Reklama

Odbić się od dna

2013-08-05 13:36

Iwona Galińska
Niedziela Ogólnopolska 32/2013, str. 40-41

Dominik Różański

W Polsce ok. 2-3,5 mln osób nadużywa alkoholu, w tym 600-900 tys. jest uzależnionych. Co najgorsze, liczby te ciągle rosną

W 1937 r. spożycie alkoholu nie było większe niż 0,7 l w przeliczeniu na jednego mieszkańca. W latach 50. XX wieku liczba ta gwałtownie wzrosła do 3-4 l. W latach 80. - 7 l, w 90. - 10 l. Najgorsze lata to 1979-80. Na jednego mieszkańca przypadało 8,5 l 100-procentowego alkoholu. Potem nastąpił lekki spadek, aż do lat 90. Obecnie wynosi ok.10 l 100-procentowego alkoholu na jednego mieszkańca. Trzeba zaznaczyć, że ponad 70 proc. alkoholu wypijanego to wódka. Osiem razy częściej uzależniają się mężczyźni. Najwięcej piją między 20. a 30. rokiem życia. Rośnie także liczba pijących kobiet. Jeszcze niedawno nie przekraczała 3 proc. alkoholików, teraz osiągnęła pułap 8-10 proc. Najwięcej kobiet pije między 30. a 40. rokiem życia.

Codziennie próg trzeźwości przekracza blisko 3 mln ludzi, a 4-5 mln pije intensywnie.

Alkoholik kojarzy nam się przeważnie z brudnym menelem o czerwonej twarzy i zataczającym się chodzie. Nic bardziej mylnego. Nałóg nie wybiera i może dotknąć każdego, od profesora uniwersytetu, sędziego, lekarza aż do bezdomnego zbieracza butelek. Tak jak przy każdym uzależnieniu, nie wiadomo, kiedy wpadamy w nałóg. Granica jest bardzo płynna. Zwykle zaczyna się niewinnie. Topimy smuteczki, popijając drinka. „Przecież nie zaszkodzi mi mały kieliszek czegoś mocniejszego” - myślimy. Oczywiście, że nie można popadać w przesadę, ale jeżeli ów przysłowiowy kieliszek staje się codziennym rytuałem, powinno się w naszej głowie zapalić czerwone światełko. Nawet nie zauważymy, kiedy zwiększymy codzienną dawkę alkoholu i wkrótce okaże się, że bez wypicia kilku drinków dziennie nie możemy egzystować. A potem zaczyna się już równia pochyła. Brak kontroli nad piciem, niemożność zrezygnowania z kolejnych kieliszków, niedostrzeganie negatywnych konsekwencji picia. A wszystko to przy usilnym wmawianiu sobie, że przecież nie jest się pijakiem, zachowuje się kontrolę picia i w każdej chwili można z tej przyjemności zrezygnować. To typowe błędne koło, w jakie wpada alkoholik. Sam sobie nie pomoże. Jedynie profesjonalna terapia jest w stanie wyciągnąć go z dna. Alkoholizm to ciężka, śmiertelna, przewlekła choroba. Psychiczne i fizyczne uzależnienie. Alkoholik musi zerwać z postępowaniem w myśl zasady: jakoś to będzie lub: samo się ułoży. Jeżeli nie dokona się gruntownej analizy swego postępowania, nie poszuka rozwiązania trudności, jeżeli nie wyrobi się poczucia odpowiedzialności za swoje czyny - nie będzie dobrze.

Reklama

Mówi Maria

- Mąż pierwszy raz upił się, gdy miał 7 lat - mówi Maria. - Wypił resztki alkoholu, które goście zostawili w kieliszkach. Później przyszły lata młodzieńcze, życie w artystycznej bohemie. Tam piło się ostro, nie trzeźwiejąc przez kilka dni. Szybko przyszło uzależnienie i niemożność życia bez alkoholu. Były nawet wymuszone okresy abstynencji, ale takie bytowanie polegało jedynie na czekaniu na chwile, kiedy będzie mógł się napić. Wtedy dopiero rozpoczynało się życie. Mąż stawał się innym człowiekiem - wesołym, błyskotliwym, aktywnym. Jako młoda dziewczyna nie zdawałam sobie sprawy, w jaki związek wchodzę. Myślałam naiwnie, że moja wielka miłość potrafi się zmienić. Próbowałam wszystkich sposobów - kilkakrotne leczenie w ośrodkach, wszywanie esperalu czy antikolu, wstyd przed ludźmi, gdy przedpołudniami wracał do domu, zataczając się. Na szczęście nie był agresywny, taki alkoholik gawędziarz, ale codzienne życie z nim było gehenną. Dzień zrównywał się z nocą, przez nasz dom przechodziły tabuny ludzi. Stół ciągle zawalony butelkami. Gdy przychodził okres trzeźwienia, wyłaniał się inny koszmar. Majaki, lęki, depresja. Były chwile, podczas których mąż, myśląc, że wchodzi do morza, chciał skakać z czwartego piętra, albo ogarnięty lękiem trzymał mnie kurczowo za rękę i nie mogłam się od niego ruszyć ani na krok. Zaczęłam zaniedbywać moją pierwszą pracę po studiach. W końcu zostałam zwolniona. Zajęłam się opieką nad mężem. Zaczęłam sama popijać. Wstydziłam się taszczyć pijanego mężczyznę w porach, gdy ludzie wychodzili z pracy. A on w okresach trzeźwości był jakby nieobecny, drażliwy, milczący i czekający tylko na moment uwolnienia. W końcu znalazłam się w takim dołku psychicznym, że sama potrzebowałam fachowej opieki. Moje odejście przypieczętowały jeszcze zdrady męża. Odeszłam. On po kilku latach takiego życia zmarł na wylew.

Mówi Barbara

- Już kilkadziesiąt lat żyję z alkoholikiem - mówi Barbara. - Mąż jest sędzią, obecnie na emeryturze. Pił niemal od zarania, a że bardzo dobrze znosił alkohol, nie miał żadnych ograniczeń. Dokąd był zobligowany terminami w sądzie, wszystko wydawało się pod kontrolą. Nigdy nie pił poza domem. Na osiedlu sąsiedzi wiedzieli o jego nałogu, ale on nie miał wstydu, gdy w biały dzień zarył twarzą w trotuar. Prawdziwy dramat zaczął się, gdy przeszedł na emeryturę. Teraz już mógł pić kiedy chciał i ile chciał. Jest agresywny. Zdarza się, że demoluje mieszkanie, a ja wzywam policję, która niewiele może zrobić, bo męża chroni immunitet. Widzę postępujące zmiany w jego zachowaniu, rozumowaniu. To nie ten sam człowiek, kiedyś błyskotliwy, analityczny. Teraz zachowuje się jakby miał „wyprany mózg”. Życie z nim to piekło. Samotność, niepewność jutra, beznadziejność sytuacji towarzyszą mi na co dzień.

Kulawy Stasiek

Kulawego Staśka wszyscy znali w kamienicy. Nie wiadomo dlaczego przylgnęła do niego taka ksywka. Był cukiernikiem. Miał rodzinę, którą bardzo kochał. W tym domu piło się „od zawsze”. Dziecko zostało poczęte w oparach alkoholu i w takiej atmosferze je wychowywano. Pozornie wszystko się jakoś układało - do czasu choroby kulawego Staśka. Miał marskość wątroby, chore serce, ale nadal pił. W końcu wyrzucono go z pracy. Chodził opuchnięty, czerwony, z puszką piwa w ręku przesiadywał na osiedlowej ławce. Któregoś dnia jego Ewcia wyrzuciła go z domu. Zamieszkał na klatce schodowej. Sąsiedzi pomagali mu jak umieli. Załatwili leczenie i miejsce w ośrodku dla bezdomnych. Ale on po kilku dniach zjawił się ponownie na schodach. - Nigdzie nie pójdę - dowodził - muszę widzieć, jak Karolinka rośnie i czy moja Ewcia nie ma innego faceta. Już nie pił. Jego organizm nie tolerował alkoholu. Co pewien czas karetka zabierała go do szpitala. Wracał znów na schody. Któregoś razu nie wrócił. Umarł.

Trzy dramaty opowiedziane w skrócie, zdawałoby się, wszystko dzieli, jednoczy jedynie wódka i tragedie uwikłanych w te historie ludzkich losów. Rozpad rodzin, degradacja osobowości zarówno dziecka wychowywanego w takich warunkach, jak i osób dorosłych. Choroby psychiczne i fizyczne, które niszczą uzależnionych. Oprócz popularnej, a śmiertelnej marskości wątroby, chorób serca, nadciśnienia tętniczego, chorób nerek, trzustki aż po zmiany w mózgu. Amerykański profesor psychiatrii Jose Javier Miguel-Hidalgo mówi o zmniejszeniu gęstości neuronów w części kory czołowej mózgu u alkoholików. U takich osób „dokonuje się uszkodzenie kory oczodołowo-czołowej, a powoduje to nieumiejętność korzystania ze zdobytych wcześniej doświadczeń przy podejmowaniu decyzji i wykonywaniu zadań oraz zaburza umiejętność adaptacji do nowych warunków środowiskowych”.

Alkoholizm u kobiet

Coraz popularniejsze w dzisiejszych czasach staje się uzależnienie od alkoholu u kobiet. Jest to wynik równouprawnienia. Kobiety niemal we wszystkim chcą się upodobnić do mężczyzn. W piciu alkoholu także. Wypady z koleżankami do klubów lub samotne przesiadywanie w barze to popularny sposób spędzania czasu wśród młodych, aktywnych zawodowo kobiet. A trzeba pamiętać, że wypicie sześciu piw dostarcza organizmowi tyle alkoholu, co wypicie pół litra wódki. Tylko że organizm kobiety inaczej reaguje na alkohol. Czynniki biologiczne, psychologiczne i społeczne różnią picie mężczyzn i kobiet. Kobiety szybciej doznają szkód somatycznych takich jak uszkodzenia wątroby. Zmiany hormonalne wynikające z cyklu menstruacyjnego wpływają na większą toksyczność alkoholu w organizmie. Stężenie takiej samej porcji alkoholu u kobiety jest o 40 proc. większe.

Uwarunkowania psychologiczne powodują, że kobiety częściej piją z powodów emocjonalnych związanych z sytuacją domową. Czują się osamotnione w rodzinie, często przeżywają tzw. syndrom opuszczonego gniazda, nie mają możliwości samorealizacji. Skumulowanie kilku negatywnych zjawisk prowadzi do permanentnego zmęczenia, rozdrażnienia, kłopotów ze snem, stanów depresyjnych czy lękowych. Aby te objawy zniwelować, sięgają po alkohol.

Kobiety znacznie częściej niż mężczyźni przeżywają z powodu alkoholizmu - i to dużo większe - poczucie wstydu i winy. Oskarżają się, że nie poradziły sobie z rolą matki i żony. Są przez środowisko szybciej odrzucane i napiętnowane. Alkoholiczki umierają czterokrotnie częściej niż pijący mężczyźni i żyją o piętnaście lat od nich krócej.

Szukanie pomocy

Alkoholik sam sobie nie pomoże. Jeżeli chce odbić się od dna, musi szukać specjalistycznej pomocy. Na szczęście zaniechano leczenia antikolem i esperalem. Taki straszak zaszyty pod skórą niewiele dawał. Alkoholicy wydłubywali spod skóry preparat albo go zapijali. Było to bardzo niebezpieczne. Toksyna, która uwalniała się w organizmie, stawała się zabójcza. Niszczyła nerki, wątrobę, trzustkę, serce, układ pokarmowy znacznie szybciej i intensywniej niż podczas zwykłego picia. A poza tym - alkoholik czekał jedynie na chwile, kiedy będzie mógł się spokojnie napić.

Obecnie dla uzależnionych szuka się pomocy u psychoterapeutów. W ramach terapii działają grupy wsparcia. Na mityngach klubów AA uzależniony poznaje na nowo siebie, wyzbywa się lęku, który odgradza go od zewnętrznego świata. Najważniejsza w terapii jest silna motywacja. Musisz wiedzieć, dlaczego chcesz rozstać się z nałogiem. Uświadomić sobie, kto czy co jest tego powodem. Podczas kuracji trzeba więcej czasu poświęcić sobie. Przyglądać się swoim zachowaniom, uczuciom, opiniom tak, aby były one przemyślane. Terapeutka Zofia Sobolewska zwraca uwagę, że na kurację przychodzą do niej ludzie mający hedonistyczne nastawienie do życia. Hołdują zasadzie, że przyjemne życie to udane życie, i aby doświadczyć tej przyjemności, muszą pić. - Trzeba dostrzec inne wartości - zauważa. - To w ich realizacji poszukuje się satysfakcji, która może być odroczona w czasie, poprzedzona wysiłkiem czy cierpieniem. Dlatego uczestnicy mityngów szukają wsparcia duchowego. Bardzo pomocne jest odniesienie do religii, Kościoła. Dużą popularnością cieszy się Ośrodek Apostolstwa Trzeźwości prowadzony przez Zakon Braci Mniejszych Kapucynów w Zakroczymiu. To właśnie tam zgłaszają się grupy samopomocowe i współuzależnione (rodziny). Nie poprzez terapię, ale poprzez dni skupienia, trwające każdego tygodnia od czwartku do niedzieli, umacniają swoje działanie, dzięki odnajdywaniu siły wyższej. Uczą się tolerancji, bo do ośrodka trafiają innowiercy i tacy, dla których wiara jest sprawą odległą. W miarę uczestnictwa w dniach skupienia początkowa niesprecyzowana siła wyższa przybiera postać Boga, Jezusa. Apostolstwo Trzeźwości w ramach rekolekcji zaprasza do siebie terapeutów z zewnątrz, posiadających dorobek naukowy. Takie dochodzenie do trzeźwości przynosi efekty. Nawet gdy następuje załamanie i powrót do picia, jest silna motywacja duchowa, aby po raz kolejny podnieść się i rozpocząć walkę o trzeźwość.

Różne są drogi zerwania z nałogiem. Najważniejsze, aby znaleźć w sobie siły do zerwania z dotychczasowym trybem życia. W krętej drodze do trzeźwości napotyka się na liczne trudności. Mówi o tym jeden z uczestników grupy wsparcia i radzi, aby „co jakiś czas przyjrzeć się swojemu trzeźwieniu i wprowadzić do niego nowe elementy. Gdy tego nie zrobimy, sprawy, które sprawiały nam dotychczasową radość, zaczynają denerwować, a w miejsce spokoju i pogody ducha pojawia się niepokój i frustracja. Trzeźwienie staje się ciężarem nie do udźwignięcia. Jesteśmy smutni, apatyczni, nic nam się nie chce. Stąd blisko do powrotu do starych wzorców, zachowań i picia”. Autor tej wypowiedzi w ramach terapii wysłał zgłoszenie do Studium Pomocy Psychologicznej dla nieprofesjonalistów i zaczął organizować turystykę abstynencką. Założył Sekcję Turystyczną przy Katowickim Oddziale Federacji Klubów Abstynenckich. Zaczął realizować swoje pasje - wyprawy w góry, na żagle. Uważa, że powrót do natury może być formą pomocy ludziom z problemami alkoholowymi.

Gdy wpadnie się w alkoholizm, odbicie od dna jest trudne i mozolne. Prowadzi przez wiele wyrzeczeń i cierpień. Ale w końcu na nowo odkrywa się świat, odbudowuje więzi rodzinne i zrzuca okowy niewoli. Znów stajesz się wolnym człowiekiem.

Cała Polska zapłakała

2012-12-17 13:16

Lidia Dudkiewicz
Niedziela Ogólnopolska 52/2012, str. 8-9

„Przyjdą takie czasy, że będzie się popierać zepsucie obyczajów. Ze świętej religii uczyni się straszaka, aby obrzydzić ją wszystkim szlachetnym sercom” - przestrzegał proroczo 180 lat temu Zygmunt Krasiński

BOŻENA SZTAJNER

Przeor Jasnej Góry na wieść o profanacji dokonanej w drugą niedzielę Adwentu w Kaplicy Cudownego Obrazu Matki Bożej powiedział: - Cała Polska zapłakała, również w sposób fizyczny. Wielu ludzi zwróciło swoje przerażone serca ku Jasnej Górze. Dziękujemy za tę troskę naszego narodu o klasztor, o sanktuarium, o Jasną Górę. Dziękujemy za modlitwy, za słowa wsparcia, a wszystkim służbom - za ich profesjonalną i sprawną akcję spieszenia z pomocą ochrony Jasnej Góry przed tymi, którzy nie wiedzą, co czynią. Wielu z nas atak na Cudowny Obraz odczytuje jako atak na samą istotę polskości.

Przebieg wydarzeń

Przypomnijmy fakty, które nami wszystkimi wstrząsnęły w niedzielę 9 grudnia 2012 r. Otóż tego dnia o godz. 7.45, tuż po zakończeniu Mszy św. wspólnotowej konwentu jasnogórskiego, miała miejsce próba zniszczenia Cudownego Obrazu Matki Bożej Jasnogórskiej. Mężczyzna rzucił w Obraz bańkami w kształcie żarówek, wypełnionymi czarną substancją, która rozprysła się na cały ołtarz, dosięgła nawet róży ofiarowanej Matce Bożej przez Ojca Świętego Jana Pawła II. Sprawcę natychmiast ujął br. Paweł Bryzek, paulin, a straż porządkowa przekazała go policji. Po incydencie Kaplica została zamknięta. Na miejsce przybyli abp senior Stanisław Nowak oraz bp Jan Wątroba, aby sprawdzić stan ikony i podjąć modlitwę ekspiacyjną. Obraz nie został naruszony, gdyż chroni go kuloodporna szyba. O godz. 11.45 Kaplicę Matki Bożej otwarto i udostępniono pielgrzymom. Pod przewodnictwem o. Sebastiana Mateckiego, podprzeora Jasnej Góry, rozpoczęło się nabożeństwo przebłagalne z udziałem obecnego generała Zakonu Paulinów o. Izydora Matuszewskiego.

Sprawcą zbezczeszczenia Cudownego Obrazu okazał się 58-letni mieszkaniec Świdnicy. Po jego przesłuchaniu do Sądu Rejonowego w Częstochowie został skierowany wniosek o aresztowanie podejrzanego na trzy miesiące. Prokuratura postawiła mu zarzuty zniszczenia dobra o szczególnym znaczeniu dla kultury i obrazy uczuć religijnych. Jerzy D. przyznał się do popełnienia zarzucanych mu przestępstw, złożył obszerne wyjaśnienia i nie wykazał skruchy. Grozi mu do dziesięciu lat więzienia. Prokurator zlecił opracowanie opinii psychiatrycznej.

Obudź się, Polsko!

W południe o. Józef Płatek przewodniczył Mszy św. ekspiacyjnej. W homilii zauważył, że obecnie w Polsce atakuje się kolejno trzy najświętsze znaki chrześcijaństwa: Krzyż, Biblię oraz Ikonę - te trzy symbole wiary były uroczyście niesione przez młodych ludzi z całego świata na Szczyt Jasnogórski i adorowane na VI Światowym Dniu Młodzieży w 1991 r., podczas modlitwy pod przewodnictwem Jana Pawła II. - Widzimy, jak kolejno dokonuje się w naszej Ojczyźnie profanacja tych świętych dla nas, chrześcijan, znaków - mówił. Zacytował słowa Henryka Sienkiewicza dotyczące potopu szwedzkiego: „Dziwnie szatan jest na to miejsce zawzięty. I dokłada wszelkich starań, aby nabożeństwu tu przeszkodzić i wiernych jak najmniej do udziału w nim dopuścić. Bo nic tak do takiej desperacji piekielnego dworu nie przywodzi, jak widok czci dla Tej, która głowę węża starła”.

O. Płatek sięgnął też do słów poety Zygmunta Krasińskiego, który 180 lat temu przestrzegał w proroczej wizji: „Przyjdą takie czasy, że będzie się popierać zepsucie obyczajów. Ze świętej religii uczyni się straszaka, aby obrzydzić ją wszystkim szlachetnym sercom. Podłość będzie nagradzana orderami lub zaszczytami. Lud ogłupiać będą wódką lub innymi elementami, elity szlifami i stanowiskami, a za głowę tych, co będą stawiać opór, wystawi się watahy, cenę, aby się rozprawić z nimi w stosownej chwili”.

- Trzeba nam wszystkim dużo rozsądku, rozwagi i powagi. Może Pan Bóg dał ten znak nam, stróżom, i wszystkim czcicielom Jasnogórskiej Bogarodzicy, że nadeszła pora i czas przebudzić się w Adwencie. Niedawno wołano: Polsko, obudź się! Jest to kolejny sygnał dla nas, żeby nie zejść na manowce, nie stoczyć się w dół, ale też nie zmarnować swojego życia - mówił o. Płatek.

Modlitwa ekspiacyjna za znieważenie Obrazu trwała na Jasnej Górze przez cały dzień. Na zakończenie każdej Mszy św. śpiewany był błagalny hymn „Święty Boże, Święty Mocny”.

Charakter ekspiacyjny miał także 9 grudnia Apel Jasnogórski w Kaplicy Matki Bożej, któremu przewodniczył przeor Jasnej Góry o. Roman Majewski. Mieszkańcy Częstochowy i pielgrzymi, przedstawiciele zakonów męskich i żeńskich oraz kapłani z abp. Wacławem Depo bardzo licznie przybyli na tę wieczorną modlitwę Polaków. (Tekst rozważania apelowego, będącego formą przebłagania za dokonaną profanację, wydrukowany jest w całości na stronach 9 i 10 bieżącego numeru „Niedzieli”).

Ekspiacja Częstochowy

Metropolita częstochowski abp Wacław Depo na wiadomość o próbie uszkodzenia Cudownego Obrazu Matki Bożej zwrócił się z prośbą do wszystkich diecezjan, aby wraz ze swoimi duszpasterzami przybywali na Jasną Górę na modlitwę przebłagalną. Zaprosił na comiesięczne jasnogórskie czuwanie nocne z 11 na 12 grudnia - na wielką modlitwę ekspiacyjną całego Kościoła częstochowskiego „za wszystkie profanacje i świętokradztwa, jakie mają miejsce w tych dniach i miesiącach na terenie archidiecezji. Są one skutkiem trwającej od dłuższego czasu antykościelnej i antychrześcijańskiej nagonki niektórych ugrupowań politycznych i mediów” - stwierdził.

Metropolita Częstochowski powiadomił, że modli się także za dopuszczających się wszelkich aktów wandalizmu. Zauważył, iż są oni z jednej strony ich sprawcami, a z drugiej - ofiarami skrzętnie prowadzonej manipulacji antyreligijnej, a czasem ludźmi pogubionymi, którym należy pomóc. „Proszę Boga o łaskę obudzenia sumień wszystkich Polaków, a w sposób szczególny rządzących zarówno naszym miastem, jak i Ojczyzną” - wyznał.

Zgodnie z zapowiedzią abp. Depo, w nocy z 11 na 12 grudnia odbyło się na Jasnej Górze czuwanie modlitewne archidiecezji częstochowskiej, wynagradzające Bogu za próbę zniszczenia Cudownego Obrazu Matki Bożej Jasnogórskiej. W rozważaniu apelowym rozpoczynającym czuwanie Metropolita Częstochowski mówił: - Dzisiaj, przychodzimy do Ciebie, aby obok słów: JESTEM, PAMIĘTAM… wypowiedzieć w Apelowej przysiędze mocne CZUWAM. To słowo wypowiadamy z mocą, aby obudzić uśpione sumienia. Wypowiadamy je nad tymi, którym grozi utrata duchowego słuchu i duchowego wzroku, a tym samym i dziedzictwa dzieci Bożych. Czuwaj nad nami wszystkimi, abyśmy nie zagubili dróg do Twojego Syna, Jedynego Pośrednika między Bogiem a ludźmi.

Abp Depo zwrócił uwagę, że to kolejne zranienie oblicza Matki i Syna, na podobieństwo profanacji Obrazu przez husytów w 1430 r., nie może być odbierane wyłącznie w kategoriach odejścia od rozumu czy aktu niewiary. - Ewangelie i Dzieje Apostolskie dostarczają nam aż nadto dowodów, że ludzie chorzy garnęli się do Jezusa, aby u Niego znaleźć pomoc i obronę - podkreślił. - Oni nigdy nie wystąpili przeciw Niemu! Przychodzimy dzisiaj do Ciebie, Maryjo, aby wsłuchać się w bicie Twojego Serca, które wzięło w siebie ten cios, aby przetworzyć go w siłę i jedność dla Narodu i Kościoła, bo przecież jesteś naszą przedziwną pomocą i obroną - mówił z ufnością.

Metropolita Częstochowski zarządził, aby w niedzielę 16 grudnia w kościołach archidiecezji zorganizowano nabożeństwa ekspiacyjne, z odmówieniem Aktu Wynagrodzenia Niepokalanemu Sercu Najświętszej Maryi Panny i odśpiewaniem suplikacji. Ogłaszając to zarządzenie, przypomniał słowa Ojca Świętego Benedykta XVI z 12 września 2012 r., które wobec profanacji Obrazu stały się bardzo aktualne: „Często w obliczu zła mamy poczucie, że nic nie jesteśmy w stanie zrobić, ale to właśnie nasza modlitwa jest pierwszą i najskuteczniejszą odpowiedzią, jaką możemy dać i która umacnia nasz codzienny wysiłek, by chronić dobro”.

Niemiecki protestant przyczynił się do zabezpieczenia Cudownego Obrazu

Cudowny Obraz Matki Bożej Jasnogórskiej został uratowany dzięki zabezpieczającej go szybie kuloodpornej. O. Józef Płatek, na prośbę „Niedzieli”, podał ważne szczegóły. Uznał, że chcąc mówić o szybie ochraniającej Obraz, trzeba sięgnąć do dnia 23 lutego 1981 r., kiedy to był on generałem Zakonu Paulinów. Właśnie wtedy członkowie Komisji ds. Konserwacji Cudownego Obrazu Matki Bożej Jasnogórskiej podczas spotkania z nim, z o. Konstancjuszem Kunzem - ówczesnym przeorem Jasnej Góry oraz z o. Melchiorem Królikiem - referentem ds. konserwacji Obrazu, przy okazji proponowanych prac remontowo-konserwatorskich przy hebanowym ołtarzu w Kaplicy Matki Bożej, wysunęli propozycję zabezpieczenia Cudownego Obrazu kuloodporną szybą. Miało to zapewnić Obrazowi ochronę, a także przemawiały za tym racje konserwatorskie. O. Józef Płatek nawiązał wtedy kontakt z o. Janem Wiesławem Bochenkiem - przeorem klasztoru paulińskiego w Mainburgu w Niemczech i poprosił o pomoc w realizacji tej inicjatywy.

Do prac konserwatorskich przy ołtarzu Matki Bożej przystąpiono na początku 1984 r. W tym czasie o. Jan Bochenek powiadomił o możliwości zakupienia odpowiedniej szyby w Niemczech, jednak jej cena przerastała możliwości Zakonu Paulinów. Ojciec Generał zobowiązał o. Jana Nalaskowskiego - wikariusza generalnego, władającego doskonale językiem niemieckim, i o. Konstancjusza Kunza oraz ojców pracujących w Niemczech do poszukiwania sponsorów dla tej fundacji. Podjęto różne próby zorganizowania funduszu, a o. Jan Nalaskowski dotarł z prośbą do Caritas Konferencji Episkopatu Niemiec, która przeznaczyła na ten cel dużą, lecz mimo wszystko niewystarczającą kwotę. Znaleźli się wkrótce nowi ofiarodawcy. Ze znaczącą pomocą dołączył prof. Helmut Seling, protestant, dyrektor muzeum w Monachium.

Ostatecznie dzięki trosce ówczesnego zarządu jasnogórskiego: o. Rufina Abramka - przeora Jasnej Góry, o. Jana Golonki - kuratora jasnogórskich zabytków, o. Leona Chałupki - administratora Jasnej Góry, o. Izydora Matuszewskiego - kustosza oraz pomocy prof. Helmuta Selinga udało się doprowadzić do końca konserwację jasnogórskiego ołtarza poświęconego Bogarodzicy i umieścić w nim szybę kuloodporną, ochraniającą Cudowny Obraz. Odrestaurowany ołtarz wraz z wmontowaną szybą został poświęcony 8 grudnia 1986 r. przez kard. Józefa Glempa, prymasa Polski.

O. Józef Płatek podał jeszcze inny ważny fakt. Okazuje się, że w 1981 r., na dwa dni przed swoją śmiercią, kard. Stefan Wyszyński, prymas Polski, na ręce generała Zakonu Paulinów przekazał znaczną ofiarę na odnowę Ołtarza Ojczyzny i Kaplicy Cudownego Obrazu Matki Bożej na Jasnej Górze, jako swój jubileuszowy dar dla Dziewicy Wspomożycielki. On również bardzo zabiegał o bezpieczeństwo Obrazu Jasnogórskiego.

Tak udało się odtworzyć okoliczności, w jakich doszło do wzmocnienia ochrony Obrazu, ze znaczną pomocą niemieckiego protestanta. Dzięki temu 9 grudnia 2012 r. Cudowny Obraz Matki Bożej Jasnogórskiej został nienaruszony mimo brutalnego ataku.

Modlitwa ekspiacyjna trwa w całej Polsce i poza jej granicami. A w jasnogórskiej zakrystii wyłożono księgi, do których pielgrzymi wpisują słowa żalu i zadośćuczynienia za publiczne znieważenie Najświętszej Ikony Jasnogórskiej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bielsko-Biała: najstarsza bielska świątynia znowu w średniowiecznym blasku

2019-10-17 19:30

rk / Bielsko-Biała (KAI)

Zakończyły się prace konserwatorskie przy najstarszej na terenie Bielska-Białej, XIV-wiecznej świątyni pw. św. Stanisława BM. Dzięki przedsięwzięciu kościół uchroniono przed postępującym niszczeniem, ale i przywrócono do jego pierwotnego, średniowiecznego kształtu estetycznego. Podczas prac specjaliści odkryli fragmenty barwnej polichromii na wschodniej ścianie prezbiterium.

Silar / Wikipedia
Tryptyk ołtarzowy w kościele św. Stanisława

Radości nie ukrywa proboszcz parafii ks. Zygmunt Siemianowski. „To ważny dzień dla naszej wspólnoty. Świątynia była pęknięta w dwóch miejscach - od fundamentu po strop. Zahamowano dalszy proces niszczenia, przywrócono wygląd oryginalny” – dodał.

Właściciel firmy konserwatorskiej „AC Konserwacja Zabytków” Aleksander Piotrowski poinformował, że w wyniku prac usunięto cementowe tynki na świątyni. „Przywróciliśmy natomiast, o ile to jest dziś możliwe, we wszystkich wymiarach pierwotny aspekt technologiczny budowy tej świątyni, polegający na użyciu wapna gaszonego” – zaznaczył i zaznaczył, że zewnętrzna warstwa obiektu została pomalowana farbą wapienną.

Dzięki inwestycji konserwatorsko-budowlanej wykonane zostały m.in. takie prace jak: izolacja fundamentów kościoła, konserwacja więźby dachowej oraz zabezpieczenie stropu kościoła. Przywrócono nawiązujące do średniowiecza tynki na elewacjach zewnętrznych, które zostały niefortunnie pokryte w minionym wieku tynkami cementowymi. Ich obecność stanowiła zagrożenie dla bezcennych polichromii gotyckich i renesansowych zachowanych w prezbiterium i na łuku tęczowym we wnętrzu świątyni.

Zdaniem ks. dr. Szymona Tracza, konserwatora architektury i sztuki sakralnej diecezji bielsko-żywieckiej, prawdziwą sensacją było odkrycie fragmentów barwnej polichromii na wschodniej ścianie prezbiterium. Historyk sztuki z UPJPII i przypomniał, że na ziemiach polskich na zewnątrz budowli zachowało się bardzo mało średniowiecznych wypraw tynkarskich i dekoracji malarskich.

Zabiegi konserwatorskie związane były z projektem „Stare Bielsko – odNowa – prace konserwatorskie, restauratorskie i roboty budowlane w zabytkowym kościele św. Stanisława BM dla utworzenia nowej oferty kulturalnej regionu”. Jego realizacja stała się możliwa dzięki funduszom z Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Śląskiego, wkładu własnego parafii oraz wydatnej pomocy Urzędu Miasta Bielska-Białej. Koszt realizacji projektu wyniósł ponad 2 miliony złotych.

Gotycki kościół św. Stanisława wybudowano w drugiej połowie XIV w. Został ufundowany przez księcia cieszyńskiego Przemysława I Noszaka. To najstarszy obiekt na terenie miasta. W kościele oprócz imponującego, późnogotyckiego tryptyku z początku wieku XVI, przypisywanego Mistrzowi Rodziny Marii, znajdują się m.in. portale z 1380 roku, drzwi z zakrystii do prezbiterium z 1500 r., gotyckie polichromie.

Świątynia pełniła funkcję kościoła parafialnego dla miasta Bielska i wsi Bielsko do 1447 r. Wówczas stała się kościołem filialnym parafii św. Mikołaja w Bielsku. W 1953 r. została erygowana parafia św. Stanisława w Starym Bielsku. Od 1992 r. parafia należy do diecezji bielsko-żywieckiej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem