Reklama

Tajemnice Powstania Warszawskiego

2013-08-07 14:15

Z Katarzyną Utracką rozmawia Wojciech Dudkiewicz
Edycja warszawska 32/2013, str. 5, 8

Marcin Żegliński

WOJCIECH DUDKIEWICZ: - Czy wiemy już wszystko o Powstaniu? Czy są jeszcze takie jego tajemnice, które będzie lub nie będzie można nigdy rozwiązać?

KATARZYNA UTRACKA: - Jest jeszcze wiele spraw nie rozstrzygniętych, nie opracowanych, nie zbadanych, albo wymagających weryfikacji, czy ponownego zbadania. A przyczyna jest dość oczywista: czasy PRL nie sprzyjały badaniu Powstania. Kilkadziesiąt lat po jego wybuchu i upadku, które mogły być spożytkowane na badania, zostało bezpowrotnie straconych. Poumierali ludzie, zginęły dokumenty itd. Sprawy były wtedy nie tylko przemilczane, ale także wykoślawiane. Te aspekty, które - mimo wszystko - doczekały się opracowań, miały ideologiczne konotacje. Musiały pasować do oficjalnego postrzegania Powstania.

- Wiele jeszcze pracy przed historykami?

- Tak i to pracy wszechstronnej, opartej na dogłębnych kwerendach archiwów polskich, niemieckich i rosyjskich. Takie badania jeszcze przed nami. Szczególnie utrudniony jest dostęp do archiwów rosyjskich. Bazujemy często na pracach historyków, robionych niejako przy okazji. Natomiast do dogłębnego zbadania tych archiwów jeszcze daleko.

- Wśród tajemnic Powstania z pewnością jest to, kiedy Niemcy dowiedzieli się, że Powstanie wybuchnie. Są na ten temat różne opowieści.

- Niemcy oczywiście wiedzieli, że coś się szykuje. Przecież mieli swoich agentów, wtyczki. Wywiad, kontrwywiad niemiecki działał bardzo sprawnie. Informacje, że szykuje się coś większego, docierały do nich. Ale nie wiedzieli, co dokładnie się szykuje i jakie rozmiary to przyjmie. Gdy 1 sierpnia zobaczyli wzmożony ruch na ulicach Warszawy - pierwsze potyczki, miały miejsce długo przed godziną W - chociażby na Żoliborzu już przed godz. 14, potem w Śródmieściu, na Woli - więc szybko się zorientowali, co się święci. I efektu zaskoczenia nie było. Dowództwo AK uważało, że godz. 17 to czas wzmożonego ruchu na ulicach, dlatego działania powstańców umkną uwadze Niemców. Okazało się inaczej. Wielu warszawiaków wracało właśnie z pracy, wielu nie miało pojęcia o Powstaniu. Najpewniej, gdyby wybuchło np. nad ranem, efekt zaskoczenia byłby większy.

- Już pierwszego dnia Powstania część - ok. jednej czwartej powstańców wycofało się z Warszawy. Decyzje podejmowali - według niektórych relacji - dowódcy oddziałów. To przez lata budziło kontrowersję. Czy to jest zagadka dla historyków?

- To nie była samodzielna decyzja dowódców oddziałów - choć także nie dowódcy powstania, płk. Antoniego Chruściela „Montera” - lecz dowództwa obwodów. Oddziały z Ochoty, Żoliborza, części Mokotowa, wyszły na rozkaz komendantów obwodów. Chcieli przegrupować swoje siły, dozbroić się w broń, amunicję ze zrzutów i wrócić do Warszawy. Temat został niedawno na nowo podjęty, ale nie jest to wielka tajemnica. W każdej publikacji na temat Powstania ta sprawa jest poruszana.

- Kolejna kontrowersja jest taka, że dowódca AK gen. Tadeusz Bór-Komorowski chciał kończyć Powstanie już w chwilę po jego wybuchu.

- Nie ma tu większej kontrowersji, bo w związku z tym, że powstanie miało trwać kilka dni - dokładnie dwa-trzy dni, góra tydzień - nikt nie spodziewał się, że potrwa aż tak długo. Dłuższe trwanie walk dla wszystkich było zaskoczeniem - i dla żołnierzy i dla cywilów, ale także dla dowódców. Udało się zdobyć jakieś pojedyncze obiekty, sporą część Śródmieścia, Starówki, ale obiekty strategiczne, jak lotniska, dworce, mosty, to wszystko zostało w rękach nieprzyjaciela. To decydowało o niepowodzeniu Powstania. Dowódcy już w pierwszych dniach wiedzieli, że los Pwstania został przesądzony już na początku. Myślano o kapitulacji, ale wciąż była nadzieja na pomoc Zachodu, czy Armii Sowieckiej, która stanęła pod Warszawą. A o dalszym trwaniu Powstania zadecydowała postawa ludności cywilnej, jej wielkie poparcie, niemalże euforia z nagle wybuchającej wolności. Rozmowy na temat kapitulacji trwały już od początku września. Zerwano je, gdy ruszyła ofensywa Armii Sowieckiej.

- Czy pojawiają się nowe dokumenty, które mogą pomóc w rozwiązaniu zagadek Powstania Warszawskiego?

- Wbrew pozorom dokumentów dotyczących Powstania Warszawskiego, a niekoniecznie dobrze zbadanych, zachowało się sporo i historycy wciąż mają nad czym pracować. Pojawiają się też nowe dokumenty. Kilka lat temu do Muzeum Powstania Warszawskiego trafiła tzw. skrytka z ul. Filtrowej - gdzie była ostatnia siedziba dowódcy Powstania. W czasie remontu przy ul. Filtrowej znaleziono archiwum komendy okręgu. Dokumenty są co prawda sprzed Powstania, ale sporo mówią o przygotowaniach do niego. Rzucają nowe światło na organizację konspiracji warszawskiej.

- Wiemy, kim był przeciętny powstaniec? Pamiętamy zdjęcia kilkunastoletnich małych chłopców w wielkich hełmach.

- Taki bywa stereotyp powstańca. Opracowujemy biogramy powstańców - zamierzamy, we współpracy z IPN, wydać wielki słownik powstańców - dlatego wiemy, że to nie byli tylko mali chłopcy. Średnia wieku powstańca to 20-21 lat. Oczywiście byli też młodsi, ale sporo było powstańców w sile wieku. Nie zawsze byli przy tym warszawiakami. Sporo było ludności napływowej, uciekinierów, m.in. z Wielkopolski, którzy tu ukrywali się, a w sierpniu 1944 r. chwycili za broń.

- Co jest największą, niezbadaną tajemnicą Powstania?

- Może nie tyle największa tajemnicą, ale najbardziej zaniedbanym tematem wydaje się ludność cywilna. Życie codzienne warszawiaków, którzy byli ogarnięci powstaniem i musieli się jakoś w tym znaleźć, jest nieopisane. Każdego dnia walczyli o przetrwanie. Gdy rozmawiałam z powstańcami, wielu z nich podkreślało, że to mieszkańcy Warszawy, ludność cywilna, są prawdziwymi bohaterami tamtych wydarzeń. Bo oni, powstańcy, mieli co jeść, gdzie spać. Ten temat wymaga zbadania.

- Nie ma publikacji na ten temat?

- Jedna książeczka brytyjskiej historyk Joanny Hanson, sprzed kilkudziesięciu lat, nie czyni wiosny. Gromadzimy ankiety, zbieramy materiały nie tylko o powstańcach, ale także o cywilach. Chodzi nam szczególnie np. o tych, którzy zginęli w rzezi na Woli, gdzie w parę dni zamordowano 40 tys. ludzi. Mordowano kobiety, starców, dzieci, niemowlęta. Prowadzimy kwerendy w tej sprawie. Dobrze byłoby uczcić, a choćby zawołać po imieniu, przywrócić ich pamięć, bo często nie mają nawet swoich nagrobków.

Tagi:
historia Warszawa powstanie

Zapomniana rocznica

2019-06-17 13:27

Jan Żaryn
Niedziela Ogólnopolska 25/2019, str. 31

Utrata przez Niemcy i Rosję ziem odebranych nam przed ponad stu laty stanowiła akt sprawiedliwości, a nie zaboru

Artur Stelmasiak
Prof. Jan Żaryn jest senatorem z klubu parlamentarnego PiS

Powód, dla którego zapomnimy o tej rocznicy, jest dwojaki. Po pierwsze, w polskiej narracji historycznej pokój wersalski nie jest doceniany, gdyż nie brał w nim udziału Józef Piłsudski. Jesteśmy przekonani, że jedynie walką zbrojną wykuwaliśmy granice Polski Odrodzonej. A to oczywista nieprawda. Drugi powód jest bardziej współczesny i polityczny zarazem. Mimo że nieczęsto omija się 100. rocznicę ważnego wydarzenia historycznego, tym razem także najwięksi europejscy gracze nie chcą przypominać o tym, co się stało po zakończeniu I wojny światowej. Już przyjazd Angeli Merkel na obchody rocznicy desantu w Normandii w 1944 r., a tym bardziej wypowiedziane przez nią słowa stanowiły zaskakującą mieszaninę wybuchową, ocierającą się o śmieszność i groteskę. Pani kanclerz stwierdziła bowiem, że dzięki aliantom Niemcy zostały wyzwolone od nazistów. Pokój wersalski jest jeszcze trudniejszy do skonsumowania w 2019 r. Zapytałem ambasadora Francji w Polsce, czy gospodarz konferencji z 1919 r. przygotowuje się do obchodów 100. rocznicy, a także czy wobec obecnej przyjaźni z Niemcami traktat wersalski taktowniej jest przemilczeć. I usłyszałem odpowiedź, że istotnie Francja nie będzie specjalnie uroczyście obchodzić 100. rocznicy traktatu wersalskiego, podpisanego w Sali Lustrzanej pałacu królewskiego – tego samego, który był świadkiem w 1871 r. sromotnej klęski wielkiej Francji. Pamiętam, że ambasador użył sformułowania: „kontrowersyjny pokój”.

I przypomniałem sobie wtedy spotkanie na Westerplatte 1 września 2009 r., kiedy to Władimir Putin w obecności polskiego prezydenta, śp. Lecha Kaczyńskiego, raczył go kontestować – adresując te zdania do obecnej w tym miejscu także kanclerz Niemiec Angeli Merkel – i mówić, że pokój wersalski był nie tylko kontrowersyjny, ale i niesprawiedliwy. Podkreślał jego tymczasowość i „koślawość”, a nie zamierzał przypomnieć, że traktat ten był wynikiem powrotu normalności. Śmiał to powiedzieć przy polskim prezydencie, gospodarzu spotkania. I pewnie Czytelnicy „Niedzieli” pamiętają, że Lech Kaczyński zmienił wówczas treść swego wystąpienia, by jednoznacznie przeciąć te niemiecko-rosyjskie umizgi dokonywane w tym miejscu – na Westerplatte! Tak, trzeba przypominać: Polska Odrodzona po 123 latach ponownie weszła na trwałe na mapę polityczną Europy w wyniku sprawiedliwości, którą była porażka w I wojnie światowej wszystkich trzech państw zaborczych, co zostało usankcjonowane i potwierdzone pokojem wersalskim. Utrata przez Niemcy i Rosję ziem odebranych nam przed ponad stu laty stanowiła akt sprawiedliwości, a nie zaboru. Nie ma powrotów do żadnej „macierzy”! I trzeba przypominać, że to właśnie Polska – obok dwudziestu kilku innych państw świata – tam, w Wersalu, współstanowiła pokój, mimo iż jeszcze niedawno nie było jej na mapach świata. Jej delegaci, Roman Dmowski i Ignacy Jan Paderewski, w imieniu Polski podpisali się pod traktatem. A było to 28 czerwca 1919 r., prawie sto lat temu. Może jeszcze zdążymy, może nie zapomnimy o tej rocznicy. Na przekór wszystkim, którzy chcą w milczeniu kontynuować europejskie umizgi.

* * *

Jan Żaryn
Redaktor naczelny „wSieci Historii”, historyk, wykładowca INH UKSW, publicysta i działacz społeczny, m.in. prezes SPJN, członek Komitetu dla Upamiętnienia Polaków Ratujących Żydów, senator RP

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jak doszło do ustanowienia święta Bożego Ciała?

wikipedia.org
Orvieto, katedra pw. Najświętszej Maryi Panny

W dzisiejszej Belgii, w Mont-Cornillion niedaleko Liege (ówczesne Leodium), młoda zakonnica augustiańska Julianna otrzymała w latach 1209-11 objawienia, podczas których Pan Jezus prosił o ustanowienie święta Bożego Ciała. Zwierzyła się z nich swemu spowiednikowi. Ten jednak zareagował stwierdzeniem: – Po co nowe święto? Ustanowienie Najświętszego Sakramentu obchodzi się uroczyście w Wielki Czwartek, a Eucharystia czczona jest codziennie w odprawianych Mszach św.
Po dwudziestu latach, kiedy Julianna została przełożoną klasztoru, ponownie przekazała tę prośbę archidiakonowi katedry w Liege – Jakubowi. Za jego namową miejscowy biskup Robert w roku 1246 ustanowił święto Bożego Ciała dla swej diecezji. Dekret biskupa wywołał zastrzeżenia miejscowego duchowieństwa, gdyż wielu nie podobała się ta nowa pobożność. Dlatego jego następca uroczystość zniósł. Archidiakon Jakub odwołał się jednak do przebywającego wówczas na tych terenach legata papieskiego, dominikanina Hugona z Saint-Cher. Ten nie tylko pochwalił pomysł, ale polecił (1253) wprowadzenie święta w diecezjach podległych jego jurysdykcji.
Opatrzność sprawiła, że archidiakon Jakub z Liege został w roku 1261 wybrany papieżem. Jako Urban IV rządził Kościołem zaledwie 3 lata, ale pod koniec pontyfikatu, 11 sierpnia 1264 r., bullą „Transiturus” polecił obchodzić święto Bożego Ciała w całym Kościele. Do podjęcia tej decyzji przyczyniła się wieść o cudzie, jaki zdarzył się w roku 1262 w miejscowości Bolsena, położonej 100 km na północ od Rzymu, w sanktuarium św. Krystyny, kiedy przez nieostrożność kapłana kilkanaście konsekrowanych kropli wylało się na korporał i zamieniło w krew, która pozostawiła na nim ślady. W 1264 r. przeniesiono skrwawiony korporał w uroczystej procesji z sanktuarium w Bolsenie do kaplicy w katedrze w odległym o 20 km mieście Orvieto (w tym okresie rezydował tam przez kilka lat papież).
Korporał można dziś oglądać w relikwiarzu w kaplicy katedry w Orvieto. W uroczystość Bożego Ciała ulicami tego miasteczka przechodzi procesja, w której bierze udział kilkuset mieszkańców w strojach z XIII wieku, co stanowi również niezwykłą atrakcję turystyczną.
Św. Tomasz z Akwinu napisał na tę okoliczność piękne teksty: tzw. oficja mszalne i brewiarzowe. Stanowią one wspaniały pomnik – zarówno teologiczny, jak i poetycki – kultu eucharystycznego, jak ożywiał ludzi tamtej epoki. Opowiadano, że papież Urban IV polecił ułożenie tych oficjów jednocześnie dominikaninowi Tomaszowi z Akwinu oraz uczonemu franciszkaninowi Bonawenturze, aby mógł wybrać najpiękniejsze z nich. Kiedy w obliczu papieskiego dworu jako pierwszy zaczął czytać swój tekst św. Tomasz, Bonawentura słuchał zachwycony i w miarę czytania ukradkiem darł swój rękopis na drobne kawałki. Gdy papież poprosił go o zaprezentowanie jego tekstu, wskazał na podarte szczątki i oświadczył, że nie czuje się na siłach współzawodniczyć z Tomaszem.
Śmierć Urbana IV (+1264) przeszkodziła ogłoszeniu papieskiego dekretu. Wieść jednak o tej decyzji rozeszła się po Europie i tak np. już w latach 1270-79 urządzano okazałe procesje w Kolonii. Wprowadzały je i inne miasta. Nowa forma eucharystycznej pobożności zyskiwała coraz liczniejszych zwolenników. Dopiero jednak papież Jan XXII, 50 lat później, w roku 1317, ogłasza bullę Urbana IV.
Święto Bożego Ciała przyjmuje się szybko w całym Kościele. Na ulice miast Italii, Francji, Anglii, Hiszpanii, Niemiec, Polski wychodzą eucharystyczne procesje. Wkrótce w uroczystość Bożego Ciała mają one miejsce we wszystkich parafiach. Biorą w nich udział władze miejskie, wojsko, cechy rzemieślnicze, liczne bractwa ozdabia się domy, a ulice, po których ma przechodzić procesja, dekoruje się dywanami z kwiatów.
Tworzenie się tej nowej formy eucharystycznego kultu należy widzieć w kontekście zagrożeń nękających ówczesnych ludzi: epidemii i wojen. Procesje eucharystyczne wyrugują z czasem tak popularne przedtem procesje biczowników, które miały odwracać nieszczęścia.
W Polsce pierwsza z procesji Bożego Ciała przeszła ulicami Krakowa w roku 1320 i prawdopodobnie w tym samym roku lub niedługo potem podobne procesje urządzono w Gnieźnie, Poznaniu, Wrocławiu, Płocku. Ceremoniał katedry płockiej, pochodzący z XIV w., podaje pierwszy opis takiej procesji w Polsce.
W Rzymie przygotowano procesję Bożego Ciała po raz pierwszy w 1350 r. Od 1305 r. do 1377 r. papieże rezydują nie w Rzymie, lecz we Francji, w Awinionie. Rzym popada w ruinę, papiestwo przeżywa kryzys tzw. niewoli awiniońskiej. Jedynym znakiem jedności Kościoła w tych czasach zamętu, sporów i podziałów jest Eucharystia. W 1381 r. Bonifacy IX poleca wprowadzić święto Bożego Ciała wraz z procesją tam, gdzie nie było ono jeszcze obchodzone.
Wychodząc dziś na ulice z procesją, której centrum jest Najświętszy Sakrament, nie tylko pragniemy złożyć hołd Chrystusowi i ponowić oświadczenie naszej wierności Przymierzu, którego ten Sakrament jest przypomnieniem i aktualizacją, lecz pragniemy także wprowadzać Zmartwychwstałego w świat, który tak bardzo potrzebuje Jego oczyszczających, uzdrawiających mocy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Abp Gądecki: nie każdy odpowiada miłością na miłość Chrystusa

2019-06-20 14:05

ms / Poznań (KAI)

Obojętność, niewdzięczność, nienawiść do Boga, złorzeczenie czy profanacja – to przykłady grzechu przeciw miłości Bożej – mówił podczas procesji Bożego Ciała w Poznaniu abp Stanisław Gądecki. Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski wezwał do publicznego przebłagania Boga za popełnione ostatnio grzechy świętokradztwa.

Paweł Wysoki

Abp Gądecki wygłosił kazanie na zakończenie procesji eucharystycznej na placu katedralnym. „Dzisiejsza uroczystość wyraża radość całego Kościoła, który kontemplując i adorując Przenajświętszy Sakrament, uznaje, że jest w nim rzeczywiście i stale obecny Jezus, najwyższy i wieczny Kapłan” – mówił metropolita poznański do wiernych zgromadzonych przed ołtarzem z napisem: „Strzeżmy się tego, co nas rozdziela”.

Przewodniczący Episkopatu nawiązał do czytań biblijnych o Melchizedeku, wskazujących na ścisłe powiązanie Eucharystii z kapłaństwem Chrystusa, oraz do historii Mojżesza, którego posłannictwo zapowiadało dzieła Jezusa. Nawiązując do sceny rozmnożenia chleba, abp Gądecki zauważył, że Jezus „zachowuje się jak ojciec rodziny, rozpoczyna posiłek modlitwą błogosławieństwa, a następnie rozdziela pożywienie swojej rodzinie”.

„Jest to chwila głębokiej komunii; tłum zaspokojony pokarmem duchowym, może pożywić się następnie pokarmem cielesnym” – mówił abp Gądecki.

„Eucharystia jest dla każdego chrześcijanina niezbędnym pokarmem, którym się odżywiamy idąc przez pustynię tego świata, spustoszonego przez systemy ideologiczne i ekonomiczne, które nie wspierają życia, lecz je niszczą; idąc przez ten świat, w którym zamiast ducha służby i miłości panuje logika siły i posiadania; świat, w którym nierzadko tryumfuje kultura przemocy i śmierci” – podkreślił metropolita poznański.

Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski zauważył, że Jezus codziennie mówi współczesnemu Kościołowi: „Wy dajcie im jeść” i domaga się tego z uwagi na daną Kościołowi możliwość sprawowania Eucharystii, jednak „nie każdy na tę Miłość umie odpowiedzieć miłością”.

„Przeciw miłości Bożej można grzeszyć w różny sposób. Nienawiść do Boga zaprzecza Jego dobroci i usiłuje Mu złorzeczyć jako Temu, który potępia grzech i wymierza kary. Złorzeczenie polega na wypowiadaniu przeciw Bogu, Kościołowi Chrystusa, osobom lub rzeczom świętym – wewnętrznie lub zewnętrznie – słów nienawiści, wyrzutów, wyzwań, na braku szacunku względem Niego, na nadużywaniu imienia Bożego” ‒ mówił abp Gądecki. Metropolita poznański nawiązał do popełnionych ostatnio w Polsce grzechów świętokradztwa. „Profanacja, zbezczeszczenie, znieważenie zmierza do pozbawienia poświęconych rzeczy lub konsekrowanych miejsc ich wartości kultowej i traktowania ich bez należytego szacunku. Przykładem tego akty profanacji, które uderzają w sam Najświętszy Sakrament, w Jezusa i Jego Matkę. Wszędzie tam, gdzie to się dzieje, miejscom i przedmiotom sprofanowanym trzeba przywrócić pierwotny charakter sakralny poprzez specjalny obrzęd pokutny” – mówił abp Gądecki.

Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski poinformował, że w tym duchu we wszystkich kościołach w Polsce 23 czerwca po każdej Mszy św. odśpiewana zostanie suplikacja „Święty Boże…”. „Ta czynność pomoże nam wyraźniej usłyszeć pukanie miłości Zbawiciela do naszych serc. Eucharystyczny Jezus kołacze i prosi, abyśmy pozwolili Mu tam wejść nie tylko na jeden dzień, lecz na zawsze” – zauważył abp Gądecki.

Metropolita poznański podkreślił także społeczny wymiar Eucharystii. „W Kościele, ale i w społeczeństwie, słowem kluczowym winna być «solidarność». Solidarność, czyli oddanie do dyspozycji Boga tego, co posiadamy, naszych skromnych zdolności, bo tylko dzięki dzieleniu się, dzięki darowi, nasze życie stanie się płodne i przyniesie owoc” – mówił abp Gądecki.

Trasa centralnej procesji eucharystycznej miasta Poznania wiedzie od sanktuarium Bożego Ciała, historycznego miejsca pielgrzymowania królów Polski, przez centrum miasta do katedry poznańskiej. Na zakończenie procesji abp Gądecki przedstawił wiernym siedmiu nowo wyświęconych kapłanów archidiecezji poznańskiej.


Publikujemy pełen tekst kazania abp. Gądeckiego.

„Drodzy czciciele Eucharystii!

W uroczystość Bożego Ciała potwierdzamy z radością naszą wiarę w Eucharystię, w tajemnicę, która jest sercem Kościoła. Tajemnica eucharystyczna jest bowiem „darem, jaki Jezus Chrystus czyni z samego siebie, objawiając nam nieskończoną miłość Boga wobec każdego człowieka” (Sacramentum caritatis, 1). Dzisiejsza uroczystość wyraża zatem radość całego Kościoła, który kontemplując i adorując Przenajświętszy Sakrament, uznaje, że jest w nim rzeczywiście i stale obecny Jezus, najwyższy i wieczny Kapłan.

Mając przed oczyma treść dzisiejszych czytań liturgicznych, chciałby teraz powiedzieć kilka prostych słów o czterech sprawach związanych z dzisiejszą uroczystością: o Chrystusie nowym Melchizedeku, Chrystusie nowym Mojżeszu, o wymiarze sakramentalnym i wymiarze społecznym Eucharystii.

1. Nowy Melchizedek

Pierwsza sprawa to ścisłe powiązanie Eucharystii z kapłaństwem. Na tę więź kieruje naszą uwagę pierwsze z dzisiejszych czytań. Ten krótki fragment z Księgi Rodzaju (14,18-20) mówi nam o tym, iż Melchizedek, król Szalemu, „kapłan Boga Najwyższego”, „wyniósł chleb i wino” i „błogosławił Abrama”, który odniósł zwycięstwo w wojnie (Rdz 14,18-20).

Ewangelie w osobie Melchizedeka, króla i kapłana w jednej osobie, dopatrują się symbolu, zapowiedzi Chrystusa: „Tyś kapłanem na wieki na wzór Melchizedeka” (Ps 110 [109],4). Ta zapowiedź brzmi nad wyraz dziwnie, wiemy bowiem, że Jezusowi przypisywano w Nowym Testamencie wiele tytułów (Nauczyciel, Prorok, Syn Dawida, Mesjasz, Syn Człowieczy, Syn Boży, Pan), lecz Ewangelie nigdy nie nadały Jezusowi tytułu „kapłana”. Podobnie zresztą apostoł Paweł. On także nigdy nie nazwał Jezusa „kapłanem”. Według tradycji żydowskiej, Jezus nie mógł być w ogóle kapłanem, bo Jego rodzina nie należała do rodu kapłańskiego. On pochodził z plemienia Judy, a zatem – z punktu widzenia Prawa Mojżesza – droga do kapłaństwa była dla Jezusa zamknięta.

Trzeba było czekać wiele lat – aż do momentu napisania Listu do Hebrajczyków – aby pojawił się tytuł „kapłan” bądź „arcykapłan” przypisany osobie i misji Chrystusa: „Bracia święci „uczestnicy powołania niebieskiego, zwróćcie uwagę na Apostoła i Arcykapłana naszego wyznania, Jezusa” (Hbr 3,1). Dopiero wtedy Pan Jezus zostaje po raz pierwszy nazwany „najwyższym kapłanem”. Dlaczego autor tego Listu nadał Jezusowi ten tytuł, skoro Jezus nie należał do rodzin kapłańskich (Hbr 7,14)?

Stało się tak, ponieważ – według Listu do Hebrajczyków – Jezus nie odziedziczył kapłaństwa na drodze narodzin z ludzi, tak jak je dziedziczyli potomkowie Aarona. On kapłaństwo otrzymał bezpośrednio od Boga, swojego Ojca, od Tego, który rzekł do Niego: „Ty jesteś moim Synem, jam Cię dziś zrodził” (Hbr 5,5). To znaczy, że kapłaństwo Chrystusa nie było pochodzenia ludzkiego, ale – boskiego.

Drugą nowością kapłaństwa Jezusa jest jego wieczne trwanie. Autor Listu do Hebrajczyków – cytując Psalm 110,4 – mówi o Jezusie: „Ty jesteś kapłanem na wieki na wzór Melchizedeka” (Hbr 5,6). Melchizedek (Rdz 14,18) był „bez ojca, bez matki, bez rodowodu, nie [miał] początku dni, ani też końca życia” (Hbr 7,3). Dlatego autor Listu dostrzegł w nim symbol i zapowiedź wiecznego kapłaństwa Chrystusa. Podczas gdy kapłani świątyni jerozolimskiej umierali, Chrystus „ponieważ trwa na wieki, ma kapłaństwo nieprzemijające” (Hbr 7,24).

Trzecią nowością kapłańskiej tajemnicy Chrystusa jest fakt, że Jego kapłaństwo przewyższa w doskonałości i skuteczności każde inne ludzkie kapłaństwo. Ofiary składane w świątyni jerozolimskiej gwarantowały Hebrajczykom wyłącznie prawną czystość, ale nie były w stanie gładzić ich grzechów (Hbr 10,11). Natomiast Jezus „jedną [...] ofiarą udoskonalił na wieki tych, którzy są uświęcani” (Hbr 10,14). On ofiarował swoją własną osobę: „przez własną krew wszedł do Miejsca Świętego, zdobywszy dla nas wieczne odkupienie” (Hbr 9,12).

Czwartą nowością kapłaństwa Chrystusa jest Jego wywyższenie i wejście do chwały. „Sedno zaś wywodów stanowi prawda: takiego mamy arcykapłana, który zasiadł po prawicy tronu Majestatu w niebiosach, jako sługa świątyni i prawdziwego przybytku zbudowanego przez Pana, a nie przez człowieka” (Hbr 8,1-2). Zmartwychwstanie i wywyższenie Chrystusa sprawiło, że stał się On kapłanem, który może nieustannie „wstawiać się za nami przed obliczem Boga” (Hbr 9,24). Odtąd doskonały kult nie ma już miejsca na ziemi, w świątyni jerozolimskiej, ale w niebie. Nie jest to więc kapłaństwo według przepisów Prawa Mojżesza (Kpł 8-9), ale „według porządku Melchizedeka”, czyli uzależnione jedynie od szczególnej relacji Chrystusa z Bogiem.

2. Nowy Mojżesz

Druga sprawa to Jezus jako nowy Mojżesz. Dzisiejsza Ewangelia o rozmnożeniu chleba i ryb na pustyni ukazuje nam z kolei Jezusa jako nowego Mojżesza, który prowadzi lud przez pustynię i karmi zgłodniałych. Kiedyś Mojżesz wyprosił u Boga przepiórki i mannę, czyli mięso i chleb (Wj 16,13). Mojżesz wyprosił u Boga te dary „według liczby osób, które należą do jego namiotu” (czyli do jego rodziny – Wj 16,16). „Ten, który zebrał wiele, nie miał nic zbywającego, kto zaś za mało zebrał, nie miał żadnego braku – każdy zebrał według swych potrzeb” (Wj 16,18). Jezus znalazł się w podobnej do Mojżesza sytuacji. Przemawia do wielkiego tłumu. Jest obecny pośród ludzi, mówi do nich, jest o nich zatroskany, ukazuje im Boże miłosierdzie. A ludzie słuchają Go, bo Jezus mówi i działa w nowy sposób, w sposób autentyczny i konsekwentny. Mówi prawdę i postępuje w prawdzie. Daje nadzieję pochodzącą od Boga. Jest objawieniem Oblicza Boga będącego miłością (por. Papież Franciszek, Boże Ciało – 30.05.2013). Gdy na pustkowiu kończył się dzień Jego przepowiadania Dobrej Nowiny, przystąpiło do Niego Dwunastu ze zdawałoby się całkiem roztropną propozycją: „Odpraw tłum; niech idą do okolicznych wsi i zagród, gdzie znajdą schronienie i żywność; bo jesteśmy tu na pustkowiu”. Lecz On rzekł do nich: „Wy sami dajcie im jeść”. Skąd pochodzi to polecenie, jakie Jezus kieruje do swoich uczniów? Wynika ono przede wszystkim z powodu tłumu, który idąc za Jezusem, znajduje się daleko od miejsc zamieszkałych. Następnie z racji zatroskania uczniów, którzy proszą Jezusa, aby odprawił tłum, by mógł udać się do okolicznych wsi i tam znaleźć schronienie i żywność (Łk 9,12). Jednym słowem uczniowie zauważyli swoją bezradność wobec stojącego przed nimi problemu. Proponowane przez nich rozwiązanie brzmi: niech każdy radzi sobie sam.

Tymczasem rozwiązanie Jezusa idzie w innym kierunku: „Wy dajcie im jeść!” (Łk 9,13). Jezus nakazuje uczniom: „Każcie im rozsiąść się gromadami mniej więcej po pięćdziesięciu”. Uczynili tak i rozmieścili wszystkich (por. Wj 18,25-26).

W tym momencie Pan Jezus – podobnie jak kiedyś Mojżesz – dokonuje cudownego nakarmienia tłumów na pustkowiu. Zachowuje się jak ojciec rodziny, rozpoczyna posiłek modlitwą błogosławieństwa a następnie rozdziela pożywienie swojej rodzinie: „wziął te pięć chlebów i dwie ryby, spojrzał w niebo, odmówił błogosławieństwo i połamawszy chleby, dał je uczniom, uczniowie zaś tłumom”. Jest to chwila głębokiej komunii; tłum zaspokojony pokarmem duchowym, może pożywić się następnie pokarmem cielesnym. Później podobne gesty zostaną wykonane przez Jezusa podczas ustanowienia przez Niego Eucharystii (Łk 22,19).

Ale w tym cudzie Jezus okazuje się zarazem kim większym niż Mojżesz. On – korzystając z pośrednictwa uczniów – karmi tłumy hojniej niż Mojżesz, bo nie karmi ludzi „według ich potrzeb”, ale karmi ich „w obfitości”. Po jego uczcie pozostały jeszcze resztki: „Jedli i nasycili się wszyscy, i zebrano jeszcze dwanaście koszów ułomków, które im zostały” (Łk 9,17).

Pojawiające się w tej historii liczby (5 tysięcy ludzi, dwanaście koszy, grupy po pięćdziesiąt osób, pięć chlebów) mają za zadanie podkreślenie wyższości tego cudu w porównaniu z tym, co dokonało się we wcześniejszych czasach. Np. wtedy, gdy prorok Elizeusz nakarmił 100 ludzi przy pomocy 20 chlebów (2 Krl 4,42nn).

3. Wymiar sakramentalny

Trzecia sprawa to wymiar sakramentalny Eucharystii. W cudownym rozmnożenia chleba na pustyni możemy dopatrzeć się zapowiedzi Eucharystii. Pojawiające się na pustyni gesty Jezusa (z nastaniem wieczoru, usiedli; wziął chleb, spojrzał w niebo, pobłogosławił, połamał, dał uczniom) zapowiadają Jego przyszłe gesty podczas Ostatniej Wieczerzy (Mt 26,26). Ten cud zapowiada daleko cenniejszy dar, jakim będzie Jezus, Chleb życia wiecznego (J 10,10). Zrozumiał to Ewangelista Jan komentujący tę scenę: „Rzekł do nich Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Nie Mojżesz dał wam chleb z nieba, ale dopiero Ojciec mój da wam prawdziwy chleb z nieba. Albowiem chlebem Bożym jest Ten, który z nieba zstępuje i życie daje światu” (J 6,32-33).

„Ecce panis angelorum, factus cibus viatorum: vere panis filiorum Oto boski chleb aniołów, dla pielgrzymów wśród padołów, dla synowskich jeno stołów”.

„Jedli i nasycili się wszyscy”. Pragnieniem Zbawiciela jest to, by każdy człowiek spożywał Eucharystię, bo jest ona przeznaczona dla wszystkich. W święto Bożego Ciała – poprzez procesję i wspólnotową adorację Najświętszego Sakramentu – zwracamy uwagę na to, że Chrystus złożył siebie w ofierze za całą ludzkość (por. Benedykt XVI, Adorujemy Eucharystię, bo w niej jest obecne prawdziwe Ciało Jezusa).

Jak manna dla ludu Izraela, tak Eucharystia jest dla każdego chrześcijanina niezbędnym pokarmem, którym się odżywiamy idąc przez pustynię tego świata, spustoszonego przez systemy ideologiczne i ekonomiczne, które nie wspierają życia, lecz je niszczą. Idąc przez ten świat, w którym zamiast ducha służby i miłości panuje logika siły i posiadania; świat, w którym nierzadko tryumfuje kultura przemocy i śmierci. Ale Jezus wychodzi nam naprzeciw i daje nam pewność: „Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki” (por. J 6,51)”.

W tym wiecznym życiu uczestniczą już teraz ci wszyscy, którzy – z czystym sumieniem – biorą udział w uczcie eucharystycznej: „Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym” (J 6,54). Eucharystia zakłada więc wcześniejsze odpuszczenie grzechów. Św. Ambroży pisze: „I tak nikt nie otrzymuje pokarmu Chrystusa, jeśli uprzednio nie został uzdrowiony, a ci, którzy są przywołani na ucztę, wpierw są uzdrowieni samym powołaniem. Jeśli kto jest chromy, otrzymuje moc chodzenia, aby mógł przyjść; jeśli oczy jego są pozbawione światła, nie może wejść do domu Pańskiego, o ile nie otrzyma światła. Tak zachowany jest porządek tajemnicy: najpierw zostaje dane lekarstwo na rany przez odpuszczenie grzechów, a następnie stół Pański obfituje w pokarm…” (Ambroży, Wykład Ewangelii św. Łukasza 6,69-71).

Codziennie Jezus mówi współczesnemu Kościołowi: „Wy dajcie im jeść”. Domaga się tego z uwagi na daną Kościołowi możliwość sprawowania Eucharystii. My dzisiaj bierzemy do ręki drobny kawałek chleba i trochę wina, a Jezus czyni z tego Pokarm Wieczny; Chleb Nieskończony, Napój Bezgranicznej Miłości. Na Eucharystii wszyscy możemy nasycić się Miłością, czyli tym, czego najbardziej potrzebujemy.

Nie każdy jednak na tę Miłość umie odpowiedzieć miłością. Przeciw miłości Bożej można grzeszyć w różny sposób. Obojętność zaniedbuje lub odrzuca miłość Bożą; nie uznaje jej inicjatywy i neguje jej moc. Niewdzięczność pomija lub odrzuca uznanie miłości Bożej. Oziębłość jest zwlekaniem lub niedbałością w odwzajemnieniu się za miłość Bożą. Znużenie lub lenistwo duchowe posuwa się do odrzucenia radości pochodzącej od Boga i do odrazy wobec dobra Bożego. Nienawiść do Boga zaprzecza Jego dobroci i usiłuje Mu złorzeczyć jako Temu, który potępia grzech i wymierza kary (KKK, 2094). Złorzeczenie polega na wypowiadaniu przeciw Bogu, Kościołowi Chrystusa, osobom lub rzeczom świętym – wewnętrznie lub zewnętrznie – słów nienawiści, wyrzutów, wyzwań, na braku szacunku względem Niego, na nadużywaniu imienia Bożego (por. KKK, 2148).

Profanacja zaś, zbezczeszczenie, znieważenie zmierza do pozbawienia poświęconych rzeczy lub konsekrowanych miejsc ich wartości kultowej i traktowania ich bez należytego szacunku. Przykładem tego akty profanacji, które uderzają w sam Najświętszy Sakrament, w Jezusa i Jego Matkę. Wszędzie tam, gdzie to się dzieje, miejscom i przedmiotom sprofanowanym trzeba przywrócić pierwotny charakter sakralny poprzez specjalny obrzęd pokutny. W związku z tym chciałbym poinformować, że księża biskupi – zebrani na 383. Zgromadzeniu plenarnym Konferencji Episkopatu Polski – wzywają nas do publicznego przebłagania Boga za popełnione ostatnio grzechy świętokradztwa. Prosimy o to, by w najbliższą niedzielę – dnia 23 czerwca br. – we wszystkich kościołach i kaplicach w Polsce po każdej Mszy św. odśpiewać suplikację „Święty Boże…”.

Ta czynność pomoże nam wyraźniej usłyszeć pukanie Miłości Zbawiciela do naszych serc. Eucharystyczny Jezus kołacze i prosi, abyśmy pozwolili Mu tam wejść nie tylko na jeden dzień, lecz na zawsze. Przykład wzorowej odpowiedzi na tę prośbę Zbawiciela podaje ks. Ludwik Bielerzewski w swojej książce: Ksiądz nie zostaje nigdy sam. Dzieląc się przeżyciami z obozu koncentracyjnego pisze on, że w roku 1942 grupa polskich więźniów w liczbie ponad dwudziestu udała się z obozu do pracy w pobliskim miasteczku, w pobliżu Linzu w obecnej Górnej Austrii, eskortowana przez uzbrojonych esesmanów. W drodze napotkali jadącego na rowerze księdza z Wiatykiem do chorego. Wszyscy więźniowie, jak na komendę, uklękli na drodze. Nie skutkowały przekleństwa esesmanów, kopanie i bicie kolbami – wszyscy klęczeli wytrwale. Na ten widok ksiądz zszedł z roweru i pobłogosławił klęczących Najświętszym Sakramentem. Kiedy oddalił się, więźniowie podnieśli się z klęczek i ruszyli do swojej pracy. Powróciwszy od chorego, ksiądz, a był nim miejscowy proboszcz, pod wrażeniem tego spotkania z więźniami, opisał je w kronice parafialnej. Zakończył słowami: „Naród, który ma tak żywą wiarę, nie może zginąć. I dodał: „Jeszcze Polska nie zginęła”. Opis tego wydarzenia jeszcze dziś można przeczytać w kronice tej parafii.

4. Wymiar społeczny

Czwarta sprawa to wymiar społeczny Eucharystii. Cud rozmnożenia chleba na pustyni ma nie tylko sakramentalny aspekt, on posiada także swój wymiar społeczny. Dzięki rozmnożeniu chleba, Zbawiciel przypomina nam o tym, że Bóg rozumie potrzeby człowieka i troszczy się o niego. Przypomina nam o czułości i troskliwości Boga o każdego człowieka, szczególnie o strapionego i udręczonego życiem.

Do takiej troskliwości o człowieka Jezus nieustannie zachęca swoich uczniów: „Wy dajcie im jeść”. Dzięki Eucharystii pozwala nam kroczyć Jego drogą; drogą służby, dzielenia się, daru. To niewiele, co posiadamy, kim jesteśmy – jeśli jest dzielone z innymi – staje się bogactwem, ponieważ moc Boża, która jest mocą miłości, zstępuje w nasze ubóstwo, aby je przekształcić i przemienić. To wydarzenie uczy nas tego, że w Kościele, ale i w społeczeństwie słowem kluczowym winna być „solidarność”. Solidarność, czyli oddanie do dyspozycji Boga tego, co posiadamy, naszych skromnych zdolności, bo tylko dzięki dzieleniu się, dzięki darowi nasze życie stanie się płodne i przyniesie owoc.

Słowami „Wy dajcie im jeść” Jezus ustanowił uczniów bliskimi współpracownikami swojej mesjańskiej działalności; zachęcił do troski o potrzeby bliźnich. Uświadomił nam, że w byciu apostołem nie chodzi tylko o słowa, ale również o czyn. Ewangelia głoszona bez potwierdzenia czynami jest odbierana bowiem jako nieprawdziwa. Dlatego zasada, którą dziś nazywamy zasadą solidarności, jawi się jako jedna z podstawowych zasad chrześcijańskiej organizacji społecznej i politycznej. Tę zasadę Leon XIII nazywał wcześniej „przyjaźnią”, papież Pius XI – „miłością społeczną”, a Paweł VI – „cywilizacją miłości” (por. Centesimus annus, 10).

Zarówno aspekt sakramentalny jak i aspekt społeczny są dziełem kapłaństwa Chrystusa, które Kościół odziedziczył i kontynuuje w historii w dwojakiej formie — powszechnego kapłaństwa ochrzczonych i kapłaństwa służebnego szafarzy, aby przemieniać świat Bożą miłością (por. Benedykt XVI, Adorujemy Eucharystię, bo w niej jest obecne prawdziwe Ciało Jezusa).

Nie zapominajmy o tym w czasie Poznańskiej Pieszej Pielgrzymki na Jasną Górę, która wyrusza z naszej katedry w sobotę dnia 6 lipca.

„Oto stoję u drzwi i kołaczę: jeśli ktoś posłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze Mną” (Ap 3,20). Amen”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem