Reklama

Polski tort gazowy

O polskiej rewolucji gazowej, sojuszach energetyczno-politycznych oraz o złych i dobrych bohaterach nowej polskiej bajki z Pawłem Poprawą rozmawia Wiesława Lewandowska
Niedziela Ogólnopolska 26/2011, str. 28-29

Dominik Różański/Niedziela

Wiesława Lewandowska: - Jak doszło do tego, że gaz łupkowy tak nagle i nieoczekiwanie „objawił się” w Polsce?

Paweł Poprawa: - Wszystko zaczęło się w Ameryce, gdzie ok. 2002 r. zaczęło się szybko rozwijać gazownictwo łupkowe, a jednocześnie firmy wydobywcze postanowiły ruszyć w świat na poszukiwanie opłacalnych pól wydobywania gazu. Zaczęto skanować wszystkie kraje na świecie, by wytypować obszary warte uwagi. W ten sposób poszukiwacze dotarli do Polski. Pierwsze firmy ok. 2006 r. zgłosiły się do polskiego Ministerstwa Środowiska z pytaniem, czy mogłyby dostać koncesję na poszukiwania węglowodorów. Nikt wtedy nie rozumiał, o czym mówią, bo było to niejako wbrew naszej wiedzy naukowej na ten temat…

- Nawet w Państwowym Instytucie Geologicznym nie wiedziano, o co chodzi?

- Polscy geolodzy dobrze znali polskie formacje łupkowe, natomiast - trzeba to przyznać - niedowierzali, że zawierają one gaz, w dodatku możliwy do wydobycia. Wkrótce jako pierwszym było nam dane poznać tę bajkową historię od podszewki.

- Jaki był ten bajkowy początek? Przybył bogaty książę i…

- Około 2006 r. zaczęły się u nas pojawiać pierwsze amerykańskie firmy - wcale nie te bajkowo bogate - po ekspertyzy geologiczne. Weszły do Polski i potraktowały nasz rynek bardzo ostrożnie - pierwsze projekty skończyły się ich rezygnacją. Dopiero pod koniec 2007 r. pojawiły się dwie pierwsze, ciągle jeszcze niewielkie firmy, które zdecydowały się wziąć koncesje, by poeksperymentować, rozeznać polskie warunki.

- Spotkały się z dobrym przyjęciem?

- Raczej z pewną obojętnością i niezrozumieniem. W PIG dysponowaliśmy dużą wiedzą na temat tych akurat formacji geologicznych, ale wiedzą „nienaftową” - wiedzieliśmy dokładnie, gdzie występują łupki, jaka jest ich budowa i charakterystyka, natomiast nie byliśmy do końca przekonani, że może być w nich gaz… To było tak, jakby teraz ktoś przyszedł do nas i powiedział, że chce wydobywać gaz z granitów pod Strzegomiem…

- Kiedy i dlaczego zaczęto mówić w Polsce o gazowej rewolucji w związku z olbrzymimi zasobami gazu łupkowego?

- Momentem przełomu, który zmienił wszystko i wywołał zapowiedź takiej rewolucji było pojawienie się w Polsce firmy ExxonMobil - światowego giganta naftowego. Wtedy wszystkie oczy w przemyśle naftowym na świecie zostały zwrócone w naszą stronę. W latach 2009-2010 firmy nieomal tratowały się w pędzie do Polski. Pojawili się też następni giganci; już cztery z tzw. wielkiej naftowej szóstki zaangażowały się w Polsce.

- Jak zareagowały polskie firmy?

- Polskie firmy dość późno zainteresowały się tym tematem…. Gdy zorientowały się, że istnieje łupkowy boom, też oczywiście postarały się o koncesje; obecnie PGNiG i Orlen mają mniej więcej 20% terenu objętego koncesjami.

- To za mało?

- Nie, bo wydaje się, że i tak będą musiały szukać partnerów, ponieważ mogą nie dać sobie rady z wykorzystaniem koncesji.

- Dlaczego?

- Nakłady inwestycyjne na jeden otwór wynoszą nawet 30-50 mln zł, tak więc w grę będą wchodziły grube miliardy na jedną koncesję. Wyłożenie takiej sumy może przekraczać zdolność finansową mniejszych firm. Zwłaszcza że w przyszłości na jednym tzw. bloku koncesyjnym trzeba będzie wydać ok. 50 mld zł. To wydaje się być poza zasięgiem możliwości całego polskiego przemysłu… Nawet światowi giganci tego przemysłu muszą dzielić się ryzykiem inwestycyjnym z innymi podmiotami, bo nakłady muszą być naprawdę gigantyczne.

- Tymczasem mamy już dzielenie skóry na niedźwiedziu. W coraz bardziej nerwowym liczeniu zysków i strat zaczyna się pojawiać obawa, że gospodarz zasobów, czyli państwo polskie wyjdzie na łupkowym interesie jak Zabłocki na mydle…

- Miejmy nadzieję, że Polska jednak nie straci i dobrze wyjdzie na łupkach! Są już nieźle funkcjonujące mechanizmy zabezpieczania naszych interesów, ale wiele zabezpieczeń trzeba jeszcze stworzyć. Pierwsze koncesje poszukiwawcze zakończą się za jakieś 3 lata. Potem firmy stopniowo zaczną występować o koncesje na wydobycie. Mamy zatem 3 lata na doprecyzowanie odpowiednich regulacji prawnych.

- Można się już z góry obawiać o jakość tych regulacji …

- Na pewno trzeba się zastanowić, jak zbudować dobry system fiskalny. Nie trzeba tego robić na kolanie ani w popłochu, lecz spokojnie zastanowić się i przeanalizować, jak Polska może zarobić na swoich łupkach.

- Albo - jak mówią sceptycy - nie stracić?

- Dzisiejsza dyskusja o sprzedanych za bezcen koncesjach na poszukiwania gazu, moim zdaniem, powoduje zamęt i odwraca uwagę od istoty problemu. A czas już myśleć o nowych, rozsądnych regulacjach prawno-finansowych i do tego mobilizować rząd.

- Ryzyko popełnienia błędów, przeoczeń, zwłaszcza w atmosferze kłótni lub dyktatu politycznego, może być duże…

- Zapewne. Zwłaszcza że w mniej nerwowych krajach także popełniano błędy, jak np. w prowincji Alberta w Kanadzie, gdzie w wyniku niewłaściwie przemyślanego systemu opłat - podatków od ropy i gazu - cały przemysł wycofał się w 2008 r. Podczas specjalnego szkolenia polskiej grupy w Kanadzie miałem okazję poznać obowiązujące tam regulacje prawne i systemy opłat fiskalnych. Są one dość złożone, ale istnieją wzorce, które można u nas zastosować. Trzeba tylko spokojnie przedyskutować, który z nich byłby najlepszy w naszych warunkach.

- A może będziemy zmuszeni tworzyć prawo fiskalne pod presją zagranicznych firm?

- Warto by już dziś uspokoić dyskusję na ten temat… I przede wszystkimi zwrócić uwagę choćby na wielkość pierwszych inwestycji, rzędu 50 mld zł. To są pieniądze, które zostaną w polskim systemie ekonomicznym, nie pojadą gdzieś na konta na Kajmanach… Warto wziąć pod uwagę choćby dużą możliwość zatrudnienia ludzi i zaangażowania polskich firm. Firma Encana inwestując w Kanadzie rocznie ok. 4-6 mld dolarów, stworzyła ok. 80 tys. miejsc pracy… A w USA wyliczono, że nominalna wartość oszczędności z tytułu wymuszonego przez łupki spadku cen gazu jest większa niż łączne nakłady administracji federalnej Obamy na stymulowanie systemu bankowego w czasie kryzysu! To daje wyobrażenie o skali oddziaływania tego przemysłu na gospodarkę. Ta skala może się w Polsce powtórzyć. Być może już wkrótce znajdziemy się w nowej, lepszej rzeczywistości ekonomicznej i gospodarczej.

- To naprawdę brzmi jak bajka! A tymczasem już powoli zaczynamy się obawiać histerii ekologiczno-politycznej. Mówi się nawet o prowokacjach np. ze strony Gazpromu i Rosji, której polskie łupki są wyjątkowo nie w smak…

- Nie ma tu wielkiej tajemnicy, że Gazprom ma wielkie interesy do zrealizowania w Europie - i polityczne, i gospodarcze. Ostatnie dekady pokazują najlepiej, jak Rosja stopniowo energetycznie uzależnia od siebie całą Europę, wystawiając jej za to słony rachunek... A to znaczy, że przystępując do wydobycia gazu łupkowego na wielką skalę, wchodzimy w realną wojnę gospodarczą z Rosją. Tak to trzeba nazwać. I możemy być pewni, że dość brutalnie będzie broniła swojego monopolu.

- Czyli jak?

- Na przykład przez inspirowanie protestów ekologicznych. Ostatnio prasa opisywała, jak Gazprom potrafił skutecznie stłamsić działalność niemieckich ekologów w sprawie North Streamu; po prostu założył organizację jednoczącą ruchy sprzeciwu i wyłożył na nią 10 mln euro, aby zachowała się „rozsądnie”… W Polsce natomiast można się obawiać aktywizacji grup ekologicznych przeciw wydobyciu gazu łupkowego właśnie za pieniądze Gazpromu…

- Trudno będzie zatem rozeznać, które protesty są za pieniądze Gazpromu, a które niezależne.

- Oczywiście, nie można zakładać, iż nie ma ekologicznych problemów i że nie należy z ekologami dyskutować. Najgorsze, co można by zrobić, to twierdzić, że jeżeli ktoś mówi o złym oddziaływaniu eksploatacji łupków, jest „szpionem” Gazpromu… Wśród ekologów jest wiele samodzielnie myślących i uczciwych osób. Nawet rzecznik polskiego Greenpeace powiedział niedawno, że trzeba przyglądać się racjonalnie eksploatacji gazu łupkowego i ewentualnym zagrożeniom.

- Polskie łupki już dziś mają wielu wrogów. Unia Europejska też nie wydaje się być w tej sprawie przychylna…

- Trudno dziś mówić o jednolitości stanowiska Unii, także w tej sprawie. Wiadomo na pewno, że Niemcy raczej nie będą nam sprzyjać z powodu wielkiego North Stream. Są żywotnie zainteresowani tym, żeby nie powstała dla niego żadna alternatywa w tej części Europy, ponieważ chcą skapitalizować to gigantyczne przedsięwzięcie, które się nie spłaci, jeśli pojawi się polska konkurencja … Może się okazać, że bałtycka rura została niepotrzebnie zbudowana! Tak, nie mamy w Europie przyjaciół. Możemy szukać wsparcia tylko u tych europejskich krajów, które są w sytuacji energetycznej podobnej do naszej, ale nie mają takiego potencjału do wydobycia gazu.

- Głównym sojusznikiem pozostaje Ameryka.

- Można tak powiedzieć. Zaangażowanie wielkich amerykańskich i kanadyjskich firm dla związania Polski z tymi krajami jest bezcenne - to buduje trwały związek na kilkadziesiąt lat i daje nam realny polityczny parasol, lepszy niż tarcze antyrakietowe, bo rakiety można w każdej chwili ewakuować, a rur z gazem nie da się z ziemi tak po prostu wyrwać...

- Te wielkie koncerny, w przeciwieństwie do rakiet, nie weszły do Polski na zamówienie polityczne, ale przecież mogą wyjść na takież „zamówienie”?

- Można mieć uzasadnione nadzieje, że tak się jednak nie stanie. Ważne jest, że zarówno poprzedni rząd, jak i obecny dostrzegły w gazie łupkowym wielką nadzieję dla kraju i w tej sprawie - chyba jedynej - mamy absolutną zgodę i ciągłość polityki. Można powiedzieć, że w tej łupkowej polityce zrealizował się taki mały PO-PiS, czyli ta koncepcja polityczna, której już nikt nie pamięta, a która teraz może przynieść krajowi wiele dobrego. Inwestorzy, jak na razie są przekonani, że Polska jest krajem o małym ryzyku politycznym, który nawet mimo zmiany rządów nie będzie tworzył barier ekonomiczno-politycznych.

- Mamy już jednak spór na temat wyceny koncesji; pada zarzut, że Polska staje się krajem neokolonialnym oddającym za bezcen swe surowce.

- I to, niestety, trochę zaniepokoiło inwestorów. Oceniając z perspektywy czasu, można powiedzieć, że w 2009 r. można było uzyskać z koncesji znacznie więcej pieniędzy, ale to dość śmieszne rozważania, ponieważ etap wierceń poszukiwawczych nie jest momentem odpowiednim do myślenia o zyskach, choćby z powodu monstrualnych nakładów inwestycyjnych i niepewności efektu. Naprawdę ważne jest to, abyśmy nie przespali momentu rozpoczęcia produkcji, kiedy pojawi się możliwość realnych zysków i skutków dla polskiej gospodarki.

- Czy teraz można mieć już pewność, że ten moment nadejdzie, że na pewno spełni się ten najbardziej optymistyczny scenariusz?

- Proces rozpoznawania złóż jest długi i żmudny i nie będzie miał żadnego spektakularnego momentu przełomowego. Przez te kilka lat, miesiąc po miesiącu, będziemy mieli coraz lepsze wyobrażenie o tych naszych zasobach… Ciągle jednak musimy się jeszcze liczyć z takim scenariuszem, że z jakiegoś powodu wydobycie gazu nie będzie możliwe - bo np. produkcja będzie zbyt droga albo pojawi się opór społeczny, albo politycy będą niechętni…

- Albo zagrożenie przyjdzie z zewnątrz… Ile prawdy jest w podejrzeniu, że pod przykrywką niektórych firm poszukujących gazu w Polsce działa Gazprom?

- Możemy się tego w przyszłości obawiać, w tej chwili w większości tych firm Gazprom na pewno nie ma znaczących udziałów - mamy pewność, że Gazprom nie kontroluje żadnej z operujących dziś w Polsce firm. Musimy jednak stworzyć odpowiednie mechanizmy dozoru obrotu kapitałowego, aby takie niebezpieczeństwo nie pojawiło się, aby w przyszłości nie mogło dojść do wrogich przejęć.

- Istnieje tego rodzaju realne zagrożenie ze strony Gazpromu i Rosji?

- Można sobie wyobrazić taki czarny scenariusz! Jeżeli Gazprom sobie policzy, ile straci na polskich łupkach, to mu się opłaci podejmować próby wykupienia wszystkich możliwych podmiotów, by zablokować wydobycie gazu. Na szczęście nie jest to bardzo realne, dlatego że koncesje są przyznawane z określonym planem rozwoju złoża - jeśli firma nie będzie realizować planu, straci koncesje…

- Nie ma się zatem czego bać?

- Mamy jeszcze trochę czasu, aby stworzyć dobre mechanizmy ochronne, np. wzorowane na norweskich. Norweski przykład jest nam przecież dobrze znany, jako że na tamtym rynku operuje nasz PGNiG. Wystarczy zapytać prawników tej firmy, jakie musiała przejść procedury prawne, aby wejść na norweskie złoża. Można skopiować te rozwiązania i używać ich nie jako restrykcji, ale jako wentyla bezpieczeństwa. Wszystkie regulacje prawne muszą być dobrze przemyślane i dopracowane. Mamy na to sporo czasu, ale nie można go tracić na jałowe spory.

- Czy to prawda, że zapas gazu z polskich złóż może wystarczyć dla nas aż na 300 lat?

- Takie liczby są podawane przez kilka amerykańskich firm konsultingowych, które oceniały te zasoby. Według niektórych szacunków, będziemy mogli produkować 100 mld m3 gazu rocznie, a konsumujemy zaledwie 14… Załóżmy jednak, że coś się nie powiedzie i wydobycie wyniesie tylko 10 mld, to i tak będzie to dla Polski rewolucja! Mając jeszcze swoje 5 mld m3 z konwencjonalnych złóż, stajemy się całkowicie niezależni od importu! Naprawdę nie musimy wydobywać bilionów, wystarczy tylko niewielki kęs tego tortu, a już będziemy syci i bezpieczni.

* * *

Paweł Poprawa - mgr inż. geolog, od 1995 r. jest pracownikiem Państwowego Instytutu Geologicznego w Warszawie, od 2003 r. kieruje Pracownią Geologii Naftowej. Studiował geologię na Uniwersytecie Jagiellońskim oraz geologię naftową na Akademii Górniczo-Hutniczej oraz na Uniwersytecie w Dublinie w Irlandii. Od kilku lat wykonuje badania w zakresie rozpoznania potencjału dla występowania niekonwencjonalnych złóż węglowodorów w Polsce, realizowane we współpracy z administracją publiczną, a także z zachodnim i polskim przemysłem naftowym.

Reklama

Uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny

2016-12-08 06:54

mlk / br, Warszawa / KAI

Kościół katolicki 8 grudnia obchodzi uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny. Wydarzenie Niepokalanego Poczęcia Maryi jest zasługą specjalnej Bożej łaski. Tajemnica ta pokazuje szczególną rolę Maryi a także, że każdy z nas cieszy się Bożą pomocą w zadaniach, które Bóg stawia na drodze naszego życia.

Niepokalana wg. bł. Urszuli Leduchowskiej/fot. Graziako

Czym jest niepokalane poczęcie? Wyraża prawdę o tym, że rodzice Maryi - Joachim i Anna - poczęli swoją córkę, która została przez Boga zachowana od zranienia grzechem pierworodnym. Poczęcie nieskalane przez grzech pierworodny dotyczy tylko Maryi, która w wyjątkowy sposób została zachowana od grzechu ze względu na to, że stała się Matką Syna Bożego.

Niepokalane poczęcie jest czymś innym od dziewiczego poczęcia Jezusa Chrystusa przez Maryję z Ducha Św. Boża interwencja w wypadku początku życia Maryi nie polegała na zastąpieniu działania rodziców, ale na ochronie jej duszy przed skutkami grzechu pierworodnego. Oczywiście Syn Boży w swoim człowieczeństwie również nie był dotknięty grzechem.

Prawdę o niepokalanym poczęciu Maryi można przyjąć jednie rozumem oświeconym wiarą. Kościół uroczyście ogłosił ją jako dogmat wiary w środku epoki racjonalizmu i scjentyzmu w połowie XIX w. Dokonał tego papież Pius IX w 1854 r. w bulli "Ineffabilis Deus" (Niewyrażalny Bóg). Czytamy tam następującą formułę: "Powagą Pana Naszego Jezusa Chrystusa, świętych Apostołów Piotra i Pawła oraz Naszą ogłaszamy, orzekamy i określamy, że nauka, która utrzymuje, iż Najświętsza Maryja Panna od pierwszej chwili swego poczęcia - mocą szczególnej łaski i przywileju wszechmocnego Boga, mocą przewidzianych zasług Jezusa Chrystusa, Zbawiciela rodzaju ludzkiego - została zachowana nietknięta od wszelkiej zmazy grzechu pierworodnego, jest prawdą przez Boga objawioną i dlatego wszyscy wierni powinni w nią wytrwale i bez wahania wierzyć".

Dogmat ukazuje niezwykłość i wolność Bożego działania. Chociaż zbawienie ludzkości dokonało się przez śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa, na mocy przewidzianych zasług Zbawiciela Maryja już uprzednio została odkupiona i tym samym zachowana od grzechu pierworodnego. W ten sposób Bóg przygotował ją do niezwykłego zadania w historii zbawienia.

Według wiary katolickiej każdy człowiek przychodzący na świat jest naznaczony grzechem pierworodnym. Grzech ten jest "przenoszony" wraz z przekazywaniem natury ludzkiej, która u Prarodziców, ze względu na ich nieufność i nieposłuszeństwo Bogu - o czym mówią pierwsze rozdziały Biblii - została pozbawiona pierwotnej świętości i sprawiedliwości. Grzech pierworodny - jak wyjaśnia Katechizm Kościoła Katolickiego (nr 404) - nie jest popełniany lecz zaciągany, nie jest aktem ale stanem, w jakim poczyna się człowiek. Z grzechu pierworodnego uwalnia człowieka dopiero chrzest święty.

Maryja natomiast od tego dziedzictwa grzechu została zachowana, dlatego też Pismo św. nazywa Ją "Pełna łaski" (Łk 1,28). Kościół naucza, że wypadało aby Ta, która miała stać się "Matką swojego Stworzyciela" i Zbawiciela świata była w sposób szczególny przygotowana przez Boga. "Niepokalanie poczęta" oznacza nie tylko, że Maryja była wolna od grzechu pierworodnego, ale też wyraża Jej szczególną bliskość z Bogiem, całkowite zawierzenie Bogu, wewnętrzną harmonię i pełnię człowieczeństwa.

Wolność od grzechu i doskonałość nie sprawia, że Maryja staje się daleka ludziom. Wręcz przeciwnie, Jej wspólnota z każdym człowiekiem jest nieporównywalna z niczym, ponieważ to co ludzi dzieli, co oddala ich od siebie, to przede wszystkim wyrastający z grzechu egoizm, którego w Maryi nie było. Dlatego jest Ona Matką nie tylko kochającą, ale też rozumiejącą i współczującą. Prawda o niepokalanym poczęciu jest również dla wszystkich chrześcijan znakiem ukazującym, jak wielkie rzeczy Bóg może zdziałać w człowieku, i jakie ma plany wobec każdego: doprowadzić do pełni człowieczeństwa i świętości.

Wiara w niepokalane poczęcie Najświętszej Maryi Panny ma wielowiekową tradycję. Teologiczny spór na ten temat toczył się już od pierwszych wieków. Za uznaniem niezwykłego przywileju Maryi opowiadali się już św. Justyn (100-167), św. Ireneusz (ok. 140-200), a zwłaszcza św. Augustyn (354-430) natomiast przeciwny mu był w późniejszym czasie m.in. św. Tomasz z Akwinu (1224-1274). W XV stuleciu istniały już pierwsze orzeczenia Kościoła na ten temat, choć nie miały one jeszcze rangi dogmatu. W 1617 r. papież Paweł IV zakazał wygłaszania publicznie opinii sprzecznych z wiarą w Niepokalane Poczęcie. W 1661 r. na prośbę króla Hiszpanii Filipa IV papież Aleksander VII wydał bullę, w której streszcza dzieje kultu Niepokalanego Poczęcia używając tam słów, które Pius IX powtórzył w swojej formule dogmatycznej. Papież Klemens XI ustanowił w 1708 r. dzień 8 grudnia świętem obowiązującym w całym Kościele powszechnym. Wreszcie 8 grudnia 1854 r. Pius IX ogłosił dogmat o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny.

Dogmat jest to obiektywna prawda wiary zawarta w objawieniu Bożym, którą nauczycielski urząd Kościoła (papież lub sobór) przekazuje w powszechnym nauczaniu zwyczajnym lub uroczystym. Dogmaty są niezmienne, mogą natomiast być coraz głębiej przez Kościół poznawane, dlatego też ich formuła może być uściślana. Jak pisze św. Tomasz z Akwinu, dogmat ujmuje prawdę, która przekracza zdolność naszego poznawania i pojęciowania. Ukazuje prawdę, która nie jest w ten sposób wyczerpana, ale do poznania której dążymy.

Jak dotąd ostatni dogmat ogłosił w 1950 r. papież Pius XII. Zawarty on jest w konstytucji apostolskiej "Munificentissimus Deus" i głosi, że Maryja została wzięta do nieba z ciałem i duszą.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Dziś na Jasnej Górze „Hołd z kwiatów” na wzór rzymski

2019-12-08 11:44

it / Jasna Góra (KAI)

Dziś na Jasnej Górze „Hołd z kwiatów”. Uroczystość stanowi nawiązanie do rzymskiego zwyczaju tzw. omaggio floreale (hołdu z kwiatów), który sięga 1938 r., kiedy to papież Pius XI polecił Papieskiej Akademii Niepokalanej przygotować 8 grudnia na placu Hiszpańskim w Rzymie uroczysty akt oddania czci Maryi Niepokalanej. Odtąd każdego roku Ojciec Święty składa Maryi wieniec z kwiatów. W częstochowskim sanktuarium kwiaty składa nie tylko arcybiskup, ale i pielgrzymi.

Krzysztof Świertok

Na Jasnej Górze hołd Maryi składany jest pod figurą Niepokalanej na placu przed szczytem. Figura stoi pośrodku placu, gdzie do 1917 r. znajdował się pomnik cara Aleksandra II. W stanie wojennym pod tą figurą układany był krzyż z kwiatów i zniczy na znak jedności Polaków, pamięci o aresztowanych i prześladowanych, z prośbą o wyzwolenie z komunistycznej niewoli. Pod rzeźbą Niepokalanej przez cały rok trwa modlitwa pielgrzymów, którzy wchodzą na Jasną Górę od strony Alei NMP. W sezonie pielgrzymek pieszych pątnicy składają Maryi tysiące kwiatów.

Tegoroczne uroczystości „Hołdu z kwiatów” upływają nie tylko w łączności z papieżem Franciszkiem, ale i z kościołem Ducha Świętego w Warszawie, skąd wyrusza Warszawska Pielgrzymka Piesza na Jasną Górę i gdzie rozpoczęła się modlitwa w obronie życia, Duchowa Adopcja Dziecka Poczętego. Świątynia od dziś stanie się Sanktuarium Jasnogórskiej Matki Życia.

Jak powiedział przeor Jasnej Góry, o. Marian Waligóra „w hołdzie z kwiatów będziemy dziękować za Maryję, która jest Matką Życia, i która zaprasza nas do tego, byśmy byli świadkami życia”.

8 grudnia to na Jasnej Górze od 10 lat dzień łączności Wzgórza Jasnogórskiego ze Wzgórzem Watykańskim. - W jakimś sensie ten nasz hołd jest przedłużeniem tego papieskiego w Rzymie. Stamtąd zaczerpnęliśmy wzór, ale tu na Jasnej Górze nie tylko ks. Arcybiskup składa białe róże, lecz czynią to wszyscy, to jest taki jasnogórski zwyczaj, który ma szczególną wymowę - wyjaśnia o. Przeor. Podkreśla, że „w tym symbolicznym kwiecie każdy z nas składa swoje życie Niepokalanej”. - Chcemy wspierać też papieża w jego zmaganiach, w trudnych dla Kościoła czasach, naszą solidarną, wspólną modlitwą - zapewnia o. Waligóra.

Uroczystości jasnogórskie rozpocznie o godz. 16.15 Akatyst w Kaplicy Matki Bożej, po czym w procesji światła pielgrzymi i wierni arch. częstochowskiej przejdą na plac jasnogórski pod figurę Niepokalanej.

Tam ok. godz. 17.15 dokonany zostanie akt zawierzenia Kościoła, Ojczyzny i świata. Po czym na wzór rzymski, główny celebrans w koszu drabiny strażackiej zostanie wyniesiony w górę i złoży u stóp figury Maryi Niepokalanej wiązankę białych róż.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem