Reklama

Królowa z Kasiny

2014-02-12 16:05

Małgorzata Cichoń
Edycja małopolska 7/2014, str. 6-7

M

Niewielka kaplica na skarpie. Tu Maryja wysłuchuje modlitw okolicznych mieszkańców i przyjezdnych, wyprasza zdrowie oraz inne łaski. Miejscowi wierzą, że to właśnie Ona opiekuje się ich wioską i sprawia, że dzieją się cuda. Wiadomość o nich do tej pory przekazywano głównie z ust do ust. Od niespełna 4 miesięcy działa poświęcona kapliczce „Na Brzegu” …strona internetowa!

Kapliczka na Brzegu

Dojeżdżam do Mszany Dolnej, skąd odbiera mnie Jan. Nasz cel to osiedle Brzegi w Kasinie Wielkiej, gdzie znajduje się mała świątynia ze swym skarbem – niezwykłym obrazem Matki Bożej Częstochowskiej, Królowej Polski. Wizerunek jest bardzo ciemny. Czy to od blasku świec, które od wieków paliły się przy nim? Z daleka niezbyt wyraźnie widać Madonnę z Dzieciątkiem, trzeba podejść, przypatrzeć się...

Wyraźne są jednak łaski, które tu zostały wymodlone. Gdy słucham opiekujących się kapliczką osób, a także przeglądam opasłe zeszyty, wypełnionie gorącymi prośbami czy podziękowaniami, jasne staje się, że jestem w miejscu wyjątkowym. Można nawet powiedzieć – świętym.

Choć i ono nie ustrzegło się ludzi niezbyt przychylnych. Niegdyś ukradziono podarowany przez czcicieli z Zakopanego dywan perski oraz korale – wota. Złodziei ówczesna milicja znalazła aż w Bielsku. Dlatego cenniejsze przedmioty ofiarowane Maryi do kapliczki obecnie przechowywane są na plebanii kościoła w Kasinie Wielkiej.

Reklama

Miejsce żywej wiary

Gdy wchodzimy do kaplicy, na posadzce płoną lampiony, jako znak modlitwy za kogoś, kto wyjechał na pewien czas z domu. Miejscowi w ten sposób proszą Matkę Bożą o opiekę nad bliskimi. Przy ołtarzu dostrzegam kosz pięknych, świeżych kwiatów. To z kolei czyjeś podziękowanie za wysłuchane prośby.

Kaplica w ciągu dnia jest otwarta. Ludzie chętnie tu zaglądają. Zresztą nie od dziś – do tego miejsca pielgrzymował choćby Karol Wojtyła, będąc wikarym w Niegowici, a potem jako biskup.

Po chwili modlitwy udaję się na rozmowę z osobami, których gospodarstwo sąsiaduje z domem Matki Bożej. Poznaję m.in. panią Marię, żonę (od 58 lat), mamę 10 dzieci i babcię 19 wnucząt. Moja rozmówczyni obchodzi jutro imieniny. Dziś jest także pierwsza sobota miesiąca, dzień poświęcony Maryi, a zarazem – wigilia jej święta (Matki Bożej Gromnicznej). Gdy zbieram te fakty, uświadamiam sobie, że nie przez przypadek tu jestem...

Opowieść pani Marii

Pani Maria zaczyna swą opowieść od historii partyzanta, który w czasie II wojny światowej został schwytany przez Niemców: – A jego matka leciała, tu, do tej kaplicusi małej, i tak okropnie płakała: „Matko Boska, ratuj!”. Bo to było wiadome już, że go zabiją. A jednak Matka Boska dała, że chłopak wrócił. To był naprawdę cud…

Później przywaliło w kamieniołomie chłopa, kamień na niego spadł. Jak żona się dowiedziała, przyleciała do kaplicy i też wołała: „Matko Boska, ratuj go!”. Spod tego kamienia wzięli go do szpitala. I, choć go trochę połamało, wyszedł z tego.

Teraz, nie tak dawno, ze 7 lat temu, był wypadek – czworo jechało do Rabki, jedna osoba zabita, troje rannych. Już było tak, że nic z nich nie będzie. Jedna kobieta w szpitalu w Krakowie, druga w Warszawie. Ale ile tu Mszy św. za nie się odprawiło! No i teraz obydwie chodzą do roboty, a były tak scharatane, że naprawdę!

Ordynator z pobliskiego szpitala miał wypadek okropny, helikopterem go zawieźli do Krakowa. No i też nie było już widoku, że będzie żył. Tyle tu ksiądz Mszy św. odprawiał za niego w kaplicy! I doktor wyszedł z tego, i dalej ludzi leczy.

W 2007 r. mój zięć pojechał do Krakowa na badania i tam stracił przytomność. Lekarze skakali koło niego i powiedzieli, że jak do rana dożyje, to będzie dobrze. Córka zadzwoniła z Krakowa, żeby w kaplicy odprawić Eucharystię. Syn poleciał na plebanię, ale księdza proboszcza nie było. Gospodyni powiedziała, że jak tylko przyjedzie, to na pewno odprawi. Mszę św. sprawował późnym wieczorem. A w szpitalu Janusz na rano się obudził. Wszyscy byli w szoku!

Kolejne „przypadki”

Tomasz uzupełnia wypowiedź mamy kolejnymi historiami: – Teściowa naszej siostry miała dwukrotnie trepanację czaszki. Była w śpiączce od dwóch tygodni. To już było czekanie na sygnał, kiedy koniec. Ksiądz z Raby tu w kaplicy odprawiał Mszę św., a potem mieli zaraz jechać do szpitala. Tam siostra zaczęła jak zwykle mówić: „Mamo, mamo”. A ta oczy otwiera! Od tego czasu zaczęła się poprawa.

Najmłodsza z córek pani Marii również przytacza ciekawe wydarzenie: – Brat koleżanki z pracy dostał diagnozę: nowotwór złośliwy prostaty. Gdy kończyłyśmy dyżur, dałam koleżance książeczkę o naszej kaplicy na Brzegu. Strasznie potem dziękowała za to i za modlitwę. Choroba brata cofnęła się. On jest teraz dyrektorem w banku, drugie dziecko mu się urodziło…

– Za dużo tych „przypadków” – podsumowuje Tomasz, który kiedyś pracował w wojsku, a dziś, z powodu wypadku, jest na rencie i zajmuje się gospodarstwem. Na kryminalistyce miał zajęcia z fotografii, od zawsze też interesował się historią. Ta wiedza przydaje się teraz w pracach nad dokumentacją historii kapliczki, a także w docieraniu do faktów z przeszłości, np. na temat budowy nowego kościoła w Kasinie Wielkiej.

Tu miała być plebania

Świątyni, tworzonej na prośbę metropolity krakowskiego Karola Wojtyły, ks. proboszcz Marian Juraszek nadał wezwanie Matki Bożej Częstochowskiej, w podziękowaniu Maryi z kapliczki na Brzegu za Jej opiekę nad mieszkańcami Kasiny. Kościół powstawał w trudnych, komunistycznych czasach, a kapłan znosił z tego powodu niemało prześladowań.

W trakcie rozmowy dowiaduję się, że dom, w którym teraz piję kawę i jem imieninowe ciasto, o mało co nie stał się nową plebanią. Pani Maria wyjaśnia: – Jak się starano o budowę nowego kościoła w Kasinie, Proboszcz przyszedł do nas po kolędzie i mówił, że w kurii radzą, żeby rozbudować kaplicę: w ten sposób łatwiej będzie od komunistów uzyskać pozwolenie, niż na tworzenie całkiem nowej świątyni. No, ale my tu już byli postawieni… Powiedzieliśmy jednak: „Jeśli ma być rozbudowa, to się usuniemy. Tylko żeby nam parafia inny dom sfinansowała”. Ustalone było, że to będzie surówka, bez wykańczania, bo mąż jest stolarzem. Ostatecznie badania geologiczne nie pozwoliły na rozbudowę kaplicy z powodu skarpy, na której się znajduje. Proboszcz zawsze wspomniał, że my przy tylu dzieciach, a byliśmy gotowi się przenieść…

Ks. Marian Juraszek, emerytowany proboszcz tutejszej parafii, zmarł na początku bieżącego roku. To on w znaczny sposób przyczynił się do rozsławienia kapliczki na Brzegu, m.in. wydając książkę z opisem cudów, jakie wierni przypisują Królowej z Kasiny.

Tajemnica powstania

Nie wiadomo, kiedy dokładnie powstało to miejsce modlitwy. Najpierw stała tu zbudowana z kamieni rzecznych i gliny kapliczka, w której zmieścić się mógł zaledwie ksiądz z ministrantem i kościelnym. – Początek naszej parafii sięga roku 1804 r., ale w kronice parafialnej nie ma nic o tworzeniu kaplicy, czyli musiała tu być wcześniej. Wszystko co mamy, to przekazy przodków – mówi Tomasz.

„Żołnierz – uczestnik, prawdopodobnie Konfederacji Barskiej (około 1770 r.) ciężko ranny w jednej z potyczek znalazł się w Kasinie Wielkiej. W domu pod brzegiem została mu udzielona pomoc. Kobieta, która mu zmieniała opatrunek, otworzyła skrzynię (…), wyjmując płótno na przewinięcie chorej nogi. Żołnierz dostrzegł w otwartej skrzyni obraz ukazujący postać Matki Bożej z Dzieciątkiem i zaczął się żarliwie modlić o przywrócenie zdrowia, po pewnym czasie odzyskał pełne zdrowie. Z wdzięczności zwrócił się do gospodarzy, że umieści obraz w ufundowanej przez siebie kapliczce. Gospodarze wskazali miejsce na rozwidleniu dróg, gdzie stał krzyż (stary szlak cysterski). Od tamtej pory zaczął się kult Matki Bożej Częstochowskiej na roli Brzegi przez mieszkańców Kasiny Wielkiej i okolic” – to informacja, jaką umieszczono na działającej od niedawna stronie www.kasinawielka-kaplicanabrzegu.pl.

Z wdzięczności za ocalenie

Kapliczka została rozbudowana po II wojnie światowej, która, co ciekawe, nie zebrała krwawego żniwa wśród mieszkańców Kasiny Wielkiej. Nie zginął żaden jej mieszkaniec! A okrutne pacyfikacje nie oszczędziły sąsiedniej Porąbki, Gruszowca, Lipnika, Kobielnika czy Wiśniowej.

– Jeden z Kasiny, Władysław Fornal, za Niemców był w więzieniu i miał wyrok śmierci – opowiada pani Maria. – Prosił on Matkę Boską o ocalenie życia i obiecał, że jeśli uda mu się wyjść z więzienia, to rozbuduje kapliczkę na Brzegu. Wyszedł. Na wszystko pieniądze dawał, tak że w jednym roku powstała nowa kaplica, zbudowana przez mieszkańców wioski. Fundator zmarł kilka lat temu. Choć mieszkał w Bielsku, Matce Bożej często kwiaty przywoził…

* * *

Wyjeżdżam z Kasiny Wielkiej niczym „weselnik” – obdarowana bochenkiem domowego chleba oraz imieninowym ciastem. Jestem obdarowana czymś jeszcze – żywą wiarą ludzi mieszkających przy kapliczce Na Brzegu, a także tych, którzy tu przychodzą, powierzając siebie i swoje sprawy w najlepsze ręce.

Tagi:
kapliczka

Kapliczka z Chrystusem Frasobliwym w Okalewie poświęcona

2019-07-08 13:49

Zofia Białas

Zofia Białas

W niedzielne popołudnie, 7 lipca, w miejscowości Okalew odbyła się niecodzienna uroczystość. Było to poświęcenie nowej kapliczki z rzeźbą Chrystusa Frasobliwego. Fundatorem kapliczki był urodzony w Okalewie profesor Tadeusz Olejnik – historyk, badacz historii ziemi wieluńskiej i samego Wielunia, autor wielu monografii i artykułów. Wykonawcą kapliczki był Henryk Hernant, znany twórca ludowy z Wierzchlasu.

Zobacz zdjęcia: Kapliczka z Jezusem Frasobliwym

Uroczystość poświęcenia rozpoczęła się na placu przy remizie OSP w Okalewie, skąd nastąpił przemarsz zaproszonych gości, mieszkańców Okalewa i władz samorządowych z Gminy Ostrówek na plac położony w sąsiedztwie szkoły. To właśnie naprzeciw szkoły, na gruncie przekazanym parafii przez rodzinę Wesołowskich, stanęła przepiękna, wyrzeźbiona w dębowym drewnie, kapliczka słupowa z rzeźbą Chrystusa Frasobliwego.

Wzruszenie ogarnęło zgromadzonych, gdy ze wszystkich piersi wyrwały się słowa „Roty” Marii Konopnickiej”. Odśpiewana „Rota” była preludium do krótkiej historii kapliczek istniejących w tradycji ludowej ziemi wieluńskiej, opowiedzianej przez Tomasza Spychałę - etnografa i kustosza Muzeum Ziemi Wieluńskiej.

Kapliczki słupowe, mówił pan Tomasz, to stara forma kapliczek wykonanych w drewnie. Na ziemi wieluńskiej najczęściej występowały w nich rzeźby Matki Bożej, Jana Nepomucena, św. Rocha, rzadziej Chrystusa Frasobliwego (znana tylko kapliczka w Pątnowie).

Jednakże Jezus, Chrystus Frasobliwy, cieszył się wśród wieluńskiego ludu wielka czcią, był mu bliższy niż Bóg Ojciec, władca świata. Chrystus Frasobliwy w kapliczkach ukazywany był przez artystów ludowych, jako żywy człowiek, który zmęczony chodzeniem po świecie usiadł na przydrożnym kamieniu i wsparł głowę na dłoniach. O czym myślał i skąd ten frasunek? Według Zbigniewa Kuchowicza rozmyślał nad ciężką dolą polskiego ludu, być może sam wcielał się w rolę ukrzywdzonego wieśniaka …

Dziś na ziemi wieluńskiej stanęła kolejna kapliczka z rzeźbą Chrystusa Frasobliwego. Możemy zapytać i pytamy - O czym dziś myśli Chrystus Frasobliwy? Być może o tym, że tak mało powołań do stanu kapłańskiego, że coraz mniej nas na niedzielnej Eucharystii, że tak Go mało w naszych sercach, że człowiek niszczy przyrodę...

Odpowiedzią na te pytania były słowa wierszy napisanych na okoliczność poświęcenia kapliczki przez dwie poetki – Jadwigę Tomalkiewicz z Wieruszowa (Modlitwa do Jezusa Frasobliwego stojącego przy wjeździe do Okalewa) i Ninę Pawlaczyk z Wielunia (Na uroczystość poświęcenia figury Chrystusa Frasobliwego w Okalewie) zaprezentowane przed ceremonią poświęcenia kapliczki przez księdza wikariusza Konrada Żyznego.

Frasobliwy Jezu Chryste, od dziś, …/Gdy zatęsknimy za rodzinnym Okalewem, /Wzruszeni, z bukietami polnych kwiatów, /Przyjdziemy tutaj, by modlić się z pokorą; /Jezu wyrzeźbiony w dębowym drewnie, Symbolu Męki Pańskiej i zatroskania/ O świat ludzi i nasz Okalew, /Bądź pochwalony! (…) Jadwiga Tomalkiewicz)

(…) Frasobliwy, utrudzony drogą Chryste/ Jakże bliski człowieczej doli/ zostań w tej najbliższej ziemi urodzenia/ pierwszą kartą historii kapliczki/ dla przyszłych Okalewa pokoleń (Nina Pawlaczyk).

Uroczystość poświęcenia zakończyła się wykonaniem pamiątkowej fotografii i spotkaniem przy kawie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Caritas: Dentystki z Polski będą leczyć Wenezuelczyków

2019-08-20 07:15

Caritas Polska / Warszawa (KAI)

Dzięki wsparciu Caritas Polska, dwie trójmiejskie dentystki – Ewa Piosik i Joanna Wojciechowska wyruszają z misją do Wenezueli, żeby leczyć dzieci i dorosłych. Każda pomoc jest tutaj na wagę złota, bo kraj cały czas walczy z kryzysem. Najgorzej jest w służbie zdrowia.

Archiwum Joanna Wojciechowska

Koszty przelotu finansuje Caritas Polska. Obecnie trwa zbiórka materiałów stomatologicznych niezbędnych do leczenia pacjentów. Lekarki z Trójmiasta chcą zabrać ze sobą ich jak najwięcej by pomóc osobom potrzebującym. Akcję obiecały wesprzeć firmy specjalizujące się w produkcji i sprzedaży stomatologicznych materiałów leczniczych.

„Zaprosił mnie biskup Carlos Alfredo Cabezas Mendoza, który zgłosił się z prośbą o pomoc do Fundacji Pomocy Humanitarnej „Redemptoris Missio”– mówi Ewa Piosik. „W podróży i na miejscu towarzyszyć mi będzie Joanna Wojciechowska, młoda dentystka, która lubi usuwać zęby i jest pełna radości oraz energii” – dodaje młoda stomatolożka.

Wylot do Wenezueli planowany jest 18 września. Polki przez sześć tygodni będą pracować w miejscowości Punto Fijo.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Niezwykłe tajemnice Wrocławia!

2019-08-20 21:39

Agata Pieszko

Dziś we Wrocławskiej Księgarni Archidiecezjalnej odbyło się spotkanie autorskie Wojciecha Chądzyńskiego, historyka, przewodnika i nauczyciela, który opowiedział gościom o swojej najświeższej publikacji „Wrocław. Wydarzenia niezwykłe”.

Agata Pieszko

Pan Wojciech jest także autorem takich pozycji jak „Wrocław, jakiego nie znacie”, czy „Tajemnice wrocławskiej katedry i Ostrowa Tumskiego”, zawierających fakty i legendy o miejscach, którymi przechodzą codziennie setki mieszkańców oraz turystów. Spotkanie z Wojciechem Chądzyńskim poprowadziła Adrianna Sierocińska, redaktorka Radia Rodzina, która od poniedziałku do piątku o godz. 10:10 prowadzi na antenie cykl „Książka na wakacje”. Legendy Wojciecha Chądzyńskiego stały się sposobem na przekazywanie suchych faktów historycznych, a tym samym inspiracją dla wielu wrocławskich przewodników.

– Jestem przewodnikiem po Wrocławiu. Bardzo często podczas wycieczek grupy zwiedzające niezbyt uważnie słuchały części historycznej. Wpadłem wtedy na pomysł, żeby opowiadać legendy, które stały się taką wisienką na torcie – mówi Wojciech Chądzyński – Wrocław w 1945 r. opuścili Niemcy, ze wschodu przyjechali ludzie ze swoją kulturą, w związku z czym miasto nie miało zbyt wielu swoich legend, przynajmniej takich dotyczących zachowanych zabytków, więc postanowiłem stworzyć aktualne legendy. Nie pamiętamy, kiedy wybudowano Wawel, ale legendę o Smoku Wawelskim zna każdy.

Autor dodaje, że w szkołach niegdyś nauczano o patriotyzmie lokalnym, dużo mówiono o mieście, jego historii i mieszkańcach, a dziś ten zwyczaj niestety zanikł. Warto więc sięgać po książki pana Wojciecha, żeby zgłębiać swoją wiedzę o mieście, w którym się żyje, ale także po to, by móc oprowadzić po nim swoich najbliższych bez pomocy przewodnika. Jeśli chcesz poznać historię schadzek Brahmsa, opowieść o sprycie wrocławskich mniszek, i przeczytać o powstaniu Hali Targowej z wiśnióweczką pani Adeli w tle – daj się porwać w świat wyobraźni Wojciecha Chądzyńskiego!

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem