Reklama

Zatrute ciastko

2013-06-03 14:51

Katarzyna Woynarowska
Niedziela Ogólnopolska 23/2013, str. 42-43

Graziako

Sekta jest jak zatrute ciastko,
najpierw zachwyca, potem unicestwia

Rozsyłam po znajomych informację, że szukam człowieka, który ma za sobą doświadczenie bycia w sekcie religijnej lub ekonomicznej. Wieczorem dzwoni Anka - znajoma znajomych. Ledwo ją pamiętam. Mówi, że przypadkiem usłyszała moją prośbę i chce się spotkać. Prosi o dyskrecję, bo choć z sekty odeszła ponad 8 lat temu, nie chce by ktoś, poza małym kręgiem zaufanych, wiedział o tym fakcie.

Zasięgam szybkiej informacji o mojej rozmówczyni - najnormalniejsza w świecie żona i młoda matka, supermiła i uczynna osoba.

Anna jest niewysoka, skromnie ubrana, ma dyskretny makijaż oraz cichy sposób mówienia, co bywa irytujące, bo człowiek musi się nachylić, żeby coś usłyszeć.

Reklama

Pierwszą rzeczą, którą zauważam po podaniu ręki, jest blizna na nadgarstku. Mam wrażenie, że specjalnie podwija rękaw koszuli. Widzi moje spojrzenie, ale nie komentuje.

Siadamy na ławce w parku. Anka: - Może powinnam wcześniej opowiedzieć o swoich przeżyciach na jakimś blogu albo na forum internetowym ostrzegać innych. Powstrzymywał mnie ból, strach i chyba wstyd... Tak, chyba wstyd także...

- Że się tak dałaś nabrać? - dopytuję.

- Nie, że tak długo zajęło mi dostrzeżenie prawdy...

Zaklinanie rzeczywistości

- Szukałam nieustannie nowych doznań, innych ludzi. Byłam religijna, ale ubrdałam sobie, że Kościół to za mało, że muszę pójść głębiej. No i poszłam, tylko nie w tę stronę.

Niemal klasyka gatunku: Wakacje, nowi ludzie poznani na ognisku, „przypadkowo”?

- W sektach nie ma przypadków. To szczegółowo zaplanowana akcja łowienia młodych, naiwnych, zagubionych.

- Uwiedli mnie gadaniem, że jestem nadzwyczajna i niepowtarzalna. Nikt mi wcześniej nie mówił takich rzeczy. Akceptowali to, co mówię, robię, jak się ubieram, gdzie chodzę. Lgnęłam do nich, bo w domu, w szkole słyszałam głównie krytykę i połajanki. Czułam, jak rwą się nitki wiążące mnie z rodziną, a zaplatam na sobie inne nici - te podrzucane mi przez nowych przyjaciół. Niewiele czasu potrzebowali, żeby mnie zupełnie od siebie uzależnić. Poszłabym za nimi w ogień. No i zakochałam się w jednym z nich. Potrafił tak cudownie słuchać.

Spotykaliśmy się w prywatnych mieszkaniach kilka razy w tygodniu. Do głowy mi nie przyszło, że to sekta. Rozmawialiśmy o sensie życia, miłości, Bogu, o oczyszczaniu duszy, panowaniu nad ciałem, co jest konieczne, by osiągnąć wyższy stan. Nie jedli mięsa, wiele godzin dziennie poświęcali na medytacje, modlitwę. Patrzyłam na nich jak na ludzi z wyższej półki. Tworzyli bardzo ścisłą grupę. Wiedzieliśmy o sobie wszystko, najskrytsze tajemnice rodzinne i intymne. Pamiętam, że spotykaliśmy się zawsze w dobrze zaaranżowanych wnętrzach - dopiero potem zorientowałam się, że te lokale sekta pozyskiwała od swoich członków. Ta wspólnota myśli, działań strasznie mi imponowała. Przekonali mnie, a ja uwierzyłam, że odnalazłam swoją prawdziwą rodzinę. I teraz uwaga - wmówili mi, że więzy pokrewieństwa są jedynie przypadkowe. Rodzina potrafi tylko unieszczęśliwiać i pętać osobowość na całe lata. Nie robili nic na siłę, to ja chodziłam za nimi, szukałam kontaktu. Gdy ich nie widziałam, czułam się jak narkoman na głodzie.

Gdy mój ukochany pierwszy raz pokazał mi pręgi na plecach, przestraszyłam się. Przytulił mnie i wyjaśniał, że uległ pokusie, zawiódł i musiał ponieść karę. Trudno uwierzyć, że wkrótce i ja cięłam się żyletką, żeby odpokutować wydumane przewinienia. Ta miłość zwiodła mnie na manowce. Myślę, że sekty często wykorzystują naturalne dla człowieka poszukiwanie akceptacji i miłości. Żeby zasłużyć na pochwałę, chodziłam spać przed świtem i czuwałam na modlitwie w nocy, nie jadłam, żeby się duchowo oczyścić. Rodzice cieszyli się, bo z krnąbrnej pyskatej nastolatki stałam się spokojną, miłą, wykonującą każde polecenie córeczką. Aż kiedyś zemdlałam na progu swojego pokoju i zobaczyli ślady pobicia - to była kolejna kara, którą wymierzaliśmy sobie nawzajem.

Bezradność

Pamiętam taką scenę. Mama wróciła z kościoła, wtedy wiele rozmawiali z naszym proboszczem. Podeszła i przytuliła mnie mocno. Stałyśmy tak dobrą chwilę, nim usłyszałam, że szepcze „Pod Twoją obronę...”. Zaczęłam płakać i wyrywać się. Czułam, jak coś mnie od niej odrywa, że to nie ja chcę się wyswobodzić z jej uścisku, ale coś we mnie.

Wtedy chyba po raz pierwszy doszło do mnie, że coś nie tak dzieje się ze mną. Z tym, że moi przyjaciele, moja nowa rodzina, bardzo szybko odciągnęli mnie od tej myśli. W domu byłam gościem. Gdy kończyłam 18 lat, rodzina zrobiła mi niespodziankę - zjawili się wszyscy, nawet dalecy kuzyni. Gdy wręczali mi prezenty, winszowali i przytulali, w moim pokoju stał spakowany już plecak. Wyszłam, jak stałam - w odświętnej kiecce, wykorzystując moment nieuwagi. Czasem myślę: jak mogłaś być tak okrutna. Co oni czuli z tym wielkim tortem, którego nie ma kto pokroić. Zrobiłam tak, jak mi kazano - nie wzięłam żadnych dokumentów ani telefonu komórkowego. „Zostaw przeszłość za sobą mówił mój ukochany. - Teraz narodzisz się na nowo - dla nas”. W praktyce oznaczało to, że przepadłam bez śladu. Na ponad trzy lata.

W tym czasie moi rodzice, oprócz zawiadomienia policji, wynajęli prywatnego detektywa i na własną rękę szukali jakiegokolwiek śladu. Trafili pod opiekę psychiatry po tym, jak w moim komputerze znaleźli linki na fora ludzi planujących samobójstwo. Podobno najtrudniej znosił tę sytuację mój brat - to on zorganizował w Internecie poszukującą mnie grupę ludzi.

Bóg tak chciał

Dzisiaj postrzegam to inaczej, że było mi to potrzebne, że Bóg - ten prawdziwy - tak tym pokierował. Lokal mojej „nowej rodziny” znajdował się kilka ulic od domu rodzinnego. Nie wiem, jak mogliśmy się nie spotkać. Co prawda rzadko wychodziłam, raczej wożono mnie, zwłaszcza, gdy okazało się, że jestem w ciąży. Byłam tak wyprana z rozumu, że bez szemrania przyjęłam, że rodzić będę w domu, bez pomocy z zewnątrz, żeby dziecka nie splamił zły świat. Zresztą - tłumaczyła mi żona nauczyciela - kobiety rodziły od wieków same. Poroniłam szybko, jak sądzę na skutek podźwigania się, bo trzeba było zarabiać na wspólnotę, prawda? Od ukochanego usłyszałam: „Musiałaś zgrzeszyć, zrobić coś naprawdę strasznego, bo poronienie jest karą”. I poprosił, żebyśmy więcej nie wracali do tego tematu.

Leczyli ból mojej duszy pracą. Sporo jeździłam po kraju - miałam ponoć dar nawiązywania znajomości. Taka dobra, szczera twarz bardziej przekona do naszych prawd - w ten sposób mnie komplementowano. Nasz starszy brat, zwany nauczycielem, osobnik niewątpliwie inteligentny i niebywale sprytny, potrafił znaleźć drogę do samego centrum duszy. Mówił tak, że czuło się niemal fizycznie, jakby zrywał z człowieka kolejne warstwy hipokryzji, zakłamania, grzechu. Jeden z grupy powiedział kiedyś, że jak się usłyszy prawdę o sobie, to albo się za nią pójdzie, albo czeka nas unicestwienie. Duchowa śmierć. Więc po co czekać na śmierć, skoro i tak jest się martwym? Nie mamy więc wyboru - my - wybrańcy. My - dostrzeżeni. Na drodze do samodoskonalenia się nie ma ograniczeń szybkości. Medytowałam nieustannie, prawie nie spałam, pracowałam ponad siły, traciłam apetyt, gdy nikt nie widział, płakałam za dzieckiem, które odeszło.

Nie tęskniłam nawet za dawnym życiem… Ono nie było już moje.

Aż nadszedł ratunek

Na ulicy poznał mnie znajomy brata. O ironio, próbowałam go namówić na spotkanie o metodach oczyszczania organizmu - to służyło werbowaniu i szukaniu potencjalnych zainteresowanych. Powiedział bratu i ten przyszedł. Stał tam i patrzył na mnie bez mrugnięcia powiek. Jak skała. Nie opuścił mnie już na krok. Zamieszkał obok tylko po to, żeby mnie wyrwać z sekty. Dyskutował z nauczycielem, z moim narzeczonym, z każdym, kto chciał z nim gadać. Chyba trochę przestraszyli się jego determinacji. Próbowali mnie wywozić, zamykali, grozili, raz nawet się pobili. Rodzina już nie odpuściła, a ja byłam apatyczna, wyprana z uczuć, pragnień i marzeń. Brat potrząsał mną i krzyczał: „Obudź się!”. Wreszcie rodzina wykradła mnie i wywiozła na Mazury. Sprowadzili zaprzyjaźnionego księdza, który odprawił egzorcyzmy. Nauczyciel odnalazł nas. Przyszli po mnie - jak po swoją. Rodzcie wezwali policję. Ten scenariusz powtarzał się przez ok. 2 lata. Nie dali mi spokoju nawet w szpitalu ani podczas psychoterapii.

Teraz mieszkam daleko od ludzi, którzy onegdaj byli moim światem. Unikam jakiegokolwiek kontaktu. Odzyskałam wolność, zerwałam łańcuch i dziękuję Bogu, że dał mi drugą szansę. Chciałabym teraz przestrzec tych, co wplątują się w jakieś dziwne układy towarzysko-zawodowe, że nie warto. Z sekty można wyjść, ale sekta z człowieka nigdy. Jest jak zatrute ciastko, najpierw zachwyca, potem unicestwia. Ludzie mówią, że niektóre rany się nie goją - takie rany zostawia sekta. Nikomu dzisiaj nie ufam. Unikam ludzi, obracam się w bardzo wąskim kręgu. Mam nadzieję, że zdołam nadrobić stracony czas.

* * *

10 najgroźniejszych sekt w Polsce

10. BRACTWO ZAKONNE HIMAVANTI
Według wielu badaczy ten ruch religijny jest jedną z najgorszych sekt destrukcyjnych w kraju. Wywodzi się z Polski i został założony przez Ryszarda Matuszewskiego.

9. ANANDA MARGA
Grupa wyznaniowa obecna w Polsce od lat 80. wywodzi się z hinduizmu. Wg sekty ludzie są równi zwierzętom i roślinom.

8. SEKTA RAJNEESHA
Grupa religijna opierająca się na zasadach Osho istnieje w Polsce od ponad 20 lat. Jej guru Osho propaguje wolność od wszelkiej wiary. Ewangelię nazywa „duchowymi pogaduszkami” kpi z Chrystusa.

7. CHRISTIANIE
Obowiązuje w niej bezwzględna wspólnota materialna i zerwanie z poprzednim życiem, zwłaszcza rodziną i przyjaciółmi. Zdarzały się przypadki uprowadzeń nieletnich i skłanianie ich do porzucenia domu.

6. SATANIŚCI
Najczęściej satanizm identyfikuje się z nastolatkami słuchającymi heavy metalu. Niesłusznie, sataniści to jedna z najgroźniejszych sekt, z której odejście grozi śmiercią.

5. ŚWIATOWY KOŚCIÓŁ TWÓRCY
Sekta wyznaje wyższość białej rasy, uważa, że winę za wszelkie zło na tym świecie ponoszą osoby o innym kolorze skóry.

4. KOŚCIÓŁ ZJEDNOCZENIOWY MOONA
Sun Myung Moon, guru sekty, uważa się za nowe wcielenie Chrystusa.

3. WSPÓLNOTA NIEZALEŻNYCH ZGROMADZEŃ MISYJNYCH „RODZINA”
Grupa nawiązuje do haseł ruchu hipisowskiego, zwłaszcza wolnego seksu. Nie budzi ich zastrzeżeń ani seks z nieletnimi, ani stosunki kazirodcze. Zarzuca im się wiele przypadków demoralizacji młodzieży, molestowania seksualnego i propagowania pornografii.

2. KOŚCIÓŁ SCJENTOLOGICZNY
został uznany przez Parlament Europejski za jedną z najgroźniejszych sekt w Europie. Jego popularność opiera się na gwiazdach kina, takich jak John Travolta, Tom Cruise i Will Smith, którzy swój sukces wiążą z członkostwem w sekcie.

1. ŚWIADKOWIE JEHOWY
doktryna sekty odrzuca dogmat o Trójcy Świętej, nieśmiertelności duszy, nie uznają kultu Maryi jako Matki Boga, odrzucają (poza chrztem) sakramenty. Izolują swoich wyznawców od społeczeństwa, członkowie muszą bezwzględnie poddać się reżomowi sekty, m.in. werbować nowych członków.

(za www.niewiarygodne.pl)

Tagi:
sekty

Strzeżcie się, żeby was nie zwiedziono (Łk 21, 8)

2016-12-14 10:18

Rozmawia Mateusz Wyrwich
Niedziela Ogólnopolska 51/2016, str. 26-27

Z o. Emilem Smolaną OP – koordynatorem Dominikańskiego Centrum Informacji o Nowych Ruchach Religijnych i Sektach, dyrektorem ośrodka w Warszawie – rozmawia Mateusz Wyrwich

Mateusz Wyrwich
Do sekty może trafić każdy, niezależnie od poziomu inteligencji i wykształcenia – mówi o. Emil Smolana OP

MATEUSZ WYRWICH: – Ojcze Dyrektorze, skąd pomysł założenia u dominikanów przed 21 laty Centrum Informacji?

O. EMIL SMOLANA OP: – Początek lat 90. ubiegłego wieku był czasem przemiany naszego polskiego krajobrazu religijnego. Jednym z jego elementów było pojawienie się wielu ruchów religijnych i parareligijnych. W morzu nowości pojawiły się także grupy kontrowersyjne i te działające w sposób destrukcyjny. W tym czasie do naszych klasztorów zaczęły się zgłaszać pierwsze ofiary takich grup. Widząc, że osoby te wymagają specjalistycznej pomocy, ojcowie już na początku zaprosili do współpracy świeckich specjalistów. Poza dominikanami w naszych ośrodkach pracują psycholodzy, terapeuci, pedagodzy, prawnicy i religioznawcy. Pierwszy ośrodek powstał w 1995 r. Dziś jest ich pięć: w Krakowie, Poznaniu, we Wrocławiu, w Gdańsku i na warszawskim Służewie.

– Jakie dziś są najbardziej niebezpieczne sekty?

– To dość częste pytanie: ojcze, proszę mi podać nazwy najniebezpieczniejszych sekt. W takim myśleniu kryje się jednak pewna pułapka. Stworzę listę sekt, nauczę się jej na pamięć i to będzie gwarancja mojego bezpieczeństwa. Taka lista niczego nie rozwiąże. Doświadczenie pokazuje, że rynek takich grup zmienia się w bardzo szybkim tempie. Grupy ewoluują, pojawiają się nowe. Ważne, aby poznać mechanizmy ich funkcjonowania, wiedzieć, czym się charakteryzują, kiedy dochodzi w nich do nadużyć i na co powinniśmy zwrócić uwagę, wchodząc do danej grupy. To tak jak z przysłowiową rybą i wędką. Nam zależy na tym, aby ludzi wyposażyć w wędki. Jeśli znam mechanizmy działania sekty, to niezależnie od jej nazwy będę potrafił zauważyć, że coś w tej grupie jest nie w porządku, zapali się czerwone alarmowe światełko.

– Czy zagrożona przez sekty jest głównie młodzież gimnazjalna, licealna, studencka, czy też ludzie o ukształtowanej już osobowości?

– Nasze doświadczenie pokazuje, że do sekt trafiają najczęściej osoby dorosłe, między 30. a 45. rokiem życia. Czynne zawodowo, pragnące osobistego rozwoju, korzystające z różnych oferowanych na rynku kursów i szkoleń. Oczywiście problem ten dotyka również innych grup wiekowych, w tym osób młodych i seniorów. Jeśli chodzi o dzieci, o których mówi się najczęściej jako o ofiarach takich grup, to nie są one dobrym nabytkiem dla sekty. Dzieci pozostają pod opieką rodziców, próba ich werbowania może dość szybko zaowocować interwencją policji. Sekty nie chcą wchodzić w konflikt z prawem, wolą działać po cichu. Ponadto trzeba pamiętać, że sekta musi się z czegoś utrzymać, a dzieci nie zarabiają. Najczęściej do sekt trafiają nie z własnego wyboru, ale w konsekwencji wyborów własnych rodziców.

– Przed laty mówiło się, że największe „łowy” sekty urządzają podczas wakacji, kiedy młodzież wędruje w poszukiwaniu przygody. Dzisiaj podobno cały rok to „żniwa” dla sekciarzy. Wybierają ludzi na dyskotekach, w klubach...?

– W myśleniu i mówieniu o sektach istnieje kilka stereotypów, np. takich: do sekt trafiają przede wszystkim dzieci; sekty werbują podczas wakacji; osobom wykształconym i inteligentnym trafienie do sekty nie grozi. O dzieciach już mówiliśmy. Kolejna rzecz to werbowanie w trakcie wakacji. Otóż do sekty można trafić przez cały rok. Na wyjeździe szkoleniowym, w gabinecie u psychologa, na spotkaniu coachingowym, a nawet w grupie modlitewnej działającej przy parafii. A jak jest z inteligencją i wykształceniem? Do sekty może trafić każdy, niezależnie od poziomu inteligencji i wykształcenia. Każdy z nas ma niezaspokojone potrzeby, które mogą spotkać się z ofertą proponowaną przez daną grupę czy osobę. Każdy z nas przeżywa też kryzysy, a wtedy jesteśmy bardziej podatni na działanie takich grup.

– Jakie są cechy charakterystyczne sekty?

– W naszej pracy posługujemy się definicją opisową, która wskazuje na pewne cechy grupy destrukcyjnej. Po pierwsze – sekty są grupami kultowymi, niekoniecznie w znaczeniu religijnym. Może to być kult osoby, energii, zdrowia czy sukcesu. Na czele tych grup stoją osoby, które działają w sposób autorytarny. Bardzo mocno ingerują w życie członków grupy, decydują prawie o wszystkim. Znamy przypadki, w których lider decydował o tym, kto z kim miał zawrzeć związek małżeński. Niekiedy ingerencje te rozciągają się na tak banalne decyzje, jak zakup rzeczy codziennego użytku. Następna cecha to stosowanie kłamstw i ukrywanie istotnych faktów o grupie i jej działaniu. Stosowanie technik manipulacji, wpajanie przekonania o wyjątkowości i elitarności grupy oraz biało-czarna wizja rzeczywistości. Kolejna cecha to skutki działania tych grup, wywieranie niekorzystnego wpływu na rozwój psychiczny adepta, doprowadzanie do rozpadu relacji społecznych, do porzucenia rodziny, pracy czy szkoły.

– Istnieje też zjawisko przeradzania się grupy w Kościele w coś na wzór sekty... Czy jest to częste?

– Mechanizmy destrukcyjne mogą pojawiać się także w grupach działających w obrębie Kościoła. Niestety, w porównaniu z ostatnimi latami tych zgłoszeń odnotowujemy coraz więcej. Najczęściej dotyczą one działalności liderów grup, zarówno osób świeckich, jak i duchownych. Często gdy trafiamy do grup działających przy kościele, zwalniamy się z krytycznego myślenia, uważamy, że za progiem kościoła jesteśmy bezpieczni. Prawda jednak jest taka, że niezależnie od miejsca, do którego trafimy, powinniśmy być uważni. Nie chodzi oczywiście o popadanie w paranoję i tropienie sekt. To trochę jak z zasadą, którą wbijał mi do głowy mój nauczyciel podczas kursu na prawo jazdy: Pamiętaj, podczas jazdy obowiązuje zasada ograniczonego zaufania wobec innych kierowców. Tą zasadą warto się kierować. Taką ludzką roztropnością. W rozmowach z osobami poszkodowanymi przez sekty dość często pojawiał się wątek niepokoju i wątpliwości, które się w nich budziły: Coś w tej grupie jest nie tak, czuję jakiś niepokój, choć ciężko mi to zwerbalizować. Myślę, że warto słuchać tego głosu rozsądku w sobie, podzielić się obawami z kimś bliskim, aby pomógł mi zweryfikować, czy rzeczywiście mam podstawy do niepokoju. Warto trochę poczytać. Na naszej stronie zamieszczone są teksty pokazujące różnice między zdrową grupą a grupą destrukcyjną. Jest tam także zestaw pytań, na podstawie których mogę ocenić, czy dana grupa może stanowić dla mnie zagrożenie.

– W Centrum na warszawskim Służewie i w pozostałych ośrodkach macie dyżury. Z jakimi sprawami ludzie przychodzą najczęściej? Kto do Was trafia i jak można to zrobić? Na co taka osoba może liczyć?

– Na dyżury do naszych ośrodków przychodzą najczęściej rodziny lub bliscy osób, które trafiły do grup destrukcyjnych. Zaniepokojone dziwnym zachowaniem swoich bliskich, utratą kontaktu, przychodzą, aby zapytać, co mogą zrobić, jak działać. W rozmowie z nimi próbujemy ustalić, w czym rzeczywiście tkwi problem. Dajemy im pewną podstawową wiedzę o działaniu sekt i sposobach postępowania wobec osoby zmanipulowanej. To rodzina, przyjaciele mają największą możliwość udzielenia poszkodowanej osobie pomocy. Na dyżury trafiają też osoby, które odeszły z sekt – takie, które chcą zweryfikować swoje niepokoje związane z działaniem ich grupy, czy wreszcie osoby pokrzywdzone w grupach katolickich. Proszą o pomoc i interwencję u władz kościelnych. W każdym ośrodku prowadzimy stacjonarne dyżury. Najlepiej umówić się wcześniej telefonicznie na daną godzinę, aby nie stać w poczekalni. Można też napisać maila bądź zadzwonić. Aktualne adresy, telefony kontaktowe oraz godziny przyjęć zamieszczone są na naszej stronie internetowej: www.sekty.dominikanie.pl w zakładce: kontakt.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Suplikacje za publiczne znieważenia Sakramentu Eucharystii i profanacje wizerunku NMP Częstochowskiej

2019-06-14 12:24

Ks. Mariusz Frukacz

Zgodnie z zaleceniem abp. Wacława Depo, metropolity częstochowskiego, począwszy od dziś, do dnia 30 czerwca włącznie we wszystkich kościołach i kaplicach na terenie archidiecezji częstochowskiej mają zostać odśpiewane Suplikacje w duchu wynagrodzenia za publiczne znieważenia Sakramentu Eucharystii i profanacje wizerunku Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej.

Bożena Sztajner/Niedziela

Jak czytamy w Zarządzeniu Kurii Metropolitalnej w Częstochowie Suplikacje mają być odśpiewane podczas nabożeństw ku czci Najświętszego Serca Pana Jezusa (tzw. nabożeństw czerwcowych) po litanii i antyfonie.

Suplikacja z języka łac. “supplicatio” oznacza błaganie i prośbę. Pierwsza strofa jest polskim tłumaczeniem starej pieśni łacińskiej zaczynającej się od słów: Święty Boże, święty mocny. Suplikacja ma charakter błagalny.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Mali szachiści rywalizowali w auli „Niedzieli”

2019-06-15 20:42

Renata Olczyk, wiceprezes DIAK

W sobotę 15 czerwca w godzinach popołudniowych w auli „Niedzieli” zakończył się II Turniej o Puchar Szkoły Szachowej Edyty Szromby. Organizatorami zawodów była Akcja Katolicka Archidiecezji Częstochowskiej, „Niedziela” oraz stawiająca na rozwój dziecka poprzez zabawę krakowska Szkoła Szachowa Edyty Szromby.

Renata Olczyk

Przybyłych do „Niedzieli” wraz z rodzinami uczestników turnieju przywitał prezes Akcji Katolickiej Archidiecezji Częstochowskiej, dr Artur Dąbrowski. W swoim wystąpieniu prezes DIAK, dziękując podmiotom odpowiedzialnym za organizację zawodów powiedział: „Wielu słynnych ludzi grywało w swoim życiu w szachy. Poprzez wytrwałość, trud, waleczność i taktykę, nauczyli się być dobrymi, mądrymi i przewidującymi ludźmi. Dawno temu Arystoteles mawiał do współczesnych sobie ludzi: „graj w szachy, a podniosą cię na duchu”. W dzisiejszych zawodach podnoszą was na duchu wasi rodzice i dziadkowie, którym podobnie jak i wam, należą się wielkie brawa.

Zobacz zdjęcia: Mali szachiści rywalizowali w auli „Niedzieli”

W rozgrywkach szachowych uczestniczyło dwudziestu sześciu zawodników w przedziale wiekowym 6-7 lat. Młodzi szachiści grali systemem szwajcarskim. Po sześciu niezwykle zaciętych rundach wyłoniono zwycięzcę turnieju. Pierwsze miejsce przypadło w udziale Marcinowi Szczepanikowi, który w tegorocznym Szachowym Pucharze Polski, zdobył wysokie, szóste miejsce. Na miejscu drugim uplasował się Tomasz Łukasik. Miejsce trzecie zajął Marcel Górski. W turnieju wyróżniono również najlepszą zawodniczkę. Wśród dziewcząt najlepiej spisała się Antonina Mucha.

Na koniec zawodów nagrodzono zwycięzców pucharami, pamiątkowymi medalami oraz nagrodami rzeczowymi. Organizatorzy dziękują Państwu Krzysztofowi i Edycie Szromba, Redakcji „Niedzieli”, zarządowi Akcji Katolickiej Archidiecezji Częstochowskiej, wspierającym szachowe działania trenerom: Wiesławowi Goliszkowi i Adamowi Adamowi Pfrangerowi.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem