Reklama

Powinności polskiego parlamentarzysty

2014-05-13 13:04


Niedziela Ogólnopolska 20/2014, str. 10-11

Grzegorz Gałązka

Z abp. Markiem Jędraszewskim, metropolitą łódzkim, wiceprzewodniczącym KEP, członkiem watykańskiej Kongregacji Edukacji Katolickiej rozmawia Anna Cichobłazińska

ANNA CICHOBŁAZIŃSKA: – Księże Arcybiskupie, Polska znajduje się w konkretnym położeniu geopolitycznym, w ramach struktur europejskich, w którym tworzone jest prawo dotyczące wszystkich obywateli. Ostatnie doświadczenia związane z genderowymi programami unijnymi zmuszają nas do postawienia pytania o odpowiedzialność naszych reprezentantów w strukturach Unii, Parlamentu Europejskiego za stanowione tam prawo. Wielu przecież przyznaje się do wiary. Jak to rozumieć?

ABP MAREK JĘDRASZEWSKI: – Zanim wprost odpowiem na Pani pytanie, nawiążę do spotkania w Trewirze, które miało miejsce kilkanaście lat temu, w 1998 r. Byłem wtedy młodym biskupem. Zostałem poproszony przez bp. Piotra Liberę, ówczesnego sekretarza generalnego Konferencji Episkopatu Polski, do wzięcia udziału w sympozjum odbywającym się właśnie w tym starodawnym pięknym mieście, pamiętającym jeszcze czasy rzymskie, m.in. Ambrożego, Heleny, Konstancjusza i Konstantyna Wielkiego. Sympozjum było poświęcone problematyce poszerzenia Europy przez kraje dawnego Ostblocku. Było to jeszcze przed finalizacją rozmów akcesyjnych Polski do Unii Europejskiej. Nie było jeszcze Konstytucji Unii Europejskiej w obecnym jej kształcie, a sytuacja członkostwa Polski wyglądała inaczej niż dzisiaj. Wstępowaliśmy do Unii, która zaraz potem zmieniła reguły gry. Powiedziałem wówczas w obszernym referacie (drugi referat miał kard. Walter Kasper, biskup Rottenburga-Stuttgartu, niedługo potem powołany przez Ojca Świętego Jana Pawła II do Rzymu), że obecna sytuacja przypomina sytuację Polski sprzed tysiąca lat. Wtedy Mieszko I stanął przed dylematem: włączyć się w struktury ówczesnego zachodniego świata pod warunkiem przyjęcia chrztu, a zatem pod warunkiem o charakterze religijnym, czy nie. To była decyzja polityczna. Dodam jeszcze, że nie chcę tutaj wykluczać jego motywacji o charakterze religijnym. Są takie opracowania historyczne, które mówią, że Mieszko I w pewnym momencie swego życia spotkał się z chrześcijaństwem i uwierzył w Boga. Jego decyzja o przyjęciu chrztu została podjęta wbrew ówczesnym elitom państwa Polan, elitom jednoznacznie i w ogromnej większości pogańskim, którym w pewnym sensie narzucił chrześcijaństwo z osobistych powodów o charakterze religijnym. Decyzja Mieszka I pod tym względem przypominała zatem sytuację i decyzję Konstantyna Wielkiego, który edyktem mediolańskim z 313 r. przyznał wyznawcom religii chrześcijańskiej prawo obywatelstwa w Cesarstwie Rzymskim, kładąc kres przez prawie trzy wieki trwającym prześladowaniom chrześcijan, a tym samym nadając nowy bieg historii Europy i świata. Jego decyzja wynikała z religijnej wizji, którą miał w nocy przed bitwą z Maksencjuszem przy moście Mulwijskim, wizji, podczas której ujrzał na niebie krzyż, a pod nim napis: „W tym znaku zwyciężysz”. Nie wykluczam, że podobna decyzja o charakterze religijnym mogła mieć miejsce w przypadku Mieszka I, co jest bardzo ważne także w świetle zbliżającej się 1050. rocznicy chrztu Polski. To był genialny władca. Postawiono mu warunki: możesz wejść w struktury cywilizacji i kultury zachodniej po warunkiem, że przyjmiesz chrzest, ty i twoje państwo.

– I on je przyjął z wszelkimi konsekwencjami tej decyzji...

– Tak. Dzięki temu stał się jednym z tych wielkich panów Europy, którzy spotykali się z cesarzem i decydowali o jej kształcie. Na skutek tego Polska stała się przyczółkiem misji chrześcijańskich idących jeszcze bardziej na wschód – do Prusów, do Jadźwingów... Wracając teraz do owego sympozjum w Trewirze, od którego zacząłem odpowiadać na Pani poprzednie pytanie. Powiedziałem wówczas tak: obecnie, tysiąc lat po Mieszkowej decyzji, wchodząc w struktury europejskie, wracamy do należnego nam miejsca w Europie. Nikt przy tym nie stawia nam warunków o charakterze ideologicznym, pod którymi mamy to członkostwo, nam od ponad tysiąca lat przynależne, a stracone po decyzjach podjętych w Jałcie w 1945 r., teraz odzyskać. Dzisiaj nie jestem już tak naiwny i pewne stwierdzenia pod tym względem formułowałbym bardziej ostrożnie. Prawdą jest jednak, że nie wiem, jakie warunki stawiano wówczas polskim negocjatorom, jeśli chodzi o otwarcie się Polski na pewne ideologie o charakterze liberalnym i neomarksistowskim. A przecież one, zwłaszcza po roku 1968, były na Zachodzie bardzo silne i wpływowe. One też decydowały, a obecnie jeszcze bardziej wyraźnie decydują o ideowym kształcie Unii Europejskiej. To zresztą z całą siłą okazało się w pierwszych latach XXI wieku. Jan Paweł II był za wstąpieniem Polski do Unii Europejskiej, sądząc, że stanie się ono iskrą nowych sił chrześcijaństwa, które zmienią oblicze Europy. Natomiast teraz okazuje się, że jesteśmy coraz bardziej uzależnieni od prawa unijnego, które w swoim ideowym przesłaniu często jest antychrześcijańskie i w którym nie ma miejsca dla Boga, począwszy od konstytucji europejskiej. Przekłada się to na konkretne programy unijne, które w swej treści są prawdziwie lewackie i które wchodzą do Polski tylnymi drzwiami, jak choćby program seksualizacji dzieci już w przedszkolach. Państwo polskie je akceptuje – jeśli nie wprost, to pośrednio. Rodzą się pytania, czy musi je ono akceptować – na jakich zasadach, co nas od strony prawnej do tego zobowiązuje, i czy mamy jakąś siłę, by się temu przeciwstawić. Siłę jako państwo polskie, ale i siłę, jaką reprezentują polscy posłowie w Parlamencie Europejskim.

– Stanowiący w nim prawo...

– I tutaj pojawia się kolejny problem. Kilka miesięcy temu w „Gościu Niedzielnym” ukazał się wywiad z szefem chadecji w Parlamencie Europejskim, Josephem Daulem, od 2013 r. przewodniczącym Europejskiej Partii Ludowej. Z tego wywiadu wynika, że trudno właściwie mówić o prawdziwej chadecji w Parlamencie Europejskim. Są to raczej przedstawiciele pewnych partii, które wprawdzie w swym tytule mają nazwę „partia chrześcijańsko-demokratyczna”, lub „partia ludowa”, ale które de facto od samego chrześcijaństwa już dawno odeszły. Ich przedstawiciele nie widzą np. żadnego moralnego problemu w aborcji czy eutanazji. Nie widzą, że z chrześcijaństwem łączy się określona antropologia, czyli pewna jasna – gdy chodzi o świat wartości – wizja człowieka. Do tej międzynarodówki chadeckiej w ramach Parlamentu Europejskiego należy także Platforma Obywatelska, która w swoich programach i postawach z trudem, o ile w ogóle, może być uznawana za partię chrześcijańsko-demokratyczną. Jakie zatem może być stanowione przez takich ludzi unijne prawo? Znowu pytanie czysto retoryczne. Właśnie tutaj znajdujemy odpowiedź na to, dlaczego tak się teraz dzieje – w Europie i u nas. Jest tu jakieś wielkie pomieszanie materii, najpierw w odniesieniu do tego, co znaczy być chadecją na Zachodzie, a dalej, co znaczy zajmować miejsce w Parlamencie Europejskim pod szyldem partii chrześcijańsko-demokratycznej, skoro w wielu kluczowych dla chrześcijaństwa sprawach głosuje się tak, jak by się było partią czysto liberalną lub socjalistyczną. Z tym, naturalnie, wiąże się pytanie, kto tak naprawdę reprezentuje w Parlamencie Europejskim naród polski, który w swej zdecydowanej większości jest narodem chrześcijańskim.

– Ale społeczna wiedza na ten temat jest niewielka...

– To prawda. Brakuje wiedzy dotyczącej chrześcijańskiej antropologii. Brakuje także edukacji o życiu politycznym w najlepszym tego słowa znaczeniu, tzn. mało kto pojmuje politykę jako zatroskanie o dobro wspólne w wymiarze życia społecznego i narodowego. W tym kontekście pojawiają się tak niemodne pojęcia, jak np. patriotyzm czy historia. Jako naród i państwo przegrywamy politykę historyczną, począwszy od szkoły, ale także na poziomie relacji międzynarodowych. Nie potrafimy np. wyegzekwować od prasy niemieckiej, nie tylko zresztą od niemieckiej, tego, by zaprzestano pisać o „polskich” obozach koncentracyjnych. Źle dzieje się także w samej Polsce. Jak wytłumaczyć sytuację, że wielu mieszkańców Łodzi, także księża, nie wie, czym był obóz koncentracyjny dla polskich dzieci, w którym zginęło ich kilkanaście tysięcy? Poza Łodzią na terenie całej III Rzeszy nie było podobnego obozu, utworzonego tylko dla dzieci. Tragedia utraty pamięci dokonuje się na naszych oczach. Tragedia odrywania nas od korzeni i tworzenia bezmyślnej masy wyborczej, która pójdzie za każdym krzykliwym hasłem. W rocznicę innego tragicznego dla Łodzi wydarzenia – zastrzelenia i spalenia żywcem w więzieniu w Radogoszczy ponad 1500 Polaków w nocy z 17 na 18 stycznia 1945 r., na kilka godzin przed wkroczeniem Armii Czerwonej – poświęciłem w łódzkiej katedrze pamiątkową tablicę. Dokładnie w tym samym czasie młodzież przygotowująca się do matury radośnie bawiła się w centrum miasta. Jedna z miejscowych gazet tryumfalnie donosiła: „Nawet fatalna pogoda nie popsuła łódzkim maturzystom świetnej zabawy. Jak zwykle wspólnie zatańczyli na Piotrkowskiej poloneza”. Czynili to przy pełnej aprobacie obecnych w tym wydarzeniu włodarzy miasta. A przecież ta data powinna być wpisana do kalendarza Łodzi jako dzień szczególnej refleksji i powagi. Władze miasta, dyrektorzy szkół i nauczyciele uznali jednak, że lepiej w tym dniu się po prostu bawić...

– Nie potrafimy się uczyć na podstawie bolesnych doświadczeń. Popełniamy te same błędy, które dotykają nasze dzieci...

– Bo to nie do końca jest prawdziwe, że historia jest nauczycielką życia. Mieliśmy tyle ciężkich lekcji i niewiele wyciągnęliśmy wniosków na przyszłość. Jesteśmy skażeni grzechem pierworodnym. Mimo wszystko jednak trzeba chcieć się uczyć, ale żeby chcieć się uczyć, trzeba znać historię.

– I chyba trzeba być otwartym na wiedzę, a nie tylko opierać się na zdaniu wątpliwych autorytetów.

– Przecież rządzącym wcale nie chodzi o rzetelną wiedzę ani o światłego obywatela, tylko o obywatela, który łatwo będzie poddawał się propagandzie. Jej mechanizmy są coraz bardziej subtelne, a przez to coraz bardziej, niestety, skuteczne. Jakże im pod tym względem daleko do metod, które w latach 30. ubiegłego wieku stosowali Hitler czy Stalin. A przecież oni poprzez propagandę osiągnęli naprawdę dużo.

Tagi:
polityka

Prawicowy spór o aborcję

2019-08-21 11:24

Artur Stelmasiak
Niedziela Ogólnopolska 34/2019, str. 30

Marszałek Marek Jurek zdecydował o utworzeniu wspólnej listy wyborczej z Kają Godek po tym, gdy znana działaczka pro-life opuściła szeregi Konfederacji

Artur Stelmasiak

Kwestia ochrony życia potrafi rozpalić do czerwoności emocje na lewicy, totalnie wystudzić zapał w partii rządzącej, ale także bywa niewygodna dla formacji deklarujących konserwatywne poglądy. Tak było w przypadku tarć w Konfederacji, którą opuścili działacze Fundacji Życie i Rodzina.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Miłość zobowiązująca

2018-08-21 12:26

Abp Wacław Depo
Niedziela Ogólnopolska 34/2018, str. 33

Graziako
Wesele w Kanie Galilejskiej”, Sandrouni

Uroczystość Matki Bożej Częstochowskiej kieruje nasze serca i oczy nie tylko do Obrazu Maryi, który „znamy na pamięć” – jak pisał ks. Jan Twardowski – ale do Jej Osoby, która jest żywa za tym Obrazem i wychodzi na nasze drogi. Królowa i Matka bez biżuterii, pielgrzymująca po naszej Ojczyźnie od przeszło 60 lat w kopii Jasnogórskiej Ikony.

Tego dnia w porannej modlitwie brewiarzowej zwracamy się do Bogarodzicy słowami:

„Dom Twój, Maryjo, wznosi się na górze,
Aby napełniać cały kraj światłością
I być dla niego przez losu koleje
Wciąż jaśniejącym znakiem Bożej łaski.
Błogosław, Pani, Ojczyźnie najmilszej,
Niech Jasna Góra promienna i mocna
Drogę wskazuje szukającym Boga”.

Pierwsze światło wyznaczone na dzisiejszą uroczystość idzie do nas z tekstów Starego Testamentu, zarówno z Księgi Przysłów, jak i z proroctwa Izajaszowego. Wołają one o mądrość właściwych wyborów, o ścieżki przygotowane dla Pana. Zadaniem proroków było zawsze przybliżanie i wskazywanie na tajemnicę Mesjasza, który narodzi się z Dziewicy i jako Emmanuel –

Bóg z nami, spełni misję zbawienia wobec człowieka i świata. Prorok Izajasz wypowiada do nas słowa: „Wtedy swe miecze przekują na lemiesze, a swoje włócznie na sierpy. Naród przeciw narodowi nie podniesie miecza, nie będą się więcej zaprawiać do wojny” (Iz 2, 4).

Te słowa proroka zostały wybrane i umieszczone na gmachu Organizacji Narodów Zjednoczonych w Nowym Jorku. Z pewnością wszyscy zgadzamy się z tym pięknym, choć trudnym programem, zwłaszcza w obliczu toczących się nadal wojen. Tymczasem, zarówno konkretny, historyczny człowiek, jak i jego światowe czy narodowe organizacje zdają się zapominać o słowach, które prorok Izajasz mówił w innych wierszach:

„Chodźcie, wstąpmy na Górę Pana, do świątyni Boga Jakuba! Niech nas nauczy dróg swoich, byśmy kroczyli Jego ścieżkami. (...) Chodźcie, domu Jakuba, postępujmy w światłości Pana!” (Iz 2, 3. 5).

Bez wchodzenia na drogę i na górę Pana nie będzie prawdziwego pokoju i sprawiedliwości ani w pojedynczym sercu, ani w życiu społecznym czy narodowym. Nie będziemy umieli rozróżnić głosów, które przechodzą przez nasz świat. Nie będziemy ludźmi czujnych i rozsądnych serc, jak przystało dzieciom Maryi.

W Liście do Galatów św. Paweł mocno podkreśla, że zbawienie w Chrystusie jest przede wszystkim darem łaski, a nie tylko nagrodą za wypełnienie Prawa. Wraz z Apostołem odkrywamy we wspólnocie Kościoła taką przestrzeń wolności, która jest nie tylko obroną przed złym użyciem tego daru, ale dobrowolnym wyborem Chrystusa i przylgnięciem do Niego, na wzór Maryi.

W ewangelicznym spotkaniu na weselu w Kanie Galilejskiej Maryja – podobnie jak Jezus – stawia trudne wymagania. Domaga się wypełnienia wszystkiego, co Jej Syn do nas powiedział – przyjęcia samego Chrystusa w darze i pójścia za Nim z własnym krzyżem. Bo w Ewangelii nie można przebierać, czyniąc z niej „wybiórcze chrześcijaństwo”. Nie można przyjąć jednego, a drugie odrzucić, bo już za stare i nie pasuje do lansowanego kompromisu. „Uczyńcie wszystko, cokolwiek Syn mój wam powie!” (por. J 2, 5).

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Rozpoczęliśmy 49. Wrocławskie Dni Duszpasterskie

2019-08-26 10:58

Agata Pieszko

Dziś uroczystość Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej, a zarazem inauguracja 49. Wrocławskich Dni Duszpasterskich pod hasłem "Wielka tajemnica wiary. Eucharystia. Źródło Bożego życia". Forum duszpastersko-dyskusyjne zakończy się jutro Mszą św. w Archikatedrze Wrocławskiej pod przewodnictwem bp. Andrzeja Siemieniewskiego o godz. 15:00.

Agata Pieszko

Dzisiejszej Eucharystii w Archikatedrze Wrocławskiej, rozpoczynającej spotkanie osób duchownych, katechetów oraz wszystkich zatroskanych o polski Kościół, przewodniczył abp Józef Kupny, Metropolita Wrocławski, natomiast homilię wygłosił bp Jacek Kiciński. W Mszy św. koncelebrowanej uczestniczył także bp Andrzej Siemieniewski.

– Św. Augustyn w swego rodzaju wizji usłyszał słowa: Ja jestem pokarmem dorosłych – dorośnij, a będziesz Mnie spożywał. Do udziału we Mszy Świętej musimy stale dorastać, aby coraz lepiej i głębiej przeżywać spotkanie ze Zmartwychwstałym Panem. Jest to pewien proces, proces naszego dorastania do Eucharystii. Przyjmując Chrystusa, sami zostajemy przyjęci i upodabniamy się coraz bardziej do Niego. Wierzę, że tegoroczne dni duszpasterskie i program duszpasterski, który rozpoczniemy, przyczynią się do tego procesu – mówił na rozpoczęcie Mszy św. ks. Włodzimierz Wołyniec, rektor Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu.

W uroczystość Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej nie można nam zapomnieć o ogromnej roli Matki Jezusa w życiu Kościoła.

– Tyś wielką chlubą naszego narodu – to słowa dzisiejszego psalmu, które wskazują na Maryję. Maryja jest wielką chlubą naszego narodu, dlatego uczyńmy wszystko, aby nasze życie było chlubą dla Maryi. Dzisiejszy świat to współczesna Kana Galilejska, jest w nim obecna Maryja i jest Jezus ze swoimi uczniami. W dzisiejszym świecie, tak jak w ewangelicznej Kanie Galilejskiej, zaczyna brakować wina, zaczyna brakować miłości - mówił bp Jacek Kiciński.

Wrocławskie Dni Duszpasterskie, to okazja by zastanowić się nad swoim powołaniem i miejscem w Kościele. Mogą nam w tym pomóc wykłady, warsztaty oraz wygłoszone Słowo Boże.

Druga część Wrocławskich Dni Duszpasterskich rozpocznie się o godz. 11:00 w auli Papieskiego Wydziału Teologicznego na Ostrowie Tumskim.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem