Reklama

Pewnie modli się za nasz naród

2014-05-27 15:51


Niedziela Ogólnopolska 22/2014, str. 18-19

WWW.KIJANY.DIECEZJA.LUBLIN.PL

O osobie i pracy duszpasterskiej bp. Stefana Wyszyńskiego w archidiecezji lubelskiej – z arcybiskupem seniorem tej diecezji Bolesławem Pylakiem rozmawia ks. Ireneusz Skubiś

KS. IRENEUSZ SKUBIŚ: – Diecezja lubelska, słynna z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, zawsze niezwykle współbrzmiała z Kościołem w Polsce. Dziś tkwi swymi korzeniami w decyzjach Księdza Arcybiskupa, znaczącego pasterza tego terenu – pamiętam, gdy Ekscelencja odchodził na emeryturę (1997 r.), „Niedziela” ze swym lubelskim dodatkiem rozchodziła się w Waszej diecezji w liczbie 17 400 egzemplarzy! Ekscelencja był następcą bp. Stefana Wyszyńskiego, późniejszego wielkiego prymasa Polski. Jak Ksiądz Arcybiskup go zapamiętał?

ABP BOLESŁAW PYLAK: – Zawsze doceniałem wartość słowa drukowanego – to zapewne zasiew prymasa Wyszyńskiego, który sam był pisarzem i publicystą i jako ordynariusz lubelski bardzo zabiegał o korzystanie z katolickiej prasy, zalecał księżom zakładanie bibliotek i czytelni. Coś z tego we mnie zostało.
Mówiąc o prymasie Wyszyńskim, muszę wrócić do czasu jego współpracy jako biskupa z bp. Zdzisławem Golińskim, w 1947 r. konsekrowanym na jego pomocnika w Lublinie. Stanowili wspaniały duet duszpasterski. W czasach uwięzienia prymasa w Komańczy bp Goliński otrzymał od niego list, w którym pisał, że dobrze się pracowało w Lublinie, że diecezję lubelską ukochał i że tam było dla niego pole doświadczalne w pracy biskupiej. I rzeczywiście, kiedy po dwóch latach i 8 miesiącach przeszedł do Warszawy, jego styl duszpasterzowania rozszerzył się na całą Polskę. W diecezji lubelskiej pracował krótko, ale dokonał wielkiego dzieła.
Był znany w Lublinie, na KUL-u studiował w latach 1925-29 prawo kanoniczne i nauki społeczno-ekonomiczne, zrobił doktorat na temat: „Prawa rodziny, Kościoła i państwa do szkoły”. Działał wśród studentów, tworzono wówczas Stowarzyszenie Katolickiej Młodzieży Akademickiej „Odrodzenie”, które pracowało przez wiele lat, a on był duszą tego ruchu, udzielał się również w „Bratniaku” oraz pracował w diecezji. Później wrócił do Włocławka i tam bardzo skutecznie działał społecznie, wykładając w Wyższym Seminarium Duchownym oraz działając m.in. w Związku Robotników Chrześcijańskich, wykładając na Uniwersytecie Robotniczym. W 1939 r., kiedy przyszli Niemcy, jako znany ksiądz był narażony na aresztowanie. Zresztą 1/3 księży na Ziemiach Zachodnich zginęła w okresie okupacji niemieckiej. Biskup włocławski Michał Kozal radził mu więc wyjechać. I wtedy przyjechał do Lublina. W 1940 r. zamieszkał pod Lublinem, w parafii Nasutów – była tam część majątku Zamoyskich. Jakiś czas tam przebywał, oczywiście pod zmienionym nazwiskiem, bo gestapo go szukało, a później przeniósł się do rezydencji Zamoyskich w Kozłówce.
W 1941 r. – ponieważ fizycznie nie był za mocny, groziła mu gruźlica – wyjechał do Zakopanego. Tam w pewnej chwili góral poradził mu, by wyjechał z miasta, gdyż jest poszukiwany. Nie wrócił już do Kozłówki, bo w tym czasie gestapo aresztowało Zamoyskiego i uwięziło go w obozie koncentracyjnym. To samo byłoby z Wyszyńskim. Zatrzymał się w miejscowości Żułów k. Krasnegostawu. Właściciel Żułowa ofiarował majątek siostrom z Lasek, które troszczyły się o ociemniałych. Warunki mieszkaniowe były bardzo skromne, ale pracował dla sióstr i ociemniałych przez cały rok. Dopiero w 1942 r. wyjechał do Lasek i tam był kapelanem sióstr w zakładzie dla ociemniałych, był też kapelanem szpitala akowskiego, podczas Powstania Warszawskiego opatrywał rannych. W Laskach przeżył straszliwe czasy. Później wyjechał do Włocławka, gdzie był wicerektorem seminarium. Księży było mało – Niemcy wymordowali ich wielu – miał dużo pracy w duszpasterstwie, wydawał też „Ateneum Kapłańskie”. Był człowiekiem pióra, a jego główne zainteresowania to sprawy społeczne. Na tamte czasy było to bardzo ważne, bo Polska przeżywała przeobrażenia komunistyczne.
W 1946 r. Ojciec Święty Pius XII mianował ks. prof. Wyszyńskiego biskupem lubelskim. Byłem wtedy w seminarium lubelskim na trzecim roku. Modliliśmy się bardzo o nowego biskupa i radość nasza była wielka, kiedy przyszedł do nas ks. Wyszyński – człowiek Boży i taki ludzki, bezpośredni. Przychodził bardzo często do seminarium, interesował się nami. Żeby mu usłużyć, wyświęcono z naszego kursu (liczył 11 kleryków) trzech diakonów, wśród których byłem i ja. Jeździliśmy z bp. Wyszyńskim w teren, i to nieraz na całe tygodnie. Był bardzo aktywny, nawiedzał zwłaszcza nasze południowo-wschodnie tereny, zniszczone przez bandy ukraińskie, przez Niemców; Zamojszczyzna była skolonizowana przez Niemców.
Jeżdżąc z bp. Wyszyńskim, podpatrywałem jego pracę. To był człowiek ogromnej pracy. Był uzdolniony, miał dar organizacyjny, był świetnym teologiem, ale też umiał teologię realizować w konkretnych sytuacjach i warunkach. To był prawdziwy talent duszpasterski. Różnie się o nim mówi: dyplomata – pewnie ubowcy tak mówili, socjolog, kaznodzieja, ale to był najpierw duszpasterz, choć wszystkie te określenia są bardzo celne.
W tym czasie biskup był nam bardzo potrzebny. Diecezja była zniszczona, trzeba było wszystko odbudowywać, organizować kurię; spalona katedra, wiele zniszczonych kościołów. Seminarium za okupacji miało swoją siedzibę pod Lublinem, w Krężnicy Jarej. W 1945 r. wróciło do Lublina, jednak tylko do dawnego gmachu – nowy budynek najpierw był zajęty, a później stał pusty, lecz władze nie chciały go oddać. Bp Wyszyński robił wszystko, żeby go odzyskać. Dopiero, kiedy do Lublina miał przyjechać kard. Bernard Griffin, prymas Anglii, udało się przekonać władze i dały najpierw jedno piętro, a później cały gmach. Budynek był jednak bardzo zniszczony, bo na początku Niemcy mieli tam swój szpital, a potem zajęli go Sowieci. Odbudowywaliśmy go własnymi rękami, jeździliśmy do parafii zbierać ofiary na odbudowę, co nie było proste, bo ludzie byli biedni, okupacja wyniszczyła wszystkich, na seminarium zawsze jednak coś dali. Bogu dziękować, powoli wszystko odbudowaliśmy. A bp Wyszyński był tu niezastąpiony.
Jako diakon służyłem bp. Wyszyńskiemu. Pamiętam, kiedy miał przyjechać do diecezji, pisał do ks. Piotra Stopniaka: „Nie urządzajcie mi specjalnego mieszkania, wystarczy proste żelazne łóżko. Trzeba odbudowywać katedrę i diecezję”. Jego skromność i ubóstwo były uderzające. A już wielkim dla mnie przeżyciem było służyć mu do Mszy św. Czasami musiał odpocząć, gdy był chory – fizycznie nie był za mocny. Wtedy przynosiłem mu Komunię św. do jego sypialni. Pamiętam, że kiedyś w czasie Mszy św. zabrakło nam hostii. Jak to się stało – nie pamiętam. Pobiegłem wówczas do katedry po hostie, a on został przy ołtarzu i spokojnie czekał na mój powrót. Myślę, że się modlił. I co było zaskakujące – nie zdenerwował się, zachowywał się jak gdyby nigdy nic. Kiedyś też czegoś nie dopatrzyłem w pracy i później go przepraszałem, a on na to: „Czyś to chciał zrobić? Oczywiście, że nie”. Był bardzo ludzki, bliski, ale była w nim wielkość.

– Jaki był stosunek bp. Wyszyńskiego do KUL-u?

– KUL był jego oczkiem w głowie. Nawet jego ingres zaczął się powitaniem na KUL-u. Podkreślał, że na KUL-u dużo skorzystał. Na jego powitanie w katedrze przybyło z Lublina ok. 50 tys. ludzi! Później czytałem w ubeckich papierach, że ich to też zaskoczyło. Jako prymas zawsze przyjeżdżał na inaugurację roku akademickiego na KUL-u. W końcu sierpnia odbywały się Dni Społeczne – odprawiał Msze św. w kościółku uniwersyteckim, przemawiał. A miał wiele do powiedzenia, wszyscy słuchaliśmy go z zachwytem. Była Komisja Episkopatu ds. KUL-u, której on przewodniczył, bp Julian Wojtkowski był sekretarzem, a ja trochę pomagałem prymasowi. Bp Wyszyński chciał wiedzieć, jacy są klerycy, jacy profesorowie, kadra, warunki materialne, a w tamtym czasie władze robiły wszystko, żeby KUL się nie rozrastał. Wraz z ówczesnym rektorem ks. Antonim Słomkowskim, wspaniałym człowiekiem, stanowili niezwykły tandem przepełniony troską o KUL. Pamiętam – już jako biskup – jak przy Episkopacie istniała Komisja Maryjna powołana przez prymasa Wyszyńskiego (byłem jej członkiem), w ramach której powstawały nowe inicjatywy związane z pobożnością maryjną i wiele ogólnopolskich akcji duszpasterskich.
Kiedy kard. Wyszyński był umierający, w końcu maja 1981 r. zebrała się Rada Główna (8 biskupów). Przywieziono go do nas na wózku. Już bardzo słabiutki, powiedział: – Nie zostawiam wam jakiegoś konkretnego planu, idźcie drogą, którą szliśmy dotychczas, wcielajcie myśl Bożą w życie. Potem z każdym biskupem żegnał się osobiście. Podszedłem, schyliłem się ze łzami w oczach, bo było to dla mnie rozstanie bardzo bolesne, a on powiedział: – Bolciu, KUL był zawsze moją wielką troską... Odpowiedziałem, że i moją będzie. KUL to rzeczywiście była dla niego wartość wyjątkowa.

– W jaki sposób bp Wyszyński przystępował do odnowy diecezji?

– To było jego wielkie dzieło, dokonane w ciągu dwu lat. Dokonał wizytacji w 80 parafiach. Przyglądałem się tej pracy. Był bardzo dokładny i znakomicie rozumiał strukturę parafii. Później starał się nakreślić bardzo szczegółowy obraz parafii. Kiedy on to pisał? – myślę, że w nocy. Już jako ordynariusz wykorzystałem te własnoręcznie pisane przez bp. Wyszyńskiego protokoły i opracowałem książkę: „Stefan Wyszyński. Biskup Lubelski 1946-1949”.
Drugi mój akt wdzięczności to mniejsze opracowanie pt. „Maryjne drogi w życiu i działalności Prymasa Stefana Wyszyńskiego (1901-1981)”. Bo jego praca była w dużym stopniu pracą z Maryją, co nieraz mu zarzucano jako zbytni sentymentalizm czy pójście w ludowość. Ale on na to nie zważał i robił swoje. I to, że Polska wtedy przetrwała „czerwone morze”, to jest jego ogromna zasługa.
Jeśli chodzi o odbudowę – wtedy w narodzie była bieda, ale był wielki zapał wśród ludzi i wielka ich ofiarność. Polak Polakowi był bratem. Bieda też łączy. Kuchnia dla ubogich przy ul. Zielonej to jest jego dzieło, które działa do dzisiaj – w tamtym czasie korzystali z niej także nauczyciele i studenci. W tych warunkach bp Wyszyński tworzył Caritas – wspaniałą organizację, wtedy bardzo skuteczną, później zlikwidowaną przez władze, które obawiały się wpływu Kościoła przez pomoc ludziom. Ale to cały problem. Ileż by można mówić o duszpasterskich poczynaniach bp. Wyszyńskiego! Wszystko ożywił: III Zakon Franciszkański, Sodalicję Mariańską, Krucjatę Eucharystyczną, Różaniec – stworzył specjalną komisję maryjną ds. Różańca. Był synem organisty, więc organiści też się „obudzili”, były różne koncerty pieśni, działały chóry kościelne – wszystko odżyło. Odbywały się rejonowe różańcowe kongresy w Lublinie, w Krasnobrodzie – to wszystko pięknie się rozwijało. I on był duszą tego wszystkiego.
Oczywiście, w ciągu 2 lat i 8 miesięcy nie wszystko udało się zrobić. Kiedy zostałem jego następcą, w jakiejś mierze realizowałem jego dawne zamiary, kiedyś powiedział mi nawet prywatnie: „Robisz po cichu to, co ja zamierzałem”. Myślę, że miał wtedy na myśli koronację Matki Bożej w Wąwolnicy. Przygotowaliśmy potem koronację Matki Bożej w Janowie Lubelskim, w Chełmie, Matki Bożej Kazimierskiej – to wszystko jego posiew. Pewnie nie dorastałem do jego możliwości, ale odczytywałem jego plany i rozumiałem jego ducha. I na miarę możliwości staraliśmy się współpracować z łaską Bożą. Wybudowaliśmy 401 kościołów i kaplic, co na tamte czasy było wprost cudem. Mówiłem już o wielkim braku księży. Była zresztą specjalna ubecka komórka, która miała utrudniać młodym pójście do seminarium. Ale faktycznie Matka Boża była szefową od powołań. Pamiętam, że na początku na I rok zgłosiło się 39 kandydatów, a pod koniec było ich 74. Dzisiaj często całe seminarium liczy ok. 100 kleryków. To Matka Boża, to łaska Boża, my jesteśmy tylko narzędziami...
Kończąc te moje wspomnienia, muszę podkreślić, że bp Wyszyński, późniejszy prymas, to był wielkiej klasy duszpasterz i teolog, doskonale znający sytuację w naszym kraju i odznaczający się wielkim talentem duszpasterskim. Kapłan niesamowicie pracowity, bliski człowiekowi. Nadzwyczajny patriota, który powiedział: „Ojczyznę kocham bardziej niż własne serce, a jeżeli coś czynię dla Kościoła, to czynię to dla Ojczyzny”. I taka była prawda. Modlę się o jego beatyfikację. Modlę się także o to, bym dożył tej beatyfikacji, na którą on w pełni zasługuje, bo był to mąż Boży i bardzo ludzki.

– Stwierdzono już heroiczność cnót kard. Wyszyńskiego, czyli jest cud, a więc bardzo blisko do beatyfikacji. Ksiądz Arcybiskup z pewnością będzie jej świadkiem...

– Dałby Pan Bóg. Doczekaliśmy kanonizacji Jana Pawła II, a przecież z kard. Wyszyńskim stanowili wspaniały duet. Opatrzność Boża na czasy komuny dała nam dwóch wielkich świętych. Wszystko to łaska Boża! W każdej Mszy św. modlę się o beatyfikację kard. Stefana Wyszyńskiego. Mam tu, w pokoju, jego obraz, nabyłem go kiedyś na wystawie w katedrze. Patrzy na mnie, zamyślony. Pewnie modli się za nasz naród, bo zdajemy trudny egzamin. Obyśmy z Bożą pomocą zdali go jak najlepiej.

Tagi:
wywiad prymas Polski

Reklama

Prymas: spadek powołań to wezwanie do troski o rodzinę i duszpasterskie nawrócenie

2019-11-05 11:29

rozmawiał Tomasz Królak / Gniezno (KAI)

Demografia ma w spadku liczby powołanych swój istotny udział, ale z całą pewnością nie jest to jedyna przyczyna – mówi KAI abp Wojciech Polak. Prymas Polski skomentował fakt, że w tym roku do seminariów duchownych w naszym kraju zgłosiło się o ponad 120 kandydatów do kapłaństwa mniej niż w roku ubiegłym. Odczytuję w tym wezwanie do bardziej ewangelicznego stylu życia i do ewangelicznego stylu relacji w naszych wspólnotach, o konkretne duszpasterskie nawrócenie – stwierdza abp Polak.

Episkopat.pl

Tomasz Królak (KAI): W skali „rok do roku” w Polsce nastąpił spadek kandydatów do kapłaństwa aż o 20 procent. Pierwsza refleksja Księdza Prymasa?

Abp Wojciech Polak: – Na pewno trzeba sobie postawić pytanie o przyczyny tego spadku. Wiemy, że jest to problem złożony. Konieczna jest więc dogłębna i kompetentna analiza, która może stanowić punkt wyjścia do dalszych działań.
Z drugiej strony te dane są wezwaniem, abyśmy w naszych wspólnotach zintensyfikowali wołanie do Boga o nowe powołania, zgodnie przecież ze wskazaniem samego Jezusa Chrystusa: proście Pana żniwa, aby wyprawił robotników na żniwo swoje.

- Czy i na ile można taki stan tłumaczyć demografią? Jakie inne czynniki miały wpływ na ten spadek?

- – Tak, jak powiedziałem, to złożony problem. Oczywiście demografia ma w spadku liczby powołanych swój istotny udział, ale z całą pewnością nie jest to jedyna przyczyna. Postawiłbym pytanie o życie wiary współczesnych młodych ludzi, o nasze, a więc także moje, świadectwo życia wiarą w Kościele i w świecie. O świadectwo wiary naszych rodzin. O umiejętność i determinację w rozwiązywaniu trudnych czy gorszących spraw i sytuacji w życiu Kościoła. O samą obecność Kościoła i duchowości w życiu młodych ludzi. Wreszcie o nasze podejście do nich i to, na ile pomagamy im w odczytywaniu życia jako powołania.

- W skali ostatnich dwóch dekad spadek powołań do kapłaństwa wynosi aż 60 procent. Czym to tłumaczyć? Dopadła nas wolność, konsumpcja, chęć używania życia? Myślę tu zarówno o młodym pokoleniu, ale też i o rodzicach.

- – Powtórzę, konieczna jest pogłębiona diagnoza tych przyczyn. Nie da się na to pytanie odpowiedzieć jednym zdaniem. Jeśli miałbym spróbować, powiedziałbym, że analiza ostatnich dwóch dekad odsłania niewątpliwie różne problemy, z jakimi mierzą się nie tylko ludzie młodzi, a które mają u podstaw m.in. ogromne przemiany kulturowe jakie zaszły w tym czasie. Mówił o nich wielokrotnie papież Franciszek przestrzegając młodych przed uleganiem ułudzie tymczasowości, względności, nowych technologii.
Te dwie dekady to także czas wzmożonej emigracji i wyjazdów za pracą. Z drugiej strony to czas podniesienia stopy życiowej i zwiększonej konsumpcji, o której pan wspomniał, a jednocześnie pogłębiającej się obojętności na to, co pozamaterialne i duchowe.
Nie bez znaczenia są też napięcia w łonie samego Kościoła, zwłaszcza te najbardziej bolesne, związane ze skandalem pedofilii. To wszystko, łącznie z różnorakimi problemami wychowawczymi i rodzinnymi owocuje jeszcze większymi niż dotychczas obawami o podejmowanie decyzji wiążącej na całe życie.

- Czy te dane mogą wskazywać na to, że po latach „pełzającej sekularyzacji” (z naciskiem na „pełzającej”) proces ten zacznie przyspieszać i zaczniemy pod względem powołań zbliżać się do krajów Zachodu?

- – Nie jestem socjologiem więc trudno mi ocenić dynamikę tych przemian. W skali mikro, a więc z obserwacji we własnej archidiecezji, mogę powiedzieć, że zauważam nadal pewne falowanie, to znaczy, że wciąż jeszcze pojawiają się lata, w których nieco więcej osób zgłasza się do seminarium i te, w których jest ich mniej. Niewątpliwie jednak ogólna liczba, zarówno samych kandydatów, jak i księży, się zmniejsza. To stwarza realny problem, zwłaszcza przy dużej sieci małych parafii, z obsadzeniem każdej z nich i wymusza mianowanie jednego proboszcza dla kilku takich wspólnot.

- Czy spodziewa się Ksiądz Prymas, że podobne spadkowe procesy ujawnią się w corocznych badaniach dominicantes?

- – Dotychczasowe badania tego nie sugerują. Chodzi mi o samą tendencję. Opracowujący dane Instytut Statystki Kościoła Katolickiego nie wskazuje nam na tak zarysowany czy podobny proces.

- Wracam do najnowszych badań. Spadek liczby kandydatów do kapłaństwa o 20 procent zmusza do refleksji cały Kościół. Co to Kościołowi mówi o nim samym?

- – Odczytuję w tym wezwanie do troski o jakość życia kościelnego, o towarzyszenie rodzinom, bardziej odważne zaangażowanie w pracę z młodzieżą, ale w takim kluczu i z takim akcentem, jak to zostało wskazane choćby w czasie Światowych Dni Młodzieży w Panamie, czyli pomoc młodym w odczytywaniu powołania, o świadectwo bardziej ewangelicznego stylu życia i ewangelicznego stylu relacji w naszych wspólnotach, o konkretne duszpasterskie nawrócenie.

- Do jakich przemyśleń najnowsze dane powinny skłonić biskupów?

- – Oprócz ponownego otwarcia na młodzież, obecności z młodymi i wśród młodych, ukierunkowania naszej pracy duszpasterskiej w diecezjach na animowanie w parafiach choćby niewielkich grup dla młodych, którzy będą mieli szansę głębiej poznać siebie i postawić sobie pytania o życiowe powołanie, oprócz troski o liturgiczną służbę ołtarza, z której wciąż jeszcze w większości wywodzą się przychodzący do seminariów, wskazałbym na szansę, jaką daje przyjęty przez biskupów na ostatnim posiedzeniu Konferencji Episkopatu, nowy program przygotowania kandydatów do kapłaństwa, czyli nowe "Ratio istitutionis". Sama dynamika tego dokumentu, która m.in. wychodzi od konkretnych propozycji tworzenia kultury formacyjnej i powołaniowej jest niewątpliwie szansą nie tylko do przemyśleń, ale i do podjęcia odważnych decyzji i działań.
I warto chyba wciąż pamiętać, jak napisał w "Christus vivit" papież Franciszek, że „Pan nie może nie dotrzymać swej obietnicy (...) a jeśli niektórzy księża nie dają dobrego świadectwa – mówi papież – to z tego powodu Pan nie przestanie powoływać. Wręcz przeciwnie, podwaja stawkę, ponieważ nie przestaje troszczyć się o swój umiłowany Kościół”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Lekarz z "Nieplanowane" jest lekarzem i dokonywał aborcji. Zrezygnował po śmierci córki

2019-11-08 15:04

MK

Byłem płatnym mordercą, aborcjonistą - przyznaje. Dlaczego już nie jest?. Doktor Anthony Levatino, były aborcjonista, który w "Nieplanowane" zagrał role lekarza dziś opowiada o tym dlaczego zrezygnował z zabijania dzieci.

video.foxnews.com
Anthony Levatino

Doktor Anthony Levatino to lekarz ginekolog ze Stanu Nowy York, USA , który regularnie przeprowadzał zabiegi terminacji ciąży, w tym tzw. późne aborcje. Przeprowadził 1200 aborcji w tym ponad 100 tzw, późnych, tj. do 24 tygodnia ciąży. Po śmierci córki i przełomowym zabiegu, podczas którego zrozumiał, że aborcja jest zabiciem czyjegoś dziecka zrezygnował z ich wykonywania.

W filmie "Nieplanowane" gra lekarza pracującego w Planned Parenthood

Dr Levatino jest bohaterem instruktażowych filmików, na których zaprezentowano przebieg aborcji w każdym trymestrze.



CZYTAJ DALEJ

Reklama

Polsko, bądź krainą wiary w Boga

2019-11-11 22:29

Agnieszka Bugała

Agnieszka Bugała

Wrocławska sesja III Międzynarodowego Kongresu „Europa Christi – Europa dwóch płuc – Europa Ewangelii, Prawdy i Pokoju” Karta Praw Rodziny z inspiracji św. Jana Pawła II odbyła się dziś (11 listopada) w Auli Papieskiego Wydziału Teologicznego. Sesja odbyła się pod auspicjami Fundacji „Studium Culturae Ecclesiae” i z prowadzeniem ks. Pawła Stypy, jej wiceprezesa.

Otwarcia sesji dokonali bp Andrzej Siemieniewski i ks. Ireneusz Skubiś, wieloletni redaktor naczelny Tygodnika „Niedziela”, inicjator powstania i moderator Ruchu Europa Christi. Spotkanie było podzielone na trzy oddzielne panele tematyczne a każdemu z nich przewodniczył inny prowadzący.

Zobacz zdjęcia: III Międzynarodowy Kongres „Europa Christi

W pierwszej części sesję prowadził ks. Mirosław Sitarz (KUL), kierownik Katedry Kościelnego Prawa Publicznego i Konstytucyjnego KUL, w drugiej bp Andrzej Siemieniewski, a w trzeciej ks. prof. Bogusław Drożdż (PWT). Wśród wykładowców byli mi.in. ks. prof. Józef Krukowski (PAN) – mówił o „Rodzinie w Konstytucji RP wobec współczesnych zagrożeń”, ks. Jacek Marek Nogowski (UKSW) – o „Funkcjach społecznych rodziny i jej zagrożeniach w dobie współczesnej”, ks. prof. Tadeusz Borutka (UPJPII) przedstawił „Wizję zjednoczonej Europy w nauczaniu Jana Pawła II”, ks. prof. Bogusław Drożdż (PWT) mówił o tym jak „Działać w duchu katolickiej nauki społecznej”. W trzecim panelu Ewelina Kondziela (Prezes Fundacji „Studium Culturae Ecclesiae”) omówiła zagadnienie „Samowychowawczej siły rodziny jak niedocenionego warunku rozwoju”, a ks. Kazimierz Kurek SDB przybliżył „Kartę Praw Rodziny jak propozycję dla Polski i Europy”. Wykładom towarzyszyły występy chóru „Borromeo” z parafii pw. św. Karola Boromeusza we Wrocławiu pod dyrekcją Irminy Zakowicz. Chórzyści prezentowali polskie pieśni patriotyczne.

Największym zainteresowaniem cieszył się wykład kard. Gerharda Ludwiga Müllera, byłego prefekta Kongregacji Nauki Wiary. Tłumaczone symultanicznie wystąpienia adresowane szczególnie do Polaków w dniu Święta Niepodległości zakończyło się spontanicznymi owacjami na stojąco. Niełatwe zadanie miała występująca po kardynale pani Joanna Lubieniecka, która mówiła o „Słudze Bożym ks. Aleksandrze Zienkiewiczu jako orędowniku chrześcijańskiej rodziny”. Obniżona uwaga słuchaczy i runda telewizyjnych wywiadów w kuluarach zagłuszały wykład redaktor Lubienieckiej, świadka życia sługi Bożego.

Niemiecki kardynał mówił o Polsce jako przykładzie chrześcijańskiego humanizmu. Wykład zatytułował „Tożsamość Polski w wierze katolickiej”. Podkreślił znaczenie wiary i rolę Kościoła katolickiego w trudnej sytuacji geopolitycznej i niełatwych dziejach naszego kraju.

- Od czasów trzech rozbiorów i pomimo polityki totalnego wyniszczenia narodowej, kulturowej i religijnej tożsamości Polaków, na podstawie hitlerowsko - stalinowskiego paktu z 23 sierpnia 1939 r., podczas niemieckiej okupacji w czasie II wojny światowej, a potem w czasie zimnej wojny po popadnięciu pod władzę komunistyczną, aż do wyzwolenia się w 1989 r., udało się Polakom zachować swój fizyczny byt i duchową niepowtarzalność jedynie przez wiarę chrześcijańską i Kościół katolicki – mówił.

Podkreślił, że pozostaje zawstydzającym wspomnieniem fakt, że w oświeconej zachodniej Europie przyglądano się bez empatii tragedii sąsiedniego narodu. - W XIX wieku uważano Polaków za rewolucyjnych awanturników zagrażających ustalonemu przez państwa rządzące reakcyjnemu porządkowi Kongresu Wiedeńskiego. W XX wieku natomiast podejrzewano, z powodu ich konserwatyzmu, że przeoczyli włączenie się w zachodnią demokrację i materialistyczny styl życia, ponieważ nie podporządkowali się „postępowym” ideom komunizmu i dzisiejszego neomarksizmu z programem dechrystianizacji Europy – mówił. Opisywaną sytuację porównywał z obecną, gdzie znów w zachodnich elitach władzy i ośrodkach medialnych potępia się – w imię narzuconych „europejskich wartości” - prawo do aborcji, do wspomaganego samobójstwa, małżeństwa osób tej samej płci, transseksualizmu i posthumanizmu – wytrwały opór Polaków przed dobrowolną utratą tożsamości.

- Polacy tymczasem okazali się – i to się potwierdziło – właśnie tym narodem europejskim, który był gotów ponieść największe ofiary dla wolności i demokracji. Europa obejmuje całość swoich narodów, nie tylko zachodniocentryczną perspektywę, w którą wschodnie narody miałyby się włączyć albo całkowicie się jej podporządkować – mówił kard. Müller.

Analizując kondycję społeczeństw uprawiających „humanizm bez Boga” omówił z pełnym uznaniem polską drogę do wolności.

- Polacy wywalczyli wolność w powstaniach przeciwko trzem obcym zaborcom. W samym tylko powstaniu warszawskim w czasie okupacji nazistowskiej 200 tys. Polaków ofiarowało swoje życie za umiłowanie wolności. Ta stara kraina kultury i humanizmu musiała znieść ogromne upokorzenie ze strony Hitlera i jego sług, którzy uczynili ją sceną straszliwej zbrodni holokaustu. W ramach germanizacji naziści porwali niemal 200 tys. polskich dzieci, żeby je wychować w niemieckich rodzinach, których na ogół nie informowano o pochodzeniu tych domniemanych sierot po poległych niemieckich żołnierzach. Wielu spośród nich nigdy nie dowiedziało się o swojej prawdziwej tożsamości lub przeżyło ciężką traumę, odkrywając tę potworną zbrodnię przeciw ludzkości. A ilu deportowanych po powstaniach przeciwko carskiemu reżimowi i komunistycznej dyktaturze nie zobaczyło już swojej ojczyzny i zostało pochowanych w syberyjskiej ziemi? To wszystko należy do tradycji „humanizmu bez Boga” – analizował niemiecki kardynał.

Katolicką Polskę nazwał „latarnią europejskiej tożsamości i chrześcijańskiego humanizmu w najbardziej ścisłym tego słowa znaczeniu”. - Przyszłość jest polem, na którym ma się potwierdzić historyczne dziedzictwo. „Pochodzenie wciąż pozostaje przyszłością” – mówił – a wiara w Boga pięknie współegzystuje w tak przesyconym katolicyzmem kraju jak Polska z autonomiczną suwerennością i wolnością religijną jednostki oraz narodu w państwie z demokratyczną konstytucją.

Niemiecki kardynał nie zapomniał o społeczności Starszych Braci w wierze, którzy od wieków zamieszkiwali nasz kraj. - W tożsamość Polski wchodziła również całkowita niezależność i integracja Żydów, którzy niekiedy stanowili jedną czwartą ludności – podkreślał.

Kard. Müller kilkakrotnie nawiązywał do okresu zaborów i intensyfikacji wysiłków podejmowanych przez Polaków, aby wydobyć się spod panowania trzech sąsiadów – agresorów. Powracał do wiary Polaków i roli Kościoła:

- Polska, żyjąca przez dwa stulecia pod ciężarem cierpień i wykazująca niezłomne umiłowanie wolności udowodniła, że wiara w Boga i przyznanie do katolicyzmu nie tylko da się pogodzić z nowoczesnymi celami, takimi jak autonomia obyczajowa jednostki, demokracja, wolność religijna, suwerenność narodowa i prawo narodów do stanowienia o sobie, ale że również Kościół katolicki – głosząc prawdę objawioną – jednocześnie promuje naturalne prawo obyczajowe i niezbywalne prawa człowieka, które w Bogu mają swojego najważniejszego obrońcę i najpewniejszy fundament – mówił. Na zakończenie, z okazji Święta Niepodległości, życzył Polsce, aby zawsze podąża za swoim powołaniem, by była krainą wiary w Boga i wolności człowieka.

Pierwsza sesja kongresowa III Międzynarodowego Kongresu Ruchu „Europa Christi” pt. „Europa dwóch płuc – Europa Ewangelii, Prawdy i Pokoju” odbyła się w lutym tego roku na Jasnej Górze, druga w maju w czeskim Velehradzie - przypomniały one rolę świętych Cyryla i Metodego, apostołów Słowian i współpatronów Europy w dziele ewangelizacji Europy, a kolejne w Nitrze, w Lublinie i w Warszawie. Wrocławska sesja była przedostatnią z zaplanowanych w tym roku. W listopadzie III Międzynarodowy Kongres Ruchu zagości we Lwowie a prelegenci pochylą się nad zagadnieniem „Wpływu chrześcijaństwa na stabilność narodów Europy”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem