Reklama

Neoprezbiterzy A.D. 2009

2012-11-19 12:00

Ks. Dariusz Frydrych
Edycja podlaska 28/2009

Ks. Wojciech Ryczkowski

ur. w Węgrowie 31 sierpnia 1977 r., syn Romualdy i Jerzego. Pochodzi z parafii pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Węgrowie. Praktykę diakońską odbył w parafii pw. Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny w Sokołowie Podlaskim.

O swoim powołaniu
Serce człowieka kryje w sobie jakieś ogromne i tajemnicze pragnienie szczęścia. Człowiek wciąż tego szczęścia szuka i mimo usilnych starań często nie potrafi go odnaleźć. Często za to błądzi, raniąc samego siebie i innych. I prawdę mówi św. Augustyn, który stwierdził: „Tęskno mi, Boże, i niespokojne jest serce moje, dopóki nie spocznie w Tobie”. Dopiero w Bogu człowiek może odnaleźć pełnię szczęścia i ukoić własną duszę, która - jak pisał Goethe - „w rozprzęgu wiecznym trwa”. Taką pełnię szczęścia odnalazłem kiedyś właśnie w Bogu, który jednocześnie okazał się być odpowiedzią na moje życiowe pytania. Moment wstąpienia w seminaryjne progi jedynie przypieczętował odnalezienie tego ewangelicznego skarbu, dla którego człowiek gotów jest sprzedać wszystko, co posiada, aby tylko móc go mieć na własność. Ufam, że Bóg który jest samą Miłością, poprowadzi mnie przez życie i pozwoli godnie wypełnić powołanie, do którego mnie wezwał.

Na obrazku prymicyjnym:
„Uwiodłeś mnie, Panie, a ja pozwoliłem się uwieść; ujarzmiłeś mnie i przemogłeś” (Jr 20, 7). Tym, którzy uczyli mnie wiary, miłości i życia; Tym, którzy sercem i modlitwą towarzyszyli mi na drodze do kapłaństwa; moim Rodzicom, Siostrom, Bratu, Krewnym i Przyjaciołom, Tym, do których mnie poślesz, błogosław Boże!

Reklama

Ks. Daniel Janusz Obzejta

ur. 26 kwietnia 1984 r. w Warszawie, syn Jana i Krystyny. Pochodzi z parafii pw. Podwyższenia Krzyża Świętego w Platerowie. Praktyki duszpasterskie odbywał w parafii pw. św. Wawrzyńca w Korytnicy.

O swoim powołaniu
Całe moje życie było i jest, mam nadzieję, odnajdywaniem Boga. Wiele osób i momentów zawsze będzie dla mnie „znakami” od Boga. To dzięki nim kształtowała się moja relacja z Jezusem i decyzja o wstąpieniu na drogę kapłaństwa. Postanowienie o wstąpieniu do seminarium ukształtowało się w czasie licealnym. Pamiętam szczególnie wyjazd w góry, gdzie po raz pierwszy uczestniczyłem we Mszy św. prymicyjnej. Wtedy właśnie na Eucharystii pojawiła się myśl o kapłaństwie - oddaniu siebie Bogu obecnemu w bliźnich. To dla każdego człowieka Bóg jest obecny w sakramentach. To właśnie chcę głosić, że Bóg „zamieszkał wśród nas”, aby codziennie być z nami, zbawiać od egoizmu i uczyć altruizmu, a wzorem jest Jezus Chrystus.

Motto na obrazku prymicyjnym
„A Słowo stało się ciałem i zamieszkało między nami” (J 1, 14).
„Dziękuję Bogu mojemu, ilekroć was wspominam - zawsze w każdej modlitwie, zanosząc ją z radością za was wszystkich” (Flp 1, 3-4).

Ks. Mariusz Szymanik

ur. 10 października 1983 r. w Sokołowie Podlaskim, syn Zenona i Haliny. Pochodzi z parafii pw. Miłosierdzia Bożego w Sokołowie Podlaskim. Praktyki duszpasterskie odbył w parafii pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Siemiatyczach.

O swoim powołaniu
Trudno jest mi wskazać konkretny moment, w którym rozpoznałem swoje powołanie. W moim życiu było wiele momentów, w których zastanawiałem się nad powołaniem i rozważałem możliwość wstąpienia do seminarium. Pamiętam, że już w szkole podstawowej przychodziły do mojego serca takie myśli. Dzisiaj wiem, że Bóg, który obdarzył mnie łaską powołania kapłańskiego, już wtedy przygotowywał moje serce do odpowiedzi na pełne miłości słowa: „Pójdź za Mną”, które do mnie skierował.
Wielki wpływ na podjęcie decyzji o wstąpieniu do seminarium mieli moi rodzice, którzy wychowali mnie w dobrej i religijnej atmosferze, a także księża, których spotkałem w swoim życiu. To właśnie świadectwo ich życia pomogło mi podjąć tę trudną i poważną decyzję. Dziękuję z całego serca Bogu za ten niczym niezasłużony dar. Z pomocą Jego łaski pragnę dążyć do świętości, by być kapłanem na wzór Serca Jezusowego.

Na obrazku prymicyjnym
„Jezu, ufam Tobie”.
Jezu bądź nagrodą rodzinie, wszystkim, którzy dopomogli mi dojść do Twego ołtarza. Tym, do których mnie posyłasz, bądź mocą i światłem.

Ks. Mariusz Janusz Woltański

ur. 10 sierpnia 1984 r. w Węgrowie, syn Kazimierza i Elżbiety. Pochodzi z parafii pw. Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny w Łochowie. Praktykę diakońską odbywał w parafii pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Węgrowie.

O swoim powołaniu
Gdy patrzę z pespektywy czasu na własne życie i powołanie, to widzę wielkie działanie Boga, który starał się mnie „przygotować” do pójścia za Jego głosem. Teraz wiem, że to nie przypadek, że w czasach licealnych spotkałem księdza katechetę, który pokazał mi drogę do Boga. To nie przypadek, że wtedy poznałem Ruch Światło-Życie, który tak wiele wniósł w moje życie. To właśnie w tym okresie życia miałem dużo pytań dotyczących wiary. Wtedy zaczęła się również rozwijać myśl o pójściu do seminarium. Momentem przełomowym był udział w pieszej pielgrzymce na Jasną Górę po zdanej maturze. Na pielgrzymim szlaku zdecydowałem odpowiedzieć na głos Boga: „Pójdź za Mną”. Jestem wdzięczny Maryi za to, że przez tyle lat prowadziła mnie do Jezusa. Wiem, że powołanie to wielki dar i nie można go zmarnować, jest zbyt cenny, bo pochodzi od Boga. Nieustannie trzeba się o niego troszczyć, nieustannie rozwijać. Z pomocą Bożą pragnę jak najlepiej realizować powołanie, którym obdarzył mnie Pan Bóg.

Na obrazku prymicyjnym
„Powierz Panu swoją drogę: On sam będzie działał” (Ps 37, 5).
Jezu, bądź nagrodą Rodzinie, wszystkim, którzy dopomogli mi dojść do Twego ołtarza. Tym, do których mnie posyłasz, bądź mocą i światłem.

Dzieją się cuda

2019-06-12 09:02

Jolanta Marszałek
Niedziela Ogólnopolska 24/2019, str. 20-21

Od kilku miesięcy w parafii pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu znajdują się relikwie św. Szarbela z Libanu. I dzieją się cuda. Ludzie doznają wielu łask, także uzdrowienia. Jedną z uzdrowionych jest Barbara Koral – żona Józefa, potentata w branży produkcji lodów, i matka trójki dzieci. Cierpiała na raka trzustki, po którym nie ma śladu. 17 maja br. publicznie podzieliła się swoim świadectwem

Wikipedia

W październiku ub.r. wykryto u mnie nowotwór złośliwy trzustki – opowiada Barbara Koral. – Przeżyłam szok. Ale głęboka wiara i ufność w łaskawość Boga wyjednały mi pokój w sercu. Leżałam w szpitalu w Krakowie przy ul. Kopernika, nieopodal kościoła Jezuitów. Dzieci i mąż byli ze mną codziennie. Modliliśmy się do Jezusa Przemienionego za wstawiennictwem św. Jana Pawła II oraz św. Szarbela. Zięć Piotr przywiózł od znajomego księdza płatek nasączony olejem św. Szarbela. Codziennie odmawialiśmy nowennę i podczas modlitwy pocierałam się tym olejem. Czułam, że mając św. Szarbela za orędownika, nie zginę – wyznaje.

Przypadek beznadziejny

Operacja trwała ponad 6 godzin. Po otwarciu jamy brzusznej większość lekarzy odłożyła narzędzia i odeszła od stołu, stwierdziwszy, że przypadek jest beznadziejny. Jednak profesor po kilku minutach głębokiego namysłu wznowił operację. Usunął raka. Operacja się udała.

– Byłam bardzo osłabiona – opowiada p. Barbara – tym bardziej że 3 tygodnie wcześniej przeszłam inny zabieg, również w pełnej narkozie. Nic nie jadłam i czułam się coraz słabsza.

W trzeciej dobie po operacji chora dostała wysokiej gorączki, dreszczy. Leżała półprzytomna i bardzo cierpiała. – Momentami zdawało mi się, że ktoś przecina mnie piłą na pół. Zwijałam się wtedy w kłębek i modliłam cichutko do Pana Boga z prośbą o pomoc w cierpieniu i ulgę w niesieniu tego krzyża.

Lekarze robili, co mogli. Podawali leki w zastrzykach, kroplówkach, by wzmocnić chorą. Nic nie działało. Pobrano krew na badanie bakteryjne. Okazało się, że jest zakażenie bakterią szpitalną, bardzo groźną dla organizmu. Zdrowe osoby zakażone tą bakterią mają 50-procentową szansę na przeżycie. Chorzy w stanie skrajnego wycieńczenia są praktycznie bez szans.

Zawierzenie Bogu

– Rozmawiałam z Bogiem – opowiada p. Barbara. – Pytałam Go, czy po tym, jak wyrwał mnie ze szponów śmierci w czasie operacji, teraz przyjdzie mi umrzeć. Prosiłam z pokorą i ufnością: „Panie Jezu, nie wypuszczaj mnie ze swoich objęć. Uzdrów mnie, kochany Zbawicielu”. Całym sercem wołałam w duchu: „Jezu, zawierzam się Tobie, Ty się tym zajmij!”.

W tym czasie parafia pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu, do której należy rodzina Koralów, czekała na relikwie św. Szarbela (relikwie pierwszego stopnia – fragment kości). Przywiózł je z Libanu poprzedni proboszcz – ks. Andrzej Baran, jezuita, który był tam na pielgrzymce wraz z kilkoma parafianami. Zawieźli też spontanicznie zebraną przez ludzi ofiarę dla tamtejszych chrześcijan. Wiadomo bowiem, że św. Szarbel jest szczególnie łaskawy dla tych, którzy modlą się za Liban. Relikwie, zgodnie z pierwotnym przeznaczeniem, miały trafić do ks. Józefa Maja SJ w Krakowie. On zgodził się przekazać je do Nowego Sącza i osobiście je tam w styczniu br. zainstalował.

Interwencja św. Szarbela

– W dniu, w którym pojechałem po relikwie do Krakowa – opowiada ks. Józef Polak, jezuita, proboszcz parafii pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu – wstąpiłem do naszej WAM-owskiej księgarni, żeby nabyć jakąś pozycję o św. Szarbelu, bo przyznam, że sam niewiele o nim wiedziałem. Wychodząc z księgarni, spotkałem Józefa Korala z córką. Wiedziałem, że p. Barbara jest bardzo chora. Opowiedzieli mi, że wracają ze szpitala i że sytuacja jest bardzo poważna. Relikwie miałem ze sobą od dwóch godzin. Niewiele się zastanawiając, poszliśmy na oddział.

– W pewnym momencie usłyszałam głos męża – opowiada p. Barbara. – Bardzo mnie to zdziwiło, bo przecież był u mnie przed chwilą i razem z córką poszli do kościoła obok szpitala na Mszę św. Po chwili zobaczyłam męża i córkę. Już nie byli przygnębieni i smutni. Twarze rozjaśniał im szeroki uśmiech. Razem z nimi był ksiądz proboszcz Józef Polak. Przyniósł ze sobą do szpitala relikwie św. Szarbela...

Ksiądz wraz z obecnymi odmówił modlitwę do św. Szarbela. Następnie podał chorej do ucałowania relikwiarz. – Już w trakcie modlitwy nie czułam bólu – wyznaje p. Barbara. – Stałam się bardziej przytomna. Kiedy ucałowałam kości św. Szarbela, nie myślałam, czy to będzie uzdrowienie – ja byłam tego pewna. Nie mam pojęcia, skąd się wzięła ta pewność.

Święty kontra bakterie

– Gdy wchodziłem do szpitala – opowiada ks. Polak – wiedziałem, że na oddziale jest jakieś zakażenie. Podałem p. Barbarze relikwiarz do ucałowania. Zobaczyła to pielęgniarka. Wyjęła mi relikwiarz z ręki, spryskała go jakimś środkiem i włożyła pod wodę. „Co pani robi?” – zapytałem. „Muszę to zdezynfekować”. „Ale on nie jest wodoszczelny” – wyjaśniłem, nie wiedząc, że chodzi jej o to, by zewnętrzne bakterie się nie rozprzestrzeniały. To był koniec wizyty.

Następnego dnia rano okazało się, że na oddziale bakterii już nie było. To był kolejny „cud” św. Szarbela. Badania z krwi potwierdziły, że również chora nie ma w sobie bakterii. Lekarze w zdumieniu patrzyli na wyniki. Dla pewności powtórzyli badania.

– Byłam zdrowa – opowiada p. Barbara. – Powoli zaczęłam nabierać siły i radości życia. Cała moja rodzina i przyjaciele, którzy byli ze mną w czasie choroby, którzy wspierali mnie modlitwą i dobrym słowem, są wdzięczni św. Szarbelowi. Błogosławimy go za to, że się mną zajął, że uprosił dla mnie u Boga Wszechmogącego łaskę uzdrowienia. Bogu niech będą dzięki i św. Szarbelowi!

Wiara w orędownictwo

W parafii pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu w trzecie piątki miesiąca o godz. 18 odprawiana jest Msza św. z modlitwą o uzdrowienie, następnie mają miejsce: adoracja, błogosławieństwo Najświętszym Sakramentem, namaszczenie olejem św. Szarbela i ucałowanie relikwii świętego. Wielu ludzi przychodzi i prosi o jego wstawiennictwo. Św. Szarbel jest niezwykle skutecznym świętym, wyprasza wiele łask, pokazuje, że pomoc Boga dla ludzi, którzy się do Niego uciekają, może być realna. – Nie ma jednak żadnej gwarancji, że ten, kto przyjdzie do św. Szarbela, będzie natychmiast uzdrowiony – przyznaje ks. Józef Polak. – Czasami to działanie jest inne. Łaska Boża działa według Bożej optyki, a nie naszych ludzkich życzeń. Święci swoim orędownictwem mogą ludzi do Kościoła przyciągać i to czynią, także przez cuda. Wystarczy popatrzeć, jak wiele osób uczestniczy w Mszach św. z modlitwą o uzdrowienie.

* * *

Ojciec Szarbel Makhlouf

maronicki pustelnik i święty Kościoła katolickiego. Żył w XIX wieku w Libanie

23 lata swojego życia spędził w pustelni w Annaja. Tam też zmarł.

Po pogrzebie o. Szarbela miało miejsce zadziwiające zjawisko. Nad jego grobem pojawiła się niezwykła, jasna poświata, która utrzymywała się przez wiele tygodni. Łuna ta spowodowała, że do grobu pustelnika zaczęły przybywać co noc rzesze wiernych i ciekawskich. Gdy po kilku miesiącach zaintrygowane wydarzeniami władze klasztoru dokonały ekshumacji ciała o. Szarbela, okazało się, że jest ono w doskonałym stanie, zachowało elastyczność i temperaturę osoby żyjącej i wydzielało ciecz, którą świadkowie określali jako pot i krew. Po umyciu i przebraniu ciało o. Szarbela zostało złożone w drewnianej trumnie i umieszczone w klasztornej kaplicy. Mimo usunięcia wnętrzności i osuszenia ciała zmarłego dalej sączyła się z niego substancja, która została uznana za relikwię. Różnymi sposobami próbowano powstrzymać wydzielanie płynu, ale bezskutecznie.

W ciągu 17 lat ciało pustelnika było 34 razy badane przez naukowców. Stwierdzili oni, że zachowuje się w nienaruszonym stanie i wydziela tajemniczy płyn dzięki interwencji samego Boga.

W 1965 r., pod koniec Soboru Watykańskiego II, o. Szarbel został beatyfikowany przez papieża Pawła VI, a 9 października 1977 r. – kanonizowany na Placu św. Piotra w Rzymie. Kilka miesięcy przed kanonizacją jego ciało zaczęło się wysuszać.

Od tej pory miliony pielgrzymów przybywają do grobu świętego, przy którym dokonują się cudowne uzdrowienia duszy i ciała oraz nawrócenia liczone w tysiącach.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Modlitwa o rychłą beatyfikacje Sługi Bożego ks. Wincentego Granata

2019-12-12 19:54

ks. Wojciech Kania

W kościele seminaryjnym świętego Michała Archanioła odbyła się Msza św. w 40. rocznicę śmierci Sługi Bożego Wincentego Granata, której przewodniczył bp Krzysztof Nitkiewicz.

ks. Wojciech Kania

Czas mija nieuchronnie, ktoś powiedział, że bezszelestnie, zacierając ślady po ludziach, instytucjach, cywilizacjach. Żyje dalej tylko to, co przez Boże działanie stało się ponadczasowe i wieczne. Myśli i czyny Księdza Wincentego Granata – owoc jego głębokiej relacji z Bogiem, przetrwały próbę 40. lat, jakie minęły od śmierci Sługi Bożego. Proces kanonizacyjny na poziomie diecezjalnym, którego ważność stwierdziła Stolica Apostolska, uwidocznił jeszcze bardziej piękno tej postaci, jakże ważnej dla Kościoła w Polsce. Dzisiaj rano, Ojciec św. Franciszek, na prośbę postulatora ks. kan. Krzysztofa Ciska, pobłogosławił wszystkim, którzy są zaangażowani w starania o wyniesienie na ołtarze ks. Granata oraz ks. Stanisława Sudoła. Niech obaj dalej nas inspirują, wypraszając u Boga potrzebne łaski – powiedział bp Krzysztof Nitkiewicz rozpoczynając Msze św. z okazji 40. rocznicy śmierci Sługi Bożego ks. prof. Wincentego Granata. Eucharystię koncelebrowali: bp pomocniczy senior Edward Frankowski, księża pracujący w kurii diecezjalnej i profesorowie seminarium. We wspólnej modlitwie udział wzięły siostry zakonne oraz wierni z Ćmielowa, miejsca urodzenia Sługi Bożego.

Homilię wygłosił ks. dr Adam Kopeć. – Chrystus nazywa Jana największym pośród narodzonych z niewiasty. Możemy się zapytać, jakie kryterium tak wysokiej oceny przyjął Pan Jezus? Co takiego sprawiło, że Jan był wielki? To stopień otwarcia na łaskę Bożą. Nie liczył na własne możliwości i siły. Wszystko podporządkował Jezusowi i Jego dziełu. Wielkość człowieka, to stopień otwarcia się na łaskę. To Bóg w nas i przez nas dokonuje rzeczy niezwykłych. To Bóg dokonał rzeczy niezwykłych w życiu ks. Granata. To Sługa Boży pozwolił Mu działać w swoim życiu. Oddał Mu swój czas, intelekt i możliwości – mówił kaznodzieja. Na zakończenie Mszy św. modlono się o rychłą beatyfikację Sługi Bożego.

Po Eucharystii w auli seminaryjnej wszyscy przybyli mogli wysłuchać referatu s. dr Haliny Ireny Szumił pt. „Oddany Ojczyźnie”.

Siostra w swoim referacie ukazała postać Sługi Bożego ks. Wincentego Granata jako osobę bezgranicznie oddaną Ojczyźnie. Przywołała wiele świadectw i przykładów takiej postawy, jak choćby dwukrotną odmowę przyjęcia odznaczeń państwowych. – Miłość do Ojczyzny przejawiała się u Sługi Bożego w pracy charytatywnej w okresie radomskim. W pracy apostolstwa trzeźwości. Umiłowanie Ojczyzny w okresie okupacji przejawiało się w udziale w tajnym nauczaniu oraz w przynależności do Narodowej Służby Wojskowej. Jak mówiła dalej s. Szumił, w trudnych czasach komunizmu miłość do Ojczyzny przejawiała się w wieloraki sposób w trakcie pracy na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Najpierw jako profesora, a później jako Rektora Uniwersytetu. – Warto zauważyć, że państwo ks. prof. Wincentemu Granatowi przyznawało odznaczenie i dwa razy je nie przyjął – zaznaczyła siostra prelegent.

Ks. prof. Wincenty Granat zmarł 11 grudnia 1979 r.  w Sandomierzu. Był wybitnym polskim teologiem i rektorem Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.

Jego proces beatyfikacyjny na szczeblu diecezjalnym został uroczyście zamknięty pod koniec października 2018 r. Obecnie wszystkie dokumenty są w Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych w Rzymie.

Zobacz zdjęcia: Modlitwa o beatyfikację Sługi Bożego ks. Wincentego Granata
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem