Reklama

Św. Jan Paweł II jako hetman Chrystusa

2018-08-14 11:02

Rozmawia Ryszard Hubicki
Niedziela Ogólnopolska 33/2018, str. 18-20

Ryszard Rzepecki/Biały Kruk

Wydawnictwo „Biały Kruk” opublikowało I tom biografii św. Jana Pawła II pt. „Hetman Chrystusa”.

Ryszard Hubicki: – Jakie były okoliczności, które wpłynęły na decyzję opracowania i wydania tej wielkiej, czterotomowej biografii?

Jolanta Sosnowska: – W związku ze zbliżającą się 40. rocznicą inauguracji pontyfikatu pomyślałam o opracowaniu jednotomowej biografii, obejmującej najważniejsze lata pontyfikatu z punktu widzenia Kościoła. Ale szybko się okazało, że nie pomieszczę tych wszystkich znaczących wydarzeń, zwłaszcza że cytuję wiele papieskich myśli i refleksji. Poza tym nowe pokolenia nie pamiętają Papieża wcale albo tylko z końcówki pontyfikatu, a więc jako człowieka starego, schorowanego, a nie wiedzą, że był pełnym energii, wspaniałym, wysportowanym mężczyzną, przy tym erudytą i intelektualistą. Nie godzę się na redukowanie osoby św. Jana Pawła II do postaci delektującej się kremówkami i przedstawianie go w taki sposób. A tak, niestety, funkcjonuje w potocznej opinii.

– Książka nie ma charakteru naukowego – jest napisana dla każdego...

– Oparta jest wyłącznie na faktach. Przy okazji pisania tej książki wracam do wielu homilii, które dziś odczytywane mają charakter proroctw. Odkrywam myśli niezwykle przejmujące i świadczące o tym, że Papież już widział symptomy rozkładu, który dziś odczuwamy jako ludzie wierzący: dechrystianizacji Europy i świata, brutalnej laicyzacji życia, relatywizacji pojęcia prawdy i łamania sumień, a także, co jest niezwykle ważne, manipulacji w środkach przekazu. On już wtedy sygnalizował niebezpieczeństwa.

– A więc osoba Jana Pawła II ciągle zasługuje na lepsze i głębsze poznanie?

– Jak najbardziej. Materiał do przemyśleń i opracowania jest obfity, dlatego zmieniłam koncepcję tej biografii, planując cztery tomy. W tym, o którym rozmawiamy, przedstawiam zagadnienia związane z wyborem, ustanowienie nowych porządków w Watykanie, pierwsze lata pontyfikatu, pierwsze podróże apostolskie, zamach na życie i dziękczynną pielgrzymkę do Fatimy. Kolejne tomy będą kontynuacją wydarzeń oraz ilustracją rozwoju tez nakreślonych w przemówieniu inauguracyjnym. Staram się też przywołać koloryt niepowtarzalnych spotkań w różnych miejscach świata, pokazać osoby, z którymi rozmawiał Jan Paweł II. Na początku papieskiego posługiwania pojawiło się wiele publikacji o Karolu Wojtyle, bo osoba papieża „z dalekiego kraju” w jakimś stopniu była sensacją. Kiedy okazało się, że on nie ulega presjom medialnym, np. w sprawie dopuszczania kobiet do święceń kapłańskich, że nie można liczyć na zmianę stanowiska w sprawie aborcji – był nieustępliwy w obronie życia – przestał być traktowany przez publikatory jako sojusznik. Wtedy środki przekazu jakby odwróciły się od niego i widziano w nim wroga. Zaczęły się napaści na Papieża tak naprawdę za to, że trwał przy Chrystusie i Dekalogu.

– Czy w postępowaniu Papieża widać misję do spełnienia – zarówno w rozumieniu osobistym, jak i w odniesieniu do całej ludzkości?

– Oczywiście, że tak. Tym bardziej że często w mediach mówi się o nim, iż był gwiazdą, supermanem. Używa się wobec jego osoby nieadekwatnych sformułowań, gdyż on żadną gwiazdą nie był i nie chciał być. Nie zależało mu na tym, aby kamery czy mikrofony były kierowane w jego stronę – dla niego samego. On używał tych nowoczesnych środków przekazu po to, żeby głosić Chrystusa. Niektórzy jednak nie chcieli tego przyjmować do wiadomości. Papież jako człowiek medialny – owszem, ale za dużo o Panu Bogu to niech on nie mówi. W tym znaczeniu był hetmanem Chrystusa, człowiekiem walki. Walczył bez broni, walczył słowem, a przede wszystkim własnym przykładem. Kiedy przyjechał po raz pierwszy do Brazylii, a potem do Meksyku, witano go i żegnano, wołając: Janie Boży! Od początku też odwiedzał dzielnice nędzy, gdyż kraje Ameryki Południowej są naszpikowane biedą. W Meksyku próbowano nawet ukryć przed nim te dzielnice, w błędnym przeświadczeniu, że skoro jest z Europy, to nie będzie się dobrze orientował. Jan Paweł II był jednak świetnie poinformowany, zawsze tak było, gdyż do każdej pielgrzymki solidnie się przygotowywał. Podczas spotkań z biednymi ludźmi mówił, że przyjechał jako brat rozumiejący ich sytuację. W zdecydowanych słowach motywował ich do działania, a nie aprobaty biedy i czekania, aż ktoś im coś da. Stanowią wprawdzie Kościół ubogich, ale nie są odseparowani od Kościoła powszechnego. W książce cytuję wypowiedzi, aby czytelnik widział, jak Papież to rozumiał. A przy okazji Jan Paweł II zawsze opowiadał, z jakiego narodu i kraju pochodzi – jako świadectwo na możliwość odrodzenia się. Nawet jeśli minie wiek od jego śmierci, to nowi badacze i pisarze zawsze odkryją coś nowego, bo nowe czasy przyniosą inną perspektywę oceny tego, co Papież robił. Widać to np. w materiałach o Kościele ubogich sprzed lat, w porównaniu z tym, co dziś mówi papież Franciszek.

– Skoro w wypowiedziach Papieża pojawiały się dzieje i odrodzenie polskiego narodu, to chciałbym zapytać, czy jego opowieść budziła zainteresowanie tubylców i czy ten wątek znajdzie się w biografii.

– O, tak. Jan Paweł II kochał swoją Ojczyznę i był wspaniałym ambasadorem Polaków oraz polskości. O tym mało kto dzisiaj pamięta. Pokazuję więc, że od momentu, kiedy zasiadł na Stolicy Piotrowej, z dumą mówił, że jest Polakiem, że wywodzi się ze wspaniałego narodu, który od początku swych dziejów był związany z Chrystusem. Ten patriotyzm zjednywał mu przyjaciół na całym świecie i ułatwił pomoc, co urzeczywistniło się w Polsce w czasie Solidarności, a szczególnie po wprowadzeniu stanu wojennego. Wówczas dobitnie się okazało, jak wielkim rzecznikiem Polski i Polaków jest Jan Paweł II. Dodam, że na jego przyjazd uczono się języka polskiego. Witano Papieża śpiewem „Sto lat”, pozdrowieniem „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus”, a nawet piosenką „Góralu, czy ci nie żal?”. W ten sposób chciano ugościć nie tylko jego samego, ale także jego jako reprezentanta Polaków. Rozumiano jego szlachetną dumę z polskości i akceptowano przyznawanie się do swojego narodu. Przykład z dziejów jego ojczyzny uświadamiał uciemiężonym tubylcom np. w Afryce, że wszystko można pokonać, ale trzeba od siebie wymagać, wziąć się do pracy i walki – tak jak jego naród, który nigdy się nie załamał i skutecznie odrodził. Papież był wiarygodnym świadkiem. Wielu odkrywało w nim to, co my, Polacy, wiedzieliśmy wcześniej: człowieka głębokiej wiary i wyjątkowej mądrości.

– Czy można powiedzieć, że geniusz Papieża polegał też na tym, iż organizował on świadomość ludzi wokół spraw, które są nadrzędne?

– Tak. On naprawdę hetmanił, nadawał ton. Miał odwagę stawić czoła wyzwaniom; oczywiście, że nie zawsze wszystko się udawało. Już starożytni Grecy do apostoła Pawła mówili: „Posłuchamy cię innym razem”. Tu wspomnę, że podczas lotu do Meksyku Papież zwrócił uwagę, iż czuje się następcą nie tylko Piotra, ale też Pawła – Apostoła Narodów, który podjął skuteczną próbę ewangelizacji ówczesnego świata. Tak więc i Jan Paweł II wyruszał w świat, aby jednoczyć wokół Chrystusa, by nieść Dobrą Nowinę tym, którzy może jej jeszcze nigdy nie słyszeli. Albo o niej zapomnieli... A Pan Bóg wyposażył go hojnie, więc z powodzeniem pełnił misję obydwu apostołów.

– Stąd zapewne wynikła zmiana w pełnieniu urzędu papieskiego. Papieże dość długo uznawali się za więźniów Watykanu, a Jan Paweł II dość radykalnie przełamał ten schemat. Jak się ten proces kształtował?

– Choć wielu komentatorów nie chciało tego przyznać, Watykan uczył się od niego. Już w nocy z 16 na 17 października 1978 r., czyli tuż po wyborze, nowy papież opracował cały zrąb pontyfikatu i potem wypełniał go treścią – to był program. Z chwilą kiedy założono na niego białą szatę, on stał się Ojcem Świętym suwerennym, który dokładnie wie, co chce osiągnąć jako biskup Rzymu i papież. Miał świetne rozeznanie w świecie. Wykorzystał obserwacje, które gromadził w pamięci już od pierwszej podróży w 1946 r., kiedy przyjechał do Rzymu na studia. Odbywał wtedy podróże na parafie do Francji, tam duszpasterzował i obserwował życie – a parafia jest kopalnią wiadomości. Jako arcybiskup krakowski był w Australii i w USA. To owocowało później, gdy w ramach swoich pielgrzymek papieskich zjawiał się w jakimś miejscu, zawsze w swoich wypowiedziach wracał do tych spotkań i mówił o tym: W tym kościele tego dnia byłem, odprawiałem Mszę św., rozmawiałem z tymi i tymi ludźmi. Okazywał wdzięczność za wszystko, co go spotykało – tym zdobywał serca. Potrafił wykonać ujmujące gesty, np. kiedy miał jechać do Japonii, uczył się fonetycznie tego języka, żeby móc wygłosić przemówienie po japońsku. W ten sposób był rozumiany i wprawiał w zdumienie słuchaczy. Poza tym z roku na rok zwiększał liczbę życzeń i pozdrowień, przekazywał je w nowo nauczonych językach.

– Odnosiło się wrażenie, jakby urodził się papieżem?

– Tak, takie mam przeświadczenie.

– Wydaje mi się, że jest jakaś analogia do charakterystyki tego pontyfikatu zawarta w treści proroczego wiersza Słowackiego „ [Pośród niesnasków Pan Bóg uderza...] ”, np. w słowach: „On rozda miłość, jak dziś mocarze/ Rozdają broń”. Można się jej doszukać także w młodzieńczej twórczości Karola Wojtyły – w „Renesansowym psałterzu” w wersecie wiersza o Dawidzie, przywódcy narodu, autor tak naprawdę mówi proroczo o sobie.

– Początkowo przyszły papież na pewno nie wiedział, że Pan Bóg systematycznie prowadził go do tego światowego pasterstwa. Samo ogołocenie z rodziny: przed Pierwszą Komunią św. stracił matkę, potem jako nastolatek – ukochanego brata, a następnie, kiedy przyjechał do Krakowa – ojca. Jego ojciec nie dowiedział się o tym, że jego syn będzie księdzem. W wieku 20 lat Karol został kompletnie bez bliskich. Niejeden by powiedział, jaki Bóg okrutny, odebrał mu wszystkich, a jest wojna – on bez środków do życia, mieszka kątem u rodziny. Jednak Wojtyła z tego powodu nigdy nie miał pretensji ani nigdy się nie żalił. On to przyjął i się nie buntował, zaufał Panu Bogu, że ma w tym swój plan.

– Może wynikało to z pogłębionej refleksji: Panie Boże, zabrałeś mi wszystko, żebym był tylko z Tobą i dla Ciebie – tylko Twój.

– Może... Później można tę myśl prześledzić w jego papieskich wypowiedziach. To dało się zauważyć na początku pontyfikatu, szczególnie podczas spotkań z Polonią. Jest w tym jakiś zamysł, skoro Pan Bóg powołał na Stolicę Piotrową Polaka, i to w momencie, kiedy jego kraj znajdował się za żelazną kurtyną. Wykształcił w sobie postawę słuchania i zastanawiania się nad znakami Bożymi. Dziś możemy powiedzieć, że taka pozytywna energia od niego biła, ponieważ był Bożym człowiekiem.

– Czy Pani książka będzie zrozumiała także dla ludzi niewierzących?

– Myślę, że inaczej odczytuje Jana Pawła II człowiek wierzący, inaczej wątpiący, a jeszcze inaczej ateista. Spojrzenie tego ostatniego będzie różne, bo dla niego Pan Bóg nie istnieje. Również Papież jako hetman Chrystusa jest dla niego mało czytelny. Moją książkę piszę i kieruję oczywiście głównie do ludzi wierzących, którzy doceniają wysiłek Jana Pawła II na rzecz głoszenia Ewangelii w całym świecie, ale mam nadzieję, że nie tylko do nich. Fakty i papieskie poglądy, trafna analiza zjawisk zachodzących w świecie dokonywana przez niego, ogarnianie miłością wszystkich ludzi – to powinno dotrzeć do każdego, kto nie jest uprzedzony.

– Proszę powiedzieć: co będzie przedmiotem opowieści w kolejnych tomach?

– Będę chciała podjąć kluczowe zagadnienia, żeby naświetlić problemy, z jakimi Jan Paweł II spotykał się w świecie; np. w Kościele holenderskim z tzw. katechizmem, który stał się początkiem schizmy, czy z konfliktem o Falklandy i Malwiny – ich kontekst był niepowtarzalny i zupełnie różny od innych. Będę wychodzić od wielości problemów, żeby pokazać, z czym Papież musiał się stykać. Będę chciała pokazać niektóre osobowości, z którymi się spotykał, i będę się posługiwać cytatami. W tych opisach pomocne mi są osobiste przeżycia z podróży do krajów, które udało mi się odwiedzić później, gdy wydawaliśmy książki o Papieżu, wędrowaliśmy jego szlakami. Wykorzystuję też tysiące zdjęć, na ich podstawie nieraz buduję atmosferę. Książka jest bogato ilustrowana, żeby czytelnik mógł popatrzeć na Jana Pawła II – jak wtedy wyglądał – i zobaczyć miejsca, które odwiedzał, jakim był żywotnym człowiekiem. Trzeba sobie zdać sprawę, że w wieku 58 lat, kiedy wielu myśli już o emeryturze, on został młodym papieżem i zaczął swój najbardziej intensywny okres życia. Jego dzień trwał niekiedy 20 godzin, wielu by fizycznie nie wytrzymało. Bywał w krajach, gdzie panują różne choroby: w Afryce, Ameryce Południowej. Ludzie cierpiący na rozmaite schorzenia przychodzili do niego, a on przytulał wszystkich – również trędowatych. Nigdy jednak na nic nie zachorował i się nie zaraził.

– Chciałbym jeszcze zapytać o ujmującą dedykację w Pani książce: Kardynałowi prof. Stanisławowi Nagy’emu. Czy będzie przedstawiony jakiś wątek, który pokaże kontakty naukowe księdza profesora z Papieżem? Wiemy, że przy „obecności intelektualnej” kardynała – czy to w Castel Gandolfo, czy w Rzymie – powstało kilka papieskich dokumentów.

– Oczywiście, wątek kardynała musi się pojawić, choć na tyle, na ile będę mogła coś udokumentować. Był on tak skromną osobą, że namówić go, aby opowiadał o Janie Pawle II, było także mnie niezmiernie trudno, choć cała nasza rodzina bardzo się z nim przyjaźniła. On się obawiał, aby nie wyszło tak, że on, mówiąc o Papieżu, mówi o sobie. Po śmierci Ojca Świętego wielu mieniło się jego przyjaciółmi, opowiadało niesamowite historie właściwie po to, aby siebie zaprezentować, a Papież zostawał w tle. Kard. Nagy nazywał Papieża gigantem ducha i był jego oddanym przyjacielem. Uważał, że każdy człowiek, który mógł mieć choćby najmniejszy kontakt z Papieżem, powinien być zmotywowany do lepszego życia.

Tagi:
Jan Paweł II

Marsz Niepełnosprawnych

2018-11-14 11:43

S. Agata Jakieła
Edycja rzeszowska 46/2018, str. VIII

Archiwum Caritas
Marsz pamięci św. Jana Pawła II

W przeddzień rocznicy wyboru kard. Karola Wojtyły na 264. następcę św. Piotra odbył się kolejny Marsz pamięci św. Jana Pawła II. Tegoroczne świętowanie miało inny charakter, albowiem diecezjalna Caritas przeniosła placówkę na ul. Krakowską 18 do obiektu obok kościoła pw. Podwyższenia Krzyża. W poprzednie lata marsz prowadził z ul. Lubelskiej 13 do pomnika św. Jana Pawła II przy pobliskim rondzie, ale z racji 100-lecia odzyskania niepodległości ponad 300 przedstawicieli WTZ, ŚDS, DPS oraz stowarzyszeń niepełnosprawnych udało się z modlitwą różańcową i śpiewem do pomnika Sybiraków. Na czele marszu obok Krzyża i Godła Polski, wśród licznych flag narodowych, szedł biskup rzeszowski Jan Wątroba. Refleksję o przesłaniu pomnika wygłosił ks. prał. Władysław Jagustyn. Następnie wszyscy w modlitewnym skupieniu przeszli do kościoła na Eucharystię, której przewodniczył Ordynariusz Rzeszowski. Razem z pasterzem koncelebrowali dyrektorzy Caritas: ks. Stanisław Słowik, ks. Władysław Jagustyn, ks. Piotr Potyrała, duszpasterz niepełnosprawnych ks. Ludwik Krupa, proboszcz ks. Dariusz Gościmiński oraz senior ks. Franciszek Kołodziej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Watykan ostrzega przed skutkami odporności na antybiotyki

2018-11-18 19:41

ts / Watykan (KAI)

Watykan zwrócił uwagę na niebezpieczeństwo, jakim jest coraz większa odporność na antybiotyki. Zagraża to zdrowiu i rozwojowi całych narodów - ostrzegł prefekt Dykasterii ds. Integralnego Rozwoju Człowieka kard. Peter Turkson w orędziu ogłoszonym z okazji Światowego Tygodnia Wiedzy o antybiotykach. Celem tej inicjatywy ONZ jest zwrócenie uwagi na konsekwencje coraz większej odporności mikrobów i doprowadzenie do bardziej świadomego stosowania antybiotyków.

Dominika Koszowska
Ziołowe lekarstwa pozwalają nam utrzymać dobre zdrowie

Nie zostało zbyt wiele czasu, ostrzega kard. Turkson w swoim przesłaniu opublikowanym w Watykanie i przekonuje o konieczności zmiany postępowania. Utrzymujący się zbyt wysoki i niewłaściwy stopień stosowania antybiotyków w medycynie i rolnictwie powodują, że coraz więcej bakterii, grzybów i pasożytów jest odpornych na antybiotyki.

Dlatego Kościół katolicki przyłącza się do starań wspólnoty międzynarodowej o ograniczenie stosowania antybiotyków oraz do lepszej informacji na ten temat. Dziesiątki tysięcy ośrodków zdrowia oraz oświaty na świecie wnosi swój wkład w niezbędne kształtowanie świadomości na rzecz innego obchodzenia się z tym „ważnym wsparciem dla współczesnej medycyny”.

Światowy Tydzień Wiedzy o Antybiotykach obchodzony w tym roku został ogłoszony w 2015 r. przez Światową Organizację Zdrowia ONZ. Od tego czasu jest obchodzony rokrocznie w drugiej połowie listopada, w tym roku w dniach 12-18 listopada.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

Proliferzy na otwarciu sezony narciarskiego

2018-11-19 18:09

Sviatlana Kryshniova/Fundacja Życie i Rodzina

Obrońcy życia z Fundacji Życie i Rodzina zorganizowali pikietę w Wiśle. Podczas otwarcia sezonu narciarskiego przypominali o tragicznym losie polskich dzieci, które są zabijane każdego dnia.

Sviatlana Kryshniova/Fundacja Życie i Rodzina

Weekend 17-18 listopada rozpoczął nowy sezonu skoków narciarskich. Inauguracja odbyła się w Wiśle. Na sportowe zawody przybyło sporo gości, zarówno z Polski, jak i zza granicy. To stało się dobrą okazją do tego, by przypomnieć i uświadomić ludziom, że każde życie człowieka ma nieprzecenioną wartość, niezależnie od ilości komórek czy chromosomów, od etapów rozwoju, zdrowia czy choroby, albo sprawności fizycznej.

Podziwiamy skoczków narciarskich, ich wyniki sportowe, ich świetną kondycję. Nieraz jednak umyka to, że wartość człowieka nie zależy od kondycji czy sukcesów. Poza tym nie wiadomo, czy na polskiej arenie sportowej nie byłoby więcej chłopaków czy dziewcząt zdobywających stopnie i medale, gdyby nie byli brutalnie zabici wskutek aborcji.

Wykorzystaliśmy ten weekendowy czas na pikietowanie mimo niesprzyjających warunków atmosferycznych – było bardzo zimno i dość wietrznie. Mieszkańcy, jak i goście miasteczka, wsłuchując się w treść antyaborcyjnych komunikatów, mieli możliwość, by zastanowić się i pomyśleć po której stronie stoją: po stronie życia, czy śmierci. W tak fundamentalnej sprawie nie ma kompromisów.

Dodatkowo nasze banery pokazywały nieodpowiedzialne działania posłów: Grzegorza Matusiaka i Bożeny Borys-Szopy blokujących uchwalenie projektu ustawy #ZatrzymajAborcję.

Obserwując liczne grupy spacerowiczów czy kibiców, odnosiło się wrażenie, że walka o życie nienarodzonych dzieci zagrożonych aborcyjną zagładą jest im obojętna, jakby ich to nie dotyczyło… Padało w naszą stronę kilka haseł oburzonych przechodniów. Chociaż byli i tacy, którzy trochę nieśmiało udzielali głosów poparcia, nawet niewerbalnie, pokazując ręką „Lubię to!”.

Mimo ogólnej, wydawałoby się, obojętności, warto było stać i pokazywać skutki przemocy fizycznej na małym, bezbronnym człowieku, by potrząsnąć ludzkim rozumem i świadomością chowanymi często pod warstwami „świętego spokoju”. Wszak jesteśmy głosem tych, którzy jeszcze mówić nie potrafią.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem