Reklama

Żydzi dziękowali i płakali

2017-05-18 10:53

Agnieszka Dziarmaga
Edycja kielecka 21/2017, str. 1, 6-7

TD

Z Marcinem Florkiem, pracownikiem Muzeum Ziemi Miechowskiej, o mniej i bardziej znanych przypadkach pomocy Żydom podczas II wojny światowej na ziemi miechowskiej rozmawia Agnieszka Dziarmaga

AGNIESZKA DZIARMAGA: – Problematyka pomocy ludności żydowskiej podczas niemieckiej okupacji na terenie powiatu miechowskiego z l. 1919-1939 dopiero w ostatnich latach zaczyna być gruntownie badana. Jak liczna była ludność żydowska w okresie poprzedzającym Holokaust?

MARCIN FLOREK: – Na terenie rolniczego powiatu miechowskiego w okresie międzywojennym Żydzi stanowili 5,6% ogółu mieszkańców. Ludność ta skupiona była głównie w ośrodkach miejskich. Dla przykładu, podczas spisu ludności w 1921 r. Miechów zamieszkiwało 2707 Żydów i stanowiło to nieco ponad 40% mieszkańców miasta, natomiast ukształtowana pod koniec XIX wieku miechowska gmina żydowska, w skład której wchodzili Żydzi z Charsznicy i Tczycy, w 1929 r. liczyła 3500 Żydów. Relacje między Polakami a Żydami układały się, jeżeli nie neutralnie, to przynajmniej pozbawione były większych napięć. W pozytywnym świetle przedstawił te stosunki Julian Piwowarski, przedwojenny burmistrz Miechowa: „Współżycie z ludnością tak miast, jak i wsi było dobre, spokojne. Kupcy żydowscy prowadzili też handel płodami rolnymi, tak z obszarnikami, jak i drobnymi rolnikami, a także prowadzili eksport zagranicę (...)”.

– Jak wyglądała sytuacja w pierwszych latach wojny?

– Dawny powiat miechowski, powiększony o wschodnią część powiatu olkuskiego i południową część powiatu pińczowskiego, wszedł w skład dystryktu krakowskiego. W większych miastach już od wiosny 1941 r. rozpoczęto tworzenie gett, w Miechowie – 10 lutego 1942 r. W ogromnej ciasnocie stłoczeni zostali nie tylko Żydzi miechowscy, lecz także ci, którzy mieszkali na wsiach i w małych osadach, np. z Książa Wielkiego. Za udzielanie pomocy ludności żydowskiej groził najwyższy wymiar kary – śmierć. Akcję masowej zagadały Żydów w Miechowskiem rozpoczęto w czerwcu 1942 r. wysiedleniem blisko 1400 Żydów ze Słomnik. W Słomnikach zgromadzono Żydów z m.in. Działoszyc, Miechowa i Wolbromia. W listopadzie 1942 r. przystąpiono do drugiego etapu zagłady – definitywnej likwidacji miechowskiego getta. Część Żydów deportowano do Bełżca 7 i 8 listopada, następna wywózka miała miejsce 18 listopada. 19 listopada rozstrzelano kilkaset osób w lesie Chodówki pod Miechowem. Mordowano Żydów na miechowskim kirkucie. Szacuje się, że z powiatu miechowskiego wywieziono po tzw. akcji wysiedleńczej nie mniej niż 19 000 ludzi, w tym prawie 13 000 deportowano do obozu zagłady w Bełżcu, a co najmniej 3 000 zamordowano. 8 listopada 1942 r. Alfons Kalpers wydał zarządzenie o całkowitym usunięciu Żydów z powiatu miechowskiego.

– Jakie postawy i emocje wzbudzała ta zaplanowana i prowadzona w sposób systematyczny przez niemieckiego okupanta zagłada ludności żydowskiej?

– Część Polaków współczuła Żydom. Ogół Polaków, z różnych względów (eksterminacja, terror, bieda, izolacja Żydów, itp.) biernie przyglądał się eksterminacji. Nieliczni, stanowiący zupełny margines (na ogół zdemoralizowane jednostki) brali udział w szabrowaniu resztek mienia żydowskiego czy denuncjowali ukrywające się osoby.
Wieś stwarzała większe możliwości przetrwania. Znamy wiele przypadków takiej pomocy polskich sąsiadów; niektórzy chłopi przypłacili ten czyn miłosierdzia życiem.

– A najbardziej reprezentatywne przykłady?

– Głośną stała się pomoc udzielona Żydom przez polskie rodziny z Wierzbicy i Wolicy. Bronisław Kucharski, który przeżył zagładę swojej rodziny w Wierzbicy w styczniu 1943 r., opowiadał, jak jej członkowie pomagali co najmniej od lata 1942 r. żydowskiej rodzinie Wandersmanów, która ukrywała się w okolicznych lasach. W tę pomoc zaangażowany był wówczas 12-letni Bronisław, który nosił im żywność do kryjówki. Mord dokonany przez ekspedycję karną 29 stycznia 1943 r. w Wierzbicy i Wolicy na rodzinach Gądków, Książków, Nowaków i Kucharskich pochłonął 15 istnień ludzkich za to, że udzielili schronienia Żydom. Żadna z rodzin nie znalazła się na honorowej liście Sprawiedliwych wśród Narodów Świata.

– Do najbardziej znanych egzekucji na Polakach za ukrywanie Żydów należy w rejonie miechowskim bodaj mord na rodzinie Baranków z Siedlisk pod Miechowem?

– 15 marca 1943 r. w Siedliskach bestialsko zostali zamordowani członkowie rodziny Baranków: 44-letni Wincenty i jego o 9 lat młodsza żona Łucja oraz dwaj synowie: 13-letni Henryk i 9-letni Tadeusz. Żydzi przechowywani u Baranków zostali zastrzeleni obok studni na podwórku. Katarzyna Kopeć, macocha Wincentego Baranka, podczas rewizji domu ukryła się za piecem i przeżyła egzekucję. Niemcy pod groźbą pacyfikacji wsi nakazali w ciągu 24 godzin doprowadzić Katarzynę Kopeć na posterunek w Miechowie. Została dowieziona na posterunek policji, gdzie poniosła śmierć. Przyjmuje się, że Żydzi zostali skierowani do Baranków przez Bronisława Falenckiego, pracownika miechowskiego sądu, który wręczył im fałszywe dokumenty i szukał dla nich kryjówki. Był on jednym z członków komórki legalizacyjnej Armii Krajowej, wyrabiającej „papiery osobiste”. Odbywało się to we współpracy z proboszczem miechowskim ks. Janem Widłakiem, który nie tylko wiedział o wszystkich tych działaniach, lecz także czynnie w nich uczestniczył. Od 1942 r. ukrywał u siebie żydowskie małżeństwo Walterów z Wielunia, przywiezione do Miechowa przez bp. Szczepana Sobalkowskiego z Kielc, który przechowywał ich w swoim mieszkaniu, gdzie udzielił im sakramentu chrztu.
Członkowie rodziny Baranków: Wincenty, Łucja, Henryk, Tadeusz i Katarzyna zostali w 2012 r. uhonorowani tytułem Sprawiedliwi wśród Narodów Świata. Co roku, w okolicach 15 marca, organizowane są również w Miechowie uroczystości upamiętniające ich tragiczną śmierć.

– Czy te przykłady wyczerpują listę pomocy niesionej Żydom przez ludność polską okolic Miechowa?

– Jest jeszcze wiele innych historii i dramatów. W Posądzy (gm. Koniusza) 22 czerwca 1943 r. zamordowano 7 osób podejrzanych o ukrywanie Żydów. 18 lutego 1943 r. w Wierzbnie za zorganizowanie przytułku dla Żydów poniosło śmierć trzech innych Polaków. W marcu 1943 r. rozstrzelano w Miechowie część rodziny Michalskich ze Słomnik. Zamordowano również małżeństwo Chybowskich z Rzędowic (gm. Książ Wielki). W kwietniu 1944 r. Niemcy zastrzelili Józefa Wydmańskiego z Krępy, w Giebułtowie (gm. Książ Wielki) za to samo „wykroczenie” zgładzono Stanisławę Konieczną wraz z córką Natalią. Wśród ratujących Żydów na ziemi miechowskiej jest dosyć liczna grupa tych, którzy przeżyli wojnę i po wielu latach zostali uhonorowani tytułem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata. W tym gronie znalazła się m.in.: Józefa Genderka-Moskowczanka, mieszkanka Miechowa, która od listopada 1942 r. opiekowała się małą Chaną Apelsztajn. Teresa Prekerowa, badająca pochodzenie i działalność zawodową ludzi ratujących Żydów, na podstawie analizy 900 teczek w Yad Vashem ustaliła, że wśród 2000 osób zaangażowanych w pomoc, około 50% to przedwojenni przyjaciele, sąsiedzi, niejednokrotnie będący w bliskich relacjach. Przykładem jest historia przyjaźni Aleksandra Hebdowskiego, rolnika z Nasiechowic i Jecheskiela Wajnreba. Mniej znane są przykłady ratowania Żydów przez ludność Wysocic, gdzie mieszkały rodziny Szyncelów oraz Janczarskich. W okolicach Pieczonóg i Gruszowa rodzina Celuchów zaproponowała schronienie Figowiczom, zaprzyjaźnionym Żydom z pobliskiego Nadzowa.

– Zawsze za taką decyzją stał ogromnie trudny wybór…

– Zimą 1943 r. w progu miechowskiego domu Karola Naziemca stanęło trzech braci Czajkowskich, Żydów. Poprosili o ratunek. Ogromne musiały być dylematy ojca siedmiorga dzieci, z jednej strony mającego świadomość konsekwencji, z drugiej zaś wrażliwego na cudze nieszczęścia. Wkrótce z prośbą o pomoc zwróciło się jeszcze dwóch innych Żydów, braci Kajzerów. Zostali oni ukryci w podziemnych bunkrach, które razem z gospodarzem wykopali. Bunkry połączone były tunelem, prowadzącym do studni na podwórku. Do schronu wchodziło się specjalnym wejściem, w chlewie pod żłobem. Schron wyposażony był w piecyk, miał wentylację i światło. Wieczorem, po zaśnięciu dzieci, ukrywający się przychodzili na kolację. W grudniu 1944 r., przed świętami Bożego Narodzenia, do mieszkania Naziemca wpadli żandarmi niemieccy i dokonali rewizji. Niczego podejrzanego jednak nie znaleźli. Zimą 1945 r. Czajkowscy i Kajzerowie opuścili kryjówkę Naziemca. „Żydzi przyszli do mnie zimą i płakali – wspominał Karol Naziemiec – odchodzili zimą i też płakali. Tyle, że ze szczęścia. Chcieli mi potem zapisać to, co mieli tu, w Miechowie; szóstą część kamienicy. Nie przyjąłem. Przyjmowałem to, co mi dawali na swoje utrzymanie. To mogłem przyjąć”. Po wojnie wyjechali oni z Polski do Ameryki Południowej, Izraela oraz do RFN. Powrócił również z robót w Niemczech najstarszy syn Naziemca, Zygmunt. Ta skromna i cicha rodzina, nieszukająca bogactw ani nagród zasłużyła na tytuł Sprawiedliwych. Wypada mieć nadzieję, że zostanie nim uhonorowana.

Tagi:
wywiad

Kandydaci do kapłaństwa odzwierciedlają nasze społeczeństwo

2018-04-20 17:57

Rozmawiał Dawid Gospodarek / Warszawa (KAI)

Kandydaci do kapłaństwa w sensie psychologicznym i socjologicznym odzwierciedlają nasze społeczeństwo i Kościół w Polsce - mówi KAI ks. Wojciech Wójtowicz, przewodniczący Konferencji Rektorów Wyższych Seminariów Duchownych. W wywiadzie mówi m.in. o spadku powołań, profilu kandydatów do kapłaństwa oraz o formacji seminaryjnej. 22 kwietnia, w Niedzielę Dobrego Pasterza, obchodzony będzie Światowy Dzień Modlitw o Powołania.

B.M. Sztajner/Niedziela

Dawid Gospodarek (KAI): Mówi się często o kryzysie powołań. Czy rzeczywiście da się dostrzec niepokojący spadek?

Ks. Wojciech Wójtowicz: Nie używałbym tu słowa „kryzys”, ale właśnie „spadek”. Porównajmy na przykład pielgrzymki seminariów na Jasną Górę. W 1999 roku była pierwsza taka pielgrzymka i uczestniczyło w niej dokładnie dwa razy tyle alumnów, co podczas tegorocznej, która odbyła się w minionym tygodniu. Wtedy w seminariach było prawie 7 tysięcy kleryków, dzisiaj nieco ponad 3 tysiące.

- Dlaczego więc nie mówić o „kryzysie”?

- – Słowo „kryzys” wydaje mi się niezbyt adekwatne, dlatego że poza pewnymi oczywistymi problemami wewnątrzkościelnymi, problemami z religijnością młodzieży, mamy do czynienia również z czynnikiem socjologicznym – ostatnich latach demografia załamała się bardzo mocno. Spadek i doświadczenie braku w niektórych diecezjach czy wspólnotach zakonnych są dość mocno odczuwalne. Przyczyny są jednak wieloaspektowe. W perspektywie ogólnopolskiej „kryzys” wydaje się zbyt dużą kategorią.

- Jacy mężczyźni pukają dziś do seminaryjnych furt?

- – Mężczyźni tacy, jakie jest dzisiejsze społeczeństwo, dzisiejszy świat. Czyli bardzo różni – z nadziejami i pragnieniami takimi, jakie występują w świecie i Kościele. Motywowani ewangelicznie, ale też z bagażem trudności, trosk i problemów charakterystycznych dla współczesnego świata. W sensie psychologicznym i socjologicznym odzwierciedlają oni nasze społeczeństwo i Kościół w Polsce.

- Można wskazać na jakieś cechy wspólne?

- – Gdyby poszukać wspólnego mianownika, można zauważyć, że duża część z kandydatów do kapłaństwa odbywała formację w różnych wspólnotach kościelnych. W większości polskich diecezji to wspólnoty, ruchy czy stowarzyszenia apostolskie są miejscami, w których rodzą się nowe powołania kapłańskie.

- Czy dzisiejsi kandydaci różnią się czymś od tych z poprzednich pokoleń?

- – Osobiście uważam, że są to mężczyźni być może nawet piękniejsi w sferze motywacji niż dawniej. Dzisiaj kandydaci zdają sobie sprawę, że idą do świata, który jest bardzo często wrogo nastawiony do Ewangelii, kontestacyjny. Mimo świadomości, że misja kapłańska, apostolska, którą wybierają, nie jest łatwa - oni przychodzą.

- Wspomniał Ksiądz o trudnościach, z którymi przychodzą kandydaci. Może Ksiądz podać jakieś przykłady?

- – One są często wyniesione po prostu z życia rodzinnego. Znamy kondycję polskiej rodziny, która jest często bardzo poraniona. Jeśli klerycy wychowywali się w rodzinach niepełnych, w rodzinach targanych różnymi trudnymi życiowymi doświadczeniami, niosą to w sobie – w postaci trudnej do określenia własnej tożsamości osobowościowej, w postaci lęków, napięć. W końcu noszą też te wszystkie symptomy typowe dla współczesnego młodego pokolenia, takie jak oddziaływanie mediów, bardzo duża i bardzo aktywna obecność w przestrzeni świata wirtualnego – czasem młodzi potrafią być bardziej w świecie wirtualnym niż realnym.

- Jak naprzeciw tym problemom wychodzą formatorzy seminaryjni?

- – Jeśli chodzi o tego typu kwestie, mamy do czynienia z całą paletą formacyjną. Trzeba pamiętać, że seminarium zawsze oferuje na początku drogi formację ludzką, bo dużo problemów, z którymi młodzi przychodzą, dotyczy właśnie tej ludzkiej sfery. Dlatego oprócz kierownictwa duchownego i pracy z ojcem duchownym, w wielu seminariach, jeśli jest taka potrzeba, zapewniona jest możliwość pracy psychologicznej. Ale coraz częściej seminaria otwierają się na różnego rodzaju formy warsztatowe.

- A jak to jest w seminarium, któremu Ksiądz szefuje?

- – U nas dobrze przyjęły się właśnie takie warsztaty. Na roku propedeutycznym są warsztaty rozwoju osobowościowego, komunikacji interpersonalnej, także warsztaty relacji z kobietami czy budowania własnej tożsamości męskiej. Paleta takich propozycji rozwoju psychopedagogicznego jest naprawdę bardzo duża, w różnych formach występuje także w wielu innych polskich seminariach.
***
Ks. dr Wojciech Wójtowicz – rektor Wyższego Seminarium Duchownego diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej i przewodniczący Konferencji Rektorów Wyższych Seminariów Duchownych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Powstanie film o ks. Dolindo!

2018-04-20 18:42

Agnieszka Bugała

Pierwszy w Polsce dokument filmowy o życiu i misji ks. Dolindo Ruotolo, mistyka z Neapolu, ma szansę powstać już niebawem.


Sutanna i płaszcz były pierwszym w życiu nowym odzieniem, które dostał Dolindo.Dotąd biegał bez butów i w za dużych ubraniach po ojcu

Każdy z nas, kto zetknął się z włoskim kapłanem i doświadczył jego orędownictwa, kto pielgrzymował już do jego grobu, albo modli się za jego wstawiennictwem w domu, bo nie dane mu będzie uklęknąć i zapukać w płytę grobowca, może włączyć się w dzieło powstania filmu, dokładając swoją cegiełkę.

Fundacja „Solo Dios Basta” – organizator „Wielkiej Pokuty” i „Różańca do granic”, Joanna Bątkiewicz-Brożek – autorka pierwszej i jedynie rzetelnie udokumentowanej biografii ks. Dolindo oraz Filmowy Ruch Ewangelizacyjny proszą o wsparcie tego dzieła.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Dzieci, które potrzebują miłości

2018-04-21 21:01

Pan Kazimierz Szałata odwiedził Wybrzeże Kości Słoniowej i spotkał się 21 kwietnia br. w miejscowości Divo z dziećmi chorymi na najbardziej zjadliwą postać trądu "ulcère de Buruli".

Archiwum Kazimierza Szałaty
Zobacz zdjęcia: Fotorelacja z Wybrzeża Kości Słoniowej

Z dziećmi, które pragną uwagi i ciepła, spędził cały dzień. – Warto było spędzić 14 godzin w samolocie do Abidżanu, a później jeszcze kilka godzin w samochodzie po bezdrożach Afryki - pisze p. Kazimierz Szałata.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem