Reklama

Lekcje historii po polsku

2013-08-07 14:15

Ks. Adam Lechwar
Edycja sandomierska 32/2013, str. 4-5

Czas wakacji sprzyja rodzinnym wyjazdom, pielgrzymowaniu do głównych i lokalnych sanktuariów Polski, a także innych atrakcyjnych miejsc, o których słyszeliśmy, że warto je odwiedzić, zobaczyć, poznać. Choć to nader prawdziwe w treści porzekadło „cudze chwalicie swego nie znacie” ma wśród nas ciągle racje bytu, jednak wydaje się tracić nieco z ostrości swego przekazu. Szukający mocniejszych wrażeń turyści są w stanie przez kilka godzin czekać, by wejść na szczyt Giewontu, ale coraz więcej jest takich, którzy wybierają mniej osławione szlaki i chętnie podążają za wskazaniami „przewodników”, które powstają w czasie rodzinnych dysput lub przyjacielskich pogawędek. Ten oddolny przekaz staje się swoistym kursem na lokalnych znawców topografii terenu i jego historii, a często wręcz „rodzinnym uniwersytetem”.

Pasja do poznawania historii

Podjęte w ślad za nim turystyczne wyprawy odsłaniają taką wiedzę, do której dotarcie wymaga wewnętrznego otwarcia się na drugiego człowieka. Bywa, że te informacje płyną z pokładów długo skrywanego bólu, poczucia krzywdy, czy niesprawiedliwości historycznej. Czasami wszystko zaczyna się od groteski, którą napisało życie, jak w przypadku pewnej rodziny, w której kilkuletni Kacper patrząc na znajdujący się w pobliży drogi znak „miejsce pamięci narodowej” zaskoczył swoich rodziców stwierdzeniem: „Chcę pójść tam, gdzie był ten pożar, bo ja będę strażakiem”. Ten mały projekt na życie własnego synka zainspirował rodziców do odwiedzenia zbiorowej mogiły z okresy II wojny światowej, obok której przejeżdżali tysiące razy do szkoły, do miasta, na zakupy i przy wielu innych okazjach. Były to pierwsze odwiedziny na tego typu, dość powszechnych w Polsce, obiektach. Dały jednak początek pasji rodzinnego poznawania nieodkrytej dotąd historii Polski, historii własnej ojcowizny i rodu. Podobne doświadczenie miał Hirek - tak wszyscy do niego mówili w domu, w szkole, w parafialnej grupie ministranckiej. Bywa, że poszukiwanie patrona w trakcie przygotowań do bierzmowania prowadzi młodych ludzi do wykazania się oryginalnością przynajmniej w brzmieniu tego imienia. Hirek ten etap miał już za sobą. Już wcześniej wielokrotnie pytał rodziców dlaczego ma takie imię. Wielkim było dla niego odkrycie, że nosi imię swojego dziadka Hieronima Dekutowskiego (1918-49), który był żołnierzem AK, szefem „Kedywu” AK Lublin-Puławy, jednym z organizatorów WiN. Bohaterski dziadek walczył z władzą komunistyczną w latach 1944-47. W końcu został aresztowany i zamordowany w 1949 r. podczas barbarzyńskich działań ludowej władzy, która umiała ją sprawować zadając jedynie śmierć i niszcząc wszelkie inne, niż tzw. „ludowe”, spojrzenie na rzeczywistość społeczno-polityczną. Hirek otrzymał imię swego dziadka w okresie, gdy 1992 r. został on zrehabilitowany, a następnie jako pierwszy stał się kawalerem medalu Sigillum Civis Virtuti. Ta wielka rodowa karta, słusznie przywracająca dumę całej rodzinie i młodemu Hirkowi, dała możliwość pełniejszego utożsamienia się z Ojczyzną przez imię, które dla upamiętnienia bohaterskich czynów przodka nadali mu jego rodzice. Stała się podstawą do zapoznania się z trudną i często bardzo bolesną historią Polski.

Rekonstrukcje historyczne

Daty, które wyznaczają nie tylko następujące po sobie dni w kalendarzowym układzie zapraszają do uporczywego odbudowywania zniekształconego i często sponiewieranego dziedzictwa naszego narodu, naszych małych Ojczyzn. Podpowiadają także, jak uczyć historii w dobie, kiedy rozporządzeniem ministra RP nie znajduje się dla niej miejsca w siatce zajęć szkolnych. Gdy pamięć pokoleniowa żywo kłóci się z oficjalnym przekazem „historiotwórców” poddanych poprawności politycznej. Jednym ze sposobów historycznej edukacji są zapewne modne ostatnio i realne w naszej ekonomicznej rzeczywistości rekonstrukcje historyczne. Dziś nie tylko dowiadujemy się o odtworzeniu słynnej bitwy powszechnie określanej Cudem nad Wisłą z 1920 r., bitwy pod Grunwaldem, bitew powstania styczniowego, czy jak ostatnio rzezi wołyńskiej w Radymnie. Rekonstrukcje te odbywają się w coraz mniejszych środowiskach - jak chociażby gminy, czy wsie - przywracając całemu narodowi jego prawdziwą historię. Trzeba powiedzieć, że w tych wydarzeniach żywo uczestniczymy, jako aktorzy, statyści, twórcy planów rekonstrukcyjnych, widzowie, ale też uczestniczymy w nich ogladając relacje w telewizji, przez Internet czy inne media. Tworzy się w nas tzw. pamięć emocjonalna. Jest ona podobna do tej, jaka powstaje w traumatycznych doświadczeniach pożogi wojennej, bombardowania, czy egzekucji. Pamięć niezatarta, trudna do usunięcia nawet przy wielu propagandowych zabiegach. Pamięć, która reaguje bólem, gdy słyszy się określenie „polskie obozy koncentracyjne”, czy zaprzeczenie o istnieniu „Katynia”, „Wołynia”, a pojęcie „Jedwabne” ma upokarzać i wzbudzać we wszystkich Polakach poczucie zbiorowej odpowiedzialności za Holokaust.

Reklama

Piętno świadomości

Polacy potrafią ocalić pamięć i dbać o jej właściwy kształt przez kultywowanie genealogii. Owszem była to kiedyś domena magnaterii, szlachty oraz ludzi przynależących do innych tak zwanych wyższych warstw społecznych. W historii powstawały one sukcesywnie w wyniku jego rozwoju i unowocześnianej organizacji. Przecież nie tylko snobizm kierował Polakami wczoraj i jest głównym motorem napędowym także i dziś w tym obszarze. Słusznie widzi się w tych działaniach, które dziś często schodzą na poziom przedszkoli i szkół podstawowych formę historycznego wychowania człowieka. Dziecko tworzące prostą genealogię: dziadkowie, rodzice, ja i moje rodzeństwo, uczą się historii w najbardziej podstawowym wydaniu, historii faktu, historii przyczynowo-skutkowej, wolnej od interpretacyjnych nadużyć. Daje ona płaszczyznę do poznania dziejów poszczególnych członków rodziny i ich zanurzenia w dzieje wielkiej historii narodu. W lokalnych środowiskach funkcjonuje wiele nazw własnych związanych z żyjącymi tam rodzinami lub wydarzeniami, które odcisnęły swoje piętno na świadomości i poczuciu tożsamości Polaków. Przebrzmiał w naszej historii czas rycerzy, ale trzeba i dziś pielęgnować rycerskość. Chorągiew Rycerstwa Ziemi Sandomierskiej jest nie tylko turystyczną atrakcją. Jest przecież sposobem identyfikacji i jakąś próbą odwołania się do tego co w dziejach Polski najznamienitsze. To prawda, że w historii naszych rodów nie zawsze odnajdujemy świetlane postaci warte naśladowania i afirmacji, ale to nie znaczy, że nie powinniśmy w sercu obudzać i nosić zachwytu oraz pragnienia dla postaw szlachetnych i bohaterskich.

- Przez tworzenie drzew genealogicznych - mówi Barbara-Scilanga, wychowawca świetlicy i nauczyciel wychowania do życia w rodzinie w Zespołach Szkół w Cholewianej Górze i Starym Narcie - dzieci bardzo wiele dowiadują się od swoich dziadków i rodziców o udziale członków ich rodzin w wydarzeniach ogólnopolskich jak np. II wojna światowa, czy okres „Solidarności”. Powstaje wtedy możliwość zweryfikowania rodowych podań, a często nawet skonfrontowania różnych punktów widzenia, co czyni tę wiedzę rzetelną.

Religia i patriotyzm

Jest jeszcze inny wymiar budowania postaw patriotyzmu, stale obecny w naszym życiu w formie najbardziej podstawowej. Patriotyzmu odnoszącego się do prawdy w wymiarze ostatecznym, którą jest sam Bóg. Który odwołuje się do budowania pokoju i zgody na bazie przebaczenia oraz naprawiania błędów. Owszem nie chce on zamazywania pamięci, ale chce ją przyjmować w duchu Chrystusowym. W duchu, który nie zamyka oczu nawet na czynione dobro, mimo że jego źródło znajdowało się po stronie wroga i agresora. W polskich parafiach często słyszymy zaproszenie do modlitw w kontekście różnych wydarzeń patriotycznych. Wielkie uroczystości religijne, jak np. Uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, obchodzona 15 sierpnia, została przez społeczność naszego narodu obrana jako dni świętowania Wojska Polskiego. Podobnie, jak w dniu 3 maja, gdy to czcimy nie tylko heroiczne czyny, które doprowadziły do uchwalenia Konstytucji, ale przede wszystkim Maryję Królową Polski. Prawie w każdej katolickiej świątyni znajdziemy tablicę, albo nawet kilka nawiązujących do wspaniałych rocznic, czy upamiętniających polskich synów i córki, którzy na ołtarzu Boga i Ojczyzny złożyli swoje życie. To żołnierze zrywów powstańczych, Armii Krajowej, ofiary niemieckich pacyfikacji, zesłańców do radzieckich łagrów, przesiedleńców czy represjonowani w dobie komunistycznego terroru. Są wśród nich świeccy i duchowni, osoby w podeszłym wieku oraz dzieci i młodzież, żołnierze pospołu z cywilami.

Pamiętać o bohaterach

14 sierpnia wspominamy św. Maksymiliana Kolbe, który w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu, oddał życie za bliźniego. Wtedy to modlimy się w intencji pomordowanych w obozach koncentracyjnych, więzieniach i łagrach. W różnych lokalnych społecznościach, parafiach płomienie zniczy będą upamiętniać patriotów zamordowanych w hitlerowskich obozach koncentracyjnych, w sowieckich łagrach i komunistycznych więzieniach. Na stronach internetowych prawie każdej parafii będzie można odczytać zachętę, miejsce i godzinę, kiedy to duchowni organizować będą parafian do wspólnej modlitwy czy apelu.

Patriotyzm i młodzież

W tym wszystkim nie wolno pominąć patriotycznego nurtu wychowania wobec ludzi młodych, który jest realizowany przez miejscowe grupy oazowe, Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży, czy koła parafialnych Caritas. Mimo wielu starań parafie nie są w stanie pomóc wszystkim pragnącym skorzystać z wakacyjnego wypoczynku na oazach, koloniach w formie wakacji z Bogiem, pielgrzymkach, czy innych wyjazdach. Istnieją parafie, które podejmują organizację półkolonii. Dzieci i młodzież mieszkają w domach swoich rodziców, a korzystają w ciągu dnia ze zorganizowanego czasu w świetlicach przy parafialnych lub innych domach. Otwiera to możliwości do poznawania historii małych Ojczyzn do spotkań z miejscowymi bohaterami. Piękne tradycje w tym zakresie tworzą np. parafia św. Józefa w Nisku, Narodzenia Najświętszej Maryi Panny w Jeżowem. Maria Cisek, katechetka i wychowawczyni w Zespole Szkół w Jeżowem - Centrum, mówi: - Przeprowadzona przez naszą parafię tego typu akcja cieszyła się ogromnym powodzeniem. Dzieci miały możliwość rozczytać chociażby lokalne nazwy jak „Kościelne Góry” - miejsce związane z pierwotną lokacją kościoła parafialnego, „Kurhany” - czyli cmentarzysko pochodzące ze schyłku neolitu lub wczesnej epoki brązu z ponad 20 nagrobnymi kopcami. Wielkim przeżyciem dla dzieci i młodzieży było odwiedzenie na parafialnym cmentarzu pięknego pomnika dedykowanego żołnierzom II wojny światowej i innym patriotom. Te działania dokonujące się w parafiach są poważną lekcją patriotyzmu za który Kościół bierze pełną odpowiedzialność, podejmuje się ich inspiracji, uważa je za godne i wysoko wartościowe. Jest to przejaw troski Kościoła w formowaniu postaw chrześcijańskiego humanizmu i zdrowego patriotyzmu. Warto zatem urlopowy i wakacyjny czas wykorzystać przez praktyczne studiowanie naszej historii, co nie zawsze wychodzi nam, gdy dla zapoznania się z nią siadamy przed opasłą książką.

Tagi:
turystyka pielgrzymka pamięć

Reklama

Gruzińskie marzenia

2019-07-10 09:40

Wojciech Dudkiewicz
Niedziela Ogólnopolska 28/2019, str. 36

Wybuch niezadowolenia społecznego, demonstracje i starcia z policją w Gruzji mają przyczyny głębsze, niż mogło to wynikać z przebiegu ostatnich wydarzeń

Wojciech Dudkiewicz

To nie mogło się skończyć inaczej. Siergiej Gawriłow, rosyjski deputowany, zwolennik rozbioru Gruzji, w parlamencie w Tbilisi przemawia po rosyjsku, z miejsca przewodniczącego parlamentu... Czy była to prowokacja, czy niedopatrzenie – nie da się jeszcze dziś jednoznacznie rozstrzygnąć.

Tak czy inaczej, rozpoczęły się wielodniowe demonstracje w Tbilisi. Już pierwszego dnia wobec brutalnej postawy policji rannych zostało kilkaset osób, w kolejnych dniach wciąż ich przybywało. Gdy demonstranci chcieli wtargnąć do budynku parlamentu, policja stanęła im na drodze. A rosyjska delegacja po cichu opuściła parlament.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Francja: pogrzeb Vincenta Lamberta

2019-07-13 17:38

pb (KAI/lefigaro.fr) / Longwy

W Longwy w północno-wschodniej Francji odbył się pogrzeb Vincenta Lamberta. Uroczystość miała charakter prywatny i wzięli w niej udział zarówno ci członkowie jego rodziny, którzy opowiadali się za odłączeniem go od aparatury karmiącej go i nawadniającej, jak i ci, którzy byli temu przeciwni.

42-letni mężczyzna, który po wypadku w 2008 r. był sparaliżowany, żył przez 11 lat w stanie minimalnej świadomości. Na wniosek żony i lekarzy, wbrew prośbom rodziców, którzy chcieli go przenieść do ośrodka opieki, francuski wymiar sprawiedliwości wydał zgodę na jego uśmiercenie. Zmarł 11 lipca, dziewięć dni po tym, jak został odłączony od sztucznego nawodnienia i odżywiania.

W piątek 12 lipca, na wniosek prokuratury, która wszczęła śledztwo w sprawie przyczyny śmierci Lamberta, dokonano autopsji zwłok zmarłego. Jej wyniki mają być podane do wiadomości. Wieczorem ciało Lamberta przekazano jego żonie Rachel.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Czemu nie uwierzyć w siebie?

2019-07-15 21:42

Anna Majowicz

O przyczajonych tygrysach, dwóch stronach medalu i mocnej relacji z Bogiem – Sylwia Jaśkowiec poruszyła serca uczestników 26. Salwatoriańskiego Forum Młodych w Dobroszycach.

Anna Majowicz
Sylwia Jaśkowiec

- Od szkolnych lat uprawiam sport, a moją wiodącą dyscypliną są biegi narciarskie. W 2010 roku pojechałam na swoje pierwsze Zimowe Igrzyska Olimpijskie do Vancouver. One otworzyły mi drzwi do świata sportu. Miałam potencjał, ludzie mówili o dużym talencie, uzyskiwałam dobre wyniki sportowe. I nagle w moim życiu wydarzyło się coś niesamowitego. Po powrocie z sezonu zimowego do akademika w Katowicach, gdzie studiowałam na Akademii Wychowania Fizycznego, przydzielono mi pokój z dziewczynami, które na co dzień formowały się we Wspólnocie Przymierza Rodzin ,,Mamre”. Dziewczyny namówiły mnie na wyjazd na Mszę św. o uzdrowienie do Częstochowy. I tu muszę wspomnieć, że po powrocie z igrzysk miałam dobry moment sportowy, ale psychicznie czułam, że coś się kończyło, bo dążyłam do tego, aby zakończyć współpracę z trenerem, z którym bardzo dużo osiągnęłam. Wiedziałam, że nasza dalsza współpraca nie podniesie mojego sportowego poziomu, że mnie nie rozwinie. Człowiek miał w sobie ogromne sportowe ambicje, a przede wszystkim marzył nie tylko o igrzyskach, ale i o medalu mistrzostw świata i medalu olimpijskim. Te moje marzenia powodowały, że muszę iść dalej, wziąć sprawy w swoje ręce. Na tej Mszy św. stało się coś niesamowitego - pierwszy raz w życiu doświadczyłam żywego Pana Boga. Ten żywy Bóg powiedział mi ostre słowa.

Mała retrospekcja z dzieciństwa. W mojej rodzinie nie działo się dobrze. Nie doświadczyłam ojcowskiej miłości, tata nadużywał alkoholu. Moje serce było podziurawione, poranione, a braki miłości odcisnęły na mnie piętno. Byłam pogubiona, wrażliwa i nie potrafiłam poradzić sobie z emocjami. Dzisiaj mówimy o tym, czemu nie uwierzyć w siebie? Ja tej pewności siebie, wysokiej samooceny i poczucia własnej wartości nie zdobyłam w domu. Ale dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych. Bóg dał mi sport jako narzędzie, w którym rozpoczęłam budowanie swojej samooceny.

Mój sportowy potencjał objawił się we wczesnych latach szkoły podstawowej. Chwała Bogu za człowieka, którego postawił na mej drodze – wuefistę Stanisława Gubałę. To był człowiek ogromnej pasji, ogromnego serca, a przede wszystkim ogromnej miłości. Od pierwszych zawodów do kolejnych okazało się, że jestem dobrą biegaczką i potrafię dobrze grać w zespołach drużynowych. Moje serce podbiły biegi narciarskie. Ten sport faktycznie dawał mi poczucie spełnienia, ale przede wszystkim motywował mnie do tego, że jest to moja szansa w życiu na bycie kimś, żeby uwierzyć w siebie, swoje możliwości i na wydobycie z siebie tego, co we mnie najlepsze. Wymagało to ode mnie ciężkiej pracy, wytrwałości, niezłomności, częstych upadków, ale i powstawania z tych upadków. Sport stał się dla mnie najważniejszą rzeczą w życiu. Niestety, przez emocjonalne braki w miłości rzuciłam się całkowicie w wir pracy. To był mój mechanizm obronny. To było kosztem wielu wyrzeczeń, ale i też niestety kosztem niezdrowej ambicji sportowej. Doszłam do poziomu, gdzie zaczęłam gardzić słabszymi ode mnie. Wygrywałam z rówieśnikami z dużą przewagą, co powodowało, że rosła we mnie wartość samej siebie. Wiedziałam, że dochodzę do tego własną pracą, własną siłą, własnym psychicznym zaangażowaniem, upartością i niezłomnością. Jak możecie zauważyć nie było w tym wszystkim Boga, bo byłam ja. Moje budowanie wartości opierało się tylko i wyłącznie na tym, że to jest efekt mojej ciężkiej pracy. To było coś, co później Pan Bóg w sposób sobie właściwy wyciągnął, uświadomił mi, że moje serce było przepełnione pychą i egoizmem.

Kiedy dochodzi się do szczytu sportu wyczynowego, kiedy startuje się w mistrzostwach świata i igrzyskach olimpijskich, to ma się świadomość, że jest się obserwowanym, ale i ty cały czas obserwujesz to, jak wygląda konkurencja, jaki poziom prezentuje, jak się odżywia, itd. Cały czas byliśmy jak takie przyczajone tygrysy, obserwujące się nawzajem. To prowadziło do skrajności. Bo w sporcie niestety występuje doping, anoreksja, bulimia – tylko dlatego, by być doskonałym w tym co się robi. To ciemne strony sportu, ale tak to już jest w życiu, że są dwie strony medalu. Wybór należy do nas. Ja niestety, w tym pierwszym okresie dążenia do perfekcji wycięłam z życia Pana Boga.

Punktem zwrotnym w moim życiu był wyjazd do Częstochowy. Pojechałam na Mszę św. i moje serce zostało zalane Bożą miłością. Usłyszałam, że może nie było ze mną ziemskiego ojca, ale Pan Bóg był cały czas obecny w moim życiu, że Jego obecność była nieustanna i On się cały czas o mnie troszczył. Usłyszałam od Boga, że wszyscy mogą o mnie zapomnieć, ale nie On, bo oddał za mnie życie na krzyżu.

Przyjęłam do swojego życia Pana i Zbawiciela i to jest cudowne. To był najważniejszy wybór w moim życiu. Wybór, który obrócił moje życie do góry nogami!

Posłuchaj całego wystąpienia:

https://drive.google.com/file/d/1Q333Es_IerOrY9adtMYx4V-A89ww6hMN/view?usp=sharing

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem