Reklama

Zgromadzenie Sióstr św. Elżbiety Trzeciego Zakonu św. Franciszka z Asyżu - dom w Tarnawie

Na wzór św. Elżbiety, po śladach św. Franciszka

2013-05-16 13:19

Agnieszka Dziarmaga
Edycja kielecka 20/2013, str. 4-5

T. D.
Elżbietanki, w tle obraz Patronki

Tarnawa k. Sędziszowa to jedyne miejsce w diecezji kieleckiej, gdzie osiadły siostry ze Zgromadzenia Sióstr św. Elżbiety Trzeciego Zakonu św. Franciszka z Asyżu. Zmieniają się czasy i przeobraża się świat, ale elżbietanki na wzór św. Elżbiety nadal pielęgnują chorych, a w jej święto - 17 listopada - rozdają upieczone we własnej kuchni bułeczek

Ta kuchnia - w sensie dosłownym, jest niezwykła, duża i jasna, a szczególnego kolorytu dodają jej ścienne malowidła przedstawiające dzieje z życia świętej patronki zgromadzenia.

W Tarnawie od kuchni

Właśnie w tej kuchni, w tym piecu i przy tym stole elżbietanki wypiekły 80 bułeczek na św. Elżbietę i 80 babeczek świątecznych - wielkanocnych, które udekorowane chorągiewkami i uzupełnione kartkami świątecznymi wręczały własnoręcznie chorym z parafii. - Chodziłyśmy także do rodzinnych domów naszych parafian w Wielkim Poście, gdyż opieka nad chorymi to ważna cecha naszego charyzmatu. Ok. trzysta rodzin odwiedziłyśmy też z opłatkami - mówią elżbietanki.

W tej kuchni gotuje się także obiady dla pensjonariuszy domu opieki, który pod własnym dachem prowadzą siostry. Powstał on w 50-lecie Domu zakonnego w Tarnawie. Pensjonariusze są kierowani do sióstr przez gminny ośrodek opieki społecznej w Sędziszowie. Obecnie elżbietanki opiekują się pięciorgiem mieszkańców, wszyscy są w podeszłym wieku, powyżej 80, a nawet 90 lat. Wymagają troskliwej opieki, starannej lekkostrawnej kuchni, zabiegów, rehabilitacji. Do sióstr zazwyczaj trafiają osoby leżące. To nie jest tak, że zajmują się nimi tylko siostry, pielęgniarka i kucharka. - Tutaj wszystkie robimy wszystko - mówi przełożona Domu w Tarnawie, s. Maksymiliana Śliwak. Siostrom zależy, aby ich podopieczni czuli się po prostu u siebie, jak „babcie i dziadkowie w rodzinnych domach”. Mają także zapewnioną opiekę duchową. Co dwa tygodnie pensjonariuszy odwiedza ksiądz proboszcz z Panem Jezusem.

Reklama

W Domu zakonnym w Tarnawie obecnie przebywa pięć sióstr: s. Dominika Piotrowska, s. Anna Wydra, s. Beniamina Jeleśniańska, s. Kamila Czogała i przełożona - s. Maksymiliana Śliwak.

Opieka nad chorymi i dzieła miłosierdzia - czyli posługa zgodna z charyzmatem elżbietanek to jedno, a typowa praca parafialna i katechetyczna, to drugie. S. Anna jest katechetką i czuje się katechetką z powołania. Uczy religii w szkole podstawowej w Tarnawie - to grupka ok. 60 dzieci łącznie z przedszkolem. Siostra opowiada o konkursach, w których uczestniczą jej podopieczni (I miejsce za kolędy i pastorałki w Sędziszowie), o obchodach papieskich rocznic, o wycieczkach, pielgrzymkach (np. Kałków, Leśniów, Skarżysko-Kamienna), o rekolekcjach, nabożeństwach Drogi Krzyżowej i przygotowaniu do I Komunii Świętej (w tym roku zaledwie siedmioro dzieci). S. Anna jest także organistką w kościele w Tarnawie. Z kolei siostra przełożona jest również zakrystianką, stąd dba o dekoracje i porządek w kościele. S. Dominika to przede wszystkim doskonała kucharka, a s. Kamila studiuje pielęgniarstwo w Częstochowie.

Elżbietanki organizują także parafianom pielgrzymki autokarowe do swego domu macierzystego w Cieszynie, w tym do Teatru prowadzonego przez pochodzącą stąd s. Jadwigę Wyrozumską - na sztukę „Gość ocalony”, na wyjątkowe jasełka. Jest to wręcz przedsięwzięcie artystyczne, przygotowywane przez ponadstuosobowy Zespół Teatralny parafii św. Elżbiety w Cieszynie pod kierunkiem siostry Jadwigi. Zazwyczaj kolejne jasełka czy spektakle ogląda po kilka tysięcy osób.

Choć początki pracy sióstr elżbietanek w Tarnawie nie były łatwe, to ich praca wydała plon w postaci aż czterech powołań z Tarnawy. Stąd pochodzą: s. Danuta Makulska, s. Jadwiga Wyrozumska oraz śp. s. Mirosława Rogalska i śp. s. Weronika Bratek.

Pół wieku w Tarnawie

Placówka Zgromadzenia Sióstr św. Elżbiety w Tarnawie została założona 9 maja 1961 r. Po uzyskaniu zgody biskupa kieleckiego Czesława Kaczmarka z Domu Generalnego w Cieszynie przybyły do Tarnawy siostry Celina Kalfas i Franciszka Rak wraz z matką generalną s. Serafiną Branny. Siostry z lokatorami zamieszkały w domu ofiarowanym Zgromadzeniu wraz z gruntem rolnym przez inż. Mariana Brzosko. W kronikach można znaleźć informacje o pewnej niechęci i rezerwie ze strony mieszkańców. Na to był tylko jeden sposób - praca, życzliwość, uśmiech. Stopniowo stosunki zmieniały się na lepsze. - Siostry odwzajemniały się, na ile mogły, swoją pracą: posługą dla chorych parafian, dbałością o wystój kościoła, pracą organistowską, a nieco później prowadząc katechizację dzieci szkolnych w Czekaju i w Tarnawie - wyjaśnia przełożona s. Maksymiliana. Od pierwszych lat w Tarnawie elżbietanki dbając o pogłębienie życia duchowego parafian, wystawiały jasełka i inne przedstawienia, angażując w nie starszych i młodszych. Organizowały także spotkania opłatkowe. Były podporą dla okolicznych gospodyń, a szczególnie dla młodych matek, ucząc je organizacji życia domowego i wszelkich prac domowych, np. prowadzenia kuchni, opieki nad dziećmi, szycia kołder i wielu innych pożytecznych umiejętności. Przed świętami Bożego Narodzenia siostry odwiedzały rodziny z opłatkami, dzięki czemu poznawały bliżej parafian i ich potrzeby. Równolegle prowadziły własne gospodarstwo i pracowały na roli. Warunki ich życia i pracy były bardzo skromne, ale takie - jak zgodnie podkreślają elżbietanki - miały być, bo „takie życie przystoi duchowym córkom św. Franciszka”.

29 marca 1967 r. bp Jan Jaroszewicz odprawił pierwszą Mszę św. w domowej kaplicy pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa. W blisko 20 lat później, w 1985 r. bardzo pilna była już modernizacja budynku mieszkalnego sióstr. Podczas prac remontowych siostry doświadczyły życzliwości i ofiarnej pomocy mieszkańców parafii. W listopadzie 1986 r. elżbietanki wprowadziły się do surowego budynku i kontynuowały prace budowlane. 50-lecie Domu w Tarnawie uroczyście obchodzono 1 lipca 2011 r.

Korzenie w Akwizgranie

Pod koniec XII wieku, w wieku XIII i zwłaszcza XIV, obok Trzeciego Zakonu Franciszka powstawały pojedyncze klasztory, a potem coraz liczniejsze wspólnoty Trzeciego Zakonu Regularnego. Różnie się nazywały, ale wiele z nich chciało naśladować św. Elżbietę Węgierską (1207-1231) w ubóstwie i pielęgnowaniu chorych w przyklasztornych szpitalach i przytułkach. Papież Leon X w 1521 r. wydał osobną regułę przeznaczoną dla zgromadzeń Trzeciego Zakonu św. Franciszka, żyjących wspólnie, składających śluby zakonne. W oparciu o tę regułę Apolonia Radermecher (1571-1626) założyła w Akwizgranie (Aachen) w 1626 r. klasztor św. Elżbiety celem opieki nad chorymi starcami i ubogimi. Kolebką Zgromadzenia Sióstr Elżbietanek stał się kościół Opatrzności Bożej i szpital miejski pod nazwą „Szpital przy Radermarkt”. 25 maja 1622 r. wydany został uroczysty dokument, przygotowujący reformę szpitala, który w przyszłości miał nosić nazwę „Szpital św. Elżbiety”. 9 sierpnia 1622 r. podjęła to dzieło Apolonia Radermecher, która przybyła do Aachen z Herzogenbusch, jako pierwsza przełożona szpitala. 5 maja 1626 r. Apolonia mając 56 lat została założycielką Zgromadzenia. Przyjęła habit zakonny i Regułę życia św. Franciszka z Asyżu, za patronkę obierając św. Elżbietę Węgierską. Razem z Apolonią habit zakonny przyjęły jeszcze dwie inne towarzyszki z rąk Generalnego Komisarza Franciszkanów Konwentualnych w Niemczach. Na łożu śmierci Apolonia Radermecher złożyła śluby zakonne i uroczyście powierzyła Bogu tak drogi jej szpital. Swoim siostrom - Gertrudzie i Helenie poleciła zachowywać wiernie miłość, ubóstwo i klauzurę. Zapewniała je, że przetrwają wszystkie przeciwności i trudy, jeśli będą przestrzegały reguły. Zmarła 31 grudnia 1626 r. Po śmierci Apolonii, gdy Zgromadzenie zaczęło się powoli rozwijać, Rada miasta Aachen ustaliła, że tylko 14 sióstr może pracować i mieszkać w szpitalu św. Elżbiety. Liczba sióstr powiększała się sukcesywnie, zaczęto więc tworzyć nowe placówki - najpierw na terenie Niemiec, a potem kolejne, na obszarze Czech i Polski. W 1736 r. siostry elżbietanki przybyły do Wrocławia, a w1753 do Cieszyna, gdzie obecnie istnieje dom macierzysty Zgromadzenia.

Charyzmaty, cele

Główną ideą posługi Zgromadzenia jest pielęgnowanie chorych i pomoc w duszpasterstwie parafialnym. - Siostry elżbietanki realizują ten cel poprzez pielęgnowanie chorych w szpitalach, prowadzonych przez nas zakładach, pełnienie różnych dzieł miłosierdzia oraz podejmowanie prac w tym duchu również w krajach misyjnych - opowiadają siostry. Jest ich obecnie niewiele - 63 naśladowczynie św. Elżbiety. W Polsce elżbietanki posiadają domy w Cieszynie, Zabrzegu, Tarnawie, Miotku, Łagiewnikach, Bobrownikach, Katowicach, a także w Dortmundzie w Niemczech.

Zgromadzenie św. Elżbiety jest instytutem zakonnym na prawie papieskim. Siostry składają śluby czystości, ubóstwa i posłuszeństwa. Normę życia elżbietanek stanowi i wyznacza Ewangelia oraz Reguła Trzeciego Zakonu Regularnego św. Franciszka z Asyżu. - Ceniąc przynależność do wielkiej rodziny franciszkańskiej, pilnie studiujemy duchowość franciszkańską, chcemy swoim życiem dawać świadectwo franciszkańskich cnót - zauważają siostry. Starają się więc jak najlepiej poznać pisma św. Franciszka i pisarzy promujących franciszkańskiego ducha, studiują życiorys św. Franciszka, poznają życie św. Elżbiety. Uważają, że to duchowość bardzo potrzebna dzisiejszemu światu.

Tagi:
zgromadzenie

One służą życiu

2019-11-26 12:50

Anna Skopińska
Edycja łódzka 48/2019, str. 1, 7

Potrójną uroczystość – Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata, jubileusz oficjalnego zatwierdzenia i rejestracji oraz istnienia domu na terenie parafii – świętowały antonianki w niedzielę, 24 listopada, na łódzkich Stokach

Maria Niedziela
Siostry w kaplicy swojego domu

Nie zapomnę pierwszej wizyty u nich (Dom Samotnej Matki – przyp. red.) – mówił abp Grzegorz Ryś, wskazując na obecne w kościele siostry. – Byłem przede wszystkim zachwycony tym, z jakim szacunkiem, zaufaniem i miłością mówiłyście o kobietach, które przyjmowałyście. Zaufanie, brak podejrzliwości, miłość – to jest to – tak rządzi Chrystus – dodał metropolita łódzki, który przewodniczył Mszy św. dziękczynnej za 60 lat oficjalnego istnienia i działalności zgromadzenia sióstr antonianek od Chrystusa Króla i 40 lat ich pracy w parafii Matki Boskiej Różańcowej na łódzkich Stokach.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Dzieją się cuda

2019-06-12 09:02

Jolanta Marszałek
Niedziela Ogólnopolska 24/2019, str. 20-21

Od kilku miesięcy w parafii pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu znajdują się relikwie św. Szarbela z Libanu. I dzieją się cuda. Ludzie doznają wielu łask, także uzdrowienia. Jedną z uzdrowionych jest Barbara Koral – żona Józefa, potentata w branży produkcji lodów, i matka trójki dzieci. Cierpiała na raka trzustki, po którym nie ma śladu. 17 maja br. publicznie podzieliła się swoim świadectwem

Wikipedia

W październiku ub.r. wykryto u mnie nowotwór złośliwy trzustki – opowiada Barbara Koral. – Przeżyłam szok. Ale głęboka wiara i ufność w łaskawość Boga wyjednały mi pokój w sercu. Leżałam w szpitalu w Krakowie przy ul. Kopernika, nieopodal kościoła Jezuitów. Dzieci i mąż byli ze mną codziennie. Modliliśmy się do Jezusa Przemienionego za wstawiennictwem św. Jana Pawła II oraz św. Szarbela. Zięć Piotr przywiózł od znajomego księdza płatek nasączony olejem św. Szarbela. Codziennie odmawialiśmy nowennę i podczas modlitwy pocierałam się tym olejem. Czułam, że mając św. Szarbela za orędownika, nie zginę – wyznaje.

Przypadek beznadziejny

Operacja trwała ponad 6 godzin. Po otwarciu jamy brzusznej większość lekarzy odłożyła narzędzia i odeszła od stołu, stwierdziwszy, że przypadek jest beznadziejny. Jednak profesor po kilku minutach głębokiego namysłu wznowił operację. Usunął raka. Operacja się udała.

– Byłam bardzo osłabiona – opowiada p. Barbara – tym bardziej że 3 tygodnie wcześniej przeszłam inny zabieg, również w pełnej narkozie. Nic nie jadłam i czułam się coraz słabsza.

W trzeciej dobie po operacji chora dostała wysokiej gorączki, dreszczy. Leżała półprzytomna i bardzo cierpiała. – Momentami zdawało mi się, że ktoś przecina mnie piłą na pół. Zwijałam się wtedy w kłębek i modliłam cichutko do Pana Boga z prośbą o pomoc w cierpieniu i ulgę w niesieniu tego krzyża.

Lekarze robili, co mogli. Podawali leki w zastrzykach, kroplówkach, by wzmocnić chorą. Nic nie działało. Pobrano krew na badanie bakteryjne. Okazało się, że jest zakażenie bakterią szpitalną, bardzo groźną dla organizmu. Zdrowe osoby zakażone tą bakterią mają 50-procentową szansę na przeżycie. Chorzy w stanie skrajnego wycieńczenia są praktycznie bez szans.

Zawierzenie Bogu

– Rozmawiałam z Bogiem – opowiada p. Barbara. – Pytałam Go, czy po tym, jak wyrwał mnie ze szponów śmierci w czasie operacji, teraz przyjdzie mi umrzeć. Prosiłam z pokorą i ufnością: „Panie Jezu, nie wypuszczaj mnie ze swoich objęć. Uzdrów mnie, kochany Zbawicielu”. Całym sercem wołałam w duchu: „Jezu, zawierzam się Tobie, Ty się tym zajmij!”.

W tym czasie parafia pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu, do której należy rodzina Koralów, czekała na relikwie św. Szarbela (relikwie pierwszego stopnia – fragment kości). Przywiózł je z Libanu poprzedni proboszcz – ks. Andrzej Baran, jezuita, który był tam na pielgrzymce wraz z kilkoma parafianami. Zawieźli też spontanicznie zebraną przez ludzi ofiarę dla tamtejszych chrześcijan. Wiadomo bowiem, że św. Szarbel jest szczególnie łaskawy dla tych, którzy modlą się za Liban. Relikwie, zgodnie z pierwotnym przeznaczeniem, miały trafić do ks. Józefa Maja SJ w Krakowie. On zgodził się przekazać je do Nowego Sącza i osobiście je tam w styczniu br. zainstalował.

Interwencja św. Szarbela

– W dniu, w którym pojechałem po relikwie do Krakowa – opowiada ks. Józef Polak, jezuita, proboszcz parafii pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu – wstąpiłem do naszej WAM-owskiej księgarni, żeby nabyć jakąś pozycję o św. Szarbelu, bo przyznam, że sam niewiele o nim wiedziałem. Wychodząc z księgarni, spotkałem Józefa Korala z córką. Wiedziałem, że p. Barbara jest bardzo chora. Opowiedzieli mi, że wracają ze szpitala i że sytuacja jest bardzo poważna. Relikwie miałem ze sobą od dwóch godzin. Niewiele się zastanawiając, poszliśmy na oddział.

– W pewnym momencie usłyszałam głos męża – opowiada p. Barbara. – Bardzo mnie to zdziwiło, bo przecież był u mnie przed chwilą i razem z córką poszli do kościoła obok szpitala na Mszę św. Po chwili zobaczyłam męża i córkę. Już nie byli przygnębieni i smutni. Twarze rozjaśniał im szeroki uśmiech. Razem z nimi był ksiądz proboszcz Józef Polak. Przyniósł ze sobą do szpitala relikwie św. Szarbela...

Ksiądz wraz z obecnymi odmówił modlitwę do św. Szarbela. Następnie podał chorej do ucałowania relikwiarz. – Już w trakcie modlitwy nie czułam bólu – wyznaje p. Barbara. – Stałam się bardziej przytomna. Kiedy ucałowałam kości św. Szarbela, nie myślałam, czy to będzie uzdrowienie – ja byłam tego pewna. Nie mam pojęcia, skąd się wzięła ta pewność.

Święty kontra bakterie

– Gdy wchodziłem do szpitala – opowiada ks. Polak – wiedziałem, że na oddziale jest jakieś zakażenie. Podałem p. Barbarze relikwiarz do ucałowania. Zobaczyła to pielęgniarka. Wyjęła mi relikwiarz z ręki, spryskała go jakimś środkiem i włożyła pod wodę. „Co pani robi?” – zapytałem. „Muszę to zdezynfekować”. „Ale on nie jest wodoszczelny” – wyjaśniłem, nie wiedząc, że chodzi jej o to, by zewnętrzne bakterie się nie rozprzestrzeniały. To był koniec wizyty.

Następnego dnia rano okazało się, że na oddziale bakterii już nie było. To był kolejny „cud” św. Szarbela. Badania z krwi potwierdziły, że również chora nie ma w sobie bakterii. Lekarze w zdumieniu patrzyli na wyniki. Dla pewności powtórzyli badania.

– Byłam zdrowa – opowiada p. Barbara. – Powoli zaczęłam nabierać siły i radości życia. Cała moja rodzina i przyjaciele, którzy byli ze mną w czasie choroby, którzy wspierali mnie modlitwą i dobrym słowem, są wdzięczni św. Szarbelowi. Błogosławimy go za to, że się mną zajął, że uprosił dla mnie u Boga Wszechmogącego łaskę uzdrowienia. Bogu niech będą dzięki i św. Szarbelowi!

Wiara w orędownictwo

W parafii pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu w trzecie piątki miesiąca o godz. 18 odprawiana jest Msza św. z modlitwą o uzdrowienie, następnie mają miejsce: adoracja, błogosławieństwo Najświętszym Sakramentem, namaszczenie olejem św. Szarbela i ucałowanie relikwii świętego. Wielu ludzi przychodzi i prosi o jego wstawiennictwo. Św. Szarbel jest niezwykle skutecznym świętym, wyprasza wiele łask, pokazuje, że pomoc Boga dla ludzi, którzy się do Niego uciekają, może być realna. – Nie ma jednak żadnej gwarancji, że ten, kto przyjdzie do św. Szarbela, będzie natychmiast uzdrowiony – przyznaje ks. Józef Polak. – Czasami to działanie jest inne. Łaska Boża działa według Bożej optyki, a nie naszych ludzkich życzeń. Święci swoim orędownictwem mogą ludzi do Kościoła przyciągać i to czynią, także przez cuda. Wystarczy popatrzeć, jak wiele osób uczestniczy w Mszach św. z modlitwą o uzdrowienie.

* * *

Ojciec Szarbel Makhlouf

maronicki pustelnik i święty Kościoła katolickiego. Żył w XIX wieku w Libanie

23 lata swojego życia spędził w pustelni w Annaja. Tam też zmarł.

Po pogrzebie o. Szarbela miało miejsce zadziwiające zjawisko. Nad jego grobem pojawiła się niezwykła, jasna poświata, która utrzymywała się przez wiele tygodni. Łuna ta spowodowała, że do grobu pustelnika zaczęły przybywać co noc rzesze wiernych i ciekawskich. Gdy po kilku miesiącach zaintrygowane wydarzeniami władze klasztoru dokonały ekshumacji ciała o. Szarbela, okazało się, że jest ono w doskonałym stanie, zachowało elastyczność i temperaturę osoby żyjącej i wydzielało ciecz, którą świadkowie określali jako pot i krew. Po umyciu i przebraniu ciało o. Szarbela zostało złożone w drewnianej trumnie i umieszczone w klasztornej kaplicy. Mimo usunięcia wnętrzności i osuszenia ciała zmarłego dalej sączyła się z niego substancja, która została uznana za relikwię. Różnymi sposobami próbowano powstrzymać wydzielanie płynu, ale bezskutecznie.

W ciągu 17 lat ciało pustelnika było 34 razy badane przez naukowców. Stwierdzili oni, że zachowuje się w nienaruszonym stanie i wydziela tajemniczy płyn dzięki interwencji samego Boga.

W 1965 r., pod koniec Soboru Watykańskiego II, o. Szarbel został beatyfikowany przez papieża Pawła VI, a 9 października 1977 r. – kanonizowany na Placu św. Piotra w Rzymie. Kilka miesięcy przed kanonizacją jego ciało zaczęło się wysuszać.

Od tej pory miliony pielgrzymów przybywają do grobu świętego, przy którym dokonują się cudowne uzdrowienia duszy i ciała oraz nawrócenia liczone w tysiącach.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Prymas Polski: nawet najbardziej luksusowe dobra nie zastąpią człowieka

2019-12-06 19:20

bgk / Łubowo (KAI)

„Święty Mikołaj staje przed nami jako świadek ludzkiej dobroci i miłosierdzia. Uczy jej w świecie, który pragnąc zaspokoić wszystkie nasze potrzeby, jakby ciągle nie rozumiał, że nawet najbardziej luksusowe dobra nie zastąpią człowieka i jego serca” – mówił dziś w Łubowie Prymas Polski abp Wojciech Polak.

Episkopat.pl

Metropolita gnieźnieński przewodniczył w miejscowym, zabytkowym kościele pw. św. Mikołaja uroczystościom odpustowym ku czci patrona. Przypominając w homilii najbardziej znany obraz skromnego biskupa Miry – zapożyczony i zniekształcony przez popkulturę – podkreślił, że historyczny biskup Mikołaj „nie potrzebował reklamy dla uczynków miłości”.

„Nie tylko się z nimi nie obnosił, ale wręcz je ukrywał, by nie czynić niczego na pokaz – mówił abp Polak dodając za papieżem Franciszkiem, że choć miłosierdzie ma oczy, by widzieć, uszy, by słyszeć i ręce, by konkretnie pomagać, samo często pozostaje w ukryciu.

„Pragnie bowiem uszanować człowieka i jego godność” – podkreślił Prymas wskazując dalej, że uczynki miłosierdzia to nie tylko te mające materialny wymiar. Uczynkiem miłosierdzia jest modlitwa za żywych i umarłych. Jest nim niesienie pokoju tam, gdzie go brakuje, co w naszych czasach jest coraz pilniejszych wezwaniem. Uczynkiem miłosierdzia – i to tym najbardziej czytelnym – jest także troska o chorych i cierpiących.

„Uśmiech, trochę czułości, uścisk dłoni, to proste gesty, ale bardzo ważne dla ludzi chorych, którzy tak często czują się pozostawieni samymi sobie” – mówił za papieżem Franciszkiem abp Polak dodając, że świadkiem takiej właśnie ludzkiej dobroci i chrześcijańskiej miłości jest właśnie św. Mikołaj.

„Uczy jej w świecie, który pragnąc zaspokoić wszystkie nasze potrzeby, jakby ciągle nie rozumiał, że nawet najbardziej luksusowe rzeczy i dobra nie zastąpią samego człowieka. Nie zastąpią jego serca, jego dłoni, jego oczu. Wśród kolorowych prezentów, które rozdają dziś przydrożni mikołaje nie spotkasz bowiem prezentu z napisem człowiek. Bo człowiek może prawdziwie tylko sam siebie darować drugiemu: może dać swój czas, swoje słowo, zwykły gest ludzkiej solidarności, dobroci, uśmiechu, nawet przez łzy” – mówił na koniec Prymas Polski.

Odpustowa Msza św. w zabytkowym kościele w Łubowie była także dziękczynieniem za zakończenie remontu i renowacji tej XVII-wiecznej świątyni parafialnej – jednego z najstarszych kościołów drewnianych w Wielkopolsce. Prace rozpoczęły się w 2017 roku i zostały przeprowadzone w ramach projektu „Renowacja i konserwacja drewnianych zabytków archidiecezji gnieźnieńskiej celem stworzenia nowej oferty edukacyjno-kulturalnej”. 

Podobnie jak kościół, także parafia w Łubowie jest jedną z najstarszych w regionie. Erygowano ją już w XII wieku. Wtedy też stanęła pierwsza drewniana świątynia, spalona doszczętnie podczas wojen szwedzkich. Po odbudowie kościół (służący wspólnocie do dziś) został poświęcony przez biskupa Stanisława Dzianotta, sufragana kijowskiego, kanonika gnieźnieńskiego i przełożonego Zakonu Maltańskiego – stąd na wieży umieszczono zachowany do dziś krzyż maltański.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem