Reklama

Jan Paweł II

Jan Paweł II, Franciszek a teologia wyzwolenia

Jan Paweł II był postrzegany jako papież antykomunista, który nie tylko przyczynił się do upadku bloku komunistycznego, ale „zdławił” również lewicującą teologię wyzwolenia w Ameryce Łacińskiej. Czy ta powierzchowna opinia jest prawdziwa? Aby pogłębić ten temat, przeprowadziłem rozmowę z włoskim filozofem, a dzisiaj również politykiem, Rocco Buttiglionem, który w latach 80. XX wieku ściśle współpracował z Janem Pawłem II - nazywano go wówczas „filozofem Papieża” - i z jego polecenia odbył wiele podróży do Ameryki Łacińskiej

Niedziela Ogólnopolska 27/2013, str. 4-5

[ TEMATY ]

papież

Jan Paweł II

Franciszek

Arturo Mari, Adam Bujak/Biały Kruk; Grzegorz Gałązka

WŁODZIMIERZ RĘDZIOCH: - Jan Paweł II przeszedł do historii jako Papież, który „rozprawił się” z teologami wyzwolenia. Pan Profesor ma swój udział w studiowaniu tej charakterystycznej dla Ameryki Łacińskiej teologii. Czy mógły Pan podzielić się z nami refleksjami na ten temat?

PROF. ROCCO BUTTIGLIONE: - Musimy cofnąć się do pierwszych miesięcy pontyfikatu Jana Pawła II. Papież, jeszcze przed wyjazdem do Polski, pielgrzymował do Ameryki Łacińskiej. Paweł VI obiecał pojechać na III Konferencję Episkopatów Ameryki Łacińskiej do Puebla, a Jan Paweł II uznał, że powinien dotrzymać słowa swego poprzednika. Konferencja była bardzo ważna - odbywała się w czasie, gdy na kontynencie rozwijała się socjologia zwana „rebelde”, według której bogate kraje Zachodu miałyby narzucać kontynentowi gospodarkę kapitalistyczną, co powodowało jego zacofanie. Były to czasy, kiedy odwoływano się do powiedzeń Mao, wśród których: „Liczyć na własne siły” oznaczało, że należy wyjść z rynku kapitalistycznego i stworzyć gospodarkę socjalistyczną poza nim. Na fali tej socjologii rozwijała się również tzw. teologia wyzwolenia. Za jej początek uważa się opublikowaną w 1968 r. książkę ks. Gustavo Gutiérreza o tym właśnie tytule: „Teologia wyzwolenia”. Teologia ta miała być rezultatem Soboru Watykańskiego II i Konferencji Episkopatów Ameryki Łacińskiej w Medellin.

- Co mówi teologia wyzwolenia?

- Teologia wyzwolenia mówi, po pierwsze, że nie można głosić orędzia chrześcijańskiego w sposób abstrakcyjny, ale należy odnosić go do sytuacji egzystencjalnej ubogiego człowieka latynoamerykańskiego, z jego cierpieniem i nadzieją na wyzwolenie. Dalej - teologia musi głosić zbawienie wieczne, ale orędzie Chrystusa jest również wezwaniem do solidarności przeżywanej tu, na ziemi, oraz do przemieniania świata, by uczynić go bardziej ludzkim. Trzeci punkt natomiast mówi, że instrumentem do wyzwolenia mieszkańca Ameryki Łacińskiej jest marksizm, gdyż pozwala nam zrozumieć świat z perspektywy człowieka ubogiego. Powiedziałbym, że teologia wyzwolenia zasadza się na tych trzech filarach.

- Nie ma tylko jednej teologii wyzwolenia...

- To prawda. Jest teologia wyzwolenia, która akceptuje pierwsze dwa punkty, ale nie trzeci. Jan Paweł II, gdy był w Puebla, podkreślił te dwa aspekty: orędzie chrześcijańskie jest orędziem wyzwolenia, nie jest ono jednak czymś abstrakcyjnym - „wciela się” w historię narodu. Dla Jana Pawła II było to oczywiste, ponieważ postrzegał historię Polski jako historię wyzwolenia, gdzie orędzie chrześcijańskie wciela się w historię narodu polskiego.

- Oczywiście, Jan Paweł II, z perspektywy polskich doświadczeń, dobrze wiedział, że marksizm nie może być narzędziem autentycznego wyzwolenia…

- Dlatego Wojtyła proponuje jako trzeci filar teologii kulturę ubogiego Latynosa, który nie jest człowiekiem bez kultury. Człowiek ten nie jest proletariuszem, o którym pisał Marks, ale osobą ubogą, głęboko naznaczoną ewangelizacją, która dała mu godność i sens życia (narodzin, pracy, śmierci). Ten latynoski ubogi prowadzi walkę o wyzwolenie - ponieważ mamy do czynienia z ugruntowaną sytuacją niesprawiedliwości - ale czyni to w ramach orędzia chrześcijańskiego, z sercem chrześcijańskim. Jan Paweł II uważał, że teologia wyzwolenia musi wywodzić się z wielkiej tradycji ewangelizatorów Ameryki Łacińskiej, takich jak o. Bartolomé de Las Casas, ks. Motolina, św. Toribio de Mogrovejo, jezuici, którzy założyli „reducciones” w Paragwaju - bo historia kontynentu to historia podboju, ale także ewangelizacji. Dlatego potrzebna jest teologia wyzwolenia, jednak taka, która koncentruje się na Chrystusie i wciela się w historię Ameryki Łacińskiej. Trzeba walczyć o wyzwolenie człowieka, lecz respektując każdą istotę ludzką i bez uciekania się do walki zbrojnej, tzn. do partyzantki. A trzeba przypomnieć, że w tym czasie Che Guevara mówił o „100 ogniskach” partyzantki, i to właśnie lewicowa partyzantka sprowokowała zamachy stanu w całej Ameryce Łacińskiej, które doprowadziły do władzy faszyzującą prawicę. Od 1964 r. (zamach stanu w Brazylii) do 1973 r. (zamach stanu w Chile) praktycznie na całym kontynencie miejscowe, słabe demokracje zostały zastąpione reżymami „bezpieczeństwa narodowego”. Na partyzantkach ciąży olbrzymia odpowiedzialność za „śmierć” słabych demokracji latynoskich.
W Puebla Jan Paweł II głosił więc inną teologię wyzwolenia. Po konferencji zaczęła się walka, gdyż część Episkopatu Ameryki Łacińskiej domagała się odrzucenia marksistowskiej teologii wyzwolenia i zaprowadzenia porządku. Pojawiły się też naciski, by teologia ta została oficjalnie potępiona.

- W tym kontekście dyskusji i nacisków na Stolicę Apostolską w 1983 r. została wydana instrukcja „Libertatis nuntius” Kongregacji Nauki Wiary na temat pewnych aspektów teologii wyzwolenia - przygotował ją kard. Joseph Ratzinger, prefekt Kongregacji, na prośbę Papieża…

- Intrukcja dotycząca teologii wyzwolenia powstała w odpowiedzi na prośby o doktrynalne wyjaśnienie tego zjawiska. Jej centralnym punktem jest potwierdzenie serii tez teologicznych, których teologia wyzwolenia nie respektuje, oraz potępienie marksizmu. Marksizm nie może być narzędziem analizy socjologicznej, gdyż ma błędny obraz osoby ludzkiej i nie jest bezstronną metodą naukową.

- Dlaczego kilka lat później przygotowano drugą instrukcję na ten sam temat?

- Pierwszą instrukcję uznano za całkowite potępienie teologii wyzwolenia. Jednak z teologią tą związany był wielki ruch społeczny, dziesiątki tysięcy wspólnot podstawowych, szeroka działalność charytatywna Kościoła... Wydawało się, że to wszystko zostało potępione, i spowodowało to pewne oszołomienie w Kościele Ameryki Łacińskiej. Wraz z grupą przyjaciół: ks. Francesco Riccim, Guzmánem Carriquiry, Alberto Metholem, Lucio Gerą, Pedro Morandé miałem swój udział w przygotowaniu drugiego dokumentu. Grupa ta, której pracę koordynował Alberto Methol, szef komitetu ekspertów CELAM, zajmowała się pozytywną teologią wyzwolenia. W ramach naszej działalności założyliśmy w Montevideo czasopismo „Nexo”, z którym współpracował też jezuita Jorge Mario Bergoglio, wówczas rektor seminarium w San Miguel, a wcześniej prowincjał Jezuitów w Argentynie.

- Czy informował Pan Profesor Jana Pawła II o wynikach Waszej pracy?

- Tak. Pamiętam, że po jednej z podróży do Ameryki Łacińskiej zostałem zaproszony na obiad do Papieża, aby porozmawiać na ten temat. Wyjaśniłem Ojcu Świętemu, że teologia wyzwolenia ma wiele obliczy: jest teologia wyzwolenia w Nikaragui, która jest raczej teologią rewolucji, gdzie postać Chrystusa zniknęła; to nie Bóg zbawia lud, lecz lud sam się wyzwala (to teologia, którą należy potępić). Ale jest też teologia wyzwolenia całkowicie zgodna z orędziem ewangelicznym, a jej przykładem jest teologia agrentyńska (należy przypomnieć, że w tym kraju działał wielki ruch robotniczy, chrześcijański, a nie marksistowski) - taką teologię należy popierać. Między tymi dwoma biegunami znajduje się Brazylia i teologia Gustavo Gutiérreza, która pozostaje dwuznaczna.
Wspomnę zabawny fakt. Pewnego razu dyskutowaliśmy z Janem Pawłem II na temat teologii wyzwolenia i ks. Gutiérreza. W pewnym momencie Papież zapytał mnie: „On (ks. Gutiérrez) wierzy naprawdę, odprawia Mszę św., spowiada, modli się do Matki Bożej?”. Gdy odpowiedziałem: „Tak”, Ojciec Święty odparł zdecydowanym głosem: „W takim razie nie możemy go potępić! Musimy z nim rozmawiać”. To wszystko spowodowało, że Papież Jan Paweł II zachęcił kard. Ratzingera, by przygotował drugą instrukcję, która wyjaśniła wiele problematycznych spraw.

- Co konkretnie mówi druga instrukcja?

- Mówi, że jest teologia wyzwolenia dobra i zła (marksistowska) oraz wątpliwa, która ma niektóre aspekty pozytywne, ale musi być „oczyszczona” (teologia Gutiérreza). Pamiętam, gdy Jan Paweł II był w Limie, pojechał również odwiedzić ostatniego potomka Inków, aby w ten sposób oddać hołd temu ludowi. W tym dniu przed domem ks. Gutiérreza zjawiło się wielu dziennikarzy, którzy usiłowali wyciągnąć z niego jakąś wypowiedź przeciwko Papieżowi. Ale ks. Gutiérrez wyszedł przed dom, przedstawił się i powiedział: „Dzisiejszy dzień jest dla mojego ludu świętem. Pozwólcie mi iść świętować. O innych sprawach porozmawiamy kiedy indziej”.
Następnie ks. Gutiérrez dostarczył koniecznych wyjaśnień dotyczących jego teologii. Kiedyś powiedział: „Moja teologia jest bardzo dobra. To, co wy w niej krytykujecie, nie jest indiańskie - to to, czego nauczyłem się od was, studiując w Monachium i Leuven”. W następnych książkach, szczególnie w dziele zatytułowanym „Pijąc ze swojej studni”, ks. Gutiérrez przedstawił ideę teologii latynoskiej jeszcze bardziej radykalnej, odrzucając wymiar marksistowski i naloty europejskie. Później teolog wstąpił do Dominikanów i teraz jego teologia - tak mi się wydaje - jest całkowicie zgodna z drugą instrukcją Kongregacji Nauki Wiary.

- Jak rozpad bloku komunistycznego wpłynął na teologię wyzwolenia?

- Wielki wpływ na Amerykę Łacińską, jeszcze przed upadkiem bloku komunistycznego, miało powstanie w Polsce związku zawodowego „Solidarność”. Staraliśmy się w owych czasach stworzyć „pomost” między „Solidarnością” i Ameryką Łacińską. Wszyscy byli rozentuzjazmowani, że powstał ruch robotniczy, nie marksistowski, lecz chrześcijański, dążący do wyzwolenia. Nadzieje z nim związane nie spełniły się całkowicie, nawet w Polsce, ale był on wówczas wielkim bodźcem. Jeżeli Ameryka Łacińska wyzwoliła się z dyktatur, to nie dzięki działalności partyzantki - lewica rewolucyjna poniosła tu klęskę, podobnie jak faszyzująca prawica. Ameryka Łacińska wyzwoliła się z dyktatury dzięki wielkiemu ruchowi w obronie praw osoby ludzkiej. I tak upadają po kolei dyktatury generałów w Argentynie, Chile i Brazylii. W latach pontyfikatu Jana Pawła II - między 1978 a 1989 r. - upada nie tylko komunizm, ale upadają również wszystkie dyktatury Ameryki Łacińskiej.

- Co dziś zostało z teologii wyzwolenia?

- Z marksistowskiej teologii wyzwolenia nie zostało prawie nic. Niestety, po upadku komunizmu niektórzy teologowie, powodowani duchem rebelii, przeszli od marksizmu do apologii społeczeństwa radykalnego (czego przykładem jest ich działalność w ruchu No Global). Pozostała natomiast dobra teologia wyzwolenia, ta, o którą zabiegał Jan Paweł II.

- Czy Papież Franciszek chciałby być uznawany za teologa wyzwolenia?

- Nie wiem. Wiem natomiast, że teologia wyzwolenia, która rodzi się z ducha podzielania losu ubogich, jest bliska jego powołaniu. Chrześcijaństwo jest jedno, ale w każdym państwie jest inne. Prawda jest jedna, ale dróg, które do niej prowadzą, jest wiele - jest droga latynoska, jest droga polska. A wszystkie te drogi składają się na katolickość.

- A zatem teza, że wybór kard. Bergoglio na papieża jest odwetem teologii wyzwolenia na Janie Pawle II - Papieżu antykomuniście - jest nie do przyjęcia?

- Na pewno nie. Kto tak twierdzi, nic nie zrozumiał z tego, co się stało w Ameryce Łacińskiej. Papież Wojtyła nie był „anty”, był „za” - za Chrystusem. Oczywiście, musiał potępiać pogwałcanie wolności ludzkiej, ale robił to, by potwierdzić prawdę, a nie, by zniszczyć przeciwnika. Jan Paweł II był przeciwny walce klas, był za walką o prawdę, w której stawia się na sumienie przeciwnika, ponieważ i on jest człowiekiem i ma sumienie. Gdy odpowiadałem Papieżowi, mówiąc, że komuniści nie mają sumienia, powtarzał: „Wszyscy jesteśmy w rękach Boga i zawsze należy liczyć na nawrócenie grzesznika”. W jednym ze swoich przesłań Papież pisał, że przemoc porzebuje kłamstwa, natomiast walka o sprawiedliwość potrzebuje prawdy. Dlatego „Solidarność” zwyciężyła bez uciekania się do przemocy (chociaż potrzebna była krew ks. Jerzego Popiełuszki i wielu innych).

2013-07-01 13:49

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Papież podziękował osobom troszczącym się o przeżywających trudności

2020-03-27 10:27

[ TEMATY ]

papież

papież Franciszek

źródło: vaticannews.va

Papież Franciszek, Msza św. w Domu św. Marty

Podczas porannej Eucharystii w Domu Świętej Marty, transmitowanej przez media watykańskie, Ojciec Święty podziękował osobom opiekującym się chorymi, starszymi, rodzinami, ludźmi, którzy utracili środki do życia. W swojej homilii wskazał, że wobec destrukcyjnej wściekłości wywołanej przez diabła, konieczna jest odwaga milczenia. Tak właśnie uczynił Jezus, i tak należy czynić w obliczu małych furii, takich jak plotkowanie.

We wprowadzeniu do liturgii papież podziękował tym, którzy w tym trudnym okresie pandemii koronawirusa myślą o innych.

„W tych dniach dotarły wiadomości o tym, że wiele osób zaczyna troszczyć się w sposób bardziej ogólny o innych i myślą o rodzinach, które nie mają wystarczających środków do życia, o samotnych osobach starszych, o chorych w szpitalu, modlą się, starają się by dotarła do nich jakaś pomoc ... To dobry znak. Podziękujmy Panu za to, że wzbudza w sercach swoich wiernych te uczucia” – powiedział Franciszek.

W homilii, komentując dzisiejsze czytania z Księgi Mądrości (Mdr 2,1a.12-22) i Ewangelii św. Jana (J 7,1-2.10.25-30), papież podkreślił, że wściekłość tych, którzy chcieli zabić Jezusa, została wzbudzona przez diabła, ponieważ za każdą niszczycielską zaciekłością kryje się diabeł. Nie można dyskutować z ludźmi, którzy ulegają furii, ale jedynie milczeć, tak jak uczynił to Pan Jezus, który obrał milczenie i mękę. Jest to styl, który należy naśladować, także gdy mamy do czynienia z małymi furiami dnia powszedniego jakimi są plotki – wskazał Ojciec Święty
.

Nawiązując do pierwszego czytania Franciszek zauważył, że zawiera ono jakby zapowiedź tego, co stanie się z Jezusem. Bezbożni mówili bowiem: „Zróbmy zasadzkę na sprawiedliwego, bo nam niewygodny: sprzeciwia się naszym sprawom, zarzuca nam łamanie prawa, wypomina nam błędy naszych obyczajów. Chełpi się, że zna Boga, zwie siebie dzieckiem Pańskim! Jest potępieniem naszych zamysłów … Uznał nas za coś fałszywego i stroni od dróg naszych jak od nieczystości. Kres sprawiedliwych ogłasza jako szczęśliwy i chełpi się Bogiem jak ojcem. Zobaczmyż, czy prawdziwe są jego słowa, wybadajmy, co będzie przy jego zejściu. Bo jeśli sprawiedliwy jest synem Bożym, Bóg ujmie się za nim i wyrwie go z ręki przeciwników” (Mdr 2, 12-18). Podobnie arcykapłani i uczeni w Piśmie mówili do Jezusa pod krzyżem: „Jeśli jesteś Synem Bożym, zejdź z krzyża!... Zaufał Bogu: niechże Go teraz wybawi, jeśli Go miłuje” (Mt 27, 40. 43). Jest to zatem proroctwo tego co się stanie. Podobnie czytany dziś fragment Ewangelii mówi, że Żydzi usiłowali Go zabić, „zamierzali więc Go pojmać, jednakże nikt nie podniósł na Niego ręki, ponieważ godzina Jego jeszcze nie nadeszła” (J 7,30).

„To nie jest zwykła nienawiść, nie ma żadnego złego planu działania - na pewno - jednej partii przeciwko drugiej: to coś innego. To się nazywa furia: kiedy diabeł, który zawsze kryje się za wszelką wściekłością, stara się zniszczyć i nie szczędzi środków” – stwierdził papież, podkreślając, że szatan chce zniszczyć Boże dzieło. Przypomniał, że widzimy to na przykład w księdze Hioba.

Ojciec Święty zauważył, że wściekłość jest subtelna i wyraża się nie tylko w nienawiści do Jezusa, ale także w prześladowaniach chrześcijan, gdy diabeł szukał najbardziej wyrafinowanych środków, by doprowadzić ich do apostazji, by ich oddzielić od Boga. Przypomniał, że istnieje coś takiego, jak diabelska inteligencja.

Franciszek przytoczył relację biskupów z pewnego kraju, gdzie panowała dyktatura reżimu ateistycznego. Kazano tam nauczycielom w poniedziałek po Wielkanocy wypytywać dzieci, co jadły poprzedniego dnia na obiad. Jeśli mówiły, że jajka - co było tam zwyczajem chrześcijańskim świętowania Wielkanocy - były prześladowane. Zaznaczył, że wyrażała się w tym pochodząca od diabła furia, zaciekłość prześladowania.

Papież zauważył, że w obliczu furii można albo dyskutować, albo też milczeć, jak uczynił to Pan Jezus, dyskusja bowiem z takimi ludźmi nie jest możliwa.

„To uderzające, kiedy czytamy w Ewangelii, że w obliczu tych wszystkich oskarżeń Jezus milczał. Wobec ducha furii, jedynie milczenie, nigdy usprawiedliwienie. Nigdy. Jezus mówił, tłumaczył. Kiedy zrozumiał, że nie ma słów, milczał. I w milczeniu Jezus dokonał swojej Męki. Jest to milczenie sprawiedliwego w obliczu zawziętości. Dotyczy to również - nazwijmy to tak - małej, codziennej furii, kiedy ktoś z nas słyszy plotki wypowiadane przeciw niemu” – wskazał Ojciec Święty.

„Prośmy Pana o łaskę walki ze złym duchem, dyskutowania, kiedy powinniśmy dyskutować; ale w obliczu ducha wściekłości mieli odwagę milczeć i pozwolić, aby inni mówili. To samo w obliczu tej małej codziennej zawziętości, jaką jest plotkowanie: pozwólmy im mówić. W milczeniu, przed Bogiem” – powiedział Franciszek podsumowującą swą homilię.

Na zakończenie Eucharystii miała miejsce chwila adoracji, a następnie papież udzielił błogosławieństwa Najświętszym Sakramentem i zachęcił wiernych uczestniczących w celebracji za pośrednictwem mediów do Komunii św. duchowej. Odśpiewano także antyfonę maryjną „Ave, Regina cælorum” (Witaj, niebios Królowo).

CZYTAJ DALEJ

Zakaz procesji z Najświętszym Sakramentem

2020-03-30 13:14

pixabay/A.Bugała

- Agnieszka Bugała: - Odkąd trwa pandemia koronawirusa każdego niemal dnia słyszymy o nietypowych procesjach kapłanów z Najświętszym Sakramentem – na Słowacji odbył się nawet specjalny lot z relikwiami Krwi Chrystusa, a u nas lot nad miastem z Najświętszym Sakramentem. Jakie jest oficjalne stanowisko Kościoła w tej sprawie?

- Ks. Rafał Kowalski: - Człowiek potrzebuje znaków, by wyrażać coś czego nie da się uchwycić zmysłami. Z takich znaków składa się liturgia, ale też z takich znaków składa się nasze życie codzienne. Takim znakiem np. jest obrączka, którą noszą mąż i żona. Dla nich to nie jest zwyczajny kawałek metalu. Ona coś wyraża i jest warta o wiele więcej niż kruszec, z którego się składa. Zwracam na to uwagę dlatego, że patrząc na ten sam znak różni ludzie będą dostrzegać coś innego.

Procesje eucharystyczne są takim znakiem. Dla katolików uczestnictwo w procesji w uroczystość Bożego Ciała jest świadectwem wiary w rzeczywistą obecność Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie, jest publicznym przyznaniem się do Chrystusa, ale także zaproszeniem Boga do tego, aby wchodził w nasze życie codziennie, swoistego rodzaju otwieraniem Bogu drzwi do naszej codzienności. Proszę jednak zauważyć jak mocno kładziemy nacisk w katechezie czy w homiliach na to, by ludzie mieli świadomość w czym uczestniczą. Każdy znak bowiem może zostać „spłaszczony” do wymiaru czysto zewnętrznego. Procesje Bożego Ciała można sprowadzić do sypania kwiatków i wówczas przestaje ona być znakiem. Zewnętrzne wykonywanie pewnych czynności, bez świadomości dlaczego to robię oraz bez mojego wewnętrznego przeżycia jest, niestety, zabobonem.

- W dekrecie abp Kupnego z dnia 27 marca dotyczącym posługi duszpasterskiej w czasie epidemii czytamy, że „nie wolno urządzać żadnych procesji z Najświętszym Sakramentem, relikwiami, świętymi obrazami i figurami – także wtedy, kiedy bierze w nich udział tylko sam kapłan". Czy procesje są zarezerwowane tylko do wyznaczonych w kalendarzu dni, np. uroczystości Bożego Ciała?

- Oczywiście, procesje nie są zarezerwowane jedynie do uroczystości Bożego Ciała. Możemy powiedzieć o dużej ilości procesji, jakie mogą być przygotowane i przeżywane w naszych wspólnotach. Na zakończenie Wigilii Paschalnej przewidziana jest procesja rezurekcyjna. Są parafie, gdzie w dzień uroczystości odpustowych organizuje się procesje. Są takie miejsca w Polsce, gdzie odbywają się modlitwy o urodzaje połączone z procesją na pola, na których rolnicy pracują. W uroczystość Wszystkich Świętych odbywają się procesje na cmentarzach. Żebyśmy jednak mogli mówić o znaku, czy o przeżyciu religijnym potrzebnych jest kilka elementów: moje wewnętrzne nastawienie, świadomość tego, co przeżywam, intencja z jaką to robię i wyrażenie tego w formie zewnętrznej. Jeśli skupimy się jedynie na formie zewnętrznej istnieje uzasadniona obawa, że znak zostanie potraktowany jak magia, a Najświętszy Sakrament czy relikwie, albo obrazy świętych, jak amulet, których nie zaszkodzi użyć, bo dzięki nim zapewnimy sobie obłaskawienie Pana Boga. Na tym polega myślenie magiczne, które z wiarą ma niewiele wspólnego, że ja poprzez swoje działanie mogę wpływać na aktywność sił wyższych. Ja, poprzez zaklęcia czy gesty, panuję nad bóstwem i mogę mu wyznaczać kierunki interwencji. Wiara zaś oddaje wszystko w ręce Boga. Wiara sprawia, że ufam Jemu i proszę, aby Jego wola spełniła się w moim życiu.

- Ale zalecenie dotyczy również samotnych procesji kapłanów ze względu na stan epidemii, bez udziału wiernych. Trudno uznać, że kapłani traktują monstrancję z Najświętszym Sakramentem jak amulet…

- Nie oceniam ani wiary, ani intencji duchownych podejmujących tego typu inicjatywy. Nie mam wglądu w ich sumienie. Oni sami i Pan Bóg wiedzą najlepiej dlaczego to robią. Tego typu akcje duszpasterskie powinny jednak zostać poprzedzone solidną katechezą, tak, by wierni mieli świadomość, dlaczego księża inicjują tego rodzaju działania. Obserwujemy natomiast przerost zewnętrznych wyrazów bez pogłębienia wewnętrznego. To widać np. w tytułach prasowych, w których mogliśmy przeczytać, że „ksiądz walczył z wirusem, latając samolotem z Najświętszym Sakramentem”, albo „przeganiał wirusa chodząc z monstrancją po wiosce”. To znaczy, że znaki te zostały odebrane jako działanie magiczne, zresztą z kiepskim skutkiem, bo wirus dalej działa i sytuacja zamiast się poprawić, jest gorsza. Widać jak potrzebna jest solidna katecheza, jednak dziś niestety trudno się na niej skupić. I zamiast pogłębiać wiarę ludzi i ich ufność w Bożą obecność oraz Bożą dobroć, umacniamy ich w myśleniu magicznym. Jakkolwiek rozumiem duchownych, którym wiara podpowiada tego rodzaju inicjatywy, to jednak rozumiem tych, którzy z obawy, żeby ich działanie nie zostało odebrane jako atrakcyjny event o charakterze religijnopodobnym, organizują adorację Najświętszego Sakramentu w ciszy, w kościołach, otwierają je na cały dzień, by wierni, kiedy tego potrzebują, mogli przyjść na osobistą modlitwę. Pomijam już fakt, iż procesje eucharystyczne organizowane w uroczystość Bożego Ciała mają piękną oprawę, nie idziemy z czymś, ale z Kimś, Kogo uważamy za Boga, Stwórcę i Pana. Kiedy oglądałem niektóre filmy z tych „epidemicznych procesji” miałem wrażenie, że sami duchowni nie bardzo pamiętali z Kim wyszli na ulice. Nieśli Najświętszy Sakrament bez welonów, w nakryciu głowy. To mi się kłóci z wiarą w rzeczywistą obecność Pana Jezusa.

- Ale czy nagłówki z Gazety Wyborczej komentujące inicjatywy duszpasterzy, często trudne, zwłaszcza teraz, gdy nowe ograniczenia praktycznie uniemożliwiają czynny udział wiernych w liturgii, powinniśmy traktować jako papierek lakmusowy co do braku rozumienia ludzi wierzących czym jest Eucharystia?

- Nie dzielę ludzi na czytających „Gazetę Wyborczą” i „Niedzielę”, oglądających TVN i TVP czy słuchających Radia Zet i Radia Rodzina. Źle by było, gdybyśmy kiedykolwiek zastosowali takie kryteria w podejściu do człowieka. Pan Bóg nas, duchownych, nie będzie pytał, czy przyprowadziliśmy do niego czytelników takiego czy innego medium, tylko czy otworzyliśmy drogę do Niego ludziom, których postawił na naszej drodze. Dlatego tego rodzaju nagłówki (wcale nie złośliwe, a wręcz przeciwnie – prezentowały one bowiem te działania jako coś niekonwencjonalnego) pokazują, że jest spora grupa ludzi, która nie rozumie znaku, spłaszcza go, sprowadza do zabobonu lub katolickiego eventu, a na pewno nie widzi w nim żywego Jezusa. Dla mnie, jako chrześcijanina, jest to sygnał, że znak został źle zinterpretowany. Nauki o komunikacji zaś mówią, że jeśli mój komunikat został źle odebrany przez osobę, do której go kierowałem, to ostatecznie problem leży po mojej stronie, bo to mnie powinno zależeć na tym, aby człowiek zinterpretował znak zgodnie z moją intencją. To tak, jakby Pani Redaktor przetłumaczyła naszą rozmowę np. na język włoski, a później mówiła: „niech się czytelnicy uczą włoskiego, jak chcą zrozumieć o czym do nich piszę”. Poza tym, nie ukrywajmy, wielu wierzących tak właśnie odbierało te procesje: jako walkę duchownych z epidemią. I jak teraz zinterpretować to, że liczba chorych się podwoiła oraz przybyło ludzi, którzy zmarli na skutek wirusa? Duchowni byli nieskuteczni? Ich modlitwy nic nie dały? A może Pan Bóg, którego wzywali, jest za słaby wobec wirusa? Trzeba być bardzo ostrożnym, bo może się okazać, że nie tylko dajemy powód do wyśmiania naszej posługi, ale także możemy wiernym przekazać niewłaściwą naukę.

- Wrocław w swej historii ma jednak taki niezwykły epizod, dziś może powiedzielibyśmy: event – przekaz mówi, że Czesław, błogosławiony patron miasta, w 1241 r. wybiegł na mury miejskie z Najświętszym Sakramentem i w ten sposób odparł najazd Mongołów. Był to akt desperacji, czy wielkiej wiary dominikanina?

- Proszę mnie zwolnić z oceny działania bł. Czesława. Jestem za mały, by pozwolić sobie na recenzowanie działań świętych. Wiem jedno, że każdy z nich działał w określonych warunkach, w pewnej kulturze. Czas, w którym żyli charakteryzował się konkretnym rozwojem nauki i wiedzy. Warto to podkreślić, bo często jako przykłady podawani są święci sprzed kilkuset lat. Można zapytać jak wówczas wyglądała mikrobiologia i co wiedziano na temat wirusów. Nie mam wątpliwości, że stan wiedzy do jakiej doszedł ludzki rozum to także dar od Pana Boga. On pozwolił człowiekowi odkryć prawa rządzące światem, rzeczywistość niedostępną dla nas gołym okiem. Ten geniusz ludzkiego rozumu to coś, co dostaliśmy od Boga, a niestety, wielu chciałoby go dziś wyrzucić i powiedzieć: „nie potrzebujemy tego”, „będziemy działali metodami, które nam się wydają skuteczniejsze”. Czas epidemii, chyba jak żaden inny, potwierdza to, o czym pisał św. Jan Paweł II, że duch ludzki wznosi się na dwóch skrzydłach: wiary i rozumu. I na tym skończę, żeby nie powiedzieć za dużo…

CZYTAJ DALEJ

Serbia: zmarł biskup prawosławny, zarażony koronawirusem

2020-03-30 17:53

[ TEMATY ]

biskup

©MaverickRose – stock.adobe.com

Z powodu zarażenia koronawirusem w wieku 71 lat zmarł 29 marca biskup valjewski Serbskiego Kościoła Prawosławnego (SKP) Milutin (Knežević). Zapadł on na tę chorobę kilka dni temu w czasie odwiedzania wiernych. Jest on pierwszym hierarchą w SKP i prawdopodobnie w ogóle w świecie prawosławnym, który zmarł wskutek wirusa SARS-CoV-2.

Według serbskich środków przekazu, razem z biskupem zarazili się jeszcze dwaj inni księża, ale o stanie ich zdrowia na razie nic nie wiadomo. Ponadto wcześniej, z powodu wirusa zmarł także burmistrz Valjeva Milorad Iljić, a stan zdrowia jego żony lekarze określają jako bardzo poważny.

W całej Serbii odnotowano dotychczas 741 zachorowań, w tym 13 osób zmarło, a 55 jest podłączonych do sztucznego oddychania. Najwięcej przypadków stwierdzono w Belgradzie i właśnie w Valjevie. Władze rozważają możliwość odcięcia tego miasta - stolicy okręgu kolubarskiego w zachodniej części kraju – od reszty Serbii przez wojsko.

Z powodu epidemii rząd w Belgradzie całkowicie zamknął wszystkie granice, wprowadzono stan wyjątkowy i godzinę policyjną. Odwołano wybory parlamentarne, wstrzymano połączenia kolejowe i autobusowe między miastami, a osobom powyżej 65. roku życia nie wolno wychodzić na ulice.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję