Reklama

Mężczyźni św. Józefa

2012-11-02 07:54

Z Robertem Golejem ze Wspólnoty św. Józefa we Wrocławiu rozmawia Marta Wilczyńska
Edycja wrocławska 45/2012, str. 4

Krzysztof Kunert

Ulicami Wrocławia przeszło 21 października kilkuset mężczyzn, dając tym samym świadectwo wiary w Boga, a także wskazując na właściwy model mężczyzny. Jednym ze sposobów kontynuacji aktywizacji mężczyzn w Kościele jest działająca we Wrocławiu Wspólnota Mężczyzn św. Józefa.

MARTA WILCZYŃSKA: - Skąd pomysł na to, by zaangażować się we Wspólnotę?

ROBERT GOLEJ, Wspólnota Mężczyzn św. Józefa we Wrocławiu: - Jezus mówił: Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię. Jeżeli odczytujemy Ewangelię na serio i jej zasady wprowadzamy w życie, musimy te słowa we właściwy sposób realizować. Możliwość wpływania na otaczającą nas rzeczywistość wymaga odkrycia nowej tożsamości nadanej w Chrystusie, tego, co to dla nas oznacza, do czego prowadzi i zobowiązuje. W przypadku budowy wspólnoty MSJ motywacją pozytywną było pragnienie pogłębienia zrozumienia swojej tożsamości, zawarcie męskich przyjaźni, realizacja wspólnych zadań. Negatywna motywacja to ścigające nas zdegenerowane modele męskości, których fundamentem jest zaspokajanie swoich potrzeb i rozbuchanego ego, ale również sposoby myślenia odcinające się od zależności od Boga i od innych. Z jednej strony przeciwstawiamy się grzechowi, by nie miotały nami drugorzędne sprawy, z drugiej strony potrzebujemy swoje pojmowanie rzeczywistości ukorzenić w Bogu. Kolejnym czynnikiem, jaki popycha do organizacji takiej grupy, jest obserwacja osamotnienia mężczyzn i ich zmęczenia wymaganiami, jakie sami na siebie ponakładali.

- Co Panu osobiście daje Wspólnota?

- Odpowiadając na to pytanie, chciałbym zaczerpnąć z ks. Blachnickiego, który mówi o trzech pojęciach nowy człowiek, nowa wspólnota, nowa kultura. Potrzebujemy ciągłego odnawiania naszego Nowego Człowieka. Nowy Człowiek zwrócony do Boga, zaczyna szukać relacji, ponieważ jego Nowe Życie prowadzone z Bogiem zwraca go do innych, rodząc wspólnotę. Kolejnym pojęciem jest Nowa Kultura, czyli zaangażowanie Nowego Człowieka dla przekształcania, budowania lepszego świata. Mężczyźni św. Józefa starają się podejmować te wyzwania. Po pierwsze pielęgnując życie Boże w nas przez formację, lekturę Słowa Bożego, modlitwę. Budujemy męskie braterskie relacje, oparte na Bogu, szacunku dla wszystkich, pochylaniu się nad problemami innych. Wspólnota Braci daje możliwość mówienia o swoich zmaganiach, bieżącej sytuacji, decyzjach. Pozwala zobaczyć, że inni też mają problemy i przechodzą przez nie. Przez ich świadectwo i Słowo Boże Bóg pozwala nam zobaczyć te sytuacje w nowym świetle. Ponadto jako mężczyźni czujemy się szczególnie odpowiedzialni za kształtowanie świata. Chcemy nie tylko mówić o Królestwie Bożym, ale urzeczywistniać je.

- Czy bycia prawdziwym mężczyzną - mężem, ojcem - trzeba się uczyć?

- To pytanie tak naprawdę dotyczy wzorców. Współczesny świat oferuje nam wielką rozmaitość modelów mężczyzny. Wielu z nas ich nie miało. Zatem stoimy w trudnej sytuacji konieczności budowania wzorców, nie mając się do czego odnieść. Kolejnym wyzwaniem jest wzięcie odpowiedzialności za osobisty rozwój duchowy. Musimy tu uważać na napięcie: czy chcę realizować siebie, chcąc być doskonałym mężczyzną, mężem, ojcem, nakładając na siebie setki zasad i praw, które mają mnie doprowadzić do doskonałości? Czy chcę umrzeć dla siebie i przyjąć nowe życie w Chrystusie? Nie oznacza to braku konieczności formowania swojego myślenia. Przyjęcie zbawienia prowadzi nas do odkrywania Bożych zasad, które stosowane przez nas stają się ciałem w nas, w naszych rodzinach, zakładach pracy i społeczeństwie. Widząc presję innych modeli życia, światopoglądów, widzimy konieczność odnawiania swojego myślenia, poddawania go Bogu, szukania już nie tylko odwrócenia się od grzechu ale zwrócenia się ku Bogu. Jeżeli tak rozumiemy słowo uczyć się, to tak, trzeba się uczyć.

Tagi:
wywiad wspólnota

Nie lubią prostych linii

2019-02-13 07:44

Piotr Lorenc
Edycja sosnowiecka 7/2019, str. IV

Wspólnota Betlejem z Jaworzna, czyli dom życia i mieszkania z bezdomnymi, jest bardzo dobrze znana w naszej diecezji. Wszystko za sprawą nieszablonowego, zupełnie niestandardowego podejścia do bezdomności. Bo w jakim ośrodku bezdomni mogą pojechać do Wiednia na wycieczkę, na Maltę, by wziąć udział w maratonie, rowerami do Ziemi Świętej czy traktorkami do Lisieux – by wymienić tylko niektóre przedsięwzięcia

Archiwum Wspólnoty Betlejem
Eucharystia to najlepsze miejsce spotkań

Oczywiście to są spektakularne projekty, które angażują i mobilizują osoby bezdomne, ale życie toczy się co dzień. I do działania, jak każdy ośrodek, Betlejem potrzebuje wsparcia – i modlitewnego, i finansowego. Zwłaszcza, że w ostatnim czasie wspólnocie udało się nabyć dom, który jednak wymaga gruntownego remontu. – Pragniemy stworzyć w nowym domu miejsce spotkań i warsztatów dla dzieci, młodzieży, dorosłych i seniorów. Dla wszystkich. Nie chcemy jednak, by był to kolejny budynek spełniający wyśrubowane standardy, wybudowany ze szkła, betonu i stali. Pragniemy stworzyć dom w stylu Hundertwassera – austriackiego malarza, grafika, rzeźbiarza, performera, znanego przede wszystkim z realizacji budowlanych. Styl jego charakteryzuje unikanie regularności, symetrii i prostych linii oraz kątów – powiedział ks. Mirosław Tosza, założyciel i opiekun Wspólnoty Betlejem w Jaworznie. Warto więc wspomóc Betlejem, bo członkowie wspólnoty tworzą dom, który jest miejscem spotkania, a spotkanie zmienia.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Testament Jana Olszewskiego

2019-02-13 07:43

Michał Karnowski, Publicysta tygodnika „Sieci” oraz portalu internetowego wPolityce.pl
Niedziela Ogólnopolska 7/2019, str. 10

„Żegnając się ostatecznie, chciałbym mieć przekonanie, że zmiana, która się w Polsce dokonuje, jest trwała. Pragnę, aby to było już przesądzone” – powiedział Jan Olszewski w jednym z ostatnich swoich wywiadów

Tomasz Gzell/PAP
Śp. Jan Olszewski (1930 – 2019)

W dziejach III RP półroczny zaledwie okres rządu Jana Olszewskiego (grudzień 1991 – czerwiec 1992) jawić się może niektórym jako epizod. Młodym należy wytłumaczyć, dlaczego było to takie ważne. Faktycznie, w sensie politycznym był to gabinet słaby, rozrywany wewnętrznymi sprzecznościami, rozbijany przez działania rozmaitej agentury, traktowany przez dominujące wówczas media ze straszliwą pogardą. Gdy upadał, ludzie uważający się za właścicieli Polski odetchnęli z ulgą, że oto układ komunistów z lewicową częścią obozu solidarnościowego pozostaje niezagrożony, że władza polityczna PZPR nadal będzie zamieniana na własność i wpływy w tym, co nazwano kapitalizmem.

Bo choć świat wokół zmieniał się radykalnie, u nas trwano przy założeniach kompromisu z komunistami. On miał sens w 1989 r. Ale trzymanie się uparcie tamtych układów w 1991 r. było szkodliwym absurdem. I Jan Olszewski, osobiście przy Okrągłym Stole obecny, rozumiał to doskonale, podobnie jak śp. Lech Kaczyński. Oni – i wielu innych – rozumieli, że szansa na zbudowanie normalnego państwa, na odcięcie się od patologii totalitarnego reżimu topiona jest w setkach nieciekawych układów i układzików. Ba, nawet bazy sowieckie miały pozostać w roli baz gospodarczych, co planował Lech Wałęsa, ale Jan Olszewski w ostatniej chwili to zablokował. „Dzisiaj widzę, że to, czyja będzie Polska, to się dopiero musi rozstrzygnąć” – te pamiętne słowa z ostatniego premierowskiego przemówienia Jana Olszewskiego dobrze oddały zadania stojące przed obozem patriotycznym w następnych dekadach.

Wspominał tamte miesiące w jednym z ostatnich wywiadów dla portalu wPolityce.pl, z okazji swoich 87. urodzin: „Z góry było wiadomo, że jest to misja o charakterze szczególnego ryzyka. Tylko że to ryzyko trzeba było podjąć. Zwłaszcza że tak się zdarzyło, iż akurat ten rząd powstawał w momencie, w którym jednocześnie rozpadał się Związek Sowiecki. Zarówno dla mnie, jak i dla wielu ludzi, którzy wówczas ze mną współdziałali, było oczywiste, że to jest specjalny moment, jakaś szczególna szansa. Oczywiście, można powiedzieć, że trzeba było zrobić więcej – i pewnie można było. Z perspektywy czasu widzę niektóre rzeczy, które trzeba było zrobić, a nie zostały zrobione, lub które trzeba było zrobić zupełnie inaczej”.

Zapytaliśmy również, czy jest szansa, że Polska w końcu będzie taka, o jakiej marzył.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Wyrzucony z Norwegii za obronę polskich dzieci

2019-02-18 07:58

Artur Stelmasiak

W poniedziałek o godz. 17 odbędzie się demonstracja przed ambasadą Norwegii przeciwko antyrodzinnej polityce Oslo, gdzie odbiera się dzieci m. in. polskim rodzinom. Powodem pikiety jest wyrzucenie polskiego dyplomaty konsula dr Sławomira Kowalskiego wbrew stanowisku rządu RP.

Twitter

Norweski MSZ tłumaczy, że konsul podczas swoich interwencji w obronie dzieci nie podporządkował się policji i urzędnikom Barnevernet. Jednak z opinii świadków i nagrań udostępnionych przez Instytut na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris jednoznacznie wynika, że to norwescy policjanci i urzędnicy złamali międzynarodowe prawo, a zwłaszcza zapisy Konwencji Wiedeńskiej o prawie konsularnym.

Na filmie ujawnionym na youtube dokładnie widać i słychać, że policjanci zmusili polskiego konsula do opuszczenia budynku, gdzie znajdowały się polskie dzieci. Co więcej, osobie posiadającej immunitet dyplomatyczny policjanci grozili użyciem siły i mówili: "Masz ostatnią szansę żeby stąd wyjść, albo cię wyniesiemy". "Masz wyjść, bo ja tak mówię!". Natomiast rzeczniczka norweskiego MSZ nadal powiela kłamstwa i oskarżenia wobec konsula, że zachowywał się gwałtownie, utrudniał wykonywanie obowiązków i odmówił stosowania się do poleceń policji. - Konsul miał pełne prawo do interwencji, a policja powinna mu w tym pomoc. Nagranie czarno na białym pokazuje, że konsul działał zgodnie z prawem, a prawo łamali norwescy policjanci. To jawne pogwałcenie prawa konsularnego z Konwencji Wiedeńskiej. Mam nadzieję, że te sprawy zostaną postawione na arenie międzynarodowej - mówi mec. Jerzy Kwaśniewski, prezes Ordo Iuris, który jest zaangażowany w obronę polskich rodzin w Norwegii.

Konsul Sławomir Kowalski został bardzo brutalnie potraktowany przez norweską dyplomację. W szybkiej odpowiedzi na to polski MSZ w tym samym czasie odwołał norweską panią konsul z Warszawy. W tej sprawie chodzi o ochronę Polaków w Norwegii, których jest tam ok. 200 tys. i są największą mniejszością narodową w tym kraju. - Mam tezę, że w kontekście relatywnie niskiego przyrostu naturalnego w Norwegii, możliwość asymilacji polskich dzieci jest bardzo atrakcyjna dla rządu norweskiego. I dlatego szuka się pretekstu, by polskie dzieci zabrać polskim rodzinom, odciąć je od polskiej kultury i tradycji, by zrobić z nich Norwegów, których dziś tak bardzo brakuje w Norwegii - mówił poseł Jan Dziedziczak i były wiceminister MSZ.

Pikieta rozpocznie się w poniedziałek 18 lutego 2019 roku przed ambasadą Norwegii, al. Armii Ludowej 26 o godz. 17.00

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem