Reklama

Uczyłem się od nich

2017-05-17 09:43

Z abp. Mieczysławem Mokrzyckim rozmawiał ks. Robert Gołębiowski
Niedziela Ogólnopolska 21/2017, str. 13-16

Bożena Sztajner/Niedziela

Z abp. Mieczysławem Mokrzyckim – metropolitą lwowskim, sekretarzem św. Jana Pawła II i Benedykta XVI – rozmawia ks. Robert Gołębiowski

Postać abp. Mieczysława Mokrzyckiego, metropolity lwowskiego, jest nam wszystkim doskonale znana. Z wielką miłością w sercu służył on dwóm papieżom - św. Janowi Pawłowi II oraz Benedyktowi XVI jako ich sekretarz, a zarazem powiernik wielu tajemnic serca. Jest świadkiem prawdy o heroicznym życiu Papieża Polaka, jako wierny uczeń wypełnia jego duchowy testament.
Pasterz Kościoła lwowskiego często przybywa do Polski, by ubogacać nas orędziem o świętości życia Jana Pawła II, a także by ofiarowywać bezcenną cząstkę papieskich relikwii. Podczas wizyty w Szczecinie poprosiliśmy abp. Mokrzyckiego o podzielenie się kilkoma osobistymi refleksjami na ten temat.
Ks. Robert Gołębiowski

* * *

KS. ROBERT GOŁĘBIOWSKI: – Księże Arcybiskupie, od 21 października 2008 r. z woli Benedykta XVI pełni Ekscelencja niezwykle ważną historycznie, ale z pewnością i pastoralnie posługę metropolity lwowskiego. Mija 26 lat od odnowienia struktur Kościoła łacińskiego na Ukrainie. Czy mógłby Ekscelencja przybliżyć czytelnikom „Niedzieli” pewien bilans tych lat posługi w Kościele ukraińskim, szczególnie w wymiarze duszpasterskim?

ABP MIECZYSŁAW MOKRZYCKI: – Ojciec Święty Benedykt XVI podjął decyzję o posłaniu mnie do rodzinnej – można tak powiedzieć – archidiecezji lwowskiej, gdyż na jej terenie się urodziłem. Formację kapłańską zdobywałem najpierw w seminarium przemyskim, a później w Lublinie. Święcenia przyjąłem z rąk administratora apostolskiego w Lubaczowie abp. Mariana Jaworskiego. To on w 1991 r. wysłał mnie na studia do Rzymu, gdzie przebywałem do chwili powrotu na ziemię lwowską – najpierw jako koadiutor, by po roku objąć urząd metropolity. Benedykt XVI, żegnając mnie z żalem w sercu i dziękując za lata pracy, mówił o wielkich potrzebach tych ziem i o mojej znajomości ducha tego Kościoła. Mój poprzednik – kard. Marian Jaworski zastał na początku swej posługi zaledwie kilka czynnych kościołów oraz kilku pracujących kapłanów. Ja po przyjściu do Lwowa znalazłem się już w lepszej sytuacji, gdyż było czynnych ponad 300 kościołów i pracowało w duszpasterstwie blisko 150 księży. Swoim zasięgiem nasza archidiecezja obejmuje 4 województwa: lwowskie, tarnopolskie, czerniowieckie i iwanofrankijskie. Obecnie pracują tu kapłani z archidiecezji lwowskiej – jest ich 201. Pomaga im grupa 50 kapłanów z Polski. Mamy wiele zgromadzeń zakonnych, przede wszystkim żeńskich. W ubiegłym roku świętowaliśmy 20-lecie istnienia seminarium w Brzuchowicach. Z pełną świadomością mogę powiedzieć, że nasz lwowski Kościół w dalszym ciągu przeżywa wiosnę, swoiste odrodzenie. Każdego roku tworzą się nowe parafie, budują się również nowe kościoły, w związku z czym dostrzegamy, że coraz więcej ludzi pogłębia swą wiarę w Kościele rzymskokatolickim.

– Jak wygląda statystyka tzw. dominicantes, czyli uczestnictwa wiernych w niedzielnej Eucharystii?

– Kiedyś Ukraina liczyła 52 mln mieszkańców, a obecnie, niestety, ok. 35 mln, gdyż zdecydowana większość emigruje za pracą. Kościół rzymskokatolicki w 7 diecezjach liczy 1,5 mln wiernych, natomiast 4,5 mln to wierni Ukraińskiej Cerkwi Greckokatolickiej. Resztę stanowią prawosławni. Jeśli chodzi o frekwencję na niedzielnej Mszy św., to oceniamy ją na 95 proc. i jesteśmy z tego bardzo zadowoleni.

– Jak po 9 latach pracy we Lwowie ocenia Ksiądz Arcybiskup duchowość swojej archidiecezji? Jakie najważniejsze akcenty składają się na realizowany program duszpasterski?

– Przez minione 9 lat pragnąłem zwrócić uwagę na formację stałą kapłanów przez dni skupienia, spotkania miesięczne w dekanatach oraz spotkania w seminarium lwowskim. Odbywają się tam 2 razy w roku dni skupienia, konferencje i rekolekcje. Ważna jest również troska o nowe powołania. W naszym seminarium kształci się obecnie 25 kleryków, co jest dla nas wielką radością, gdyż wszyscy wywodzą się z archidiecezji lwowskiej. Inne pole pracy to formacja młodzieży, co czynimy przez ruch oazowy czy Kościół Domowy. Chcemy większą troską otoczyć ludzi samotnych i chorych, gdyż z racji wyjazdów młodych za granicę jest ich coraz więcej. Czynimy to w ramach posługi sióstr zakonnych czy wolontariatu. Są już owoce tej pracy. W ubiegłym roku w Brzuchowicach otworzyliśmy Dom Seniora, a w maju tego roku bracia albertyni otworzą we Lwowie przytułek dla bezdomnych. Prowadzone są także świetlice dla dzieci opuszczonych, by zapewnić im ciepły posiłek i spokój podczas odrabiania lekcji. W wakacje staramy się o to, by większość dzieci wyjechała na kolonie, na wypoczynek. Dużo dzieci wyjeżdża do Polski, za co jesteśmy niezmiernie wdzięczni tym wszystkim w Polsce, którzy im to umożliwiają. Zauważam również wzrost zainteresowania pogłębianiem wiedzy teologicznej. Funkcjonują u nas 3 instytuty teologiczne: we Lwowie (120 studentów), katechetyczny w Kamieńcu Podolskim oraz ekumeniczny w Kijowie.

– Przeżywamy 100. rocznicę objawień Matki Bożej w Fatimie. Jak wygląda maryjny rys życia na ziemi lwowskiej?

– Archidiecezja lwowska przed wojną miała wiele sanktuariów, dzisiaj mamy ich tylko kilka. Przed wojną w każdym dekanacie było sanktuarium maryjne. Miało to swoje źródło w ślubach Jana Kazimierza w katedrze lwowskiej. Niezwykle żywy jest w katedrze kult Matki Bożej Łaskawej, który przetrwał najtrudniejsze czasy komunizmu. Warto również zauważyć, że od 6 lat przybywa do Lwowa pielgrzymka rzeszowska, w której idą pątnicy z całej Polski. Niedawno utworzyliśmy w Berdyczowie narodowe sanktuarium Matki Bożej Szkaplerznej i staramy się, aby odżywał kult Matki Bożej. Zwracamy także uwagę na odradzający się ruch pielgrzymkowy. Od kilkunastu lat pielgrzymujemy m.in. do diecezjalnego sanktuarium w Bolszowcach na święto Matki Bożej Szkaplerznej. Cieszę się niezmiernie koronacją figury Maryi w nowo utworzonym sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej w Krysowicach w 100. rocznicę objawień Matki Bożej Fatimskiej. Korony zostały poświęcone przez Ojca Świętego Franciszka 3 maja br. Widać wzrost pobożności maryjnej u naszych wiernych.

– Naród ukraiński krwawi i trwa na modlitwie o pokój. Solidaryzujemy się z cierpiącymi i modlimy się za wszystkich, którzy oddali życie za wolność. Z jaką nadzieją patrzy Ksiądz Arcybiskup w przyszłość i co poza modlitwą może doprowadzić do prawdziwego i trwałego pokoju?

– Jesteśmy bardzo wdzięczni całemu Kościołowi powszechnemu, a w szczególności polskiemu, za tę solidarność z narodem i Kościołem ukraińskim – za modlitwę i pomoc humanitarną. Dziękujemy za troskę wyrażaną przez Ojca Świętego Franciszka oraz kapłanów, którzy niosą konkretną pomoc. Od kilku lat naród ukraiński przeżywa trudny okres. Wojna toczy się na wschodzie, ale jej skutki są odczuwane wszędzie. Cała społeczność jest dotknięta wojną nie tylko materialnie czy ekonomicznie, ale także w wymiarze duchowym. Wielu młodych z zachodniej Ukrainy idzie na front i bardzo często, niestety, ich życie kończy się właśnie tam. U nas, pełni bólu, przeżywamy ich pogrzeby. Dużo ludzi powraca okaleczonych fizycznie i moralnie. Zniszczonych jest wiele kościołów, domów i mieszkań. Moim zdaniem, Ukraina potrzebuje pewnej refleksji i odpowiedzenia sobie na pytanie, dlaczego tak się dzieje. Pan Bóg nie jest Bogiem, który karze swój naród, swoje dzieci, ale daje nam znać, upominając się o swoje prawo miłości do drugiego człowieka. Myślę, że szczególnie ta odpowiedź musi się pojawić teraz, w roku jubileuszu objawień Matki Bożej w Fatimie, która mówiła, że komunizm jest karą za grzechy, za odwrócenie się od Boga, ale jednocześnie wzywała do nawrócenia, pokuty i przeproszenia Pana Boga. Na narodzie ukraińskim nadal ciąży grzech ludobójstwa, do którego trudno mu się do tej pory przyznać i z którego trudno się oczyścić, choć było kilka prób takich postaw, m.in. z okazji 70. rocznicy wydarzeń na Wołyniu. Przykładem tego był wspólny komunikat Konferencji Episkopatu Polski, wydany z Synodem Kościoła Greckokatolickiego, i Konferencji Episkopatu Ukrainy Obrządku Łacińskiego. Niestety, nie został on odczytany na Ukrainie. Wyrażam przekonanie, że dopóki ten naród nie wyzna swej winy, nie stanie w prawdzie i nie oczyści się z tego grzechu, nie będzie mógł cieszyć się błogosławieństwem. Mam jednak nadzieję, że rok fatimski przyczyni się do uświadomienia, iż brak pokoju na Ukrainie domaga się tego gestu, na który czekamy z miłości i z miłością. Potrzeba przeproszenia i przebaczenia za ten wielki grzech ludobójstwa. W tym kontekście modlimy się również o nawrócenie Rosji – aby szanowała inne narody.

– Gościmy Księdza Arcybiskupa na ziemi zachodniopomorskiej, dokąd w ramach przesiedleń i akcji „Wisła” przybyło z rubieży dawnej Rzeczypospolitej bardzo wielu osadników – niemal co trzecia wioska w naszej archidiecezji ma korzenie związane z historią Kresów, Wołynia i innych terenów. Jak przebiegają te sentymentalne spotkania z nimi podczas odwiedzin wielu naszych parafii?

– Jestem niezmiernie wdzięczny abp. Andrzejowi Dziędze za zaproszenie mnie z tygodniową posługą udzielania sakramentu bierzmowania oraz przekazywania relikwii św. Jana Pawła II, którego drugim sekretarzem byłem przez 9 lat. Cieszę się, że jako świadek jego świętości mogę tę jego cząstkę ofiarować tutaj, gdzie żyje tak wielu wiernych mających korzenie czy to na ziemi lwowskiej, czy w innych rejonach Ukrainy. Podczas takich spotkań wielu wiernych i kapłanów z dumą w sercu wspomina, że ich rodzinne korzenie sięgają wschodnich kresów dawnej Rzeczypospolitej. Podobnie jest w archidiecezji wrocławskiej, gdzie biskupi zapraszają mnie „do swoich”. Wszystkich wywodzących się szczególnie z ziemi lwowskiej serdecznie pozdrawiam...

– Przywozi Ksiądz Arcybiskup ze sobą dar nowego wydawnictwa, które swą premierę będzie miało 24 maja br. Jest to książka „Sekretarz dwóch papieży”. Ukazał się już album pod tym tytułem. Ksiądz Arcybiskup udzielił także długiego wywiadu Brygidzie Grysiak. Co wyjątkowego jest w tej nowej książce?

– W nowej książce chciałem pokazać przede wszystkim moją drogę do kapłaństwa i to, jak ważną rolę odgrywały w niej zaufanie i zawierzenie Opatrzności Bożej. Chciałem podkreślić znaczenie i wielkość pontyfikatów św. Jana Pawła II oraz Benedykta XVI.

– Kiedy przegląda się treść tej niezwykle wzruszającej rozmowy, można dostrzec cztery wymiary osobowości Księdza Arcybiskupa naznaczone tym, co dały mu dom rodzinny i formacja seminaryjna, czego nauczyli go Jan Paweł II i Benedykt XVI i jaki wpływ miał na niego Lwów wraz z całym Kościołem ukraińskim. Jak wiele wartości zostało zaszczepionych w sercu Księdza Arcybiskupa... Czy mógłby Ekscelencja krótko scharakteryzować te etapy życia?

– Gdy patrzę na swoje życie, mogę dostrzec, jak bardzo ważny jest w życiu każdego człowieka dom rodzinny. Również istotne były dla mnie formacja intelektualna w szkole, w seminarium i w konsekwencji – praca kapłańska. Dzięki moim rodzicom, rodzeństwu oraz kapłanom, którzy kształtowali moją wiarę przez katechizację, mogę stwierdzić, że niezwykle ważne jest, u czyjego boku się wzrasta i kształtuje swoją osobowość. Miałem zaszczyt budować się postawą dwóch Piotrów naszych czasów, ale także, pracując wcześniej u boku mojego arcybiskupa, kard. Mariana Jaworskiego – jego postawą. To oni zaszczepili we mnie wiele ważnych cech, które ukształtowały moje kapłaństwo. Jan Paweł II był papieżem uniwersalnym, który potrafił swoją osobowością dotrzeć do wszystkich ludzi, niezależnie od kontynentu, rasy czy kultury. Uczył nas takiej otwartości i umiejętności dostrzegania potrzeb każdego człowieka, a jednocześnie nauczył mnie ufności wobec Boga, ogromnej wartości modlitwy, szerszego spojrzenia na świat i Kościół oraz prowadzone duszpasterstwo. Jan Paweł II bardzo wymagał od siebie, ale i od innych, a jednocześnie był ojcem niezwykłej dobroci. Wiedzieliśmy, jakie są jego oczekiwania, i staraliśmy się zawsze je spełniać. Ojciec Święty Benedykt XVI uczył mnie natomiast wielkiej pokory, skromności, delikatności, a także sumienności. Pokazał swoim życiem – a poznałem go najpierw jako kardynała – co to znaczy być człowiekiem wielkiej pracowitości, a jednocześnie niezwykłej wrażliwości. Dostrzegałem w nim człowieka bardzo interesującego się drugim, zatroskanego o niego, ciekawego jego problemów i trosk, a zarazem bliskiego w bezpośredniej relacji.

– Ze łzami w oczach czyta się o odchodzeniu Jana Pawła II do domu Pana. Przeżywał je Ksiądz Arcybiskup w refleksji eschatologicznej. Jakie myśli rodziły się wówczas w sercu?

– Pontyfikat Jana Pawła II był długi, a ja miałem to szczęście być przy nim przez ostatnich 9 lat, gdy stopniowo tracił zdrowie i był coraz mniej sprawny. Przez to jednak wzrastała i pogłębiała się moja z nim więź duchowa i synowska. Każda jego choroba i dolegliwości fizyczne sprawiały ból i nam. Razem z Ojcem Świętym cieszyliśmy się z jego osiągnięć, ale razem również uczestniczyliśmy w jego niemal codziennym cierpieniu. Pan Bóg stopniowo pogłębiał chorobę, stąd też łatwiej i pogodniej było samemu Papieżowi ją przyjmować, a z nim także nam. Kiedy w ostatnich dniach czuliśmy, że odchodzi do Pana, był w nas taki ludzki smutek, poparty jednak nadzieją wieczności. Był to smutek odchodzenia kogoś, kogo bardzo się kochało i kto bardzo mocno kochał Boga, swój Kościół i nas. Pogoda ducha Ojca Świętego koiła także nasz ludzki ból. Widziałem, jak Papież w spokoju przeżywał ostatnie chwile, bez żadnego lęku, tylko z wielkim zaufaniem Panu Bogu. Mogę powiedzieć, że były to najpiękniejsze rekolekcje w moim kapłańskim życiu.

– Współczesny człowiek poszukuje silnych autorytetów. Jak na podstawie służby dwóm papieżom i tego, o czym mówi Ksiądz Arcybiskup w swojej nowej książce, można scharakteryzować budowanie świętości w życiu człowieka wierzącego?

– Jan Paweł II pokazał swoim życiem, co to znaczy budować świętość. Nie tylko młodzieży, ale i nam często przypominał, byśmy rozwijali swoje talenty i wymagali od siebie, nawet jeśli inni od nas niczego nie wymagają, i abyśmy przez swoje życie mogli przejść tak, aby u jego kresu można było powiedzieć: „Słudzy nieużyteczni jesteśmy, wypełniliśmy wszystko, co było możliwe w naszej mocy”. Pokazał nam, jak wypełnić nasze życie dobrą pracą, rzetelną nauką i otwarciem się na drugiego człowieka. To wszystko musi być również pogłębione przez modlitwę i życie pełne wiary.

– Na koniec bardzo prosimy Księdza Arcybiskupa o słowo pozdrowienia i przesłania ze Lwowa dla naszego narodu.

– Jan Paweł II swoim życiem i posługą pokazywał nam – i bardzo chciał, abyśmy to rozumieli – jak bardzo wartości wyrażone w haśle: „Bóg, Honor, Ojczyzna” są związane z życiem każdego człowieka, a w sposób szczególny – każdego Polaka. Uświadamiał nam, że dobro człowieka, dobro narodu zależą także od tego, czy jesteśmy prawdziwymi ludźmi wiary. Pokazał nam również, że odniesiemy pełne zwycięstwo, jeśli będziemy w całkowitej harmonii z Bogiem, jeśli będziemy mieć pokój w swym sercu. Chciałbym, aby wszyscy rodacy Ojca Świętego szli pod tym względem taką samą drogą jak on, by kochali Boga, kochali swoją Ojczyznę i kochali swój Kościół, który pomaga im być dobrymi ludźmi. Z głębi serca proszę również o to, by Polacy swoimi modlitwami pomogli wiernym i całej Ukrainie wejść na właściwą drogę, abyśmy mogli cieszyć się tam odzyskanym pokojem w sercach i w kraju.

– Bóg zapłać za rozmowę. Z racji zbliżających się dwóch jubileuszy: 30-lecia kapłaństwa oraz 10-lecia sakry biskupiej pragniemy życzyć Księdzu Arcybiskupowi asystencji i łask Ducha Świętego w dalszej apostolskiej pracy.

Tagi:
wywiad abp Mokrzycki abp Mieczysław Mokrzycki

Zamiast muzycznej kariery wybrał kapłaństwo

2019-06-26 18:39

Piotr Kołodziejski / Szczecin (KAI)

"Jestem przekonany, że spełniam wolę Bożą. To mnie trzyma tak głęboko jak kotwica" - mówi diakon Maciej Czaczyk, który wraz z dwójką innych kandydatów przyjmie święcenia prezbiteratu w szczecińskiej katedrze. W 2011 roku 17-letni wówczas licealista z Gryfina wygrał telewizyjne "Must be the music". Potem jednak wybrał inną drogę życiową.

Screenshot/www.youtube.com

Piotr Kołodziejski (KAI): Po wygranej w programie była nagrana płyta, a potem... decyzja o wstąpieniu do seminarium. Nie żałujesz tej decyzji z perspektywy lat?

Maciej Czaczyk: - Nie żałuję. To po prostu mega duża przygoda, potężna otwierająca życie. Szczęśliwe życie. Także nie sposób żałować.

KAI: Pamiętam moment, kiedy ogłosiłeś, że wstępujesz do seminarium. W mediach była duża konsternacja. Czy docierały do Ciebie komentarze w stylu "Co ty robisz człowieku?"

- Nie czytałem tych komentarzy, ale przyznam, że w prywatnych wiadomościach docierały do mnie głosy niezrozumienia. Niektórzy krytykowali bardzo mocno i czuli się zawiedzeni. Poniekąd ja sam byłem zaskoczony tą decyzją.

- W jednym z wywiadów powiedziałeś, że „realizacja pasji dla pasji jest pusta”. Co to oznacza?

- Myślę, że na każdym etapie trochę inaczej to rozumiałem. Dziś myślę po prostu, że sam dla siebie nie jestem celem. Moje realizowanie siebie, choć jest piękne i potrzebne, żeby się rozwijać i realizować swoje pasje, jest bardzo potrzebne, ale to nie jest w stanie zaspokoić człowieka. Bo człowiek jest kimś więcej i potrzebuje relacji do drugiego człowieka i miłości do drugiej osoby, żeby dawać z siebie. A nie tylko dziś każdy bardziej realizuje siebie, dla siebie, do siebie. Żeby jednak odbić w drugą stronę. Nie w stronę pasji i realizacji siebie, ale bardziej w stronę bycia dla innych. Jeśli pasja jest tak rozwijana, to jak najbardziej, ale ona wtedy nie staje się celem.

- Mówiłeś też, że jako dziecko chciałeś być księdzem, a więc u Ciebie to chyba nie był taki strzał, że nagle po sukcesie medialnym w konkursie telewizyjnym zdecydowałeś się zostać księdzem, tylko to w Tobie dojrzewało.

- Tak i to od malucha. Nim poszedłem do I Komunii Świętej i bliżej podszedłem do ołtarza, to już były zabawy w księdza. Bawiłem się w moim życiu i to pragnienie było. Tak jak dzieci bawią się w różne zawody. To była jedna z takich zabaw, ale okazuje się, że potem coraz bardziej chciałem iść w tę stronę.

- W tych zabawach bardziej skupiałeś się na głoszeniu kazań, czy to już były pierwsze próby grania na gitarze?

- Nie. Grania na gitarze wtedy nie było. Nie pamiętam czy wygłaszałem wtedy kazania. Pamiętam, że było „przeistoczenie”. Była taka śnieżnobiała cieniutka gąbeczka, materiał okrągły pod różańcem, który miałem. To był taki różaniec z Częstochowy. Spod różańca wyciągnąłem to i to pięknie wyglądało jak hostia. Było takie śnieżnobiałe i wyglądało jak hostia. Pamiętam podnosiłem się to do góry w tej zabawie.

- Wygrywasz konkurs, nagrywasz płytę. Czym dla Ciebie było wtedy szczęście, a czym jest teraz?

- Czułem wtedy na pewno radość. Było wiele emocji, stresu, a szczęście to nie emocje, bo te emocje później opadły, zaczęła się kariera i okazuje się, że to było jakieś puste głębiej. To opierało się tylko na doznaniach, emocjach, które ulatywały. Żyłem od fajerwerków do fajerwerków, od wywiadu do wywiadu, od koncertu do koncertu, żeby zapewnić sobie kolejne radochy życia, od imprezy do imprezy, a szczęście było cały czas niedostępne, nieosiągalne. No i zacząłem szukać.

- Powiedziałeś, że była w pewnym momencie doświadczyłeś pustki. Nie żałujesz więc tego doświadczenia na scenie. Czy ono było potrzebne w twoim życiu?

- Bardzo potrzebne i jestem wdzięczny najpierw Panu Bogu, a potem tym innym, których spotkałem. Wiele mnie nauczyli i to było bardzo cenne. Dziękuję im, że mogłem tego doświadczyć. To było wspaniałe doświadczenie.

- Czy to może być wskazówką dla tych młodych, którzy dziś poszukują swojej drogi i chcieliby jeszcze czegoś spróbować zanim podejmą ostateczną decyzję?

- Zdecydowanie tak. Myślę, że warto rozwijać swoje pasje, talenty i też iść za tym, co w jakiś sposób odkrywamy w swoim życiu i czego pragniemy. Pan Bóg też często w tym jest. Często podsuwa takie pragnienia. Jeśli to są rzeczy, które nas prowadzą do dobrego, to trzeba za tym iść. Na pewno trzeba rozwijać talent i szukać szczęścia, ale polecam to robić z Panem Bogiem.

- Masz poczucie, że spełniasz Wolę Bożą na co dzień?

- Jestem przekonany, że spełniam Wolę Bożą. To mnie trzyma tak głęboko jak kotwica. Mimo różnych uczuć każdego dnia, bo przecież uczucia się zmieniają, mam szczęście i pokój, że bez względu na to, co będzie się działo na morzu, jaka burza przyjdzie, to ta kotwica jest zakotwiczona. To jest mega ważne w momencie wybierania swojej drogi życiowej, żeby zakotwiczyć i wybrać drogę swojego powołania.

- Jak się Ciebie słucha, można stwierdzić, że jesteś szczęśliwym człowiekiem. Skoro się tak spełniasz, to nigdy nie było kryzysów?

- Szczęście to też kryzysy. Uczucia są różne. Miałem kryzysy. Myślę, że będę miał jeszcze nie jeden i nie dwa w swoim życiu, ale w seminarium, jak miałem kryzysy, to po nich siłą rzeczy stawałem bardziej w prawdzie o rzeczywistości o mnie i stawałem w realnym świecie, stawałem się mocniejszy. Szczęście nie wyklucza się z kryzysem.

- Czasem grasz na gitarze i pojawiasz się na scenie. Czy jest coś w diakonie Macieju Czaczyku z tego Maćka, który wygrywał „Must be the music”?

- Na pewno jest sporo rzeczy w tym Maćku Czaczyku, bo to tak naprawdę ten sam Maciek Czaczyk, chociaż niedługo kompletnie duchowo zmieni się moje życie, bo Chrystus przejmie stery oficjalnie, ale moje cechy charakteru, moje życie i patrzenie na wiele spraw ciągle wymaga nawrócenia, ale też cennych rzeczy nie zabrał mi Pan Bóg, a myślę, że jeszcze je pomnożył i rozwinął. Takie mam przeświadczenie.

- Jakie, Twoim zdaniem, są dziś motywacje kandydatów na księży?

- Wydaje mi się, że mogą być bardzo różne. Ale po to jest seminarium, aby rozeznać. Seminarium to nie jest „szkoła na księdza” ale czas rozeznawania. Niektórzy stwierdzają, że to nie jest ta droga i odchodzą. I o to chodzi. Lepiej być dobrym mężem i ojcem niż złym księdzem.

- Jak postrzegani są dziś kapłani w obliczu prób dyskredytowania Kościoła i tworzenia wizerunku Kościoła będącego w kryzysie?

- To nie jest raczej pytanie do mnie ale do jakichś sondażowni. Ja wiem, kim powinien być kapłan i jakim chcę być kapłanem. Każdy z nas ma być alter Christus, drugim Chrystusem. Można powiedzieć, że kryzys wizerunkowy był w Kościele od początku. O Jezusie współcześni też źle mówili, że żarłok i pijak, że siada przy stole z celnikami i grzesznikami. Patrząc na historię Kościoła można rzec, że gdy nas za bardzo chwalą to nie jest dobrze, bo to znak, że ulegamy panu tego świata. Kościół ma nie tyle dbać o wizerunek, ale o świętość swoich członków. A wszelki grzech widzimy jako ranę na ciele Chrystusa i nie możemy obok niej przechodzić obojętnie.

- Widzisz młodych ludzi na co dzień, którzy szukają swojej drogi życiowej. Czy są zagubieni, boją się odkryć swoją drogę? Jak patrzysz na nich?

- Patrzę na nich trochę jak na swoich młodszych kolegów i koleżanki. Widzę w nich też siebie. Wydaje mi się, że świetnie ich rozumiem. Szczególnym darem dla mnie była rodzina i rodzice. Dziś to często jest źródłem problemu, że rodziny się sypią. W tych relacjach. I ciężko to potem czymkolwiek uzupełnić. Coś, co jest fundamentalnym brakiem. Widzę, że są zagubieni. Widzę, że szukają szczęścia i nadziei w życiu. Szukają miłości. Myślę, że to się nigdy nie wyczerpie. Każdy szuka tego samego. Ktokolwiek będzie chciał spotkać się ze mną i rozmawiać na ten temat, to będę dzielił się swoim życiem. Jeżeli komuś to pomoże, to chwała Bogu.

- Co Maciej Czaczyk powie komuś, kto coś usłyszy w swoim sercu, ale boi się pójść za tym głosem dalej?

- Co ja mogę powiedzieć? Nie bój się. Mogę nawet zaśpiewać. (tu Maciej Czaczyk śpiewa) Nie bój się, chodźmy tam. To mój pierwszy singiel i jest blisko ze mną. Moja pioseneczka. Nie bój się, że ktoś ci powie, że coś, że ktoś będzie o tobie gadał. To zawsze będzie. Po prostu rób to, co Pan Bóg w sercu ci podsuwa i do przodu.

- Dziękuję za rozmowę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Papież nie przyjął dymisji kard. Ouelleta

2019-07-20 09:20

st (KAI) / Watykan

Ojciec Święty nie przyjął rezygnacji z pełnionych obowiązków przez prefekta Kongregacji ds. Biskupów kard. Marca Ouelleta – informuje portal il sismografo. Kanadyjski purpurat, jeden z najbliższych współpracowników Franciszka 8 czerwca ukończył 75 lat i zgodnie z wymogami prawa złożył swoją rezygnację.

michael_swan / Foter.com / CC BY-ND

Powołując się na bliskiego współpracownika kard. Ouelleta, ks. Massimo Cassolę il sismografo podaje, że papież poprosił prefekta Kongregacji ds. Biskupów, by dalej pełnił swoje obowiązki, aż do chwili, kiedy podejmie inną decyzję. Dykasteria ta zajmuje się kwestią doboru odpowiednich kandydatów na stanowiska biskupów oraz innymi dotyczącymi ich sprawami.

Kard. Marc Ouellet urodził się 8 czerwca 1944 w Lamotte (prowincja Quebec w Kanadzie) jako trzecie z ośmiorga dzieci Pierre’a Ouelleta i Grazielli z domu Michaud. Po studiach teologicznych w wyższym seminarium duchownym w Montrealu (w latach 1964-68) uzyskał kościelny licencjat z teologii na Uniwersytecie w Montrealu. Święcenia kapłańskie w przyjął 25 maja 1968, po czym przez dwa lata pracował duszpastersko. Następnie nauczał filozofii w Wyższym Seminarium Duchownym w stolicy Kolumbii – Bogocie, kierowanym wówczas przez kanadyjską prowincję zgromadzenia księży sulpicjanów, do którego później sam wstąpił.

Następnie studiował w Rzymie, gdzie w 1974 uzyskał licencjat z filozofii na Uniwersytecie św. Tomasza „Angelicum”. Wykładał potem w wyższych seminariach duchownych w Manizales w Kolumbii oraz w Montrealu w Kanadzie. W 1983 r. uzyskał doktorat z teologii dogmatycznej na Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie. Był profesorem seminariów w Kolumbii i Kanadzie. W latach 1996-97 wykładał na Instytucie Jana Pawła II na Uniwersytecie Laterańskim w Rzymie, a następnie został kierownikiem katedry teologii dogmatycznej na tej uczelni.

3 marca 2001 Jan Paweł II mianował go sekretarzem Papieskiej Rady ds. Popierania Jedności Chrześcijan i biskupem, a 19 marca tegoż roku osobiście udzielił mu sakry. Jako motto swej posługi obrał słowa «Ut unum sint» (Aby byli jedno). Był też konsultorem kilku innych kongregacji, członkiem Międzydykasterialnej Komisji ds. Kościoła w Europie Wschodniej, sekretarzem Komisji ds. Stosunków Religijnych z Judaizmem i członkiem Międzynarodowej Komisji Teologicznej.

15 listopada 2002 św. Jan Paweł II mianował go arcybiskupem metropolitą Québecu, a 21 września 2003 włączył abp. Ouelleta do Kolegium Kardynalskiego. W październiku 2008 był relatorem generalnym 12. Zwyczajnego Zgromadzenia Ogólnego Synodu Biskupów obradującego pod hasłem: „Słowo Boże w życiu i misji Kościoła”. 30 czerwca 2010 Benedykt XVI ponownie ściągnął kanadyjskiego purpurata do Watykanu, powołując go na prefekta Kongregacji ds. Biskupów. Jest on także członkiem kilku innych Kongregacji i rad papieskich. Jest znany przede wszystkim z obrony życia poczętego i ostrych wystąpień przeciw aborcji, dlatego też dla wielu, szczególnie dla liberalnych mediów, jest postacią kontrowersyjną. Jest też weteranem szkoły Communio i uczniem Ursa von Balthasara. Do dziś jest członkiem redakcji tego czasopisma.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Papież wspomniał 50. rocznicę lądowania na Księżycu

2019-07-21 12:13

st, tom (KAI) / Watykan

"Wczoraj minęło pięćdziesiąt lat od chwili kiedy człowiek postawił stopę na księżycu, realizując niezwykłe marzenie" - przypomniał Franciszek podczas niedzielnej modlitwy "Anioł Pański" w Watykanie. 50 lat temu – w nocy z 20 na 21 lipca 1969 r. odbyło się lądowanie i pobyt dwóch Amerykanów na Księżycu.

Grzegorz Gałązka

"Wczoraj minęło pięćdziesiąt lat od chwili kiedy człowiek postawił stopę na księżycu, realizując niezwykłe marzenie. Niech pamięć tego wielkiego kroku dla ludzkości rozpali pragnienie wspólnego dążenia do jeszcze większych celów: więcej godności dla słabych, więcej sprawiedliwości między narodami, więcej przyszłości dla naszego wspólnego domu" - powiedział papież.


Mądrość serca polega na umiejętności połączenia dwóch elementów: kontemplacji i działania - przypomniał Franciszek podczas dzisiejszej modlitwy "Anioł Pański" w Watykanie. Papież nawiązując do fragmentu dzisiejszej Ewangelii opowiadającym o wizycie Jezusa w domu Marty i Marii i postawach dwóch sióstr zachęcił abyśmy „stawali u stóp” Jezusa, aby Go słuchać, gdy objawia nam tajemnicę wszystkiego i z drugiej strony byli usłużnymi i ochotnymi w gościnności, kiedy przechodzi On i puka do naszych drzwi z obliczem przyjaciela, który potrzebuje chwili ukojenia i braterstwa".

Papież nawiązał do fragmentu dzisiejszej Ewangelii opowiadającym o wizycie Jezusa w domu Marty i Marii, sióstr Łazarza. Maria porzuca wszystko i słucha słów Jezusa. "Dlatego dla każdego z nas, podobnie jak i dla Marii, żadne zajęcie czy troska nie powinny nas trzymać z dala od Boskiego Mistrza" - powiedział Franciszek.

Wskazując na postawę Marii papież zachęcił abyśmy się umieli zatrzymać pośrodku dnia i być z Panem, który „przechodzi”, aby następnie powrócić, z większą pogodą ducha i skutecznością do rzeczy powszednich. - Jezus zdaje się powtarzać każdemu z nas: „Nie daj się przytłoczyć tym, co masz do zrobienia, ale słuchaj przede wszystkim głosu Pana, aby dobrze wypełniać zadania, które wyznacza ci życie” - mówił Ojciec Święty.

Z kolei papież wskazał na postawę Marty, która była całkowicie pochłonięta licznymi posługami i której Jezus powiedział: „Marto, Marto, troszczysz się i niepokoisz o wiele”. "Tymi słowami z pewnością nie ma zamiaru potępiać postawy służby, lecz raczej pośpiech, z jakim niekiedy żyjemy. Także my podzielamy troskę świętej Marty i na jej wzór staramy się zapewnić, abyśmy w naszych rodzinach i wspólnotach żyli poczuciem gościnności, braterstwa, żeby każdy mógł czuć się jak „w domu”, zwłaszcza najmniejsi i ubodzy" - wyjaśniał Franciszek.

Papież zwrócił uwagę, że dzisiejsza Ewangelia przypomina nam, że mądrość serca polega właśnie na umiejętności połączenia tych dwóch elementów: kontemplacji i działania. "Jeśli chcemy zasmakować życia z radością, to musimy powiązać te dwie postawy: z jednej strony, „stawać u stóp” Jezusa, by Go słuchać, gdy objawia nam tajemnicę wszystkiego; z drugiej strony być usłużnymi i ochotnymi w gościnności, kiedy przechodzi On i puka do naszych drzwi z obliczem przyjaciela, który potrzebuje chwili ukojenia i braterstwa" - stwierdził Franciszek.

Na zakończenie wezwał: "Niech Najświętsza Maryja, Matka Kościoła, da nam łaskę miłowania i służenia Bogu i naszym braciom z rękoma Marty i sercem Marii, abyśmy zawsze trwając na słuchaniu Chrystusa mogli być budowniczymi pokoju i nadziei".

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem