Reklama

Życie pisze najlepsze scenariusze

Magdalena Kowalewska
Niedziela Ogólnopolska 15/2012, str. 24-25

Spotkany przypadkiem pan Andrzej to ślusarz, który od siedemnastu lat mieszka na ulicy. Śpi przeważnie w kościołach. Co sprawiło, że nie ma domu? - Rozwód - odpowiada krótko pan Andrzej

Nowe Miasto w Warszawie. Ul. Freta. Przechodząc obok kościoła św. Jacka, postanowiłam pomodlić się przed obrazem Jezusa Miłosiernego. Gdy wchodziłam, w świątyni była tylko jedna osoba. W przedostatniej ławce siedział niski pan z posiwiałymi włosami, dosyć szczupły. Urodzony w 1949 r. Ubrany był w ciemnoszarą kurtkę. Miał przy sobie plecak, z którego wystawał termos. Plecak i cała jego zawartość to jedyny majątek tego mężczyzny. Ale zanim zaczął ze mną rozmawiać, nie sądziłam, że może być bezdomny. Dosyć zadbany, wyglądał na bardziej spracowanego człowieka z lekkim zarostem niż tego, który tuła się przez 17 lat po ulicy.

Spragniony ciepła

Zapytał, czy mogę dać mu chociaż złotówkę na herbatę. Tzw. złotówkarzy jest tak wielu niemal na każdej ulicy. Pijacy, bezdomni, oszuści… Ale ten człowiek wyglądał na wiarygodnego i rzeczywiście potrzebującego ogrzania się. Po 10 min modlitwy przeraźliwy chłód w kościele poczułam również i ja. Był bardzo deszczowy dzień.
On, przesiąknięty wodą i przeniknięty zimnem, potrzebował tylko gorącej herbaty. Nic więcej. Nie prosił o chleb czy obiad. - Może pan chce zupę? - zapytałam, przypominając sobie, że tuż obok znajduje się bar mleczny, w którym notabene sama tego dnia jadłam pomidorową i naleśniki. Ucieszył się. Nie mógł uwierzyć w to, że nie tylko zgodzę się dać mu przysłowiową złotówkę, ale również będzie mógł coś zjeść i napić się ze mną herbaty. - Ja chcę tylko zupę. Proszę po prostu kupić, będę czekał przy stoliku. Głupio mi tak żebrać przy ludziach znajdujących się w środku - powiedział przed wejściem do baru.
Pan Andrzej z zawodu jest ślusarzem. Pracował wiele lat w jednym z warszawskich zakładów. Firma upadła, on stracił pracę. - Dlaczego pan przez tyle lat żyje na ulicy? - pytam. - Rozwód - ucina krótko i mówi, że po śmierci teściowej został wyrzucony z domu przez żonę. Nie był w nim zameldowany. - Żyje ktoś z Pana rodziny? Ma pan dzieci? - dociekam. - Nikt. Mam córkę. Mieszka z Serbem w jego kraju - mówi. Opowiada, jak to Serbowie nie znoszą Chorwatów. On sam też dużo czasu spędził w Serbii. Za chwilę poprawia się i dodaje: - Chyba mam. Bo ona zdaje się nie chce znać swojego ojca. Pan Andrzej zamilkł. Wskazuję na zupę i proszę, aby jadł, bo wystygnie. - Muszę jeść bardzo powoli. Mam zaciśnięty żołądek - wyznaje, po czym zaczyna szybko brać do ust każdą kolejną łyżkę pomidorowej. Je i uśmiecha się. W międzyczasie rozmawiamy. - Pycha! - mówi, przechylając talerz i spożywając ostatnie krople zupy. - Na pewno pan się najadł? Może jednak coś jeszcze kupię? - pytam zaniepokojona. - Kochana pani… Ja jestem już taki pełen. Tak bardzo pani dziękuję! - mówi, spoglądając mi prosto w oczy. Widzę wzruszenie na jego twarzy. - Mój żołądek nie jest przyzwyczajony do dużej ilości posiłku - konstatuje.

Reklama

Niespełnione marzenia

Śpi zazwyczaj w kościołach. Ostatnio tutaj, w kościele św. Jacka. - Wie pani, gdy jest tak zimno, człowiek czuje przeraźliwy ból. Jest to ból nie do opisania. Bolą praktycznie wszystkie mięśnie - przyznaje. Pytam, czy stara się znaleźć pracę. Jest przecież ślusarzem. Okazuje się, że pan Andrzej nie próżnuje. Pomaga czasami na plebaniach lub w domostwach przypadkowo spotkanych osób. Często odwiedza giełdę. Ale często bywa tak, że ludzie po prostu wykorzystują go. Zdarza się, że za wykonaną pracę nie dostaje zapłaty. Jedna z pań chciała mu zapłacić… ale w naturze. Mówi, że nie spodziewał się czegoś takiego! Powiedział, że potrzebuje pieniędzy, a nie przyjemności. Oczywiście, pieniędzy nie otrzymał i wyszedł z mieszkania kobiety. - Jakoś nie mam farta do pracy - zauważa. Mimo to jest pogodny, cały czas uśmiecha się. Często jednak zamyśla się i momentami widać w nim wzruszenie, a może pewne rozgoryczenie czy żal, że pewne sprawy można było inaczej poukładać.
Zaczynamy rozmawiać również o polityce i o tym, co dzieje się w Polsce. - Lubi pani Michnika? - pyta nagle. - Bo ja nie znoszę. Ludzie tacy jak on doszli do władzy na grzbietach robotników. Dostali pełnię władzy i zapewnili sobie brak rozliczenia z systemem. Jednak szybko zmienia temat i mówi: - Wie Pani, wcale nie jest tak przyjemnie, jak mówią w telewizji. Bezdomny w jednej noclegowni może przebywać 90 dni. - A co z resztą miesięcy w ciągu roku? - zastanawiam się głośno i otrzymuję odpowiedź: - Z Dworca Centralnego wypędzają nas na noc, więc zaczynam się tułać. Śpię w tych kościołach, w których można przenocować - opowiada o swojej codzienności. - W katedrze polowej jest najcieplej. Tam to jest naprawdę cieplutko - dodaje z przekąsem i uśmiechem.
Mój rozmówca jest uczciwy. Już po kilku minutach przebywania z nim można to z łatwością zauważyć. Pytam, czy odwiedza jadłodajnię i ośrodek dla bezdomnych u Braci Kapucynów na Miodowej. Wyznaje, że był tam kilka razy, ale nie wszyscy dostają jedzenie. Powód jest prosty. Za dużo chętnych do otrzymania talerza zupy. Trzeba czasami stać po 3 godziny w kolejce, a i tak nie zawsze zdobędzie się ten wytęskniony ciepły posiłek. Nowo poznany znajomy przyznaje, że stara się nie spać w noclegowniach, bo często przychodzą tam zawszone osoby. A on nie chce nabawić się robactwa. - Jeśli chodzi o mycie się i pranie bielizny, jakoś sobie radzę, od czasu do czasu udaje mi się to zrobić.
Bezdomny w pewnym momencie zauważa, że „życie pisze najlepsze scenariusze”. Dzieli się także ze mną swoimi snami. Słucham uważnie. Mówi, że „gdy człowiek tak dużo rozmyśla, różne rzeczy przychodzą do głowy”. Gdy zaczyna opowiadać o tym, jak przyśniło mu się 3 pogwizdujących sobie ludzi, idących na front i spotykających nagle pastuszka pasącego owce, w jego oczach pojawiają się łzy. - Przepraszam, ale ja zawsze, gdy sobie to przypominam, wzruszam się - mówi pan Andrzej. - Proszę ochłonąć, dokończy pan tę historię za chwilę - mówię zmieszana. Mężczyźni, którzy mu się przyśnili, to bankier, finansista i ekonomista.

Poczuć bliskość drugiego człowieka

Widać, że pan Andrzej chciałby zmienić swoje życie. Stara się o to. Pracuje dorywczo tam, gdzie tylko może. Ale to chyba za dużo powiedziane, ponieważ jest to raczej wykonywanie jednorazowych prac, za które dostaje 20-30 zł. Wystarcza na posiłek i podstawowe produkty do życia. Nie ma renty ani emerytury, ponieważ w „tamtych czasach pracował na czarno”. Mówi, że jest raczej samotnikiem i skrytą osobą. - Nie mogę w to uwierzyć. Wygląda Pan na dosyć otwartego człowieka - stwierdzam. - Może tylko teraz. W rzeczywistości tak nie jest - odpowiada ze spuszczonym wzrokiem. Pyta, czy mogę mu dać jeszcze złotówkę na herbatę, żeby mógł napić się czegoś gorącego w nocy, gdy będzie zimno. A dokładnie prosi o 1,40 zł. Wyciągam z portfela monety i podaję mu do ręki.
Przed budynkiem ściska mocno moją dłoń i całuje ją. - Dziękuję! Wszystkiego dobrego, droga pani! - Pan Andrzej żegna się ze mną serdecznie, zmierzając do katedry polowej Wojska Polskiego przy ul. Długiej.
A ja dziękuję Bogu, że spotkałam tego człowieka. Było w nim więcej życzliwości i dobroci niż w niejednym nieznajomym, z którym jadę co dzień autobusem. Chciałabym, aby znalazł pracę w zawodzie. Jest wartościowym człowiekiem. Jedna z wolontariuszek pracujących wśród bezdomnych w ośrodku prowadzonym przez Zakon Kapucynów tak mówi o swoich podopiecznych: - Ci ludzie są naprawdę niesamowici. Niektórzy, oczywiście, przyjdą najeść się i to wszystko. Uciekają. Ale są też tacy, którzy biorą do ręki Pismo Święte i choć niewiele z niego rozumieją, próbują odnieść dane słowa do swojego życia. Te osoby wiedzą, że nie są gorsze od ciebie. Tyle uśmiechów od nich dostaję. Są czasami cenniejsze niż pieniądze. A najważniejsze jest to, że mogę zjednoczyć się z drugim człowiekiem.

Symbole i zwyczaje Adwentu

Małgorzata Zalewska
Edycja podlaska 49/2002

Bóg w swojej wielkiej miłości do człowieka dał swego Jednorodzonego Syna, który przyszedł na świat by dokonać dzieła odkupienia ludzi. Jednak tę łaskę każdy z nas musi osobiście przyjąć. Zadaniem Kościoła jest przygotowanie ludzi na godne przyjęcie Chrystusa. Kościół czyni to, między innymi, poprzez ustanowienie roku liturgicznego. Adwent rozpoczyna nowy rok kościelny. Jest on pełnym tęsknoty oczekiwaniem na Boże Narodzenie, na przyjście Chrystusa. Adwent to okres oczyszczenia naszych serc i pogłębienia miłości i wdzięczności względem Pana Boga i Matki Najświętszej.

Bożena Sztajner

Wieniec adwentowy

W niektórych regionach naszego kraju przyjął się zwyczaj święcenia wieńca adwentowego. Wykonywany on jest z gałązek iglastych, ze świerku lub sosny. Następnie umieszczone są w nim cztery świece, które przypominają cztery niedziele adwentowe. Świece zapalane są podczas wspólnej modlitwy, Adwentowych spotkań lub posiłków. W pierwszym tygodniu adwentu zapala się jedną świecę, w drugim dwie, w trzecim trzy, a w czwartym wszystkie cztery. Wieniec wyobraża jedność rodziny, która duchowo przygotowuje się na przeżycie świąt Bożego Narodzenia.

Świeca roratnia

Świeca jest symbolem chrześcijanina. Wosk wyobraża ciało, knot - duszę, a płomień - światło Ducha Świętego płonące w duszy człowieka.
Świeca roratnia jest dodatkową świecą, którą zapalamy podczas Rorat. Jest ona symbolem Najświętszej Maryi Panny, która niesie ludziom Chrystusa - Światłość prawdziwą. W kościołach umieszcza się ją na prezbiterium obok ołtarza lub przy ołtarzu Matki Bożej. Biała lub niebieska kokarda, którą jest przepasana roratka mówi o niepokalanym poczęciu Najświętszej Maryi Panny. Zielona gałązka przypomina proroctwo: "Wyrośnie różdżka z pnia Jessego, wypuści się odrośl z jego korzeni. I spocznie na niej Duch Pański..." (Iz 11, 1-2). Ta starotestamentalna przepowiednia mówi o Maryi, na którą zstąpił Duch Święty i ukształtował w Niej ciało Jezusa Chrystusa. Jesse był ojcem Dawida, a z tego rodu pochodziła Matka Boża.

Roraty

W Adwencie Kościół czci Maryję poprzez Mszę św. zwaną Roratami. Nazwa ta pochodzi od pierwszych słów pieśni na wejście: Rorate coeli, desuper... (Niebiosa spuśćcie rosę...). Rosa z nieba wyobraża łaskę, którą przyniósł Zbawiciel. Jak niemożliwe jest życie na ziemi bez wody, tak niemożliwe jest życie i rozwój duchowy bez łaski. Msza św. roratnia odprawiana jest przed świtem jako znak, że na świecie panowały ciemności grzechu, zanim przyszedł Chrystus - Światłość prawdziwa. Na Roraty niektórzy przychodzą ze świecami, dzieci robią specjalne lampiony, by zaświecić je podczas Mszy św. i wędrować z tym światłem do domów.
Według podania zwyczaj odprawiania Rorat wprowadziła św. Kinga, żona Bolesława Wstydliwego. Stały się one jednym z bardziej ulubionych nabożeństw Polaków. Stare kroniki mówią, że w Katedrze na Wawelu, a później w Warszawie przed rozpoczęciem Mszy św. do ołtarza podchodził król. Niósł on pięknie ozdobioną świecę i umieszczał ją na lichtarzu, który stał pośrodku ołtarza Matki Bożej. Po nim przynosili świece przedstawiciele wszystkich stanów i zapalając je mówili: "Gotów jestem na sąd Boży". W ten sposób wyrażali oni swoją gotowość i oczekiwanie na przyjście Pana.

Adwentowe zwyczaje

Z czasem Adwentu wiąże się szereg zwyczajów. W lubelskiem, na Mazowszu i Podlasiu praktykuje się po wsiach grę na ligawkach smętnych melodii przed wschodem słońca. Ten zwyczaj gry na ligawkach związany jest z Roratami. Gra przypomina ludziom koniec świata, obwieszcza rychłe przyjście Syna Bożego i głos trąby św. Michała na Sąd Pański. Zwyczaj gry na ligawkach jest dość rozpowszechniony na terenach nadbużańskim. W niektórych regionach grano na tym instrumencie przez cały Adwent, co też niektórzy nazywali "otrembywaniem Adwentu". Gdy instrument ten stawiano nad rzeką, stawem, lub przy studni, wówczas była najlepsza słyszalność.
Ponad dwudziestoletnią tradycję mają Konkursy Gry na Instrumentach Pasterskich (w tym także na ligawkach) organizowane w pierwszą niedzielę Adwentu w Muzeum Rolnictwa im. ks. Krzysztofa Kluka w Ciechanowcu. W tym roku miała miejsce już XXII edycja tego konkursu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kard. Nycz powołał komitet do spraw przygotowania uroczystości beatyfikacyjnych kard. Wyszyńskiego

2019-12-11 19:45

archidiecezja warszawska / Warszawa (KAI)

Metropolia warszawski powołał komitet organizacyjny beatyfikacji kard. Stefana Wyszyńskiego, która odbędzie się 7 czerwca 2020 roku na pl. Piłsudskiego w Warszawie. Członkowie poszczególnych komisji oraz sekcji odebrali 11 grudnia w Domu Arcybiskupów Warszawskich nominacje z rąk kard. Nycza. Całość przygotowań będzie koordynował bp Rafał Markowski.

BOŻENA SZTAJNER

W skład komitetu powołanego przez metropolitę warszawskiego weszli księża i świeccy - w sumie 86 osób, z którymi współpracować będą także obecni podczas uroczystości przedstawiciele władz państwowych i władz Warszawy, a także wojska i policji. - Wszyscy powinni się włączyć w tę beatyfikację, która ma, oprócz ściśle religijnego i kościelnego charakteru, również wymiar narodowo-państwowy - podkreślił kard. Kazimierz Nycz.

Komitet zajmie się przygotowaniem uroczystości na pl. Piłsudskiego, procesją z relikwiami do Świątyni Opatrzności Bożej oraz zorganizowaniem - kilka tygodni przed beatyfikacją - koncertu poświęconego kard. Stefanowi Wyszyńskiemu i Janowi Pawłowi II z okazji setnej roczny urodzin Papieża Polaka. - Nie możemy zapomnieć o tym jubileuszu, koncentrując się na beatyfikacji, dlatego postanowiliśmy oba te wydarzenia połączyć - podkreślił metropolita warszawski.

Całość przygotowań do beatyfikacji będzie koordynował bp Rafał Markowski. Komitet składa się z następujących komisji i sekcji, których przewodniczącymi zostali:

- komisja teologiczno-historyczna - bp Piotr Jarecki - komisja artystyczna - bp Michał Janocha - komisja liturgiczna - ks. Bartosz Szoplik - komisja muzyczna - ks. Piotr Markisz - komisja przygotowująca uroczystości na pl. Piłsudskiego - ks. Sławomir Nowakowski - sekcja porządkowa - ks. Marek Mętrak - sekcja rezerwacji i kart wstępu - ks. Łukasz Przybylski - sekcja ds. parkingów - ks. Marcin Szczerbiński - sekcja ds. opieki medycznej - ks. Władysław Duda - komisja przygotowująca procesję do Świątyni Opatrzności Bożej - ks. Tadeusz Aleksandrowicz - komisja ds. relikwii - ks. Janusz Bodzon - komisja medialna - ks. Przemysław Śliwiński - komisja obsługi biskupów i gości - ks. Matteo Campagnaro - komisja finansowo-sponsoringowa -ks. Marian Raciński

Beatyfikacja kard. Stefana Wyszyńskiego odbędzie się 7 czerwca 2020 roku o godz. 12.00 na pl. Piłsudskiego w Warszawie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem