Reklama

Polityka energetyczna do rewizji

2013-05-20 15:07


Niedziela Ogólnopolska 21/2013, str. 34-35

Dominik Różański
Piotr Naimski – polityk, biochemik, nauczyciel akademicki, działacz opozycji w okresie PRL, publicysta, były wiceminister gospodarki, poseł PiS na Sejm VII kadencji

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: - Niesamodzielność energetyczna Polski to zwiększające się ceny energii. Losy polskiego przemysłu, zwłaszcza chemicznego, zależą - wobec jak na razie bezskutecznego oczekiwania na własne wydobycie gazu łupkowego - od wciąż dominujących dostaw rosyjskich. Ostatnie zdarzenia polityczno-biznesowe wskazują na wzrastającą aktywność i determinację Rosji w sprawie „gazowego” zmonopolizowania Polski. Czy na zliberalizowanym rynku i w trudnej sytuacji Polski można temu skutecznie przeciwdziałać?

PIOTR NAIMSKI: - Trzeba robić wszystko, aby jak najszybciej wyrwać się z tej zależności. Mimo że nie jest to łatwe, bo w Polsce można wskazać działania silnego lobby na rzecz rosyjskich interesów. Dopiero niedawno nagłośniono działania byłego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, który okazał się być lobbystą, reprezentantem interesów rosyjskiego oligarchy Wiaczesława Kantora, właściciela spółek, które weszły już do akcjonariatu tarnowskich „Azotów”. Są to w większości spółki rejestrowane na Cyprze, na brytyjskich Wyspach Dziewiczych, w Nowogrodzie Wielkim, Luksemburgu, czyli w tzw. rajach podatkowych.

- Dlaczego taka wyprzedaż tarnowskich „Azotów” jest dla Polski wyjątkowo niekorzystna?

- Dlatego, że poprzez swojego właściciela spółki te są narzędziem polityki Federacji Rosyjskiej.

- Skąd to wiemy?

- 25 lutego tego roku na zaproszenie Michaiła Margiełowa, przewodniczącego Komitetu Spraw Zagranicznych Rady Federacji Rosyjskiej (odpowiednika naszego Senatu), do Moskwy pojechała delegacja polskiego Sejmu i Senatu. Podczas spotkania rozmawiano o polsko-rosyjskich relacjach gospodarczych. Okazało się, że wśród biznesmenów po stronie rosyjskiej był właśnie Wiaczesław Kantor, zaś rosyjscy politycy wielokrotnie wymieniali właśnie Acron, jedną z jego spółek, jako bardzo dobry podmiot gospodarczy, który powinien uczestniczyć w polsko-rosyjskich relacjach gospodarczych. I w ten właśnie rosyjski lobbing polityczno-gospodarczy wpisuje się Aleksander Kwaśniewski, który w dodatku wciąga w tę niejasną sytuację premiera Tuska i jego doradców. Zabiegi pana Kwaśniewskiego okazały się na tyle skuteczne, że spółka Acron zaczęła systematycznie skupować akcje tarnowskich „Azotów”.

- Można więc już bez przesady mówić dziś o wyjątkowo wzmożonej rosyjskiej ekspansji na gospodarczo-energetyczne cele Polski?

- O tym niebezpieczeństwie wiemy od dawna. Mamy za sobą już kilkakrotne podejścia rosyjskich spółek np. do rafinerii polskich, na szczęście nieudane. Mam nadzieję, że przejęcie polskiej chemii Rosjanom też się nie uda.

- Jest to jednak bardziej nadzieja niż pewność?

- Niestety, tak. Sytuacja „Azotów” jest niedobra m.in. dlatego, że Ministerstwo Skarbu Państwa nie ma w tej sprawie spójnej strategii. Nieomalże w tym samym czasie ogłasza plan prywatyzacji, w którym zakłada, że państwo sprzeda swoje udziały w branży chemicznej, a zaraz potem reaguje na agresywne działania Acronu w Tarnowie, konsolidując „Azoty” tarnowskie z zakładami w Puławach. To spowodowało, że udziały Skarbu Państwa w połączonej spółce wzrosły do 45 proc. Jednak w tym samym momencie wiceminister skarbu oświadczył, że zgodnie z prawem ogłosi wezwanie na zakup akcji do 66 proc. albo zejdzie poniżej 33 proc....

- I zszedł...?

- Tak, okazuje się, że w kwietniu Skarb Państwa sprzedał ponad 12 proc. swoich udziałów... Tak więc Wiaczesław Kantor je skupuje, a polski Skarb lekką ręka sprzedaje. A zważywszy na to, że 30 proc. udziałów w tej spółce to akcjonariat rozproszony, to właściwie w każdej chwili też może się on znaleźć w rękach pana Kantora.

- Z tego wniosek, że polski rząd - mimo dość butnych deklaracji premiera - nie do końca rozumie interesy Polski...

- W każdym razie trudno się tu doszukać konsekwencji, która by wynikała ze zrozumienia polskiego interesu. Ta niejasna sytuacja zaprasza do Polski wszystkich tych, którzy wiedzą, jak łatwo można skorzystać z wahań i niepewności polskiego rządu. Może tu też chodzić o stworzenie sytuacji - jakiej chciałby np. Aleksander Kwaśniewski - w której interes państwa w sferze gospodarczej nie istnieje i w związku z tym jest otwarte pole do działania dla każdego kapitału, nawet takiego, jak ten bezpodatkowy, za to politycznie jednoznacznie podporządkowany kapitał Wiaczesława Kantora. Na to nie może być zgody.

- Nawet w warunkach liberalnej gospodarki?

- Tak, bo abstrahując już od względów bezpieczeństwa państwa, z tym kapitałem wnoszone są do Polski dzikie obyczaje gospodarcze, powszechne za naszą wschodnią granicą, a których u siebie nie chcemy! Chcemy, żeby Polska miała gospodarkę w pełni transparentną, której strategia mogłaby być kształtowana mimo wszystko z poziomu rządu (choćby z uwagi na bezpieczeństwo energetyczne).

- Jednak polityczne lobby dążące do gospodarczego bezwarunkowego otwarcia się Polski w stronę Rosji jest dziś dość silne, choć na pierwszy rzut oka trudno je zidentyfikować.

- Trudno, bo wiedza o wielu konkretnych działaniach wykorzystujących słabość rządu nie jest powszechnie dostępna. Jedno jest pewne, lobby to robi wszystko, aby w Polsce nie było silnej władzy, bo silny rząd nigdy nie pozwoliłby, żeby strategiczne sektory polskiej gospodarki rozwijały się niezgodnie z polskim interesem.

- O tym, że polski rząd jest słaby, Rosja mogła się przekonać w „laboratorium” katastrofy smoleńskiej...

- Tak. To, że w tej chwili mamy do czynienia z nasileniem wrogich działań na poziomie gospodarczym, moim zdaniem, wynika także z tego, że Rosjanie doszli do wniosku, iż rząd Donalda Tuska jest bardzo słaby i nie umie się przeciwstawić nawet wtedy, gdy może mieć rację... I pozwala na stosowanie wobec Polski metody faktów dokonanych.

- Jednak dziś to sam premier Tusk mówi o zagrożeniu bezpieczeństwa energetycznego kraju, o potrzebie utrzymania w dobrej kondycji strategicznych sektorów gospodarki. Mowa-trawa?

- Raczej tak. Dziś potrzeba mocnych konkretów. Przede wszystkim opisania stanu rzeczy - niestety, złego - i natychmiastowego podjęcia koniecznych działań. A trudno się tego doszukać. Tu i ówdzie pojawiają się głosy, że polityka energetyczna przygotowana przez rząd Tuska wymaga rewizji, ponieważ sytuacja się zmieniła. Rzeczywiście, sytuacja jest dynamiczna i rząd powinien na nią reagować błyskawicznie, a nie reaguje...

- Właściwie dlaczego?

- Może po prostu dlatego, że w rządzie Tuska nie ma zrozumienia tego, jak fundamentalnie ważne dla kraju jest jego bezpieczeństwo energetyczne i bezpieczny rozwój strategicznych sektorów gospodarki. A poza tym nie ma pomysłu na rozwiązywanie nawarstwiających się problemów. Nie może być tak, że w Polsce z jakichś powodów nagle przestaje się budować elektrownie.

- A właśnie się przestaje, dlaczego?

- Naprawdę trudno to zrozumieć, dlaczego do tego dopuszczono! To jest skandal! Ten rząd, nie wiadomo dlaczego, działa bardzo opieszale, jakby nie ogarniał skomplikowania i powagi sytuacji. Trudno wytłumaczyć wszystkie zaniechania i zaniedbania. Dlaczego już półtora roku czekamy na ustawodawstwo, które spowoduje, że inwestycje w wydobycie gazu łupkowego w Polsce będą regulowane prawem transparentnym, cywilizowanym, chroniącym interesy polskiego państwa, a także interesy inwestorów?

- Wyhamowanie budów nowych elektrowni - w Polsce głównie węglowych - wiąże się zapewne z unijną polityką klimatyczną wymuszającą ograniczenie emisji CO2.

- Do pewnego stopnia tak. Ale i w tej sprawie rząd powinien działać bardziej zdecydowanie, bo nie może być tak, że kopalnie węgla w Polsce nie są dziś pewne dnia ani godziny... Nie może być takiej sytuacji, że inwestycje w elektroenergetyczne sieci przesyłowe są odsuwane, m.in. dlatego, że rząd Tuska przez 6 lat nie był w stanie przeprowadzić ustawy o inwestycjach liniowych. Można mnożyć tego typu zadania, które trzeba wykonać natychmiast, a które powinny być dawno wykonane.

- Mówi się, że inwestowanie w energetykę w Polsce dziś się nie opłaca. Dlaczego nie powstają nowe elektrownie, dlaczego nie remontuje się starych bloków energetycznych?

- To bardzo zasadnicze pytanie. Niedawno spółka PGE budująca elektrownię w Opolu oświadczyła, że musi zrezygnować z tej inwestycji, bo jej się to zwyczajnie nie opłaca. Jest to decyzja być może wytłumaczalna na poziomie biznesowym, ale niedopuszczalna na płaszczyźnie strategicznego zarządzania bezpieczeństwem energetycznym kraju.

- Skoro tak, to rząd nie powinien był do tego dopuścić...

- Tak i dlatego jest to bardzo dziwna decyzja. Być może PGE jako spółka Skarbu Państwa zamiast inwestować, musi oddać pieniądze z dywidend min. Rostowskiemu na łatanie dziury w budżecie.

- Czy obostrzenia wynikające z tzw. pakietu klimatycznego już dziś zaznaczają swój wpływ na nowe inwestycje elektroenergetyczne?

- Wpływają na planowanie budowy nowych elektrowni. Na progu rezygnacji z inwestycji jest francuski EDF w Rybniku. Wszystko zależy od tego, czy dostanie przydział darmowych emisji CO2. Ten inwestor oczekuje od polskiego rządu negocjacji z Komisją Europejską w sprawie zmiany warunków.

- Jeśli pakiet klimatyczny nabierze mocy, to polska energetyka oparta na węglu po prostu polegnie?

- Niekoniecznie, choć może być bardzo trudno, i rząd polski powinien negocjować warunki stawiane inwestycjom przez pakiet klimatyczny. Nasz obecny problem wiąże się jednak przede wszystkim z brakiem obliczalności przy długoterminowym projektowaniu biznesu. Jeżeli dziś nie wiadomo, jakie będą ceny emisji CO2 za kilka lat, to trudno obliczyć, jaki będzie zwrot z tej inwestycji. Trudno więc potencjalnym inwestorom podpisywać umowy kredytowe z bankami. Na razie korzystne dla nas może być obecne załamanie handlu emisjami i gwałtowny spadek opłat za emisję dwutlenku węgla. A jeszcze korzystniejsze byłoby, gdyby w UE całkowicie odstąpiono od zamiarów walki z klimatem.

- Najbardziej korzystne byłoby, gdyby UE zweryfikowała swą politykę klimatyczną...

- To prawda. Wiele osób uważa już, że to nie jest niemożliwe. Pojawia się coraz więcej nacisków ze strony europejskiego biznesu na odejście od obecnej polityki klimatycznej, która powoduje, że gospodarka europejska staje się niekonkurencyjna w stosunku do reszty świata. To wszystko jednak nie jest jeszcze rozstrzygnięte i w związku z tym inwestorzy zamierzający budować elektrownie ociągają się, wyczekują na lepsze czasy. A dla Polski ten uciekający czas jest niezwykle istotny, ponieważ znaczącą część naszych zdolności produkcyjnych w sektorze elektroenergetycznym do lat 2016-2018 będziemy musieli co najmniej zmodernizować.

- A to chyba jest zupełnie nierealne?

- Ciągle jeszcze można to zrobić, jednak pod warunkiem, że te nowe konieczne inwestycje będą podejmowane już teraz i to w sposób zdecydowany.

- Co jest potrzebne, aby te inwestycje były podejmowane w sposób zdecydowany?

- Odpowiedzialny za bezpieczeństwo energetyczne kraju rząd powinien jak najszybciej sprawić, by przynajmniej spółki z udziałem Skarbu Państwa jako ważne kryterium swego działania uwzględniały właśnie bezpieczeństwo energetyczne kraju. Spółki się przed tym bronią, twierdząc, że działają według kodeksu spółek handlowych, w którym nie istnieje kryterium bezpieczeństwa państwa. Jedynie PGNiG ma statut, w którym to kryterium zostało wpisane, natomiast w spółkach elektroenergetycznych takich zapisów nie ma. Być może należałoby je wprowadzić.

- Jak tego rodzaju zapis w praktyce wpływałby na funkcjonowanie, a zwłaszcza na inwestycje spółki?

- Taki zapis powoduje, że zarządy tych spółek podejmujące decyzje o inwestycjach z uwzględnieniem bezpieczeństwa energetycznego, a nie kierując się tylko kwestiami biznesowymi, nie będą narażały się na zarzut działania na szkodę spółki.

- Bezpieczeństwo energetyczne powinno być bezwzględnie nadrzędnym celem w działaniach tych spółek?

- Przynajmniej równoległym. Wtedy inwestycje dyktowane względami bezpieczeństwa kraju byłyby bardziej możliwe.

- Sprawa wydaje się oczywista i prosta. Czy jednak możliwa do przeprowadzenia w obecnej aurze politycznej?

- Myślę, że to jest, niestety, mało prawdopodobne. I pozostaje tu tylko stwierdzić, że im krócej będzie rządził Donald Tusk, tym lepiej dla Polski.

Papieski jałmużnik już na Jasnej Górze

2019-08-24 18:26

it / Jasna Góra (KAI)

Kard. Konrad Krajewski jak zwykle przyszedł na Jasną Górę wraz z Pieszą Pielgrzymką Łódzką. Odkąd jest w Watykanie zawsze niesie też intencje wskazane przez papieża Franciszka. W tym roku było jednak inaczej. - Papież prosił, żeby wziąć jego intencje bez wymieniania i to dlatego chyba tak ciężko się szło - wyznał utrudzony pątnik. Dodał, że choć pogoda wyśmienita, sprzyjająca, to jednak droga trudna. - Idę, ale nie mogę przyśpieszyć – podkreślał.

BPJG

Kardynał zauważył jednak, że „chyba takie zwolnienie jest mu potrzebne”. - Żebym pomyślał, że nie można się ciągle z czymś ścigać. Myśleć- ile zrobiliśmy, ilu osobom pomogliśmy. Po prostu trzeba iść rytmem Ewangelii a tam nie ma wyścigów - powiedział.

Przeczytaj także: Kard. Konrad Krajewski: trzeba pamiętać o tym, co nam mówił Jan Paweł II

Wytrawny pątnik, bo to kolejna piesza pielgrzymka papieskiego jałmużnika, podkreśla, że „pielgrzymowanie to nie jest przejście iluś kilometrów czy zmaganie się ze swoim ciałem”. - To wreszcie marsz w dobrym kierunku i chwila na zastanowienie czym jest Kościół, jakie jest moje miejsce w Kościele, bo pielgrzymka to wyznanie wiary – dodał kard. Krajewski.

Zapytany o Kościół w Polsce widziany z perspektywy Watykanu odpowiedział: „jakie by nie były burze, to Kościół jest zawsze Chrystusowy i to jest najważniejsze”.

Kard. Konrad Krajewski jak zwykle wraz z pielgrzymami wkroczył w progi Kaplicy Matki Bożej. Nie uklęknął jednak tuż przed Cudownym Obrazem, w miejscu dla niego przygotowanym, a w przedsionku prezbiterium, tuż przy kracie.

W 94. Pieszej Pielgrzymce Łódzkiej przyszło ok. 2 tys. osób. Przyjechała też grupa rowerowa. W ciągu czterech dni pątnicy pokonali ponad 120 km. Hasłem rekolekcji było wołanie: „Stworzycielu Duchu przyjdź!”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Wielka pielgrzymka tarnowska

2019-08-25 21:19

BPJG

37. Piesza Pielgrzymka Tarnowska dotarła niedzielnym popołudniem, 25 sierpnia przed jasnogórski Szczyt. W tym roku pielgrzymowało w niej aż 8 tys. 130 pątników - to najliczniejsza dziś grupa pielgrzymkowa, a całym sezonie druga co do wielkości (po Pielgrzymce Krakowskiej, liczącej 8 tys. 500 osób). Pielgrzymka Tarnowska pochwalić się może także większą niż w ubiegłym roku liczbą pielgrzymów - aż o tysiąc osób.

BPJG

W całej pielgrzymce szło aż 164 księży, 50 kleryków i 44 siostry zakonnych. Razem z pątnikami wędrował w tym roku bp Stanisław Salaterski, biskup pomocniczy diec. tarnowskiej. Ks. biskup, razem z ordynariuszem tarnowskim bpem Andrzejem Jeżem, wprowadzili całą pielgrzymkę na Jasną Górę. „Dziękujemy za każdą pielgrzymkę, pielgrzymów przybywa, ponad 8 tys., cieszy, że są to przede wszystkim bardzo młodzi ludzie - mówi bp Andrzej Jeż - W kontekście naszego 5. Synodu Diecezji Tarnowskiej koncentrowaliśmy się na znaczeniu Kościoła w naszym codziennym życiu i myślę, że te rekolekcje bardzo zmieniły spojrzenie na Kościół, zwłaszcza wśród młodych ludzi”.

„Chciałem podziękować im, ponieważ modlili się w intencji Kościoła lokalnego, diecezjalnego, w mojej także intencji. Chciałem prosić ich, żeby ta pielgrzymka przedłużała się w ich codziennym życiu, aby te wszystkie doświadczenia, które tutaj podjęli, Boże doświadczenie miłości, przedłużało się w ich codzienności, gdy wrócą do swoich zajęć, do swoich domów” – mówił bp Andrzej Jeż.

Hasłem rekolekcji w drodze były słowa: „Parafia wspólnotą uczniów Chrystusa”. „Hasło to także program związany w Synodem, który przeżywamy w naszej diecezji, i w ten sposób łącząc się w modlitwie, w rekolekcjach w drodze, chcieliśmy rozważać także nasze miejsce w parafii. Ale też na pielgrzymce staliśmy się taką wielką parafią wspólnoty pielgrzymów w liczbie 8 tys. 130” - mówi ks. Roman Majoch, kierownik trasy PP Tarnowskiej i rzecznik prasowy.

„Tegoroczne pielgrzymowanie upływało nam pod hasłem ‘Parafia wspólnotą uczniów Chrystusa’. Zastanawialiśmy się nad rolą każdego z nas we wspólnocie, jaką stanowi parafia. Każdy z nas starał się odpowiedzieć na pytanie, jakie jest jego zadanie w parafii, jak mógłby się bardziej zaangażować, ale przede wszystkim prosić o światło Ducha Świętego w tym natchnieniu, odszukiwaniu głębi wspólnoty z Chrystusem poprzez niedzielną Eucharystię - opowiada ks. Kamil Kopyt, wikariusz parafii św. Mateusza, Ewangelisty i Apostoła w Mielcu, przewodnik grupy 16. - Motywy pielgrzymowania są przeróżne, jedni proszą o zdrowie, inni o zdane egzaminy, jeszcze inni, aby Maryja rozwiązała ich problemy rodzinne, jeszcze inni proszą o uleczenie z chorób czy uzależnień, jeszcze inni proszą o wskazanie drogi życiowej, powołania życiowego, każdy z pielgrzymów idzie z inną intencją”.

Pielgrzymi pokonali ok. 236 km w dziewięć dni. Nad przebiegiem pielgrzymowania czuwał ks. Zbigniew Szostak, dyrektor Pielgrzymki Tarnowskiej. Najmłodsze dzieci na pielgrzymce miały 4 i 5 miesięcy, a najstarszy pątnik - 86 lat.

Podczas Pieszej Pielgrzymki Tarnowskiej na Jasną Górę cztery pary wypowiedziały sakramentalne „tak”. Ich gośćmi i świadkami były tysiące pielgrzymów. Dwa śluby odbyły się w Zabawie, gdzie znajduje się sanktuarium bł. Karoliny. Związek małżeński zawarli tam Krzysztof i Anna z grupy nr 14 oraz Kinga i Łukasz z grupy nr 19. Dwa śluby miały też miejsce w sanktuarium w Okulicach. Słowa przysięgi małżeńskiej wypowiedzieli tam Paweł i Małgorzata z grupy nr 7 oraz Adrian i Katarzyna z grupy nr 12. „Drugi dzień naszej pielgrzymki to taki szczególny znak, kiedy spoglądamy na rodzinę, i modlimy się za rodzinę, i w naszej wspólnocie jest takie wydarzenie, jak śluby na pielgrzymce. To są ci pielgrzymi, którzy poznali się na pielgrzymce, i chcieli wobec wszystkich pielgrzymów powiedzieć o swojej miłości” - opowiada ks. Roman Majoch.

Jedną z par, która wzięła sakrament małżeństwa drugiego dnia pielgrzymki, byli Katarzyna i Adrian z grupy 12: „Poznaliśmy się cztery lata temu na pielgrzymce, więc postanowiliśmy, że chcemy wrócić na trasę jako małżeństwo. Ślub na pielgrzymce przebiega bardzo tradycyjnie. Pogoda nam dopisywała, a z mężem u boku pielgrzymowało się zdecydowanie lepiej” – mówi Katarzyna.

„Pielgrzymowanie wciąga, droga do Matki Bożej, która nas później prowadzi przez cały rok, atmosfera, która jest na pielgrzymce jest niepowtarzalna i do tego chce się wrócić” – podkreśla Katarzyna. „Naszą główną intencją jest opieka nad naszym nowo zawartym małżeństwem” – dodaje Adrian.

W 37. Pieszej Pielgrzymce Tarnowskiej szło ok. 700 dzieci. „Jest to takim znakiem naszego pielgrzymowania, że w czasie każdej pielgrzymki mamy dość dużą ilość dzieci, które wędrują ze swoimi rodzicami. Więc to nie tylko dzieci, ale całe rodziny, które wędrują na Jasną Górę. I to jest też taki szczególny znak na dzisiejsze czasy – że te rekolekcje w drodze nie przeżywają tylko osoby dorosłe, czy młodzież, ale całe rodziny” - podkreśla ks. kierownik trasy.

Na szlaku Pieszej Pielgrzymki Tarnowskiej obecni byli także misjonarze diecezjalni i zakonni pracujący w Afryce, Ameryce Południowej i Rosji. Pielgrzymi także w tym roku materialnie wspierali misje. Pielgrzymów odwiedzał na trasie bp Mirosław Gucwa z Republiki Środkowoafrykańskiej, który modlił się szczególnie o pokój na świecie.

Jedną z intencji pielgrzymki była intencja wynagradzająca za zniewagi wobec Obrazu Matki Bożej jasnogórskiej, z tej okazji pielgrzymi nieśli cała drogę obraz Matki Bożej Jasnogórskiej: „Z tego, co się dzieje w Polsce, wiadomo jak pokazywany jest Obraz (Matki Bożej jasnogórskiej przyp. red.), więc my od samego Tarnowa niesiemy Ikonę Matki Bożej cały czas. Były modlitwy wynagradzające i przepraszające za to, co się dzieje” - opowiada Elżbieta Czernik, która pielgrzymuje 31. raz na Jasną Górę.

„Po raz pierwszy kiedy poszłam na pielgrzymkę i miałam okazję leżeć krzyżem przed Jasną Górą, to mnie urzekło, i od tej pory co roku wracam. Wydaje mi się, że to jest jakaś siła, która powraca co roku - opowiada Maria Barnaś, po raz 5. na pielgrzymce – Modlitwa jest czymś takim na pielgrzymim szlaku, dzięki czemu możemy się oderwać od rzeczywistości. Według mnie pielgrzymka jest czymś, co nas zamyka od tego świata zewnętrznego, czymś, co nam pozwala znaleźć swój środek”.

„Dużą motywacją dla mnie są pielgrzymi, którzy nie tylko w czasie pielgrzymki, ale przez cały rok się przygotowują, organizują, pytają kiedy, jak, spotkania, są motorem napędowym całej pielgrzymki – podkreśla ks. Kamil Kopyt – Zawsze, kiedy wchodzimy do Częstochowy i widzimy wieżę klasztorną, to nasza grupa oddaje pierwszy pokłon Maryi poprzez uklęknięcie, a tutaj to już tylko łzy, wzruszenie, radość, najbliżsi, którzy nas witają”.

Piesza Pielgrzymka Tarnowska składa się z dwóch części, które podążają co Częstochowy dwoma różnymi trasami. Trasy te niejednokrotnie się przecinają i pokrywają, mimo to w dość znaczący różnią się od siebie. W skład części „A” wchodzą grupy od 1 do 13. W skład części „B” wchodzą grupy od 14 do 25.

Jak co roku na trasie pielgrzymki towarzyszyło pątnikom diecezjalne Radio RDN Małopolska i Radio RDN Nowy Sącz.

Pielgrzymi z Tarnowa spotkali się na wspólnej Mszy św. o godz. 17.00 na jasnogórskim Szczycie. Eucharystii przewodniczył bp Andrzej Jeż, ordynariusz tarnowski, a koncelebrował bp Stanisław Salaterski, biskup pomocniczy, który wędrował pieszo, a w czasie pielgrzymki głosił nauki rekolekcyjne.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem