzyć własny dom formacji w celu odpowiedzenia na szczególne potrzeby formacji w dziedzictwie anglikańskim, powiązany z istniejącymi wydziałami teologii katolickiej.
Konstytucja apostolska wskazuje, że życie wewnętrzne nowych struktur musi być zgodne z normami prawa kanonicznego. Nakazuje ordynariuszom odbywanie co pięć lat wizyty „ad limina Apostolorum” w Rzymie, podobnie jak to jest w przypadku innych biskupów katolickich. Jednocześnie podkreślono konieczność ścisłej współpracy z biskupami diecezjalnymi, a także podejmowania wspólnych działań duszpasterskich i charytatywnych z innymi parafiami katolickimi na danym terytorium.

Wdzięczność anglikanów

Anglikanie pragnący przyjęcia do pełnej komunii ze Stolicą Apostolską mogą teraz dokładnie zapoznać się z normami w tym względzie. Abp John Hepworth, zwierzchnik Tradycyjnej Wspólnoty Anglikańskiej, napisał, że jego wspólnota czuje się poruszona gestem Benedykta XVI: „Powiedzieć, że to spełnienie naszych marzeń, to za mało” - napisał w oświadczeniu prymas TAC. Przypomniał także o petycji, jaką jego wspólnota wysłała do Watykanu dwa lata temu. Pisała w niej, że dąży do pełnej komunii z Rzymem. Zaś przewodniczący anglikańskiej Rady ds. Jedności Chrześcijan bp Christopher Hill z Guildford stwierdził, że watykańska odpowiedź na prośby anglikanów nie odwróci reprezentowanego przez niego Kościoła od kontynuowania swej misji we własnych parafiach i diecezjach w całym kraju ani też od dawnego już zaangażowania na rzecz jedności wszystkich Kościołów, łącznie z katolickim.
Bp Michael Wright z Tradycyjnej Wspólnoty Anglikańskiej już w styczniu br. na pytanie: Dlaczego coraz więcej anglikanów zniechęca się do swego Kościoła? - odpowiedział: „Bo Kościół anglikański coraz bardziej przypomina strukturę polityczną, a coraz mniej religijną. Gdzieś po drodze zgubiono wiarę i dogmaty, a postawiono na nowoczesną, liberalną ideologię. Wszystko to sprawia, że ludzie wyznający tradycyjne, chrześcijańskie wartości nie mogą się odnaleźć w tym Kościele”.
Zdaniem anglikańskiego biskupa Chichester Johna Hinda, ważne jest dostrzeżenie przez Stolicę Apostolską, iż anglikanie mają dary, które mogą wnieść do Kościoła katolickiego, ale też istnieją dary, które mogą od niego otrzymać. Hierarcha przestrzegł przed traktowaniem watykańskiego dokumentu jako „schronienia dla przeciwników święcenia kobiet”.
W komentarzach i ocenach tego ważnego wydarzenia, jakim niewątpliwie stała się pozytywna odpowiedź Stolicy Apostolskiej na prośbę grupy anglikanów przyjęcia do pełnej komunii katolickiej, trzeba pamiętać o wymownym przemówieniu Benedykta XVI podczas spotkania ekumenicznego w kościele Świętej Trójcy w Warszawie w maju 2006 r., w którym Papież wyraźnie powiedział: „Sprawą priorytetową w mojej posłudze będzie przywrócenie pełnej i widzialnej jedności chrześcijan”, dodając, że ostatecznie pozostaje ona darem Ducha Świętego.

Reklama

Biskupi szwajcarscy: Kościół nie może towarzyszyć w samobójstwie

2019-12-10 17:33

Krzysztof Ołdakowski SJ/vaticannews.va / Berno (KAI)

„Doświadczenie pokazuje, że za decyzją o samobójstwie często kryje się niewyrażone pragnienie, które trzeba odszyfrować i pogłębić” - to wniosek, jaki płynie z najnowszego dokumentu biskupów szwajcarskich poświęconego obecności duszpasterzy przy tzw. wspomaganym samobójstwie.

AR

Jego stosowanie w Szwajcarii systematycznie rośnie. Coraz więcej obywateli uważa to za dopuszczalne rozwiązanie w obliczu cierpienia i śmierci. Dokument nosi tytuł: „Postawa duszpasterska w obliczu praktyki wspomaganego samobójstwa”.

Coraz częściej się zdarza, że niezależnie od pragnienia otrzymania sakramentu, pacjenci, którzy rozważają możliwość wspomaganego samobójstwa proszą o ludzkie i duchowe towarzyszenie oraz pragną obecności duszpasterza lub innej osoby zaangażowanej w życie Kościoła. Czasami życzenie sięga samego momentu podania pacjentowi zabójczego preparatu.

Biskupi szwajcarscy wyjaśniają sposoby oraz czasy towarzyszenia duchowego i obecności w takich sytuacjach. Podkreślają wyraźnie, że wspomagane samobójstwo jest całkowicie sprzeczne z orędziem Ewangelii oraz stanowi poważny zamach na ludzkie życie, które powinno być chronione od poczęcia do naturalnej śmierci. Druga część dokumentu podejmuje pytanie coraz częściej stawiane duszpasterzom: „Jaki sens ma życie ogarnięte takim cierpieniem? Chcę umrzeć, czy możecie mi to umożliwić?”.

Wspomagane samobójstwo jest procesem. Zaczyna się od nawiązania kontaktu z organizacją, która zapewnia asystowanie przy nim. Przekazuje się wtedy dokumentację medyczną. Potem rozpoczynają się rozmowy i zostaje ustalona data. Dalsza procedura polega na podaniu leku przeciwwymiotnego. Po pół godzinie zostaje podany zabójczy preparat. Potem rozpoczyna się agonia, która trwa bardzo różnie, zależnie od osoby, od kilku minut do kilkunastu godzin. Średnia to 25 minut.

Biskupi zalecają, aby towarzyszyć osobom, które zdecydowały się na samobójstwo tak długo, jak jest to tylko możliwe. Jednak duszpasterz jest zobowiązany do fizycznego opuszczenia pomieszczenia w momencie, w którym podano zabójczy preparat. Motywacja takiego postępowania jest potrójna. Wychodząc z pomieszczenia, w którym dokonywane jest samobójstwo, Kościół nie przestaje dawać świadectwa o niezbywalnej wartości życia. Decyzja o pozostaniu mogłaby zostać zinterpretowana jako pomoc i współpraca z jego strony w samobójstwie. Zachowanie takie jest również zaproszeniem do refleksji nad wpływem psychologicznym, jakie mogłoby mieć bierne asystowanie przy samobójstwie na osoby otaczające pacjenta.

Dokument podkreśla ponadto rolę sakramentów, które mają służyć życiu, a nie śmierci. Tekst zestawia z jednej strony powagę decyzji o samobójstwie i jednocześnie nie traci nadziei, że można ją odwrócić, że może ona ustąpić decyzji o życiu.

Bp Charles Morerod, ordynariusz diecezji Lozanna-Genewa-Fryburg, członek komisji bioetycznej konferencji episkopatu Szwajcarii podkreśla, że w Szwajcarii samobójstwa są dość rozpowszechnione.

„Chodzi o brak nadziei. Społeczeństwo szwajcarskie jest owładnięte materializmem. Temu, kto posiada pieniądze wydaje się, że może nabyć wszystko, ale w pewnym momencie wpada w rozpacz, ponieważ okazuje się, że nie można kupić szczęścia. Materializm nie daje odpowiedzi na wszystko – podkreślił w wywiadzie dla Radia Watykańskiego szwajcarski hierarcha. - Występuje także silna presja rodziny: kiedy osoba starzeje się kosztuje coraz więcej rodzinę, a więc powstaje ryzyko odziedziczenia mniej. To jest bardzo cyniczna postawa. A więc członkowie rodziny mówią: spójrz, nie jesteś już szczęśliwy i kosztujesz coraz więcej społeczeństwo...”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Austria: Kolędnicy Misyjni w 2020 wesprą dzieci ulicy w Kenii

2019-12-11 15:34

tom (KAI) / Wiedeń

Głód, bieda, nieletnie matki i gangi uliczne są częścią codziennego życia w slumsach Mukuru w stolicy Kenii, Nairobi. Według szacunków Kolędników Misyjnych (DKA) w Afryce 700 tys. ludzi żyje w ciasnocie i największym ubóstwie, w tym 60 tys. dzieci ulicy. W 2020 r. państwo wschodnioafrykańskie jest głównym celem akcji Kolędników Misyjnych w 2020 r. i jednym z 20 krajów, które otrzymują środki zebrane przez "Kacpara, Melchiora i Baltazara" między Bożym Narodzeniem a Świętem Trzech Króli - 6 stycznia 2020 r. Zostaną wykorzystane na finansowanie projektów edukacyjnych, rekreacyjnych i społecznych dla dzieci ulicy w slumsach Mukuru. Wiele z nich żyje z żebractwa, czyszcząc buty lub zbierając śmieci.

Archiwum s. Moniki Nowickiej

Edukacja, pozytywne wzorce do naśladowania i stabilne środowisko są najważniejszymi elementami ochrony dzieci i młodzieży przed ubóstwem - uważają 20-letnia Mary i 26-letni Paul w wywiadzie dla austriackiej agencji katolickiej „Kathpress”. Tych dwoje młodych ludzi mieszka w slumsach Nairobi przypominając, że dzięki wsparciu „Projektów rozwoju slumsów Mukuru" (MSDP) i „Centrum promocji Mukuru” (MPC) - projektów społecznych dla dzieci ulicy finansowanych dzięki akcji Kolędników Misyjnych - mogą one liczyć na lepszą przyszłość. Młodzi studenci i ich dwaj opiekunowie przybyli do Austrii, aby poinformować o sytuacji dzieci ulicy w Nairobi. Odwiedzili m.in. wiedeńskie centrum kierujące akcją Kolędników Misyjnych.

"Największym wyzwaniem dla dzieci ulicy jest wydostanie się z `błędnego koła` ubóstwa, zaniedbania i rezygnacji" - powiedział Paul. Jako 14-latek przez rok musiał żyć na ulicy, ponieważ rodzice zostawili go w slumsach po tym, jak nie znaleźli pracy w mieście i musieli się przeprowadzić do innej miejscowości. Każdego roku tysiące dzieci cierpi podobny los jak Paweł, m.in. dlatego, że ich rodzice nie mogą sobie pozwolić na kupno jedzenia lub zapewnienia mieszkania. Dzieje się też często tak, że znajdują sobie nowych partnerów, którzy nie chcą zaadoptować dzieci z poprzednich związków.

„Miałem wielkie szczęście” - powiedział Paul. Dzięki przyjacielowi poznał MSDP i ich ośrodek pomocy społecznej. Tam otrzymał pomoc medyczną i psychologiczną. Ośrodek opłacił mu również szkołę dzięki której został trenerem tańca i akrobatyki. Dziś uczy dzieci ulicy w ramach programów rekreacyjnych MSDP i stara się je motywować do normalnego życia dzięki opanowaniu umiejętności tańca i akrobatyki.

"Głównym celem organizacji charytatywnej jest przywrócenie dzieci ulicy ich rodzinom lub znalezienie rodziny zastępczej", powiedziała Anne Muthoni Wachira, odpowiedzialna za program MSDP, która sama urodziła się i dorastała w slumsach Mukuru. Dzięki wsparciu MSDP była w stanie ukończyć studia i teraz pracuje jako pracownik socjalny i pomaga młodym ludziom wyjść z ubóstwa. „Paul, Mary i ja jesteśmy najlepszymi wzorami do naśladowania dla dzieci ulicy i stale pokazujemy, że nie musisz być skazany na swój los ale go zmieniać” - powiedział Wachira w wywiadzie dla „Kathpress”. Z kolei Mary powiedziała, że wiele dzieci i nastolatków żyje tylko z żebractwa, zbierając śmieci, prostytucji, popełniając przestępstwa lub przyłączając się do różnych gangów. Młoda kobieta, wraz z trójką rodzeństwa, jest wspierana przez MPC - projekt szkolny - ponieważ jej matka alkoholiczka nie może się nimi opiekować. Kładzenie się spać głodnym lub chodzenie do szkoły z pustym żołądkiem było dla niej normalne. „Ważniejsze niż jedzenie w żołądku jest jednak moje wykształcenie” - powiedziała Mary, która obecnie studiuje zarządzanie biznesem, co jest dla niej jedyną drogą wyjścia z ubóstwa. Studia finansowane są przez MPC.

Z kolei wieloletnia nauczycielka MPC, Risper Adhiambo Ogutu zauważyła, że dzieci i młodzież mają w sobie „godne podziwu moce”, aby opanować codzienne życie w slumsach. Mimo to, wielu z nich jest obciążonych traumą na skutek życia na ulicy. "Potrzeba dużo cierpliwości, dyscypliny i wsparcia dla nich, aby chodziły do szkoły i uczyły się" - powiedziała Adhiambo Ogutu. W ramach projektu finansowanego z akcji Kolędników Misyjnych MPC prowadzi sześć szkół i wysyła pracowników socjalnych do dzieci ulicy.

W Austrii i innych krajach europejskich przebrane za Trzech Króli dzieci chodzą ze śpiewem od domu do domu, zazwyczaj w okresie od 27 grudnia do uroczystości Trzech Króli, czyli 6 stycznia, a czasem nawet do połowy miesiąca. Na drzwiach odwiedzanych domów piszą kredą litery "C+M+B" i rok. Litery oznaczają prośbę, aby "Chrystus pobłogosławił ten dom" (Christus mansionem benedicat), ale także nawiązują do podawanych przez tradycję imion Trzech Króli: Kacpra, Melchiora i Baltazara. Ze zbiórki finansowanych jest ponad 500 projektów społecznych w 20 krajach Afryki, Azji i Ameryki Łacińskiej.

W sumie cztery miliony dzieci i nastolatków w Austrii zgłosiło się na ochotnika od początku akcji w 1954 r. Przez ten czas zebrano łącznie 450 milionów euro. Tylko w 2019 r. zebrała dokładnie 17 607 677,10 euro. W międzyczasie akcja przekroczyła granice Austrii i odbywa się w innych krajach europejskich, w tym w Polsce. Jak się szacuje w akcji Kolędników Misyjnych bierze udział ok. 500 tys, dzieci na całym kontynencie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem