Reklama

Idę z wami łowić ryby Boże

2014-04-28 14:24

Lidia Dudkiewicz
Niedziela Ogólnopolska 18/2014, str. 28-29

ARCHIWUM INSTYTUTU PRYMASA WYSZYŃSKIEGO

Wcześnie odkryła świętość jako wyjątkową szansę dla człowieka. I wytrwale tą drogą kroczyła, zapatrzona w Maryję

Maria Okońska odeszła rok temu, w maju, miesiącu poświęconym Matce Bożej, gdy w kościołach i kaplicach odprawiane były nabożeństwa majowe. Na warszawskiej stacji ostatniego pożegnania założycielki Instytutu Prymasa Wyszyńskiego śpiewano jej ulubioną pieśń – „Chwalcie łąki umajone”, a trumna, przystrojona pachnącymi bukiecikami konwalii, cała tonęła w białych kwiatach.

Do Warszawy przez Jasną Górę

– Jej miłość do Ojczyzny i miłość do Kościoła były nierozerwalne. Tak o śp. Marii Okońskiej mówił 11 maja 2013 r. w bazylice archikatedralnej św. Jana Chrzciciela w Warszawie podczas Mszy św. pogrzebowej abp Edmund Piszcz, emerytowany metropolita warmiński, przyjaciel zmarłej.

Ale wcześniej było pożegnanie w Częstochowie. Maria Okońska dostąpiła bowiem łaski przekroczenia bramy wieczności u stóp Jasnej Góry, w Domu Pamięci Stefana Kardynała Wyszyńskiego, gdzie przebywała tymczasowo, a właściwie już była przygotowana do powrotu do stolicy, pod swój stały adres. Za zgodą władz Zakonu Paulinów, na czele z ówczesnym ojcem generałem Izydorem Matuszewskim, na częstochowskim etapie pożegnania trumna z ciałem śp. Marii Okońskiej została ustawiona w miejscu, które zawsze kochała całym sercem – w Kaplicy Cudownego Obrazu Matki Bożej na Jasnej Górze, przed Ołtarzem Ojczyzny. To wydarzenie bez precedensu!

Reklama

Wezwanie do świętości

Dlaczego Maria Okońska mogła dostąpić wyjątkowego jasnogórskiego przywileju i przybyć na ostatnią audiencję do Matki Bożej w Kaplicy Cudownego Obrazu? Odpowiedź znajdziemy w książce Anny Krystyny Zyskowskiej pt. „«Idę z Wami...». Dzieje Instytutu Prymasa Wyszyńskiego”, która ukazała się w 2013 r. w Wydawnictwie Zakonu Paulinów „Paulinianum”. Na tle historii Instytutu, którego początki sięgają 1942 r., autorka ukazuje życie jego założycielki. Warto sięgnąć do relacji zawartej na ostatnich stronach książki: „Spośród wielu moich spotkań i rozmów z Marysią to ostatnie spotkanie, w dniu 5 maja 2013 r., przeszło do historii – pisze Anna Krystyna Zyskowska. – Było to kilka godzin przed jej odejściem do Domu Ojca. Weszłam do pokoju i powiedziałam: «Marysiu, jest już książka o Tobie i o początkach Instytutu». Zapytała: «A jaki ma tytuł?». Odpowiedziałam, że tytuł książki to słowa z listu Ojca do niej [członkinie Instytutu nazywają kard. Stefana Wyszyńskiego Ojcem – przyp. red.]: «Idę z Wami łowić ryby Boże». Powiedziała do mnie, że jest to najlepsza wiadomość, jaką usłyszała w ostatnim czasie. Była zadowolona i dziękowała, opowiadając o swojej rodzinie. Ja, widząc jej radość, poprosiłam, aby mi zrobiła krzyżyk – taki, jak nam robiła w ważnych chwilach – i prosiłam o modlitwę. Wtedy powiedziała: «Masz być święta!». I zrobiła z wielkim skupieniem i namaszczeniem krzyżyk na moim czole. Miałam wrażenie, że chce go jakby wyrzeźbić – aby już pozostał na zawsze. Byłam radosna tym spotkaniem, klęcząc przy jej łóżku. I wtedy Marysia, ku mojemu zaskoczeniu, uczyniła nade mną wielki znak krzyża, błogosławiąc mi. Klęczałam zdumiona tym, co się stało. Wiedziałam, że stało się coś wielkiego. Czy było to ostatnie pożegnanie? Nie mogłam w to uwierzyć. Przypomniałam sobie w tej chwili słowa Marysi, że jej mama w chwili pożegnania przed Powstaniem Warszawskim uczyniła nad nią wielki znak krzyża. Historia się powtarza...”.

Maria Okońska zmarła kilka godzin po tym spotkaniu z autorką książki – 6 maja 2013 r. nad ranem, o godz. 3.35. Jako swój testament pozostawiła nam wszystkim wezwanie do świętości. Ileż razy osobiście z jej ust słyszeliśmy słowa: „Bądź święty!”. „Bądź święta!”. Starała się, abyśmy to wyraźnie usłyszeli. Wcześnie odkryła świętość jako wyjątkową szansę dla człowieka. I wytrwale tą drogą kroczyła, zapatrzona w Maryję.

Nasze spotkania

Marię Okońską poznałam bliżej dzięki pracy w redakcji, gdyż przez wiele lat drukowała swoje teksty na łamach „Niedzieli”. Na początku przysyłała artykuły w rękopisie, potem przepisane na maszynie, a w końcu – złożone na komputerze. A więc świat wokół się zmieniał, a ona wytrwale wspominała wielkie sprawy Boże i wiernie je opisywała m.in. w „Niedzieli”. Zawsze czekaliśmy na jej telefon, zapowiadający nowy artykuł, a nawet osobistą wizytę. Gdy przyjeżdżała z Warszawy do Częstochowy, często odwiedzała „Niedzielę”. Bardzo elegancka, zwykle przynosiła pyszne pączki, pięknie zapakowane. Można było długo z nią rozmawiać, nie tylko o sprawach redakcyjnych. Była to przecież żywa historia. Słuchałam więc opowieści dotyczących najważniejszych wydarzeń z życia Kościoła i Ojczyzny, w których centrum znalazła się Maria Okońska, w związku z tym, że wraz z członkiniami Instytutu Prymasowskiego pracowała z kard. Stefanem Wyszyńskim.

Udział w warszawskim cudzie 1944 r.

Ale tak naprawdę odkryłam Marię Okońską po zapoznaniu się z jej wspomnieniami z okresu Powstania Warszawskiego. Jako młoda, piękna dziewczyna, przekonana, że Polska odzyska siłę i wolność, kiedy wzmocni się moralnie, chciała zorganizować ośrodek wychowawczy dla młodzieży żeńskiej. Stąd zapoczątkowana w 1942 r. idea utworzenia na gruzach II wojny światowej „Miasta Dziewcząt”, którego programem duchowym miało być Osiem Błogosławieństw, a patronką – Maryja Królowa Polski. Z tej idei zrodził się obecny Instytut Prymasa Wyszyńskiego.

W 1944 r., podczas Powstania Warszawskiego, wraz z kilkoma dziewczętami z narażeniem życia wychodziła na ulice powstańczej stolicy, aby zachęcać ludność do wielkiej modlitwy w ramach przygotowanego przez siebie programu: „Nowa mobilizacja walczącej Warszawy”. Chodziło o mobilizację ducha – dziewczęta pragnęły Różańcem ratować płonącą stolicę. Biegały po Warszawie pośród wybuchających granatów, aby nieść nadzieję, mówić o mocy Maryi oraz przekazać ryngrafy i medaliki z wizerunkiem Matki Bożej Jasnogórskiej. Do potrzebujących przyprowadzały kapłanów z Najświętszym Sakramentem. Nieraz do wieczora nic nie jadły, bo chciały zachować post eucharystyczny, a nie wiedziały, kiedy będzie możliwe przyjęcie Komunii św. Taka była Marysia Okońska jako 19-letnia dziewczyna.

Zapamiętam na zawsze zapisaną w powstańczych wspomnieniach Marysi opinię kleryka Edwarda Materskiego, późniejszego biskupa, który tak wyraził się o niej i towarzyszących jej dziewczętach: „Nie dam na nie nic powiedzieć. Widziałem je w Powstaniu Warszawskim i widziałem, jak wierzyły”. A zagadką dla niego było, dlaczego dziewczęta się nie załamały, skoro obiecywały Warszawie cud, a przyszła klęska. I wtedy Marysia, na gruzach Warszawy, gdzieś niedaleko placu Zbawiciela, tłumaczyła mu, że cud polega na tym, iż Warszawa umiera w stanie łaski, rozmodlona podąża na Apel do Nieba na święto Matki Bożej – a było to 26 sierpnia 1944 r. Jej spokój wynikał stąd, że w walczącej Warszawie ludzie się spowiadali, przyjmowali Komunię św. i sakrament namaszczenia. Mówiła, iż przez całe powstanie wraz z dziewczętami „pielgrzymowała” na Jasną Górę. Każdy krok stawiały one w przekonaniu, że idą do Matki Bożej, w Jej ramiona, dla wypełnienia jakiegoś posłannictwa.

Połączyła ich miłość do Matki Bożej

Zaraz po wojnie Maria Okońska z grupą dziewcząt dotarła na Jasną Górę. To główna stacja na jej maryjnej drodze. Wymarzone „Miasto Dziewcząt” zostało zrealizowane w postaci „Miasta Bożego” – obecnego Instytutu Prymasa Wyszyńskiego. I tak Maria Okońska nadal podążała z Maryją przez swoje ziemskie życie, wypełniając ważne dla Kościoła zadania u boku kard. Stefana Wyszyńskiego, będąc inspiratorką wielu wielkich dzieł Bożych. A połączyła ich miłość do Matki Bożej. Gdy w 1953 r. kard. Wyszyński został aresztowany, Maria Okońska organizowała czuwania modlitewne na Jasnej Górze, a od 1954 r. sama stała się dobrowolnym więźniem, nie opuszczała tego miejsca, ze świętym uporem modląc się o wolność dla Księdza Prymasa i zwycięstwo Matki Bożej w Polsce. W 1956 r. docierała do Prymasa uwięzionego w Komańczy. Stała się łącznikiem między nim a Jasną Górą. W dniu Jasnogórskich Ślubów Narodu, 26 sierpnia 1956 r., była jedynym świadkiem, jak uwięziony w Komańczy Prymas Polski czytał tekst ślubów składanych przez Naród na Jasnej Górze. W imieniu ludu Bożego odpowiadała: „Królowo Polski, przyrzekamy!”.

Po uwolnieniu kard. Wyszyńskiego wraz z Instytutem oddała się całkowicie pracy nad realizacją programu Jasnogórskich Ślubów Narodu w ramach Wielkiej Nowenny. Dzięki Marii Okońskiej zostały ocalone kazania Prymasa Tysiąclecia. Osobiście wykonała tysiące jego zdjęć, stanowiących obecnie cenne archiwum. Do końca życia kard. Wyszyńskiego pracowała w Sekretariacie Prymasa Polski. Doceniona przez biskupów, była członkiem Komisji Maryjnej Episkopatu Polski.

O. Jerzy Tomziński, paulin, świadek życia sługi Bożego kard. Stefana Wyszyńskiego, który miał możliwość podpatrywania go z bliska, mówi, że tak właśnie wygląda święty. W odniesieniu do Marii Okońskiej też można powiedzieć: tak właśnie wygląda święta. Ona emanowała miłością, dobrocią i pięknem, jak anioł.

Per Mariam omnia soli Deo

Na pierwszym etapie ostatniego pożegnania, 7 maja 2013 r., podczas jasnogórskiej Mszy św. za śp. Marię Okońską abp Wacław Depo wypowiedział przed obliczem Matki Bożej dziękczynienie za jej ziemskie życie. – Była osobą świętą, zjednoczoną z Bogiem. „Per Mariam omnia soli Deo” – w tym zawołaniu streściła siebie i całe swoje życie – mówił Metropolita Częstochowski. Zwrócił uwagę, że przyszła na świat w roku Cudu nad Wisłą, 16 grudnia 1920 r., wraz z siostrą bliźniaczką Wandzią. Ojciec zginął jako ochotnik wojny bolszewickiej jeszcze przed ich urodzeniem. Abp Depo zacytował słowa Marii Okońskiej na ten temat, które dużo wyjaśniają w odniesieniu do dalszego życia założycielki Instytutu Prymasa Wyszyńskiego. Pisała: „Z tego przeżycia braku ojca płynęła wielka tęsknota. Nikt, kto tego nie przeżył, nie zrozumie, co to znaczy nie mieć ojca. Może na tym tle bardziej zrozumiała stanie się moja późniejsza więź z ks. Stefanem Wyszyńskim. Z moim, po Bogu, jedynym ojcem na ziemi”. W pożegnalnym kazaniu Ksiądz Arcybiskup ujawnił, że w 2005 r., kiedy Jan Paweł II był w szpitalu, Maria Okońska zgłosiła gotowość oddania za niego swojego życia, tak jak kiedyś była gotowa wraz z dziewczętami ofiarować życie za ks. Stefana Wyszyńskiego. Abp Depo wskazywał na świadectwo bezgranicznego oddania się Marii Okońskiej Bogu przez Maryję – i to do tego stopnia, że mogła za sługą Bożym kard. Stefanem Wyszyńskim powiedzieć, iż „kocha Boga i Maryję bardziej niż własne serce”.

Największa Apostołka Matki Bożej Jasnogórskiej

Kard. Stefan Wyszyński i kard. Karol Wojtyła przecierali dla Narodu drogę do Jasnej Góry, a towarzyszyła im właśnie Maria Okońska, którą o. Jerzy Tomziński nazwał Największą Apostołką Matki Bożej Jasnogórskiej.

Anna Krystyna Zyskowska we wspomnianej książce pt. „Idę z Wami...” cytuje wypowiedź Pawła Woldana – reżysera, scenarzysty, autora m.in. filmów o Prymasie Tysiąclecia: „Pani Maria Okońska była osobą, która nauczyła mnie pokory i szacunku wobec kobiet”. A kiedyś w naszej prywatnej rozmowie Paweł Woldan zwierzył się, że pani Maria z upływem lat wydawała mu się coraz piękniejsza. I wspominaliśmy jej refleksję, gdy mówiła, że Matka Boża ludzi miłujących Ją szczególnie odmładza.

Aby poznać najnowszą historię Kościoła w Polsce i wielkie dzieła Boże prowadzone przez Prymasa Tysiąclecia, warto nabyć do swojej biblioteki książkę Anny Krystyny Zyskowskiej „«Idę z Wami...». Dzieje Instytutu Prymasa Wyszyńskiego”. Jest ona kontynuacją publikacji tej samej autorki pt. „Jasnogórski Pielgrzym. Ojciec Narodu. Ksiądz Kardynał Stefan Wyszyński”, wydanej w 2012 r. przez Instytut Papieża Jana Pawła II w Warszawie. Z kart książki „Idę z Wami...” poznajemy na tle dziejów Instytutu Prymasa Wyszyńskiego święte życie Marii Okońskiej, która do 1996 r. była odpowiedzialną generalną Instytutu; później, do 2008 r., funkcję tę pełniła Anna Rastawicka, a obecnie działalnością Instytutu kieruje Stanisława Grochowska.

Jan Paweł II 24 marca 2004 r., podczas audiencji generalnej w Watykanie, zwracając się do członkiń Instytutu, powiedział: „Zawsze wiernie towarzyszyłyście Prymasowi Tysiąclecia w budzeniu w sercach Polaków tego osobistego pragnienia oddania siebie Matce Najświętszej, a przez Jej ręce Chrystusowi. Nie ustawajcie w tym apostolskim trudzie, a Niepokalana Matka Boga niech Was wspiera i prowadzi”.

Anna Krystyna Zyskowska, „Idę z Wami...”, Wydawnictwo Zakonu Paulinów „Paulinianum”, ul. ks. A. Kordeckiego 2, 42-225 Częstochowa, tel. (34) 377-72-22, 501-360-191.

Tagi:
wspomnienia prymas Polski

Ksiądz z wyrokiem

2019-08-27 12:56

Wojciech Dudkiewicz
Niedziela Ogólnopolska 35/2019, str. 44-45

Sługa Boży ks. Roman Kotlarz jest postacią poza Radomiem prawie nieznaną. Poświęcony mu film „Klecha” może to zmienić

stock.adobe.com
Ks. Roman Kotlarz grany przez Mirosława Bakę.

Komunistyczna bezpieka inwigilowała ks. Kotlarza przez całe lata. Ale za szczególnie niebezpiecznego wroga uznano go, gdy w czerwcu 1976 r. błogosławił uczestników protestów w Radomiu, a potem głosił kazania, w których upominał się o prawa robotników.

Wielokrotnie bity przez tzw. nieznanych sprawców na plebanii w podradomskim Pelagowie zmarł 18 sierpnia, niecałe dwa miesiące po Czerwcu ’76 – nieprzypadkowo jest uznawany za jedną z ofiar tamtych wydarzeń. W końcu ubiegłego roku rozpoczął się proces jego beatyfikacji.

Postać wraca

Jacek Gwizdała, reżyser „Klechy”, o wszczęciu procesu dowiedział się rok po rozpoczęciu zdjęć do filmu. Postać ks. Kotlarza chodziła za nim od lat; usłyszał o nim dwadzieścia parę lat temu, gdy produkował dokumentalny tryptyk „Miasto z wyrokiem” – o przyczynach, przebiegu i skutkach wydarzeń 1976 r. w Radomiu.

– Postać księdza była nieznana. A był, jak to określam, pierwszą sutanną na proteście robotniczym w Polsce. Nie było takiego księdza w 1956 r. w Poznaniu ani w 1970 r. na Wybrzeżu. W Radomiu pojawił się ksiądz z wiejskiej parafii w Pelagowie – mówi Jacek Gwizdała.

Dokument „I cicho ciało spocznie w grobie” z 1999 r. skupiony był na posłudze i śmierci księdza. Jeszcze nie było mowy o fabule; gdy jednak kilka lat temu Gwizdała reżyserował film „Kamień” o zapomnianym Czerwcu ’76, historia ks. Romana wróciła. – Stał się dla mnie ważną postacią, która wyprzedziła epokę Solidarności – przyznaje reżyser. – To był wielki kapłan, a jednocześnie prawdziwy duszpasterz, który opiekował się swoimi owieczkami.

Wiara i krzyż

Potrafił zjednywać sobie sympatię ludzi. Kazania wygłaszał prostym językiem, w sam raz dla przeciętnego wiernego. Młodych ludzi otaczał opieką, uczył ich nie tylko modlitwy, ale także np. posługiwania się nożem i widelcem. Upowszechniał wiedzę, szczególnie historyczną, której próżno było szukać w podręcznikach.

Bronił też wiary i krzyża, gdy mówił o sprawach niewygodnych dla władz. Ostrzegał, że rząd, który prześladuje Kościół, długo nie powojuje. Zdarzało się, że zwierzchnicy, chcąc uniknąć konfliktów z miejscowymi władzami, wnioskowali o przeniesienie go do innych parafii.

Gdy trafił do Pelagowa, konflikty z władzami nie ustały. W 1970 r. wszczęto nawet postępowanie w związku z jego działalnością, rzekomo szkodliwą dla państwa. To, co najgorsze, zdarzyło się dopiero, gdy w końcu czerwca 1976 r. w Pelagowie pojawili się esbecy z grupy „D” – tajnej specjalnej jednostki do walki z Kościołem metodami mniej konwencjonalnymi.

Jest prawie pewne, że śmierć ks. Kotlarza to skutek działań esbeków. Został on brutalnie pobity, a wszystko miało wyglądać na bandycki napad. Według prokuratury, duchownego pobili nieżyjący już funkcjonariusze. Jacek Gwizdała uważa, że gdyby zabójców złapano i skazano, to żyliby ks. Jerzy Popiełuszko i inni duchowni, którzy zostali zabici przez „nieznanych sprawców”. Nie odważono by się ich zabić.

Był tylko ksiądz

Nie było jeszcze KOR-u, ROPCziO, Solidarności, był samotny ksiądz z wiejskiej parafii pod Radomiem, który potrafił przeciwstawić się władzy. Przypadkowo natknął się w Radomiu na pochód robotników, którzy wyszli z zakładów w proteście przeciw podwyżkom cen żywności. Ze stopni kościoła Świętej Trójcy pobłogosławił demonstrantów.

Miał odwagę pobłogosławić protestujących, a potem opowiedzieć o tym z ambony. To przesądziło o jego losie. Na zachowanym, spisanym przez bezpiekę, tekście kazania ks. Kotlarza naniesiono notatkę, by przekazać go płk. Zenonowi Płatkowi, szefowi grupy „D” w IV Departamencie MSW. Oznaczało to wyrok na kapłana.

Ksiądz okazał się – według wiedzy Jacka Gwizdały – jedyną postacią w Kościele, która upominała się z ambony o prześladowanych robotników. W 1981 r. Solidarność jako warunek porozumienia się z komisją rządową postawiła wyjaśnienie śmierci ks. Kotlarza. Mieczysław Rakowski, jako wicepremier w ówczesnym rządzie Wojciecha Jaruzelskiego, nie wyraził na to zgody. Musiał znać kulisy tej sprawy.

Pierwsze śledztwo w sprawie śmierci ks. Kotlarza wszczęto w 1976 r. Dotyczyło ono jednak... rozpowszechniania nieprawdziwych informacji o tej śmierci i było skierowane przeciwko Jackowi Kuroniowi, który działał w KOR. W 1980 r. o. Hubert Czuma SJ zgłosił sprawę do prokuratury. W tamtej atmosferze jej wyjaśnienie nie było wykluczone.

Cechy „Mistrza”

Po wprowadzeniu stanu wojennego sprawa została umorzona. Co ciekawe, decyzję uzasadniono niewykryciem sprawców. Mimo to prokurator nie bał się napisać w uzasadnieniu, że ksiądz był bity. – To ważne stwierdzenie. Męczeństwo potwierdzone przez tych, którzy znęcanie się nad księdzem nadzorowali i kryli, chyba zadecyduje o beatyfikacji ks. Kotlarza – zaznacza Jacek Gwizdała.

Za podstawę scenariusza filmu „Klecha” posłużyła powieść „Powiedzcie swoim” Wojciecha Pestki. Reżyser nad fabułą pracował razem z autorem książki. I w niej, i w filmie pojawia się postać „Mistrza” – esbeka, szefa grupy „D”. Ma on cechy kilku osób z tego środowiska.

„Mistrza” zagrał Piotr Fronczewski. Nie trzeba było długo go namawiać. Przeczytał książkę i powiedział: Jedziemy. To on prowadzi nas w filmie przez historię ks. Kotlarza. Odwiedza go postulator procesu beatyfikacyjnego. Z tej rozmowy przenosimy się w lata 70. ubiegłego wieku i dowiadujemy się o działalności ks. Kotlarza, jego życiu, o tym, jak był inwigilowany, bity i prześladowany.

Szkolne śledztwo

Konsultantem twórców filmu jest ks. dr Szczepan Kowalik, który, jak sam twierdzi, przez większość życia był blisko związany z postacią sługi Bożego. W końcu lat 90. razem z kilkoma kolegami z VI LO w Radomiu przygotował na konkurs Ośrodka KARTA pracę o ks. Kotlarzu. Konkurs wygrali, a praca miała spory wpływ nie tylko na śledztwo. – Rozmawialiśmy z milicjantem, który opisał swoją libację z kolegami z resortu. Jeden z nich przyznał się, że jako ostatni bił ks. Kotlarza – mówi ks. Kowalik. – Milicjant potwierdził to w prokuraturze. Choć, jak się okazało, esbek już nie żył, znacznie zbliżyliśmy się do prawdy o śmierci księdza. Najpewniej znamy nazwisko tego, który zabił.

Praca i postać ks. Kotlarza miały wielki wpływ także na dalsze życie Szczepana Kowalika. W dużym stopniu przyczyniły się do podjęcia przez niego studiów historycznych, a także do odkrycia powołania i do wstąpienia do seminarium duchownego.

Do dziś postać ks. Kotlarza jest obecna w życiu ks. Kowalika. Kończy on kolejną publikację nt. księdza, znalazł się też w składzie specjalnej beatyfikacyjnej Komisji Historycznej, która bada okoliczności i gromadzi dokumenty związane z życiem i męczeństwem księdza z Pelagowa.

Pelagów w Sadkowie

Ekipa filmowa starała się dbać o szczegóły także w scenografii. Dawny drewniany kościół w Pelagowie został rozebrany, teraz stoi tam nowy. Ale ołtarz, prezbiterium, meble z zakrystii się zachowały. Filmowcy przenieśli je do pobliskiego kościoła w Sadkowie, który „grał” świątynię w Pelagowie. Filmowy ksiądz posługuje więc przy autentycznym ołtarzu, dotyka autentycznego kredensu.

– Do Radomia wjeżdżam na motorowerze, mijam grupy młodzieży, a potem dostrzegam robotników na wózkach – opowiadał dziennikarzom grający ks. Kotlarza Mirosław Baka. – Potem to wszystko przeradza się w protest, ludzie zaczynają krzyczeć: „Chcemy chleba!”, a ja wchodzę na stopnie kościoła i zaczynam ich błogosławić... Byłem szczerze wzruszony. Mam nadzieję, że te emocje udało się przenieść na ekran.

Premiera filmu odbędzie się wiosną przyszłego roku. Opóźnienie wynika z tego, że nie wszystkie instytucje, które to obiecały, dały pieniądze. Niektóre zaczęły kwestionować wymowę filmu. Koproducentem „Klechy” jest radomska Kuria. – To pozwoliło nam przebrnąć przez kłopoty, także finansowe – podkreśla reżyser. – Co ważne, nasi partnerzy rozumieją, że nie da się dziś zrobić o Kościele filmu cukierkowego, na kolanach.

„Klecha” na „Kler”?

O ks. Kotlarza upomniał się w 1977 r. abp Karol Wojtyła – ogólnie w Błotnicy, w czasie koronacji Matki Bożej Błotnickiej, a w 1991 r. – już jako papież Jan Paweł II – wprost w Radomiu. Kapłan z Pelagowa długo jednak pozostawał w cieniu, co Jacek Gwizdała tłumaczy ostrą akcją dezinformacyjną SB, która miała na celu podważenie moralnego prowadzenia się księdza. Ciągnęło się to przez 20 lat.

„Klecha” ma nie tylko upamiętnić ks. Romana Kotlarza i protest z Czerwca 1976 r., ale też być hołdem złożonym kapłanom, którzy byli doświadczani w czasach PRL.

„Tym to ważniejsze – czytamy w eksplikacji – że wiele skrytobójczych mordów i śmiertelnych przypadków pobicia i torturowania kapłanów niekryjących swego negatywnego stosunku do komunistycznej władzy nie zostało do dzisiaj wyjaśnionych”.

Film nie jest – jak to mówiono kilka miesięcy temu – odpowiedzią na osławiony „Kler” Wojciech Smarzowskiego. Chyba że ktoś tak chce go odczytać. – Nie wiedzieliśmy, że taki film powstaje – podkreśla Jacek Gwizdała. O „Klerze” usłyszeliśmy, gdy kończyliśmy zdjęcia do „Klechy”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Polska pod Krzyżem: modlitwa i świadectwa podczas Drogi Krzyżowej

2019-09-15 07:54

ks.an / Włocławek (KAI)

Po godzinie 20 na lotnisku w Kruszynie rozpoczęła się Droga Krzyżowa – kolejny punkt akcji „Polska pod Krzyżem”. Jej niezwykłość polegała nie tylko na tym, że odprawiona została w plenerze – na lotnisku, pośród morza świateł świec trzymanych w dłoniach wiernych, ale także dlatego, że oprócz słów Pisma Świętego zebrani wysłuchali świadectw osób świeckich i duchownych, o ich doświadczeniu krzyża.

B-C-designs/fotolia.com

Pomiędzy sektorami niesiony był drewniany trzymetrowy krzyż, a także duża monstrancja z Najświętszym Sakramentem. Modlitwie przewodniczył biskup włocławski Wiesław Mering.

Przy pierwszej stacji mąż chorej na nowotwór żony, Gabrysi, mówił o kolejnych wyrokach, jakimi były lekarskie orzeczenia o chorobie. Następnie ojciec umierającej dwunastoletniej córki wyznał, że przyszedł pod krzyż, bo jest w tej życiowej sytuacji zupełnie bezradny, a jego córka, jak dwunastoletnia córka ewangelicznego Jaira, czeka na cud. Przy trzeciej stacji mężczyzna, który uległ wypadkowi i nie może chodzić wyznał: „chcę otworzy się na Twój plan Panie – plan, którego do końca nie rozumiem”.

Agnieszka, mężatka z trójką dzieci opowiedziała o doświadczeniu śmierci nienarodzonego czwartego dziecka. „Ból, cierpienie i wtedy zwróciłam się do Maryi, bo któż lepiej zrozumie moje cierpienie niż Maryja. Moje przyjęcie krzyża dało mi siłę. Potem, gdy urodziłam martwe dzieciątko, w zagrożeniu było moje życie. Pytałam się, czy jestem gotowa odejść. I raz jeszcze przytuliłam się do krzyża. Zgoda na krzyż i przylgnięcie do Jezusa przyniosło owoce dla innych” – wyznała.

W kolejnych momentach przytoczone były świadectwa traumatycznych przeżyć mężczyzny po rozwodzie rodziców, które wracały już w dorosłym życiu, kobiety po zdradzie przez męża, która „uciekła pod Krzyż, by umieć przebaczyć i odnaleźć siebie, przeżyć podarowane nowe życie”. Przy siódmej stacji przytoczono doświadczenie tragedii smoleńskiej z 2010 roku. „Zginęli wszyscy, a my osieroceni mężowie, żony, rodzice, dzieci staliśmy przestraszeni i błądzący. Grozę powiększały niewytłumaczalne postępowania władzy, która wykazała tchórzostwo – oddała śledztwo w ręce tych, których było lotnisko. Szukaliśmy pocieszenia w modlitwie i mszach świętych. Od władz doświadczaliśmy pogardy i odrzucenia. Dziś dalej trudno zrozumieć, dlaczego tak się stało. Upadliśmy przed krzyż i uwierzyliśmy, że wiara to jedyna gwarancja spokoju, że spotkamy się z naszymi bliskimi w niebiosach” – mówił jeden z przedstawicieli rodzin smoleńskich.

Następnie świadectwo powiedziała kobieta po dokonanej aborcji i matka, której córka została zamordowana na tle seksualnym. Mężczyzna wykorzystany seksualnie przez księdza mówił o zniszczonym przez to doświadczenie życiu: „byłem szantażowany przez księdza, czułem wstyd, poczucie upodlenia, rozpacz, dalej były narkotyki, autoerotyka, życie z daleka od Boga. Bóg dał łaskę, że znalazłem się na neokatechumenalnej drodze. Odbudowałem życie wiary, krzyż śmierci stał się krzyżem życia. Spotkałem się z tym księdzem i zaniosłem mu przebaczenie. Wiem, że wiele osób skrzywdzonych przez księdza odeszło od Kościoła. Pomóżcie im, nie dziwcie się, bo bez wiary pozostaje tylko nienawiść” – mówił mężczyzna.

Przy jedenastej stacji do drzewa krzyża wbite zostały długie gwoździe. Uczynił to wykonawca drewnianego krzyża – stolarz z Włocławka. Następnie krzyż umieszczony został na specjalnie przygotowanym miejscu, w przeciwległym końcu sektorów dla pielgrzymów. Przy krzyżu umieszczony został Najświętszy Sakrament. W tym czasie świadectwo głosił chłopak, który sprowadzony został na złą drogę, w konsekwencji czego zamordował człowieka. Spojrzenie na krzyż dało mu siłę do wyznania grzechów, wejścia na drogę modlitwy i karmienia się Słowem Bożym.

Przy dwunastej stacji zaległa cisza rozrywana uderzeniami w gong. Biskup włocławski Wiesław Mering odmówił modlitwę: „oto my, Polacy, stajemy przed Tobą, by uznać Twoje panowanie, oddać się Twemu prawu. Uznajemy Twoje panowanie nad Polską i całym naszym narodem rozsianym po całym świecie”. Zawierzył całą Ojczyznę Chrystusowi Królowi.

Na zakończenie wierni odśpiewali uroczyste Te Deum – Ciebie Boga wysławiamy. W stojącej przed monstrancją z Najświętszym Sakramentem dużej kadzielnicy rozpalono kadzidło. Ksiądz Biskup udzielił błogosławieństwa kończącego Drogę Krzyżową. Rozpoczęła się nocna adoracja, która zakończy się Mszą świętą z niedzieli.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Papież w Domu św. Marty: módlmy się za rządzących

2019-09-16 12:36

st (KAI) / Watykan

Na konieczność modlitwy za rządzących zwrócił uwagę Franciszek podczas porannej Mszy św. w Domu Świętej Marty. Po wakacyjnej przerwie Ojciec Święty powrócił do sprawowania porannej Eucharystii z udziałem wiernych. W swojej homilii skupił się na pierwszym czytaniu z Pierwszego Listu św. Pawła do Tymoteusza (1 Tm 2,1-8), w którym Apostoł zachęca do modlitwy za wszystkich, w tym rządzących, „abyśmy mogli prowadzić życie ciche i spokojne z całą pobożnością i godnością”.

Grzegorz Gałązka

Cytując słowa św. Pawła papież zauważył, że „wszyscy ludzie Boży” są wezwani do modlitwy, prosząc „na każdym miejscu”, „bez gniewu i sporu”. Apostoł zaleca „prośby, modlitwy, wspólne błagania, dziękczynienia” za wszystkich ludzi, w tym „za królów i za wszystkich sprawujących władzę”. Podkreślił, iż Apostoł wskazuje, iż „środowiskiem” człowieka wierzącego jest modlitwa.

Jednocześnie Franciszek zauważył, że politycy albo otrzymują pochlebstwa od swoich protegowanych albo obelgi. Podobnie jest z biskupami, chociaż, jak zauważył, niektórzy z nich na to zasługują. Tym niemniej wielu ludziom weszło w krew rzucanie obelg pod adresem rządzących. W tym kontekście Ojciec Święty zwrócił uwagę na obowiązek modlitwy za sprawujących władzę. Nawiązując do niedawnego kryzysu rządowego we Włoszech papież zapytał: „Któż z nas modlili się za rządzących? Któż z nas modlił się za parlamentarzystów? Aby zgodnie budowali i rozwijali przyszłość swej ojczyzny?”. Przytoczył słowa Apostoła Pawła: „Chcę więc, by mężczyźni modlili się na każdym miejscu, podnosząc ręce czyste, bez gniewu i sporu” i zaapelował: „Należy dyskutować, a to jest funkcja parlamentu, należy dyskutować, ale nie niszczyć drugiego; trzeba wręcz modlić się za drugiego, za tego, który ma inne zdanie od mojego”.

Franciszek zauważył, że zdaniem wielu ludzi „polityka jest brudna”. Ale Paweł VI, podkreślił, że jest to „najwznioślejsza forma miłości”.

„Polityka może być brudna, tak jak każdy zawód może być brudny, każdy ... To my brudzimy różne rzeczy, ale jakaś sprawa sama w sobie nie jest brudna. Sądzę, że musimy nawrócić się i modlić za wszystkich polityków, wszystkich! Modlić się za rządzących. O to prosi Paweł. Kiedy słuchałem Słowa Bożego, przyszedł mi na myśl ten bardzo piękny fakt Ewangelii, władca modlący się za jednego ze swoich poddanych, setnik modlący się za swoje sługę. Także władcy muszą modlić się za swój lud, a ten modli się za swojego sługę: «To mój sługa, jestem za niego odpowiedzialny». Rządzący są odpowiedzialni za życie kraju. Dobrze pomyśleć, że jeśli ludzie modlą się za rządzących, to także rządzący będą zdolni do modlitwy za lud, tak właśnie jak ten setnik, który modli się za swojego sługę” – powiedział Ojciec Święty na zakończenie swej homilii.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem