Reklama

Idę z wami łowić ryby Boże

2014-04-28 14:24

Lidia Dudkiewicz
Niedziela Ogólnopolska 18/2014, str. 28-29

ARCHIWUM INSTYTUTU PRYMASA WYSZYŃSKIEGO

Wcześnie odkryła świętość jako wyjątkową szansę dla człowieka. I wytrwale tą drogą kroczyła, zapatrzona w Maryję

Maria Okońska odeszła rok temu, w maju, miesiącu poświęconym Matce Bożej, gdy w kościołach i kaplicach odprawiane były nabożeństwa majowe. Na warszawskiej stacji ostatniego pożegnania założycielki Instytutu Prymasa Wyszyńskiego śpiewano jej ulubioną pieśń – „Chwalcie łąki umajone”, a trumna, przystrojona pachnącymi bukiecikami konwalii, cała tonęła w białych kwiatach.

Do Warszawy przez Jasną Górę

– Jej miłość do Ojczyzny i miłość do Kościoła były nierozerwalne. Tak o śp. Marii Okońskiej mówił 11 maja 2013 r. w bazylice archikatedralnej św. Jana Chrzciciela w Warszawie podczas Mszy św. pogrzebowej abp Edmund Piszcz, emerytowany metropolita warmiński, przyjaciel zmarłej.

Ale wcześniej było pożegnanie w Częstochowie. Maria Okońska dostąpiła bowiem łaski przekroczenia bramy wieczności u stóp Jasnej Góry, w Domu Pamięci Stefana Kardynała Wyszyńskiego, gdzie przebywała tymczasowo, a właściwie już była przygotowana do powrotu do stolicy, pod swój stały adres. Za zgodą władz Zakonu Paulinów, na czele z ówczesnym ojcem generałem Izydorem Matuszewskim, na częstochowskim etapie pożegnania trumna z ciałem śp. Marii Okońskiej została ustawiona w miejscu, które zawsze kochała całym sercem – w Kaplicy Cudownego Obrazu Matki Bożej na Jasnej Górze, przed Ołtarzem Ojczyzny. To wydarzenie bez precedensu!

Reklama

Wezwanie do świętości

Dlaczego Maria Okońska mogła dostąpić wyjątkowego jasnogórskiego przywileju i przybyć na ostatnią audiencję do Matki Bożej w Kaplicy Cudownego Obrazu? Odpowiedź znajdziemy w książce Anny Krystyny Zyskowskiej pt. „«Idę z Wami...». Dzieje Instytutu Prymasa Wyszyńskiego”, która ukazała się w 2013 r. w Wydawnictwie Zakonu Paulinów „Paulinianum”. Na tle historii Instytutu, którego początki sięgają 1942 r., autorka ukazuje życie jego założycielki. Warto sięgnąć do relacji zawartej na ostatnich stronach książki: „Spośród wielu moich spotkań i rozmów z Marysią to ostatnie spotkanie, w dniu 5 maja 2013 r., przeszło do historii – pisze Anna Krystyna Zyskowska. – Było to kilka godzin przed jej odejściem do Domu Ojca. Weszłam do pokoju i powiedziałam: «Marysiu, jest już książka o Tobie i o początkach Instytutu». Zapytała: «A jaki ma tytuł?». Odpowiedziałam, że tytuł książki to słowa z listu Ojca do niej [członkinie Instytutu nazywają kard. Stefana Wyszyńskiego Ojcem – przyp. red.]: «Idę z Wami łowić ryby Boże». Powiedziała do mnie, że jest to najlepsza wiadomość, jaką usłyszała w ostatnim czasie. Była zadowolona i dziękowała, opowiadając o swojej rodzinie. Ja, widząc jej radość, poprosiłam, aby mi zrobiła krzyżyk – taki, jak nam robiła w ważnych chwilach – i prosiłam o modlitwę. Wtedy powiedziała: «Masz być święta!». I zrobiła z wielkim skupieniem i namaszczeniem krzyżyk na moim czole. Miałam wrażenie, że chce go jakby wyrzeźbić – aby już pozostał na zawsze. Byłam radosna tym spotkaniem, klęcząc przy jej łóżku. I wtedy Marysia, ku mojemu zaskoczeniu, uczyniła nade mną wielki znak krzyża, błogosławiąc mi. Klęczałam zdumiona tym, co się stało. Wiedziałam, że stało się coś wielkiego. Czy było to ostatnie pożegnanie? Nie mogłam w to uwierzyć. Przypomniałam sobie w tej chwili słowa Marysi, że jej mama w chwili pożegnania przed Powstaniem Warszawskim uczyniła nad nią wielki znak krzyża. Historia się powtarza...”.

Maria Okońska zmarła kilka godzin po tym spotkaniu z autorką książki – 6 maja 2013 r. nad ranem, o godz. 3.35. Jako swój testament pozostawiła nam wszystkim wezwanie do świętości. Ileż razy osobiście z jej ust słyszeliśmy słowa: „Bądź święty!”. „Bądź święta!”. Starała się, abyśmy to wyraźnie usłyszeli. Wcześnie odkryła świętość jako wyjątkową szansę dla człowieka. I wytrwale tą drogą kroczyła, zapatrzona w Maryję.

Nasze spotkania

Marię Okońską poznałam bliżej dzięki pracy w redakcji, gdyż przez wiele lat drukowała swoje teksty na łamach „Niedzieli”. Na początku przysyłała artykuły w rękopisie, potem przepisane na maszynie, a w końcu – złożone na komputerze. A więc świat wokół się zmieniał, a ona wytrwale wspominała wielkie sprawy Boże i wiernie je opisywała m.in. w „Niedzieli”. Zawsze czekaliśmy na jej telefon, zapowiadający nowy artykuł, a nawet osobistą wizytę. Gdy przyjeżdżała z Warszawy do Częstochowy, często odwiedzała „Niedzielę”. Bardzo elegancka, zwykle przynosiła pyszne pączki, pięknie zapakowane. Można było długo z nią rozmawiać, nie tylko o sprawach redakcyjnych. Była to przecież żywa historia. Słuchałam więc opowieści dotyczących najważniejszych wydarzeń z życia Kościoła i Ojczyzny, w których centrum znalazła się Maria Okońska, w związku z tym, że wraz z członkiniami Instytutu Prymasowskiego pracowała z kard. Stefanem Wyszyńskim.

Udział w warszawskim cudzie 1944 r.

Ale tak naprawdę odkryłam Marię Okońską po zapoznaniu się z jej wspomnieniami z okresu Powstania Warszawskiego. Jako młoda, piękna dziewczyna, przekonana, że Polska odzyska siłę i wolność, kiedy wzmocni się moralnie, chciała zorganizować ośrodek wychowawczy dla młodzieży żeńskiej. Stąd zapoczątkowana w 1942 r. idea utworzenia na gruzach II wojny światowej „Miasta Dziewcząt”, którego programem duchowym miało być Osiem Błogosławieństw, a patronką – Maryja Królowa Polski. Z tej idei zrodził się obecny Instytut Prymasa Wyszyńskiego.

W 1944 r., podczas Powstania Warszawskiego, wraz z kilkoma dziewczętami z narażeniem życia wychodziła na ulice powstańczej stolicy, aby zachęcać ludność do wielkiej modlitwy w ramach przygotowanego przez siebie programu: „Nowa mobilizacja walczącej Warszawy”. Chodziło o mobilizację ducha – dziewczęta pragnęły Różańcem ratować płonącą stolicę. Biegały po Warszawie pośród wybuchających granatów, aby nieść nadzieję, mówić o mocy Maryi oraz przekazać ryngrafy i medaliki z wizerunkiem Matki Bożej Jasnogórskiej. Do potrzebujących przyprowadzały kapłanów z Najświętszym Sakramentem. Nieraz do wieczora nic nie jadły, bo chciały zachować post eucharystyczny, a nie wiedziały, kiedy będzie możliwe przyjęcie Komunii św. Taka była Marysia Okońska jako 19-letnia dziewczyna.

Zapamiętam na zawsze zapisaną w powstańczych wspomnieniach Marysi opinię kleryka Edwarda Materskiego, późniejszego biskupa, który tak wyraził się o niej i towarzyszących jej dziewczętach: „Nie dam na nie nic powiedzieć. Widziałem je w Powstaniu Warszawskim i widziałem, jak wierzyły”. A zagadką dla niego było, dlaczego dziewczęta się nie załamały, skoro obiecywały Warszawie cud, a przyszła klęska. I wtedy Marysia, na gruzach Warszawy, gdzieś niedaleko placu Zbawiciela, tłumaczyła mu, że cud polega na tym, iż Warszawa umiera w stanie łaski, rozmodlona podąża na Apel do Nieba na święto Matki Bożej – a było to 26 sierpnia 1944 r. Jej spokój wynikał stąd, że w walczącej Warszawie ludzie się spowiadali, przyjmowali Komunię św. i sakrament namaszczenia. Mówiła, iż przez całe powstanie wraz z dziewczętami „pielgrzymowała” na Jasną Górę. Każdy krok stawiały one w przekonaniu, że idą do Matki Bożej, w Jej ramiona, dla wypełnienia jakiegoś posłannictwa.

Połączyła ich miłość do Matki Bożej

Zaraz po wojnie Maria Okońska z grupą dziewcząt dotarła na Jasną Górę. To główna stacja na jej maryjnej drodze. Wymarzone „Miasto Dziewcząt” zostało zrealizowane w postaci „Miasta Bożego” – obecnego Instytutu Prymasa Wyszyńskiego. I tak Maria Okońska nadal podążała z Maryją przez swoje ziemskie życie, wypełniając ważne dla Kościoła zadania u boku kard. Stefana Wyszyńskiego, będąc inspiratorką wielu wielkich dzieł Bożych. A połączyła ich miłość do Matki Bożej. Gdy w 1953 r. kard. Wyszyński został aresztowany, Maria Okońska organizowała czuwania modlitewne na Jasnej Górze, a od 1954 r. sama stała się dobrowolnym więźniem, nie opuszczała tego miejsca, ze świętym uporem modląc się o wolność dla Księdza Prymasa i zwycięstwo Matki Bożej w Polsce. W 1956 r. docierała do Prymasa uwięzionego w Komańczy. Stała się łącznikiem między nim a Jasną Górą. W dniu Jasnogórskich Ślubów Narodu, 26 sierpnia 1956 r., była jedynym świadkiem, jak uwięziony w Komańczy Prymas Polski czytał tekst ślubów składanych przez Naród na Jasnej Górze. W imieniu ludu Bożego odpowiadała: „Królowo Polski, przyrzekamy!”.

Po uwolnieniu kard. Wyszyńskiego wraz z Instytutem oddała się całkowicie pracy nad realizacją programu Jasnogórskich Ślubów Narodu w ramach Wielkiej Nowenny. Dzięki Marii Okońskiej zostały ocalone kazania Prymasa Tysiąclecia. Osobiście wykonała tysiące jego zdjęć, stanowiących obecnie cenne archiwum. Do końca życia kard. Wyszyńskiego pracowała w Sekretariacie Prymasa Polski. Doceniona przez biskupów, była członkiem Komisji Maryjnej Episkopatu Polski.

O. Jerzy Tomziński, paulin, świadek życia sługi Bożego kard. Stefana Wyszyńskiego, który miał możliwość podpatrywania go z bliska, mówi, że tak właśnie wygląda święty. W odniesieniu do Marii Okońskiej też można powiedzieć: tak właśnie wygląda święta. Ona emanowała miłością, dobrocią i pięknem, jak anioł.

Per Mariam omnia soli Deo

Na pierwszym etapie ostatniego pożegnania, 7 maja 2013 r., podczas jasnogórskiej Mszy św. za śp. Marię Okońską abp Wacław Depo wypowiedział przed obliczem Matki Bożej dziękczynienie za jej ziemskie życie. – Była osobą świętą, zjednoczoną z Bogiem. „Per Mariam omnia soli Deo” – w tym zawołaniu streściła siebie i całe swoje życie – mówił Metropolita Częstochowski. Zwrócił uwagę, że przyszła na świat w roku Cudu nad Wisłą, 16 grudnia 1920 r., wraz z siostrą bliźniaczką Wandzią. Ojciec zginął jako ochotnik wojny bolszewickiej jeszcze przed ich urodzeniem. Abp Depo zacytował słowa Marii Okońskiej na ten temat, które dużo wyjaśniają w odniesieniu do dalszego życia założycielki Instytutu Prymasa Wyszyńskiego. Pisała: „Z tego przeżycia braku ojca płynęła wielka tęsknota. Nikt, kto tego nie przeżył, nie zrozumie, co to znaczy nie mieć ojca. Może na tym tle bardziej zrozumiała stanie się moja późniejsza więź z ks. Stefanem Wyszyńskim. Z moim, po Bogu, jedynym ojcem na ziemi”. W pożegnalnym kazaniu Ksiądz Arcybiskup ujawnił, że w 2005 r., kiedy Jan Paweł II był w szpitalu, Maria Okońska zgłosiła gotowość oddania za niego swojego życia, tak jak kiedyś była gotowa wraz z dziewczętami ofiarować życie za ks. Stefana Wyszyńskiego. Abp Depo wskazywał na świadectwo bezgranicznego oddania się Marii Okońskiej Bogu przez Maryję – i to do tego stopnia, że mogła za sługą Bożym kard. Stefanem Wyszyńskim powiedzieć, iż „kocha Boga i Maryję bardziej niż własne serce”.

Największa Apostołka Matki Bożej Jasnogórskiej

Kard. Stefan Wyszyński i kard. Karol Wojtyła przecierali dla Narodu drogę do Jasnej Góry, a towarzyszyła im właśnie Maria Okońska, którą o. Jerzy Tomziński nazwał Największą Apostołką Matki Bożej Jasnogórskiej.

Anna Krystyna Zyskowska we wspomnianej książce pt. „Idę z Wami...” cytuje wypowiedź Pawła Woldana – reżysera, scenarzysty, autora m.in. filmów o Prymasie Tysiąclecia: „Pani Maria Okońska była osobą, która nauczyła mnie pokory i szacunku wobec kobiet”. A kiedyś w naszej prywatnej rozmowie Paweł Woldan zwierzył się, że pani Maria z upływem lat wydawała mu się coraz piękniejsza. I wspominaliśmy jej refleksję, gdy mówiła, że Matka Boża ludzi miłujących Ją szczególnie odmładza.

Aby poznać najnowszą historię Kościoła w Polsce i wielkie dzieła Boże prowadzone przez Prymasa Tysiąclecia, warto nabyć do swojej biblioteki książkę Anny Krystyny Zyskowskiej „«Idę z Wami...». Dzieje Instytutu Prymasa Wyszyńskiego”. Jest ona kontynuacją publikacji tej samej autorki pt. „Jasnogórski Pielgrzym. Ojciec Narodu. Ksiądz Kardynał Stefan Wyszyński”, wydanej w 2012 r. przez Instytut Papieża Jana Pawła II w Warszawie. Z kart książki „Idę z Wami...” poznajemy na tle dziejów Instytutu Prymasa Wyszyńskiego święte życie Marii Okońskiej, która do 1996 r. była odpowiedzialną generalną Instytutu; później, do 2008 r., funkcję tę pełniła Anna Rastawicka, a obecnie działalnością Instytutu kieruje Stanisława Grochowska.

Jan Paweł II 24 marca 2004 r., podczas audiencji generalnej w Watykanie, zwracając się do członkiń Instytutu, powiedział: „Zawsze wiernie towarzyszyłyście Prymasowi Tysiąclecia w budzeniu w sercach Polaków tego osobistego pragnienia oddania siebie Matce Najświętszej, a przez Jej ręce Chrystusowi. Nie ustawajcie w tym apostolskim trudzie, a Niepokalana Matka Boga niech Was wspiera i prowadzi”.

Anna Krystyna Zyskowska, „Idę z Wami...”, Wydawnictwo Zakonu Paulinów „Paulinianum”, ul. ks. A. Kordeckiego 2, 42-225 Częstochowa, tel. (34) 377-72-22, 501-360-191.

Tagi:
wspomnienia prymas Polski

Znałem Świętego

2019-10-29 12:48

Wysłuchała Anna Artymiak
Edycja lubelska 44/2019, str. 1, 5

O spotkaniach z Prymasem Tysiąclecia kard. Stefanem Wyszyńskim opowiada biskup senior Ryszard Karpiński

Archiwum KUL
Prymas Polski kard. Stefan Wyszyński podczas wizyty w Lublinie

Gdy przyjechałem do Liceum Biskupiego w Lublinie we wrześniu 1949 r., prymas Stefan Wyszyński był już w Warszawie. Byłem na pierwszym roku studiów w seminarium, gdy został aresztowany; pamiętam, jak ojciec duchowny prosił nas o modlitwy i zacytował słowa Pisma Świętego: „Uderz pasterza, a rozproszą się owce” (Za 13,7). Do Lublina bp Stefan Wyszyński przyjechał na uroczystą inaugurację na KUL 11 listopada 1956 r. Wygłosił homilię w czasie Mszy św. w kościele akademickim i przemawiał w auli; wtedy widziałem go po raz pierwszy. Drugi raz spotkałem go na Jasnej Górze, kiedy jako diakon towarzyszyłem bp. H. Strąkowskiemu 26 sierpnia 1958 r. Miałem okazję być dość blisko Księdza Prymasa i obserwować go, jak głosił kazanie podczas Sumy; wyjął kartkę z brewiarza, na której miał zapisane punkty do homilii. Podobało mi się, jak mówił pięknym polskim językiem, nie powtarzał się, nawiązywał do tekstów biblijnych i do naszej sytuacji. Mówił o wierności łasce uświęcającej; to temat drugiego roku Wielkiej Nowenny.

Rzymskie spotkania

Później poznałem Księdza Prymasa bliżej. Otrzymałem stypendium na kontynuowanie studiów biblijnych w Rzymie i zamieszkałem w Instytucie Polskim przy ul. Pietro Cavallini, gdzie Prymas zatrzymywał się, kiedy przyjeżdżał do Rzymu. Początkowo zatrzymywał się tam także kard. Karol Wojtyła.

Prymas Wyszyński był bardzo zajęty i miał mało czasu dla nas. Do Mszy św. służyli mu księża z Gniezna lub z Warszawy; często uczestniczyli w nich Polacy. Podziwiałem, jak przygotowywał się i z jakim namaszczeniem sprawował Eucharystię. Widziałem też, jak klękał wieczorem do konfesjonału, aby skorzystać z sakramentu pokuty u ks. inf. Franciszka Mączyńskiego, rektora naszego domu, byłego więźnia obozu koncentracyjnego. Podczas Soboru tylko kolacje mieliśmy razem. Prymas często zapraszał na nie Ojców Soboru lub innych gości. Czasem zapraszał nas do zakrystii, aby udzielić pouczenia czy zwrócić na coś uwagę. Zapamiętałem dwa takie spotkania. Jedno dotyczyło noszenia sutanny jako stroju duchownego; Prymas przestrzegał, abyśmy „nie przebierali się za kelnerów”. Drugie dotyczyło przedmiotów podawanych jemu czy innym biskupom do przewiezienia do Polski. Podkreślał, że chętnie zabieramy obrazki czy inne przedmioty liturgiczne, książki, a nawet materiał na sutannę, habit czy welon, ale żywności to jeszcze nam w Polsce nie brakuje. Kard. Wyszyński przyjeżdżał zawsze z kapelanem. Czasem z dwoma, jeden był do pomocy w liturgii i do załatwiania różnych spraw, drugi był sekretarzem. Mówił, że przynajmniej stąd może odpisywać na listy i nie musi bać się tego, że pisma będą kontrolowane. Przyjeżdżała też z Paryża Maria Winowska, Polka znająca doskonale język francuski, która wiele pisała o Kościele w Polsce po francusku. Przypuszczam, że dużo pomagała Księdzu Prymasowi w kontaktach zagranicznych.

Ważne wydarzenie

Przyjazd kard. Stefana Wyszyńskiego do Rzymu to było wydarzenie! Zwykle pociąg z Wiednia wjeżdżał na pierwszy peron. Prymasa witał przedstawiciel rządu włoskiego w randze ministra; był też ktoś z Watykanu i nieliczna wtedy Polonia włoska, głównie z rodzin żołnierzy polskich z Armii Andersa, którzy tam pozostali. Czasem jako studenci witaliśmy go albo żegnaliśmy. Prymas wolał pociąg; miał zarezerwowany przedział i mógł spokojnie pracować czy odpoczywać. Dopiero w ostatnich latach życia przylatywał samolotem.

Wiem też, że jeden z księży studentów gnieźnieńskich, Jerzy Dąbrowski, późniejszy biskup, był proszony, żeby do domów międzynarodowych, tam, gdzie księża biskupi – Ojcowie Soboru z różnych krajów się zatrzymywali, zawieźć korespondencję od Księdza Prymasa. Był to obraz Matki Bożej Częstochowskiej i hostia z wizerunkiem Madonny Jasnogórskiej. Kard. Wyszyński chciał, aby Jej kult był rozpowszechniany wśród innych narodów.

Żywy Kościół

Po Soborze zapraszano do Polski szefów różnych dykasterii rzymskich i innych hierarchów, aby poznali życie Kościoła w Polsce pod pręgierzem komuny; że jednak tu Kościół żyje, pracuje i nie jest „Kościołem milczenia”, jak nas powszechnie nazywano. W ten sposób towarzyszyłem jako tłumacz abp. E. Clarizio w 1973 r. i kard. S. Bagio w 1975 r. Wiem, że Prymas Tysiąclecia nie lubił wyrażenia „Kościół milczenia”. – Tam na Zachodzie oni są nieraz bardziej „Kościołem milczenia” niż my, bo może nieraz więcej milczą, a powinni korzystać z prawa do wolności religijnej i podnosić głos. Do wielu spraw się jakoś przyzwyczaili, podczas gdy my upominamy się o prawa Kościoła – mówił. Wiem też, że Ksiądz Prymas niechętnie udzielał wywiadów do prasy zagranicznej, bo mówił: – Jeśli mam coś do zarzucenia, to wolę to powiedzieć u siebie w kraju, a nie wynosić za granicę.

Serdeczna wdzięczność

Ksiądz Prymas pozostawiał naszemu księdzu rektorowi dużo stypendiów mszalnych, jako pomoc dla nas i ewentualnie na zakup np. książek dla kolegów w Polsce. Kiedyś kard. Wyszyński przywiózł do Rzymu swojego długoletniego kierowcę, Stanisława Maciejaka. W tym czasie miałem „pod opieką” sześć sióstr polskich z międzynarodowego zgromadzenia Sióstr Szkolnych de Notre Dame i mogłem korzystać z ich rzymskiego mikrobusa, dlatego proszono mnie, aby zabrać na jakąś wycieczkę pana Stanisława. Byłem mile zaskoczony, gdy Ksiądz Prymas podziękował mi osobiście za ten gest.

Gdy dowiedziałem się o śmierci kard. Stefana Wyszyńskiego, prosiłem przełożonych w pracy, w Papieskiej Komisji ds. Duszpasterstwa Migrantów i Podróżujących, aby pozwolili mi wziąć udział w pogrzebie, abym w ten sposób mógł wyrazić mu wdzięczność za możliwość studiów w Rzymie i pracy dla Stolicy Apostolskiej. Zgodę uzyskałem bez trudności, m.in. także dlatego, że Ksiądz Prymas po nagłej śmierci abp. J. Gawliny był także opiekunem polskiej emigracji.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Przewodniczący Episkopatu: Aborcja ze względu na ryzyko choroby dziecka to dyskryminacja

2019-11-13 08:36

BP KEP / Warszawa (KAI)

„Brak decyzji Trybunału Konstytucyjnego sprawia, że w kolejnych latach zabijane będą setki dzieci, tylko dlatego, że są bezbronne i poszkodowane przez los” – podkreśla abp Stanisław Gądecki, Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski w wydanym dziś komunikacie.

episkopat.pl

Publikujemy treść przekazanego KAI Komunikatu Przewodniczącego KEP

Kto by to dziecko przyjął w imię moje, Mnie przyjmuje; a kto by Mnie przyjął, przyjmuje Tego, który Mnie posłał” (Łk 9,48).

Ze smutkiem przyjęliśmy odmowę rozpatrzenia wniosku poselskiego odnoszącego się do kwestii konstytucyjności tzw. aborcji eugenicznej przez Trybunał Konstytucyjny. W przeszłości Trybunał Konstytucyjny zapisał się chwalebnie w polskiej debacie na temat prawnej ochrony dziecka poczętego. W wydanym pod przewodnictwem prof. Andrzeja Zolla w 1997 roku orzeczeniu (K. 26/96) uznał on, że: „Demokratyczne państwo prawa jako naczelną wartość stawia człowieka i dobra dla niego najcenniejsze. Dobrem takim jest życie, które w demokratycznym państwie prawa musi pozostawać pod ochroną konstytucyjną w każdym stadium jego rozwoju. Wartość konstytucyjnie chronionego dobra prawnego jakim jest życie ludzkie, w tym życie rozwijające się w fazie prenatalnej, nie może być różnicowana. (…) Od momentu powstania życie ludzkie staje się więc wartością chronioną konstytucyjnie. Dotyczy to także fazy prenatalnej”.

Obowiązujące w Polsce przepisy o prawnej ochronie życia ludzkiego, za sprawą zamieszczonych w ustawie tzw. wyjątków, wciąż naruszają wspomnianą zasadę demokratycznego państwa prawnego. W szczególny sposób jest to prawdziwe w stosunku do tzw. aborcji eugenicznej dopuszczonej prawnie na podstawie dużego prawdopodobieństwa upośledzenia lub choroby. Nie chodzi tutaj o fakt choroby, a jedynie o poważne ryzyko ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu lub nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu. W obu przypadkach mamy do czynienia z dopuszczeniem przerwania ciąży – jak podkreślają posłowie wnioskodawcy – „bez dostatecznego usprawiedliwienia koniecznością ochrony innej wartości, prawa lub wolności konstytucyjnej” (zob. Wniosek do TK sygn. K. 13/17) w oparciu o niekreślone kryteria legalizacji takiego działania.

Aborcja z powodu ciężkiego lub nieodwracalnego upośledzenia płodu jest odmową prawa do życia dzieciom zdolnym do życia, a często zdolnym także do wykonywania w dorosłym życiu np. zawodów zaufania publicznego. Posłowie zaskarżający ten przepis przywołują przykład kobiet z zespołem Turnera, które wykonują w Polsce zawód lekarza. W przypadku nieuleczalnej choroby zagrażającej życiu dziecka mamy prawne przyzwolenie na selekcję z uwagi na stan zdrowia nieurodzonego jeszcze dziecka, co stanowi bezpośrednią dyskryminację.

Jako katolicy na początku każdej Mszy św. wypowiadamy słowa spowiedzi powszechnej. Mówimy o grzechach popełnionych myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem…. Zaniedbanie powoduje często nieodwracalną krzywdę w stopniu nie mniejszym niż złe działanie. Brak decyzji Trybunału Konstytucyjnego sprawia, że w kolejnych latach zabijane będą setki dzieci, tylko dlatego, że są bezbronne i poszkodowane przez los.

Oczekujemy beatyfikacji ks. kard. Stefana Wyszyńskiego, niestrudzonego obrońcy życia. „Przeszedł czas – mówił Ksiądz Prymas - ażeby wstrząsnąć sumieniami, ażeby każdy wyzwolił się z kłamstwa, jakim jest określanie zabójstwa słowem ‘zabieg’. To nie jest zabieg, ale morderstwo, przerywające dzieje człowieka, które zapoczątkował Ojciec przed wiekami” (09.03.1975). „Wszelkie działanie przeciwko rozpoczętemu życiu – nauczał Prymas Tysiąclecia - jest zwykłą zbrodnią przeciwko prawom natury! Powstające pod sercem matki nowe życie nie należy do niej. Jest ono własnością nowego człowieka! Nikt nie może bezkarnie pozbawiać życia kształtującej się dopiero istoty ludzkiej, zwłaszcza, że jest ona bezbronna. Musi więc mieć swoich obrońców. Obrońcą jest sam Bóg, który się upomni o to życie…” (11.01.1976).

Wyrażam jednocześnie moje rozczarowanie z powodu niedotrzymania jak dotąd obietnicy wyborczej złożonej kiedyś przez partię rządzącą o ochronie życia od poczęcia (por. Program Prawa i Sprawiedliwości 2014 r., s. 7).

W biblijnym dialogu Boga z Abrahamem pada pytanie o dziesięciu sprawiedliwych, których obecność może uratować miasto. Polska pyta dzisiaj o tych dziesięciu sprawiedliwych, których potrzebuje nasza Ojczyzna, aby móc się prawidłowo rozwijać, chroniąc sprawiedliwie życie wszystkich swoich obywateli.

+ Stanisław Gądecki Arcybiskup Metropolita Poznański Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski Wiceprzewodniczący Konferencji Episkopatów Europy

CZYTAJ DALEJ

Reklama

#ZatrzymajAborcję w rękach lewicy

2019-11-13 21:56

Artur Stelmasiak

Według nieoficjalnych informacji przewodniczącym sejmowej Komisji Rodziny i Polityki Społecznej ma być poseł z lewicy. W tej komisji znajduje się obywatelski projekt poparty przez KEP #ZatrzymajAborcję.

Artur Stelmasiak

Oznacza to, że według własnych wytycznych, Prawo i Sprawiedliwość próbuje zrzucić odpowiedzialność za brak działań ws. ochrony życia na lewicę, czyli na postkomunistów SLD, partię Roberta Biedronia i partię Razem.

Przypomnijmy, że obywatelski projekt Zatrzymaj Aborcję uzyskał pełne poparcie biskupów podczas plenarnych obrad Konferencji Episkopatu Polski. Trafił do sejmu w listopadzie 2017 roku z rekordowym poparciem Polaków 830 tys. podpisów. Na początku roku 2018 roku w pierwszym czytaniu w głosowaniu uzyskał miażdżącą sejmową przewagę prawie 280 posłów.

Po pierwszym czytaniu projekt Zatrzymaj Aborcję trafił do Komisji Rodziny i Polityki Społecznej, a w między czasie uzyskał także pozytywną opinię sejmowej komisji sprawiedliwości i praw człowieka. Na tym dobre wieści z sejmu się skończyły, bo ówczesna szefowa komisji Rodziny poseł Bożena Borys-Szopa przez wiele tygodni skutecznie blokowała rozpatrywanie projektu. Nawet, gdy dochodziło do głosowania na komisji to większość polityków PiS głosowało w koalicji z posłami PO i Nowoczesnej skutecznie torpedując dalsze prace nad ochroną życia. W lipcu 2018 roku powołano specjalną podkomisję, do której weszli starannie wyselekcjonowani posłowie PiS. Okazało się, że to najgorsza podkomisja chyba w historii sejmu, bo nie zebrała się ani razu. Osobiście za obronę aborcji eugenicznej odpowiedzialni są posłowie PiS: Grzegorz Matusiak (przewodniczący), Anita Czerwińska, Ewa Kozanecka, Urszula Rusecka, Teresa Wargocka.

Według ustaleń Tygodnika "Niedziela" projekt popierany przez KEP ma zostać oddany w ręce skrajnie lewicowych polityków, co oznacza, że Prawo i Sprawiedliwość ma zamiar oddać ten najważniejszy projekt obywatelski na pożarcie polityków proaborcyjnych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem