Reklama

Wywiady

Czas się obudzić

O naiwności, beztrosce i braku realistycznego myślenia w sprawie bezpieczeństwa militarnego Polski – z dr. Grzegorzem Kwaśniakiem rozmawia Wiesława Lewandowska

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – W całej swej karierze wojskowej, naukowej i eksperckiej pozostaje Pan niezmiennie surowym krytykiem, jeśli chodzi o stan bezpieczeństwa narodowego III RP. Dwa lata temu w rozmowie z „Niedzielą” postawił Pan bardzo niepopularną i krytykowaną tezę, że my tu, w Polsce, wciąż tylko śpimy i śnimy o tym, że jesteśmy bezpieczni... Czy obudziliśmy się wreszcie?

DR GRZEGORZ KWAŚNIAK: – Myślę, że naród już się chyba budzi, ale największym problemem są obecnie sprawujące w Polsce władzę lewicowo-liberalne elity, które pomimo tego, że widzą, co się dzieje, z różnych względów nie potrafią wyciągnąć prawidłowych wniosków i podjąć skutecznych działań.

– W swych publikacjach, poczynając od 2005 r., ostro krytykuje Pan lekkomyślne i beztroskie podejście kolejnych rządów do spraw bezpieczeństwa państwa; utrzymuje Pan, że to chaotycznie narastający i pogłębiający się proces. Od którego momentu można mówić o naprawdę realnym zagrożeniu dla naszego bezpieczeństwa?

– Uważam, że zagrożenie naszego bezpieczeństwa zaczęło narastać już od początku roku 2000, i to pomimo wstąpienia Polski do NATO, a może właśnie z tego powodu, ponieważ właśnie wtedy zapanowało usypiające nas poczucie bezpieczeństwa, wynikające z przekonania, że sojusznicy zawsze nas obronią. Bezcelowa jest zatem jakakolwiek własna aktywność zmierzająca do budowy swojego bezpieczeństwa militarnego. W 2009 r., jako pracownik Akademii Obrony Narodowej, naraziłem się już ostatecznie, publikując w „Rzeczpospolitej” artykuł pt. „Polska armia nie istnieje”. Niestety, dzisiaj ta sytuacja jest jeszcze gorsza... To, co wtedy napisałem – choć zostałem odsądzony od czci i wiary i musiałem odejść z wojska – dziś potwierdza się w zupełności.

– I wciąż wygląda to tak, jakby nikomu z rządzących nie zależało na silnej armii, na obronie kraju?!

– Prawdę powiedziawszy, nie mieliśmy w III RP, z wyjątkiem Romualda Szeremietiewa, naprawdę kompetentnych i zarazem odważnych ministrów obrony narodowej. Ostatnio minister Tomasz Siemoniak razem z Biurem Bezpieczeństwa Narodowego próbują wprawdzie robić coś w tym zakresie, ale z zaskakująco miernym skutkiem. Można odnieść wrażenie, że szumnie zapowiadane działania niezbyt im się udają.

– Bo i sam naród się ich nie domaga... A szef BBN dopiero po „ukraińskiej lekcji” mówi o potrzebie budzenia obronnego patriotyzmu Polaków poprzez wspomaganie patriotyczno-militarnych organizacji, dotąd raczej niecieszących się choćby symbolicznym wsparciem obecnego rządu.

– Nadal nie wierzę w jakąkolwiek przychylność dla tego rodzaju obywatelskich inicjatyw ze strony rządu Platformy Obywatelskiej. Jak zwykle może pojawić się co najwyżej kilka pozornych działań podporządkowanych poprawianiu wizerunku samego rządu, jednak – jestem o tym przekonany – akurat tej władzy zupełnie nie zależy na jakichkolwiek obywatelskich inicjatywach, wręcz przeciwnie: nie chce i boi się ich.

– Nie chce zatem zorganizowanej przez samych obywateli obrony terytorialnej kraju?

– Obrona terytorialna jest silną formą samoorganizacji społeczeństwa, a rząd Donalda Tuska boi się własnego narodu i podejmuje działania polegające raczej na rozbijaniu, dzieleniu narodu niż na integrowaniu i wspieraniu społecznej aktywności, bo a nuż obróci się ona przeciwko rządowi... Nie jest więc dziś możliwe, aby np. system pododdziałów strzeleckich mógł w sposób zintegrowany funkcjonować w skali całego kraju, choć lokalnie mamy wiele naprawdę wspaniałych tego typu patriotyczno-paramilitarnych grup. Wszystkie działają ku chwale ojczyzny prywatnie i na własny rachunek.

– Generalnie biorąc, wydaje się, że patriotyzm nie jest cechą współczesnych młodych Polaków, którzy okazują raczej niechęć do wojska, a więc i do obrony kraju...

– W tej sprawie mimo wszystko jestem optymistą. Uważam, że tej naszej, często zagubionej młodzieży trzeba tylko trochę pomóc, wskazać kierunek. Kłopot polega na tym, że nie wystarczą rozproszone drobne inicjatywy oddolne. Aby ów uśpiony patriotyzm mógł się w razie potrzeby przerodzić w siłę obronną, potrzebna jest polityczna wola oraz konkretne działania rządu, reanimujące społeczną gotowość do obrony kraju. Szczerze powiedziawszy, bardziej wierzę w spontaniczną gotowość obronną narodu niż w przygotowywane przez nasze władze systemy obrony kraju...

– Jako specjalista w zakresie strategicznego zarządzania bezpieczeństwem narodowym jest Pan bardzo surowym krytykiem obecnego stanu bezpieczeństwa Polski. Naprawdę niewiele zmieniło się na lepsze od czasu wstąpienia Polski do NATO?

– Nasze wstąpienie do NATO, oczywiście, przyniosło wiele korzyści, ale też i to złudne, naiwne poczucie bezpieczeństwa, prowadzące do swoistego „rozleniwienia” elit politycznych, które przecież powinny dostrzec złożoność sytuacji, obiektywnie ocenić zarówno samo NATO oraz zachodzące w nim zmiany, jak i nasze miejsce w tym sojuszu. Jednak polskie elity członkostwo w NATO potraktowały wyłącznie jako propagandę swego sukcesu i legitymizację swojej władzy. Dlatego też już przez 15 lat Polacy są zapewniani wyłącznie o tym, że wreszcie są naprawdę bezpieczni.

– A jednak nie są...?

– Okazuje się, że w Polsce zupełnie nie przejęto się faktem, iż sojusz w ostatnich kilku latach bardzo osłabił swe możliwości. Jego wiarygodność i wewnętrzna solidarność mocno osłabły. Tymczasem u nas wciąż króluje naiwna wiara, że „sojusznicy nas obronią”. O tym, że powinniśmy tę naiwność zastąpić realistycznym myśleniem, mówiłem już kilka lat temu, tymczasem dopiero 11 listopada ub.r. prezydent Bronisław Komorowski w swoim wystąpieniu ogłosił „doktrynę Komorowskiego”, czyli delikatnie zanegował tę naszą bezkrytyczną wiarę w sojuszników oraz naszą NATO-wską specjalizację, czyli polskie misje wojskowe.

– Lepiej późno niż wcale.

– To prawda. Niemniej choć dostrzeżono problem i oficjalnie go obwieszczono, to jednak nadal trwa to rozleniwienie w podejściu do spraw bezpieczeństwa Polski – nie podjęto żadnych konkretnych działań. Z początkiem tego roku np. weszła w życie reforma systemu kierowania i dowodzenia Siłami Zbrojnymi Rzeczypospolitej Polskiej, wprowadzająca rozwiązania typowe dla armii ekspedycyjnych, w których obowiązuje zastosowany właśnie w Polsce podział na dowództwo operacyjne i generalne. Dlaczego, skoro prezydent właśnie skrytykował ekspedycyjność? Czy więc nadal polska armia ma się przygotowywać przede wszystkim do misji zagranicznych, a nie do obrony własnego kraju?

– To znaczy, że obrona własnego terytorium swoimi siłami w ogóle nie wchodzi w rachubę?

– To znaczy tylko tyle, że nie ma nawet ogólnego pomysłu na to, jak bronić kraju, choć pojawia się coraz więcej przesłanek, że powinniśmy się do tego pilnie przygotowywać. Tymczasem zarówno gdy chodzi o wspomnianą reformę dowodzenia, jak i np. o zakupy uzbrojenia mamy wciąż jeden wielki chaos, w którym rządzi przypadek albo naciski lobbystów...

– Czego trzeba, aby ten wojskowy chaos ustawić wreszcie w dwuszeregu?

– Żeby skutecznie odbudować nasze bezpieczeństwo militarne, trzeba mieć jasną koncepcję obrony. Takiej koncepcji, niestety, nie ma!

– Czy była kiedykolwiek w III RP?

– Wydaje się, że jedynym pomysłem alternatywnym w stosunku do z góry narzuconego i niezmiennie obowiązującego od 15 lat projektu tworzenia armii ekspedycyjnej była budowa wojsk obrony terytorialnej. Niestety, ten pomysł „niepoprawnych wojskowych” jest intensywnie sabotowany przez obecny rząd, mimo permanentnego braku lepszego rozwiązania. A przecież znakomitą okazją do wykreowania jakiegoś nowatorskiego projektu był niedawny przegląd bezpieczeństwa narodowego przeprowadzony przez BBN – niestety, nic z niego nie wynikło. Teraz czekamy na od dawna odwlekany termin publikacji nowej Strategii Bezpieczeństwa Narodowego. Obawiam się, że nadal nie będzie żadnych rewelacji...

– Jest Pan autorem takiej alternatywnej, opozycyjnej strategii. Na czym, według Pana, powinna polegać dobra Strategia Bezpieczeństwa Narodowego dla Polski?

– Na identyfikacji tzw. miękkich i twardych zagrożeń. Zagrożenia miękkie to te, które występują w czasie pokoju (np. działanie wrogiej agentury, niszczenie kultury i tradycji, wojna informacyjna). Ich zwalczanie nie jest trudne, nie jest tu potrzebna żadna pomoc NATO. Zagrożenia twarde (np. prowokowanie konfliktów, dokonywanie zamachów, uderzenia rakietowe i lotnicze) również w większości można zwalczać we własnym zakresie. Sojuszniczej pomocy musimy oczekiwać jedynie w przypadku bezpośredniego ataku zbrojnego na terytorium naszego kraju. Uważam jednak, że jeśli sami zdołamy uporać się z większością miękkich i twardych zagrożeń, to do tego najgorszego na pewno nie dojdzie, ponieważ Rosja w pierwszej kolejności wykorzystuje wewnętrzną słabość i bezradność swych ofiar.

– Twierdzi Pan jednak, że dzisiejsza Polska – a zwłaszcza jej elity polityczne i wojskowe – zupełnie nie jest przygotowana, a nawet nie rozpoznaje wszystkich zagrożeń. I nawet po wydarzeniach za wschodnią granicą tkwi w błogostanie i letargu...

– Polska powinna była przebudzić się już co najmniej kilka lat temu, po rosyjskiej agresji na Gruzję w 2008 r., która była oczywistym wstępem do dalszych kroków Rosji. Wtedy polskie elity rządzące wyśmiewały tego rodzaju obawy i oczerniały ludzi, którzy odważyli się je zgłaszać. Wydaje się, że dopiero teraz większość polskich polityków się obudziła, a społeczeństwo zrozumiało powagę sytuacji. Jednak podobnie jak przedtem, znowu zaczyna się polityczne wyciszanie problemu, minimalizowanie zagrożenia, uspokajanie społeczeństwa. Widać rządzący stwierdzili, że lepiej ukrywać jak najdłużej każdą groźną prawdę, niż ponieść polityczne straty.

– I teraz, jak chyba nigdy dotąd, cała nasza strategia obronna, całe bezpieczeństwo narodowe opiera się na tych sojuszach, z których polscy politycy są tym bardziej dumni, tym bardziej mają okazję podkreślać swe zasługi w dziele ich zawarcia.

– Obawiam się, że nasi politycy pokładają zbyt wielkie nadzieje w Ameryce i w dyplomacji europejskiej, że nie chcą dostrzegać lub wprost lekceważą grę globalnych interesów ponad naszymi regionalnymi głowami... Po doświadczeniu Ukrainy jest wszakże pewna nadzieja, że reset amerykańsko-rosyjski zostanie wyhamowany i Amerykanie jednak zainteresują się nieco bardziej Europą Środkowo-Wschodnią. Oczywiście, nie ma co do tego żadnych gwarancji...

– Może jednak możemy liczyć na bardziej realne wsparcie, gdy zajdzie realna potrzeba?

– W sytuacji, gdy amerykańskie siły wycofały się już przecież z Europy i ponoć pozostał już tylko jeden ciężki batalion czołgów w Niemczech, ewentualna pomoc musiałaby przypłynąć z samej Ameryki, co zajęłoby 2-3 miesiące. Mimo to elity wciąż łudzą naród realnością i skutecznością sojuszniczej pomocy, zaniedbując własne przygotowania do obrony kraju. W Polsce nawet dziś, gdy sytuacja tego wymaga, nie dyskutuje się, nie rozmawia o bezpieczeństwie kraju, nie szuka się własnych rozwiązań. Rządzący po prostu nie potrafią, a może nie chcą zajmować się obronnością i bezpieczeństwem Polski...

– Dlaczego III RP nie zdołała się dorobić własnej strategii obronnej?

– Dlatego, że bezkrytycznie i naiwnie liczy na wsparcie sojuszników. Ostatnie oryginalnie polskie prace dotyczące polskiej obronności powstały w II RP w latach 30. ubiegłego wieku, a w dzisiejszej wolnej Polsce – i to po 25 latach! – dosłownie na palcach jednej ręki można by policzyć osoby zdolne do stworzenia podobnie fundamentalnych opracowań. Ani Akademia Obrony Narodowej, ani Sztab Generalny nie wykreowały ludzi zdolnych do wykonania tego rodzaju zadania.

– Dlaczego?

– Panujące w naszych siłach zbrojnych konformizm i nepotyzm powodują, że nasze elity wojskowe są bardzo słabe, a nowoczesna polska myśl obronna po prostu nie istnieje. Wprawdzie powstał niedawno Parlamentarny Zespół ds. Wojska Polskiego, ale skupia on głównie posłów opozycyjnych... Działa też Narodowe Centrum Studiów Strategicznych – jako inicjatywa kilku prywatnych osób, które próbują poszukiwać jakichś sensownych koncepcji bezpieczeństwa militarnego Polski.
Jest to jednak, niestety, kolejna wyłącznie prywatna inicjatywa, która próbuje zastępować niesprawne i niechętne instytucje państwowe. I jak to już wielokrotnie w historii Polski bywało, obywatele muszą się bronić sami.

– Można by zatem ze smutkiem powiedzieć, że w III RP nie odrodziła się ani polska armia, ani polski system obronny?

– Niestety, tak. Mamy dziś armię w stanie chaosu, którego nikt nie ogarnia, ani nawet nie chce ogarniać. Pozostaje tylko liczyć na najbliższe wybory parlamentarne i zdrowy rozsądek Polaków.

* * *

Dr Grzegorz Kwaśniak – ekspert Narodowego Centrum Studiów Strategicznych, specjalista w zakresie strategicznego zarządzania bezpieczeństwem narodowym. Oficer rezerwy Wojska Polskiego

2014-06-10 14:43

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Ministerstwo Sprawiedliwości złożyło wniosek o wypowiedzenie konwencji stambulskiej

2020-07-27 17:32

[ TEMATY ]

polityka

Archiwum Ministerstwa Sprawiedliwości

Ministerstwo Sprawiedliwości skierowało w poniedziałek do resortu rodziny wniosek o podjęcie prac nad wypowiedzeniem konwencji stambulskiej - poinformował szef tego resortu Zbigniew Ziobro.

Wniosek w tej sprawie został przekazany do Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, które posiada kompetencje do przygotowania wniosku o wypowiedzenie spornej umowy. Złożenie wniosku wypowiedzenie konwencji antyprzemocowej nazywanej stambulską Ziobro zapowiedział w sobotę.

"Dzisiaj złożyłem formalny wniosek do minister rodziny, pracy i polityki społecznej - której to resort jest kompetentny do zainicjowania formalnego procesu związanego z wypowiedzeniem tej konwencji - o podjęcie działań w tym względzie" - poinformował minister sprawiedliwości podczas poniedziałkowej konferencji. Jak podkreślił, jest to pismo oficjalne, formalne złożone przez niego jako ministra sprawiedliwości.

Ziobro uzasadniając tę decyzję, argumentował, że w konwencji znajdują się zapisy "o charakterze ideologicznym", z którymi jego resort się nie zgadza. Zdaniem ministra sprawiedliwości w dokumencie nie ma żadnych rozwiązań w zakresie ochrony kobiet przed przemocą, których Polska by nie spełniała, a w niektórych obszarach polskie standardy są wyższe niż te przewidziane przez konwencję.

Konwencja Rady Europy z 2011 r. o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej (tzw. konwencja stambulska) ma chronić kobiety przed wszelkimi formami przemocy oraz dyskryminacji; oparta jest na idei, że istnieje związek przemocy z nierównym traktowaniem, a walka ze stereotypami i dyskryminacją sprawiają, że przeciwdziałanie przemocy jest skuteczniejsze. Polska podpisała konwencję w grudniu 2012 r., a ratyfikowała - w 2015 r.

Nie wszystkie kraje UE ratyfikowały konwencję. Nie zrobiły tego: Bułgaria, Czechy, Węgry, Łotwa, Litwa i Słowacja oraz nienależąca już do wspólnoty Wielka Brytania, a także Ukraina, Mołdawia i Armenia. (PAP)

autor: Mateusz Mikowski, Natalia Kamińska, Marcin Jabłoński

mm/ nmk/ mja/ lena/

CZYTAJ DALEJ

Ordo Iuris: pacjenci umierają w szpitalach bez sakramentów

2020-08-11 12:03

[ TEMATY ]

koronawirus

Daan Stevens / unsplash.com

Problemem wielu polskich szpitali jest ograniczanie prawa pacjentów do korzystania z opieki duszpasterskiej. Utrudnienie to stanowi naruszenie art. 53 Konstytucji RP gwarantującego każdemu wolność sumienia i religii - alarmuje instytua Ordo Iuris.

Wprowadzony stan epidemii stał się dla dyrekcji wielu placówek medycznych i domów opieki społecznej pretekstem do zaostrzania tych ograniczeń. Dochodziło do sytuacji, że rodzin zmarłych pacjentów nie informowano o tym, że przed śmiercią bliskiej im osoby uniemożliwiono jej przyjęcie sakramentów. Do Instytutu Ordo Iuris spływają zawiadomienia z całej Polski dotyczące utrudniania pacjentom możliwości skorzystania z posługi duchownego.

Pierwsze interwencje w obronie wolności religijnej w placówkach medycznych Instytut Ordo Iuris podjął na przełomie 2019 i 2020 r. Wtedy to pacjentka Szpitala im. Św. Rodziny w Warszawie alarmowała, że w placówce zakazano obchodu kapelana po oddziałach szpitalnych, a posługa duszpasterska może odbywać się tylko po indywidualnym wezwaniu księdza przez pacjenta.

Powodem zmiany zasad pracy duchownego w szpitalu był artykuł, jaki ukazał się w jednej z gazet po donosie pacjentki oburzonej widokiem księdza na oddziale. Instytut wykazał wówczas w analizie przesłanej do dyrekcji szpitala oraz Rzecznika Praw Pacjenta, że tego rodzaju ograniczenie posługi duszpasterskiej jest sprzeczne z art. 53 Konstytucji RP.

Pandemia wirusa SARS-CoV-2 dała dyrekcjom szpitali pretekst do dalej idącego naruszania praw pacjentów. Prawnicy Ordo Iuris udowadniali wówczas, że prawo do kontaktu pacjenta z osobami bliskimi może być ograniczane ze względów sanitarnych, ale nie można tego kontaktu całkowicie zakazać. Tym bardziej, zakaz taki nie może obowiązywać w kontaktach pacjentów z kapelanem, który jest pracownikiem szpitala.

W kolejnych miesiącach napływały do Instytutu Ordo Iuris liczne zgłoszenia z województw pomorskiego, mazowieckiego czy podkarpackiego, w których wskazywano na coraz większe ograniczenia nakładane przez dyrekcje szpitali na kapelanów. W niektórych placówkach kapelani otrzymali nawet kategoryczny zakaz wstępu na teren szpitala czy domu pomocy społecznej.

Dyrekcji tych placówek nie interesowało, że pacjenci umierają bez dostępu do sakramentów. Fakt ten był niekiedy wręcz ukrywany przed rodziną zmarłego. W rozmowach z pacjentami dyrekcja wskazywała, że mogą oni obejrzeć Mszę św. w telewizji albo wysłuchać jej w radiu i to miała być odpowiednia realizacja przez szpital ich wolności religijnej. W niektórych sytuacjach osoby wstawiające się za pacjentami umierającymi bez sakramentów doświadczały szykan ze strony dyrekcji.

Tego rodzaju stanowisko władz placówek jest niezgodne z przepisami, bowiem w sytuacji pogorszenia się stanu zdrowia tak dalece, że powoduje ono odczucie zagrożenia życia, pacjent ma prawo, aby to szpital niezwłocznie zawiadomił duchownego wyznawanej przez pacjenta religii i umożliwił z nim kontakt. Uprawnienie to rodzi obowiązek szpitala do podjęcia aktywnych działań w celu stworzenia możliwości spotkania pacjenta z duchownym jego wyznania.

W związku z coraz powszechniejszą praktyką naruszania przepisów w zakresie posługi duszpasterskiej w szpitalach, Instytut Ordo Iuris podjął regularne działania na rzecz ochrony konstytucyjnych praw pacjentów. Prawnicy interweniują w każdej placówce, w której dochodzi do łamania prawa. O sprzecznych z przepisami praktykach informują Rzecznika Praw Pacjenta, który prowadzi własne dochodzenie we wskazanych szpitalach.

Tam, gdzie sytuacja tego wymaga, Instytut oferuje też pacjentom bezpłatną pomoc prawną, aby nad ochroną interesu prawnego pacjenta czuwał adwokat z Centrum Interwencji Procesowej. Ordo Iuris przygotowuje także raport o naruszeniach prawa do opieki duszpasterskiej w szpitalach oraz instrukcję dla kapelanów, która dostarczy kapłanom argumentów prawnych do walki o realizację praw pacjentów.

„Instytut Ordo Iuris podejmuje liczne interwencje na rzecz ochrony praw pacjentów, w tym przede wszystkim prawa do opieki duszpasterskiej oraz należytej realizacji przez szpital wolności sumienia i religii pacjenta. Okazujemy wsparcie każdej osobie, która zgłosi się do Instytutu. Jednocześnie podjęcie działań na ogólnopolską skalę, w tym przeprowadzenie odpowiednich zmian legislacyjnych, wymaga zebrania ogromnego materiału faktograficznego. Dlatego prosimy o zgłaszanie naruszeń praw pacjentów, abyśmy wspólnie przeciwstawili się łamaniu prawa w placówkach medycznych” – zaznacza Łukasz Bernaciński z Centrum Analiz Legislacyjnych Ordo Iuris.

CZYTAJ DALEJ

Tragiczny wyapdek w Tatrach- zginął ksiądz

2020-08-12 21:39

[ TEMATY ]

śmierć

Tarnów

KSM Tarnów

Z wielkim smutkiem zawiadamiamy, iż dzisiaj w tragicznym wypadku w Tatrach zginął Ksiądz Jaromir Buczak - Asystent Oddziału KSM Trzciana.

Księże Jaromirze, dziękujemy za zawsze otwarte i radosne serce, a także nieustanną gotowość i świadectwo swojego życia. Spoczywaj w pokoju.

Z serca prosimy Was wszystkich o modlitwę - w intencji Duszy Śp. Księdza Jaromira, jak również w intencji wszystkich Jego Bliskich.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję