Reklama

Niedziela Podlaska

Światło wiary

Niedziela podlaska 32/2013, str. 1

[ TEMATY ]

duchowość

wiara

Ewangelia

Bożena Sztajner/Niedziela

Pod koniec czerwca otrzymaliśmy długo oczekiwaną „encyklikę dwóch papieży” - „Lumen fidei”. Głęboka myśl teologiczna Benedykta XVI spotyka się tu z Franciszkową fenomenalną umiejętnością aktualizacji, czyli odniesienia problemu wiary do konkretnych sytuacji świata, w jakim żyjemy. Zarówno mocna i trwała relacja z Bogiem, jak też stan poszukiwania czy „zwyczajnych” wątpliwości wskazują jasno, że wiara nie jest czymś raz na zawsze danym, wymaga bowiem ciągłej współpracy z Tym, który jest godzien zaufania.

Izraelska Pascha stała się wydarzeniem fundamentalnym, do którego odnoszą się wszystkie pokolenia kultywujące tradycję mojżeszową. Króciutki fragment z Księgi Mądrości koncentruje się na Bożej obietnicy wyzwolenia, danej po to „ojcom, by nabrali otuchy”. Tę myśl uzupełnia przekonanie, że Najwyższy w tym samym dziele dokonuje ocalenia swego ludu i ukarania wrogów (Morze Czerwone było drogą ucieczki dla ludu wybranego, a dla Egipcjan stało się grobem). Niezawodność prorockich zapowiedzi dotyczy także czasów ostatecznych: by doznać pełni zbawienia, które stanie się faktem z chwilą śmierci człowieka, trzeba stałej gotowości na spotkanie z Bogiem. Jezus ukazuje to w obrazie sług, gotowych na powrót swego pana. Przepasane biodra i zapalone pochodnie wskazują na ich zrozumienie powagi sytuacji. Odpłatą za wierne oczekiwanie jest zaskakująca zamiana ról: pan staje się sługą, a słudzy panami! Chrystus adaptuje ten obraz do powołania Apostołów i ich następców, twierdząc, że właśnie oni mają stać się sługami ludu Bożego w czasie ziemskiej wędrówki. Od jakości tej służby zależy także ich wieczna nagroda. Cytowany fragment Listu do Hebrajczyków to część katalogu wielkich świadków wiary Starego Przymierza: Abraham i Sara, Izaak i Jakub. Wszyscy oni - za złożoną w Bogu ufność - mogli cieszyć się niezwykłymi darami, jeśli nawet wypełnienie niektórych obietnic przewidziane zostało na daleką przyszłość. W tym kontekście wędrówka do ziemi obiecanej oznacza poszukiwanie „prawdziwej ojczyzny”, czyli nieba. Wiara uczy, jak przez doczesność, którą trzeba będzie zostawić, można dojść do „wiecznych przybytków”.

Reklama

Spróbujmy dzisiaj dokonać rozrachunku ze swoją wiarą. Czy naprawdę szukam drogi do nieba, czy też skupiam się wyłącznie na sprawach materialnych? Komu wierzę? Czy według mnie Bóg jest godny zaufania? Czy powierzam Mu radosne i trudne sprawy i pytam Go o radę? Czy staram się być „dobrym sługą” przez gorliwe wypełnianie obowiązków płynących z mego powołania?

2013-08-07 14:15

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Umocnimy naszą wiarę

O znaku pustej świątyni mówił w homilii podczas Mszy św. w bielskiej katedrze pasterz naszej diecezji, który 15 marca przewodniczył Eucharystii sprawowanej niemal w pustym kościele.

Ufamy, że po czasie epidemii i naszym ogołoceniu z radości chodzenia do świątyni, dzięki łasce Boga, umocnimy naszą wiarę, wydoskonalimy naszą nadzieję, nauczymy się miłować, a także, co ważne, okazywać miłosierdzie – powiedział bp Roman Pindel w pierwszą niedzielę, która przypadła na okres kwarantanny wprowadzonej w naszym kraju.

CZYTAJ DALEJ

Bóg przemawia do mnie w ciszy - rozmowa z reżyserem filmu "Usłyszeć Boga" [premiera 07.04 w TVP2]

2020-04-06 08:52

[ TEMATY ]

O. Pio

spowiedź

Medjugorie

Archiwum Jacka Tarasiuka.

Z Jackiem Tarasiukiem, reżyserem i producentem filmowym o Medjugorje, św. o. Pio i tym, jak Bóg może działać przez Facebooka rozmawia Łukasz Krzysztofka

Łukasz Krzysztofka: Już we wtorek w TVP2 premiera Twojego najnowszego filmu pt. „Usłyszeć Boga”, który opowiada o niezwykłej mocy sakramentu spowiedzi. Skąd pomysł na film?

Jacek Tarasiuk: W 2018 r. wybrałem się z rodziną do San Giovanni Rotondo. Gdy stanąłem przed konfesjonałem o. Pio poczułem, że zrobię ten film. Po prostu wiedziałem. To był także czas, kiedy modliłem się o kierownika duchowego. I nagle dowiedziałem się, że kiedy będę przed grobem o. Pio, mogę go poprosić o to, żeby nim został. Poprosiłem.

Więc to św. o. Pio Cię zainspirował?

Tak, wiedziałem, że on "duchowo" będzie grał główną rolę w tym filmie.

Jak wyglądały przygotowania?

Trwały pół roku. Na początku, mając cały czas przed oczami konfesjonał o. Pio, w którym działy się niesamowite cuda myślałem o filmie, o wartości spowiedzi świętej. Dzisiaj wielu ludzi pomija ten sakrament. Co chwilę słyszę: jeśli Bóg jest, to On mnie przecież kocha i nie dopuści do mojej zguby... A przecież to my często sami skazujemy się na zgubę. On cały czas na nas czeka, tak jak ojciec czekał na syna marnotrawnego. Pozwolił mu iść przez życie swoją drogą, ale czekał na jego powrót. Wiem, że Bóg nas bardzo kocha. Pozwala na wiele rzeczy - dobrych i złych, jakie czynimy na świecie - bo dał nam nieograniczoną wolność, ale nadal jeszcze cierpliwie czeka...

Czyli na początku była wizja….

Tak – od tego się zaczęło. Właściwie poprzez o. Pio powierzyłem prace nad całym filmem Duchowi Świętemu. Niejeden z branży, słysząc to, oburzyłby się, że niby co - nie miałem planu? A ja zwyczajnie – po prostu zacząłem słuchać.

Czego doświadczyłeś, pracując nad filmem?

Dawno temu pewien mądry kapłan powiedział mi, że są trzy rodzaje myśli: nasze, te „z góry" i te fałszywe, zdradzieckie, których powinniśmy się wystrzegać. One pochodzą od złego ducha. Na każdym etapie naszego życia, by nie dopuszczać do swego umysłu ostatniego rodzaju myśli, należy pamiętać o sakramentach: spowiedzi świętej i Eucharystii. Ważne jest, by uczyć się rozpoznawać rodzaje myśli, które w sobie mamy. Dalszy etap to kontrola tych myśli. To jest trochę tak, jak na przejściu granicznym, chroniącym kraj przed zarazą. Pewnych myśli się nie dopuszcza. Dalej, gdy wołasz do Niego - w sercu zaczynasz słyszeć. Ja cały czas pytałem i czekałem na odpowiedź. Co mam robić? Kto ma wystąpić w filmie? Gdzie mam pojechać? Odpowiedzi zawsze przychodziły. Jestem przekonany, że od Ducha Świętego.

W filmie zobaczymy m.in. klasztor kapucynów w małopolskim Tenczynie, sanktuarium w Medjugorje i miejsce szczególnie związane ze św. o. Pio – San Giovanni Rotondo. Przypadkowe zestawienie?

Ja nie wybrałem o. Pio, to on wybrał mnie. W końcu to mój kierownik duchowy. Trudno sobie to wyobrazić, ale tak jest. O. Pio wybrał Tenczyn, dokładnie wskazał kapucyna, który ma wystąpić w tym filmie - o . Romana Ruska. Przyznam, że są nawet podobni do siebie. O. Pio wybrał też siostrę Bartłomieję. Pomimo moich wątpliwości, czy wątki poruszane przez bohaterów będą się dobrze uzupełniały, o. Pio wskazał mi właśnie ją.

W jaki sposób?

Gdy kontaktowałem się z s. Bartłomieją przez Facebooka, zobaczyłem na jej profilu zdjęcie o. Pio, wstawione niecałą godzinę wcześniej. To była godzina mojej niewiary, mojego zastanawiania się. Zatem kiedy o niej pomyślałem, ona jakimś dziwnym trafem wstawiała właśnie zdjęcie o. Pio. Takich widzialnych wskazówek dostałem wiele.

A dlaczego Medjugorie?

To kolejna zagadka dla mnie. Zastanawiałem się, czemu mam tam jechać. Wiedziałem, że powinienem, ale nie wiedziałem, co mam w tamtym miejscu nagrać. Bóg miał swój scenariusz. Po kilku miesiącach pracy nad nakręconym materiałem okazało się, że On zaplanował z tego dwa filmy. Prace nad drugim właśnie zamykam. Niebawem będziemy go mogli zobaczyć także na antenie TVP. Film "Grzech", bo o nim mowa, doskonale uzupełnia ten pierwszy film "Usłyszeć Boga".

W jaki sposób człowiek może usłyszeć w sobie to, co mówi do niego Bóg?

W filmie siostra Bartłomieja mówi: "Każdy z nas ma w swoim sercu miejsce, w którym mieszka Bóg". Pytanie: co ty z tym zrobisz – pokochasz Go, czy zaczniesz z Nim walczyć? Możesz próbować Go zagłuszyć. Albo pokładać w Nim nadzieję. Wtedy On wypróbuje twoją miłość. Masz wiele możliwości. Ale pamiętaj - jesteś jego najukochańszym dzieckiem i cokolwiek by ci świat nie mówił, On mieszka w twoim sercu. A gdy Go wyprosisz... zatrzymaj się i zadaj sobie pytanie: kim jesteś. On ci zada to samo pytanie przed twoją śmiercią.

Wielu powie, że w dzisiejszym świecie trudno usłyszeć Boga.

Myślę, że do niedawna było to wręcz niemożliwe. By usłyszeć Boga, musimy wyjść na pustynię. Kiedyś miałem możliwość przebywać na pustyni Wadi Rum w Jordanii, miejscu, które jest uznane za jedno z najcichszych miejsc na świecie. Cisza rzeczywiście przenikała cały umysł i ciało. Po jakimś czasie człowiek czuł się nieswojo.

Żyjemy w czasach, gdzie smakowanie prawdziwej ciszy graniczy z cudem…

To prawda. Gdy tylko zatrzymamy się, świat zewnętrzny natychmiast się o nas upomina. Radio w samochodzie, tłumy na ulicach, telewizor w domu, internet w komórce. A gdzie w tym wszystkim jest miejsce na rozmowę z Bogiem? Ale tak było do niedawna. Teraz przez pandemię świat nagle się zatrzymał i wszyscy doświadczamy tej ciszy. Co z nią zrobimy? Jak ją wykorzystamy? To od nas zależy, czy usłyszymy w niej Boga.

Premiera filmu dokumentalny „Usłyszeć Boga” we wtorek 7.04.2020 r. w TVP2 o godz. 22:55.

Prezentujemy zwiastun filmu:

CZYTAJ DALEJ

Więzień Jezus i Jego uczeń, Stefan – Wielki Tydzień z kard. Wyszyńskim

2020-04-07 13:07

[ TEMATY ]

kard. Stefan Wyszyński

beatyfikacja

Prymas Tysiąclecia

z arch. Biura Prasowego Archidiecezji Warszawskiej

W 33 r. zgraja mężczyzn, dowodzona przez Judasza, która chciała aresztować Jezusa, wtargnęła w nocy do ogrodu za potokiem Cedron. Z kijami i mieczami rzucili się na Niego, aby Go pojmać i uwięzić.

W ciemności nocy odwaga tanieje, liczba świadków zdarzenia redukuje się do minimum, a więzień nie ma dość siły, by się bronić. Zło czuje się bezkarne. Oprawcy nie muszą patrzeć ofiarom w oczy.

Późnym wieczorem 25 września 1953r. zgraja mężczyzn w czarnych płaszczach „z ceraty” dobijała się do bramy domu przy ul. Miodowej w Warszawie. Wtargnęli do domu oburzeni faktem, że drzwi nie zostały natychmiast otwarte państwowym urzędnikom. Byli uzbrojeni. Odczytali dokument aresztowania i zabrali kard. Stefana Wyszyńskiego w nieznane.

Rywałd – pierwsza stacja Więźnia

Od północy, po nagłym aresztowaniu, Prymas jechał w nieznane. Po drodze nie mógł odczytać żadnych drogowskazów, orientował się tylko, że wiozą go w kierunku Grudziądza. Czuł, że grozi mu ogromne niebezpieczeństwo, miał prawo spodziewać się wszystkiego. Rankiem, 26 września 1953 r. wprowadzono go do pokoju franciszkańskiego klasztoru w Rywałdzie. Zobaczył miskę z wodą po myciu, niepościelone łóżko, otwartą na pół walizkę i stos książek na podłodze. Władze działały w pośpiechu, wyrzuciły poprzedniego lokatora nie dbając o detale. Dwa okna, które wychodziły na podwórze, zaklejono gazetą. Na ścianie Prymas dostrzegł obraz z podpisem: „Matko Boża Rywałdzka, pociesz strapionych”. „Był to pierwszy głos przyjazny, który wywołał wielką radość. (…) „Sprawa Chrystusowa” trwa blisko dwa tysiące lat i za tę sprawę ludzie siedzą do dziś w więzieniach” – zanotował w „Zapiskach więziennych” pod datą 4 października.

W tym samym dniu „erygował” na ścianie Drogę Krzyżową. Napisał ołówkiem nazwy stacji Męki Pańskiej i każdą oznaczył krzyżykiem. 25 września 1953 r. rozpoczęła się jego droga krzyżowa i od razu włączył ją w Drogę Jezusa. Nie skupił się na niebezpieczeństwie i sytuacji, w której się znalazł. Skupił się na Tym, który pierwszy został pojmany bez procesu i wyroku. Rozpoczęło się Jego „zanurzanie” w Bogu.

W Rywałdzie spędził siedemnaście dni. Dzień i noc pilnowało go około 20 funkcjonariuszy Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Wieczorem 12 października dostał pół godziny na spakowanie rzeczy i znów powieziono go w nieznane. Więzień na Drodze Krzyżowej nie ma żadnych praw.

Stoczek Warmiński – stacja druga

Prymas całą drogę modlił się i próbował odczytywać kierunek podróży. W Stoczku Warmińskim, w opuszczonym klasztorze Księży Marianów, zastał księdza i siostrę zakonną, którzy mieli służyć mu pomocą. W rzeczywistości – jak potwierdziły dokumenty zgromadzone przez IPN – byli tajnymi współpracownikami UB. W trójkę spędzili tu rok z trzyletniego uwięzienia Prymasa. Rok w twierdzy, którą funkcjonariusze MBP zrobili z klasztoru. Pilnowali go wewnątrz i na zewnątrz budynku. Aby zagwarantować brak kontaktu z otoczeniem z sąsiedztwa wysiedlono proboszcza i mieszkańców dwóch domów. Budynek ogrodzono wysoką siatką a w nocy oświetlono reflektorami. Wybudowano 12,7 km płotu uzbrojonego w materiały wybuchowe. W sumie pilnowało Prymasa 90 żołnierzy.

Sygnały świetle w tzw. pokoju techniki meldowały o najmniejszym poruszeniu się Więźnia. Podsłuchy były umieszczone w kaloryferze, lampie i drzewie w ogrodzie.

Zima 1954 r. w Stoczku była dla Kardynała bardzo trudna. W domu panował ziąb. Stare piece zatykały się, dymiły od sadzy, szybko stygły i nie dawały ciepła. Prymas zanotował w „Zapiskach więziennych”, że przez całą zimę w Stoczku miał zmarznięte ręce i nogi, nie mógł pracować przy stole, bo mimo otulenia pledem był zziębnięty do kości. W łazience w piecu w ogóle nie dało się rozpalić, więc mycie odbywało się w całkowitym zimnie. Pokoje na dole nie były w ogóle ogrzewane. Co kilka dni z ich wnętrza wyrąbywano sterty lodu. Ściany korytarzy pokrywała gruba warstwa mrozu. Prymas zanotował, że noce były tak zimne, że nogi nie rozgrzewały się pod kołdrą. Puchły mu ręce i oczy. Bolała głowa, brzuch i plecy w okolicach nerek. Przetrwał zimę wciąż chorując, pozbawiony właściwych leków. W kwietniu komendant wyraził zgodę na komisję lekarską, ale lekarze zjawili się dopiero miesiąc później.

„W końcu alei grabowej, w grupie lip, w większości podpiłowanych i odrutowanych, wznieśliśmy krzyż, złożony z dwóch kijów przewiązanych drutem kolczastym. Powstała w ten sposób „kalwaria”, jako cel naszych wędrówek, ogrodzona kamieniami i cegłami” – pisał Prymas w „Zapiskach więziennych”.

Wielkanoc 1954 r. - przygotowania

Pierwsza Wielkanoc w więzieniu wypadała 19 kwietnia. Dla więźniów, zdanych tylko na swoje towarzystwo i nękania „opiekunów” nie był to jednak czas beznadziei, Prymas dbał o dyscyplinę duchową. „W naszej kapliczce odprawiliśmy sobie we troje rekolekcje przed uroczystością wielkanocną. Rozważania były osnute na tle Tomasza à Kempis „O naśladowaniu”. Myślą przewodnią była ascetyka więzienia jako nadzwyczajnego środka stosowanego przez Opatrzność do uświęcenia ludzi od początków chrześcijaństwa. Chrześcijanie zaczęli „karierę” więźniów bardzo wcześnie, bo od czasów pierwszych kazań świętego Piotra Apostoła w Jerozolimie” – zanotował Prymas. W Stoczku powstały też cztery teksty Drogi Krzyżowej, które ukazały się drukiem pt. „Via crucis. Szkice więzienne” w 2011 r. To tam wołał Więzień – Prymas rozważając pomoc Szymona w niesieniu krzyża: „Wszystkie Szymony Chrystusa to: Ojciec Święty, biskupi i kapłani, zakonnicy, wierni katolicy, wspierający Chrystusa”.

Tęsknota za tymi, których Pan powierzył

Pod datą 15 kwietnia 1954 r., kard. Wyszyński zanotował wzruszające wyznanie tęsknoty pasterza za powierzonymi mu owcami: „Wielki Czwartek. Sercem i myślą jestem w archikatedrze, wśród duchowieństwa i wiernych. Modlę się o to, by mój następca przy ołtarzu, przy konsekracji olejów i przy mandatum, czynił to lepiej niż ja; by obdzielał kapłanów Ciałem Chrystusa, wszczepiając w nich ducha jedności diecezjalnej”. Modlitwa o jedność dość często pojawia się w intencjach Prymasa. On wiedział, na jakie naciski narażeni są jego najbliżsi współpracownicy i hierarchowie Kościoła w Polsce po jego aresztowaniu i uwięzieniu. Rozumiał jak wielkiego wsparcia modlitewnego potrzebują. Przeczuwał, choć nie dostawał żadnych wiadomości. Nie czytał gazet, nikt go nie odwiedzał i nie otrzymywał listów. Modlił się za „opiekunów” więziennych i nieprzyjaciół tak, jak Jego Mistrz przed laty: „Ojcze, wybacz im, bo nie wiedzą, co czynią”.

Prudnik Śląski – stacja trzecia

W październiku 1954 r. samolotem przewieziono Prymasa do Prudnika, gdzie klasztor Franciszkanów zamieniono na nowy „obóz izolacyjny”. Tu Prymas spędził cały rok, zanim, na mocy rządowego rozporządzenia, przeniesiono go do Komańczy. Tu również był strzeżony przez wojsko i UB, inwigilowany i podsłuchiwany. W marcu 1955 r. w grzejniku centralnego ogrzewania sam znalazł podsłuch.

3 kwietnia 1955 r. zapisał: „Niedziela Palmowa. Serce i myśl wyrywają się do archikatedry Świętego Jana, by stanąć na progu i doznać radości wspólnej modlitwy. Trzeba jednak powstrzymać serce i myśl. Niech będzie tu, gdzie Bóg pozwala więzić ciało. Nie chcę, Ojcze, nawet przez to dążenie do najlepszych uczuć być przeciwny woli Twojej. Pozwoliłeś zamknąć mnie wśród tych drutów, pozwoliłeś, by moja Katedra pozostałą i dziś bez mojej służby – Fiat voluntas Tua. Serce, wróć i nie przekraczaj granic murów, pozostań wierne Bogu, jak ciało jest uległe i spogląda tylko ku niebu, gdyż ono nie jest odrutowane”.

W Wielki Czwartek znów, jak rok wcześniej w Stoczku, tęsknił: „Dzień Ostatniej Wieczerzy, dzień ustanowienia Eucharystii, pierwszej Mszy świętej, pierwszej Komunii świętej i pierwszych święceń kapłańskich – najbardziej kapłański dzień, całą duszę kapłańską bierze w soje ramiona i upomina się o czyny, do których jest powołany. Chrystus chciał być dziś z uczniami swoimi. Jak wielką męką dla biskupa jest być z dala od swoich kapłanów, od swojej katedry i diecezji. Żaden z tych dni niewoli nie udręczy tak, jak ten dzień. Jak wielkiego wysiłku pokory i uległości potrzeba, by przeżyć ten dzień w duchu, jakiego ojciec ode mnie ma prawo oczekiwać. Jak bardzo niegodny się czuję tej łaski ołtarza, do którego tak śmiało przystępowałem… Dziś to czuję”. Zanotował też czułe, szczere, a jednak rozdzierające serce wyznanie Chrystusowi:

„Najdroższy Nauczycielu i Wodzu, nie mogę spełnić powinności mojej, gdyż nie mogę na klęczkach omywać nogi tych dzieci moich, które mi dałeś… (…)Pozwól mi przejść na kolanach przez Krakowskie Przedmieście, a uczynię to bez zwłoki”. W zeznaniach księdza – współwięźnia możemy przeczytać, że Prymas walczył ze smutkiem i zgryzotą, nie poddawał się naciskom, dbał o dyscyplinę dnia – wstawał codziennie o godz. 5.00 – kilka godzin modlił się, pracował, ale zdarzało się też, że płakał.

„Bądź wola Twoja, jako w niebie tak i w Komańczy…” – stacja czwarta

W Komańczy zamieszkał na pierwszym piętrze klasztoru sióstr nazaretanek, na końcu lewej części korytarza. Tu przeżył ostatnie Triduum i Wielkanoc jako więzień. Tu był otoczony życzliwością i troską sióstr, ale jednak wciąż cierpiał. Od momentu aresztowania schudł 20 kg, był blady, wycieńczony i obolały. Nosił w sercu jakąś ranę. Próbował leczyć doświadczenie opuszczenia miłością i modlitwą, ale na jego twarzy wciąż obecny był ten cień smutku, o którym mówiła później jego siostra Julia Wyszyńska. W Wielki Czwartek 1956 r. pisał: „Wieczysty Kapłanie – gorąco pragnąłeś pożywać Twoją Paschę z uczniami. Twoje gorące pragnienie jest tak bardzo kapłańskie, wyrasta ze wspólnoty rodziny kapłaństwa, którego jesteś Początkiem i Źródłem. I ja „pragnę pragnieniem” męki kapłana, któremu też dałeś uczniów. Ale pomimo tak gorącego pragnienia, nie jest dana memu sercu kapłańskiemu ta pociecha, której z woli Ojca doznałeś w wieczerniku. Tyś doznał ulgi, rozdając Eucharystię uczniom swoim. Moja męka kapłańska nie skończy się tak radośnie. Muszę ją przeżyć sam, bez współdziałania moich uczniów”.

***

Więziono go przez trzy lata – bez procesu, śledztwa a nawet aktu oskarżenia. 26 października 1954 r. napisał list do Bieruta z prośbą o zwolnienie go ze względu na stan zdrowia. Nie otrzymał odpowiedzi. Do końca życia modlił się w intencji Bieruta, nosił kartkę z modlitwą w brewiarzu. Kulisy aresztowania Prymasa Tysiąclecia ujawnił na antenie Rozgłośni Polskiej RWE zbiegły na Zachód wysoki funkcjonariusz Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, ppłk. Józef Światło: „Jak wszystkie decyzje w sprawie polityki kościelnej w Polsce, tak i ta decyzja zapadła w Moskwie. Bierut i Franciszek Mazur odpowiedzialny w Biurze Politycznym za walkę z kościołem pojechali jeszcze za życia Stalina po instrukcje. W rozmowie Bierut nalegał na natychmiastowe aresztowanie kardynała, ale Stalin stwierdził, że czas jeszcze na to nie nadszedł.” – relacjonował Józef Światło.

Kard. Wyszyński „Zanurzony” w Bogu przeszedł swoją trzyletnią Drogę Krzyżową. Czy spotkał na niej Weronikę? Szymona? Płaczące niewiasty? Z całą pewnością wciąż spotykał Matkę. 8 grudnia 1953 r. w Stoczku dokonał Aktu Osobistego Oddania się Matce Bożej i „wszystko postawił na Maryję”.

„Cóż mi pozostaje? Tracić nadzieję w sens mojej ofiary? Raczej przeciwnie: bardziej świadomie oddawać swoje cierpienie Kościołowi, by przez ofiarę wyjednać u Boga miłosierdzie i odrobinę odpocznienia dla utrudzonych ludzi”.

CZYTAJ DALEJ
E-wydanie
Czytaj Niedzielę z domu

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję