Reklama

Z różańcem w Rok Wiary

2012-10-08 11:46

Ks. Ireneusz Skubiś
Niedziela Ogólnopolska 41/2012, str. 3

TOMASZ LEWANDOWSKI

Piękną, starą modlitwą jest modlitwa różańcowa, którą odmawia cały świat, którą słyszy się w różnych językach. Na różańcu bardzo lubił modlić się papież Jan Paweł II, czego i sam byłem świadkiem. Paciorki różańca przesuwają palce milionów chrześcijan, nie tylko osób duchownych.
Różaniec to modlitwa bardzo zwyczajna, polegająca na odmawianiu „zdrowasiek”, czyli anielskiego pozdrowienia Maryi oraz prośby o Jej modlitwę za nas - „teraz i w godzinę śmierci naszej”. W każdym „Zdrowaś, Maryjo” mamy zawsze nasze określone „teraz”, przeżywane w tym momencie, w tej godzinie. To „teraz” jest dla nas czasem bardzo trudne, czasem radosne, czasem pełne wielkiej nadziei - tak jak nasza rzeczywistość: raz świeci słońce, innym razem zbierają się chmury... „Teraz” obrazuje stan naszego wnętrza, dotyka naszego życia osobistego, rodzinnego i społecznego, utkanego z różnych wydarzeń i okoliczności. To, co właśnie się z nami dzieje i co się z nami wiąże... - to wszystko zawiera słowo „teraz”. W tę modlitwę po prostu jest wpisane nasze życie. Wiąże się ono często z naszym upadkiem i grzechem, ale i z powstawaniem do dobra, z naszymi najlepszymi intencjami.
To „teraz” nabiera szczególnego znaczenia w przededniu rozpoczynającego się Roku Wiary, kiedy będziemy się starali o odświeżenie naszej świadomości życia z Bogiem. Często mówimy, że w tym czasie Pan Bóg ma powrócić do człowieka. Ale najpierw człowiek musi Mu otworzyć swoje serce i swój umysł. Bóg stworzył bowiem człowieka istotą wolną i jest w tym konsekwentny. Nasze „teraz” w Roku Wiary łączy się z możliwością powrotu do Boga, z możliwością nawrócenia się. Poprzez paciorki różańca dzieje się to skutecznie i niemal niezauważalnie, jednym słowem: „teraz” powierzamy Bogu całą rzeczywistość, w której żyjemy.
Ale zaraz za słowem „teraz” pojawia się w tej maryjnej modlitwie sformułowanie - „i w godzinę śmierci naszej”. Nasza śmierć przyjdzie wszak niechybnie, choć jej sobie nie wyobrażamy. Więcej - jak pisał znany pisarz francuski François Mauriac, każdy z nas umiera samotnie. Jest zatem sprawą bardzo ważną, by była wtedy przy nas Matka Najświętsza, by przeprowadziła nas bezpiecznie z życia do Życia. Niektórzy mówią, że jawi się wówczas człowiekowi długi wąski tunel, na końcu którego jaśnieje światło, choć nie bardzo da się to opisać, bo ludzkie warunki na to nie pozwalają. Wydaje się, że jest to już spotkanie sam na sam z Bogiem.
Jakże dobrze jest, że możemy prosić Matkę Najświętszą: Bądź przy nas na tej drodze, Matko Jezusa, bo lękamy się i jesteśmy zupełnie sami...
W tych dwóch wyrażeniach: „teraz” i „w godzinę śmierci naszej”, zakończonych słowem: „Amen”, mieści się także nasza nadzieja na życie wieczne z Bogiem. W Różańcu zatem, który będziemy gorliwiej odmawiać w październiku, zawarta jest ogromna treść ludzkiego „teraz” i całej wieczności. Dlatego nie dziwi, że tylu świętych, wielkich ludzi modliło się na różańcu. Bo jest on znakiem i rękojmią dla ludzkiego życia, dla naszego postępowania i dla naszej pobożności. Niechby był on również wielką siłą w naszym rozwoju wewnętrznym, zwłaszcza w przeżywanym Roku Wiary.
A Rok Wiary to także czas uświadamiania sobie wieczności człowieka. To nie tylko kwestia dobrego życia człowieka na ziemi, w jego pracy, dniach chwały i boleści, ale świadomość, że człowiek zmierza do określonego celu, którym jest szczęście wieczne. Pan Bóg stworzył człowieka na swój obraz i podobieństwo. A zatem cecha, którą Bóg ma sam w sobie, jako byt niestworzony, konieczny, jedyny, została przez Niego nadana człowiekowi: wieczność. Wypowiadana podczas chrztu św. prawda, że „wiara daje żywot wieczny”, stanowi podstawę życia człowieka wierzącego.
To wszystko trzeba nam na nowo poddać refleksji i w październiku 2012 r. wyjątkowo świadomie wypowiadać nabrzmiałe treścią słowa maryjnej modlitwy:
„Święta Maryjo, Matko Boża,
módl się za nami grzesznymi - teraz
i w godzinę śmierci naszej. Amen”.

Posłuchaj www.niedziela.pl/audio_spis.php?kat=szef_wypowiedz_dnia|wypowiedzi dnia, www.niedziela.pl/audio_spis.php?kat=prez_szef|komentarza tygodnia oraz www.niedziela.pl/audio_spis.php?kat=szef_rozmowa|rozmowę z Redaktorem Naczelnym

Tagi:
wiara różaniec

Bp Greger: pozwólmy Bogu być jak najbliżej nas

2019-12-15 11:52

rk / Łodygowice (KAI)

„Kiedy bierzemy do rąk biały opłatek, stający się w liturgii ciałem Tego, który się narodził, i przyjmujemy go w komunii, to Bóg już nie jest ‘między’, ale jest w nas, jest tak blisko, że bliżej już być nie może” – powiedział bp Piotr Greger do uczestników wigilii Stowarzyszenia Integracyjnego Eurobeskidy. W świątecznym spotkaniu przy stole udział wzięli niepełnosprawni sportowcy i seniorzy, członkowie stowarzyszenia oraz zaproszeni goście – m.in. wiceminister Stanisław Szwed oraz przedstawiciele samorządu.

BOŻENA SZTAJNER

Zanim wszyscy złożyli sobie życzenia, biskup pobłogosławił opłatki i zachęcił, by Bóg był dla człowieka codziennym pokarmem, kimś bardzo bliskim. „On przychodzi właśnie po to, by być z nami. Emmanuel, czyli Bóg z nami, nie jest obok, nie jest przeciwko, nie jako kontra wobec człowieka, jego losów, dziejów świata” – podkreślił.

„Kiedy bierzemy do rąk biały opłatek, stający się w liturgii się ciałem Tego, który się narodził, i przyjmujemy go w komunii, to Bóg już nie jest ‘między’, ale jest w nas, jest tak blisko, że bliżej już być nie może” – dodał, życząc, by czas świąt Bożego Narodzenia i kolejne dni były „czasem doświadczenia Boga w nas”. „On chce być tak blisko, że już bliżej nie można. Na tyle będzie blisko, na ile my Mu pozwolimy. Na ile zgodzimy się na tę Jego obecność, by serca stały się ‘domem chleba’ - Betlejem - domem obecności Boga” – zaznaczył duchowny.

Prezes Stowarzyszenia Integracyjnego Eurobeskidy Stanisław Handerek przypomniał, że prawie 25-letnia historia powstania i działalności tej organizacji użytku publicznego to dowód na to, że cuda zdarzają się niemal każdego dnia.

„Często szukamy szczęścia i cudu nie wiadomo gdzie. Pamiętam, że jak zakładaliśmy stowarzyszenie, była nas garstka. Ale była w nas determinacja, chęć przezwyciężania słabości, wiara i nadzieja, że z niczego uda się zrobić coś. To wszystko spowodowało, że nam się udało. To był nasz wielki cud” – opowiedział w rozmowie, wskazując na setki uczestników łodygowickiej wigilii, którzy stanowią tylko część wszystkich członków stowarzyszenia. Kolędy zaśpiewali członkowie zespołu regionalnego „Mała Jetelinka” z Jaworzynki.

Stowarzyszenie Integracyjne Eurobeskidy powstało w 1996 roku. Jest obecnie największym na Podbeskidziu organizatorem cyklicznych integracyjnych imprez sportowych o zasięgu ogólnopolskim. Działalność i realizacja programów możliwa jest dzięki dofinansowaniu instytucji państwowych i samorządowych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Tradycje bożonarodzeniowe w Polsce i na świecie

2014-12-22 13:23

oprac. kw (KAI) / Warszawa / KAI

Od wieków chrześcijanie na całym świecie w różnorodny sposób obchodzą święta Bożego Narodzenia. Choinka jest znana niemal wszędzie, choć w Burundi przystraja się bananowca, a w Indiach drzewko mango. Najsłynniejszą kolędę „Cicha noc" przetłumaczono na 175 języków, najpiękniejsze szopki są podobno we Włoszech, a we Francji jada się podczas Wigilii ostrygi.

BOŻENA SZTAJNER

Korzenie tradycji związanych z Bożym Narodzeniem sięgają odległych czasów. Nierzadko zwyczaje te wywodzą się jeszcze z rytuałów pogańskich, na których miejsce wprowadzano później święta chrześcijańskie, nadając im zupełnie nowe znaczenie. Znacząca jest tu data. W wielu kulturach w przeróżny sposób starano się podczas przesilenia zimowego „przywołać” słońce z powrotem na ziemię i sprawić, aby odrodziła się przyroda.

Istotny jest także rys eschatologiczny świąt Bożego Narodzenia. Miejsce zostawiane przy wigilijnym stole przeznaczano dla „przybysza”, czyli dla duchów przodków. W Polsce zwyczaj ten upowszechnił się w XIX wieku. Miał on wówczas wymowę patriotyczną – dodatkowe nakrycie symbolicznie zarezerwowane było dla członka rodziny przebywającego na zesłaniu na Syberii.

Boże Narodzenie było także czasem wróżb. Wyjątkowość tego dnia polegała na tym, że jego przebieg miał znaczący wpływ na cały nadchodzący rok. Jedną z polskich tradycji jest kładzenie siana pod wigilijny obrus. Ciągnięto z niego słomki – im dłuższa, tym więcej pomyślności czekało danego człowieka w następnym roku. Jeszcze dzisiaj dość powszechna jest wiara w to, że w Wigilię zwierzęta mówią ludzkim głosem. Podsłuchujący je ludzie dowiadywali się ponoć najczęściej o zbliżającej się śmierci własnej albo kogoś z rodziny.

Chrześcijaństwo od początku swego istnienia nadało tym zwyczajom nowy sens, wytworzyło też swoje obrzędy. Niestety we współczesnej, zeświecczonej kulturze często zapomina się o chrześcijańskich źródłach tego święta.

ŻŁÓBEK

Żłóbek w dzisiejszej postaci zawdzięczamy św. Franciszkowi. Historia tej tradycji jest jednak znaczenie dłuższa i sięga piątego wieku. Wtedy, jak głosi podanie, żłóbek Jezusa przeniesiono z Betlejem do Rzymu i umieszczono w bazylice Matki Bożej Większej. Także Pasterkę w Rzymie odprawiano początkowo tylko w tym kościele.

To we Włoszech zaczęto w uroczystość Bożego Narodzenia wystawiać żłóbki, w których umieszczano figury Świętej Rodziny, aniołów i pasterzy. Do rozpowszechnienia tego zwyczaju przyczynił się św. Franciszek. Z przekazów pozostawionych przez jego biografa – Tomasza z Celano – wiemy, że w wigilijną noc Biedaczyna z Asyżu zgromadził w grocie w miejscowości Greccio okolicznych mieszkańców i braci, by w prosty sposób pokazać im, co to oznacza, że „Bóg stał się człowiekiem i został położony na sianie ". W centrum jaskini leżał wielki głaz, pełniący rolę ołtarza. Przed nim bracia umieścili zwykły kamienny żłób do karmienia bydła, przyniesiony z najbliższego gospodarstwa. W pobliżu, w prowizorycznej zagródce, stało kilka owieczek, a po drugiej stronie wół i osioł. Jak pisał kronikarz, zwierzęta „zaciekawione, wyciągające szyje w stronę żłobu, pochylając się i jakby składając pokłon złożonej w nim figurce przedstawiającej dziecię Jezus". Postaci do szopki wybrano spośród obecnych braci i wiernych. Zapalonymi pochodniami św. Franciszek rozjaśnił niebo, a w lesie ukryli się pasterze, którzy na dane hasło wznosili gromkie okrzyki. Do dziś szopka w Greccio przyciąga corocznie rzesze turystów.

Obecnie najsłynniejsze są szopki toskańskie, sycylijskie i neapolitańskie. W Szwajcarii, w Niemczech i w Austrii modne są żłóbki „grające". W Polsce do najbardziej znanych należą szopki krakowskie, prawdziwe arcydzieła sztuki ludowej. Powstanie tej tradycji przypisuje się murarzom i cieślom. Nie mając zatrudnienia w zimie, chodzili oni z takimi szopkami-teatrzykami od domu do domu i tak zarabiali na swe utrzymanie. Wzorem architektonicznym był dla nich przede wszystkim kościół Mariacki, ale wykonywano także miniatury Wawelu, Sukiennic i Barbakanu. Od 1937 r. z inicjatywy Jerzego Dobrzyckiego odbywa się konkurs na najpiękniejszą „Szopkę Krakowską”.

Już w średniowieczu wystawiono przy żłóbkach przedstawienia teatralne zwane jasełkami. W Polsce najbardziej znanym utworem tego gatunku jest „Polskie Betlejem" autorstwa Lucjana Rydla.

WIECZERZA WIGILIJNA

Uroczystość Bożego Narodzenia wprowadzono do kalendarza świąt kościelnych w IV wieku. Dwieście lat później ustaliła się tradycja wieczornej kolacji, zwanej wigilią. Wieczerza wigilijna jest niewątpliwie echem starochrześcijańskiej tradycji wspólnego spożywania posiłku, zwanego z grecka agape, będącego symbolem braterstwa i miłości między ludźmi. Gdy w drugiej połowie IV w. Synod w Laodycei zabronił biesiadowania w świątyniach, zwyczaj ten przeniósł się do domów wiernych. W Polsce Wigilię zaczęto obchodzić wkrótce po przyjęciu chrześcijaństwa, choć na dobre przyjęła się dopiero w XVIII w.

Wigilia (łac. czuwanie) – pierwotnie oznaczała straż nocną i oczekiwanie. W słowniku kościelnym nazywa się tak dzień poprzedzający większe święto. Dawniej w każdą wigilię obowiązywał post. Do stołu wigilijnego siadano, gdy zabłysła pierwsza gwiazda. Miała ona przypominać Gwiazdę Betlejemską prowadzącą pasterzy i magów do Betlejem.

Na wschodzie Polski i na Ukrainie pierwszą potrawą jest kutia – pszenica lub jęczmień zaprawiana miodem, migdałami i śliwkami. Po modlitwie i czytaniu Pisma Świętego następuje podzielenie się opłatkiem, który jest symbolem Eucharystii.

W północnej Anglii jeszcze do połowy XX wieku podawano w Wigilię „mugga”, czyli owsiankę z miodem. Zwyczaj ten pochodził jeszcze z czasów Wikingów. W Szkocji tradycyjnie spożywa się „Athol Brose” – owsiankę z whisky.

W Walii tradycją jest Calennig – jabłko, ustawione na trójnogu z patyczków, naszpikowane migdałami, goździkami i innymi przyprawami oraz przybrane zielenią. Chodzące po kolędzie dzieci ofiarowują je w zamian za małe datki.

W Norwegii podczas Wigilii podaje się żeberka świni i gotowane mięso owcze lub specjalne danie przygotowane z solonej i gotowanej ryby, która wcześniej leżała w ługu sodowym przez 2-3 dni. Potrawę tę, podawaną z boczkiem, nazywa się Lutefisk.

W Szwecji tradycyjna uczta wigilijna składa się z rozmoczonej suszonej ryby, galarety, wieprzowej głowizny i chleba. We Włoszech podaje się ravioli z mięsnym farszem i ciasto drożdżowe z korzeniami. W Danii je się słodki ryż z cynamonem i pieczoną gęś z jabłkami.

Peruwiańskim przysmakiem podczas świąt Bożego Narodzenia są świnki morskie. Mięso tych zwierząt ma niewiele tłuszczu i jest tanie, dlatego może być świetną alternatywą dla wieprzowiny. Tradycja jedzenia świnki morskiej jest bardzo silna w andyjskich krajach. Na dowód tego, w katedrze w dawnej stolicy imperium Inków – Cusco, na obrazie przedstawiającym ostatnią wieczerzę, Chrystus i jego uczniowie jedzą właśnie świnkę morską.

Tradycyjnie w całej Ameryce Łacińskiej na Wigilię nie może zabraknąć kakao z mlekiem i babki z rodzynkami, zwanej „panetón" (od słowa „pan”, które oznacza chleb). Jest to zwyczaj pochodzący z Włoch, ale rozpowszechniony w wielu krajach. Ostatnio coraz popularniejszy staje się też szampan, którym jest musująca „sidra", czyli wino z jabłek.

PASTERKA

Pasterka jest pamiątką z pierwszych wieków chrześcijaństwa, kiedy nabożeństwa nocne należały do stałej praktyki Kościoła. Pierwsze Msze św. o północy 24 grudnia sprawowano w Betlejem. W Rzymie zwyczaj ten znany był już za czasów papieża Grzegorza I Wielkiego, pasterkę odprawiano przy żłóbku Chrystusa w bazylice Matki Bożej Większej. Charakter tej liturgii tłumaczą pierwsze słowa invitatorium, wprowadzenia do Mszy: „Chrystus narodził się nam. Oddajmy mu pokłon".

CHOINKA

Zwyczaj ten pochodzi jeszcze z czasów pogańskich, rozpowszechniony był wśród ludów germańskich. Wierzono, że szpilki jodłowe chronią przed złymi duchami, piorunem i chorobami. W czasie przesilenia zimowego zawieszano u sufitu mieszkań jemiołę, jodłę, świerk lub sosenkę jako symbol zwycięstwa życia nad śmiercią. Kościół chętnie ten zwyczaj przejął. Choinka stawiana była na znak narodzin Jezusa Chrystusa – rajskiego drzewka dla ludzkości.

Starożytni Rzymianie ozdabiali swoje domy wiecznie zielonymi roślinami, np. jemiołą, bluszczem, laurem, kiedy przygotowywali się do obchodów przypadających w dniach 17-24 grudnia święta boga urodzaju, Saturna. Odbywały się wtedy procesje ze światłem i obdarowywano się prezentami.

Najstarsze pisemne świadectwo o ozdobionym na Boże Narodzenie drzewku pochodzi z 1419 r. Wtedy to niemieccy piekarze z Fryburga ustawili choinkę w szpitalu Świętego Ducha, przybierając ją owocami, opłatkami, piernikami, orzechami i papierowymi ozdobami. Od XVI w. zwyczaj ten rozpowszechnił się wśród cechów i stowarzyszeń w miastach, a także w domach starców i szpitalach.

Do Polski zwyczaj stawiania choinek w domach przeniósł się z Niemiec w XVIII w. Jednak już znacznie wcześnie w naszym kraju przybierano dom na wigilię Bożego Narodzenia. W izbie zawieszano podłaźniczkę i sad oraz ustawiano snopy zboża.

Podłaźniczka jest to choinka z uciętym wierzchołkiem, przybrana jabłkami i orzechami i zawieszana nad drzwiami sieni. W domu stawiano ją w kącie centralnego pomieszczania, tzw. czarnej izby. Była symbolem życiodajnej siły słońca, stanowiła ochronę gospodarstwa od złych mocy i uroków.

Zwyczaj choinkowy rozpowszechniony jest niemal na całym świecie. W święta Bożego Narodzenia umieszcza się choinki w kościołach i domach, na placach i w wystawowych oknach. Najdroższą choinkę wystawiła pewna firma jubilerska w Tokio, w 1975 r. Oceniono ją na blisko trzy miliony dolarów. Najwyższa choinka stanęła przed wiedeńskim ratuszem w tym samym roku, a liczyła 30 metrów.

W Burundi tradycyjną bożonarodzeniową choinkę zastępują bananowce. Znaleźć je można w każdej szopce w tym kraju. Zgodnie z lokalną tradycją symbolizują one szacunek, z jakim witany jest rodzący się Jezus. Banan jest w Burundi symbolem przywitania gościa, dlatego nawet gdy prezydent kraju udaje się z wizytą do jakiegoś miasta, to trasę jego przejazdu dekoruje się młodymi bananami.

W Indiach w roli choinek występują drzewka mango. Tak samo przybiera się je ozdobami i słodkościami.

KOLĘDY

W dorobku kulturalnym i folklorystycznym Polska jest jednym z krajów, które mają najwięcej kolęd. Nasza tradycja zna ich blisko 500.

Najbardziej znaną, choć nieznanego autorstwa, jest „Cicha noc" śpiewana w 175 językach, w najodleglejszych zakątkach świata. Po raz pierwszy kolędę tę wykonano z akompaniamentem gitary podczas pasterki w 1818 r. w kościele św. Mikołaja w Oberndorfie koło Salzburga. W następnych latach śpiewano ją na dworze cesarza Franciszka Józefa. Zarejestrowano już ponad tysiąc wersji tej kolędy.

W Polsce z kolędowaniem łączy się zwyczaj przebierańców. Pierwotnie, już od XVI w. Polsce żacy, dziś chłopcy przebierają się za Heroda, trzech króli, śmierć, pasterzy, turonia. Śpiewają kolędy, niosą szopkę lub gwiazdę. W czasie od Bożego Narodzenia do uroczystości Objawienia Pańskiego obchodzą domy i zbierają dary.

ŻYCZENIA I PODARKI

Łącznie w całym świecie liczba wysyłanych kartek bożonarodzeniowych sięga kilku miliardów. W krajach anglosaskich jest to zwyczaj tak popularny, że na jedną osobę przypada średnio kilkanaście świątecznych kart. Istnieją całe firmy wydawnicze specjalizujące się w tej dziedzinie.

W USA dzieci telefonują do św. Mikołaja, a ten zjeżdża tam na spadochronie, bądź przyjeżdża na saniach. Warto zauważyć, że jego współczesny wizerunek – gromko śmiejącego się brodacza w czerwonym kaftanie wymyśliła Coca-Cola. Koncern ten użył w swojej reklamie postaci św. Mikołaja po raz pierwszy w 1930 r.

W Anglii dzieci stawiają w przedsionku swoich pokoi buty lub pończochy, a św. Mikołaj napełnia je w nocy łakociami. W Holandii przyjeżdża na białym koniu, a dzieci piszą do niego listy. Ma w różnych krajach różne nazwy: Santa Claus, Pan Heilige Christ, Befana, Dziadek Mróz.

Prezenty we Francji przynoszą, w zależności od regionu i rodzinnych tradycji, Aniołek, Dzieciątko Jezus lub, najpopularniejszy i najbardziej podobny do św. Mikołaja, „Pere Noël”. Pozostawia on, niezauważony, podarki w świąteczny poranek 25 grudnia. Wieczorem 24 grudnia należy zostawić pod choinką parę własnych butów, aby Pere Noël wiedział, gdzie położyć nasz prezent.

BOŻE NARODZENIE W EUROPIE ZACHODNIEJ

Święta Bożego Narodzenia w Wielkiej Brytanii już dawno zatraciły swój religijny charakter i stały się po prostu dniami wolnymi od pracy, kiedy to można najeść się do syta, odebrać prezenty, odwiedzić rodzinę i znajomych i nacieszyć oko świątecznymi ozdobami.

O godzinie 15.00 cały kraj zamiera przed telewizorami, gdyż o tej porze królowa wygłasza doroczne, dziesięciominutowe przemówienie do swoich poddanych. Słuchają go obowiązkowo wszyscy – nawet antymonarchiści. Pod koniec obiadu pociąga się tzw. crackersy, czyli ładnie opakowane tubki tekturowe, w których znajduje się kapiszon, wybuchający przy rozrywaniu papieru, a także drobne bibeloty i żarty (na ogół kompletnie niezrozumiałe dla cudzoziemców) zapisane na kawałku papieru. Mężczyźni po obiedzie często wymykają się do lokalnego pubu, a żony sprzątają i zmywają stosy naczyń.

Występuje tam zwyczaj całowania się pod jemiołą, praktykuje się go szczególnie na biurowych, przedświątecznych „parties”, odbywających się bądź to w biurach, bądź też w wynajętych salach pubowych. Tradycyjne też bogato dekoruje się ulice, sklepy i domy prywatne.

W Irlandii nadal jeszcze utrzymuje się w Wigilię starodawny zwyczaj stawiania w oknie zapalonej świecy, mającej wskazywać drogę obcemu wędrowcowi i gotowość przyjęcia go pod dach, tak jakby się przyjmowało Świętą Rodzinę. Na wsiach przed świętami myje się domy i budynki gospodarskie oraz bieli je wapnem na cześć nadchodzącego Chrystusa.

We Francji Boże Narodzenie obchodzi się przede wszystkim jako święto rodzinne, które niestety wiele straciło ze swego religijnego charakteru. Można to zrozumieć w kraju, w którym stale praktykuje zaledwie 8 proc. z 70 proc. jego mieszkańców, deklarujących się jako katolicy. W dni ważnych świąt kościelnych notuje się jednak znacznie wyższy, dochodzący do blisko 30 proc., napływ ludzi do kościołów. Drugi dzień świąt jest normalnym dniem roboczym.

We Francji na świateczny stół podaje się ostrygi, kaszankę i pieczonego indyka. W zachodniej Europie coraz częściej, szczególnie w dużych miastach, na świąteczny obiad wychodzi się cała rodziną do dobrej restauracji.

Tradycyjne francuskie desery to „buche de Noël” – bożonarodzeniowe polano i „mendiants” – żebracy. Pierwsza z tych potraw to rolada z kremem lub lodami, imitująca grubą gałąź – polano, które niegdyś wkładano do kominka, by ogrzało dom po powrocie rodziny z pasterki. Ciasto polewa się czekoladą i ozdabia motywami „leśnymi”. Mendiants, znane głównie na południu kraju, to kruche okrągłe ciasteczka, bogato ozdobione bakaliami, które oznaczać mają brązowe kolory habitów zakonów żebraczych.

Niewątpliwie do najważniejszych atrakcji świątecznego stołu należą też czekoladki. W wielu domach robi się jeszcze okrągłe miękkie czekoladki, ale na ogół są one kupowane. Paczuszka eleganckich czekoladek z renomowanej cukierni stanowić może doskonały prezent pod francuską choinkę.

Francuzi zwracają też ogromną uwagę na wina, które towarzyszą świątecznym potrawom, a szampan (w najgorszym wypadku dobre wino musujące) jest nieodłącznym elementem świątecznego posiłku.

W Wielkiej Brytanii w dzień Bożego Narodzenia obowiązkowo na stole pojawia się indyk, z farszem (ale podawanym osobno) z bułki tartej i przypraw oraz brukselka. Na deser pudding na gorąco, czyli gotowana na parze masa z suszonych owoców, bułki tartej i łoju, podawany z gęstymi sosami na bazie brandy lub rumu, podaje się ponadto „mince pies”, czyli ciastka nadziewane suszonymi owocami i czekoladową roladę albo tort z twardym jak kamień lukrem. Wieczorem je się na ogół zimną wędlinę, przede wszystkim szynkę.

Francja nie zna opłatka i zwyczaju dzielenia się nim, a jego rolę w instytucjach spełniają spotkania z okazji tradycji „migdałowego króla”. Organizuje się je od Trzech Króli w praktyce przez cały styczeń wokół okrągłego ciasta drożdżowego bądź francuskiego z migdałowym nadzieniem. Są one okazją do składania życzeń współpracownikom, wyborcom, klientom itp. Podobnie, kartki z życzeniami (raczej noworocznymi niż świątecznymi) wysyłane są z reguły dopiero po Nowym Roku i przychodzą przez cały styczeń.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

I miejsce w XX Konkursie Literackim im. prof. Zofii Martusewicz

2019-12-16 12:24

Temat: „Szukałem was, a teraz wy przyszliście do mnie i za to wam dziękuję”

Jan Paweł II

Aleksandra Chazy

Liceum Ogólnokształcące im. Mikołaja Kopernika w Częstochowie

Opiekun: Szymon Ziętal

„I za to Wam dziękuję”

Bywają w życiu chwile, gdy zaczynamy wątpić. Nie wierzymy w siebie. Przestajemy wierzyć w innych. Tracimy wiarę w Boga. Ulewne deszcze łez pojawiają się każdej nocy. Burza rozpętana na dnie serca wydaje się trwać bez końca. Nic nie jest w stanie nas pocieszyć. Nic nie jest w stanie sprawić, aby na naszych twarzach pojawił się uśmiech. Co wtedy czujemy? Smutek? Złość? Żal? Jesteśmy przekonani, że nie ma dla nas nadziei. Szanse, które zesłał los, zostały niewykorzystane. Ludzie, którzy mieli na zawsze pozostać w naszym życiu, nagle z niego odeszli. Szczęście, które do tej pory nam sprzyjało, prysło niczym bańka mydlana. Sytuacja, w której tkwimy, jest sytuacją niemalże beznadziejną. Nie ma z niej takiego wyjścia, które mogłoby nas usatysfakcjonować, a mimo to szukamy. Szukamy, choć sami nie wiemy czego. Szukamy, choć nie wierzymy, że kiedykolwiek to odnajdziemy. Szukamy bez map, drogowskazów i często po omacku. Szukamy, przemierzając czarne górskie szlaki, drepcząc nieopodal urwiska, stojąc nad przepaścią. Niczym niewidomi, wyciągamy przed siebie ręce, aby odnaleźć. Szukamy obecności. Szukamy kogoś, kto mógłby po prostu być. Kogoś, od kogo niczego więcej nie musielibyśmy i nie chcielibyśmy wymagać. A co najważniejsze, szukamy kogoś, kto tak bardzo pragnąłby znaleźć nas.

Słowa Jana Pawła II wypowiedziane na Placu św. Piotra są wskazówką dla ludzkości. Prezentem od Ojca dla przyszłych pokoleń. Jan Paweł II powiedział bowiem: „Szukałem was, a teraz wy przyszliście do mnie i za to wam dziękuję”. Czyż nie tak powinien funkcjonować nasz świat? Czyż nie tak powinniśmy funkcjonować my wszyscy?

Dostaliśmy największy dar i przywilej, jaki można sobie było wymarzyć. Obdarzono nas życiem. Dano czystą kartkę i pióro z wiecznym wkładem. Pozwolono tworzyć, działać i rozwijać się. Sprawiedliwie rozdano szanse. Dano możliwość odczuwania, przeżywania i dążenia do własnego szczęścia. Nie zakazano przyjemności. Nie zabrano nam wolnej woli, swobody i dowolności. Pozwolono wręcz być, kim tylko się zechce, robić, co tylko się kocha oraz żyć według siebie samego. Wprowadzono tylko jedną żelazną zasadę. Zasadę, zgodnie z którą powinniśmy być dla siebie i szukać się nawzajem, darząc się przy tym miłością, szacunkiem i troską o wspólne szczęście. To tak, jakby Bóg chciał nam powiedzieć: „Dawajcie sobie obecność, bowiem dopóki jedno drugiego szuka, dopóty jedno drugie znajduje”.

Wyobraźmy sobie dwoje ludzi, którzy się kochają. Spotkali się na pewnym skrzyżowaniu swoich życiowych dróg i od tej pory już razem szli przez życie jedną, wspólną drogą. Szukali się, choć sami nie byli tego świadomi. Sam proces poszukiwania rozpoczyna się bowiem w sercu. Chcemy być, więc jesteśmy. Będąc, wystawiamy swoją obecność na zewnątrz. Inni ludzie również nieświadomie ją dostrzegają. Ten, kogo będziemy mieli odnaleźć, zauważy naszą obecność, przygarnie ją do siebie i zaopiekuje się nią na zawsze. Ale nie tylko w miłości się szukamy. Szukamy się nawzajem przez całe życie. Matka szuka swojego dziecka. Brat szuka swojej siostry. Przyjaciel szuka swojego przyjaciela. Nauczyciel szuka swoich uczniów, a właściciel firmy szuka pracowników. Wszyscy kogoś szukamy. A znajdując jedną osobę, wcale nie zaprzestajemy poszukiwań.

Rodzice, oczekując swojej pociechy, stale jej szukają. Darząc się nawzajem uczuciem, tworzą owoc tego związku. Kupują ubranka, szykują wyprawkę, remontują pokój czy zmieniają mieszkanie na nowsze i większe, specjalnie na potrzeby nowego członka rodziny. Ale czy tylko rodzice szukają swojego dziecka? Nie. Ono również ich szuka. Szuka ich w każdym biciu swojego małego serduszka, w każdym oddechu, w każdym ruchu, jaki wykonuje, będąc jeszcze w brzuchu mamy. Gdy przychodzi na świat, dalej szuka. Szuka rodziców w pierwszych słowach, w pierwszych gestach i w pierwszych krokach. Szuka ich później na wspólnych wakacjach, podczas szkolnej nauki czy nawet po wyjeździe na studia. Szuka ich, mając swoją żonę lub męża, rozpoczynając pracę zawodową czy posiadając już własne dzieci. Rodzice, również szukają go, gdy upada po raz kolejny, ucząc się chodzić. Gdy wypowiada pierwsze „mama” i pierwsze „tata”. Gdy wychodzi z domu z koleżankami i kolegami i wraca późną nocą. A wreszcie, gdy wyprowadza się do własnego mieszkania i zakłada swoją rodzinę. Szukają go przez całe swoje życie. Na tym bowiem polega szukanie. Na tym bowiem polega sens naszego istnienia. Szukamy się, aby siebie odnaleźć, ale gdy już się nawzajem odnajdujemy, nie przestajemy się szukać. Jan Paweł II powiedział kiedyś: „Ludzi można spostrzec, zamykając oczy”. Miał wielką rację, bowiem fakt, że widzimy, wcale nie ułatwia nam poszukiwań. Widząc, dostrzegamy to, co złe, negatywne i brzydkie w drugim człowieku. Często są to rzeczy nieistotne i zupełnie nieświadczące o jego wartości, ale przez to, że zauważyliśmy je jako jedne z pierwszych cech, zaprzestajemy naszych poszukiwań. To błąd. Z szukaniem bowiem jest jak ze zwiedzaniem świata. Niezbędnikiem każdego podróżnika jest kompas, który wskazuje kierunek, a więc i cel każdej podróży. Bez niego nie sposób uniknąć pomyłek, błądzenia i częstego zbaczania z trasy. Naszym wewnętrznym kompasem jest serce. To nim powinniśmy się kierować podczas szukania. Tylko ono kocha prawdziwie, tylko jego nie da się oszukać. Szukając oczyma, zbłądzimy. Szukając sercem, odnajdziemy się.

Słowa, które są myślą przewodnią niniejszego tekstu, Jan Paweł II skierował do młodych ludzi. Zaskoczony faktem, iż na Plac św. Piotra przybyło ich tak wielu, wyraził swoją wdzięczność i tym samym przekazał im największą mądrość, którą powinni się w życiu kierować. Nie ma bowiem piękniejszego czasu dla człowieka niż młodość. W młodości wszystko się liczy, wszystko jest ważne i nic niczego nie przekreśla na stałe. Młodym ludziom wiele się wybacza. Młodym ludziom na wiele się pozwala. Młodość rządzi się swoimi prawami, ale tylko w młodości jest nadzieja. Nadzieja na lepsze jutro, na dobrą przyszłość, na spokojne lata. Młodzi ludzie często sami nie są świadomi daru, jaki właśnie przeżywają. Mają w ręku walizkę, jeszcze lekką, prawie zupełnie niewypełnioną. Idą przez świat, wymachując ją radośnie. Doświadczają pierwszych sukcesów. Otrzymują dyplomy i świadectwa potwierdzające ukończenie szkół, kursów czy praktyk zawodowych. Zakochują się. Poznają przyjaciół na całe życie. Rozpoczynają pracę. Zakładają rodziny. Dalej idą przez świat, choć ich bagaż jest coraz cięższy. Niełatwo nim już tak sprawnie poruszać. Do pierwszych sukcesów dołączają pierwsze porażki. Pierwsze złamane serca i miłosne rozczarowania. Pierwsze konflikty z przyjaciółmi. Pierwsze zakończone relacje. Pierwsze niezdane egzaminy. Pierwsza utrata pracy. Rozwody. Rozpad rodziny. Bagaż młodych ludzi staje się bardzo ciężki. Ile trudu i wysiłku potrzeba, aby go podnieść. Ilekroć rodzice oraz dziadkowie mówili im: „Pomożemy Ci. Nie dźwigaj tego sam”, tylekroć usłyszeli: „Dam sobie radę. Chcę zostać sam. Nie szukajcie mnie”. Ale oni dalej szukali. Nie przestawali szukać. I dzięki ich poszukiwaniom młodzi ludzie stali się silniejsi. Bagaż, którego kiedyś nie byli w stanie podnieść, nie ciąży im już. Idą z nim dalej przez życie, uzupełniając go stale nowym wyposażeniem. Wiedzą, jak dźwigając przeszłość, podróżować dalej ku lepszej przyszłości. Wiedzą, jak szukać, bo kiedyś ktoś ich znalazł. Znalazł ich i szukał ich dalej. Dzięki temu oni również zaczęli szukać.

Jan Paweł II również szukał młodych ludzi. Byli mu szczególnie bliscy. Stanowili dla niego wzór. Papież darzył ich szczególną sympatią. W młodym człowieku widział bowiem Boga – szansę na lepsze jutro. Widział siłę tego świata. Młodzi ludzie zawsze stanowili dla niego fundament życia. Jan Paweł II bardzo troszczył się o ich los. Dziękując im za to, że go odnaleźli, pragnął im uświadomić, jak bardzo ważne jest, aby oni również odnajdywali siebie nawzajem. Jak ważne jest, aby drugi człowiek czuł ich obecność – nie tę wymuszoną, nie tę z obowiązku oraz nie tę dla zysku. Obecność samą w sobie.

Na koniec warto przypomnieć inne słowa Jana Pawła II, również skierowane do młodych ludzi. Papież powiedział: „Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od Was nie wymagali”. Próbując sprostać własnym wymaganiom i ideałom, łatwiej będzie nam zrozumieć i uszanować cele, marzenia i sposób życia innych osób. Łatwiej będzie żyć, wspinając się na coraz wyższe szczeble ziemskiego istnienia. Co więcej, łatwiej będzie nam się szukać. Łatwiej będzie nam się znaleźć. A w końcu łatwiej będzie nam się jednoczyć w dobru, które spośród wszystkich znanych światu wartości jest wartością nadrzędną i wyjątkową.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem