Reklama

Po śladach przeszłości

2013-01-17 14:13

Ks. Adam Lechwar
Edycja sandomierska 3/2013, str. 4-5

Ks. Adam Lechwar
„Chłopska męka” na cmentarzu w Piórkowie

Tych śladów trudno nie zauważyć w środowisku naszej codzienności. Chociaż czasami opatrzą się i wówczas tylko okrągłe daty stają się sposobem na uświadomienie, że historia jest jednak częścią naszej teraźniejszości.

- Czy panie mieszkają na tej ulicy? - pytam młode Polki, zachowujące się swobodnie, jak przystało na tubylców. Odpowiadają twierdząco. Zadaję więc kolejne pytanie. - Czy są w Waszym miasteczku jakieś pamiątki po Powstaniu Styczniowym? Pełne zaskoczenie. - To było dawno. - tłumaczą. - A komu poświęcony jest ten krzyż - pytam dalej. - Panu Jezusowi...? - pada odpowiedź, stanowiąca jednocześnie pytanie. - A to poczytajmy - proszę - co jest napisane na tablicy przy krzyżu... Podchodzimy bliżej. - To Powstanie Styczniowe było tutaj? - pytają ze zdziwieniem młode Polki.

Przeskanować swój system

Wydaje się, że przekaz pokoleniowy w rodzinie i szerszym środowisku życia tych młodych Polek nie zadziałał wystarczająco sprawnie i skutecznie. Dlaczego? Czy sami Powstańcy nie zadbali o to? Może potomni nie zauważyli w ich czynach nic wielkiego i godnego pamięci? Albo współcześni nie odkryli, że rozgrywała się tutaj wielka historia, że zostawiła ślady, a nawet wpłynęła na nasze dzisiaj.

Reklama

150. rocznica wybuchu Powstania Styczniowego - tego największego z narodowych zrywów przeciw zaborcom - jest wspaniałą okazją dla historyków, nauczycieli historii i rodzin. Jest okazją dla każdego Polaka, aby - jak to często mówi pokolenie komputerowo-internetowe - przeskanować swój system wartości, swoją pamięć. Odkrywanie tajemnic naszych rodzin i rodów nie musi oznaczać, że robimy z siebie snoba. Historia Polski, a więc i Polaków, jest brzemienna wieloma trudnymi, ale też pełnymi chwały wydarzeniami. Wielokrotnie ich prawdziwy przebieg był przemilczany, czy też wyśmiewany. Istnieje zatem potrzeba ciągłego odkrywania prawdy o minionych wydarzeniach i udziału w nich naszych przodków. Jest to jeden z elementów patriotyzmu i dumy narodowej.

Młody bohater

Za początek Powstania Styczniowego przyjmuje się datę 22 stycznia 1863 r. Chociaż swym zasięgiem objęło ono Królestwo Polskie, a także Litwę, Białoruś oraz część Ukrainy, to jednak zaangażowało się w jego przebieg wielu patriotów spoza granic Królestwa Polskiego. Przykładem takiej postawy na terenie obecnej diecezji sandomierskiej jest postać Juliusza Tarnowskiego. Przeprawił się on przez Wisłę, stanowiącą wówczas granicę między Galicją w zaborze austriackim, a Królestwem Polskim w zaborze rosyjskim. Młody Tarnowski, którego popiersie ozdabia dziś plac przed siedzibą prezydenta Tarnobrzega, swój stosunek do Powstania wyraził słowami: „Jeżeli Powstanie potrwa, udział w niem wezmę. (...) Powołania wielkiego do kariery powstańczej nie czuję, ani mnie pociąga ten rodzaj wojny; ale dobrej wymówki nie mam i wymawiać się też nie myślę. Zobowiązań na siebie nie brałem, a jednak po imieniu rachują mnie do tych, co iść mogą i powinni”.

Zanim został komendantem pułkownika Jordana na terenie Dzikowa, szkolił ochotników, przygotowywał dla nich broń i umundurowanie, a także konie. Z Włoch, gdzie dowiedział się o Powstaniu, pisał: „Chcieliśmy dla Polski żyć, a trzeba będzie dla niej umrzeć”. Przed wyruszeniem do Powstania wyspowiadał się, sporządził testament oraz odwiedził i pożegnał krewnych i znajomych. Juliusz Tarnowski zginął w bitwie pod Komorowem postrzelony w głowę. Jego grób i piękny pomnik znajduje się w sanktuarium Matki Bożej Dzikowskiej w Tarnobrzegu.

Nasz szlak bitewny

Bitwy: pod Słupczą i Dwikozami (8 lutego 1863), pod Staszowem (17 lutego 1863), pod Batorzem na Sowiej Górze (6 września 1863), pod Opatowem (24 listopada 1863 i 21 lutego 1864) miały różny przebieg. Stanowią też najbardziej znane i opisane wydarzenia powstańcze na tym terenie. Kończyły się czasem zwycięstwem Powstańców, częściej klęską, a zostały upamiętnione w rozmaity sposób. Świadectwo pamięci i wdzięczności dla Powstańców stanowią nie tylko stare krzyże, kurhany i obeliski, ale także odnawiane dziś nagrobki czy fundowane tablice pamiątkowe. Czyny powstańcze kultywują różne grupy społeczne. Rozmaite zespoły rekonstrukcyjne pobudzają wyobraźnię i dają możliwość wejścia w atmosferę tamtych dni. Pobudzają jedną z najtrwalszych form pamięci, jaką jest pamięć emocjonalna. Także i inne grupy, zakładające kultywowanie chwały polskiego oręża, podejmują troskę o ukazanie we właściwym świetle tego, co nawet na lekcjach historii różni nauczyciele ukazują tak, jakby Powstanie Styczniowe nie niosło ze sobą żadnego przesłania, ani wartości.

Związek Strzelecki „Strzelec” w Sandomierzu jest wielokrotnym organizatorem Marszu Szlakiem Puławiaków. 8 lutego 1863 r. wojska carskie rozbiły pod Słupczą i Dwikozami jeden z oddziałów powstańczych. Zasadniczą część tego oddziału stanowili studenci Instytutu Politechnicznego w Puławach - stąd nazwa marszu. Część z nich dostała się do Sandomierza. Po nieudanej próbie obrony miasta wycofali się za Wisłę. Tym szlakiem, który kończył epopeję Puławiaków, ze Słupczy przez Dwikozy do Sandomierza, podążają dziś uczestnicy kolejnych marszów. Są nimi przede wszystkim członkowie związków strzeleckich z różnych stron kraju, ale także uczniowie podsandomierskich szkół i ich nauczyciele. Marsz angażuje także dyrekcje szkół, przedstawicieli gmin, miast, a także parafie. Profesor Wyższego Seminarium Duchownego w Sandomierzu, ks. Marek Kozera, uczestnik kolejnych Marszów Puławiaków, przypomina: - Młodzi powstańcy stanęli przed trudnym wyborem i wybrali wierność hasłu „Bóg, Honor, Ojczyzna”, wiarę w Boga wyznawaną w swoim własnym języku, wiarę ojców, dziadów, wiarę katolicką. Wybrali krzyż, lecz w kształcie, który był czczony od X wieku, strzelisty kościół, a nie ten wieńczony cerkiewnymi kopułami. Wybrali tułaczkę, walkę, rany, śmierć lub długie lata katorgi ponad spokój, dostatnie życie, ciepło domowych pieleszy. Wybrali Ojczyznę, Polskę, bo nie chcieli żyć w Priwislianskim Kraju, nie chcieli posyłać swoich dzieci do szkół z nauką w języku zaborcy, nie chcieli być niewolnikami w swojej ziemi, ziemi ojców. Zapłacili wysoką cenę cierpienia, śmierci, lecz dzięki temu możemy być u siebie, w polskim domu.

Uczcijmy ich pamięć

Kalendarz obchodów 150. rocznicy wybuchu Powstania Styczniowego w różnych środowiskach zwraca uwagę bogatym programem. Będzie też rozłożony w czasie, jak samo Powstanie, czyli potrwa do wiosny przyszłego roku.

- 22 lutego 2014 r. planujemy rocznicowe uroczystości w parafii Piórków - mówi ks. proboszcz Marek Bieniasz. Udało nam się upamiętnić miejsce, gdzie według podań znajdowała się mogiła Powstańców wycofujących się z Opatowa. Zaniedbane niegdyś miejsce dziś głosi chwałę tamtych czasów. Odnowiliśmy także historyczny słup na naszym parafialnym cmentarzu upamiętniający najprawdopodobniej miejsce straceń, albo jakieś inne wydarzenie z czasów Powstania. Ta „chłopska męka”, ze stacjami męki Chrystusa, będzie gotowa na rocznicowe obchody. Piórkowska świątynia przyozdobiona jest witrażem o treści powstańczej, a w murze okalającym kościół jest umieszczony kamienny znak powstańczy - skrzyżowane szable z datą 1863.

Czas w wielu przypadkach zatarł ślady, ale trzeba je odnajdywać i pokazywać to, co jest chlubne w naszych dziejach. Nie tylko zwycięskie walki i wola odzyskania niepodległości cechowały Powstańców. Byli to ludzie, których cechowały szlachetne postawy i nie zawsze dążyli do celu za cenę krwi. Burmistrz Zawichostu z czasów Powstania Leon Wilski utrzymywał w zdobytym mieście należyty porządek. - W naszym miasteczku nie zginął ani jeden żołnierz rosyjski, chociaż wszyscy zostali rozbrojeni i poddani władzy powstańczej - mówi ks. Marek Rusak. Te piękne karty naszego miasta odsłonił Marcin Nurowski. Planujemy 27 stycznia br., w czasie uroczystości w naszej świątyni, wmurować pamiątkową tablicę upamiętniającą te szlachetne porywy serca powstańców dla wolności Ojczyzny - dodaje Ksiądz Proboszcz z Zawichostu.

Kościół a Powstanie

Wielką kartę w historii powstańczej zapisał Kościół katolicki. Przy kolegiacie w Opatowie, oddane dla Ojczyzny życie przez ks. Franciszka Przybyłowskiego, upamiętnia piękny krzyż ze stosowna tablicą. Powstańcze czyny głosi też wykonane w metaloplastyce ozdobne przęsło kościelnego ogrodzenia. Kościół poniósł wiele strat za wspieranie Powstania. Wpierw były to represje, aresztowania, wyroki, zsyłki na Sybir. Potem konfiskaty majątków. Większą jeszcze tragedią stała się kasata zakonów. W 1864 r. władze carskie wydały ukaz, na mocy którego z ogólnej liczby 155 klasztorów w Królestwie Polskim zlikwidowano 110 klasztorów męskich i 4 żeńskie. W 72 przypadkach kasatę motywowano zbyt małą liczbą zakonników, a w 39 karano w ten sposób za udział w Powstaniu. W tym czasie zlikwidowano np. klasztor Ojców Reformatów w Sandomierzu.

Tajemniczych spraw związanych z Powstaniem Styczniowym jest wiele. Bywa, że zaginęły dokumenty, odeszli lokalni patrioci, którzy pielęgnowali mogiły, zatarła się pamięć. Z racji powszechnie obowiązujących, czy wyznawanych przez niektórych Polaków przekonań politycznych, podnoszenie tych spraw w niedawnych jeszcze czasach było niemile widziane, a nawet niebezpieczne. Dziś w dobie demokracji i wolności warto i trzeba sięgać do tego, co tę wolność rodziło, co było znakiem wielkich tęsknot ucieleśnianych według ówczesnych wyobrażeń i możliwości. Nie wolno zapomnieć też przestrogi bł. Jana Paweł II: „Święta prawda! Tak jak drzewo bez korzenia - tak naród bez historii nie ma wielkich szans na przetrwanie! Szkoda, że mamy taką krótką pamięć”.

Tagi:
Powstanie Styczniowe

Seminarium kieleckie w powstaniu styczniowym

2019-01-23 11:50


Edycja kielecka 4/2019, str. I

O zaangażowaniu kleryków kieleckiego Seminarium w walki powstania styczniowego z ks. dr. Andrzejem Kwaśniewskim, historykiem Kościoła, rozmawia Agnieszka Dziarmaga

TD
Obraz Praussa, Patrol pod Karczówką

– Czy do kieleckiego Seminarium przenikała atmosfera zbliżającego się wybuchu powstania narodowego, nazwanego później styczniowym?

– Na wieść o wybuchu powstania zorganizowane zostało w seminarium spotkanie, które tak opisał ks. Marcin Smółka: „wtedy śp. bp Maciej Majerczak i profesorowie zgromadzili nas kleryków na sali teologicznej i ostrzegali, abyśmy nie słuchali agitatorów, którzy mogą lada chwila nadejść, żeby nas obietnicami wywieźć w pole. Ostrzeżenie dzięki Bogu pomogło, jednak w nocy dwóch kolegów uciekło, ale zakład został ocalony i lekcje szły dalej”.

Bp Majerczak oficjalnie przestrzegał kleryków przed udziałem w powstaniu, jednak tych duchownych, którzy wzięli udział, wspierał, narażając się władzom rosyjskim. Działanie biskupa było podyktowane sytuacją prawną duchownych, którzy zgodnie z prawem kościelnym nie powinni walczyć z bronią w ręku (i w pewnym sensie mieszać się do polityki). Ponadto chodziło o ocalenie zakładu teologicznego od dezintegracji, która byłaby skutkiem podsycenia i tak silnych nastrojów patriotycznych. Sam w okresie powstania listopadowego jako młody ksiądz, nie będąc jeszcze biskupem, aktywnie angażował się w sprawę walk narodowych.

Zapewne na postawę kleryków i alumnów oddziaływała podniosła atmosfera patriotyczna kieleckiego gimnazjum, którego budynek przylegał do kościoła seminaryjnego.

23 stycznia 1863 r. na wieść o wybuchu powstania jeden z uczniów, Aleksander Głowacki (Bolesław Prus), wygłosił na lekcji łaciny wezwanie: „moi kochani teraz nie czas na Eneidę”. Następnie zebrał wszystkie egzemplarze książki („Eneida” Wergiliusza) i wrzucił je do pieca. To zapoczątkowało czynny udział młodzieży w działaniach powstańczych.

– Czy znamy nazwiska kleryków, którzy poszli do powstania?

– Ks. Józef Zdanowski określił liczbę sześciu alumnów biorących udział w powstaniu. Spośród nich podał jedynie dwa nazwiska: Wincenty Nowakowski i Józef Kwapiński. Ks. Teodor Czerwiński wyliczył siedmiu seminarzystów powstańców: Wincenty Nowakowski, Józef Kwapiński, Antoni Brykczyński, Jan Szymanowicz, Władysław Bieliński, Stanisław Rutkiewicz, Jan Jankowski. Ks. Józef Małota podał, że do powstania przyłączyło się czterech seminarzystów: Józef Kwapiński, Stanisław Rutkiewicz, Jan Szymanowicz i Władysław Bieliński. Ponadto ks. J. Małota ogólnie informował, że z młodszych (nie noszących sutanny) przyłączyło się kilku. Z badań ks. Tomasza Wróbla opartych na analizie akt naczelnika wojennego powiatu kieleckiego wynika, że oskarżono o udział w powstaniu czterech alumnów. Byli to: Ignacy Popiel, Eleuteiusz Król, Józef Hirtz i Piotr Szczepański. Trzeba tu podkreślić, że zróżnicowany był stopień zaangażowania i czas alumnów włączonych w powstańcze walki.

Do grupy kleryków powstańców należy zaliczyć także ks. Jana Szpakiewicza i ks. Wincentego Smoczyńkiego. Ks. J. Szpakiewicz jako alumn wstąpił w szeregi powstańcze. Był więziony przez władze rosyjskie w Kielcach. Bp Maciej Majerczak pismem z 22 marca 1865 r. zwrócił się o możliwość posyłania ks. J. Szpakiewiczowi do więzienia obiadów i kolacji. Ks. W. Smoczyński w 1861 r. został wysłany z seminarium kieleckiego do Akademii Duchownej w Warszawie. Za ruch spiskowy osadzony w 1862 r. w cytadeli warszawskiej, następnie wywieziony w głąb Rosji do Kostromy, stamtąd przewieziony do Nowomoskiewska. Został zwolniony z nakazem opuszczenia imperium rosyjskiego.

Reasumując, ustalona lista seminarzystów obejmuje trzynastu kleryków i alumnów, wygląda następująco: Władysław Bieliński, Antoni Brykczyński, Józef Hirtz, Jan Jankowski, Eleuteiusz Król, Józef Kwapiński, Wincenty Nowakowski, Ignacy Popiel, Stanisław Rudkiewicz, Wincenty Smoczyński, Jan Szpakiewicz, Piotr Szczepański, Jan Szymonowic. W elenchusie diecezji kielecko-krakowskiej na rok 1863 zamieszczony został wykaz duchownych kształconych w Akademii Duchownej Rzymskokatolickiej w Warszawie oraz w seminarium kieleckim. Należy przyjmować, że liczba seminarzystów w Kielcach to co najmniej pięćdziesięciu dwóch. Spośród pięćdziesięciu dwóch kształconych w Kielcach aż jedenastu zaangażowało się w powstanie. Seminarzyści biorący udział pochodzili w większości z kursów niższych. Łącznie z warszawskimi liczba kleryków kieleckich obejmowała około 55 osób, co daje trzynastu powstańców w grupie pięćdziesięciu pięciu. To ponad 20% zaangażowanych w powstanie – bardzo dużo.

Spośród tych trzynastu seminarzystów większość pozostała przy powołaniu kapłańskim; po święceniach pięciu pracowało w diecezji krakowskiej, trzech w innych diecezjach.

Zestawione dane wskazują na patriotyczną atmosferę panującą w seminarium kieleckim. Należy również zwrócić uwagę, że w czasie powstania w seminarium kształciło się trzech alumnów znanych z późniejszej patriotycznej postawy: Michał Sławeta, Paweł Sawicki i Franciszek Gruszczyński. Księża ci w późniejszych latach jako pracownicy seminarium weszli w skład represjonowanej grupy kapłanów wywiezionych w głąb Rosji.

– Autor wspomnień o powstaniu, ks. Teodor Czerwiński, miał do niego jednak negatywny stosunek?

– Na kartach pamiętnika utrwalił swój dystans do toczonych wówczas walk. Wśród alumnów wskazał na ks. J. Jankowskiego i ks. J. Kwapińskiego, z którymi najbardziej się przyjaźnił. Z kapłanów wskazał ks. E. Podolskiego jako swojego bliskiego kolegę. Pomimo przyjaźni z duchownymi powstańcami nie podzielał ich entuzjazmu dla walki narodowej. Pozostawił cierpką uwagę na temat ks. J. Jankowskiego i ks. J. Kwapińskiego, „których zawierucha narodowa 1863 r. poniosła w świat i wykoleiła”. Wakacje po wybuchu powstania ks. T. Czerwiński spędzał w rodzinnym Ćmielowie. Zarówno miejscowy proboszcz ks. Kasper Kotkowski [w latach 1861-1862 organizował manifestacje patriotyczne. Był też inicjatorem zwołania 29 października 1862 r. zebrania we wsi Świętomarz k. Bodzentyna, na którym spotkali się księża z powiatu kieleckiego, opatowskiego i in. Podjęto wówczas decyzję o zerwaniu ze stronnictwem „Białych” i przystąpieniu do Komitetu Centralnego Stronnictwa „ Czerwonych”. Po wybuchu powstania Styczniowego został naczelnikiem cywilnym, a następnie komisarzem pełnomocnym Rządu Narodowego na województwo sandomierskie. Przyp. red.] , jak i wikariusz ks. J. Tuszewski byli silnie zaangażowani w powstanie. Ks. K. Kotkowski nakłaniał kleryka T. Czerwińskiego, aby został jego sekretarzem do spraw bieżących. T. Czerwiński skutecznie jednak unikał zaangażowania w politykę. Po latach negatywnie oceniał swoich duszpasterzy: „ks. J. Tuszewski, gorący, niedoświadczony i bez należytego kierunku zmarnował się, długie lata spędził na Syberii”; „proboszcz zaś Kotkowski […] udał się za granicę i zwichnął się okropnie”1.

– Jest też grupa osób, którym powstanie skierowało życie w stronę diecezji, kieleckiego Seminarium i w ogóle kapłaństwa?

– Ks. Jan Gęca jako alumn seminarium sandomierskiego brał udział w manifestacji patriotycznej na Świętym Krzyżu (14.09.1862). Potem był m. in. przez 8 lat wikariuszem w Szańcu (współpracował wówczas z ks. Kazimierzem Wnorowskim), następnie był proboszczem parafii Złotniki. Ks. Wincenty Ingielewicz jako alumn seminarium wileńskiego brał udział w powstaniu. Aby uniknąć represji, przeniósł się do seminarium kieleckiego i udało mu się po przyjęciu święceń podjąć posługę kapłańską dla miejscowej diecezji.

Z kolei Romuald Wiadrowski jako gimnazjalista kielecki wstąpił do oddziału powstańczego Kazimierza Konrada Błaszczyńskiego (ps. „Bogdan Bończa”) i walczył w bitwie pod Górami Pińczowskimi (18.06.1863 r.). Ranny w bitwie znalazł schronienie w klasztorze jędrzejowskim, następnie zbiegł do Galicji. Po powrocie wstąpił do seminarium kieleckiego. W roku 1869 został wyświęcony na księdza.

Natomiast Paweł Oraczewski to przykład polskiego szlachcica negatywnie nastawionego do działań powstańczych. Był właścicielem wsi Boleścice na terenie parafii Sędziszów. Jan Newlin Mazaraki w swoich wspomnieniach podkreślił, że P. Oraczewski był siostrzeńcem margrabiego Aleksandra Wielopolskiego. Do powstania odnosił się z pogardą, oświadczając, że „z powstaniem szewców i błaznów nic wspólnego mieć nie może”. Ok. pierwszej połowy czerwca 1863 r. Oraczewski odmówił powstańcom dowodzonym przez Kazimierza Konrada Błaszczyńskiego ps. „Bończa” uiszczenia podatku narodowego. Został skazany na śmierć w miejscu stacjonowania oddziału – w Gniewnięcinie. Przed wykonaniem wyroku spowiadał go kapłan z parafii Mstyczów. Nieznany z nazwiska ksiądz po wyspowiadaniu P. Oraczewskiego wyprosił u Bończy jego ułaskawienie. Drugi podobny przypadek, także związany z osobą Pawła Oraczewskiego zdarzył się jesienią 1863 r. Po bitwie pod Mełchowem (30.09.1863) powstańcy pod wodzą Zygmunta Chmieleńskiego obozowali w Gniewięcinie. Oraczewski odmówił powstańcom prowiantu, za co został aresztowany, a następnie przesłuchany przez Z. Chmieleńskiego. P. Oraczewski był wówczas o krok od wyroku śmierci, jednak w wyniku próśb miejscowej szlachty zaprzestano działań sądowych i zwrócono mu wolność. W okresie popowstaniowym P. Oraczewski wstąpił do seminarium w Kielcach.Wyświęcony na kapłana (1872), był m. in. kanonikiem kieleckim.

Źródło: wspomnienia księży; akta personalne księży wytworzone przez konsystorze kielecki i krakowski

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Chodzenie do kościoła wydłuża życie

2016-06-15 21:52

Artur Stelmasiak

Trwające aż 16 lat badania Uniwersytetu Harvarda wskazują, że chodzenie do Kościoła i uczestniczenie w uroczystościach religijnych wydłuża życie aż o 33 proc. Wyniki badań zostały opublikowane przez jedno z najbardziej prestiżowych pism medycznych na świecie.

Małgorzata Młynarska
Uroczystości jubileuszowe w jarosławskiej świątyni pw. Trójcy Przenajświętszej

Naukowcy z Uniwersytetu Harvarda przeanalizowali dane na temat stylu życia 74 534 kobiet, które w latach 1992-2012 brały udział w Nurses' Health Studies. Wszystkie badane kobiety były w roku 1992 wolne od chorób krążenia i nowotworów. Uczestniczki odpowiadały na pytania dotyczące diety i zdrowia, a także dotyczące uczestnictwa w obrzędach religijnych. Okazało się, że u kobiet, które brały udział w obrzędach religijnych, stwierdzono o 33 procent mniejsze ryzyko zgonu.

- Jak się okazuje, największym propagatorem zdrowego trybu życia jest prosty proboszcz parafii, który swoich parafian zachęca do relacji z Jezusem i udziału w nabożeństwach – twierdzi ks. Sławomir Abramowski, proboszcz parafii św. Jana Pawła II w Warszawie, który jest z wykształcenia także lekarzem.

Wynika badań jednoznacznie wskazują, że w ciągu 16 lat trwania badania stwierdzono o 33 procent mniejsze ryzyko zgonu u kobiety uczestniczące w nabożeństwach, w porównaniu z tymi, które do kościoła nie chodziły. Kobiety religijne o wiele rzadziej umierały na choroby układu krążenia i nowotworowe. Badanie pokazało też większy optymizm kobiet uczestniczących w nabożeństwach i mniejszą podatność na depresję.

- Do tej pory wszyscy myśleli, że zachęcając do chodzenia do kościoła zachęcam tylko do życia wiecznego. Teraz jest już medycznie udowodnione, że jestem również po prostu propagatorem zdrowego stylu życia – pisze na profilu facebookowym parafii ks. Abramowski. - Który z lekarzy, moich kolegów po fachu może się pochwalić taką skutecznością w profilaktyce poważnych schorzeń układu krążenia i nowotworów.

To jedne z największych badań tego typu. Spośród 74 534 kobiet w przeciągu 16 lat odnotowano 13 537 zgonów, w tym 2721 zgonów z powodu sercowo-naczyniowych i 4479 zgonów z powodu raka. Po wielu zmiennych i uwzględnieniu głównych czynników ryzyka okazało się, że kobiety uczestniczące w nabożeństwach częściej niż raz w tygodniu wykazały o 33 proc. mniejszą śmiertelność.

Wyniki badań prowadzonych przez naukowców z Uniwersytetu Harvarda zostały opublikowane w jednym z najbardziej prestiżowych pism medycznych na świecie JAMA Internal Medicine. „Religia i duchowość może być niedoceniana przez medycynę czynnikiem w tym, aby lekarze mogli odpowiednio diagnozować swoich pacjentów” - piszą autorzy badania na stronie The Jama Network.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Orzechu, dziękujemy!

2019-06-16 21:13

Agata Pieszko

Weszłam dziś do małej, dusznej kaplicy na Bujwida. Dawno mnie tu nie było. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy, to piękne, polne kwiaty, które stały przed ołtarzem na drewnianych pniach. Następnie tłum ludzi, w tym studenci siedzący starym zwyczajem na czerwonym dywanie w czarne kropki. Nazwaliśmy go kiedyś „arbuzem”. Za chwilę rozbrzmiała pieśń do Ducha Świętego i rozpoczęła się jubileuszowa Msza Święta. Msza kapłana, który służy Bogu i ludziom od 55 lat!

Agnieszka Bugała
Ks. Stanisław Orzechowski, bp Andrzej Siemieniewski i najmłodszy z braci Orzecha wraz z małżonką

–Tak na oko, to wszystkich Was znam – mówił do wiernych ks. Stanisław Orzechowski – Ze wszystkich rzeczy, które spotkały mnie na świecie, najlepszą jest Msza Święta. Cieszę się, że mogę w tej Mszy Świętej Was przygarnąć i polecić Panu Bogu.

Dziś spotkaliśmy się na styku pokoleń. Orzech faktycznie nas wszystkich zna. Kojarzy studentów, którzy przychodzili do duszpasterstwa 55 lat temu, poznał ich dzieci, które swoją drogą niejednokrotnie też zadomowiły się w „Wawrzynach”.

Dzisiejszy dzień jest uroczystością Trójcy Świętej. O. Piotr Bęza zastanawiał się, jak połączyć Orzecha z tą niezwykłą tajemnicą.

–To, co jest ważne w Trójcy Świętej, to relacja. Jak patrzymy na życie Orzecha, to jego relacja z Panem Bogiem wychodzi na pierwszy plan, ale także relacje z drugim człowiekiem. Ja zwracam uwagę na to, że Orzech ma niezwykłą pamięć i jak na początku Mszy Św. powiedział, że wszystkich tutaj zna, to nie kłamał. On troszczy się o relacje – mówił o. Piotr Bęza CMF, Prowincjał Polskiej Prowincji Misjonarzy Klaretynów

– Mam powiedzieć kazanie na 55-lecie kapłaństwa Orzecha, a ja nawet nie żyję tyle lat. Większość z nas pewnie chciałaby dziś usłyszeć właśnie jego, bo przez wiele lat karmił nas swoimi kazaniami, więc wpadłem na genialny pomysł-będę go cytował – powiedział na rozpoczęcie homilii o. Piotr.

Ojciec Piotr przez 6 lat pomagał Orzechowi w prowadzeniu studentów. Przez ten czas zdążył zapisać wiele jego złotych myśli oraz wiążących się z nim zabawnych sytuacji, którymi podzielił się z nami z ambony. Każdy cytat Orzecha wywoływał albo poruszenie, albo salwy śmiechu.

Każdy z nas zebranych dziś w kaplicy na Bujwida mógłby się podzielić co najmniej jednym szczególnym wspomnieniem z Orzechem. My przywołaliśmy na pamięć np. dyżury kuchenne na Białym Dunajcu, które wzbudzały niepokój szczególnie u studentek.

– Jedna ze studentek na Obozie w Białym Dunajcu po dyżurze kuchennym podeszła do mnie i powiedziała: Proszę Ojca, ja się już nie boję żadnej rozmowy kwalifikacyjnej. Wystarczyły trzy dni dyżuru z Orzechem – wspominał o. Piotr.

Fakt. Orzech jest wymagający. Czasem szorstki. Nie szczędzi ostrych słów. Ja właśnie za to go cenię. W duszpasterstwie zrozumiałam, że życie takie jest. Czasem szorstkie, nie szczędzi gorzkich słów i nieustannie wymaga.

Orzech jest wymagający, ale przede wszystkim wobec siebie. Uczył nas nie tylko tego, że trzeba pracować nad sobą, ale sam przez całe swoje życie pracował fizycznie, pracował z nami. Uczył dziewczyny jak oskubać gęś, a chłopaków, jak po wykopkach usypać kopiec z ziemniaków. Pokazywał, że trzeba wziąć się do ciężkiej pracy, żeby to wymagające życie było piękne.

„Wawrzyny”. Miejsce, w którym muzyczni się mylą, ktoś przejęzycza się przy ogłoszeniach, a ksiądz krzyczy z ambony. I co z tego? Właśnie nic! Tutaj można być nieidealnym, tutaj można się pomylić, tutaj Orzech nauczył nas, że nie można być „dudusiem”, albo „pudelkiem mamusi”, tylko pracować nad sobą i żyć blisko Boga, przyjmując nawet krytyczne uwagi. W jednej chwili zrozumiałam, dlaczego było mi tu tak dobrze. Tutaj mogłam być sobą, bo Orzech swoją postawą pokazał mi niezwykły dystans.

Dzisiejsza Eucharystia była taka, jakiej Orzech by chciał. Nie był w centrum. W centrum stał jak zwykle Jezus Chrystus w Trójcy Najświętszej i ukochana Matka Boska, która jak sam stwierdził „doskonale do Nich pasuje”. Uwielbienie było pełne tańca, a schola zaśpiewała jedną z jego ukochanych pieśni „Wody Jordanu”.

Orzechowi na koniec jubileuszowej Mszy Świętej oficjalnie dziękowali obecni Prezydenci Duszpasterstwa, Wspólnota Rodzin „Wiosna”, chór „Szumiący Jesion”, członkowie „Solidarności”, „Ruch Rodzin Nazaretańskich”, animatorzy Seminarium Odnowy Wiary, natomiast poza oczami odbyło się jeszcze wiele czułych rozmów, padło dużo ciepłych słów, pocałunków i uścisków. Jubileusz „Orzecha” przeżywał z nim jego najmłodszy brat z małżonką oraz bp. Andrzej Siemieniewski.

Oprócz mnóstwa kwiatów, owoców i słodkości Orzech otrzymał kołpaki jako zadatek na nowy samochód. Zbiórka na nowe, niepsujące się auto dla Orzecha ma potrwać do końca czerwca. Zbiórka na samochód dla Orzecha.

Po Mszy Świętej był czas na spotkanie, wspólne zdjęcia, wspomnienia i rozmowy przy cieście. Nie przy cateringu w dobrej restauracji dla wybranych. Spotkaliśmy się wszyscy. Po swojsku. Jak zwykle, bo tak chciałby nasz ukochany Wielkopolanin.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem