Reklama

Telewizja Trwam na święta?

2013-12-03 15:58

Artur Stelmasiak
Niedziela Ogólnopolska 49/2013, str. 51

Bożena Sztajner

Choć telewizja ojców redemptorystów dostała koncesję na naziemne nadawanie cyfrowe, to wciąż jest bezprawnie blokowana. Dlatego też Fundacja Lux Veritatis zaapelowała o wysyłanie skarg obywatelskich

Wydawałoby się, że po 5 lipca 2013 r., kiedy to Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji ogłosiła, iż konkurs na koncesję naziemną dla nadawcy społeczno-religijnego wygrała Fundacja Lux Veritatis, nie powinno już być powodów do protestu. – Nic z tych rzeczy. Urząd Komunikacji Elektronicznej blokuje nadawanie naziemne przez Telewizję Trwam – podkreśla Andrzej Jaworski (PiS), przewodniczący Parlamentarnego Zespołu ds. Przeciwdziałania Ateizacji Polski. – To bezprawie musi się skończyć. Nie wyobrażam sobie, że Polacy zostaną bez Telewizji Trwam na święta Bożego Narodzenia.

Lux Veritatis płaci, a TVP nadaje

Proces cyfryzacji telewizyjnej rzeczywiście wygląda kuriozalnie. Po wielu bojach parlamentarnych, największych protestach po 1989 r. (w sumie 180 marszów poparcia w całej Polsce), 2,5 mln podpisów i kilku monitach Konferencji Episkopatu Polski – KRRiT przyznała koncesję katolickiej telewizji w lipcu br. Zgodnie z obowiązującym prawem, miejsce na pierwszym multipleksie powinno być zwolnione dla Telewizji Trwam tuż po tym, gdy sygnał z trzeciego multipleksu będzie docierał do 95 proc. Polaków. Minister Michał Boni poinformował posłów podczas posiedzenia Komisji Kultury i Środków Przekazu 25 lipca 2013 r., że obecnie zasięg multipleksu trzeciego przekracza już 99 proc.

Jednak nic od tamtej pory się nie zmieniło. TVP nadal nadaje te same kanały na dwóch różnych multipleksach, choć tzw. MUX-3 jest już gotowy. Mijają już 4 miesiące od dnia, w którym ustawa nakazywała TVP „przeprowadzkę”, a władze TVP i UKE udają, że nie ma sprawy. Decyzja UKE doprowadziła do sytuacji, że Fundacja, która już 2 miesiące temu zapłaciła blisko 1,3 mln zł pierwszej raty za koncesję, wciąż nie może rozpocząć emisji programu w ogólnodostępnym paśmie.

Reklama

– Jak byście nazwali sprzedawcę w sklepie, który wziął pieniądze, a nie wydał wam towaru? Normalnie to jest złodziej – podkreśla o. dr Tadeusz Rydzyk, dyrektor Telewizji Trwam. W procesie cyfryzacji ma być docelowo aż 58 kanałów telewizyjnych. – Wszyscy mają prawo do mediów, a katolicy w Polsce nadal nie mają ani jednego miejsca na multipleksie. Czy to jest normalne? – pyta retorycznie o. Rydzyk.

Skarga obywatelska

„Dziś w gmachu polskiego Sejmu, którego uchwalone prawo jest tak jawnie lekceważone, podejmujemy kroki, do których uprawnia nas wprost Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej, inicjując skargę obywatelską w sprawie naruszenia praworządności przez Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej, który bezprawnie utrzymuje w mocy decyzję rezerwacyjną na multipleks pierwszy dla TVP, czym blokuje rozpoczęcie nadawania programu przez Telewizję Trwam w systemie naziemnym cyfrowym” – pisze w oświadczeniu Fundacja Lux Veritatis, nadawca Telewizji Trwam.

– Inni nadawcy otrzymywali decyzje o rezerwacji częstotliwości natychmiast, my czekamy od miesięcy, chociaż powinniśmy otrzymać ją najpóźniej do 10 października – podkreśla Lidia Kochanowicz, dyrektor finansowy Fundacji Lux Veritatis. Dlatego też dyrektor zaapelowała do wszystkich, którzy nie zgadzają się z łamaniem prawa, aby zapoznali się z treścią skargi obywatelskiej i podjęli odpowiednie działania. Treść skargi jest dostępna na stronie: www.radiomaryja.pl lub www.luxveritatis.pl.

– Apelujemy zarówno do naszych widzów i sympatyków, jak i do tych osób, które mają inne poglądy. Bo tu nie chodzi jedynie o Telewizję Trwam, ale o przestrzeganie prawa – podkreśla Kochanowicz.

Kto za tym stoi?

Zarówno odpowiedź na interpelację poselską, jak i oświadczenie UKE wskazują na arogancję i niechęć po stronie najwyższych urzędów państwowych, by zaistniałą sytuację natychmiast naprawić. – „Nic się nie stało” – wydają się sugerować decydenci. Stało się. Po raz kolejny bowiem otrzymaliśmy dowód na dyskryminację katolickiej telewizji. Każdy dzień zwłoki w dostępie do multipleksu to dzień stracony dla ewangelizacji, dla prawdziwej informacji, dla chrześcijańskich opinii o życiu społecznym – podkreśla poseł Barbara Bubula (PiS).

Zdaniem Małgorzaty Sadurskiej, blokowanie Telwizji Trwam jest jednym z elementów celowej dyskryminacji katolików. – W Polsce ma miejsce atak na Kościół katolicki, atak na hierarchów, na wartości i na symbole religijne, co razem z blokowaniem wejścia Telewizji Trwam na multipleks każe zadać pytanie: Kto za tym stoi? – pyta parlamentarzystka z PiS.

Odpowiedzi na to pytanie należy szukać zarówno w UKE, jak i w TVP. Oprócz Telewizji Trwam wolne miejsca na pierwszym multipleksie otrzymała TVP na program dla dzieci. Program nie jest gotowy, a nadawca publiczny nie kwapi się z jego uruchomieniem. Decyzja UKE może być więc dbaniem o wizerunek publicznego nadawcy. TVP nie chce bowiem, aby Polacy odnieśli wrażenie, jakoby katolicka telewizja działała sprawniej niż publiczny moloch z potężnymi problemami finansowymi.

Tekst skargi można znaleźć na stronie: www.radiomaryja.pl i wysłać pod adresem: Minister Administracji i Cyfryzacji, ul. Królewska 27, 00-060 Warszawa, mac@mac.gov.pl

Tagi:
telewizja TV Trwam telewizja

Reklama

TV Trwam i RM w Krzeszowie

2016-04-26 13:26

Krystian Michalik

Przemysław Groścki

W poniedziałek 25 kwietnia 2016 r. odbyło się spotkanie przyjaciół Radia Maryja i Telewizji Trwam w Krzeszowie. Do Domu Łaski Maryi przybyła liczna grupa pątników i słuchaczy z bliska i z daleka, aby wspólnie modlić się.

W klasztorze o 16.30 została wygłoszona katecheza. W rodzinnej atmosferze, młodsi i starsi mogli wysłuchać słów o. Piotra Dettlaffa CSsR, który również później koncelebrował Eucharystię.

O 17.30 w bazylice miała miejsce inscenizacja „Chrzest Mieszka I” w wykonaniu uczniów Zespołu Szkół Publicznych w Krzeszowie. Pod troskliwym okiem p. katechetki Leokadii Rozmysł młodzież wcieliła się w średniowiecznych praojców „państwa gnieźnieńskiego”, ukazując fabularyzowane dzieje władcy Polan, opierając się na mediewistycznych kronikach - m. in. Galla Anonima i Wincentego Kadłubka. Inscenizacja wpisywała się w tegoroczne obchody 1050-lecia Chrztu Polski.

O godz. 18.20 rozpoczęła się transmisja w Telewizji Trwam z krzeszowskiego kościoła mariackiego. Eucharystii przewodniczył biskup pomocniczy diecezji legnickiej Marek Mendyk. W krzeszowskim Sanktuarium świętował dzień swoich imienin, ze względu na przypadające w kalendarzu liturgicznym święto Marka Ewangelisty. Zgromadzony lud Boży, szczelnie wypełnił ławki. Wiernych oraz wszystkich widzów i słuchaczy na całym świecie przywitał proboszcz i kustosz krzeszowskiego sanktuarium ks. prałat Marian Kopko.

ZOBACZ WIĘCEJ ZDJĘĆ

Zobacz zdjęcia: TV Trwam i RM w Krzeszowie

W homilii biskup Marek Mendyk dokonał egzegezy Ewangelii św. Marka, ze względu na przypadające święto jej autora. Mówca określił ją, jako ,,podręcznik chrześcijańskiego powołania”. Ks. Biskup zwrócił uwagę, że chociaż ta Ewangelia została napisana przez św. Marka, to jest to „obraz Jezusa ukazany oczami św. Piotra”. Podkreślił związki łączące obu świętych. Mówiąc o św. Marku objaśniał, że jego przekaz Dobrej Nowiny „został napisany przez człowieka, który nie widział Jezusa”. Zwracając się do słuchaczy przypomniał nakaz Chrystusa, aby głosić Ewangelię wszystkim narodom.

Przy ołtarzu stanął również ks. prałat dr Józef Lisowski, kanclerz LKB, który w wieczornych „Rozmowach niedokończonych” mówił o cudownej Ikonie Matki Bożej Łaskawej. Ten temat związany był z zbliżającą się XX rocznicą koronacji krzeszowskiego wizerunku przez św. Jana Pawła II. W Krzeszowie był także obecny o. Augustyn Węgrzyn, wieloletni proboszcz krzeszowski, który w dniu koronacji piastował godność krzeszowskiego proboszcza i był przy Janie Pawle II w momencie nakładania koron na Ikonę 2 czerwca 1997 r. www.opactwo.eu

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bł. ks. Michał Sopoćko
Wierzę, że on do mnie mówi

2019-04-10 10:24

Z aktorem Maciejem Małysą rozmawia Maria Fortuna-Sudor
Niedziela Ogólnopolska 15/2019, str. 20-21

Mogę powiedzieć, że błogosławiony, którego zagrałem, w pewnym sensie stanął na mojej drodze życia i od tego czasu go poznaję – mówi „Niedzieli” Maciej Małysa aktor filmowy i teatralny – odtwórca roli bł. ks. Michała Sopoćki w filmie „Miłość i Miłosierdzie”

Kadr z filmu „Miłość i Miłosierdzie”
Maciej Małys, Janusz Chabior i Kamila Kamińska – odtwórcy postaci ks. Michała Sopoćki, malarza Eugeniusza Kazimirowskiego i s. Faustyny Kowalskiej

MARIA FORTUNA-SUDOR: – Proszę powiedzieć, w jaki sposób został Pan zaangażowany do roli ks. Sopoćki w filmie „Miłość i Miłosierdzie”?

MACIEJ MAŁYSA: – Mojego bohatera miał zagrać inny aktor, ale z jakiegoś powodu zrezygnował. Okazało się, że trzeba dosyć szybko znaleźć odtwórcę ks. Sopoćki. To zadanie otrzymała moja koleżanka, która zastanawiała się, kogo do tej roli polecić. Przyznała, że szukała aktora, jak to nazwała, z wnętrzem. I jakoś tak się stało, że pomyślała o mnie. Późnym wieczorem napisała na messengerze, że ma dla mnie propozycję. Oddzwoniłem. Gdy przeczytałem scenariusz, stwierdziłem, że jestem zainteresowany rolą. Pojechałem na spotkanie z reżyserem. To był dzień imienin Michała – a więc i ks. Sopoćki, i reżysera Michała Kondrata. A na dodatek w tym dniu mijała 10. rocznica ogłoszenia spowiednika s. Faustyny błogosławionym...

– Znał Pan wcześniej historię jego życia?

– Na początku wiedziałem, że był spowiednikiem s. Faustyny. Zresztą odnoszę wrażenie, że większość osób wie na temat ks. Sopoćki niewiele. Znają św. Faustynę, św. Jana Pawła II, ale o bł. ks. Michale Sopoćce wiedzą mniej. Tymczasem to postać niesamowita. Dużo tracimy, nie znając jego życia, w które zostało wpisanych wiele niezwykłych, wręcz cudownych wydarzeń...

– Z Pana słów i gestów łatwo odczytać, że teraz może Pan długo i barwnie mówić o swym bohaterze. Jak się Pan przygotowywał do zagrania tej roli?

– Gdy już wiedziałem, że zagram spowiednika s. Faustyny, to kupiłem „Dziennik” ks. Michała Sopoćki. Zresztą nadal do niego wracam. Tam są takie myśli, których nie sposób przeczytać na raz. Sięgnąłem także po „Dzienniczek” św. Faustyny. Oczywiście, wcześniej o nim wiedziałem, ale znałem tylko fragmenty, zwłaszcza te zasłyszane przy różnych okazjach. W „Dzienniczku” odszukałem wszystkie zapiski odnoszące się do ks. Sopoćki. Poznałem, co pisała o nim św. Faustyna i co mówił jej na temat spowiednika Pan Jezus. Czytałem to wszystko z wypiekami na twarzy. Myślałem: – To o mnie! (śmiech). Wracałem do tych fragmentów i krok po kroku poznawałem niezwykłego człowieka. I powoli budowałem rolę. Pomogły także rozmowy z reżyserem, ale też z moim bratem, dla którego bł. ks. Sopoćko jest osobą bliską. Dziś mogę powiedzieć, że błogosławiony, którego zagrałem, w pewnym sensie stanął na mojej drodze życia i od tego czasu go poznaję.

– Jaki obraz człowieka, kapłana wyłania się z „Dziennika” ks. Sopoćki?

– To poważny kapłan – chociaż osoba pracująca przy filmie przekonywała mnie, że był człowiekiem pogodnym, radosnym. Z moich spostrzeżeń wynika, że miał dystans do siebie, że dużo od siebie wymagał. Przykładem mogą być uwagi zapisane, gdy skończył 79 lat i stwierdził: „...drżę na myśl, że mogę stanąć przed sądem Bożym z pustymi rękami...”. A przecież tyle zrobił! Proszę zobaczyć, jaka pokora. My z reguły jesteśmy surowi, ale dla innych, a sobie raczej pobłażamy. U niego było na odwrót – siebie widział w bardzo krytycznym świetle. Poza tym, aby zrealizować zamierzenie, nie ustawał w działaniu. Był niezwykle pracowity. Z notatek wynika, że bardzo mu zależało na ludziach. W tym, co robił, był bardzo uczciwy. Nigdy nie stwarzał wokół siebie jakiejś otoczki niezwykłości, jakiegoś szczególnego powołania. Wiemy np., że s. Faustyna pisała „Dzienniczek” na polecenie ks. Sopoćki. Już po jej śmierci ks. Michał przyznał, że polecił jej robić notatki, ponieważ był bardzo zajęty i nie zawsze miał czas, aby jej słuchać. Łatwiej mu było w wolnej chwili czytać to, co napisała. Ale ks. Sopoćko nigdy nie przypisał sobie szczególnej roli w powstaniu „Dzienniczka”. Warto przypomnieć, że wiedział, iż kult nie od razu zostanie wprowadzony, ale konsekwentnie realizował powierzone mu dzieło. Nie zrażał się przeciwnościami. Miał świadomość, że im jest trudniej, tym bardziej jego misja ma sens. Myślę, że mieć zaprzyjaźnionego takiego świętego – to supersprawa. Zresztą Jan Paweł II mówił, że warto się przyjaźnić ze świętymi, bo to jest przyjaźń na zawsze. Dlatego cieszę się, że się zaprzyjaźniłem z bł. Michałem Sopoćką. Wierzę, że on do mnie mówi.

– Jak?

– Dam przykład. Ks. Sopoćko pyta Faustynę o pewną sprawę i ona zapewnia go, że zapyta o to Pana Jezusa. Ale podczas Eucharystii, którą ks. Sopoćko odprawia, przychodzi odpowiedź. Jednak ks. Michał nie odbiera tego jako słów Jezusa, wraca do tematu w rozmowie z Faustyną, która stwierdza, że przecież Pan Jezus już mu na to pytanie odpowiedział... I stąd refleksja, że my jesteśmy tak blisko Pana Jezusa, przyjmujemy Go w czasie Eucharystii, a wciąż o Nim zapominamy. On jest, a my Go nie widzimy, nie uświadamiamy sobie Jego obecności.

– Uczestniczył Pan w watykańskiej premierze filmu. Jakie wrażenia?

– Była ekscytacja. W Watykanie widziałem film po raz pierwszy. To była wersja angielska z włoskimi napisami. Pokaz zorganizowano w sali kinowej Filmoteki Watykańskiej w Palazzo San Carlo za Spiżową Bramą. Myślałem, że to będzie większa sala, ale siedzący obok mnie dziennikarz wyjaśnił, iż od pewnego czasu premiery odbywają się właśnie w tym miejscu, które jest bardziej kameralne. Zauważyłem tam wizerunek Matki Bożej Częstochowskiej i od razu pomyślałem, że to zapewne ślad po Janie Pawle II. A w premierze uczestniczyli m.in. dostojnicy Kurii Rzymskiej, a także wikariusz generalny Zgromadzenia Księży Marianów Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny Joseph G. Roesch i były arcybiskup Palermo kard. Salvatore De Giorgi, który bardzo starannie przygotował wprowadzenie do filmu – widać było, że włożył w to wystąpienie wiele energii. Niesamowite było to, że watykańska premiera filmu odbyła się w przeddzień 60. rocznicy wprowadzenia przez Stolicę Apostolską zakazu szerzenia kultu Bożego Miłosierdzia według wizji s. Faustyny. Był to więc symboliczny moment, takie domknięcie tematu. W każdym razie dla nas, twórców filmu, ta premiera to wielkie szczęście i radość, że odbyła się właśnie w Watykanie. Bardzo chciałem tam być.

– A reakcje?

– Było dużo emocji. Zapamiętałem m.in. reakcję siedzącego obok mnie dziennikarza, który zaśmiał się głośno, gdy zobaczył, jak malarz reaguje na ciągłe uwagi Faustyny na temat powstającego obrazu. Dla mnie to było potwierdzenie, że film pokazuje w sposób naturalny to, co się wydarzyło, że nie ma w nim patosu, że wyeksponowano w nim ludzką naturę.

– Komu poleciłby Pan prawdziwą historię Miłości i Miłosierdzia?

– Jako pierwsze przychodzą mi do głowy osoby, które tej historii nie znają. Marzeniem by było, żeby ten film stał się przyczynkiem do nawrócenia. By Miłosierdzie „zadziałało” w taki sposób, że po obejrzeniu filmu jego poruszony odbiorca zaczyna na własną rękę szukać kolejnych informacji o Miłosierdziu i jego apostołach. Kolejną grupę mogą stanowić osoby, o których wspominaliśmy na początku rozmowy. To ludzie, którzy wiedzą, że ks. Sopoćko był spowiednikiem Faustyny. Być może po obejrzeniu filmu tacy widzowie zechcą bliżej poznać ks. Michała. Myślę, że na pewno ich ubogaci, jeśli wejdą w duchowość błogosławionego kapłana. Film ukazuje wiele wątków, wydarzeń, faktów, które warto poznać. Przykładem może być historia powstania pierwszego obrazu, jego niezwykłe losy. Ale warto pamiętać, co Pan Jezus powiedział na ten temat Faustynie: „Nie w piękności farby ani pędzla jest wielkość tego obrazu, ale w łasce mojej” (Dz. 313). Myślę, że o tym trzeba pamiętać, kiedy modlimy się przed obrazem Jezusa Miłosiernego czy to w Wilnie, czy w Łagiewnikach, czy w wielu innych zakątkach świata. Upowszechnieniu tej prawdy o Bożej łasce służy ten film.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Wydarzenie roku – Kaplica Sykstyńska we Wrocławiu

2019-04-25 16:37

Agnieszka Bugała

Agnieszka Bugała

W kolegiacie Św. Krzyża dziennikarze mieli dziś możliwość obejrzeć wystawę przed jej oficjalnym otwarciem (zaplanowanym na 26 kwietnia). W prezentacji uczestniczyli Sascha Gajew, dyrektor finansowy firmy Yolo Event – organizatora wystawy w Europie oraz Martin Biallas prezes amerykańskiej firmy SEE Inc. Właściciela praw do wystawy i obrazów. Organizatorzy opowiadali o idei wystawy i powodach, dla których dzieła Michała Anioła wyruszyły z Watykanu na podbój świata.

https://wroclaw.niedziela.pl/zdjecia/2906/Kaplica-Sykstynska-we-Wroclawiu

Martin Biallas podkreślał, że z wizyty w Rzymie i zwiedzania Kaplicy Sykstyńskiej zapamiętał przede wszystkim długie kolejki po bilety, a później zbyt krótki czas na przyjrzeniu się dziełu. Freski są oddalone od oglądającego, bo kaplica jest duża, przez to wyjątkowe detale malowideł umykają. Zwrócił też uwagę na to, że w watykańskiej kaplicy nie można robić zdjęć historycznym freskom. – Na naszej wystawie można fotografować, oczywiście bez flesza, robić selfie na tle malowideł i dostrzec najmniejsze detale – mówił Biallas. – Zresztą, nie wszyscy mogą pojechać do Rzymu i odwiedzić Kaplicę, a nasza wystawa pozwala spotkać się z myślą Michała Anioła w waszym rodzinnym mieście – podkreślał.

Wystawa składa się z 34 fresków w stu procentach wiernych oryginałom. Można je podziwiać w takich rozmiarach, w jakich zostały namalowane, ale z bardzo bliska. Rozmiary replik ustawione na specjalnych stelażach, lub zawieszone tak, aby tworzyć sufit oryginalnej Sykstyny robią na widzu ogromne wrażenie. Rozmiary malowideł są imponujące. Obraz „Stworzenia Adama” ma 2,7 m wysokości i 5,7 m szerokości, gdy stajemy pod wielkim palcem Stworzyciela wzruszenie rodzi się samo. W Kaplicy malowidła na suficie oglądamy z odległości 20 metrów, tutaj są na wyciągniecie ręki. Warto też wiedzieć, że łączna powierzchnia wszystkich malowideł Michała Anioła w Kaplicy Sykstyńskiej zajmuje powierzchnię prawie 700m2. Wystawa, która zawitała do Wrocławia pozwala więc na kontakt ze sztuką najwyższego kunsztu na ogromnej przestrzeni.

Ekspozycję ustawiono w dolnym kościele Kolegiaty, czyli u św. Bartłomieja. Świątynia jest podzielona na trzy szerokie części, w każdej, po obydwu stronach, wiszą gigantyczne reprodukcje. W środkowej dodatkową atrakcją są malowidła sufitowe – wystarczy podnieść głowę i stajemy oko w oko z bohaterami Sykstyny. W górnej części Kolegiaty Św. Krzyża zawieszono obraz Sądu Ostatecznego.

Wystawa umożliwia odwiedzającym na widok fresków z bliskiej odległości, która jest niemożliwa w prawdziwej Kaplicy oraz poznanie historii, które kryją się za jednymi z najsłynniejszych dzieł sztuki wszechczasów. Freski sufitowe i przedstawienie Sądu Ostatecznego w rozmiarze ok. 150 m ² zostały odtworzone wiernie w swoich oryginalnych rozmiarach.

We Wrocławiu wystawa będzie gościć do 29 września, wstęp jest biletowany. Wystawie towarzyszy audioprzewodnik. Do wrocławskiej wersji tekstu o malowidłach Michała Anioła głosu użyczyła nasza dziennikarka, Agata Pieszko.

Bilety na wystawę „Michał Anioł. Kaplica Sykstyńska”:

Jeden bilet uprawnia do wstępu na wystawę o dowolnej pełnej godzinie w godzinach otwarcia:

Zwiedzanie wystawy:

poniedziałek – czwartek: godz. 10.00 – 20.00, ostatnie wejście o godz. 19.00

piątek – sobota: godz. 10.00 – 21.00, ostatnie wejście o godz. 20.00

niedziela: godz. 10.00 – 20.00, ostatnie wejście o godz. 19.00

Bilet normalny 39,00 zł

Bilet ulgowy (studenci i seniorzy) 29,00 zł

Bilet szkolny 19,00 zł

Bilet rodzinny po 23,75 zł od osoby w czteroosobowej grupie

Dzieci do lat 6 – wstęp bezpłatny

Z okazji otwarcia wystawy listy do zwiedzających skierowali abp Józef Kupny, prezydent Wrocławia Jacek Sutryk i ks. Paweł Cembrowicz, proboszcz wrocławskiej katedry.

Metropolita wrocławski wyraził radość, że wystawa odbywa się właśnie we Wrocławiu. „Organizatorzy wystawy wybrali w Polsce miejsce niezwykłe – serce naszego miasta, a w nim gotycką Kolegiatę pod wezwaniem Świętego Krzyża (1288-1350) – napisał Abp. Kościół ten, obok Katedry, stanowi świadectwo niezwykłego rozwoju Wrocławia w okresie średniowiecza i znaczenia miasta w tamtym czasie na mapie Europy. Witając, Was Drodzy Goście, we Wrocławiu na Ostrowie Tumskim, kieruję moją wdzięczność do organizatorów wystawy „Michał Anioł. Kaplica Sykstyńska”. Po wielu znanych i znakomitych miejscach świata, postanowili wybrać właśnie stolicę Dolnego Śląska – Wrocław. Dziękuje wszystkim, którzy byli otwarci na tę wystawę i współpracowali z organizatorami.

Ks. Paweł Cembrowicz napisał, że „To właśnie Ostrów Tumski jest duchowym sercem nie tylko Wrocławia, ale całego regionu. Kolegiata p.w. Świętego Krzyża (1288-1350) jest kościołem niezwykłym pod każdym względem: historycznym, architektonicznym i duchowym. Ten dwupoziomowy kościół został ufundowany przez wielkiego księcia śląskiego Bolesława IV Probusa (1257-1290). Jest znakiem pojednania po sporze z biskupem wrocławskim Tomaszem II (1230-1292). Kościół w stylu gotyku śląskiego jest przykładem wyjątkowej architektury tego okresu w architekturze. Składa się z dwóch poziomów: dolnego kościoła pod wezwaniem św. Bartłomieja (patrona Piastów Śląskich) i górnego kościoła p.w. Św. Krzyża. Przez całe wieki, aż do II wojny światowej, stanowił mauzoleum fundatora – księcia Bolesława Probusa. Dziś jego tumba jest eksponowana w Muzeum Narodowym we Wrocławiu. Wystawę poświęconą freskom Michała Anioła z watykańskiej Kaplicy Sykstyńskiej podziwiacie Państwo w kościele dolnym. Natomiast fresk ściany szczytowej tejże Kaplicy możecie zobaczyć w kościele górnym. Tak zatem Ostrów Tumski, który nazywany jest przez wrocławian „małym Watykanem” przez kilka miesięcy 2019 roku oddycha klimatem niezwykłego miejsca dla duchowości, sztuki i kultury światowej, jakie stanowi Kaplica Sykstyńska. Obecna jest wśród nas dzięki ekspozycji wiernych replik jej fresków. Bardzo dziękuję organizatorom wystawy: berlińskiej firmie Yolo Event za wybór miejsca i współpracę. Wszystkim odwiedzającym życzę bogatych przeżyć duchowych i intelektualnych związanych z obcowaniem ze światową sztuką, która trafia do nas z samego Watykanu”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem