Reklama

Europejskie wojowanie z łupkami

2013-10-08 12:26


Niedziela Ogólnopolska 41/2013, str. 38-39

Dominik Różański

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Już dość dawno skończyła się w Polsce euforia w związku z gazem łupkowym, który dawał nadzieję – o czym dość zgodnie przekonywali politycy – na rozwiązanie czekających nas problemów energetycznych. Teraz nad Wisłą panuje na ten temat polityczna cisza, błogi spokój, natomiast na forum UE ponoć coraz wyraźniej uaktywniają się przeciwnicy eksploatacji gazu z łupków. Czy dążą do zablokowania tego źródła energii?

KONRAD SZYMAŃSKI: – Unia Europejska nie może tego zrobić, ponieważ to państwa członkowskie mają pełne prawo do tego, żeby wybierać sobie źródło energii, co jest jednoznacznie zapisane w traktatach europejskich. Natomiast prawdą jest, że Unia ma szerokie kompetencje, gdy chodzi o kształtowanie kontekstu inwestycyjnego dla tego lub innego źródła energii.

– Może zatem bardzo skutecznie utrudniać ich eksploatację, a nawet blokować...

– Raczej tylko utrudniać, np. inwestycje w węgiel są dziś w Europie dość trudne z uwagi na parapodatkowe obciążenia związane z polityką klimatyczną. I jest też wielu polityków, którzy chcieliby utrudnić inwestycje w niekonwencjonalną ropę i gaz; obciążyć te inwestycje takimi ciężarami administracyjnymi, a tym samym i finansowymi, że może się okazać, iż będą one nierentowne.

– Jakie intencje, jakie interesy przyświecają tym politykom?

– Mamy tu do czynienia z różnorakimi interesami. Rozważając sprawę z ekonomicznego punktu widzenia, wydaje się, że najbardziej aktywnie występują zwolennicy energii ze źródeł odnawialnych, którzy sądzą, iż gaz może wyhamować promowany dziś w Europie proces przechodzenia od paliw kopalnych do odnawialnych źródeł energii.

– Czy chodzi im wyłącznie o tzw. czystą energię?

– Tak by się mogło wydawać. Zwolennicy tzw. odnawialnych źródeł nie biorą jednak pod uwagę tego, że pozyskana z nich energia jest bardzo niestabilna z uwagi na trudne do przewidzenia warunki przyrodniczo-pogodowe. Wprowadzenie tych źródeł do systemu energetycznego jakiegokolwiek państwa członkowskiego UE wiąże się z koniecznością posiadania wsparcia, które może przyjść tylko poprzez pomocnicze zastosowanie turbin gazowych, które są najbardziej elastyczne (można je szybko włączać i wyłączać). A zatem postawienie na same źródła odnawialne może destablizować europejską energetykę. Tak więc to dzisiejsze europejskie wojowanie z gazem na rzecz odnawialnych źródeł wydaje się być wyjątkowo nietrafione.

– Wciąż słyszymy też ostrzeżenia, że wydobywanie gazu z łupków to spore zagrożenie dla środowiska, a więc lepszy jest gaz płynący z daleka wielkimi rurociągami... Naprawdę chodzi o ekologię czy raczej o zachowanie monopolu wielkiego dostawcy, rosyjskiego Gazpromu?

– W celu zahamowania zmian na rynku bardzo często wykorzystuje się preteksty natury środowiskowej. To oczywiste, że ci, którzy dzisiaj niemal niepodzielnie korzystają z rynku gazowego, w ogóle nie są zainteresowani rozwojem źródeł niekonwencjonalnych. Dla Gazpromu, największego dostawcy gazu do Europy Środkowej, pojawienie się nawet małej ilości zasobów własnych w którymkolwiek z państw tego regionu oznacza ograniczenie rynku i straty. Zrozumiałe więc, że ten potentat bardzo się tym niepokoi.

– A zatem uważa Pan, że zapowiadane w UE kolejne proekologiczne ograniczenia wydobycia gazu łupkowego z punktu widzenia ochrony środowiska nie są konieczne?

– Uważam, że coraz bardziej stają się one pretekstami do załatwiania spraw mających niewiele wspólnego z ekologią. W UE mamy już przecież bardzo wyśrubowane standardy ochrony środowiska – ochrony jakości wody, gleby, powietrza, ochrony przed hałasem (mające zastosowanie właśnie przy eksploatacji gazu z łupków). Szukanie zmian, zaostrzanie tych przepisów służy dziś tylko zwalczaniu branży gazu i ropy niekonwencjonalnej.

– Dochodzą nas głosy, że Komisja Europejska dąży do przeforsowania nowych niekorzystnych przepisów, które mogą bardzo mocno uderzyć w polski raczkujący przemysł łupkowy.

– Wydaje się, że w większym stopniu dąży do tego Parlament Europejski... Komisja zaproponowała nowe przepisy w zakresie oceny oddziaływania środowiskowego, a Parlament próbuje je zaostrzyć poprzez wprowadzenie nowych wymagań, nowych obciążeń administracyjno-finansowych, które przyniosą nie tylko konsekwencje w postaci kosztów, ale też mogą w bardzo istotny sposób spowolnić inwestycje. A inwestycje w gaz niekonwencjonalny wymagają wyjątkowo przyjaznego kontekstu administracyjnego, w przeciwnym razie będą bardzo mocno drożały.

– Aż staną się niemożliwe? O to właśnie chodzi?

– Rzeczywiście, tutaj bardzo wyraźnie widać intencje wielu polityków, którym nie chodzi o ochronę środowiska, ale o utrudnienie życia inwestorom, którzy chcą w Europie szukać gazu i ropy ze źródeł niekonwencjonalnych.

– Jak dużą siłą przebicia w Parlamencie Europejskim dysponują przeciwnicy gazu łupkowego?

– Mamy w tej sprawie bardzo głęboki podział – prawie pół na pół i nie jest jasne, kto na dziś ma większość. Podobny podział występuje w Radzie UE. Z tego wynika, że Polska nie jest jedynym krajem, który oponuje przeciwko takim zmianom. I nie jest prawdą, że w UE zdecydowanie dominuje ton oponentów gazu niekonwencjonalnego. Holandia, Wielka Brytania i Polska są zdecydowanie pozytywnie nastawione do perspektyw tej gałęzi gospodarki. A więc spór w Unii będzie się toczył.

– Jaka jest szansa na rozwiązania bardziej korzystne z polskiego punktu widzenia?

– Wszystko tak naprawdę jest w naszych rękach. Musimy efektywnie przeciwdziałać różnym zmianom legislacyjnym w UE, które są projektowane najwyraźniej tylko po to, żeby utrudnić życie tej branży, utrudnić korzystanie z tych zasobów w Europie. Ale dużo poważniejszym i pilniejszym problemem jest rozwiązanie podobnych problemów w naszym kraju.

– U nas nie słychać żadnego sporu, sprawa wydaje się odłożona ad acta, Panie Pośle!

– Sporów nie ma, ale mimo tej zgody Polska wciąż nie ma przygotowanego prawa, zarówno w zakresie regulacji dla inwestycji, jak i prawa podatkowego. A ta nowa branża wymaga wyjątkowej przewidywalności inwestycji, co obecnie w Polsce nie istnieje.

– Jak Pan tłumaczy to, że rząd, mimo entuzjastycznych deklaracji, tak niewiele w tej sprawie zdziałał?

– Na tle tego deklarowanego entuzjazmu to jest naprawdę bardzo zaskakujące! Wydawałoby się, że mamy w Polsce powszechny konsensus w sprawie wykorzystania niekonwencjonalnych źródeł energii, tymczasem można odnieść wrażenie, że w polskim rządzie są jakieś ośrodki, które są temu przeciwne i które są w stanie skutecznie spowolnić proces przygotowań na tyle, aby do nowych negocjacji z Gazpromem w roku 2019 Polska podchodziła zupełnie bezbronna, bez alternatywy w postaci własnych źródeł energii...

– To mocne oskarżenie, Panie Pośle.

– Być może, ale trudno znaleźć inne wytłumaczenie tego dziwnego braku aktywności.

– Podobnie „dziwne” wydaje się to zaostrzanie przepisów antyłupkowych na forum europejskim...

– Jest to trudne do zrozumienia, bo często nielogiczne. Jedno jest pewne: niezależnie od wszystkiego w Europie dynamika rozwoju tej branży będzie bardzo różna. Dla mnie jednak najbardziej zaskakujące jest to, że Polska była pierwszym krajem, który zadeklarował poparcie dla tej branży, a dzisiaj jest wyprzedzana np. przez Wielką Brytanię, która dłużej zastanawiała się, czekała z decyzją strategiczną w tej sprawie, ale dzisiaj widzimy tam bardzo duże przyspieszenie.

– W Polsce jest odwrotnie – z jakichś tajemniczych powodów mamy wyhamowanie?

– Tak to wygląda. Z pewnością powinniśmy czym prędzej rozwiązać wszystkie problemy, aby mieć więcej wierceń, czyli więcej realnego materiału geologicznego i więcej pewności co do tego, jaka jest skala naszych złóż. Niestety, liczba wierceń jest dziś ograniczana niesprzyjającym klimatem inwestycyjnym, z powodu braku wspomnianych regulacji.

– A jeśli na ten niesprzyjający polski klimat dla łupków nałoży się jeszcze niesprzyjająca dyrektywa unijna?

– Nie sądzę, żeby Komisja Europejska była w stanie przedstawić jedną zaporową dyrektywę w sprawie gazu łupkowego. Już dziś przecież sprawa wydobycia gazu łupkowego i ropy łupkowej jest regulowana przez 40 różnych dyrektyw. Nie ma takiej praktyki, aby UE wydawała dyrektywy dotyczące danego procesu technologicznego; można się tylko spodziewać kolejnych zmian adresowanych do różnych aspektów tego wydobycia – od problemów czysto środowiskowych, poprzez sprawy z zakresu bezpieczeństwa pracy, aż po kwestie związane z zakończeniem inwestycji. Próba zmiany dyrektywy o oddziaływaniu środowiskowym wszelkich projektów inwestycyjnych – nie tylko związanych z niekonwencjonalnymi źródłami energii – wydaje się dzisiaj sprawą kluczową.

– Kluczową dla Polski?

– Tak. Tych właśnie zmian powinniśmy bardzo uważnie pilnować. Może się bowiem okazać, że Europa Zachodnia, która większość tego rodzaju inwestycji ma już za sobą, będzie lekkomyślnie decydowała się na przepisy bardzo trudne dla inwestorów. A projekt takich właśnie zmian jest już przedmiotem prac Rady UE i Parlamentu Europejskiego. Na szczęście Polska nie jest osamotniona i wiele krajów ma podobnie daleko idące zastrzeżenia.

– Jednak mocne są również głosy o niewystarczalności obecnie obowiązujących regulacji i potrzebie ich zaostrzenia. Czy, Pana zdaniem, obecnie obowiązujące przepisy i regulacje europejskie są całkowicie wystarczające?

– Na pewno tak.

– W wyniku przeprowadzonych w tym roku konsultacji społecznych w sprawie gazu łupkowego aż 66 proc. spośród zapytanych mieszkańców UE opowiedziało się za wydobywaniem gazu z łupków. Tymczasem Komisja Europejska określiła, że 64,2 proc. głosujących było przeciwko wydobyciu gazu łupkowego. O co tu chodzi?

– Od początku badania Komisji były bardzo tendencyjne, socjologowie określili tę ankietę jako niespełniającą standardów tego typu prac badawczych. Wyniki tych badań pokazują po prostu, że Europa nie ma jednego zdania w tej sprawie. Jeżeli KE chce wyciągnąć z tych badań jakiś wniosek, to powinna się trzy razy zastanowić, zanim podejmie jakąkolwiek akcję legislacyjną. Kraje powinny mieć absolutnie pełne prawo do tego, żeby decydować o własnej przyszłości energetycznej i o własnych zasobach. Według mnie, Komisja nie ma tu żadnej istotnej roli do odegrania. I mimo wszystko mam nadzieję, że ten proces legislacyjny nie wymknie się spod kontroli politycznej.

– W Polsce posłowie PO biją jednak na alarm, że KE po cichu szykuje swój drastyczny projekt...

– Komisja niczego po cichu robić nie może. Wszystkie projekty muszą przejść przez odpowiednie konsultacje, trafić do Rady, do Parlamentu. Nic złego się zatem nie stanie, o ile będziemy dobrze pilnowali swoich interesów. Myślę, że w polskiej debacie znów pojawiają się nadmierne emocje.

– A może mamy po prostu przebudzenie partii rządzącej, która zaniedbała sprawę łupków?

– Niepotrzebnie przesuwamy całość naszej uwagi na Brukselę, gdy w dużo większym stopniu powinniśmy zająć się tym, co w tej sprawie dzieje się w Warszawie.

– Raczej co się nie dzieje.

– Tak. Bo problemem dzisiaj najbardziej palącym nie są przypuszczalne regulacje w Brukseli, ale całkiem konkretny brak regulacji w Warszawie. Dzisiaj łupki są w większym stopniu ofiarą rywalizacji w polskim rządzie między poszczególnymi ministerstwami niż sekretnych działań Komisji Europejskiej. Dużo bardziej tajemniczo wygląda dziś sytuacja w Warszawie niż w Brukseli.

Tagi:
wywiad polityka gaz

Reklama

Odwrócenie sojuszy

2019-10-22 12:59

Witold Dudziński
Niedziela Ogólnopolska 43/2019, str. 40

Turecki atak na Kurdów w północnej Syrii nie był zaskoczeniem. Zaskakujący jest sposób, w jaki Turcy i wspierający ich syryjscy rebelianci potraktowali ludzi

Archiwum autora
Południowy wschód Turcji wygląda dziś jak w czasie okupacji

Uderzenie na północną Syrię, administrowaną przez Kurdów, prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan zapowiadał od dawna. Turcy gromadzili siły i środki, prowadzili intensywne działania dyplomatyczne i wewnętrzne kampanie propagandowe.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jak prymas Wyszyński papieża wybierał

2019-10-16 12:28

Grzegorz Polak
Niedziela Ogólnopolska 42/2019, str. 26-27

14 października 1978 r. do Kaplicy Sykstyńskiej wchodzi 111 kardynałów z 49 krajów. Nikt z nich nie przeczuwa, że za 2 dni zmienią bieg historii

Instytut Prymasowski Stefana Kardynała Wyszyńskiego
Bachledówka k. Zakopanego, lipiec 1973 r

Śmierć Jana Pawła I, po zaledwie 33-dniowym pontyfikacie, jest ogromnym szokiem także dla kardynałów. Zastanawiają się, co przez to doświadczenie chciał im powiedzieć Duch Święty. Nie mają czasu na dogłębne analizy, bo termin nowego, drugiego już konklawe w 1978 r. zbliża się wielkimi krokami.

Do Kolegium Kardynalskiego dociera informacja o manifeście wybitnych ojców soborowych, którzy domagają się charyzmatycznego pasterza. Kardynałowie mają świadomość, że nowy papież powinien być człowiekiem o silnej, wyrazistej osobowości, który byłby zdolny zahamować kryzys w Kościele. Kryzys, który – jak zauważył założyciel Wspólnoty św. Idziego prof. Andrea Riccardi – wynika nie z zewnętrznych sił bądź czynników, jak w czasach rewolucji francuskiej czy polityki państw ateistycznych, ale pochodzi z wnętrza Kościoła.

Nie do końca spełniają te wymagania i oczekiwania dwaj główni faworyci mediów, jak również większości elektorów: arcybiskup Genui kard. Giuseppe Siri, który z trudem przyjmuje zmiany posoborowe inicjowane przez Pawła VI, oraz arcybiskup Florencji kard. Giovanni Benelli, zdolny zachować ciągłość linii tego papieża.

Wojtyła powodem konfliktu z Sowietami?

Niektórzy z wpływowych kardynałów niewłoskich stawiają na kandydatów spoza Włoch. Arcybiskup Sao Paolo kard. Paulo Evaristo Arns oświadcza wprost, że najlepszym pretendentem byłby kard. Karol Wojtyła. O metropolicie krakowskim dużo się mówi przed konklawe w kręgach Kurii Rzymskiej. Cieszy się on tam opinią wspaniałego człowieka, zdolnego pasterza, ale nikt poważnie nie bierze pod uwagę jego kandydatury. Dlaczego? Bo – jak wspomina w niedawnym wywiadzie dla PAP znakomity watykanista Luigi Accattoli – ich zdaniem, „wybór papieża z kraju komunistycznego byłby wielkim zagrożeniem, gdyż mógłby doprowadzić do konfliktu z sowieckim systemem”.

Daleki od takiego myślenia jest arcybiskup Wiednia kard. Franz König, który jeszcze przed konklawe daje niedwuznacznie do zrozumienia, że sytuacja w Kościele dojrzała do tego, by papieżem mógł zostać nie-Włoch. Kardynał dobrze się orientuje w realiach socjalistycznych, bo jako pierwszy purpurat z Zachodu w charakterze nieformalnego przedstawiciela papieża odwiedza kraje Europy Środkowo-Wschodniej. Zna abp. Wojtyłę z jego wizyt w Wiedniu i ze swoich rewizyt w Krakowie. Ceni jego intelekt, walory moralne i talenty duszpasterskie. W rozmowach z członkami Kolegium Kardynalskiego sonduje możliwość wyboru nie-Włocha i w tym kontekście wymienia nazwisko Wojtyły, lobbując, jak byśmy dzisiaj powiedzieli, za jego kandydaturą.

Dlaczego Prymas odmówił

Kardynał König rozmawia także na ten temat z kard. Wyszyńskim. Wedle znanej anegdoty, słowa arcybiskupa Wiednia o godnym następcy św. Piotra z Polski Prymas odnosi do siebie, choć jedzie na konklawe z absolutnym przekonaniem, że papieżem powinien zostać Włoch. Znane są jego wypowiedzi sprzed konklawe na ten temat, zapisuje także to przekonanie w „Pro memoria”.

Kiedy dwaj główni faworyci włoscy blokują się nawzajem, bo żaden z nich nie może uzyskać wymaganej większości głosów, w przerwie między głosowaniami zgłasza się do Prymasa grupa elektorów z pytaniem, czy przyjąłby wybór. Kardynał Wyszyński zdecydowanie odmawia i po raz kolejny wyraża przekonanie, że papieżem powinien zostać Italczyk. Tłumaczy się ponadto zaawansowanym wiekiem, brakiem wszechstronnego przygotowania oraz koniecznością obrony Kościoła na Wschodzie, co określa jako swoje życiowe zadanie. „Do mnie należy nawet paść na granicy polsko-sowieckiej, gdyby Bóg tego ode mnie zażądał” – czytamy w „Pro memoria”. Mówi jednak kardynałom: „Gdyby wybór padł na kard. Wojtyłę, uważam, że miałby obowiązek wybór przyjąć, gdyż jego zadania w Polsce są inne”. Kiedy Prymas się orientuje, że szanse metropolity krakowskiego rosną, staje się gorącym rzecznikiem jego kandydatury.

To Jej dzieło!

Drugiego dnia konklawe, wobec niemożności uzyskania przewagi jednego z włoskich kandydatów, kard. König podczas posiłków wymienia nazwisko kard. Wojtyły, czym daje do zrozumienia, że będzie na niego głosował.

Nazajutrz, 16 października, po obiedzie, jak wynika z lakonicznych zapisków Prymasa, przejmuje on inicjatywę. Staje się, używając języka piłkarskiego, głównym rozgrywającym. W „Pro memoria” zapisuje: „Po obiedzie długa moja rozmowa z kard. Królem, a później z kard. Königiem. Nic więcej! Później z kardynałami niemieckimi. Nic więcej!”. Co to oznacza – wiadomo. Wymienieni należą do grona wpływowych purpuratów, których kard. Wojtyła ma po swojej stronie. Można się domyślić, że dyskutują o tym, jak zmobilizować do postawienia na metropolitę krakowskiego elektorów niezdecydowanych. Czas poobiedniego wypoczynku jest dla nich bardzo pracowity. „Czuło się ożywienie na korytarzach” – notuje kard. Wyszyński.

„Grupa Prymasa” okazuje się skuteczna, bo ósme głosowanie jest formalnością. Kardynał Wyszyński przesuwa się do metropolity krakowskiego, który siedzi za nim w drugim rzędzie, i prosi go o przyjęcie wyboru. „Gdyby Księdza Kardynała wybrano, proszę pomyśleć, czy nie przyjąć imienia Jana Pawła II. Dla włoskiej opinii publicznej byłoby to obrócenie na dobro tego kapitału duchowego, który zebrał Jan Paweł I” – czytamy w „Pro memoria”.

Podczas homagium obaj płaczą. Prymas wspomina po powrocie do Polski w jednym z kazań: „(...) usta nasze niemal jednocześnie otworzyły się imieniem Matki Bożej Jasnogórskiej: to Jej dzieło! Wierzyliśmy w to mocno i wierzymy nadal”.

Później Prymas wypowie prorocze słowa, które Papież zapisze w swoim testamencie, a po latach powtórzy w Gorzowie Wielkopolskim: „Masz teraz wprowadzić Kościół w trzecie tysiąclecie”.

Opatrznościowy udział

Choć Prymas i Papież są przekonani, że wynik konklawe to „sprawa” Madonny Jasnogórskiej, to jednak Jan Paweł II docenia rolę czynnika ludzkiego. Świadczy o tym jego niepublikowany dotąd odręczny list do kard. Wyszyńskiego z 3 listopada 1978 r., w którym dziękuje Księdzu Prymasowi za „tak opatrznościowy udział w ostatnim konklawe”. Czytamy w nim m.in.: „Nie muszę już więcej pisać, Wasza Eminencja sam wie, o co chodzi, o czym myślę. To są drogi Boże, które tym bardziej nam się uświadamiają, im bardziej objawia się ich zobowiązujące znaczenie. Ksiądz Prymas wie, że miał bezpośredni udział w objawieniu się tego właśnie zobowiązującego znaczenia na tle całego przebiegu konklawe, a w szczególności w dniu 16 października, w uroczystość św. Jadwigi”. Prymas i Papież rozumieli się „w pół słowa”. Ale i my po przeczytaniu tego fragmentu nie mamy wątpliwości, że Jan Paweł II dziękuje kard. Wyszyńskiemu za to, że w sposób zasadniczy przyczynił się do jego wyboru na papieża.

Po konklawe Prymas „na gorąco” wyraża przypuszczenie, że wybór papieża z Polski może „przyhamować akcję ateistyczną, płynącą z ZSRR, gdy Moskwa zorientuje się, że w centralnej Europie wyrosła niespodziewanie nowa siła”. I dodaje za starcem Symeonem: „Teraz puszczasz w pokoju swego sługę, Panie, ponieważ moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, które przygotowałeś przed obliczem wszystkich narodów” (por. Łk 2, 29-31).

Zanim to się stanie, Prymas przeżyje chwile wielkiej chwały, kiedy podczas homagium 22 października 1978 r. Papież w bezprecedensowym geście podniesie go z klęczek i ucałuje jego ręce, i kilka miesięcy później, kiedy w czerwcu 1979 r. będzie gospodarzem pielgrzymki Jana Pawła II do Ojczyzny.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Światowy Dzień Ubogich

2019-10-23 14:19

Informacja prasowa

W niedzielę 17 listopada już po raz trzeci będziemy przeżywać Światowy Dzień Ubogich ustanowiony przez Papieża Franciszka. W związku z tym szczególnym dniem Caritas Poznań przygotowała szereg działań mających wesprzeć osoby ubogie oraz zaangażować innych do pomocy.

Indormacja prasowa

Podobnie jak w poprzednich latach przeżywanie Światowego Dnia Ubogich zacznie się już w tygodniu poprzedzającym. Wstępem będzie pielgrzymka dla osób bezdomnych do Rokitna i Świebodzina. W czwartek wolontariusze wyjdą na ulice oraz do miejsc, w których przebywają osoby bezdomne, aby rozdać im koce, śpiwory i termosy. Kolejnego dnia osoby ubogie oraz bezdomne będą mogły skorzystać z usług fryzjerów oraz wziąć udział w grach i konkursach w świetlicy przy ul. Krańcowej 10. W przygotowaniu do niedzielnej Mszy Świętej w sobotę, w poznańskich jadłodajniach będą spowiadać księża, odbędzie się również adoracja

i wielbienie.

W niedzielę 17 listopada zapraszamy wszystkich mieszkańców Poznania na Mszę Świętą w intencji osób ubogich oraz tych, którzy im pomagają do parafii Bożego Ciała na godzinę 12:00. Światowy Dzień Ubogich jest okazją, aby raz jeszcze dostrzec tych, którzy są przy nas i potrzebują naszego wsparcia. W tym okresie rozpocznie się również akcja Tytki Charytatywnej. Jest to swojego rodzaju przekaz, że warto dzielić się tym co mamy z potrzebującymi.

Zachęcamy do włączenia się w działania Caritas i wsparcie akcji. Zorganizowana została zbiórka nowych koców, śpiworów oraz termosów, które można dostarczyć na ul. Krańcową 10 lub do Caritas Poznań ul. Rynek Wildecki 4a. W tym okresie Akcję można również wesprzeć poprzez stronę https://caritaspoznan.pl/tydzienubogich lub aplikację Caritas.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem