Reklama

Przed nami wiele wyzwań

2012-12-07 12:06

Katarzyna Jaskólska
Edycja zielonogórsko-gorzowska 50/2012, str. 1

Aleksandra Bielecka
Jakie zadania stoją dziś przed Kościołem – zastanawiali się prelegenci

Zielonogórsko-Gorzowskie Wyższe Seminarium Duchowne w Paradyżu zorganizowało 29 listopada międzynarodowe sympozjum teologiczne „Sobór Watykański II dziś – jego recepcja, jego wyzwania”

Jan Paweł II powiedział, że ten sobór jest busolą, do tego wrócił też Benedykt XVI. Jako katolicy w Polsce w XXI wieku powinniśmy się pytać, co bierzemy za busolę, żeby zrozumieć, jak mamy być obecni w tym świecie, pośród przemian, których jesteśmy świadkami, w których zwyczajnie uczestniczymy – tłumaczy ks. dr Mariusz Jagielski. – Sobór nie powinien być traktowany tylko jako wydarzenie z przeszłości, to nie muzeum, ale żywa tradycja Kościoła, czyli coś, co jest owocem Ducha Świętego. Ten sam Duch przynosi to w nasze czasy, abyśmy mogli zrozumieć naszą sytuację, abyśmy mogli obrać właściwe kierunki, by naprawdę być Kościołem. Abyśmy zachowali naszą tożsamość i misyjność.

Przy doborze prelegentów organizatorzy postawili na spotkanie doświadczenia Kościoła katolickiego z różnych kultur i tradycji historycznych. To spotkanie miało pomóc odkryć ich bogactwo, ale też wyzwania, zrozumieć, co jest wspólne, a co szczególne – by w spotkaniu kogoś drugiego głębiej poznać siebie. Sympozjum zostało podzielone na część konferencyjną i dyskusję panelową. O echach decyzji o zwołaniu Soboru Watykańskiego II w Kościele katolickim mówili wykładowcy seminaryjni – ks. dr Mariusz Jagielski i ks. Marcin Siewruk. Ks. prof. dr Gilles Routhier z Uniwersytetu Laval w Quebecu poruszył temat „Kościół jako sakrament zbawienia – recepcja jeszcze niezrealizowana”, ks. prof. dr Laurent Villemin z Instytutu Katolickiego w Paryżu mówił o recepcji Soboru Watykańskiego II we Francji, a ks. dr Grzegorz Strzelczyk o recepcji soboru w Polsce.

Reklama

Podczas dyskusji panelowej zastanawiano się na tym, jakie najważniejsze zadania stoją dziś przed Kościołem w świetle Soboru Watykańskiego II. – Żyjemy w świecie, który jest rozbity, który składa się z różnych punktów, z różnych filozofii, z różnych wrażliwości religijnych. Myślę, że to jest porządek postmodernistyczny, już nie ma jakiegoś jednego zewnętrznego porządku, który zapewnia jedność. A jednak byśmy mogli rozwinąć się jako ludzie i jako chrześcijanie, potrzebujemy jedności – uważa ks. prof. dr Laurent Villemin. Do poszukiwania wspólnej płaszczyzny zachęcał ks. prof. dr Gilles Routhier. – Musimy nauczyć się żyć jako katolicy w nowym świecie, który się wyłania i który nie jest katolicki. W jaki sposób dzielić się Dobrą Nowiną z tym światem, jak wejść z nim w rozmowę, dialog, jakim językiem się posługiwać? To, moim zdaniem, największe spośród wyzwań, jakie przed nami stoją.

Tagi:
Sobór Watykański konferencja

Ciągły niepokój na świecie...

2015-11-04 08:49

Ks. Paweł Rozpiątkowski
Niedziela Ogólnopolska 45/2015, str. 14-15

Kto wie, jak wyglądałby dziś świat, jaki byłby dziś Kościół, gdyby nie ten dokument.
Najogólniej można powiedzieć, że z pewnością byłby inny. Więcej byłoby na świecie zła, czyli grzechu. 50 lat temu, już pod koniec Soboru Watykańskiego II, opublikowano deklarację „Nostra aetate”, co na język polski przetłumaczono jako „Nasza epoka”. Ten najkrótszy dokument Vaticanum II definiuje stosunek chrześcijaństwa do innych, wielkich i małych religii

East News

Kościół, jaki znamy dziś, z nieustannymi wezwaniami do dialogu, które płyną z ust Papieża, biskupów i pojawiają się w homiliach parafialnych duszpasterzy na obydwu półkulach, w sytuacji rosnących od czasu do czasu, a nawet często napięć, rozrywających ledwo splecioną, nikłą i delikatną jedność między ludźmi różnych ras, języków i religii – taki Kościół zrodził się właśnie pół wieku temu, z dokumentu „Nostra aetate”. To w tym króciutkim tekście, opartym na mądrości Ewangelii, której centrum jest miłość, leży fundament takiej postawy. Co takiego zmieniła deklaracja „Nostra aetate”? W sensie nauczania ewangelicznego – nic, ale w sensie jego implementacji, wcielania w życie – dużo. Bo jak wyjaśniał podczas niedawnego sympozjum poświęconego właśnie obchodom rocznicy powstania tego dokumentu ks. prof. Andrzej Szostek, były rektor KUL-u, z jednej strony religia – zwłaszcza judaizm i chrześcijaństwo – ma w sobie niesłychanie głębokie źródła tolerancji, a z drugiej – żywione przez człowieka przekonanie, że wyznawana przezeń religia jest jedyną drogą do zbawienia, stanowi pewną trudność. – Chodzi o to, byśmy nie zarzucali nietolerancji wyłącznie ludziom, którzy nas atakują, ale byśmy mieli świadomość, że w nas samych także tkwi niebezpieczeństwo pewnej nietolerancji – wyjaśniał.

Lekarstwo na podziały

I o to właśnie chodzi w dokumencie, który powstał w określonym kontekście historycznym. Trzy lata wcześniej wszyscy byli już przekonani o nieuchronności wybuchu III wojny światowej. Przyczyną potężnego zawirowania w tamtym czasie był tzw. kryzys kubański. Tylko cudem udało się uniknąć totalnej, atomowej wojny. Polityczne rozwiązanie, jakie znaleziono, tylko w niewielkim stopniu obniżyło napięcie towarzyszące rywalizacji między USA i ZSRR oraz między dwoma blokami polityczno-gospodarczymi. W każdej chwili mógł wybuchnąć kolejny kryzys, bo ognisk zapalnych na całym świecie nie brakowało, a systemy propagandowe wykorzystywały wszystkie metody, aby wyeksponować to, co dzieli ludzi.

Soborowy dokument podkreślał coś wprost przeciwnego – to, co łączy, to, co dla całej ludzkości, szczególnie przedstawicieli różnych religii, jest wspólne: „Jedną bowiem społeczność stanowią wszystkie narody, jeden mają początek, ponieważ Bóg sprawił, że cały rodzaj ludzki zamieszkuje cały obszar ziemi, jeden także mają cel ostateczny, Boga” – czytamy już na początku tekstu. Ojcowie soborowi podkreślili także, że religie niechrześcijańskie, również te nieodwołujące się do Objawienia, „nierzadko jednak odbijają promień owej Prawdy, która oświeca wszystkich ludzi”. Z tego wynika imperatyw dla chrześcijanina, szczególnie w globalizującym się już wtedy świecie, „rozmowy i współpracy”, przy zastrzeżeniu, że wyznawcy Chrystusa, „dając świadectwo wiary i życia chrześcijańskiego, uznawali, chronili i wspierali owe dobra duchowe i moralne, a także wartości społeczno-kulturalne, które u tamtych się znajdują”.

Nasz stosunek do islamu

„Nostra aetate” w osobnym punkcie odnosi się do islamu. Docenia obecne w tej religii odniesienia do Abrahama, do Chrystusa i Jego Matki i zachęca, aby chrześcijanie, „wymazując z pamięci przeszłość, szczerze pracowali nad zrozumieniem wzajemnym i w interesie całej ludzkości wspólnie strzegli i rozwijali sprawiedliwość społeczną, dobra moralne oraz pokój i wolność”.

Antysemityzm jest grzechem

Największy objętościowo punkt 4. poświęcony jest judaizmowi. Tu znalazły się słynne i zazwyczaj cytowane przy omawianiu tego dokumentu wyrażenia, np: „nie może Kościół zapomnieć o tym, że za pośrednictwem owego ludu (...) otrzymał Objawienie Starego Testamentu”; „Chociaż Kościół jest nowym Ludem Bożym, nie należy przedstawiać Żydów jako odrzuconych ani jako przeklętych przez Boga, rzekomo na podstawie Pisma Świętego”. Znajdziemy tam również fragment potępiający antysemityzm i zalecający, aby te treści głoszone były na ambonie i na katechezie. „Soborowa deklaracja pośród innych rodzajów dialogu wyróżnia dialog chrześcijan i Żydów” – napisali polscy biskupi w rocznicę ogłoszenia „Nostra aetate”. Wyjątkowość tego dokumentu polega na tym, że rodzi się on ze świadomości duchowego pokrewieństwa obydwu religii. W duchu nauczania soboru św. Jan Paweł II – nawiązując przy tym do słów Adama Mickiewicza – określał Żydów jako „starszych braci w wierze”, a Benedykt XVI dodawał, że są oni dla nas również „ojcami w wierze”.

Ponad połowę z tych 50 lat wskazywania drogi ku pokojowi przez dokument soborowy na czele Kościoła stał św. Jan Paweł II. Jego zasługi we wcielaniu w życie wskazań deklaracji „Nostra aetate” są najbardziej znaczące. Niektóre środowiska czyniły nawet z tego naszemu Papieżowi zarzut. Przypomnijmy sobie tylko krytykę, pobrzmiewającą i dziś, zainicjowanych przez Jana Pawła II spotkań międzyreligijnych w Asyżu. Nieprzypadkowo pierwsze z nich odbyło się w przeddzień 21. rocznicy publikacji „Nostra aetate”, w 1986 r. Jan Paweł II pytał wtedy: – Pomimo że jest między nami tyle i tak poważnych różnic, czyż nie jest prawdą, że na głębszym poziomie człowieczeństwa istnieje wspólna płaszczyzna, która może stanowić punkt wyjścia do współdziałania w rozwiązywaniu tego dramatycznego problemu naszych czasów: prawdziwy pokój albo katastrofalna wojna?

Niewyczerpany skarb

Wiele mówi się, i to na każdym kroku, o konieczności dalszego odczytywania i wcielania w życie postanowień Soboru Watykańskiego II, bo jeszcze nie wyczerpaliśmy nawet w części tego wielkiego dziedzictwa, które przed 50 laty dał całej ludzkości Kościół. Nawet w tak niewielkim dokumencie, jak deklaracja „Nostra aetate”, jest go co niemiara. To wezwanie tym bardziej naglące, że dziś sytuacja społeczna i polityczna jest podobnie niebezpieczna jak w latach 60. ubiegłego wieku. Mówi się nawet o III wojnie światowej, która już toczy się w kawałkach. Na wspomnianej międzyreligijnej audiencji generalnej papież Franciszek dał na koniec taką radę: – Jeśli chodzi o przyszłość dialogu międzyreligijnego, pierwszą rzeczą, jaką musimy zrobić, jest modlitwa. Musimy modlić się jedni za drugich, jesteśmy braćmi! Bez Pana nic nie jest możliwe, z Nim zaś wszystko staje się możliwe!

CZYTAJ DALEJ

Reklama

„Babcia pątniczka” z Włoch już na Jasnej Górze

2019-08-21 18:46

it / Jasna Góra (KAI)

95-letnia Emma Morosini, Włoszka, która wybrała się w samotną pieszą pielgrzymkę na Jasną Górą pokonując ok. 1 tys. jest już u celu. - Ostatnie owoce mojego życia: modlitwę o pokój na świecie, za kapłanów i młodych chciałam przynieść tutaj Matce Bożej - powiedziała pątniczka, która do częstochowskiego Sanktuarium dotarła późnym po południem. Pierwsze kroki skierowała przed Cudowny Obraz, gdzie długo się modliła a potem spotkała się z Paulinami. Przeor klasztoru ucałował jej ręce i podziękował za pielgrzymi trud ofiarując ryngraf Jasnogórskiej Pani i różaniec.

BPJG

Zapytana skąd pomysł na tak szaloną w jej wieku wyprawę odpowiedziała, że jest to realizacja jej postanowień. - Od 25 lat jestem w drodze, od dnia kiedy zostałam cudownie uzdrowiona. Postanowiłam sobie, że każdego roku przez trzy miesiące będę pielgrzymować i tak od 70. roku mojego życia trzy miesiące jestem w drodze - podkreśliła pątniczka. Pierwszym sanktuarium, które nawiedziła było Lourdes a potem Fatima. Teraz przyszła pora na Jasną Górę.

- Pomyślałam, że te ostatnie owoce mojego życia chcę przynieść Matce Bożej tutaj, modlitwę o pokój na świecie, za kapłanów i za młodzież. To są najważniejsze intencje, które możemy zawierzyć tylko Maryi - wyznała. Podkreśliła, że „to taka malutka kropelka, którą może dodać do oceanu”.

- To mnie uszczęśliwia, że mogę tu być, w tym Sanktuarium, które kocham – podkreśliła.

- Chcę podziękować Dziewicy Maryi za to, że mnie tu wezwała, to Jej wołanie sprawiało, że nawet kiedy byłam zmęczona wieczorem, to przychodził nowy dzień i znowu nowe siły. To jest piękne doświadczenie odkryć, że Matka Boża trzyma Cię za rękę i mówi „dawaj dalej”, jeszcze kroczek - wyznała Emma Morosini.

Pątniczka wyraziła wielką wdzięczność wszystkim, którzy się za nią modlili.

- To bardzo ważne, by mieć przyjaciół, którzy się za Ciebie modlą, nie ma pielgrzymowania, pokonywania drogi, trudności, bez modlitwy, bez niej to „nie wychodzi”.

Niestrudzona kobieta opowiadała o różnych „przeszkodach” w drodze. - Czasem było tak, że robiłam cztery kroki i musiałam się zatrzymać. Zawsze wtedy pojawiał się człowiek – anioł, który pomagał. Pytałam się mądrego kapłana czy mogę pielgrzymując tę pomoc przyjmować a on odpowiedział: „ty masz swoje lata, Matka Boża zna twój wiek i nie wolno ci odmawiać, gdy ktoś zaoferuje pomoc”.

- Ta pomoc była wielka – przekonuje i dodaje: „myślałam, że dotrę na Jasną Górę na koniec roku, robiąc te cztery kroki i postój, ale dzięki życzliwym ludziom udało się dotrzeć już teraz”.

Z uśmiechem wspomina, że dziękuje za pomoc wielu osobom, także polskim policjantom. - Kiedy pomyliłam drogę i poszłam w innym kierunku na trasie, to zaoferowali swoją pomoc przez podwiezienie służbowym samochodem i wyprowadzenie na właściwą drogę – podkreślała.

Wyznawała, że Maryja jest dla niej jak mama. - Nie mam już nikogo z bliskich na świecie i dlatego jestem Jej córką i Ona mnie prowadzi – stwierdziła.

Zapytana o przesłanie płynące z dziś z Jasnej Góry odpowiedziała z przekonaniem: „chciałabym byście mieli zaufanie i wiarę, że Matka Boża wszystkich kocha, mądrych i głupich, że jest Matką a Matka kocha bardziej trudne dzieci. Ufajcie, bądźcie pewni, że Matka Boża nas kocha”. – Zaufanie, wiara, módlcie się, módlcie się – mówiła.

Włoszka wyruszyła ze swego rodzinnego miasta Castiglione delle Stiviere nad jeziorem Garda. W samotnej pielgrzymce na Jasną Górę miała do pokonania ok. 1000 km. Jej znakiem rozpoznawczym jest pomarańczowa, odblaskowa kamizelka, jasny kapelusz i różaniec. Prowadzi za sobą niewielki wózek, w którym ma wszystko, co niezbędne w drodze. Na noclegi zatrzymywała się w różnych miejscach, domach prywatnych, parafiach.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Abp Budzik do młodych: zależność od Boga jest prawdziwą niezależnością człowieka

2019-08-23 20:51

dab / Garbów (KAI)

Nie jest łatwo odróżnić głosu Boga od głosu tego świata. Uda się to jedynie temu, kto w codziennym zabieganiu i stresie znajdzie moment, by w ciszy stanąć sam na sam z Nim - powiedział abp Stanisław Budzik podczas mszy dla uczestników Spotkania Młodych Archidiecezji Lubelskiej w Garbowie. Przez cztery dni lubelska młodzież weźmie udział w spotkaniach, warsztatach, koncertach i wspólnej modlitwie.

episkopat.pl

W homilii abp Budzik mówił o najważniejszym pytaniu, jakie powinien zadawać sobie każdy młody człowiek – o źródło prawdziwej miłości. Zwrócił uwagę, że ten, kto nie otwiera się z miłością na bliźniego, którego widzi, ten nie będzie potrafił rzeczywiście otworzyć się na Boga, który jest niewidzialny. - Bóg jest dawcą wszelkiej miłości. Nie da się zbudować trwałej miłości między ludźmi bez Boga – tłumaczył hierarcha.

Metropolita lubelski zauważył, że wypełnienie powołania do miłowania, musi się odbywać w prawdzie o sobie i wolności. – Zależność od Boga jest jedyną prawdziwą niezależnością człowieka. Kiedy postawimy znak równości pomiędzy tym, co chce ode mnie Bóg, a tym, co ja chcę, wtedy wypełnimy to, do czego zostaliśmy stworzeni – wyjaśniał arcybiskup.

Kończąc swoje kazanie, abp Budzik zachęcił młodych, aby byli otwarci na Boże Słowo, które Bóg kieruje do ludzi na różne sposoby. - Ojciec mówi do nas przez Chrystusa, przez swój Kościół, ale też w codzienności, przez różne wydarzenia i znaki. Nie jest łatwo odróżnić Jego głos od głosu tego świata. Uda się to jedynie temu, kto w codziennym zabieganiu i stresie znajdzie moment, by w ciszy stanąć sam na sam z Bogiem – mówił metropolita.

Spotkanie Młodych Archidiecezji Lubelskiej (SMAL) jest cyklicznym wydarzeniem organizowanym w Garbowie przez Centrum Duszpasterstwa Młodzieży Archidiecezji Lubelskiej.

Podczas wydarzenia, uczestnicy - jak tłumaczą organizatorzy - mogą doświadczyć radości z wiary przeżywanej we wspólnocie oraz pogłębić swoją relację z Chrystusem. Jest to również okazja do nawiązania nowych znajomości i spotkania dawno niewidzianych przyjaciół.

"Młodzi będą uczestniczyć w konferencjach, spotkaniach w grupach, adoracjach, Eucharystii oraz w radosnej zabawie, których tematyka nawiązywać będzie do hasła głównego, a celem będzie poznanie prawdziwej miłości, jaką oferuje nam Chrystus" - zapowiadają organizatorzy.

Program spotkania dostępny jest w mediach społecznościowych oraz na stronie Archidiecezji Lubelskiej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem