Reklama

Św. Jan Paweł II jako hetman Chrystusa

2018-08-14 11:02

Rozmawia Ryszard Hubicki
Niedziela Ogólnopolska 33/2018, str. 18-20

Ryszard Rzepecki/Biały Kruk

Wydawnictwo „Biały Kruk” opublikowało I tom biografii św. Jana Pawła II pt. „Hetman Chrystusa”.

Ryszard Hubicki: – Jakie były okoliczności, które wpłynęły na decyzję opracowania i wydania tej wielkiej, czterotomowej biografii?

Jolanta Sosnowska: – W związku ze zbliżającą się 40. rocznicą inauguracji pontyfikatu pomyślałam o opracowaniu jednotomowej biografii, obejmującej najważniejsze lata pontyfikatu z punktu widzenia Kościoła. Ale szybko się okazało, że nie pomieszczę tych wszystkich znaczących wydarzeń, zwłaszcza że cytuję wiele papieskich myśli i refleksji. Poza tym nowe pokolenia nie pamiętają Papieża wcale albo tylko z końcówki pontyfikatu, a więc jako człowieka starego, schorowanego, a nie wiedzą, że był pełnym energii, wspaniałym, wysportowanym mężczyzną, przy tym erudytą i intelektualistą. Nie godzę się na redukowanie osoby św. Jana Pawła II do postaci delektującej się kremówkami i przedstawianie go w taki sposób. A tak, niestety, funkcjonuje w potocznej opinii.

– Książka nie ma charakteru naukowego – jest napisana dla każdego...

– Oparta jest wyłącznie na faktach. Przy okazji pisania tej książki wracam do wielu homilii, które dziś odczytywane mają charakter proroctw. Odkrywam myśli niezwykle przejmujące i świadczące o tym, że Papież już widział symptomy rozkładu, który dziś odczuwamy jako ludzie wierzący: dechrystianizacji Europy i świata, brutalnej laicyzacji życia, relatywizacji pojęcia prawdy i łamania sumień, a także, co jest niezwykle ważne, manipulacji w środkach przekazu. On już wtedy sygnalizował niebezpieczeństwa.

– A więc osoba Jana Pawła II ciągle zasługuje na lepsze i głębsze poznanie?

– Jak najbardziej. Materiał do przemyśleń i opracowania jest obfity, dlatego zmieniłam koncepcję tej biografii, planując cztery tomy. W tym, o którym rozmawiamy, przedstawiam zagadnienia związane z wyborem, ustanowienie nowych porządków w Watykanie, pierwsze lata pontyfikatu, pierwsze podróże apostolskie, zamach na życie i dziękczynną pielgrzymkę do Fatimy. Kolejne tomy będą kontynuacją wydarzeń oraz ilustracją rozwoju tez nakreślonych w przemówieniu inauguracyjnym. Staram się też przywołać koloryt niepowtarzalnych spotkań w różnych miejscach świata, pokazać osoby, z którymi rozmawiał Jan Paweł II. Na początku papieskiego posługiwania pojawiło się wiele publikacji o Karolu Wojtyle, bo osoba papieża „z dalekiego kraju” w jakimś stopniu była sensacją. Kiedy okazało się, że on nie ulega presjom medialnym, np. w sprawie dopuszczania kobiet do święceń kapłańskich, że nie można liczyć na zmianę stanowiska w sprawie aborcji – był nieustępliwy w obronie życia – przestał być traktowany przez publikatory jako sojusznik. Wtedy środki przekazu jakby odwróciły się od niego i widziano w nim wroga. Zaczęły się napaści na Papieża tak naprawdę za to, że trwał przy Chrystusie i Dekalogu.

– Czy w postępowaniu Papieża widać misję do spełnienia – zarówno w rozumieniu osobistym, jak i w odniesieniu do całej ludzkości?

– Oczywiście, że tak. Tym bardziej że często w mediach mówi się o nim, iż był gwiazdą, supermanem. Używa się wobec jego osoby nieadekwatnych sformułowań, gdyż on żadną gwiazdą nie był i nie chciał być. Nie zależało mu na tym, aby kamery czy mikrofony były kierowane w jego stronę – dla niego samego. On używał tych nowoczesnych środków przekazu po to, żeby głosić Chrystusa. Niektórzy jednak nie chcieli tego przyjmować do wiadomości. Papież jako człowiek medialny – owszem, ale za dużo o Panu Bogu to niech on nie mówi. W tym znaczeniu był hetmanem Chrystusa, człowiekiem walki. Walczył bez broni, walczył słowem, a przede wszystkim własnym przykładem. Kiedy przyjechał po raz pierwszy do Brazylii, a potem do Meksyku, witano go i żegnano, wołając: Janie Boży! Od początku też odwiedzał dzielnice nędzy, gdyż kraje Ameryki Południowej są naszpikowane biedą. W Meksyku próbowano nawet ukryć przed nim te dzielnice, w błędnym przeświadczeniu, że skoro jest z Europy, to nie będzie się dobrze orientował. Jan Paweł II był jednak świetnie poinformowany, zawsze tak było, gdyż do każdej pielgrzymki solidnie się przygotowywał. Podczas spotkań z biednymi ludźmi mówił, że przyjechał jako brat rozumiejący ich sytuację. W zdecydowanych słowach motywował ich do działania, a nie aprobaty biedy i czekania, aż ktoś im coś da. Stanowią wprawdzie Kościół ubogich, ale nie są odseparowani od Kościoła powszechnego. W książce cytuję wypowiedzi, aby czytelnik widział, jak Papież to rozumiał. A przy okazji Jan Paweł II zawsze opowiadał, z jakiego narodu i kraju pochodzi – jako świadectwo na możliwość odrodzenia się. Nawet jeśli minie wiek od jego śmierci, to nowi badacze i pisarze zawsze odkryją coś nowego, bo nowe czasy przyniosą inną perspektywę oceny tego, co Papież robił. Widać to np. w materiałach o Kościele ubogich sprzed lat, w porównaniu z tym, co dziś mówi papież Franciszek.

– Skoro w wypowiedziach Papieża pojawiały się dzieje i odrodzenie polskiego narodu, to chciałbym zapytać, czy jego opowieść budziła zainteresowanie tubylców i czy ten wątek znajdzie się w biografii.

– O, tak. Jan Paweł II kochał swoją Ojczyznę i był wspaniałym ambasadorem Polaków oraz polskości. O tym mało kto dzisiaj pamięta. Pokazuję więc, że od momentu, kiedy zasiadł na Stolicy Piotrowej, z dumą mówił, że jest Polakiem, że wywodzi się ze wspaniałego narodu, który od początku swych dziejów był związany z Chrystusem. Ten patriotyzm zjednywał mu przyjaciół na całym świecie i ułatwił pomoc, co urzeczywistniło się w Polsce w czasie Solidarności, a szczególnie po wprowadzeniu stanu wojennego. Wówczas dobitnie się okazało, jak wielkim rzecznikiem Polski i Polaków jest Jan Paweł II. Dodam, że na jego przyjazd uczono się języka polskiego. Witano Papieża śpiewem „Sto lat”, pozdrowieniem „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus”, a nawet piosenką „Góralu, czy ci nie żal?”. W ten sposób chciano ugościć nie tylko jego samego, ale także jego jako reprezentanta Polaków. Rozumiano jego szlachetną dumę z polskości i akceptowano przyznawanie się do swojego narodu. Przykład z dziejów jego ojczyzny uświadamiał uciemiężonym tubylcom np. w Afryce, że wszystko można pokonać, ale trzeba od siebie wymagać, wziąć się do pracy i walki – tak jak jego naród, który nigdy się nie załamał i skutecznie odrodził. Papież był wiarygodnym świadkiem. Wielu odkrywało w nim to, co my, Polacy, wiedzieliśmy wcześniej: człowieka głębokiej wiary i wyjątkowej mądrości.

– Czy można powiedzieć, że geniusz Papieża polegał też na tym, iż organizował on świadomość ludzi wokół spraw, które są nadrzędne?

– Tak. On naprawdę hetmanił, nadawał ton. Miał odwagę stawić czoła wyzwaniom; oczywiście, że nie zawsze wszystko się udawało. Już starożytni Grecy do apostoła Pawła mówili: „Posłuchamy cię innym razem”. Tu wspomnę, że podczas lotu do Meksyku Papież zwrócił uwagę, iż czuje się następcą nie tylko Piotra, ale też Pawła – Apostoła Narodów, który podjął skuteczną próbę ewangelizacji ówczesnego świata. Tak więc i Jan Paweł II wyruszał w świat, aby jednoczyć wokół Chrystusa, by nieść Dobrą Nowinę tym, którzy może jej jeszcze nigdy nie słyszeli. Albo o niej zapomnieli... A Pan Bóg wyposażył go hojnie, więc z powodzeniem pełnił misję obydwu apostołów.

– Stąd zapewne wynikła zmiana w pełnieniu urzędu papieskiego. Papieże dość długo uznawali się za więźniów Watykanu, a Jan Paweł II dość radykalnie przełamał ten schemat. Jak się ten proces kształtował?

– Choć wielu komentatorów nie chciało tego przyznać, Watykan uczył się od niego. Już w nocy z 16 na 17 października 1978 r., czyli tuż po wyborze, nowy papież opracował cały zrąb pontyfikatu i potem wypełniał go treścią – to był program. Z chwilą kiedy założono na niego białą szatę, on stał się Ojcem Świętym suwerennym, który dokładnie wie, co chce osiągnąć jako biskup Rzymu i papież. Miał świetne rozeznanie w świecie. Wykorzystał obserwacje, które gromadził w pamięci już od pierwszej podróży w 1946 r., kiedy przyjechał do Rzymu na studia. Odbywał wtedy podróże na parafie do Francji, tam duszpasterzował i obserwował życie – a parafia jest kopalnią wiadomości. Jako arcybiskup krakowski był w Australii i w USA. To owocowało później, gdy w ramach swoich pielgrzymek papieskich zjawiał się w jakimś miejscu, zawsze w swoich wypowiedziach wracał do tych spotkań i mówił o tym: W tym kościele tego dnia byłem, odprawiałem Mszę św., rozmawiałem z tymi i tymi ludźmi. Okazywał wdzięczność za wszystko, co go spotykało – tym zdobywał serca. Potrafił wykonać ujmujące gesty, np. kiedy miał jechać do Japonii, uczył się fonetycznie tego języka, żeby móc wygłosić przemówienie po japońsku. W ten sposób był rozumiany i wprawiał w zdumienie słuchaczy. Poza tym z roku na rok zwiększał liczbę życzeń i pozdrowień, przekazywał je w nowo nauczonych językach.

– Odnosiło się wrażenie, jakby urodził się papieżem?

– Tak, takie mam przeświadczenie.

– Wydaje mi się, że jest jakaś analogia do charakterystyki tego pontyfikatu zawarta w treści proroczego wiersza Słowackiego „ [Pośród niesnasków Pan Bóg uderza...] ”, np. w słowach: „On rozda miłość, jak dziś mocarze/ Rozdają broń”. Można się jej doszukać także w młodzieńczej twórczości Karola Wojtyły – w „Renesansowym psałterzu” w wersecie wiersza o Dawidzie, przywódcy narodu, autor tak naprawdę mówi proroczo o sobie.

– Początkowo przyszły papież na pewno nie wiedział, że Pan Bóg systematycznie prowadził go do tego światowego pasterstwa. Samo ogołocenie z rodziny: przed Pierwszą Komunią św. stracił matkę, potem jako nastolatek – ukochanego brata, a następnie, kiedy przyjechał do Krakowa – ojca. Jego ojciec nie dowiedział się o tym, że jego syn będzie księdzem. W wieku 20 lat Karol został kompletnie bez bliskich. Niejeden by powiedział, jaki Bóg okrutny, odebrał mu wszystkich, a jest wojna – on bez środków do życia, mieszka kątem u rodziny. Jednak Wojtyła z tego powodu nigdy nie miał pretensji ani nigdy się nie żalił. On to przyjął i się nie buntował, zaufał Panu Bogu, że ma w tym swój plan.

– Może wynikało to z pogłębionej refleksji: Panie Boże, zabrałeś mi wszystko, żebym był tylko z Tobą i dla Ciebie – tylko Twój.

– Może... Później można tę myśl prześledzić w jego papieskich wypowiedziach. To dało się zauważyć na początku pontyfikatu, szczególnie podczas spotkań z Polonią. Jest w tym jakiś zamysł, skoro Pan Bóg powołał na Stolicę Piotrową Polaka, i to w momencie, kiedy jego kraj znajdował się za żelazną kurtyną. Wykształcił w sobie postawę słuchania i zastanawiania się nad znakami Bożymi. Dziś możemy powiedzieć, że taka pozytywna energia od niego biła, ponieważ był Bożym człowiekiem.

– Czy Pani książka będzie zrozumiała także dla ludzi niewierzących?

– Myślę, że inaczej odczytuje Jana Pawła II człowiek wierzący, inaczej wątpiący, a jeszcze inaczej ateista. Spojrzenie tego ostatniego będzie różne, bo dla niego Pan Bóg nie istnieje. Również Papież jako hetman Chrystusa jest dla niego mało czytelny. Moją książkę piszę i kieruję oczywiście głównie do ludzi wierzących, którzy doceniają wysiłek Jana Pawła II na rzecz głoszenia Ewangelii w całym świecie, ale mam nadzieję, że nie tylko do nich. Fakty i papieskie poglądy, trafna analiza zjawisk zachodzących w świecie dokonywana przez niego, ogarnianie miłością wszystkich ludzi – to powinno dotrzeć do każdego, kto nie jest uprzedzony.

– Proszę powiedzieć: co będzie przedmiotem opowieści w kolejnych tomach?

– Będę chciała podjąć kluczowe zagadnienia, żeby naświetlić problemy, z jakimi Jan Paweł II spotykał się w świecie; np. w Kościele holenderskim z tzw. katechizmem, który stał się początkiem schizmy, czy z konfliktem o Falklandy i Malwiny – ich kontekst był niepowtarzalny i zupełnie różny od innych. Będę wychodzić od wielości problemów, żeby pokazać, z czym Papież musiał się stykać. Będę chciała pokazać niektóre osobowości, z którymi się spotykał, i będę się posługiwać cytatami. W tych opisach pomocne mi są osobiste przeżycia z podróży do krajów, które udało mi się odwiedzić później, gdy wydawaliśmy książki o Papieżu, wędrowaliśmy jego szlakami. Wykorzystuję też tysiące zdjęć, na ich podstawie nieraz buduję atmosferę. Książka jest bogato ilustrowana, żeby czytelnik mógł popatrzeć na Jana Pawła II – jak wtedy wyglądał – i zobaczyć miejsca, które odwiedzał, jakim był żywotnym człowiekiem. Trzeba sobie zdać sprawę, że w wieku 58 lat, kiedy wielu myśli już o emeryturze, on został młodym papieżem i zaczął swój najbardziej intensywny okres życia. Jego dzień trwał niekiedy 20 godzin, wielu by fizycznie nie wytrzymało. Bywał w krajach, gdzie panują różne choroby: w Afryce, Ameryce Południowej. Ludzie cierpiący na rozmaite schorzenia przychodzili do niego, a on przytulał wszystkich – również trędowatych. Nigdy jednak na nic nie zachorował i się nie zaraził.

– Chciałbym jeszcze zapytać o ujmującą dedykację w Pani książce: Kardynałowi prof. Stanisławowi Nagy’emu. Czy będzie przedstawiony jakiś wątek, który pokaże kontakty naukowe księdza profesora z Papieżem? Wiemy, że przy „obecności intelektualnej” kardynała – czy to w Castel Gandolfo, czy w Rzymie – powstało kilka papieskich dokumentów.

– Oczywiście, wątek kardynała musi się pojawić, choć na tyle, na ile będę mogła coś udokumentować. Był on tak skromną osobą, że namówić go, aby opowiadał o Janie Pawle II, było także mnie niezmiernie trudno, choć cała nasza rodzina bardzo się z nim przyjaźniła. On się obawiał, aby nie wyszło tak, że on, mówiąc o Papieżu, mówi o sobie. Po śmierci Ojca Świętego wielu mieniło się jego przyjaciółmi, opowiadało niesamowite historie właściwie po to, aby siebie zaprezentować, a Papież zostawał w tle. Kard. Nagy nazywał Papieża gigantem ducha i był jego oddanym przyjacielem. Uważał, że każdy człowiek, który mógł mieć choćby najmniejszy kontakt z Papieżem, powinien być zmotywowany do lepszego życia.

Tagi:
Jan Paweł II

Kard. St. Dziwisz: miłość i służba były sekretem wielkości Jana Pawła II

2019-04-18 20:12

md / Kraków (KAI)

Sekretem serca Jana Pawła II była miłość Jezusa i miłość człowieka, która przyjmowała kształt służby – powiedział kard. Stanisław Dziwisz podczas Mszy Wieczerzy Pańskiej 18 kwietnia w Sanktuarium św. Jana Pawła II w Krakowie. Podkreślił, że cała posługa papieża była „bezinteresowną służbą”.

Tomasz Śliwiński
Św. Jan Paweł II podczas modlitwy nad grobem rodziców na cmentarzu Rakowickim. Mal. Franciszka Jagielak Kraków 2018

Wieloletni sekretarz świętego papieża zaznaczył, że miłość i służba były sekretem wielkości Jana Pawła II. „On nie był politykiem pragnącym zdobyć władzę. Nie był wodzem zarządzającym armią. Nie był człowiekiem szukającym osobistej kariery. Sekretem jego serca była miłość Jezusa Chrystusa i miłość człowieka” – podkreślił kaznodzieja. Dodał, że to był fundament życia papieża, a miłość przyjmowała u niego kształt służby.

Joanna Adamik | Archidiecezja Krakowska

„Jan Paweł II nie tylko umywał dosłownie nogi w Wielki Czwartek, w swojej katedrze św. Jana na Lateranie. Cała jego posługa papieska to była bezinteresowna służba Chrystusowi w Jego Kościele. To było również rozwiązywanie trudnych spraw Kościoła i świata. To było także umywanie nóg” – zaznaczył kardynał.

"Biorąc na siebie i na swój krzyż grzechy świata, Chrystus we Krwi swojej umył radykalnie nogi całej ludzkości i uczynił nas zdolnymi do uczestnictwa w uczcie wiecznej w Bożym królestwie miłości" – wyjaśnił kaznodzieja Jezusowy gest umycia nóg apostołom. „Dzisiaj otrzymujemy od Niego niezwykłą lekcję uświadamiającą nam, że miłość i służba idą w parze i są nierozdzielne. Miłość bez służby drugiemu człowiekowi pozostaje pusta, nie ma punktu odniesienia, nie ma oparcia. Natomiast służba bez miłości przystoi bardziej niewolnikom" – dodał.

Kard. Dziwisz przypomniał także, iż Eucharystia zajmowała centralne miejsce w życiu Jana Pawła II. „Ona była zawsze w centrum każdego dnia, wszystkich jego zajęć, spotkań, rozmów, podejmowania decyzji” - wspominał. Podkreślił, że kaplica domu papieskiego była dla Ojca Świętego „stałym punktem odniesienia, modlitwy, refleksji, szukania odpowiedzi na pytania dotyczące kierowania sprawami Kościoła, dobra ludu Bożego”. Dodał ponadto, że papież sprawował każdą Mszę św. ze skupieniem - czy to w Watykanie, czy podczas gromadzących rzesze wiernych podróży apostolskich po świecie.

Na zakończenie metropolita krakowski-senior zachęcił do dobrego, modlitewnego przeżycia Triduum Paschalnego. „Bądźmy blisko cierpiącego i umierającego Jezusa myślą i sercem. Towarzyszmy Mu w tych rozstrzygających chwilach dla zbawienia świata. Stańmy obok Jego krzyża z Maryją” – zaapelował.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Święconka i jej symbole

Ks. Józef Dębiński
Edycja płocka 12/2005

Przemysław Awdankiewicz

Błogosławieństwo pokarmów, zwane powszechnie święconką lub święconym, posiada bogatą symbolikę. Początki tego chrześcijańskiego obrzędu sięgają VIII w., natomiast w Polsce pierwsze jego praktyki odnotowano w XIV stuleciu. Najpierw święcono tylko pieczonego baranka, a więc chlebową figurkę o postaci baranka. Potem dodawano kolejno: jajka, ser, masło, ryby, olej, pokarmy mięsne, ciasto i wino.
Dzisiaj w koszykach niesionych do poświęcenia znaleźć można niemal wszystko, byle było dużo i kolorowo. Podobno zdarzają się nawet chipsy i hamburgery od Mc Donalda. Należy jednak pamiętać, że święconka to nie promocyjna paczka z pełnym asortymentem i nie musi w niej być wszystko.
W przeszłości dobór potraw w koszyku nigdy nie był przypadkowy. Od wieków każdy Boży dar symbolizował co innego, uznanego przez ludową, jak i chrześcijańską tradycję. Zestaw tych darów zmieniał się, ograniczano ich ilość, aż pozostało tylko sześć, by ostatecznie powiększyć do siedmiu. Ten zestaw, przyjęty w okresie wczesnego romantyzmu, obowiązuje do dziś. Potraw w koszyku może być więcej, ale tych siedem powinno się w nim znaleźć przede wszystkim. Symbolizują bowiem treść chrześcijaństwa.
Chleb we wszystkich kulturach ludzkości był i jest pokarmem podstawowym, niezbędnym do życia. Wśród chrześcijan zawsze był symbolem nad symbolami - przedstawia bowiem Ciało Chrystusa. Dlatego sporządzano specjalnie wypieczony wielkanocny chlebek, zwany „paską”.
Jajko jest dowodem odradzającego się życia, symbolem zwycięstwa nad śmiercią. Tę symbolikę rozpowszechnili w Polsce niemieccy zakonnicy. Wywodzi się ona z dawnego zakazu spożywania jaj podczas Wielkiego Postu. Jajka na stół powracały ponownie w Wielkanoc. Do święcenia przygotowywano specjalnie malowane jajka, nazwane, w zależności od techniki zdobienia, kraszankami, pisankami, skrobankami, nalepiankami czy wyklejankami.
Sól to minerał życiodajny, dawniej posiadający moc odstraszania wszelkiego zła. Bez soli nie ma życia. To także oczyszczenie, samo sedno istnienia i prawdy. Stąd twierdzenie o „soli ziemi” - jak to w Kazaniu na Górze powiedział Chrystus o swoich uczniach.
Wędlina zapewnia zdrowie i płodność, a także dostatek, bo przecież nie każdy mógł sobie pozwolić na ten szczególny pokarm. Kiedyś był to choćby plaster szyneczki, a od XIX w. słynna polska kiełbasa.
Ser jest symbolem zawartej przyjaźni między człowiekiem a siłami przyrody, a przede wszystkim stanowi gwarancję rozwoju stada zwierząt domowych. Ser jest bowiem produktem mlecznym pochodzącym od krów, owiec i kóz.
Chrzan zawsze był starym ludowym znamieniem wszelkiej siły i fizycznej krzepy. Współdziałając z innymi potrawami, zapewniał ich skuteczność.
Ciasto do koszyka ze święconką dodano najpóźniej, jako symbol umiejętności i doskonałości - zapewne głównie jako popis domowych gospodyń. Ciasto reprezentowane było głównie przez wielkanocne baby. Warto zaznaczyć, że w koszyczku powinien znaleźć się wypiek własny, domowy, a nie kupiony w ciastkarni.
Taka była tradycja siedmiu błogosławionych darów, znana w Polsce od wielu lat. Współczesne uzupełnienia wielkanocnego koszyka są już dodatkami bez znaczenia - wkładane tam trochę ze snobizmu, z nieświadomości, a najczęściej z powodu lekceważenia tradycji.
Koszyk powinien być z wikliny, słomy lub sosnowych łubów. Wyścielony serwetką, ozdobiony bielą koronek i zielenią bukszpanu lub gałązek borówki jest wyrazem wielkiej radości. Tą radością trzeba się podzielić podczas wielkanocnego śniadania - zarówno w znaczeniu symbolicznym, jak też dosłownym.
Warto, by choć niektóre zwyczaje śniadania wielkanocnego były i dziś kultywowane w naszych domach. Dawniej śniadanie rozpoczynało się specjalnym obrzędem: matka zapalała wielkanocną świecę ustawioną na środku stołu i wypowiadała słowa: „Światło Chrystusa”, na co ojciec odpowiadał: „Chrystus zmartwychwstał. Alleluja”. Następnie wszyscy zebrani przy stole dodawali: „Prawdziwie zmartwychwstał. Alleluja”. Następnie odczytywano tekst Pisma Świętego o uczniach zdążających do Emaus (Łk 24, 13--35) lub o ukazaniu się Pana Jezusa Apostołom (Łk 24, 36--42) czy też fragment o pustym grobie z Ewangelii św. Mateusza (28, 1-10). Z kolei ojciec rodziny święcił wodą święconą cały stół wielkanocny, po czym dzieląc się jajkiem, składano sobie życzenia.
Przygotowując w tym roku koszyczek ze święconką, pamiętajmy więc, aby był on przede wszystkim przypomnieniem naszej bogatej chrześcijańskiej tradycji, a nie tylko przejawem mody i nic nieznaczącym zwyczajem.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Franciszek: Szukajmy Jezusa we wszystkim i przede wszystkim!

2019-04-20 22:03

st, tom (KAI) / Watykan

Szukajmy Jezusa we wszystkim i przede wszystkim. Z Nim zmartwychwstaniemy - zachęcił Franciszek podczas liturgii Wigilii Paschalnej 20 kwietnia w bazylice św. Piotra. Papież zachęcił do powrotu do żywej miłości z Panem, gdyż w przeciwnym razie mamy wiarę muzealną, a nie wiarę paschalną.

Grzegorz Gałązka

W homilii Franciszek nawiązał do fragmentu Ewangelii mówiącym o kobietach, które przybywszy do grobu Jezusa natknęły się na duży kamień, który tarasował wejście do niego. "Droga tych kobiet jest również naszą drogą. Przypomina drogę zbawienia, którą przebyliśmy dziś wieczorem. Wydaje się w niej, że wszystko rozbija się o kamień: piękno stworzenia o dramat grzechu; wyzwolenie z niewoli o niewierność wobec przymierza; obietnice proroków o smutną obojętność ludu"- powiedział papież i zaznaczył, że dzisiaj odkrywamy, że nasza droga nie jest daremna, że "nie roztrzaskuje się o kamień nagrobny".

"Wielkanoc to święto usuwania kamieni" - podkreślił Franciszek i stwierdzil, że Bóg usuwa najtwardsze kamienie, o które rozbijają się nadzieje i oczekiwania a zmartwychwstały Jezus jest „żywym kamieniem”, na którym zbudowany jest Kościół. "Dzisiejszego wieczora każdy jest wezwany do znalezienia w Żyjącym tego, który usuwa z serca najcięższe kamienie" - powiedział Franciszek.

Papież przestrzegł przed "kamieniem nieufności", który często blokuje nadzieję", przed budowaniem "grobowca nadziei", kierowania się "psychologią grobu", że wszystko się kończy, bez nadziei, że wyjdzie stamtąd żywe. Wskazał na fundamentalne pytanie Wielkanocy, zadane przez aniołów w pustym grobie Jezusa: "Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych?" "Pan nie jest obecny w rezygnacji. Zmartwychwstał, nie ma Go tam; nie szukaj Go tam, gdzie Go nie znajdziesz: nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych. Nie wolno grzebać nadziei!" - zaapelował Franciszek

Następnie wskazał na "kamień grzechu", który opieczętowuje serce. "Grzech zwodzi, obiecuje rzeczy łatwe i gotowe, pomyślność i sukces, ale potem zostawia za sobą samotność i śmierć. Grzechem jest szukanie życia wśród umarłych, sensu życia w rzeczach przemijających" - przestrzegł Franciszek i wezwał do porzucenia grzechu kariery, pychy i przyjemności, powiedzenia "nie" marnościom świata.

Papież zachęcił, aby nie ulegać własnym ograniczeniom i lękom. Przytoczył słowa z wiersza słynnej dziewiętnastowiecznej amerykańskiej poetki Emily Dickinson: „Nie znamy własnej wielkości, nim ktoś nam powie, by powstać”. "Pan nas wzywa do powstania, do wstania z martwych na Jego słowo, do spojrzenia w górę i uwierzenia, że zostaliśmy stworzeni dla nieba, a nie dla ziemi, dla wyżyn życia, a nie niskości śmierci" - powiedział Franciszek.

Papież zaznaczył, że Bóg prosi nas, abyśmy patrzyli na życie tak, jak On je postrzega, zawsze widzący w każdym z nas przemożne źródło piękna i kocha nasze życie, nawet gdy się boimy na nie spojrzeć i wziąć je w swoje ręce. "W Wielkanoc pokazuje ci, jak bardzo je miłuje. Jezus jest specjalistą w przekształcaniu naszej śmierci w życie, naszego biadania w taniec, wraz z Nim możemy i my dokonać Paschy, czyli przejścia: przejścia od zamknięcia do komunii, od rozpaczy do pocieszenia, od lęku do ufności" - mówił Franciszek i dodał: "Nie stójmy patrząc z lękiem w ziemię, ale patrzymy na zmartwychwstałego Jezusa: Jego spojrzenie napawa nas nadzieją, bo mówi nam, że zawsze jesteśmy kochani i że niezależnie od wszystkiego, czego byśmy nie postanowili, Jego miłość się nie zmienia".

Papież zachęcił do powrotu do żywej miłości z Panem, gdyż w przeciwnym razie mamy wiarę muzealną, a nie wiarę paschalną. Zaznaczył, że Jezus nie jest osobistością z przeszłości, ale jest Osobą żyjącą dzisiaj; nie poznaje się Go w książkach historycznych, ale spotyka w życiu. "Dzisiaj upamiętniamy chwilę, kiedy Jezus nas powołał, kiedy pokonał nasze ciemności, opory, grzechy, kiedy dotknął naszych serc swoim Słowem" - powiedział Franciszek.

Papież podkreślił, że Pascha Jezusa uczy nas, że "człowiek wierzący nie zatrzymuje się zbytnio na cmentarzu, ponieważ jest powołany, by iść na spotkanie z Żyjącym". Zachęcił, abyśmy się nie uciekali do Pana, jedynie, aby nam pomógł w rozwiązywaniu naszych problemów i potrzeb, gdyż to one nas wówczas ukierunkowują, a nie Jezus, ale pozwolili Zmartwychwstałemu Panu, aby nas przemienił. "Dajmy Żyjącemu centralne miejsce w życiu. Prośmy o łaskę, by nie dać się ponieść nurtowi, morzu problemów; nie rozbić się na kamieniach grzechu i skał nieufności i strachu. Szukajmy Go we wszystkim i przede wszystkim. Z Nim zmartwychwstaniemy" - zaapelował na zakończenie Franciszek.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem