Reklama

Życie pisze najlepsze scenariusze

Spotkany przypadkiem pan Andrzej to ślusarz, który od siedemnastu lat mieszka na ulicy. Śpi przeważnie w kościołach. Co sprawiło, że nie ma domu? - Rozwód - odpowiada krótko pan Andrzej

Nowe Miasto w Warszawie. Ul. Freta. Przechodząc obok kościoła św. Jacka, postanowiłam pomodlić się przed obrazem Jezusa Miłosiernego. Gdy wchodziłam, w świątyni była tylko jedna osoba. W przedostatniej ławce siedział niski pan z posiwiałymi włosami, dosyć szczupły. Urodzony w 1949 r. Ubrany był w ciemnoszarą kurtkę. Miał przy sobie plecak, z którego wystawał termos. Plecak i cała jego zawartość to jedyny majątek tego mężczyzny. Ale zanim zaczął ze mną rozmawiać, nie sądziłam, że może być bezdomny. Dosyć zadbany, wyglądał na bardziej spracowanego człowieka z lekkim zarostem niż tego, który tuła się przez 17 lat po ulicy.

Spragniony ciepła

Zapytał, czy mogę dać mu chociaż złotówkę na herbatę. Tzw. złotówkarzy jest tak wielu niemal na każdej ulicy. Pijacy, bezdomni, oszuści… Ale ten człowiek wyglądał na wiarygodnego i rzeczywiście potrzebującego ogrzania się. Po 10 min modlitwy przeraźliwy chłód w kościele poczułam również i ja. Był bardzo deszczowy dzień.
On, przesiąknięty wodą i przeniknięty zimnem, potrzebował tylko gorącej herbaty. Nic więcej. Nie prosił o chleb czy obiad. - Może pan chce zupę? - zapytałam, przypominając sobie, że tuż obok znajduje się bar mleczny, w którym notabene sama tego dnia jadłam pomidorową i naleśniki. Ucieszył się. Nie mógł uwierzyć w to, że nie tylko zgodzę się dać mu przysłowiową złotówkę, ale również będzie mógł coś zjeść i napić się ze mną herbaty. - Ja chcę tylko zupę. Proszę po prostu kupić, będę czekał przy stoliku. Głupio mi tak żebrać przy ludziach znajdujących się w środku - powiedział przed wejściem do baru.
Pan Andrzej z zawodu jest ślusarzem. Pracował wiele lat w jednym z warszawskich zakładów. Firma upadła, on stracił pracę. - Dlaczego pan przez tyle lat żyje na ulicy? - pytam. - Rozwód - ucina krótko i mówi, że po śmierci teściowej został wyrzucony z domu przez żonę. Nie był w nim zameldowany. - Żyje ktoś z Pana rodziny? Ma pan dzieci? - dociekam. - Nikt. Mam córkę. Mieszka z Serbem w jego kraju - mówi. Opowiada, jak to Serbowie nie znoszą Chorwatów. On sam też dużo czasu spędził w Serbii. Za chwilę poprawia się i dodaje: - Chyba mam. Bo ona zdaje się nie chce znać swojego ojca. Pan Andrzej zamilkł. Wskazuję na zupę i proszę, aby jadł, bo wystygnie. - Muszę jeść bardzo powoli. Mam zaciśnięty żołądek - wyznaje, po czym zaczyna szybko brać do ust każdą kolejną łyżkę pomidorowej. Je i uśmiecha się. W międzyczasie rozmawiamy. - Pycha! - mówi, przechylając talerz i spożywając ostatnie krople zupy. - Na pewno pan się najadł? Może jednak coś jeszcze kupię? - pytam zaniepokojona. - Kochana pani… Ja jestem już taki pełen. Tak bardzo pani dziękuję! - mówi, spoglądając mi prosto w oczy. Widzę wzruszenie na jego twarzy. - Mój żołądek nie jest przyzwyczajony do dużej ilości posiłku - konstatuje.

Reklama

Niespełnione marzenia

Śpi zazwyczaj w kościołach. Ostatnio tutaj, w kościele św. Jacka. - Wie pani, gdy jest tak zimno, człowiek czuje przeraźliwy ból. Jest to ból nie do opisania. Bolą praktycznie wszystkie mięśnie - przyznaje. Pytam, czy stara się znaleźć pracę. Jest przecież ślusarzem. Okazuje się, że pan Andrzej nie próżnuje. Pomaga czasami na plebaniach lub w domostwach przypadkowo spotkanych osób. Często odwiedza giełdę. Ale często bywa tak, że ludzie po prostu wykorzystują go. Zdarza się, że za wykonaną pracę nie dostaje zapłaty. Jedna z pań chciała mu zapłacić… ale w naturze. Mówi, że nie spodziewał się czegoś takiego! Powiedział, że potrzebuje pieniędzy, a nie przyjemności. Oczywiście, pieniędzy nie otrzymał i wyszedł z mieszkania kobiety. - Jakoś nie mam farta do pracy - zauważa. Mimo to jest pogodny, cały czas uśmiecha się. Często jednak zamyśla się i momentami widać w nim wzruszenie, a może pewne rozgoryczenie czy żal, że pewne sprawy można było inaczej poukładać.
Zaczynamy rozmawiać również o polityce i o tym, co dzieje się w Polsce. - Lubi pani Michnika? - pyta nagle. - Bo ja nie znoszę. Ludzie tacy jak on doszli do władzy na grzbietach robotników. Dostali pełnię władzy i zapewnili sobie brak rozliczenia z systemem. Jednak szybko zmienia temat i mówi: - Wie Pani, wcale nie jest tak przyjemnie, jak mówią w telewizji. Bezdomny w jednej noclegowni może przebywać 90 dni. - A co z resztą miesięcy w ciągu roku? - zastanawiam się głośno i otrzymuję odpowiedź: - Z Dworca Centralnego wypędzają nas na noc, więc zaczynam się tułać. Śpię w tych kościołach, w których można przenocować - opowiada o swojej codzienności. - W katedrze polowej jest najcieplej. Tam to jest naprawdę cieplutko - dodaje z przekąsem i uśmiechem.
Mój rozmówca jest uczciwy. Już po kilku minutach przebywania z nim można to z łatwością zauważyć. Pytam, czy odwiedza jadłodajnię i ośrodek dla bezdomnych u Braci Kapucynów na Miodowej. Wyznaje, że był tam kilka razy, ale nie wszyscy dostają jedzenie. Powód jest prosty. Za dużo chętnych do otrzymania talerza zupy. Trzeba czasami stać po 3 godziny w kolejce, a i tak nie zawsze zdobędzie się ten wytęskniony ciepły posiłek. Nowo poznany znajomy przyznaje, że stara się nie spać w noclegowniach, bo często przychodzą tam zawszone osoby. A on nie chce nabawić się robactwa. - Jeśli chodzi o mycie się i pranie bielizny, jakoś sobie radzę, od czasu do czasu udaje mi się to zrobić.
Bezdomny w pewnym momencie zauważa, że „życie pisze najlepsze scenariusze”. Dzieli się także ze mną swoimi snami. Słucham uważnie. Mówi, że „gdy człowiek tak dużo rozmyśla, różne rzeczy przychodzą do głowy”. Gdy zaczyna opowiadać o tym, jak przyśniło mu się 3 pogwizdujących sobie ludzi, idących na front i spotykających nagle pastuszka pasącego owce, w jego oczach pojawiają się łzy. - Przepraszam, ale ja zawsze, gdy sobie to przypominam, wzruszam się - mówi pan Andrzej. - Proszę ochłonąć, dokończy pan tę historię za chwilę - mówię zmieszana. Mężczyźni, którzy mu się przyśnili, to bankier, finansista i ekonomista.

Poczuć bliskość drugiego człowieka

Widać, że pan Andrzej chciałby zmienić swoje życie. Stara się o to. Pracuje dorywczo tam, gdzie tylko może. Ale to chyba za dużo powiedziane, ponieważ jest to raczej wykonywanie jednorazowych prac, za które dostaje 20-30 zł. Wystarcza na posiłek i podstawowe produkty do życia. Nie ma renty ani emerytury, ponieważ w „tamtych czasach pracował na czarno”. Mówi, że jest raczej samotnikiem i skrytą osobą. - Nie mogę w to uwierzyć. Wygląda Pan na dosyć otwartego człowieka - stwierdzam. - Może tylko teraz. W rzeczywistości tak nie jest - odpowiada ze spuszczonym wzrokiem. Pyta, czy mogę mu dać jeszcze złotówkę na herbatę, żeby mógł napić się czegoś gorącego w nocy, gdy będzie zimno. A dokładnie prosi o 1,40 zł. Wyciągam z portfela monety i podaję mu do ręki.
Przed budynkiem ściska mocno moją dłoń i całuje ją. - Dziękuję! Wszystkiego dobrego, droga pani! - Pan Andrzej żegna się ze mną serdecznie, zmierzając do katedry polowej Wojska Polskiego przy ul. Długiej.
A ja dziękuję Bogu, że spotkałam tego człowieka. Było w nim więcej życzliwości i dobroci niż w niejednym nieznajomym, z którym jadę co dzień autobusem. Chciałabym, aby znalazł pracę w zawodzie. Jest wartościowym człowiekiem. Jedna z wolontariuszek pracujących wśród bezdomnych w ośrodku prowadzonym przez Zakon Kapucynów tak mówi o swoich podopiecznych: - Ci ludzie są naprawdę niesamowici. Niektórzy, oczywiście, przyjdą najeść się i to wszystko. Uciekają. Ale są też tacy, którzy biorą do ręki Pismo Święte i choć niewiele z niego rozumieją, próbują odnieść dane słowa do swojego życia. Te osoby wiedzą, że nie są gorsze od ciebie. Tyle uśmiechów od nich dostaję. Są czasami cenniejsze niż pieniądze. A najważniejsze jest to, że mogę zjednoczyć się z drugim człowiekiem.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Jak przeżywać Wielki Tydzień

Niedziela wrocławska 13/2010

[ TEMATY ]

Wielki Tydzień

Bożena Sztajner/Niedziela

Przed nami wyjątkowy czas - Wielki Tydzień. Głębokie przeżycie i zrozumienie Wielkiego Tygodnia pozwala odkryć sens życia, odzyskać nadzieję i wiarę. Same Święta Wielkanocne, bez prawdziwego przeżycia poprzedzających je dni, nie staną się dla nas czasem przejścia ze śmierci do życia, nie zrozumiemy wielkiej Miłości Boga do każdego z nas. Wiele rodzin polskich przeżywa Święta Wielkanocne, zubożając ich treść. W Wielkim Tygodniu robi się porządki i zakupy - jest to jeden z koszmarniejszych i najbardziej zaganianych tygodni w roku, często brak czasu i sił nawet na pójście do kościoła w Wielki Czwartek i w Wielki Piątek. Nie pozwólmy, by tak stało się w naszych rodzinach.

Niedziela Palmowa

Wielki Tydzień otwiera Niedziela Palmowa. Nazwa tego dnia pochodzi od wprowadzonego w XI w. zwyczaju święcenia palm - liturgia bowiem wspomina uroczysty wjazd Jezusa do Jerozolimy, bezpośrednio poprzedzający Jego Mękę i Śmierć na Krzyżu. Witające go tłumy rzucały na drogę płaszcze oraz gałązki, wołając: „Hosanna Synowi Dawidowemu”.
Palmy w Polsce zastępują często gałązki wierzbowe z baziami. Po ich poświęceniu zatyka się je za krzyże i obrazy, by strzegły domu od nieszczęść i zapewniały błogosławieństwo Boże. Jak wspomina pani Krystyna Kolbuszowska z Trzebnicy, tradycje Niedziel Palmowej są bardzo bogate: - Pamiętam, jak uroczyście przeżywano Niedzielę Palmową na Kresach. Tato, po porannej Mszy św. i po poświęceniu przygotowanych przez nas palm, szedł na pola i wtykał gałązki w ziemię, by Pan Bóg strzegł zasiewów i plonów przed gradem, suszą i nadmiernym deszczem. Mama zatykała je też za wszystkie święte obrazy w domu, by zapewniały błogosławieństwo Boże. Potem był uroczysty obiad i wspólne czytanie Pisma Świętego. Rodzice tłumaczyli mnie i mojemu rodzeństwu, że zaczął się najważniejszy tydzień w roku, że przed nami wielkie święta. Wielka szkoda, że dziś te tradycje zanikają, chociaż wiem, że na Dolnym Śląsku są jeszcze rodziny, szczególnie te z kresowymi korzeniami, które starają się je kultywować.

Wielki Poniedziałek

Poniedziałek, wtorek i środa Wielkiego Tygodnia są dniami szczególnie poświęconymi sakramentowi pojednania - nie wyróżniają się niczym, jeśli chodzi o liturgię. Warto więc, jeżeli ktoś nie zrobił tego do tej pory, udać się wtedy do konfesjonału, by oczyścić serce. - Nie zostawiajmy spowiedzi na ostatnią chwilę - przekonuje ks. inf. Adam Drwięga, proboszcz wrocławskiej katedry. - Jak najwcześniej skorzystajmy z sakramentu pokuty w naszych parafiach. Kiedy wierni spowiadają się w czasie Triduum Paschalnego, nie mają szans na głębokie przeżycie tych wyjątkowych liturgii. Stoją w długich kolejkach, nie skupiają się na celebracji, nie wchodzą w ten szczególny czas. A naprawdę inaczej się przeżywa Święta, kiedy Chrystus Zmartwychwstały jest w nas.

Wielki Wtorek

Dla niektórych Wielki Wtorek niczym nie różni się od pozostałych dni w roku, ale są osoby, takie jak psycholog Elżbieta Łozińska, dla których to czas wyjątkowy: - Jak sama nazwa wskazuje Wielki Tydzień obejmuje siedem dni, nie tylko Triduum Paschalne. Dlatego u nas Święta rozpoczynają się od początku tygodnia. Skupiamy się na modlitwie, na rozmowach, dobrej lekturze. To dla czas przygotowania, nie tylko domu, stołu, potraw, ale przede wszystkim czas przygotowania naszych serc na przyjście Chrystusa. Staramy się wyciszać, nie słuchać radia czy innych mediów, dzieciom opowiadamy o Triduum Paschalnym, o Wielkanocy. Przygotowujemy dla nich specjalną lekturę - w tym roku będzie nam w Wielkim Tygodniu towarzyszyć książka „Na koniec świata”, opowiadająca prawdziwą historię Antka, który miał zaledwie sześć lat, kiedy zmarł na chorobę nowotworową. Antek odszedł w trakcie Oktawy Wielkanocnej. Towarzyszył Jezusowi w Jego cierpieniu i śmieci, wziął udział również w Jego Zmartwychwstaniu.

Wielka Środa

Warto tak rozłożyć swoje obowiązki, by w Wielką Środę nie zajmować się już porządkami i nie biegać po sklepach, ale przygotowywać się do głębokiego wejścia w Triduum Paschalne. Dla Barbary Nonckiewicz, mamy siódemki dzieci, Wielka Środa to czas skupienia i wyciszenia: - Zawsze tak rozplanowywałam obowiązki, by na Wielką Środę zostały już tylko niezbędne rzeczy do zrobienia. W ten dzień całą rodziną staramy się pościć i wyciszać przed wielką tajemnicą Triduum Paschalnego. To dobry czas, by wytłumaczyć dzieciom znaczenie następnych dni, by przygotować je do udziału w obchodach świątecznych. Wielka Środa to taki ostatni dzwonek wzywający do skupienia się na tym, co naprawdę ważne.

Wielki Czwartek

Zupełnie inaczej przeżywa się Poranek Wielkanocny, gdy poprzedziło go uczestnictwo w liturgii Triduum Paschalnego. To dla chrześcijanina najważniejsze dni w roku. W Wielki Czwartek obchodzimy święto kapłanów, ponieważ w tym dniu w czasie Ostatniej Wieczerzy został ustanowiony sakrament kapłaństwa oraz sakrament Eucharystii. Warto te wszystkie ważne rzeczy wyjaśniać naszym dzieciom: - Przed pójściem na wieczorną Mszę św. rozmawiamy z naszym pięcioletnim synkiem Jasiem i opowiadamy, że ksiądz będzie ubrany na biało, ponieważ jest to dzień ustanowienia Najświętszego Sakramentu oraz sakramentu kapłaństwa - mówi Katarzyna Stasiak z Oleśnicy. - Razem z mężem staramy się mu wyjaśnić, co stało się w Wieczerniku w czasie Ostatniej Wieczerzy i że to na tę pamiątkę odprawia się dziś w kościele Mszę św. Zostajemy również przez chwilę przy ołtarzu adoracji, by Jasiu mógł z bliska zobaczyć Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie. To dla nas i dla naszego synka wieczór w kościele pełen wrażeń i głębokich przeżyć.

Wielki Piątek

Dzień Męki i Śmierci Chrystusa. Niech w tym dniu będzie w naszym domu cisza pozwalająca przeżyć Misterium Męki i Śmierci Jezusa. O godzinie 15.00, godzinie śmierci Pana Jezusa, uklęknijmy z rodziną, by się wspólnie pomodlić - może to właśnie będzie najodpowiedniejszy moment, aby przedłożyć Bogu największą prośbę rodziny. Postarajmy się w domu w centralnym miejscu wyeksponować krzyż na białym obrusie. Warto tego dnia wyłączyć radioodbiorniki, telewizory czy komputery. Obowiązuje post ścisły, a więc nie tylko jakościowy, ale i ilościowy. Jeżeli jest to możliwe, weźmy tego dnia udział w parafialnej Drodze Krzyżowej. Wieczorem gromadzimy się na liturgii wielkopiątkowej - jest ona długa, ale bardzo bogata i piękna: Liturgia Słowa poprzedzona procesją i leżeniem krzyżem przez kapłanów przed obnażonym ołtarzem, uroczysta adoracja krzyża, komunia i procesjonalnie przeniesienie Najświętszego Sakramentu do Grobu Pańskiego. Pamiętajmy, by udać się na adorację Grobu Pańskiego. To wielkopostne pielgrzymowanie ma swoje korzenie w Jerozolimie, gdzie gromadzono się w miejscach Męki Chrystusa, aby Mu duchowo towarzyszyć od Wieczernika i Góry Oliwnej, aż do miejsca jego Grobu. W Polsce ten zwyczaj jest pielęgnowany od XIV w.

Wielka Sobota

Jest dniem spoczynku Pana Jezusa w Grobie. To nie dzień żałoby, ale powinien być wypełniony zadumą nad cudem Zmartwychwstania. To właśnie dzisiaj jest tak ukochane przez wszystkie dzieci święcenie pokarmów. Niestety dzieci, które są przyprowadzane do kościoła tylko raz w roku, właśnie z koszyczkiem „do pokropienia”, pytają, dlaczego Jezus leży w grobie i niewiele rozumieją z odpowiedzi. - Poranek Wielkiej Soboty to dla naszych dzieci czas szczególny - opowiada pani Barbara. - Od rana zajmują kuchnię, malują pisanki, przygotowują koszyczek. Potem wielkie mycie, ubieranie i można z dumą iść na święconkę do kościoła. Wtedy też nawiedzamy Jezusa w grobie, z nadzieją w sercu czekając na jutrzejsze Zmartwychwstanie.
Po zapadnięciu zmroku rozpoczynają się obchody Wigilii Paschalnej - jest to najbardziej uroczysty wieczór w roku liturgicznym. Wigilia Paschalna nie jest częścią Wielkiej Soboty, jej radosna liturgia należy już do obchodów Dnia Zmartwychwstania. Obchód Wigilii Paschalnej składa się z czterech części: Liturgii Światła, Liturgii Słowa, Liturgii Chrzcielnej i Liturgii Eucharystycznej. W czasie Liturgii Światła kapłan przed kościołem poświęca ogień, odpala paschał, wnosi uroczyście światło do ciemnego kościoła i śpiewa Orędzie Paschalne. W drugiej części są czytane fragmenty Pisma Świętego, w których rozważamy, co Bóg uczynił dla nas od początku świata. Podczas Liturgii Chrzcielnej ksiądz dokonuje poświęcenia wody, a wierni odnawiają przyrzeczenia chrzcielne. Odnowieni biorą udział w Mszy Paschalnej, w czasie której zabrzmią wszystkie dzwony i dzwonki.
Wielki Czwartek, Wielki Piątek i Wielka Sobota z Niedzielą Paschalną są dniami szczególnie bogatymi w obchody liturgiczne. Warto w pełni z tego bogactwa skorzystać. Jest to wspaniały dar Kościoła, który może ubogacić naszą rodzinę i zbliży nas do Chrystusa. Dzięki głębokiemu przeżyciu Wielkiego Tygodnia, zanurzeniu się w tajemnicę Bożej Miłości, mamy szansę rzeczywiście odnowić nasze życie, odnowić naszą wiarę i nawrócić się do Boga.

CZYTAJ DALEJ

Pakistan: działacz muzułmański uratował od głodu dyskryminowanych chrześcijan

2020-04-08 20:28

[ TEMATY ]

pomoc

muzułmanie

Pakistan

dyskryminacja

chrześcijanie

koronawirus

Vatican News / AFP

Muzułmański obrońca praw człowieka Shakeel Ahmed uratował od niechybnej śmierci głodowej 120 rodzin chrześcijańskich z dystryktu Kasur w pakistańskiej prowincji Pendżab. Widząc ludzi zamkniętych w swych domach z powodu szerzącej się pandemii koronawirusa, a zarazem odmowę miejscowych przełożonych islamskich udzielenia im pomocy, skontaktował się z kilkoma organizacjami katolickimi, które pospieszyły im ze wsparciem materialnym.

W Pakistanie stwierdzono dotychczas ponad 4 tys. przypadki zachorowań na Covid-19, w tym 54 zgony, przy czym w ostatnich dniach tempo zakażeń znacznie wzrosło. W tej sytuacji, po trzech tygodniach blokady wielu chrześcijan doświadcza dyskryminacji przy rozdzielaniu pomocy. Postąpiła tak np. jedna z organizacji pozarządowych w Karaczi, odmawiając pomagania ubogim wyznawcom hinduizmu i chrześcijanom w rejonie miasta Koraghi w prowincji Sindh, po czym wyznawcom Chrystusa nie udzielono pomocy w miasteczku Sanda Kalan w dystrykcie Kasur.

"Żywność dostarcza się tylko muzułmanom" – powiedział Ahmed włoskiej agencji misyjnej AsiaNews. Zwrócił uwagę, że mieszkający w tym rejonie chrześcijanie są niemal wyłącznie robotnikami zarobkowymi, którzy wskutek kwarantanny stracili pracę. Są oni bezradni i bez wsparcia z zewnątrz grozi im głód. Jeden z nich powiedział mu, że już od dwóch tygodni nie zarobił ani rupii, a teraz jest zamknięty w domu z żoną i dziećmi bez jedzenia i lekarstw.

4 marca w miejscowym meczecie wśród biednych rozdzielano pomoc żywnościową, pochodzącą ze zbiórki zarządzonej przez tamtejszego szejka Abdula Rahima Hamida. Gdy zgłosili się po nią wygłodniali chrześcijanie, odepchnięto ich, a całą pomoc przekazano wyłącznie 500 mieszkającym tam muzułmanom.

Widząc to Shakeel Ahmed postanowił wesprzeć poszkodowanych. Nawiązał kontakt z organizacjami chrześcijańskimi, które dostarczyły żywność swym współwyznawcom z Sanda Kalan. Przy rozdziale pomocy współpracowali miejscowi działacze. Nadal jednak istnieje paląca potrzeba dalszego pomagania tym ludziom.

Dla Ahmeda takie traktowanie chrześcijan, jakie okazują im jego współwyznawcy, jest nieludzkie i sprzeczne z nauczaniem islamu. Jego zdaniem należy pomagać wszystkim, niezależnie od ich wiary. W tej sprawie interweniował u władz kraju też arcybiskup Islamabadu i Rawalpindi – Joseph Arshad, żądając ochrony i opieki nad każdą osobą.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję