Reklama

U chrześcijan w Pakistanie

2013-01-17 14:13

Dorota Krzowska-Ważna, Zoriana Matkowska
Edycja zamojsko-lubaczowska 3/2013, str. 4

Archiwum Doroty Krzowskiej-Ważnej i Zoriany Matkowskiej
Ulice Pakistanu

Uczniowie z Zespołu Szkół w Lubaczowie od ponad roku mają szansę dzielenia się doświadczeniami ze swoimi rówieśnikami z Pakistanu. Dzięki videokonferencjom wzbogacamy język, poznajemy inną kulturę, ale także skomplikowany świat polityki i rządzące w nim prawa.

23 maja 2012 r. jak zwykle czekaliśmy na spotkanie o umówionej godzinie. Jednak brak było jakichkolwiek znaków po drugiej stronie kabla. Zrozumieliśmy wtedy, że musiało się stać coś niepokojącego. Już następnego dnia otrzymaliśmy maila z wiadomością, że videokonferencja nie odbyła się z powodu ulicznych zamieszek. Mieszkańcy Karaczi od lat cierpią z powodu nietolerancji, przemocy, nagminnego łamania prawa oraz dyskryminacji katolików. Walka pomiędzy muzułmanami i chrześcijanami rozpoczęła się 22 maja wieczorem i trwała przez cały następny dzień. W efekcie 11 osób zostało zabitych i 35 rannych. Wszystkie firmy, szkoły i sklepy były tego dnia zamknięte. Ta informacja podziałała na wyobraźnię uczniów w Polsce: oto nasi znajomi (wśród nich małe dzieci) nie przyszli do szkoły, bo bali się, że zginą w strzelaninie na ulicy. Mieliśmy przed oczami ich uśmiechnięte twarze.

Ten incydent spowodował, że w czasie kolejnych spotkań bardziej niż zwykle interesowaliśmy się sytuacją katolików - a więc i naszych przyjaciół w Pakistanie. Jak wynika z ich wstrząsających relacji - żaden chrześcijanin nie jest tam bezpieczny; wykształcenie, majątek czy stanowisko nie gwarantują spokojnego życia. Chrześcijanie są największą mniejszością narodową w Pakistanie i stanowią 13 proc. ludności tego kraju (70 proc. tej grupy to katolicy, 27 proc. protestanci, a 3 proc. inne wyznania). Są to szacunkowe liczby, gdyż stanowiąca większość społeczność muzułmańska robi wszystko, by ukryć prawdziwe dane. Nie należą do żadnej organizacji z powodu niesprzyjającej sytuacji politycznej. Większość społeczeństwa żyje w nędzy, a głównym ograniczeniem dla niewykształconych chrześcijan jest brak edukacji. 80 proc. spośród nich mieszka w slumsach z powodu biedy. Mężczyźni wykonują prace porządkowe na ulicy, a kobiety w większości służą w domach muzułmanów. Niewielka grupa wykształconych chrześcijan to ludzie zajmujący się edukacją, ratownictwem medycznym czy pracujący w prywatnych firmach.

Reklama

W Pakistanie jest ok. 1000 kościołów katolickich. Msze św. odbywają się tam w niedziele rano i wieczorem. Na co dzień kościoły te są otwarte dla osób potrzebujących modlitwy. Najbardziej przerażającym problemem, z którym spotyka się mniejszość wyznaniowa w tym kraju, jest problem bluźnierstwa. Kodeks Karny w Pakistanie zakazuje bluźnierstwa przeciwko uznanej religii (islamowi). Za sprzeniewierzenie się temu prawu grożą kary: od grzywny do kary śmierci - zgodnie z ustawą o bluźnierstwie z 1986 r. Oskarżenie bywa przyczyną zamieszek, gdyż policja i sędziowie dopuszczają się wobec podejrzanych gróźb, ataków słownych czy dręczenia. Zmiana prawa bluźnierstwa, a tym samym zezwolenie na wolność wyznaniową jest niemożliwe ze względu na opór, jaki stawiają partie islamskie.

Prominenci, tacy jak Salman Taseer (były gubernator) i Shahbaz Bhatti (Federalny Minister Mniejszości), zostali zamordowani za swój sprzeciw wobec prawa bluźnierstwa. Głośnym echem w świecie odbiła się sprawa Asi Noreen. W czerwcu 2009 r. została poproszona o przyniesienie wody dla grupy pracujących osób. Zrobiła to, ale jej kolega z pracy odmówił napicia się wody, ponieważ uważał chrześcijan za nieczystych. Wywiązała się sprzeczka. Później jeden z rolników poskarżył się duchownemu, że kobieta w sposób obraźliwy wypowiadała się o świętym Muhammadzie. Tłum muzułmanów przyszedł do jej domu i omal nie doszło do linczu - musiała interweniować policja. Jednak podejrzaną o bluźnierstwo zabrano do więzienia, gdzie spędziła rok, po czym - w listopadzie 2011 r. została powieszona.

Wielkim obrońcą mniejszości wyznaniowych był Clement Shahbaz Bhatti, pakistański polityk, członek Zgromadzenia Narodowego od 2008 r. Był pierwszym ministrem do spraw mniejszości narodowych do 2 marca 2011 r., kiedy został zamordowany w Islamabadzie. Bhatti był rzymskokatolikiem i jedynym chrześcijaninem w Gabinecie. Pełniąc stanowisko ministra podejmował wiele inicjatyw w obronie mniejszości religijnych. W 2010 r. zainicjował organizację, która nosiła nazwę National Interfaith Consultation i jednoczyła religijnych liderów różnych wyznań w całym Pakistanie, a także doprowadziła do wspólnej deklaracji przeciw terroryzmowi. Shahbaz Bhatti od 2009 r. otrzymywał różnego rodzaju groźby. Stany Zjednoczone próbowały zapewnić mu ochronę w postaci opancerzonego samochodu. On sam przewidział swoją śmierć, dlatego nagrał film, w którym powiedział: „Wierzę w Jezusa Chrystusa, który swoje życie oddał za nas i ja również jestem gotów poświęcić swoje życie. Żyję dla swojego społeczeństwa… i umrę w obronie ich praw”.

W 2012 r. 11-letnia dziewczynka z zespołem Downa została aresztowana i uwięziona, ponieważ oskarżono ją o podpalenie kilku kartek z muzułmańskiego świętego pisma. Po tym zdarzeniu okazało się, że to duchowny z meczetu był winny. Kilka miesięcy później kościół luterański św. Pawła został podpalony przez tłum, protestujący przeciw antyislamskiemu filmowi. Podpalono również domy dwóch księży i przylegający do nich budynek, w którym mieszkał dyrektor chrześcijańskiej szkoły. Policja nie reaguje na tego typu zamieszki, chociaż zwykle wywołują je ci sami muzułmanie. Jeśli ktoś próbuje chronić chrześcijan, ryzykuje własnym życiem.

W takiej atmosferze - nie po raz pierwszy - przebiegały święta Bożego Narodzenia. Katolicy przygotowywali się do nich przede wszystkim w sposób duchowy. Na stole nie zabrakło tradycyjnych potraw. Nie było bogato i wystawnie, ale nie to jest najważniejsze. Najważniejsze, aby te dni przebiegły w pokoju, a ludziom dały poczucie bezpieczeństwa i prawo do radości z faktu, że oto narodził się Bóg.

Tagi:
Pakistan

Paul Bhatti: w Pakistanie na polu międzyreligijnym widać poprawę

2019-09-27 17:51

vaticannews.va / Islamabad (KAI)

Choć w naszym kraju pozostaje jeszcze wiele spraw do uregulowania, a stopień biedy i analfabetyzmu jest bardzo wysoki, to jednak widać znaczną poprawę w traktowaniu wyznawców mniejszości religijnych. Opinię tę wyraził Paul Bhatti, pakistański lekarz, chrześcijański obrońca praw człowieka, znany m.in. z wielkiego zaangażowania na rzecz uwolnienia Asi Bibi.

Vatican news
Życie w Pakistanie

W wywiadzie dla Radia Watykańskiego wskazał między innymi na konkretne czynniki wpływające na polepszenie sytuacji wyznawców mniejszości religijnych w Pakistanie.

- Jeżeli weźmiemy pod uwagę ostatnie 10 lat, to moim zdaniem obecnie widać znaczną poprawę. Nie przeprowadzono co prawda żadnych szczególnych reform w tej materii, ale to co da się zauważyć, to na przykład dużo mniejsza liczba ataków terrorystycznych, uwolnienie z więzienia Asi Bibi, polepszyło się też bezpieczeństwo. Oprócz tego stopniowo eliminuje się grupy ekstremistyczne. Zamknięto wiele szkół, gdzie wychowywano w duchu ekstremizmu muzułmańskiego – podkreślił Paul Bhatti. - Widać również małe kroki robione przez rząd, które w relacjach międzyreligijnych dają nadzieję. Wspierają one pokojowe współżycie wyznawców różnych religii. Oczywiście, że kraj, który doświadczył wielu aktów przemocy, ataków terrorystycznych potrzebuje czasu, aby wszystko uregulować. Do tego dochodzi oczywiście brak stabilności politycznej i ekonomicznej. Ponadto bardzo wysoki jest stopień analfabetyzmu. Ale i te problemy powinny stopniowo być rozwiązywane.

Paul Bhatti zwrócił także uwagę na bardzo delikatną i złożoną sytuację w Kaszmirze, o który spierają się rządy Pakistanu i Indii. Podkreślił, że oba te kraje posiadają broń atomową i ewentualny wybuch wojny między nimi mógłby doprowadzić do bardzo negatywnych skutków o zasięgu międzynarodowym. Stąd w rozwiązanie tego problemu konieczne jest zaangażowanie wspólnoty międzynarodowej. Podstawową kwestią pozostaje bowiem ogromna bieda dotykająca tamtejszych mieszkańców. Człowiek ubogi nie ma bowiem nic do stracenia i łatwo go wciągnąć w działania grup ekstremistycznych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Siła modlitwy

2019-10-01 13:55

Beata Pieczykura
Niedziela Ogólnopolska 40/2019, str. 10-11

Ma moc większą od bomby atomowej. Jest najpotężniejszą bronią znaną ludziom wszystkich czasów, także w XXI wieku. To nie slogan – mówią ci, którzy doświadczyli siły modlitwy różańcowej. Dzięki niej niektórzy wciąż żyją

stock.adobe.com

Chwycili za różaniec, a sam Bóg uczynił cud we właściwym czasie. Zaufali, są pewni, że On wie, co robi. Wojownicy Maryi opowiadają o cudownej ingerencji Boga w swoim życiu.

Ocalony i nawrócony

Wielkiej siły modlitwy różańcowej, która ratuje od samobójstwa i kompletnie zmienia życie, doświadczył Marcin. Przez 15 lat pił i zrobił w życiu wiele złych rzeczy. Któregoś dnia, w 1. rocznicę śmierci swojej ukochanej babci, postanowił pójść trzeźwy na jej grób. Pamiętał, że babcia przez całe życie odmawiała Różaniec, głównie w jego intencji, więc zabrał ze sobą ten sznurek paciorków.

– W drodze na cmentarz próbowałem odmawiać Różaniec, choć właściwie nie wiedziałem jak, bo zapomniałem po I Komunii św. – opowiada Marcin. – Miałem omamy, jakbym widział diabła, który namawiał mnie, żebym się powiesił. W tym amoku zwątpiłem we wszystko i poszedłem na pole. Wiedziałem, że tam jest takie miejsce, gdzie są schowane sznury. Szukałem gorączkowo powroza, ale nie mogłem go znaleźć. To mi uświadomiło, że ta modlitwa ma wielką moc. Jestem pewny, że dzięki Różańcowi nie odebrałem sobie życia. Oszołomiony wróciłem na cmentarz i modliłem się, jak umiałem. Wtedy postanowiłem świadomie i dobrowolnie iść na terapię odwykową. Najpierw przez 3 miesiące byłem na oddziale detoksykacyjnym, a potem na oddziale odwykowym. Tam, po 15 latach, przystąpiłem do spowiedzi generalnej. Spowiednik powiedział mi, jak odmawiać Różaniec. Po powrocie do normalnego życia było mi ciężko, ale najważniejsze było to, aby „nie popłynąć”. Moją siłą i pomocą stał się Różaniec. Tak pozostało do dziś. Otrzymałem tyle łask – nie piję już 10 lat, a od 2 lat odmawiam Nowennę Pompejańską, jedną za drugą, zwłaszcza za kapłanów. Wierzę, że we współczesnym świecie najskuteczniejszą bronią jest Różaniec.

54 dni do szczęścia

Niełatwe życie odebrało jej radość i pokój serca, wszystko przestało mieć sens. Pracowała po 12 godzin dziennie, także w soboty i niedziele. Zaczęło jej szwankować zdrowie, pojawiły się konflikty w niedawno zawartym małżeństwie. Nie miała czasu dla przyjaciół, więc powoli ich traciła. Nie widziała wyjścia z tej sytuacji, a z całego serca pragnęła zmiany. – Wtedy przyjaciółka powiedziała mi, że Różaniec ma moc zmienić to wszystko – wspomina Magdalena. – Pomyślałam sobie: czemu nie, i postanowiłam spróbować. Byłam tak zdesperowana, że zdecydowałam się odmawiać Nowennę Pompejańską – każdego dnia przez 54 dni nie rozstawałam się z różańcem. Walczyłam ze sobą, z czasem, ze zniechęceniem. Wytrwałam. Dziś wiem jedno – niezależnie od tego, co by się działo, Bóg zawsze wyciągnie rękę, bo nie odmawia Matce Jezusa. Jestem szczęśliwa, wszystko powoli wraca do normy. Różaniec totalnie odmienił moje życie.

Potężniejszy od kul

Zenon różaniec otrzymał w dniu I Komunii św. i nie rozstaje się z nim do dziś. Od wielu lat modli się na nim codziennie. O trudnych dniach i modlitwie wbrew nadziei tak dziś mówi:

– Pamiętam, jak wiosną 1945 r. pijany radziecki żołnierz chciał rozstrzelać mojego ojca Jana. Mama klęczała na podwórku, na śniegu, przy ul. Paderewskiego w Grudziądzu, płakała i głośno odmawiała Różaniec, a my, dzieci, razem z nią. Baliśmy się. Po chwili przyszedł pułkownik, przełożony żołnierza, który trzymał ojca pod bronią, i zażądał dokumentów. Wtedy okazało się, że ojciec nie jest Niemcem. Pułkownik oddał ojcu dokumenty i powiedział mu, że jest niewinny. Potem znowu rosyjscy żołnierze zabrali ojca na przesłuchanie i uwięzili w piwnicach jednego z domów w Owczarkach k. Grudziądza. Długo nie wracał. Mama i ja poszliśmy tam. Cudownym trafem ojca właśnie zwolnili. Po wyzwoleniu Grudziądza całą rodziną wróciliśmy do domu – był zniszczony, ale stał. Jestem pewny, że codzienna modlitwa różańcowa naszej wieloosobowej rodziny ocaliła ojca od czerwonego zniewolenia i śmierci. Dlatego pytam młodych: Czy odmówiłeś Różaniec choć jeden raz? Może teraz weźmiesz go do ręki i będziesz się na nim modlić... To piękna przygoda spotkać Boga w tajemnicach rozważanych we wspólnocie Kościoła lub osobiście w domu, szpitalu, drodze, gdziekolwiek jesteście...

* * *

Powiedzieli o Różańcu

„Czepił się chłop Różańca jak tonący liny. Ale czegóż dzisiaj uchwycić się można, kiedy wszystko tak szybko się zmienia, przemija? Czegóż uchwycić się można w tym świecie, gdzie tempo przemian i zmian oszałamia, onieśmiela, ogłupia? Różańca babci, matki, swojego Różańca. Tego samego Różańca, co wczoraj, dziś i jutro. Najprostszego, jak prosta jest miłość. Uchwycić jego rytm, wejść w ten rytm, żyć tym rytmem – to uratować i ocalić siebie” – o. Jan Góra OP

„Nie ma w życiu problemu, którego by nie można rozwiązać z pomocą Różańca” – s. Łucja z Fatimy

„Różaniec jest modlitwą maluczkich i pokornych, ale też modlitwą najwznioślejszych duchów w Kościele; jest modlitwą teologów, doktorów, myślicieli i świętych” – kard. Stefan Wyszyński

„Jesteśmy szczęściarzami. Bo mamy Różaniec. Bo się możemy uczepić tajemnic, które dokonały największych rewolucji w dziejach świata. Bo się możemy dać wciągnąć w te tajemnice. Zresztą, czy nie są to też nasze tajemnice? Pełne radości i bólu, światła i chwały. Może dlatego modlitwa różańcem staje się wciąż, tak jak niegdyś, początkiem wielu rewolucji, w naszym życiu i życiu całej ludzkości” – ks. Rafał J. Sorkowicz SChr

„Różaniec to nie wypracowanie teologiczne. Odmawiany w chorobie, w trudnej podróży, w oczekiwaniu na wyniki badań, przed drzwiami egzaminatora – jest najmądrzejszą modlitwą” – anonim z internetu

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Ksiądz Jerzy Popiełuszko - globalny święty

2019-10-18 12:21

ar, aw / Warszawa (KAI)

Gdy media całego świata informowały w październiku 1984 r., że w Polsce agenci komunistycznej bezpieki zamordowali katolickiego kapłana, nikt nie przypuszczał, że jest to początek niezwykłego fenomenu - obok św. Jana Pawła II i św. Faustyny Kowalskiej ks. Jerzy Popiełuszko jest polskim świętym globalnym. Do jego grobu spontanicznie pielgrzymowało ponad 23 mln osób, w tym papieże, prezydenci i premierzy, politycy i ludzie kultury oraz zwyczajni ludzie ze wszystkich kontynentów. Relikwie męczennika czczone są w ponad tysiącu kościołach na całym świecie, w krajach tak odległych jak Uganda, Boliwia, Peru. W sobotę 19 października przypada 35. rocznica męczeńskiej śmierci bł. ks. Jerzego Popiełuszki.

Archiwum

Siła słabego

Już pierwszej nocy po odnalezieniu zmasakrowanego ciała ks. Jerzego w konfesjonałach kościoła św. Stanisława Kostki na Żoliborzu zaczęły dziać się prawdziwe cuda - wspominają kapłani, którzy słuchali do świtu spowiedzi. Choć tłumy nie oblegają już świątyni, grób męczennika jest stale nawiedzany. Pod kościół wciąż podjeżdżają autokary z pielgrzymami z Polski i ze świata. - Wśród cudzoziemców przeważają Francuzi, Włosi i Amerykanie, ale niedawno była grupa z Kamerunu - mówi KAI pracownica Muzeum ks. Jerzego Popiełuszki, działającego od dekady w podziemiach świątyni. Co ciekawe, Francuzi pielgrzymowali tu najliczniej jeszcze na długo przed cudownym uzdrowieniem ich rodaka, które otwiera drogę do kanonizacji męczennika.

Milena Kindziuk, autorka biografii ks. Jerzego i jego matki Marianny, twierdzi, że po przekazaniu informacji o cudzie zauważalny jest wzrost liczby pielgrzymów. - Nie są to już kilometrowe kolejki jak kiedyś, gdy sięgały Dworca Gdańskiego, ale codziennie do kościoła i na grób przybywają tu osoby, które chcą modlić się za wstawiennictwem ks. Jerzego. Gdyż ma on opinię bardzo skutecznego orędownika.

Pielgrzymi modlą się przy grobie, wstępują do kościoła, gdzie przechowywane są relikwie męczennika, zwiedzają poświęcone mu muzeum, wypisują intencje modlitewne i podziękowania za otrzymane łaski.

Niezależnie od wieku, pochodzenia społecznego czy narodowości fascynacja świadectwem skromnego księdza, który nawoływał do porzucenia przemocy, do zwyciężania zła dobrem, do stosowania ubogich środków, życia Ewangelią - wciąż trwa.

Spontaniczny kult

W pogrzebie ks. Jerzego, który odbył się 3 listopada 1984 r., wzięło udział od 600 do 800 tys. osób, być może nawet milion. Ten nieprzebrany strumień ludzki trzeba było zorganizować - stopniowo powstawała infrastruktura, która usprawniała przepływ pielgrzymów - służba porządkowa, medyczna, informacyjna. Przy parafii zbudowano Dom Pielgrzyma Amicus, w 20. rocznicę męczeństwa otwarto Muzeum im. ks. Jerzego Popiełuszki, zaś rok po beatyfikacji męczennika, na wiosnę 2011 r., został otwarty Ośrodek Dokumentacji Życia i Kultu Błogosławionego ks. Jerzego Popiełuszki.

Jego życie i dzieło są także tematem kilkunastu monografii, setek artykułów, kilku prac doktorskich. Do masowej wyobraźni, także młodych odbiorców, wszedł dzięki filmowi Rafała Wieczyńskiego "Popiełuszko. Wolność jest w nas" ze znakomitą kreacją Adama Woronowicza. Premiera odbyła się w 2009 r., a obraz miał ogromną widownię - obejrzało go ponad 1,5 mln osób w Polsce oraz kilkaset tysięcy za granicą. Duszpasterz ludzi pracy inspirował nie tylko Polaków - w 2012 r. odbyła się w Watykanie premiera filmu dokumentalnego pt. "Jerzy Popiełuszko: Messenger of the Truth (Orędownik Prawdy)". Scenarzysta i producent obrazu Paul Hensler pracował nad nim ponad dekadę.

Kościół oficjalnie potwierdził intuicję wiernych - ks. Jerzy Popiełuszko został beatyfikowany 6 czerwca 2010 r. w Warszawie jako męczennik za wiarę.

Wyjątkowo skuteczny święty

Beatyfikacja niewątpliwie ożywiła zainteresowanie ks. Jerzym, ale umożliwiła też takie inicjatywy, jak stworzenie portalu modlitewnego w kwietniu 2013 r. Jest on prowadzony przez Misjonarzy ks. Jerzego. Łukasz Urbaniak skomponował "Missa in memoriam Beati Georgii Popieluszko", zaś biskup polowy WP Józef Guzdek ustanowił medal jego imienia rok po wyniesieniu na ołtarze.

Zapytana o fenomen kultu błogosławionego księdza Milena Kindziuk odpowiada, że ludzi przyciąga jego wyjątkowa skuteczność. Czują, że sanktuarium męczennika na Żoliborzu jest miejscem uprzywilejowanym, w którym za wstawiennictwem skromnego kapłana Bóg wysłuchuje ich próśb. Znane są przypadki odzyskanego wzroku, uzdrowień z nowotworów, ale też spowiedzi odbytej po dziesięcioleciach. Jego własna matka Marianna, która miała zaplanowaną operację stawów i przyjechała na grób syna, by prosić go o uzdrowienie, została wysłuchana tak, że do końca życia była w stanie zbierać kartofle.

Dlatego pielgrzymi będą tu nadal przybywać, a kanonizacja tylko wzmocni ich intuicję o ks. Jerzym jako o skutecznym orędowniku - uważa Milena Kindziuk.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem