Reklama

Jan Paweł II i Opus Dei

Bp Javier Echevarría Rodriguez, przełożony prałatury personalnej Opus Dei, mówi o związkach Papieża Polaka z „Dziełem” założonym przez św. Josemaríę Escrivę de Balaguera

Niedziela Ogólnopolska 26/2011, str. 16-18

Grzegorz Gałązka

W dniu kanonizacji bł. Josemaríi Escrivy. Janowi Pawłowi II towarzyszy bp Javier Echevarría, obecny przełożony prałatury personalnej Opus Dei

Włodzimierz Rędzioch: - Ekscelencjo, kiedy zaczęły się kontakty abp. Karola Wojtyły z Opus Dei?

Bp Javier Echevarría: - W odległych czasach Soboru Watykańskiego II przedstawiono Karolowi Wojtyle, ojcu soborowemu z Polski, ks. Álvaro del Portillo (następca Josemaríi Escrivy de Balaguera na czele Opus Dei - W. R.). Był to pierwszy jego kontakt z Opus Dei. Następne spotkanie miało miejsce w 1971 r., gdy młody Kardynał z Krakowa przebywał w Rzymie na Synodzie Biskupów - zaproszono go na konferencję kard. Höffnera, zorganizowaną przez księży z Opus Dei w Rzymskim Centrum Spotkań Kapłańskich (CRIS). Przy tej okazji poproszono kard. Wojtyłę o wywiad, gdyż uznano, że głos biskupa z kraju komunistycznego może być interesujący. Kardynał zanotował pytania i po kilku tygodniach przesłał odpowiedzi napisane odręcznie na 31 stronach.
Natomiast w 1974 r. to samo Centrum - CRIS - zaprosiło go jako prelegenta na cykl spotkań zatytułowanych: „Esaltazione dell’uomo e sapienza cristiana” (Gloryfikacja człowieka i mądrość chrześcijańska). Kard. Wojtyła wygłosił wykład „Ewangelizacja i człowiek wewnętrzny” - była to bardzo głęboka refleksja, w której nawiązał do wyrażenia ks. prał. Josemaríi Escrivy: „Uświęcać pracę, uświęcać się w pracy i uświęcać poprzez pracę”.
Cztery lata później kard. Wojtyła odwiedził Villa Tevere, główną, rzymską siedzibę Opus Dei, i zatrzymał się na obiad. Spędził czas w bardzo przyjacielskiej atmosferze. Na zakończenie poszliśmy do kaplicy Najświętszego Sakramentu i Kardynał ukląkł na drewnianym klęczniku, który przechowujemy jak relikwię, gdyż należał do Piusa VII i do św. Piusa X; również do Josemaríi, który dostał go od rodziny Piusa X. Gdy ks. Álvaro wyjawił te szczegóły, kard. Wojtyła wstał natychmiast, pocałował klęcznik i ukląkł na podłodze. Nigdy nie zapomnę tego spontanicznego gestu autentycznej pokory.
Chciałbym dodać, że kard. Wojtyła bardzo polubił ks. Álvaro i był do niego przywiązany, szczególnie po wyborze na Stolicę Piotrową - święci ludzie dobrze się rozumieją.

- Kiedy po raz pierwszy spotkał się Ksiądz Biskup z Karolem Wojtyłą już jako papieżem?

- Może się to wydać nieprawdopodobne, ale nasze pierwsze spotkanie miało miejsce następnego dnia po jego wyborze na papieża, tzn. 17 października 1978 r. Bp Andrzej Deskur (dziś kardynał) - ówczesny przewodniczący Papieskiej Komisji ds. Środków Społecznego Przekazu, przyjaciel ks. Álvaro, a jednocześnie wielki przyjaciel Karola Wojtyły, jeszcze z czasów seminarium - od dnia poprzedzającego konklawe przebywał w poliklinice Gemellego, gdzie został przewieziony w następstwie wylewu krwi do mózgu. W dniu wyboru papieża ks. Álvaro zadzwonił do niego do szpitala. Nie chciał mu wprost przekazać tej radosnej wiadomości, obawiając się, że silne emocje mogą mu zaszkodzić. Dlatego ograniczył się jedynie do pytania: „Andrzeju, czy wiesz, że wybrali papieża?”. Na to bp Deskur odpowiedział: „Nie mogli dokonać lepszego wyboru”. Po czym dodał: „Jeżeli przyjdziesz do mnie jutro, spotkasz go tu”. Ks. Álvaro pomyślał, że chory majaczy, bo nie mógł sobie wyobrazić, że dopiero co wybrany papież może wyjść z Watykanu. Pomimo to następnego dnia udał się wraz ze mną do szpitala, by odwiedzić przyjaciela. Nie muszę tłumaczyć naszego zaskoczenia, gdy po opuszczeniu pokoju kazano nam zaczekać wraz z innymi osobami, gdyż przyjechał Papież i zablokowano wyjście. Jeszcze większą niespodzianką było dla nas spotkanie z Janem Pawłem II, który po wyjściu z pokoju chorego podszedł do ks. Álvaro i uścisnął go. Ks. Álvaro bardzo się tym wzruszył i pocałował papieski pierścień - zauważył wtedy, że Papież trzymał w dłoni różaniec.
Było to nasze pierwsze z bardzo wielu spotkań z Janem Pawłem II - wówczas nie mogliśmy sobie wyobrazić, że w przyszłości będziemy mogli tak często spotykać się z Papieżem.

- Kiedy ks. Álvaro del Portillo został po raz pierwszy przyjęty oficjalnie przez Papieża jako przełożony Opus Dei?

- Niedługo po tym wzruszającym spotkaniu w poliklinice, 28 października, Jan Paweł II przyjął go na prywatnej audiencji. Ks. Álvaro powiedział wtedy Papieżowi, że z powodu niespodziewanej śmierci Jana Pawła I nie przygotowano listu, który zmarły Papież chciał wystosować z okazji 50-lecia założenia Opus Dei. Jan Paweł II odpowiedział na to: „Napiszemy go!”.

- Janowi Pawłowi II bardzo zależało na rozwiązaniu prawnej sytuacji Opus Dei. I rzeczywiście, w krótkim czasie ustanowiono prałaturę personalną Opus Dei. Czy mógłby Ekscelencja coś na ten temat powiedzieć?

- Zarówno Paweł VI, jak i Jan Paweł I mieli zamiar zamknąć „iter” prawny dotyczący „Dzieła”, lecz Pan Bóg wezwał ich do siebie wcześniej. Jan Paweł II zajął się tą sprawą od samego początku pontyfikatu. Oddał ją w ręce kard. Sebastiano Baggia, prefekta Kongregacji ds. Biskupów, oraz powołał komisję, w której skład wchodzili eksperci prawa kanonicznego z ramienia Stolicy Apostolskiej i Opus Dei. Papież śledził wszystkie posunięcia i był bardzo dobrze o wszystkim poinformowany. Rezultaty techniczno-prawne prac komisji są znane. Ja chciałbym jedynie podkreślić ojcowską postawę Ojca Świętego, który jednocześnie zostawił kanonistom wolną rękę w analizowaniu problemów.

- Nie wszyscy biskupi zgadzali się na utworzenie prałatury personalnej - tej nowej „jednostki” kościelnej...

- Ponieważ chodziło o nową „figurę” kanoniczną, można zrozumieć zastrzeżenia niektórych biskupów. Chciałem jednak powtórzyć, że Papież był nie tylko bardzo ostrożny, ale także bardzo ojcowski - zlecił, aby wzięto pod uwagę obiekcje biskupów i aby znaleziono odpowiednie rozwiązanie problemów.

- Gdy mówimy o atakach na Opus Dei, nie możemy zapominać, że w owym czasie sam Jan Paweł II był przedmiotem ataków i krytyki. Czy ks. del Portillo miał okazję rozmawiać z Papieżem na ten temat?

- Ojciec Święty wiedział, że musi nieść swój krzyż, ale jednocześnie był bardzo zdecydowany i zawsze starał się robić wszystko dla dobra Kościoła. Opowiem Panu wymowne wydarzenie. Pewnego razu ks. Álvaro uczestniczył w modlitwie różańcowej z Janem Pawłem II. Na zakończenie Papież przedstawił mu Matkę Teresę, która podziękowała ks. Álvaro za pomoc udzialaną przez księży z Opus Dei jej siostrom pracującym w różnych częściach świata. W pewnym momencie Papież - pół żartem, pół serio - zapytał zakonnicę: „Matko, dlaczego krytykuje się Papieża i Opus Dei, podczas gdy wszyscy dobrze mówią o Matce Teresie?”. Na co odpowiedziała mu: „Módlcie się, abym była pokorna”.

- Ekscelencja wspomniał, że Jan Paweł II interesował się sprawami Opus Dei. Czy to znaczy, że udzielał wam rad lub bezpośrednio interweniował w sprawy Opus Dei?

- Najważniejszą „interwencją” Papieża było, oczywiście, samo powołanie prałatury personalnej Opus Dei. Tym aktem Papież oddał część Kościoła - ludzi świeckich i kapłanów, mężczyzn i kobiety z różnorodnych klas społecznych - pod jurysdykcję Prałata, aby w ten sposób lepiej mogła ona służyć Kościołowi powszechnemu w komunii z Kościołami lokalnymi.
Poza tym Papież sugerował Prałatowi inicjatywy apostolskie, gdyż był przekonany o skuteczności osobistego apostolstwa każdego członka Opus Dei. Przykładem interwencji Jana Pawła II w wewnętrzne sprawy prałatury była jego prośba, by utworzyć w Rzymie międzynarodowe seminarium „Sedes Sapientiae” w celu formowania kapłanów, którzy z kolei mieli być wykładowcami w seminariach krajowych, również tych otwartych w dawnych państwach bloku sowieckiego po odzyskaniu wolności.
Chciałbym też przypomnieć inny fakt - co najmniej od 1981 r. Jan Paweł II mówił o nowej ewangelizacji, a w 1985 r. - podczas Synodu Biskupów - dał impuls temu nowemu priorytetowi duszpasterskiemu, szczególnie w krajach Europy Zachodniej i Ameryki Północnej, gdzie symptomy sekularyzacji stawały się alarmujące. Ks. Álvaro natychmiast podjął papieskie wyzwanie i napisał list duszpasterski do wiernych prałatury, zachęcając ich do współpracy w tym zadaniu. Papież do końca życia zachęcał ks. Álvaro del Portillo, a po jego śmierci również mnie, byśmy kontynuowali misję ewangelizacyjną w duchu właściwym Opus Dei. Ks. Álvaro wracał z audiencji u Papieża podniesiony na duchu, ze świadomością, że należy zawsze czynić Dzieło Boże w pełnej komunii z Następcą Piotra i wszystkimi biskupami.

- Największym „darem” Jana Pawła II dla Opus Dei była niewątpliwie beatyfikacja i kanonizacja Josemaríi, pomimo nieporozumień związanych z działalnością Dzieła, szczególnie przed 1992 r…

- Jan Paweł II był bardzo zadowolony, gdy mógł wynieść na ołtarze założyciela Opus Dei. Nieporozumienia, o których Pan wspomina, to były ostatnie „podrygi” szatana. Po zakończeniu ceremonii beatyfikacyjnej Papież nie krył swojej radości, widząc tak wielkie rzesze rozmodlonych wiernych, i powiedział towarzyszącemu mu ks. Álvaro: „Teraz rozumiem, dlaczego niektórzy sekciarze nie chcieli tej wielkiej manifestacji wiary”. Dodał, że dziękuje Bogu za ceremonię, podczas której dane mu było beatyfikować również m. Giuseppinę Bakhitę, kanosjankę, dzięki czemu cały świat mógł się dowiedzieć o tragicznej sytuacji w Sudanie. To, co pozostanie w historii, to dobro, które rodzi się z kultu św. Josemaríi Escrivy. I Papież był tego świadomy.
W czasie kanonizacji Papież określił św. Josemaríę jako „świętego codzienności”, co dobrze odzwierciedla jego ideę ewangelizacji społeczeństwa przez codzienne życie - w kościele domowym, którym jest każda rodzina, w pracy, w społeczeństwie.

- Jan Paweł II był osobą, która umiała słuchać innych. Czy Papież słuchał również rad i sugestii członków Opus Dei?

- Czasami sam Ojciec Święty prosił o rady. Dla przykładu, już w 1978 r. Papież zastanawiał się - zważywszy na delikatną sytuację - czy powinien udać się do Meksyku na zgromadzenie CELAM. Powiedział ks. Álvaro, że są różne opinie na ten temat i zapytał go, co on o tym sądzi. Ks. Álvaro odpowiedział mu, że według niego, podróż byłaby dobrodziejstwem dla Meksyku. Oczywiście, Papież konsultował się również z innymi osobami i dykasteriami Kurii Rzymskiej, ale podróż odbyła się i stała się wielkim sukcesem.
Ks. Álvaro wielokrotnie sugerował Papieżowi, aby napisał list lub adhortację o św. Józefie, aby prosić go o opiekę nad Kościołem i pobudzać pobożność wiernych. Dlatego byliśmy bardzo szczęśliwi, gdy 15 sierpnia 1989 r. ukazała się adhortacja apostolska „Redemptoris Custos” (papieski dokument o św. Józefie - przyp. W. R.).

- Gdy mówimy o radach udzielanych Papieżowi, chciałem zapytać, czy to prawda, że jeden z członków Opus Dei przyczynił się do powstania mozaiki na Placu św. Piotra?

- Tak, to prawda. Co roku przyjeżdzają do Rzymu na święta wielkanocne tysiące studentów z ośrodków Opus Dei z całego świata. W 1980 r. w czasie spotkania naszych studentów z Janem Pawłem II jeden z nich powiedział, że obserwując Plac św. Piotra, można zauważyć figury wielu świętych, ale nie ma Matki Bożej. Po czym zasugerował: „Ojcze Święty, może warto by umieścić chociaż jeden Jej wizerunek”. Na co Papież odpowiedział: „Bardzo dobrze!”. Gdy ks. Álvaro dowiedział się o tym fakcie, zlecił architektowi Javierowi Cotelo znalezienie najlepszego miejsca na placu, gdzie wizerunek Matki Bożej przyciągałby wzrok pielgrzymów. Architekt natychmiast zrobił projekt, który przewidywał wykonanie mozaiki na rogu Pałacu Apostolskiego. Papieżowi tak bardzo spodobała się ta idea, że kazał zrealizować nasz projekt.

- Urodziłem się w Częstochowie, dlatego nie uszło mojej uwagi, że w Waszej rzymskiej siedzibie przechowujecie obraz Matki Bożej Częstochowskiej z autografem Jana Pawła II…

- Ta ikona to znak ojcowskiej miłości Jana Pawła II. Z okazji 70. urodzin, 11 marca 1984 r., ks. Álvaro del Portillo otrzymał ten obraz Matki Bożej Częstochowskiej z odręcznymi życzeniami Papieża. Wszyscy ludzie, którzy byli częstymi gośćmi u Jana Pawła II, czuli, że on „potrafił kochać”.
Chciałbym wyjawić jeszcze coś innego - trzy dni po śmierci Papieża don Stanislao (abp Dziwisz) podarował mi sutannę Jana Pawła II, którą przechowujemy teraz jak relikwię.

- Ekscelencja śledził z bliska działalność Jana Pawła II. Jak dziś można ocenić znaczenie jego długiego pontyfikatu?

- Działalność Jana Pawła II była tak rozległa, a jego postać tak znacząca, że trudno o jakąś prostą syntezę. Jego pontyfikat jest czymś wyjątkowym w ostatnich dziesięcioleciach historii. Ukazał poprzez fakty, że Papież jest „sługą sług Bożych”, niestrudzonym obrońcą prawdy, obrońcą wszystkich mężczyzn i kobiet w imię ich niezbywalnej godności. Jan Paweł II uczynił Chrystusa obecnym w naszych czasach, skłonił ludzkość do szukania w Nim ostatecznych pytań dotyczących naszej egzystencji. Jan Paweł II pozostawił nam wspaniały skarb doktryny i przykład duszpasterskiej miłości. W jego pontyfikacie chciałbym podkreślić papieską zachętę do podjęcia nowej ewangelizacji w codziennym życiu przez ludzi aktywnych, których postępowanie jest zgodne z wyznawaną wiarą.

* * *

Plac św. Piotra 6 października 2002 r. już od świtu wypełniali pielgrzymi. Gdy Jan Paweł II pojawił się przed Bazyliką, na placu i przylegających do niego ulicach było ok. 400 tys. osób. Te rzesze wiernych przybyły do Watykanu, aby oddać cześć hiszpańskiemu kapłanowi, który w 1928 r. założył Opus Dei (Dzieło Boże) - nowy ruch w Kościele katolickim, mający na celu pomoc wiernym w dążeniu do świętości i w działalności apostolskiej przez „uświęcanie” pracy. Dokładnie w 75. roku istnienia Dzieła na Placu św. Piotra zabrzmiały uroczyste słowa formuły kanonizacyjnej: „Ku chwale Trójcy Świętej deklarujemy świętym bł. Josemaríę Escrivę; wpisujemy go do księgi świętych i postanawiamy, aby w całym Kościele był pobożnie czczony wśród świętych”. Kanonizacja Josemaríi Escrivy była dla prałatury Opus Dei bardzo ważnym wydarzeniem - w ten sposób kończył się trudny okres dziejów ruchu, naznaczony nieporozumieniami, pomówieniami i oszczerstwami.
Nie wszyscy wiedzą, że związki Jana Pawła II z Opus Dei mają długą historię i sięgają czasów, gdy Karol Wojtyła był jeszcze arcybiskupem w Krakowie. Przeprowadziłem rozmowę na ten temat z bp. Javierem Echevarríą, obecnym przełożonym prałatury personalnej Opus Dei, który miał zaszczyt współpracować z Janem Pawłem II przez cały okres jego pontyfikatu.
(W. R.)

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Brazylia: Chrystus z Rio de Janeiro przywdział libańską flagę

2020-08-09 17:43

[ TEMATY ]

Liban

Rio de Janeiro

twitter.com/LebaneseProblem

W minionych dniach obiegło świat zdjęcie pomnika Chrystusa z Rio de Janeiro przywdzianego w świetlistą flagę Libanu, widoczną w nocy we wszystkich zakątkach tego portowego miasta.

Jest to reakcja Brazylijczyków na tragedię, która rozegrała się w porcie w Bejrucie, a w której – jak się szacuje - zginęło co najmniej 160 osób, zaś ponad 5 tys. osób jest rannych. Liczby te mogą być znacznie wyższe, ponieważ wiele osób nie zostało jeszcze odnalezionych. Dodatkowo ok. 300 tys. mieszkańców miasta pozostaje bez dachu nad głową.

Oświetlenie pomnika zaingurowano w miniony czwartek, 6 sierpnia. Jest to inicjatywa libańskiego konsula generalnego w Rio de Janeiro, Alejandra Bitara, Związku Libańczyków w Rio de Janeiro oraz Kościoła katolickiego i innych Kościołów chrześcijańskich w Brazylii. Jej prezydent, Jair Bolsonaro, publicznie zapewnił, że kraj ten wyśle również „konkretną pomoc do Libanu”.

Konsul Bitar, inaugurując oświetlenie stwierdził, że jest to symboliczny akt solidarności z narodem libańskim, który pomimo swojej tragicznej historii, zawsze był silny i umiał odrodzić się i nie ugiąć pod ciężarem nieszczęść i cierpienia. Chrystus Zbawiciel przywdziany w libańską czerwono-białą-czerwoną flagę z zielonym cedrem w środku, oznacza też więź z narodem libańskim.

Szacuje się, że w Brazylii mieszka około 8 milionów osób pochodzenia libańskiego. Był to kraj masowej emigracji, która została zapoczątkowana już za czasów panowania Imperium Otomańskiego. W okresie tym oraz przez prawie cały wiek XX, Libańczycy masowo emigrowali nie tylko do Brazylii, ale i do wielu innych krajów Ameryki Łacińskiej. W Argentynie żyje ich około 100 tys., w Wenezueli około 126 tys. z czego 30 proc. to chrześcijanie maronici, którzy włączyli się w życie parafii katolickich w miejscach swojego nowego zamieszkania. Szacuje się, że w Kolumbii mieszka ponad 700 tys. Libańczyków oraz ich potomków, a tego przykładem może być Shakira Isabel Mebarak Ripoll, znana wszystkim jako Shakira, piosenkarka o światowej sławie mieszkająca obecnie w Hiszpanii. Shakira urodziła się w kolumbijskim mieście Barranquilla, a jej oboje rodzice są potomkami libańskich emigrantów chrześcijan. Bardzo ciekawym przykładem jest Peru. W tym kraju mieszka 10 tys. osób pochodzenia libańskiego, ale 90 proc. z nich stanowią chrześcijanie.

CZYTAJ DALEJ

Taizé: wkrótce 15-rocznica śmierci brata Rogera i 80-rocznica powstania Wspólnoty

2020-08-10 10:47

[ TEMATY ]

Taize

Agnieszka Bugała

Msza św. dla polskich pielgrzymów w Hali Stulecia pod przewodnictwem metropolity wrocławskiego abp. Józefa Kupnego

W niedzielę 16 sierpnia upłynie 15 lat od tragicznej śmierci założyciela ekumenicznej Wspólnoty z Taizé, brata Rogera. W sierpniu przypada także 80 rocznica powstania Wspólnoty.

Wszystko zaczęło się w roku 1940, kiedy 25-letni wówczas brat Roger opuścił kraj swego urodzenia, Szwajcarię, by zamieszkać we Francji – kraju rodzinnym swojej matki. W młodości chorował na gruźlicę, która na długi czas wyłączyła go z aktywnego życia. Wtedy dojrzało w nim wewnętrzne wezwanie do stworzenia wspólnoty, która w centrum swego życia umieściłaby dwie podstawowe rzeczywistości ewangeliczne: prostotę i dobroć serca.

Kiedy wybuchła II Wojna Światowa był pewien, że podobnie jak jego babcia podczas pierwszej wojny światowej, powinien nieść pomoc ludziom, którzy są w trudnej sytuacji życiowej. Mała wioska Taizé, w której się osiedlił, znajdowała się w pobliżu linii demarkacyjnej dzielącej Francję na dwie części. Było to więc dobre miejsce, by przyjmować uchodźców uciekających przed wojną. Przyjaciele z Lyonu podawali adres Taizé wszystkim tym, którzy byli w potrzebie. Wiedzieli, że znajdą tam schronienie.

Dzięki niewielkiej pożyczce brat Roger kupił w Taizé opuszczony od wielu lat dom wraz z przyległościami. Zaproponował jednej ze swych sióstr, Geneviève, by przyjechała mu pomóc. Wśród uchodźców, których przyjmował, byli między innymi Żydzi. Środki materialne, którymi dysponowano, były ograniczone. Nie było bieżącej wody; po wodę pitną chodziło się do studni w wiosce. Ubogie było także wyżywienie; składało się głównie z zupy robionej z kukurydzianej mąki kupowanej tanio w pobliskim młynie. Przez wzgląd na tych, których przyjmował – brat Roger modlił się w samotności. Często chodził śpiewać do lasu, daleko od domu. Geneviève tłumaczyła wszystkim, że lepiej będzie, jeśli każdy pomodli się sam w swoim pokoju, aby niektórzy z uchodźców, Żydzi czy agnostycy, nie czuli się skrępowani.

Rodzice brata Rogera zdawali sobie sprawę z niebezpieczeństwa, jakie groziło ich synowi i córce. Zwrócili się z prośbą do przyjaciela rodziny, emerytowanego oficera francuskiego, by sprawował nad nimi opiekę. Jesienią 1942 roku uprzedził ich, że ich działalność została odkryta i że muszą bezzwłocznie wyjechać. Do końca wojny brat Roger przebywał w Genewie i tam z pierwszymi braćmi rozpoczęli życie wspólnotowe. Mogli wrócić do Taizé w 1944 roku.

W 1945 roku pewien młody prawnik mieszkający w regionie powołał do życia stowarzyszenie, które miało opiekować się dziećmi osieroconymi w czasie wojny. Zaproponował braciom, by przyjęli kilkoro z nich u siebie w Taizé. Ponieważ wspólnota mężczyzn nie mogła zajmować się dziećmi, brat Roger poprosił swą siostrę Geneviève, by wróciła do Taizé i zaopiekowała się dziećmi jako ich przybrana matka. W niedziele bracia gościli również u siebie niemieckich więźniów internowanych w obozie założonym w pobliżu Taizé.

Przez następne lata do wspólnoty przyłączali się kolejni młodzi mężczyźni. W Wielkanoc 1949 roku siedmiu z nich wspólnie zobowiązało się na zawsze do zachowywania celibatu, do życia wspólnotowego i do coraz większej prostoty.

Podczas długich rekolekcji w ciszy, w czasie zimy na przełomie lat 1952 / 1953, założyciel Wspólnoty napisał Regułę Taizé, przekazując braciom „główne zasady, które czynią życie wspólnotowe możliwym”.

Dzisiaj Wspólnota Taizé liczy ponad stu braci. Są wśród nich katolicy i ewangelicy różnych Kościołów. Bracia pochodzą z około 30 krajów, w tym czerech z Polski. Samo istnienie Wspólnoty jest już znakiem pojednania pomiędzy podzielonymi chrześcijanami i zwaśnionymi narodami.

Bracia żyją z własnej pracy. Nie przyjmują żadnych darowizn. Nawet ich rodzinne spadki Wspólnota przeznacza na pomoc najbardziej potrzebującym.

Niektórzy bracia mieszkają w najbiedniejszych zakątkach świata, by być tam świadkami pokoju wśród ludzi, którzy cierpią. Dzisiaj takie małe wspólnoty braci, nazywane fraterniami, znajdują się w ubogich regionach Azji, Afryki i Ameryki Łacińskiej. Bracia dzielą warunki życia z ludźmi, z którymi mieszkają na co dzień, i starają się dawać świadectwo miłości najbiedniejszym, dzieciom ulicy, więźniom, umierającym, ludziom doświadczającym tragedii osobistych, porzuconym.

Z roku na rok liczba odwiedzających Taizé zwiększa się. Przybywają ze wszystkich kontynentów, aby wziąć udział w tygodniowych spotkaniach. Siostry świętego Andrzeja (międzynarodowe katolickie zgromadzenie zakonne, założone ponad siedem wieków temu) i polskie siostry urszulanki podejmują część zadań związanych z przyjmowaniem młodych ludzi.

Taizé odwiedzają również zwierzchnicy Kościołów. Wspólnota gościła Jana Pawła II (5 października 1986 r.), patriarchę ekumenicznego Bartłomieja, metropolitów i biskupów różnych Kościołów Prawosławnych, czterech kolejnych arcybiskupów z Canterbury, 14 biskupów luterańskich ze Szwecji i niezliczoną ilość pasterzy Kościołów z całego świata.

Od 1962 roku bracia oraz młodzi ludzie wysyłani przez Taizé bardzo dyskretnie odwiedzali kraje Europy Wschodniej, by spotkać się z tymi, którzy byli „zamknięci” w granicach własnych państw.

Brat Roger zmarł 16 sierpnia 2005 roku w wieku 90 lat. Został zabity podczas wieczornej modlitwy. Brat Alois, którego już przed wielu laty wybrał jako swego następcę, jest odtąd przeorem Wspólnoty.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję