Reklama

Gospodarka

Biznes po chrześcijańsku

Niedziela warszawska 20/2013, str. 6-7

[ TEMATY ]

biznesmen

ANDRZEJ TARWID

ANDRZEJ TARWID: - Należy pan do organizacji, która skupia bogatych chrześcijan. Jak przyjęliście słowa papieża Franciszka o tym, że pragnie Kościoła ubogiego?

JOHN ROTH: - Twórcą Legatusa jest Tom Monaghan, który zbudował od podstaw sieć restauracji Domino’s Pizza. Kiedy sprzedawał firmę, była ona warta 3 mld dolarów. Tom zawsze podkreślał, że bez wiary w Pana Boga nie odniósłby sukcesu w biznesie. I właśnie tym doświadczeniem chciał się dzielić. Powiedział o tym Janowi Pawłowi II, który poradził mu założenie organizacji dla przedsiębiorców.
Legatus skupia dzisiaj ok. 5 tys. chrześcijańskich przedsiębiorców, którzy kierują się wskazaniami Ewangelii na co dzień. W zakresie pomocy ubogim jest to głównie wspieranie organizacji charytatywnych czy budowa kościołów m.in. tam, gdzie miejscowa ludność ma mniej pieniędzy. Krótko mówiąc dzielenie się bogactwem jest ważne dla członków Legatusa, choć nie lubimy o tym mówić. Bo jak znasz Dziesięć Przykazań i Siedem Cnót Głównych to wiesz, co jest słuszne. I co powinieneś robić oraz dlaczego nie powinieneś się tym chwalić.

- Powiedział Pan o działalności charytatywnej. A jakie wartości musi przestrzegać chrześcijański przedsiębiorca w swojej pracy, w sposobie prowadzenia biznesu?

- Trzeba kierować się przykazaniami miłości do Boga i miłości do bliźniego. Na partnerów w biznesie, kontrahentów, klientów i oczywiście na pracowników musimy patrzeć jak na ludzi, którzy są nam powierzeni przez Pana Boga.

- Taka optyka patrzenia na pracowników zapewne utrudnia prowadzenie biznesu w konkurencyjnym świecie. Szczególnie tam, gdzie inne firmy nie płacą podatków, a zatrudnionym wypłacają minimalne pobory...

- Rzeczywiście tak jest. Niemniej to zawsze decyzja każdego przedsiębiorcy czy będzie rozszerzać działalność, czy też postanowi więcej wypłacać swoim pracownikom. I właśnie po to jest Legatus. Wszyscy bowiem zmagamy się z podobnymi problemami. A dzięki przynależności do organizacji możemy spotkać się z ludźmi podobnie myślącymi i ich zapytać: poradź mi co mam zrobić, bo miałeś podobną sytuację?
Przynależność do Legatus wzmacnia więc nas, chrześcijańskich przedsiębiorców i pokazuje drogę, jaką chcemy iść w biznesie.

- A kiedy sytuacja jest naprawdę dramatyczna, gdy np. firmie grozi bankructwo. To co wówczas?

- Cóż to spotkało także mnie. Razem ze wspólnikiem prowadziliśmy firmę w branży energetycznej. Wiodło nam się bardzo dobrze, a nasi pracownicy zarabiali więcej niż u konkurencji. Jednak po ataku na World Trade Center w Nowym Jorku, ludzie poczuli się bardzo niepewnie. Przed 11 września 2001 r. mieliśmy do kilkudziesięciu zamówień tygodniowo na produkty kosztujące od tysiąca do 300 tys. dolarów. Po ataku zostaliśmy bez zamówień. Pracownikom cały czas wypłacaliśmy wynagrodzenia, ale mijały miesiące a pracy nie było. Po naradach podjęliśmy zamknąć firmę. To była jedna z najtrudniejszych decyzji w naszym życiu, bo odpowiadaliśmy za los 70 osób, którzy dla nas pracowali. Zaczęliśmy dzwonić do znajomych z innych firm. I udało się. Razem z kolegą załatwiliśmy wszystkim naszym pracownikom pracę w innych przedsiębiorstwach.

- Członkiem Legatusa może być członek zarządu korporacji lub przedsiębiorca, którego firma ma minimum 4 mln dolarów obrotu. Dlaczego do waszej organizacji nie może wstąpić np. właściciel sklepu zatrudniającego 2-3 osoby?

- Chodzi o to, żeby osoba będąca członkiem danej organizacji mogła wymieniać się doświadczeniami z ludźmi borykającymi się z podobnymi wyzwaniami. Dlatego są organizacje dla mniejszych przedsiębiorców. Natomiast Legatus grupuje tych przedsiębiorców i menagerów, którzy ponoszą dużą odpowiedzialność za wielu pracowników i za duże pieniądze w biznesie. To nas łączy a jednocześnie pomaga wypracować wspólne rozwiązania.

- Jak wygląda formacja duchowa w Legatusie?

- Swoją działalność opieramy się na lokalnych oddziałach. Członkowie takiego oddziału spotykają się raz w miesiącu. Każde spotkanie rozpoczyna się modlitwą różańcową. Następnie jest Mszą św. Potem są spotkania i obiad. Na koniec jest wystąpienie zaproszonego gościa. Osoba ta wygłasza konferencje na tematy związane z wiarą w kontekście prowadzonych przez nas przedsięwzięć.
Ponadto raz do roku wszyscy członkowie Legatusa w danym kraju spotykają się na kongresie. Trwa on trzy dni i jest wypełniony wieloma prelekcjami, wykładami i szkoleniami. Na tych spotkaniach dominuje oczywiście tematyka religijna i biznesowa. Na doroczne spotkanie zaproszony jest też zawsze jakiś ważny mówca. Może być to naukowiec, polityk lub właściciel międzynarodowej firmy. Jakiś czas temu takim mówcą był badacz Całunu Turyńskiego Barrie Schwortz, a niedawno prezydent G. W. Bush.

- Dla osoby wierzącej ważna w życiu jest rodzina, a przecież prowadzenie działalności gospodarczej jest czasochłonne. Jak staracie się to godzić?

- (śmiech) W moim przypadku jest akurat tak, że prowadząc biznes miałem więcej czasu dla rodziny niż wcześniej, kiedy służyłem w wojsku. Będąc żołnierzem (J. Roth był generałem - przyp. at) niejednokrotnie wyjeżdżałem na wielomiesięczne misje. A prowadząc firmę spóźniałem się co najwyżej na kolacje.
Przechodząc jednak do meritum pytania, to w Legatusie jest tak, że jeśli ty wstępujesz do organizacji, to automatycznie członkiem zostaje twoja żona. Obydwoje macie te same prawa. W praktyce często jest tak, że to właśnie współmałżonkowie mają więcej czasu i to oni prowadzą działania oraz organizują pracę oddziału. Legatus pomaga więc małżonkom wykazać się na płaszczyźnie działań społecznych.

- Tom Monaghan powołał Legatusa pod koniec lat 80 XX w USA. Dzisiaj jesteście organizacją międzynarodową, gdzie są wasze oddziały?

- W USA i Kanadzie jest 81 oddziałów. Ponadto są jeszcze oddziały w Irlandii. Mam również nadzieję, że niedługo Legatus powstanie w Polsce. Jakiś czas temu w tej sprawie skontaktował się z nami pan Jerzy Jamont z Mikołowa. Zorganizowaliśmy kilka konferencji, m.in. w Warszawie, Krakowie, Gdańsku i Poznaniu. Z tych rozmów wyłoniła się potrzeba powołania Legatusa w Polsce. Jednocześnie zauważyliśmy, że nie da się tego zrobić kopiując wzorce amerykańskie czy irlandzkie. Wynika to z bariery językowej, innego poziomu rozwoju oraz innego prawa lokalnego. Niemniej złożyliśmy odpowiednie dokumenty i czekamy na aprobatę sądu. Mamy nadzieję, że do końca roku to będziemy gotowi od strony formalno-prawnej do rozpoczęcia działalności.

- Co radziłby Pan osobom młodym pragnącym założyć swój własny biznes?

- Najważniejsza jest cierpliwość we wszystkim co robicie. Jak mówi polskie przysłowie - nie można się rzucać z motyką na słońce. Ważna jest zasada małych kroków. Postaw sobie cel, osiągnij go i wtedy stopniowo postaw sobie cel wyższy. Zanim jednak zaczniesz robić biznes, wpierw dokładnie przeanalizuj, co chcesz robić. Na początku z reguły inwestuje się własne pieniądze, trzeba więc dokładnie rozważyć, jak to wpłynie na rodzinę, na nasze życie. A potem jak już zaczniecie pracować na swoim, to pamiętajcie, aby Pan Bóg był zawsze obecny w waszej pracy. Ja wszystko robię dla Chrystusa i mojej rodziny. Ale to Pan Bóg jest na pierwszym miejscu. Dla Niego pracuję i Jemu ufam w swojej codzienności.

- Powiedział Pan, że wiara stawia wyższe wymagania w zarządzaniu przedsiębiorstwem. A czy wiara pomaga w prowadzeniu biznesu, przezwyciężaniu kryzysów?

- Bez wątpienia pomaga. Mówił o tym wspominany Tom Monaghan, a inny z moich znajomych - a chodzi o właściciela bardzo dużej firmy - po wstąpieniu do Legatusa napisał na stronie internetowej swojej firmy: „Dzięki wspaniałości Wszechmocnego Boga my istniejemy”. Wiele osób mu to odradzało, bo to niepoprawne politycznie. Ale napis ten stał się symbolem wielkiej dumy dla pracowników. Jest kryzys, ale jego firma notuje 15 proc. wzrost.

2013-05-16 13:19

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Startup na Maxa

Niedziela lubelska 3/2020, str. VII

[ TEMATY ]

Lublin

biznesmen

św. Maksymilian Kolbe

biznes

Andrzej Demczuk

Towarzystwo Biznesowe

Archiwum Andrzeja Demczuka

Andrzej Demczuk, prezes Towarzystwa Biznesowego w Lublinie

Tytułowy startup to nowoczesne przedsiębiorstwo, a Max to św. Maksymilian Kolbe. Ogłoszenie polskiego męczennika patronem przedsiębiorców i ludzi biznesu to jedna z inicjatyw Towarzystwa Biznesowego, które świętuje 10-lecie działalności.

Lubelski oddział jest o 5 lat młodszy, ale także może pochwalić się świetnymi pomysłami. Członkowie towarzystwa są przedsiębiorcami, prowadzą firmy produkcyjne i usługowe, często o dużym poziomie innowacyjnym. Działają w branżach: budowlanej, spożywczej i metalowej. Są prezesami, menedżerami i dyrektorami.

Śniadania z modlitwą

Spotkania Lubelskiego Towarzystwa Biznesowego zaczynają się punktualnie o godz. 7 rano, zgodnie z zasadą klubowiczów, że biznes lubi poranki. W eleganckim 5-gwiazdkowym hotelu w centrum Lublina co tydzień zbiera się kilkadziesiąt osób, przeważnie panów i to młodych.

Ludzie wierzący są godni zaufania, a zaufanie w biznesie to podstawa do nawiązywania owocnych relacji.

Pierwszym punktem spotkania jest modlitwa, często improwizowana, przerywana chwilami ciszy. Po niej następuje lektura tekstów duchowych, np. O naśladowaniu Chrystusa Tomasza a Kempis czy encyklik św. Jana Pawła II. Przed czterema laty czytano dzieła św. Maksymiliana. Dopiero potem rozpoczyna się śniadanie. W trakcie posiłku zaproszony gość prezentuje jakąś ciekawą ideę czy dobre dzieło. Resztę czasu wypełniają rozmowy, nie tylko o interesach.

Ci, którzy nie lubią poranków, mogą spotkać się raz w miesiącu na wieczorze towarzystw biznesowych. Wtedy także czytana jest inspirująca lektura, a każdy uczestnik ma minutę na zaprezentowanie swojej firmy. Co miesiąc klubowicze uczestniczą we wspólnej Eucharystii, a raz na kwartał wyjeżdżają na dni skupienia. Pielgrzymują najchętniej do Niepokalanowa, aby prosić o wsparcie patrona, św. Maksymiliana.

Sześć powołań prezesa

Andrzej Demczuk, prezes Lubelskiego Towarzystwa Biznesowego, mówi o sobie, że jest człowiekiem 6 powołań. Na pierwszym miejscu jest mężem Moniki, a zaraz potem ojcem Oliwki, Miłosza i Mikołaja. Trzecim powołaniem jest biznes, czyli sieć znakomitych restauracji. Czwartym – prowadzenie razem z żoną Fundacji w Duchu Miłości. Kolejnym – promocja klubów ojcowskich Tato.Net, a ostatnim – ewangelizacja międzynarodowa przez ekspansję zagraniczną towarzystwa. Restauracje Demczuka chętnie przygotowują posiłki dla lubelskich bezdomnych.

Prezes rozpoczynał przygodę z biznesem w USA, gdzie studiował i pracował. Trafił do Seattle, gdzie w latach 90. ub. wieku eksplodowały firmy lotnicze i internetowe. Do południa siedział na wykładach, przez resztę dnia sortował warzywa i owoce w supermarkecie oraz witał klientów. W Lublinie otworzył najpierw jedną restaurację. Dziś ma ich pięć, a myśli o rozwoju firmy także poza granicami Polski. Ceni sobie duchowość rozwiniętą przez Tomasza Mertona, wybitnego mnicha i pisarza katolickiego XX wieku. Fundacja w Duchu Miłości pomaga głównie samotnym matkom i opuszczonym dzieciom. Założyła ją żona Monika.

Wzorem Kolbego

Towarzystwo to przestrzeń nawiązywania kontaktów i kontraktów. – Naszym bogactwem są ludzie – mówi Demczuk. – Wiara ma duże znaczenie w biznesie. Ludzie wierzący są godni zaufania, a zaufanie w biznesie to podstawa do nawiązywania owocnych relacji. Dla niego i innych biznesmenów wzorem jest św. Maksymilian. „Był człowiekiem, którego zaradność i konsekwencja powinny być wzorem dla współczesnych ludzi biznesu – piszą klubowicze. Przez swoje dzieła i męczeństwo pokazał, że warto żyć „na maksa”, całkowicie poświęcając się najwyższym wartościom.

CZYTAJ DALEJ

Dziś uroczystość Zesłania Ducha Świętego

2020-05-31 08:47

[ TEMATY ]

Zielone Świątki

Zesłanie Ducha św.

Adobe.Stock.pl

Dziś - siedem tygodni po obchodach zmartwychwstania Jezusa Chrystusa - Kościół katolicki obchodzi uroczystość Zesłania Ducha Świętego. Tym samym świętuje swoje narodziny, bo w tym dniu, jak pisze św. Łukasz w Dziejach Apostolskich, grono Apostołów zostało "uzbrojone mocą z wysoka" a Duch Święty czyni z odkupionych przez Chrystusa jeden organizm - wspólnotę. Uroczystość Zesłania Ducha Świętego kończy w Kościele okres wielkanocny.

W języku liturgicznym święto Ducha Świętego nazywa się "Pięćdziesiątnicą" - z greckiego Pentecostes, tj. pięćdziesiątka, - bo obchodzi się je 50-go dnia po Zmartwychwstaniu Pańskim.

Na zgromadzonych w Wieczerniku Apostołów, jak pisze św. Łukasz w Dziejach Apostolskich Jezus Chrystus zesłał Ducha Pocieszyciela, by Ten, doprowadził do końca dzieło zbawienia. "I stał się z prędka z nieba szum, jakoby przypadającego wiatru gwałtownego, i napełnił wszystek dom, gdzie siedzieli. I ukazały się im rozdzielone języki jakoby ognia, i usiadł na każdym z nich z osobna: i napełnieni są wszyscy Duchem Świętym i poczęli mówić rozmaitymi językami, jako im Duch Święty wymawiać dawał" (Dzieje Ap., II, 2-4).

W ten sposób rozpoczyna się nowy etap - czas Kościoła, który ożywiony darem z nieba rozpoczyna przepowiadanie radosnej nowiny o zbawieniu w Chrystusie.

Duch Święty dzięki swoim darom: mądrości, rozumu, rady, męstwa, umiejętności, pobożności i bojaźni Bożej uzdalnia wiernych do dojrzałej obecności w świecie. Kieruje losami Kościoła, kiedy wybiera do grona Apostołów w miejsce Judasza św. Macieja, kiedy prosi o wyznaczenie Barnaby i Pawła, jak pisze święty Łukasz "do dzieła, które im wyznaczyłem", czy kiedy posyła Apostołów do tego, by w określonych częściach świata głosili Ewangelię. Wprowadza wspólnotę wierzących w głębsze rozumienie tajemnicy Chrystusa, dając im zrozumienie Pisma świętego.

Uroczystość liturgiczna Zesłania Ducha Świętego sięga pierwszych wieków chrześcijaństwa.

Łączono ją z Wielkanocą, a od IV w. wyodrębniono jako osobne święto, uroczyście obchodzone zarówno w Kościele Wschodnim jak i Zachodnim. Synod w Elwirze urzędowo wprowadził ją w 306 roku. W wigilię Pięćdziesiątnicy, podobnie jak w wigilię Wielkanocy, święcono wodę do chrztu świętego i udzielano chrztu katechumenom.

Papież Leon XIII wprowadził nowennę, czyli dziewięciodniowe przygotowania modlitewne na przyjście Ducha Świętego, aby dokonał przemiany w naszych sercach, tak jak przemienił Apostołów w Wieczerniku.

W Polsce w niektórych regionach Wielkanoc nazywa się Białą Paschą, a Zesłanie Ducha Świętego - Czerwoną, prawdopodobnie dlatego, że dopiero po Jego zstąpieniu Apostołowie stali się zdolni do dawania świadectwa krwi.

Uroczystość tę powszechnie nazywa się w Polsce Zielonymi Świętami, gdyż w okresie, w którym jest obchodzona, przyroda odnawia się po zimie, a zieleń jest dominującym kolorem pejzażu. Wszystkie obrzędy ludowe z nimi związane noszą piętno radości i wesela. Kościoły, domy, obejścia przybrane są "majem" - najczęściej młodymi brzózkami; posadzkę kościelną, podłogę chat i wiejskie podwórka potrząsają wonnym tatarakiem; wszędzie rozlewa się rzeźwa woń świeżej majowej zieleni.

Uroczystość Zesłania Ducha Świętego kończy w Kościele katolickim okres wielkanocny.

Symbolem Ducha Świętego jest gołębica. Zwykło się też przedstawiać go w postaci ognistych języków, gdyż tak Dzieje Apostolskie opisują jego zesłanie na Apostołów.

CZYTAJ DALEJ

Doszliśmy za wszystkich z Łowickiej Pielgrzymki

2020-05-31 15:22

[ TEMATY ]

Jasna Góra

koronawirus

pandemia

pielgrzymka łowicka

źródło: BPJG

Wielkie wzruszenie towarzyszyło wejściu 365. Łowickiej Pieszej Pielgrzymki na Jasną Górę. Pierwsza w tym roku piesza pielgrzymka, nazywana ‘jaskółką’ pielgrzymowania, mimo trudności na trasie pielgrzymowania, dotarła do Matki Bożej w sobotę, 30 maja.

Pielgrzymka wyruszyła z Łowicza na Jasną Górę 25 maja. Jeszcze tego samego dnia została zatrzymana przez policję, gdyż według funkcjonariuszy doszło do naruszenia przepisów dotyczących epidemii, a bezpośrednim powodem zatrzymania pielgrzymki było nielegalne zgromadzenie. Część pątników wróciła do domów, a część kontynuowała pielgrzymkę. We wtorek, 26 maja, łowicką pielgrzymkę rozwiązano. Od 27 maja pielgrzymka powróciła na szlak, ale odbywała się w innej formie - ks. Wiesław Frelek, przewodnik pielgrzymki, dostał pozwolenie na przemarsz 5-ciu osób.

Mimo padającego deszczu, tradycyjnie, trzykrotnie padali na twarz pielgrzymi z Łowicza przed Szczytem jasnogórskim. Oddali hołd pod pomnikiem Prymasa Tysiąclecia kard. Stefana Wyszyńskiego. Łzy wzruszenia widać było w oczach pielgrzymów, kiedy witali się z Matką Bożą w Kaplicy Cudownego Obrazu.

Na swych pielgrzymów czekał bp Józef Zawitkowski, biskup senior z Łowicza. „Żebyście wiedzieli, jakie to dla mnie jest przeżycie - mówił w rozmowie z dziennikarzami bp Zawitkowski - Oni idą 365 razy, a ten rok - 1100 lat od Cudu nad Wisła, 100 lat urodzin papieża, trzeba lecieć, jaskółki...ale epidemia. Wiara mocniejsza jest od epidemii, wiara mocniejsza jest od panowania. Szli, mieli przygody. To nie pierwszy raz, rozpędzali ich Kozacy, rozpędzali ich zaborcy, strzelali do nich Niemcy, aresztowali ich ubowcy, ale co tam. Żebyście znali dusze Łowiczaka - wszystko przejdą, wszystko przeminą i Matce Boskiej śpiewają z taką radością. Wy nie znacie tych Księżaków, oni mają dusze twarde i zostanie to im w sercu. Następna pielgrzymka, 366. będzie większa, bo to jest doświadczenie, które umacnia wiarę”.

„Módlcie się z nami, my będziemy modlić się za was - prosił biskup Zawitkowski - Pan Bóg odmieni nasz los ku dobremu. Jutro Zielone Świątki, będzie już wszystko inaczej, w kościele będą wszyscy, już nie będą nam wymierzać miejsca, a przyjdzie czas, że Pan Bóg nas pozna, jak zdejmiemy maski”.

Słowa powitania do Łowiczaków skierował w Kaplicy Matki Bożej o. Samuel Pacholski, przeor Jasnej Góry.

Ojciec przeor porównał Pielgrzymkę Łowicką do gołębicy, która przynosząc Noemu zielony, świeży listek oliwki, zwiastowała, że wody potopu opadają: „Mam nadzieję, że wy przychodzicie jak jaskółka i jak gołębica pokoju, żeby nam zwiastować, że to, o co prosiliście, o ustąpienie pandemii, o potrzebne łaski nie tylko dla waszego diecezjalnego Kościoła, ale dla całej naszej Ojczyzny, przez trud, gorliwą modlitwę i pokutny charakter tej pielgrzymki, która odbyliście, że to wszystko przez ręce Maryi, zostanie nam dane”.

„Bardzo się cieszę, że mogę was tutaj witać. Waszej pielgrzymki nie powstrzymały wojny, zabory, stan wojenny, inne epidemie. Wasi ojcowie w 1894 roku pielgrzymowali prosić także o uwolnienie od epidemii cholery i wówczas wyprosili te łaskę dla Łowicza. Dzisiaj pieszo tutaj przyszły 22 osoby, ale są też inni, którzy dojechali, cała rzesza duchowych pielgrzymów”.

„Przychodzicie tutaj jako zwiastuni dobrej nowiny - podkreślał ojciec przeor - Jako ci, którzy już nie tylko w tym roku w imieniu Łowicza, ale myślę całej Ojczyzny, po tych ponad dwóch miesiącach czasu, kiedy ta Kaplica była niemalże opustoszała, przychodzicie i w tym pierwszym dniu, kiedy możemy się tutaj gromadzić tak jak zawsze, bez żadnych limitów, przychodzicie, aby zwiastować, że Maryja jest Tą, która w sposób potężny oręduje za nami. Jej zawierzamy naszą Ojczyznę, Kościół w Polsce, wasze rodziny, diecezję łowicką”.

„Pielgrzymowanie jak zawsze było wspaniałe - zapewnia ks. Wiesław Frelek, przewodnik pielgrzymki - Najważniejsza jest intencja, z jaką idziemy. Wiadomo, że były troszeczkę problemy z naszym wyjściem z Łowicza. Na szlaku spotkały nas nieprzewidywane wydarzenia, ale Matka Najświętsza zostawiła tych, których chciała, i najważniejsze, że jesteśmy na Jasnej Górze. Wyprosiliśmy intencje, jedna już się spełniła, bo prosiliśmy o deszcz, zmoczyło nas dwa razy i dzisiaj myślałem, że będzie jeszcze ulewniejszy, ale Pan Bóg nas pokropił tak, byśmy czyści weszli na Jasną Górę. Ufam, że ta pandemia ustanie, bo o to prosiliśmy cała drogę”.

„Trzeba wyjść z domu - radził kolejnym pielgrzymkom, ks. Frelek - Po prostu trzeba wyjść z domu, nie bać się. Co będzie dalej? Pan Bóg sprawi, że będzie wszystko dobrze, ale trzeba się odważyć i wyjść na pątniczy szlak”.

*

Pielgrzymi z Łowicza zebrali się na Mszy św. o godz. 15.30, której w Kaplicy Matki Bożej przewodniczył biskup Józef Zawitkowski. Na Eucharystii zgromadzili się pielgrzymi piesi, mieszkańcy Łowicza, którzy dotarli autokarami na powitanie pielgrzymki, a także władze samorządowe.

„Łowiczanie kochani, nie powinienem dziś mówić kazania. Wy jesteście głośnym krzykiem, jak ja was za to kocham” - mówił na początku Mszy św. bp Zawitkowski, któremu wzruszenie wyraźnie odbierało głos.

Kazanie było „przypowieścią, bajką, ale prawdziwą z morałem”. Ks.biskup mówił o pielgrzymce - ‘jaskółce’, która na Jasną Górę przyleciała w śmiertelną pandemię.

„Matko Częstochowska, ‘jaskółki’ przyleciały - mówił w homilii biskup senior z Łowicza - 365. Łowicka Piesza Pielgrzymka przyszła do Ciebie, ale taka smutna, jak nigdy, taka szara, w maskach, podziobana, bez tańców, bez śpiewów, rozżalona, ale przyszła”.

„O moje ptaszyny kochane, kto was tak na żółto i pomarańczowo pomalował? Dlaczego macie czarne maski? Dlaczego nosicie na dziobach żałobę? Biedne moje. Ze starego starostwa i z miejskiego ratusza pelikany przyleciały i są z wami, już nie płaczcie, nie jesteście sami”.

„Policjanci drodzy, wiem, że to nie wasza wina - mówił ks. biskup nawiązując do policyjnych kontroli pielgrzymów - Jakiś jastrząb, albo kruk drapieżny tak wam kazał. Niech Pan Bóg mu przebaczy (...) Panowie pamiętajcie, że wiara mocniejszą jest od panowania, a wyście nam kościoły na metry pomierzyli. To nie tak, panowie”.

Pielgrzymkę zakończyły słowa podziękowań.

Tradycją łowickiego pielgrzymowania jest przybywanie do Maryi Częstochowskiej na Zielone Świątki, czyli uroczystość Zesłania Ducha Świętego. W częstochowskim sanktuarium Łowicka Pielgrzymka zwana jest „jaskółką pieszego pielgrzymowania”, bo to właśnie ona rozpoczyna ‘sezon pielgrzymkowy’ na Jasną Górę.

Łowicka Piesza Pielgrzymka jest jedną z najstarszych w Polsce. Pątnicy wędrują na Jasną Górę nieprzerwanie od 1656 roku. Podczas tegorocznej pielgrzymki przypomniano, że 125 lat temu pątnicy z Łowicza uprosili ustanie zarazy cholery, która dziesiątkowała ich miasto.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję