Reklama

Wiadomości

Instrukcja obsługi polityki

Polityka rządzi się swoimi prawami. Dwa z nich są fundamentalne: po pierwsze, konieczne jest posiadanie jasno wytyczonych celów, które pozwalają na skuteczne działania; po drugie, niezbędne jest klarowne komunikowanie tych celów wyborcom, aby przekonać ich do poparcia. Te dwie zasady są ze sobą nierozerwalnie związane, ponieważ bez poparcia obywateli polityk nie ma narzędzi do realizacji swoich założeń. W teorii cele deklarowane i realizowane powinny być zbieżne, co jest uczciwe wobec wyborców, którzy głosując na jabłka, oczekują jabłek, a nie gruszek. Niestety, w praktyce nie zawsze jest tak idealnie. Oprócz problemu niespełnionych obietnic, mamy do czynienia z wyborczymi oszustwami, kiedy polityk obiecuje jedno, a realizuje coś przeciwnego.

[ TEMATY ]

polityka

felieton

Samuel Pereira

CPK

Materiały własne autora

Samuel Pereira

Samuel Pereira

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Przykłady takich sytuacji mieliśmy w polskiej historii kilka: obietnica niepodwyższania podatków, które później zostały zwiększone (pierwszy rząd PO-PSL), czy deklaracja, że wiek emerytalny nie zostanie podwyższony (Bronisław Komorowski w kampanii w 2010 r.), co jednak stało się dwa lata później, po wyborach prezydenckich i parlamentarnych. W ostatniej kampanii parlamentarnej padło wiele obietnic, na przykład "100 konkretów na 100 dni", jednakże większość z nich pozostała niespełniona, mimo iż minęło dwa razy więcej czasu. Najbardziej uderza nie tyle niespełnienie obietnicy obniżki cen energii, żywności i benzyny, co ich wzrost. To jest przykład nie tylko braku działania, ale działania wprost przeciwnego.

Jednak jest jedna kwestia, w której koalicja z 13 grudnia jest konsekwentna i dostrzega to każdy, niezależnie od preferencji, kto uważnie obserwuje polską scenę polityczną od około 2018 roku, a szczególnie intensywnie od 2020 roku. Wówczas Rafał Trzaskowski, kandydat Platformy Obywatelskiej na prezydenta, wciągnął na sztandary swojej kampanii obietnicę zablokowanie dwóch kluczowych dla Polski projektów: przekopu Mierzei Wiślanej i budowy CPK. Pierwszego nie udało się zatrzymać i mimo wściekłości Kremla, kanał żeglugowy na Mierzei Wiślanej działa, ale walka o storpedowanie CPK wciąż trwa.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

„Powtarzałem, że CPK nie powstanie i miałem rację”

Reklama

To nie są moje słowa, to deklaracja Macieja Laska, pełnomocnika rządu ds. CPK, wypowiedziana ostatniego czwartku. Sam wybór tego polityka na tę funkcję mówi wiele o intencjach premiera Donalda Tuska wobec projektu. Maciej Lasek w materiałach wyborczych pisał wprost:

„PROJEKT CPK BĘDZIE ZATRZYMANY! (…) Jeśli wygramy wybory, projekt CPK na pewno będzie zatrzymany” (pisownia oryginalna).

Podziel się cytatem

Trzeba przyznać nowej władzy, że w tej jednej, konkretnej sprawie jest konsekwentna w działaniach, chociaż narracja nieco się zmieniła. W walce z CPK są konsekwentni i krok po kroku skutecznie torpedują ten projekt.

Można nawet powiedzieć, że na razie przeciwnicy projektu wygrywają. Jak ujawniła niedawno posłanka Paulina Matysiak – minister Maciej Lasek nie złożył wniosku o finansowanie unijne na budowę odcinka między Warszawą a Łodzią, ani na projekt lotniska.

„Na wojenny nabór termin minął i tracimy przez to pieniądze”

Podziel się cytatem

– ujawniła Matysiak w Polsat News. Powód? Minister Lasek powiedział na posiedzeniu w Sejmie, że „wniosek był niedojrzały”, a projekt lotniska nie został złożony, „bo nie ma decyzji politycznej”.

Jak storpedować projekt CPK?

Obserwując działania wokół CPK, można by napisać bardzo dokładną instrukcję obsługi. Być może taka instrukcja istnieje i na jej podstawie podejmowane są wszystkie działania Donalda Tuska i PO od czterech lat. Kto ją napisał? Tropy są oczywiste – według mnie taką instrukcję mogli napisać ci, którzy najbardziej na tym skorzystają, czyli Niemcy. To nie jest teoria spiskowa, Rafał Trzaskowski już w 2018 r. mówił, że CPK jest niepotrzebny, bo powstaje lotnisko w Berlinie.

Cui bono? Światło na prawdopodobne źródła walki z CPK rzuciła w lutym br. Anna Maria Żukowska z Lewicy, mówiąc u Roberta Mazurka w „Kanale Zero”, że:

„Jest wiele powodów i wiele grup interesów, które są czynnymi szatanami nie chcącymi powstania tej inwestycji.”

Podziel się cytatem

Reklama

Dopytywana przez prowadzącego, o jakie grupy może chodzić, odpowiedziała: „Takie, które są powiązane z lotniskiem w Modlinie w sposób personalno-finansowy. Jest samorząd województwa mazowieckiego, od lat związany z PSL-em, zarząd Portów Lotniczych Modlin. Tam od lat zasiadała rodzina bliska członków zarządu Sejmiku Województwa Mazowieckiego.” U źródeł uwalenia samej koncepcji (mowa o projekcie, który nie nazywał się CPK, ale założenia dotyczące sieci kolei były takie same) jest Sławomir Nowak, zapomniany dziś bohater niejednej afery korupcyjnej. To właśnie on w grudniu 2011 roku ogłosił, że „do projektu Kolei Dużych Prędkości wrócimy, gdy Polskę będzie na nią stać”, co dla nich oznaczało „nigdy”. - Zamrażamy wszelkie prace nad KDP po wykonaniu studium do roku 2030 - powiedział „Rynkowi Kolejowemu” Sławomir Nowak, ówczesny minister transportu, budownictwa i gospodarki morskiej. Deklaracja ta oznaczała, że prace nad budową linii kolejowej łączącej Warszawę z Wrocławiem i Poznaniem przez Łódź, po której pociągi miały się poruszać z prędkością 350 km/godz., zostały odłożone na co najmniej 20 lat.

„Audyty” i „urealnianie”

Jak jednak storpedować projekt, który cieszy się poparciem zdecydowanej większości Polaków, niezależnie od ich poglądów politycznych? To nie jest proste zadanie. W tym celu najpierw zaczęły powstawać „oddolne” organizacje sprzeciwiające się budowie, za którymi stały wcale nie przypadkowe osoby. Na ich plecach politycy obecnej władzy, wtedy będący w opozycji, zaczęli przedstawiać projekt CPK jako coś antyludzkiego, związanego z niechcianymi wywłaszczeniami. Choć jak dotąd nie było żadnych, fakty nie przeszkadzają im w robieniu propagandy. Później zaczęto wyśmiewać projekt, określając go jako barany w Baranowie, pustą łąkę itp. Następnie przeliczano koszt projektu na liczbę posiłków w szkołach, środki na służbę zdrowia, ratowanie gospodarki w czasie pandemii koronawirusa, a na końcu skupiono się na zarobkach kierownictwa spółki, sprowadzając do tego całe CPK. Podobnie postąpiono przy przejęciu TVP czy prokuratury, przy czym ci, którzy dokonali zamachu, żadnych pensji sobie nie obniżyli, co tylko potwierdza ich prawdziwe intencje.

Teraz nadszedł czas na „audyty” i „urealnianie”. To pierwsze zakończyło się dość szybko, gdy okazało się, że nikt poważny nie chce podpisać się pod absurdalnymi politycznymi tezami anty-CPK. To drugie natomiast zaczęło pojawiać się w ustach polityków obozu rządzącego jako synonim do „zwijania”, bo to tak naprawdę stało się z projektem. Ta nowa narracja jest konieczna, bo dziś nie wypada, jako politykowi powiedzieć, że jest się przeciwko CPK, a więc na potrzeby uśpienia wyborców wybrano taki, a nie inny przekaz. Jak zauważył Maciej Strzembosz na łamach „Rzeczpospolitej”, „presja społeczna była tak duża, że CPK nie dało się w prosty sposób pogrzebać. Trzeba było przejąć projekt. To co jednak otrzymujemy od Donalda Tuska, to nie jest już CPK, ale PDT, czyli Propaganda Dla Tumanów. Brak likwidacji Okęcia nie kreuje nowego hubu, ale coś dodatkowego: zostawiając w centrum Warszawy hałas i zanieczyszczenia, ale też odbierając nowemu lotnisku najbardziej lukratywne loty – bo mając wybór, każdy bogaty woli latać wprost do stolicy.” W skrócie: plan jest cały czas ten sam, tylko przekaz polityczny uległ korekcie.

Dlaczego warto o tym mówić?

Ludzie powinni być świadomi, jakie mechanizmy są wobec nich stosowane. Pozwoli to wyciągnąć wnioski na przyszłość przy innych podobnych strategiach odwracania pojęć i grzebania polskich inwestycji. Tym bardziej, że niestety wszystko wskazuje na to, że te zakopane do tej pory projekty nie są ich ostatnim słowem.

Czytaje więcej felietonów Samuela Pereiry.

2024-06-29 07:03

Oceń: +11 -3

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Wielka rocznica z oddali

Dziś nie mamy wątpliwości, że dzień 16 października 1978 r. stał się zwrotny w naszym życiu, w życiu narodu, Europy i świata. Wszystko wskazuje na to, że informację podaną w radiu i telewizji najlepiej zrozumieli wówczas tylko ci, którzy nie mieli wiele wspólnego z ośrodkami władzy – prości ludzie. W polskich domach zapanował entuzjazm. Udzielił się on także p. Andrzejowi Kozerze, od 1962 r. prezenterowi telewizyjnemu, który autentycznie wzruszony poinformował Polaków w TVP o tym doniosłym wydarzeniu. Świadectwem ogromnego zainteresowania, jakim od początku swego pontyfikatu cieszył się papież Jan Paweł II, były słowa zawarte w pierwszym po powrocie do kraju prymasa Polski komunikacie KEP: „Wyniesienie polskiego kardynała na Stolicę Piotrową jest przedmiotem szlachetnej dumy każdego Polaka. Nic więc dziwnego, że całe społeczeństwo polskie żywo interesuje się działalnością Ojca Świętego. Z niecierpliwością oczekuje pełnych tekstów jego przemówień i obszernych informacji o jego poczynaniach”. Biskupi bezskutecznie apelowali do władz m.in. o większy nakład prasy katolickiej, skoro państwowe media skąpiły informacji o codziennej pracy Papieża. Intuicyjne zrozumienie dla rzeczy wielkich, które się działy wokół nas, Polaków, nie dotknęło jednak wszystkich. Nie tylko dlatego, że nie wszyscy rozumieją teraźniejszość. „Tej chwili nigdy nie zapomnę. Dziś, 16 października 1978 r., znajdowałem się wieczorem w autokarze jadącym z Warszawy do Olsztyna, wypełnionym uczestnikami polskiej delegacji na obrady II Forum Polska-RFN, które miały się tam nazajutrz rozpocząć. W skład delegacji wchodzili posłowie, dziennikarze, pracownicy naukowi, działacze gospodarczy; byli to w ogromnej większości członkowie partii, wśród nich kilku wyższych funkcjonariuszy jej aparatu i członków KC – wspominał Janusz Zabłocki, także poseł na Sejm PRL z ramienia Znak-u. – Wiadomość ta poraziła wszystkich niby grom z jasnego nieba. W autokarze, wypełnionym dotąd ożywionym gwarem rozmów, zapadła nagle przejmująca cisza. Nie trzeba było wiele wyobraźni, by odgadnąć, o czym teraz myśli każdy z jego pasażerów. Dawało się odczuć, że – poza krańcowym zaskoczeniem – przeżywają wszyscy wewnętrzne rozdarcie. Z jednej strony wybór Polaka na papieża był wydarzeniem, jakiego nie znała dotąd historia, było to nieoczekiwane i niezwykłe wyniesienie pozycji naszego kraju na arenie międzynarodowej, na co żadne serce polskie nie mogło nie reagować radosnym drgnieniem narodowej dumy. Z drugiej wszakże strony oznaczało to osadzenie na szczycie Kościoła człowieka, który w partii zyskał sobie opinię partnera trudnego, krytycznego wobec systemu, a nawet sympatyzującego z opozycją; do tego zbyt dobrze – tak teoretycznie, jak i praktycznymi doświadczeniami swej pracy duszpasterskiej – obeznanego z komunizmem. Wzmacniało to niesłychanie pozycję Kościoła polskiego, a zatem zapowiadało kierownictwu partii nowe powikłania i groziło nowymi trudnościami, których i tak było wiele. W zupełnym prawie milczeniu, jakie po komunikacie radiowym zawisło w autokarze, czuło się niemal fizycznie, jak w każdym z moich towarzyszy podróży te dwie sprzeczne reakcje – narodowa i partyjna – ścierają się z sobą i ważą”. Ks. prał. Bogusław Bijak, który wówczas mieszkał w domu parafialnym kościoła pw. św. Aleksandra w Warszawie przy ul. Książęcej, czyli naprzeciwko KC, opowiadał mi, jak to w gmachu partii przez całą noc paliło się światło. Komuniści się naradzali, debatowali. Kazimierz Kąkol pozostawił w swoich pamiętnikach notatkę z tej niezwykłej nocy: „Absolutnie zdegustowani naradzają się towarzysze: Kania, Kowalczyk, Olszowski, Werblan, Łukaszewicz. Konsternacja widoczna. Olszowski wylewa na jasne spodnie filiżankę czarnej kawy. Westchnienia. Ciężkie. Czyrek ładuje się z tezą – wypracowaną przez nas w drodze z SDP do KC – «zastanówmy się... ostatecznie lepszy Wojtyła jako papież tam niż prymas tu». Teza jest chwytliwa. Trafia do przekonania. Ulga”. Im bliżej serca komunizmu, tym było mniej zrozumienia dla rzeczy wielkich, dla Polaków, Europy i świata.
CZYTAJ DALEJ

Święci Archaniołowie – Michał, Rafał i Gabriel

Książę niebieski, święty Michale, Ty sprawy ludzkie kładziesz na szale; W dzień sądu Boga na trybunale Bądź mi patronem, święty Michale.
CZYTAJ DALEJ

Drużyna baseballowa przegrywała od lat. Błogosławieństwo papieża pomogło w wygranej?

2026-09-30 13:24

[ TEMATY ]

błogosławieństwo

Papież Leon XIV

drużyna bazeballowa

Adobe Stock

Papież przekazał władzom USA... piłki baseballowe

Papież przekazał władzom USA... piłki baseballowe

Zmotywowana przez jednego ze swoich najbardziej znanych kibiców, papieża Leona XIV, amerykańska zawodowa drużyna baseballowa Chicago White Sox odniosła ważny sukces. Po latach bycia jedną z najsłabszych drużyn w Major League i wielokrotnym braku awansu do fazy finałowej, we wtorkowy wieczór wygrała mecz otwierający fazę play-off przeciwko Houston Astros. W dniu meczu drużyna otrzymała list od papieża. Amerykanin, będący kibicem klubu od dzieciństwa, ponownie wyraził w nim swoje wsparcie i życzył „z całego serca obfitego błogosławieństwa Wszechmogącego dla Was i Waszych bliskich”.

Zespół White Sox opublikował treść listu w mediach społecznościowych.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję