Reklama

Polska

Zaufał Bożemu Sercu

W testamencie napisał: „Liczę na głęboko przeżywaną zawsze tajemnicę Bożego Serca zespoloną z tajemnicą Jezusa Chrystusa Wcielonego Boga, które to tajemnice były głównym tematem mojego kapłańskiego i profesorskiego przepowiadania. Stanowiło ono wyraz mojego głębokiego przekonania i niezłomnej wiary”. Przeżywamy pierwszą rocznicę śmierci kard. Stanisława Nagyego, który odszedł do Pana 5 czerwca 2013 r.

W całym życiu kard. Stanisława Nagyego było widoczne to, co napisał w swoim testamencie. Mówił o tym kard. Stanisław Dziwisz w kazaniu podczas Mszy św. w 2010 r. w sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Łagiewnikach z okazji 65-lecia kapłaństwa kard. Nagyego: „Duchowość Serca Bożego stała się duchowością ks. Stanisława na każdym etapie jego życia, stała się częścią jego osobowości, jego stylu, jego charyzmatu. Chciał być kapłanem według Serca Jezusowego – to jest bardzo charakterystyczne zdanie i klucz do zrozumienia jego duchowej postawy i rozległej działalności. Nic więc dziwnego, że gdy przed siedmiu laty został powołany do służby Kościołowi jako kardynał, wybrał sobie motto wyrażające treść jego życia: «In Te Cor Jesu speravi» – W Tobie, Serce Jezusa, swą ufność złożyłem”.

Synek z Bierunia

Formacja kard. Nagyego rozpoczęła się w śląskiej religijnej i patriotycznej rodzinie, w Bieruniu Starym, gdzie urodził się 30 września 1921 r. jako szóste dziecko Jadwigi i Franciszka Nagych. Gdy miał 6 lat, rodzinę dotknęła tragedia. W 1927 r. w wieku 50 lat zmarła jego matka. Wtedy rolę matki wobec najmłodszego rodzeństwa przejęła dwudziestoletnia siostra Maryjka. Stanisław swojej matki prawie nie pamiętał. Był zbyt mały, gdy ona odeszła do wieczności. Maryjka poświęciła się całkowicie jego wychowaniu i kochała swego małego brata miłością matczyną. „Z czasem stałem się sensem jej życia” – jak wspominał po latach z wielką wdzięcznością Ksiądz Kardynał. Nie tylko troszczyła się o sprawy dnia codziennego, ale także o wychowanie religijne Stasia. Nauczyła go pacierza i wielu form pobożności, m.in. nabożeństwa do Serca Pana Jezusa, które później stało się treścią jego życia. W dzieciństwie również nauczył się zaufania do Bożego Serca. Gdy brakowało mu rodzonej matki, uciekał się do Jezusa, któremu zawierzał wszystkie swoje trudności i problemy. Jego rodzina, chociaż bez matki, była dla niego pierwszą szkołą życia. W niej otrzymał dar wiary i w niej uczył się rzetelności i solidnej pracy. Chlubił się swoją rodziną i śląskim pochodzeniem, powtarzając niekiedy: „Jestem synkiem z Bierunia”.

Drugą rodziną kard. Nagyego stało się Zgromadzenie Księży Najświętszego Serca Jezusowego, które wybrał świadomie, choć z pewnością wiedziony przykładem swego starszego brata Franciszka, który był już członkiem tego zgromadzenia. Pierwsze śluby zakonne złożył w Felsztynie k. Sambora 22 września 1938 r. Do tego ważnego aktu swego życia został przygotowany przez formację duchową w nowicjacie pod kierunkiem ks. Władysława Majki. Swojego mistrza nowicjatu wspominał zawsze z wielką wdzięcznością. Powtarzał: „Był to człowiek nasycony duchem zakonnym, autentycznie nim żyjący i zabiegający o to, żeby do tak pojmowanego życia zakonnego wdrożyć również nas”. To ks. Majka, żyjący autentycznie duchowością Bożego Serca, nauczył go postawy zawierzenia i ufności, której tak bardzo mu było potrzeba w całym jego życiu. To on uczył go, że taka postawa jest cechą charakterystyczną czcicieli Serca Pana Jezusa, a zwłaszcza księży sercanów. To on uczył, w jaki sposób trzeba patrzeć na świat i na wszystko, co nas otacza.

Reklama

Nie będę zawiedziony na wieki

Wyrazem postawy zawierzenia i ufności wobec Bożego Serca jest codzienny akt ofiarowania, odmawiany w zgromadzeniu. To codzienne poświęcenie się Sercu Pana Jezusa jest aktem oddania Mu siebie i wszystkich czynności całego dnia. Ksiądz Kardynał powtarzał tę modlitwę codziennie i od niej rozpoczynał każdy dzień. Powtarzał: „Przyjmij to nasze ofiarowanie się Tobie i zjednocz je z ofiarą, jaką nieustannie składasz swojemu Ojcu za zbawienie świata”. Modlił się aktami ofiarowania: „Boże, w Sercu Twojego Syna objawiłeś głębię swej miłości, nakłoń nasze serca do pełnienia Twojej woli, abyśmy całe życie umieli składać w nieustannej ofierze ku Twojej chwale”.

Te codzienne akty ofiarowania siebie pomagały mu „przyjmować wszystko, co Bóg na niego dopuści, i wypełnić wszystko, czego od nas oczekuje”. Przekazał on Bogu prawo rozporządzania swoją osobą i zgodził się, by On dysponował jego życiem. W ten sposób wyrażał także autentyczną miłość do Boga, która przejawiała się w ofierze, czyli pełnieniu woli Bożej.

Poświęcenie, czyli ofiarowanie się, Bożemu Sercu, pomagało mu w przyjmowaniu wszystkiego, co będzie go spotykać w każdym dniu jego życia. A żył w trudnych czasach II wojny światowej i w czasach komunizmu w naszej Ojczyźnie. Gdy wybuchła wojna, nie miał jeszcze ukończonych 18 lat i był bliski śmierci. W przeddzień ataku na Polskę trafił do szpitala w Przemyślu z nieoperowalnym zapaleniem wyrostka oraz zapaleniem otrzewnej. Leczono go tylko zachowawczo i nawet odgrodzono parawanem od reszty pacjentów, spodziewając się, że lada chwila umrze. Jednak po pewnym czasie zapalenie ustąpiło i szczęśliwie powrócił do zdrowia. Bardzo osłabiony, mógł, po wielu trudnościach, dotrzeć do klasztoru do Krakowa. Podczas tego długiego powrotu do Krakowa doświadczył naocznie, czym była wojna i jak wielkie przyniosła nieszczęścia, ale też doświadczył opieki Opatrzności Bożej i życzliwości ludzkiej. Okupację przeżywał jako kleryk, studiując konspiracyjnie filozofię i teologię, uczęszczając na niektóre wykłady do franciszkanów w Krakowie i zdając egzaminy. Ale właściwie był samoukiem i zdobywał wiedzę, korzystając z podręczników napisanych po łacinie. Wspominał, że „Dogmatykę” napisaną przez ks. Adolfa Tanquereya znał prawie na pamięć. Był wdzięczny ks. Michałowi Wietesze, który zapewnił mu wyżywienie i warunki do przeżycia. Klerycy dostawali codziennie dwie kromki czarnego chleba i trochę marmolady, czasem także zupę ziemniaczaną. Niemcy, którzy na furcie klasztoru urządzili sobie posterunek policji, a także zajęli parter i pierwsze piętro budynku, zabierali każdy zapas wyżywienia. W takiej sytuacji przyszły kardynał powtarzał często: „W Tobie, o Serce Jezusa, złożyłem swą ufność i nie będę zawiedziony na wieki”.

Reklama

Kapłan według Serca Bożego

Ten trudny czas II wojny światowej, podczas którego Stanisław Nagy przygotowywał się do kapłaństwa, zakończył się dla niego przyjęciem święceń kapłańskich 8 lipca 1945 r. Otrzymał je z rąk biskupa pomocniczego archidiecezji krakowskiej Stanisława Rosponda w kościele Sióstr Karmelitanek Bosych w Krakowie. „Kapłaństwo – jak wspominał Ksiądz Kardynał – było moją wielką życiową przygodą, wielkim darem Boga i zarazem radykalnym wejściem w nowy wymiar życia”. Na swoim obrazku prymicyjnym napisał słowa: „Oto idę, abym pełnił, Boże, wolę Twoją” (Ps 39,1). Słowa te mówią o postawie ofiary samego Chrystusa, który był gotowy wypełnić wszystko, co zleci Mu Ojciec. Podobną postawą chciał żyć młody kapłan. Codziennie w akcie ofiarowania powtarzał, że pragnie wypełniać w swoim życiu wolę Bożą. W przeddzień prymicji pojawiły się pierwsze symptomy choroby, która poważnie zaatakowała młody organizm nowo wyświęconego księdza. Była to gruźlica. Zaczął więc swoją posługę kapłańską w sposób nietypowy. Dwa pierwsze lata musiał spędzić na leczeniu w sanatorium akademickim w Zakopanem. Po kilku miesiącach pobytu pod Tatrami młody ks. Stanisław, nie mogąc żyć w bezczynności, trochę podleczony, rozpoczął w akademickim sanatorium posługę kapelana wśród studentów rekonwalescentów, w większości ofiar wojny i okupacji. Po powrocie do Krakowa musiał jeszcze przez trzy lata walczyć ze skutkami tej choroby.

W czasie rekonwalescencji w Krakowie uzyskał w 1948 r. tytuł magistra teologii na Uniwersytecie Jagiellońskim. Tytuł doktora teologii zdobył w 1952 r. na KUL-u, z którym związał się na stałe od 1958 r. Został adiunktem w Katedrze Teologii Fundamentalnej. Na KUL-u uzyskał habilitację w 1968 r. Na tytuł docenta przyszło mu czekać 4 lata. Podobnie długo musiał czekać na tytuł profesora nadzwyczajnego i zwyczajnego. Mimo próśb i zabiegów KUL-u w komunistycznym ministerstwie oświaty i szkolnictwa wyższego nie mógł otrzymać tych tytułów. Była to „odpłata” władz komunistycznych za jasną postawę patriotyczną i przeciwstawianie się programowi laicyzacji społeczeństwa. Wielką zasługą jego i zdecydowanej większości społeczności KUL-owskiej było niedopuszczenie do założenia na tej uczelni Socjalistycznego Związku Studentów Polskich w 1973 r. Po rozwiązaniu Zrzeszenia Studentów Polskich starano się wszelkimi sposobami, by tę nową organizację, powierzoną ideowej opiece PZPR, zainstalować także na KUL-u. Kard. Nagy wspominał, że w walce z naciskami komunistów na KUL-u mógł liczyć na poparcie kard. Karola Wojtyły. Ta niechęć władz komunistycznych miała jeszcze inny powód: przynależność do Zgromadzenia Księży Sercanów, które w oczach władz uchodziło za „reakcyjne”. Gdy piszący te słowa starał się o paszport na studia do Rzymu w 1968 r., otrzymał odmowną odpowiedź z uzasadnieniem: „Należy do zgromadzenia księży reakcjonistów i dał tego dowód w rozmowie”. Niechęć władz do zgromadzenia była widoczna zwłaszcza w czasach stalinowskich, gdy zabrano mu dwa domy formacyjne. Te trudne czasy reżimu komunistycznego wymagały od późniejszego kardynała hartu i siły. Tę siłę czerpał z wielkiej ufności, która była widoczna w całym jego życiu.

Od Chrystusa do Kościoła

Pomimo różnych trudności politycznych stał się wybitnym teologiem. Jego specjalizacją była nauka o Kościele – eklezjologia. Można powiedzieć, że Kościół i jego sprawy były pasją jego życia. Miłość do Chrystusa stała się u niego miłością Kościoła. Dogłębna znajomość eklezjologii owocowała u kard. Nagyego wierną służbą wspólnocie Kościoła. Ta służba wyrażała się przede wszystkim w posłudze myślenia oraz formowaniu młodych do tej służby. Swoim intelektem i doświadczeniem służył Kościołowi powszechnemu jako członek Międzynarodowej Komisji Teologicznej przez dwie kadencje, mianowany przez św. Jana Pawła II. Jako ekspert uczestniczył dwukrotnie w Synodzie Biskupów w Rzymie w latach 1985 i 1991. Był także członkiem komisji mieszanej katolicko-luterańskiej przy Watykańskim Sekretariacie ds. Jedności Chrześcijan. Ponadto przez wiele lat pełnił funkcję przewodniczącego Sekcji Profesorów Teologii Fundamentalnej przy Komisji Episkopatu Polski ds. Nauki. Oddzielny rozdział w życiu kard. Stanisława stanowi jego przyjaźń ze św. Janem Pawłem II. Świadczą o niej m.in. jego liczne publikacje.

Nic więc dziwnego, że w październiku 2003 r. został powołany do Kolegium Kardynalskiego. Był to wyraz uznania i wdzięczności dla całej jego drogi życia, dla jego wierności i służby Kościołowi.

Warto przytoczyć na koniec słowa prof. Krzysztofa Ożóga, wypowiedziane na jubileuszu 90-lecia urodzin kard. Nagyego: „Mówimy o powołaniu człowieka, powołaniu ks. Stanisława do wypełnienia woli Bożej, wypełnienia tego, co Bóg zamierzył w jego życiu. Słowa, które odnoszą się do tego, zostały wypisane na jego herbie: «In Te Cor Jesu speravi» – W Tobie, o Serce Jezusa, swą ufność złożyłem. I to jest ten moment, w którym Stanisław otworzył się na Boże wezwanie, bowiem odpowiedź na powołanie przyszła właśnie poprzez te słowa, poprzez przyjęcie miłości, która płynęła z Serca Jezusa i z Jego Krzyża, poprzez odpowiedź na tę miłość”.

2014-06-03 14:57

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Zrezygnował z renty, by zobaczyć się z Papieżem. Wspomnienia spotkań z Ojcem Świętym

[ TEMATY ]

papież

Jan Paweł II

wspomnienia

świadectwo

MJscreen/parafia Juszczyna

Spotkania z Papieżem na zawsze pozostają w pamięci ich uczestników.

„Po powrocie ze spotkania z Ojcem Świętym mąż podjął pracę zawodową mimo różnych trudności związanych z rezygnacją z renty. Zakończył ją w wieku emerytalnym, mimo iż nie było zawsze łatwo i nie zawsze dopisywało zdrowie. Wiem, że była to łaska Boża i błogosławieństwo Ojca Świętego” – wspominają małżonkowie Leokadia i Adam Świniańscy z Juszczyny. W parafii w Juszczynie wierni wraz z kapłanami budują Papieżowi Polakowi żywy pomnik.

Wpadli na bardzo oryginalny pomysł i realizacja udała się w pełni. Parafia Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny w Juszczynie buduje Papieżowi Janowi Pawłowi II żywy pomnik ze wspomnień. A na czym to polega? Parafianie – wierni świeccy oraz księża i siostry pochodzące z tej wspólnoty dzielą się swoimi doświadczeniami spotkań z Ojcem Świętym.

O tym, skąd się wziął pomysł na taką akcję w Juszczynie, i w jaki sposób ona jest realizowana, piszemy w najnowszym numerze papierowej „Niedzieli” – w dodatku bielsko-żywieckim, nr 23 na 7 czerwca 2020 r.

Są takie chwile w życiu, do których wciąż się wraca, przeżywa je wciąż na nowo ze wzruszeniem sentymentem i radością w sercu. Do takich chwil należy pielgrzymka mojego męża do Rzymu i spotkanie się z Ojcem Świętym na audiencji. Pielgrzymkę od dnia 27 maja do 4 czerwca 1988 r. organizował dekanat milowiecki. Były zaplanowane do zwiedzania także inne miejsca. Po zapisaniu się na pielgrzymkę mąż zachorował. Lekarz, po długiej chorobie mojego męża, kierował go na rentę. Data wyznaczona na komisję lekarską zbiegła się z datą planowanego wyjazdu do Rzymu. Na własną rękę mąż zrezygnował, nie wstawił się na komisję, ale pojechał na pielgrzymkę. W piątym dniu byli umówieni na audiencję u Ojca Świętego w rezydencji letniej. Grupa uczestników audiencji liczyła 24 osoby. Spotkanie z Ojcem Świętym było wielkim przeżyciem i niezapomnianymi chwilami, które do dziś stają mężowi przed oczyma. Ojciec Święty z każdym uczestnikiem zamieniał parę słów, pożartował, pośmiał się i powiedział, że on również był w Milówce jako biskup. Na koniec udzielił obecnym i ich rodzinom w domach obfitego błogosławieństwa i podarował święty różaniec” – w ten sposób Pani Leokadia opowiada o spotkaniu swojego męża Adama ze św. Janem Pawłem II.

Dopowiada, że po powrocie mąż podjął pracę zawodową mimo różnych trudności związanych z samoistną rezygnacją z renty. Zakończył ją w wieku emerytalnym, mimo iż choroba mu doskwierała i utrudniała wykonywanie obowiązków zawodowych. – Wiem, że była to łaska Boża i błogosławieństwo Ojca Świętego – zapewnia Leokadia Świniańska.

Pani Leokadia również spotkała się z Janem Pawłem II. W 1968 r. otrzymała sakrament bierzmowania z rąk kard. Karola Wojtyły. W 2003 r. była na pielgrzymce w Rzymie i uczestniczyła w audiencji z Ojcem Świętym na placu św. Piotra. A w 2007 r. w ramach pielgrzymki odwiedziła również grób św. Jana Pawła II, dziękując tam za jego pontyfikat.

Więcej wspomnień i świadectw z Juszczyny znajdą Państwo w artykule: „Pomnik ze wspomnień” w w dodatku bielsko-żywieckim papierowej „Niedzieli” – „Niedziela na Podbeskidziu” nr 23 na 7 czerwca 2020 r. Zapraszamy do lektury.

CZYTAJ DALEJ

Franciszek: trzeba się modlić, by w chwilach trudnych trwać w wierze

2020-08-09 12:19

[ TEMATY ]

papież

Anioł Pański

papież Franciszek

youtube.com/vaticannews

Na konieczność modlitwy o łaskę wytrwania w wierze i miłości braterskiej, gdy mroki i burze życia podważają nasze zaufanie do Boga zwrócił dziś uwagę papież podczas rozważania przed niedzielną modlitwą „Anioł Pański”. Po jej odmówieniu Ojciec Święty udzielił apostolskiego błogosławieństwa.

Przeczytaj także: Watykan: Papież pozdrowił uczestników Tour de Pologne

Franciszek nawiązał do czytanego w XIX niedzielę zwykłą fragmentu Ewangelii (Mt 14, 22-33) mówiącego o Jezusie chodzącym po wzburzonych wodach jeziora oraz Piotrze, który w przypływie zwątpienia zaczął tonąć. Zaznaczył, że opis ten jest zachętą, aby ufnie powierzyć się Bogu w każdej chwili naszego życia, zwłaszcza w godzinie próby i niepewności. „Wierzyć to pośród burzy kierować swoje serce ku Bogu, ku Jego miłości, ku Jego ojcowskiej czułości” – podkreślił papież.

Następnie Ojciec Święty zauważył, że łódź we władaniu burzy jest obrazem Kościoła, który w każdym czasie spotyka się z wiatrami przeciwnymi. Dodał, że w istocie, to właśnie w tych momentach najbardziej jaśnieje świadectwo wiary, miłości i nadziei. „To właśnie obecność zmartwychwstałego Chrystusa w Jego Kościele daje łaskę świadectwa męczeństwa, z którego rodzą się nowi chrześcijanie oraz owoce pojednania i pokoju dla całego świata” – zaznaczył Franciszek.

„Niech wstawiennictwo Najświętszej Maryi Panny pomoże nam wytrwać w wierze i miłości braterskiej, gdy mroki i burze życia podważają nasze zaufanie do Boga” – powiedział papież na zakończenie swego rozważania.

Po odmówieniu modlitwy „Anioł Pański” i udzieleniu apostolskiego błogosławieństwa Ojciec Święty nawiązał do 75. rocznicy ataku atomowego na Hiroszimę i Nagasaki w Japonii apelując o uwolnienie świata od broni jądrowej. Wezwał też wspólnotę międzynarodową o pomoc dla Libanu po wtorkowym wybuchu w tamtejszym porcie.

Oto słowa Ojca Świętego w tłumaczeniu na język polski: 75 lat temu, 6 i 9 sierpnia 1945 roku, miały miejsce tragiczne bombardowania atomowe Hiroszimy i Nagasaki. Wspominając ze wzruszeniem i wdzięcznością wizytę, którą złożyłem w tych miejscach w ubiegłym roku, ponawiam zachętę do modlitwy i działania na rzecz świata wolnego od broni jądrowej. W tych dniach myślą często powracam do Libanu. Katastrofa z minionego wtorku wzywa wszystkich, począwszy od Libańczyków, do wspólnej pracy na rzecz dobra wspólnego tego umiłowanego kraju. Liban ma szczególną tożsamość, będącą owocem spotkania różnych kultur, która pojawiła się z czasem jako model wspólnego życia. Oczywiście, to współistnienie jest obecnie bardzo kruche, ale modlę się, aby z Bożą pomocą i lojalnym współudziałem wszystkich, mógł się odrodzić wolny i silny. Zachęcam Kościół w Libanie, aby był blisko ludu przeżywającego swoją Kalwarię, jak to czyni w tych dniach, z solidarnością i współczuciem, z sercem i rękami otwartymi na dzielenie się. Ponawiam również mój apel o hojną pomoc ze strony wspólnoty międzynarodowej. Panno z Harissy, Królowo Libanu, módl się za nami!

CZYTAJ DALEJ

Bp Pindel: Edyta Stein pragnęła, by Żydzi mogli poznać Jezusa Chrystusa

2020-08-09 20:42

[ TEMATY ]

bp Roman Pindel

św. Edyta Stein

wikipedia.org

O tym, że Edyta Stein pragnęła, by znający Boga Żydzi mogli poznać Jego zamiary i przyjąć największy dar – Jezusa Chrystusa, przypomniał bp Roman Pindel, który 9 sierpnia przewodniczył uroczystej Mszy św. w oświęcimskim Karmelu z okazji 78. rocznicy śmierci św. Teresy Benedykty od Krzyża i jej liturgicznego wspomnienia.

Hierarcha zestawił w homilii postawę św. Pawła – bolejącego nad tym, że prawda o zbawieniu w Chrystusie wciąż pozostaje zakryta dla wielu wyznawców judaizmu z karmelitanką żydowskiego pochodzenia, która najpierw przyjęła chrzest w Kościele katolickim, złożyła śluby zakonne i poszła na śmierć, łącząc ją świadomie z przebłagalną ofiarą Chrystusa.

Jak zaznaczył biskup, w wielu miejscach listów św. Pawła odnaleźć można jego wypowiedzi na temat Żydów, którzy nie przyjęli Jezusa jako Mesjasza. „One wszystkie mogą sprawiać wrażenie, że stał się przeciwnikiem swojej pierwszej religii, że deprecjonuje zwłaszcza Prawo Mojżeszowe, że jest wręcz antysemitą. Taki obraz Szawła z Tarsu, albo inaczej Pawła Apostoła, jest szeroko rozpowszechniony, zwłaszcza wśród Żydów” – przyznał kaznodzieja i przywołał fragment czytanego w niedzielę Listu do Rzymian, w którym Apostoł pisze o tym, jak bardzo pragnie dobra dla narodu, z którego się wywodzi i z którym się wciąż utożsamia.

Biskup wytłumaczył, że powodem bólu i smutku Pawła jest sytuacja polegająca na nieprzyjęciu „największego daru: zbawienia przez Zbawiciela, którego Bóg posłał, a którego oni odrzucili”. „Ze swej strony Paweł zrobił wszystko, by mogli uwierzyć. Wszystko czynił, by ich przekonać” – wyjaśnił ordynariusz, odwołując się do użytej przez Apostoła Narodów „skandalicznej hiperboli”. „Pisze bowiem, że gdyby to mogło pomóc w ich ocaleniu, to on sam gotów jest stracić wszystko, co dla niego najcenniejsze, nawet zbawienie” – sprecyzował, opisując motywy żalu św. Pawła, z powodu odrzucenia zbawienia w Chrystusie przez Żydów.

„Słuchamy tych słów Pawła tym uważniej, że wspominamy dziś dzień śmierci w nieodległej Brzezince św. Teresy Benedykty od Krzyża. Tym bardziej, że wiemy o śmierci w tym dniu także jej siostry Róży, karmelitanki, którą miała zachęcać, by razem poszły na śmierć za naród. W tym samym dniu co najmniej jeszcze dwoje żydowskich wyznawców Chrystusa znalazło się w komorze gazowej, obok setek innych Żydów” – zaznaczył hierarcha i zacytował słowa Jana Pawła II na temat Edyty Stein, która nie przyjęła cierpienia i śmierci „biernie”, lecz złączyła je „świadomie z przebłagalną ofiarą naszego Zbawiciela, Jezusa Chrystusa”.

Zdaniem biskupa, w odróżnieniu od Pawła, który zaraz po spotkaniu Pana pod Damaszkiem zaczął głosić, że Jezus jest Mesjaszem, Edyta Stein nie podejmuje jakiejś działalności misyjnej czy ewangelizującej. „Tym bardziej nie pisze jakiegoś traktatu apologetycznego. Raczej porządkuje swoją wiarę, wykorzystując m.in. tłumaczenia różnych dzieł katolickich. W ten sposób nie tylko uzasadnia swoją wiarę tekstami pism Starego Testamentu, ale także przez bogatą Tradycję katolicką. Owszem, daje świadectwo, a także swego rodzaju uzasadnienie swojego kroku” – zauważył biskup i stwierdził, że Bóg ogołaca św. Teresę Benedyktę od Krzyża „wielokrotnie i na wiele sposobów z tego, do czego człowiek się przywiązuje.

„To wszystko zaś prowadzi ją do oddania się Jezusowi przez chrzest i bierzmowanie, przez ślubu zakonne, a ostatecznie przez śmierć, którą przyjmuje i nadaje jej sens. Wpierw przez złączenie z Oblubieńcem przez śmierć przyjętą na korzyść kogoś innego, a następnie wskazując tych, których Bóg ma obdarować wyproszoną łaską. A wszystko to z wielkiego bólu i pragnienia, aby znający Boga Żydzi mogli poznać Jego zamiary i przyjąć największy dar, Jezusa Chrystusa naszego Pana i Zbawiciela” – zapewnił duchowny.

Wraz z biskupem przy ołtarzu modlili się m.in.: dziekan dekanatu oświęcimskiego ks. Fryderyk Tarabuła, ks. Jerzy Nowak i ks. Manfred Deselaers z Centrum Dialogu i Modlitwy w Oświęcimiu, magister prenowicjatu salezjańskiego ks. Tadeusz Mietła SDB oraz ojcowie karmelici: o. Ryszard Stolarczyk OCD i o. Krzysztof Górski OCD.

Edith Stein urodziła się 12 października 1891 roku w zamożnej rodzinie żydowskiej na wrocławskim Ołbinie, przy dzisiejszej ulicy Dubois. Była najmłodszym z jedenaściorga dzieci handlarza drzewem, Zygfryda. Po śmierci ojca dom prowadziła matka, Augusta. W 14. roku życia Edyta zadeklarowała, że jest ateistką. Studiowała na Uniwersytecie Wrocławskim germanistykę i historię. Od 1912 r. studiowała w Getyndze pod kierunkiem słynnego fenomenologa Edmunda Husserla. Obroniła u niego rozprawę doktorską „O zagadnieniu wczucia”.

Dzięki spotkaniu z niemieckim filozofem Maxem Schelerem, zaczęła się interesować katolicyzmem. Szereg kolejnych doświadczeń, w tym śmierć znajomego Adolfa Reinacha, sprawiły, że Stein przeżyła nawrócenie. Prawdziwą inspirację stanowiła też lektura autobiografii hiszpańskiej mistyczki św. Teresy z Avila.

1 stycznia 1922 r. przyjęła chrzest w Kościele katolickim. 14 października 1933 r. wstąpiła do Karmelu w Kolonii i przyjęła imię Teresa Benedykta od Krzyża Jako karmelitanka bosa napisała pracę poświęconą św. Janowi od Krzyża „Wiedza Krzyża”.

W obliczu narastających prześladowań Żydów na przełomie 1938 i 1939 roku została przeniesiona do Holandii. W 1942 r. podczas masowego aresztowania holenderskich Żydów nie ominięty został także klasztor sióstr karmelitanek w Echt. Edyta Stein została aresztowana. Miała wtedy powiedzieć swojej siostrze Róży: „Chodź, idziemy cierpieć za swój lud”. Prawdopodobnie 9 sierpnia została zagazowana w Auschwitz. Jej ciało zostało spalone.

Jan Paweł II ogłosił Edytę Stein błogosławioną w czasie swej pielgrzymki do Niemiec 1 maja 1987 r. w Kolonii, a świętą – 11 października 1998 r. w Rzymie. Rok później ogłosił ją współpatronką Europy. W Lublińcu, który był jej ukochanym miastem, znajduje się Muzeum św. Edyty Stein oraz kościół pod jej wezwaniem.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję