Reklama

Lodowy twardziel

2014-07-08 14:29

Z Leszkiem Cichym rozmawia Łukasz Kot
Edycja zamojsko-lubaczowska 28/2014, str. 6-7

Łukasz Kot

Leszek Cichy należy do grona polskich alpinistów nazywanych „Lodowymi wojownikami”. Wspina się od 1969 r. Na swoim koncie ma wiele zdobytych szczytów takich jak Shispare (7619 m) czy Gaszerbrum II (8035). 17 lutego 1980 r. uczestniczył w pierwszym wejściu zimowym na Mount Everest (8848) wspólnie z Krzysztofem Wielickim, i jest to światowy rekord wysokości w alpinizmie zimowym. Jako pierwszy skompletował Koronę Ziemi: Mount Blanc 1973 (Europa), Mount Everest 1980 (Azja), Elbrus 1984 (Europa), Aconcagua 1984 (Ameryka Południowa), Mount McKinley 1989 (Ameryka Północna), Vinson 1998 (Antarktyda), Kilimandżaro 1998 (Afryka), Góra Kościuszki 1998 (Australia), Piramida Carstensza 1999 (Australazja). W latach 1995-1999 był prezesem Polskiego Związku Alpinizmu. W 2004 r. otrzymał od Prezydenta RP Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski.

Łukasz Kot: – Cierpnie skóra wielu ludziom, kiedy słyszą o wspinaczce wysokogórskiej, a w dodatku w niskiej temperaturze. Jakie były początki Pana przygody z górami i wspinaczką?

Leszek Cichy: – Na rok przed maturą pojechałem na 3 dni w Tatry. Udało nam się z bratem wejść na Kopieniec Wielki, który ma 1328 m. Znajduje się w reglowej partii Tatr Zachodnich i stamtąd zobaczyłem góry. Jak wróciłem do Warszawy, wiedziałem już, że będę się wspinał. Zacząłem czytać książki, literaturę specjalistyczną, przewodniki. Dla mojego młodszego o 2 lata brata był to przedostatni wyjazd w góry. Jak się okazuje, wspinaczka i alpinizm nie są zdeterminowane genetyczne. W góry trzeba się zapatrzeć i zauroczyć nimi.

– Skąd pomysł na wspinaczkę na Mount Everest?

– To, że Mount Everest, nikogo nie powinno dziwić. Jak jest najwyższy szczyt, to trzeba go próbować zdobyć, zwłaszcza jeśli ktoś już chodził po Himalajach lub Karacorum. Natomiast pomysł, żeby zdobyć go zimą, to był autorski zamysł naszego wielkiego kierownika i wspinacza Andrzeja Zawady.

– Może banalne pytanie, ale czy nie boi się Pan wspinać?

– Muszę zaakceptować ryzyko, jakie niesie pobyt w górach, żeby spokojnie się wspinać. Mnie wystarcza takie poczucie, że ja osobiście nie przyczyniam się do zwiększenia nadmiernego ryzyka. Natomiast akceptuję, że pewien obiektywny poziom ryzyka istnieje i na to specjalnie nie mam wpływu. Mam świadomość, że tylko góry są niebezpieczne, a ja się nie przyczyniam do zwiększenia tych niebezpieczeństw – to mi wystarcza, by wspinać się bez większego strachu.

– A gdybym zapytał o najmilszą wyprawę?

– Na pewno wyprawa na Mount Everest zimą była taką najbardziej fascynującą. Było też kilkanaście wypraw towarzyskich, mniejszych, krótszych i mniej wyczerpujących. Wspomnę choćby wyprawę na Grenlandię czy na najwyższy szczyt Oceanii – Piramidę Carstensza. Byłem na wyprawie w 6-osobowym składzie na najwyższy szczyt Antarktydy – Mount Vinson. Wszystkie te ekspedycje wspominam jako świetne towarzyskie spotkania, tylko że w górach wysokich, poza Polską. Nie wszystkie kończyły się sukcesem. Taką moją zadrą jest niewątpliwie K2. Byłem na czterech wyprawach na K2, w tym na pierwszej zimowej. Za każdym razem byłem w najwyższym punkcie, który osiągnęli nasi wspinacze, ale nie udało mi się wejść, więc to jeszcze przede mną.

– Jakie są Pana marzenia, plany związane z alpinizmem?

– Mam dużo planów. Następną wyprawą będzie wejście na Mount Blanc, potem Kilimandżaro (wrzesień) i być może w przyszłym roku Nanaga Parbat lub K2 z zimową polską wyprawą na jeden z tych niezdobytych szczytów zimą.

– Co traktuje Pan jako odskocznię od alpinizmu?

– Lubię literaturę naukową. Interesuję się astronomią. Przez rok studiowałem fizykę, potem zmieniłem kierunek studiów, ale miłość do fizyki i astronomii pozostała. Interesują mnie wszelkie nowinki z tego zakresu z książek więcej niż popularno-naukowych. One są obecne w moich zakupach księgarskich.

– Co motywuje ludzi, którzy wybierają się z Panem na wyprawę? Wiem, że są to osoby różnych zawodów, profesji, którzy podczas takiej ekspedycji walczą ze swoimi słabościami. Co łączy tych ludzi?

– Na Kilimandżaro byłem 17 czy 18 razy. Mniej więcej raz, dwa razy w roku. Często ludzie mnie pytają, czy wspinaczka mnie nie nuży. Po pierwsze staram się wybierać inne trasy na szczyt. Ale tak naprawdę żyję emocjami tych ludzi, których prowadzę, a wprowadziłem już ze 250 osób: Polaków, Austriaków, jednego Francuza. Staram się przekazać im swoją wiedzę, filozofię gór, ale jednocześnie uczę podstawowych zachowań np. jak się spakować, jak nosić plecak. Niekiedy ludzie mają bardzo zaciśnięte paski i dziwią się, że ręce im drętwieją. Jak dbać o suche buty, suche skarpety – to też ważne. W górach wysokich czasem mały drobiazg może zaważyć na całej wyprawie. Oczywiście, staram się motywować ludzi i muszę przyznać, że średnia wszystkich udanych wejść na Kilimandżaro jest rzędu 40 proc. a u mnie 98 proc. Motywuję ludzi metodą nagrodową. Pytam ich, jakiej nagrody oczekują, gdy wejdą na Kilimandżaro. Jak głośno to sobie powiedzą, traktują tę nagrodę jako już przyznaną. Okazuje się wtedy, że ten próg rezygnacji jest dużo wyższy niż oni by się spodziewali. To prowadzi do sukcesu.

– Były takie sytuacje kiedy ,,ktoś wymiękł” i były trudności z motywowaniem takiej osoby do dalszej wędrówki?

– Ciekawym zjawiskiem jest sytuacja, kiedy jedzie cała rodzina. Miałem kilka takich przypadków, że byli rodzice i jedno lub dwójka dzieci. Ta grupa się dobrze motywuje, ale jest też pewne ryzyko, że jeżeli jedna osoba z tej rodziny rezygnuje to niejako namawia psychicznie pozostałych do rezygnacji i wtedy moja rola polega, by natychmiast oddzielić tę osobę, która wykazuje słabą determinację od pozostałej cześć rodziny. Każę im natychmiast iść do góry, a ja zostaję ze zrezygnowanym i determinuję, wspieram, namawiam. W wielu przypadkach takie sytuacje zakończyły się sukcesem. Czasem bywa tak, że mąż nie dał rady wejść, a córka z matką zdobyły szczyt.

– Czego nauczyły Pana góry?

– Kilku rzeczy, ale przede wszystkim mieć marzenia, a potem – przez konsekwentne działanie, postępowanie – realizować je. To jest według mnie bardzo dobra recepta na sukces nie tylko w górach, ale i w biznesie, w działalności nauczycielskiej. Sam lubię dydaktykę i przez 14 lat prowadziłem zajęcia na Politechnice Warszawskiej. Miłość do przekazywania wiedzy pozostała we mnie.

– Co czuje alpinista, kiedy słyszy, że jego koledzy zginęli w górach?

– To jest bardzo osobisty smutek, bo tych ludzi znałem, z nimi spędziłem kilka miesięcy podczas kilku wypraw. Siedzieliśmy, nocowaliśmy w jednym namiocie. Wielu alpinistów, himalaistów nie wytrzymuje takiego obciążenia. Fakt, że ich koledzy giną jest powodem do rezygnacji ze wspinania. Na szczęście mamy taką dobrą cechę, że nawet jeśli spodziewamy się czegoś najgorszego, to myślimy zawsze pozytywnie i jest w nas optymizm, że to może spotkać kogoś innego, ale nie nas. To nam pozwala ciągle się wspinać.

Tagi:
rozmowa

Reklama

Silny Śląsk w Europie

2019-05-23 07:31

Rozmowa z Grzegorzem Tobiszowskim

Podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach minister Krzysztof Tchórzewski zaproponował podatek od tzw. śladu węglowego. Czemu on ma służyć?

Dominik Różański
Grzegorz Tobiszowski Ekonomista, polityk, samorządowiec, poseł na Sejm RP V, VI i VII kadencji

W wielu krajach Unii Europejskiej przemysł oraz miejsca pracy są wypychane poza nasz kontynent. Wysokie opłaty za emisję CO2 powodują, że ceny energii rosną, tym samym rosną koszty produkcji. Fabryki, huty, zakłady produkcyjne konkurencyjnie nie wytrzymują z produktami z krajów, gdzie nikt nie patrzy tak restrykcyjnie na politykę klimatyczną. Przestaje się opłacać produkować, bo import jest tańszy. I tu są dwa problemy. Pierwszy to miejsca pracy i rozwój, który Europa po prostu oddaje innym kontynentom, a drugi to kwestie związane z klimatem. Co z tego, że Europa będzie ograniczać emisję CO 2, skoro kraje Afryki i Azji, do których został przeniesiony ten przemysł wyprodukują go znacznie więcej. Europa narzucając bardzo restrykcyjne normy, a jednocześnie korzystając z taniego importu, globalnie szkodzi i sobie i wszystkim. Znaczne pogorszenie klimatu następuje zwłaszcza tam, gdzie technologia jest przestarzała.

Polska Grupa Górnicza przyniosła w ubiegłym roku 493 miliony złotych zysku, Grupa JSW 1,76 miliarda. Żadna inna branża w Polsce w ostatnich latach nie zanotowała tak dynamicznego wzrostu.

W 2015 roku górnictwo przyniosło dwa miliardy złotych straty. Sytuacja spółek węglowych była katastrofalna - stały przed bardzo realną groźbą upadłości. Było wiele głosów, że z tej zapaści branża już się nie podniesie. Konieczne były natychmiastowe działania. Dzięki wspólnemu zaangażowaniu i dialogowi ze stroną społeczną dziś kopalnie są sprawie działającymi przedsiębiorstwami, przynoszą zyski, dają stabilne miejsca pracy, a Polsce bezpieczeństwo energetyczne. No i wpływy budżetowe. W biegłym roku spółki górnicze w podatkach i opłatach wpłaciły do budżetu państwa i samorządów – ponad pięć miliardów złotych. I pamiętajmy - polskie górnictwo generuje ponad 300 tysięcy miejsc pracy, polski przemysł kolejne setki tysięcy. Nie możemy dopuścić do ich likwidacji.

Podczas Kongresu wiele było rozmów o energetyce, przemyśle, ale także transformacji energetycznej i wsparciu dla regionów górniczych.

Regiony górnicze w Europie stają przed dużymi wyzwaniami transformacyjnymi, takimi jak rekultywacja i rewitalizacja terenów poprzemysłowych, przy zagwarantowaniu sprawiedliwej transformacji społecznej. Pod koniec 2017 r. w Strasburgu Komisja Europejska oficjalnie zainaugurowała Program Wsparcia Regionów Górniczych”. Wśród uczestników konferencji byli zarówno przedstawiciele rządów, samorządów, jak i spółek oraz organizacji pozarządowych i społecznych, związanych z sektorem górnictwa z całej Europy. Ministerstwo Energii prowadzi bieżący dialog z Komisją Europejską. Platforma Wsparcia dla Regionów Górniczych ma dwa wymiary: proces restrukturyzacji regionów górniczych, w których zaprzestano wydobycia węgla oraz prace badawczo – rozwojowe dotyczące czystych technologii węglowych i alternatywnych metod wykorzystania węgla. To wsparcie dla Śląska, ale też okolic Wałbrzycha i Konina

Na Śląsku niezwykle ważnym tematem jest zanieczyszczenie powietrza – zwłaszcza smog.

Generalizowanie i stygmatyzowanie węgla jest złe. To jak z samochodami – nie możemy porównywać 20-letnich diesli z nowoczesnymi ekologicznymi hybrydami. Tak samo jest z węglem. Możemy ten najgorszej jakości spalać w starych piecach albo wykorzystywać dobrej jakości węgiel efektywnie i ekologicznie. Stawiamy na to drugie rozwiązanie. Główną przyczyną smogu jest spalanie śmieci i paliwa niskiej jakości. Wprowadzone zostały przepisy regulujące dwie niezwykle istotne sprawy. Pierwsza to ustawa o jakości paliw stałych, która zakazuje sprzedaży detalicznej najgorszej jakości węgla, a po drugie w 2017 roku zostało wydane rozporządzenie w sprawie wymagań dla kotłów, które dopuszcza do sprzedaży tylko te o najlepszych parametrach. Czyli z tynku eliminujemy tak zwane „kopciuchy” i najgorszej jakości paliwo do nich. Ponadto uruchomiliśmy program „Czyste Powietrze”, wspieramy prosumentów oraz elektryczny transport.

Mamy również „Program dla Śląska”.

Ponad 50 miliardów złotych na 70 projektów, które będą motorem napędowym regionu. Stawiamy na zwiększenie innowacyjności przemysły, inwestycje rozwojowe, infrastrukturę transportową, ale także poprawę jakości środowiska i podnoszenie kwalifikacji mieszkańców naszego regionu. Chcemy maksymalnie wykorzystać potencjał województwa śląskiego w celu zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego kraju. Jestem przekonany, że razem z nowym zarządem województwa dobrze wykorzystamy te ogromną szansę na rozwój naszego regionu.

Do wyborów do Parlamentu Europejskiego zostało ledwie kilka dni. Jak wyobraża Pan sobie swoją działalność w Europarlamencie.

Jest pięć głównych obszarów, pięć priorytetów. Po pierwsze więcej funduszy dla województwa śląskiego z funduszy unijnych w tym na rekultywację terenów poprzemysłowych i wsparcie transformacji energetycznej. Wynegocjowaliśmy już miliardy dla naszego regionu. Wiem jak rozmawiać z Komisją Europejską, by zadbać o jeszcze większe wsparcie dla województwa śląskiego. Druga kwestia to obrona przemysłu, którego przyszłość w dużym stopniu będzie się ważyć w Brukseli. Przemysł to wciąż ogromna siła województwa śląskiego. Nie możemy się od niego odwracać, a wspierać i rozwijać. Będę walczył o polski przemysł, którego serce bije na Śląsku. Z tym też się wiążą miejsca pracy. Przypomnę - 300 000 miejsc pracy w województwie śląskim generują kopalnie. Nie pozwolę na ich likwidację. Stabilna i dobrze płatna praca na Śląsku to cel nadrzędny. Kolejna bardzo ważna kwestia to czystsze powietrze. Walka ze smogiem to mój priorytet równorzędny z ochroną i rozwojem przemysłu.

Mieszkańcy regionu zasługują na oddychanie czystym powietrzem. I ostatni priorytet - bezpieczeństwo energetyczne. W dzisiejszym świecie nie ma nic ważniejszego od energii - od zasilania urządzeń domowych po systemy bankowe, finansowe, drogowe, szkoły, szpitale i fabryki. Polska musi być niezależna, a prąd zawsze musi płynąć do przemysłu i gniazdek w naszych domach. Będę bronić energetycznej niezależności Polski.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

"Śladami Jezusa” – multimedialna wystawa na Jasnej Górze

2019-07-15 19:36

AKW

Bożena Sztajner/Niedziela

Multimedialna wystawa pt. „Śladami Jezusa” zorganizowana na parkingu nieopodal Domu Pielgrzyma przy Jasnej Górze została oficjalnie otwarta. W symbolicznym odsunięciu kotary prowadzącej do wystawowych przestrzeni uczestniczyli bp Andrzej Przybylski – biskup pomocniczy w Częstochowie, o. Waldemar Pastusiak, paulin, kustosz Jasnej Góry, Krzysztof Noworyta – pomysłodawca i realizator wystawy, o. prof. Narcyz Klimas – franciszkanin, opiekun merytoryczny wystawy, dr Artur Dąbrowski – prezes Akcji Katolickiej w archidiecezji częstochowskiej.

Zobacz zdjęcia: Otwarcie wystawy "Śladami Jezusa"

Twórcy ekspozycji zastosowali nowoczesne środki wyrazu, aby ukazać zwiedzającym historię Śmierci i Zmartwychwstania Jezusa, ale jak podkreśla Krzysztof Noworyta, wykorzystali przede wszystkim wyniki badań naukowych. Nowoczesny kształt wystawy: wykorzystanie filmów, animacji komputerowych, a nawet zapachów, stworzonych na podstawie biblijnych opisów pozwala zwiedzającym na odbycie podróży do źródeł chrześcijaństwa.

- Jeżeli ambicją każdego wierzącego człowieka jest naśladowanie Jezusa, to nie da się tego zrobić bez poznania tych miejsc, w których Jezus żył i kształtował swoje człowieczeństwo – podkreślił podczas otwarcia bp Andrzej Przybylski. Dodał, że liczy, że wystawa będzie dla każdego zwiedzającego osobistym kontaktem z przestrzenią Bożego Grobu, Wieczernika i Góry Oliwnej, a także przypomnieniem o chrześcijańskiej obecności w tym miejscu, obecności, która dziś jest ciągle zagrożona. Wystawa ma też swój wymiar kulturowy – przypomina, że nasza cywilizacja polska, europejska, jest zbudowana na fundamencie judeo-chrześcijańskim. Ziemia Święta i to co się w niej wydarzyło jest w sporej odległości od Europy, ale duchowo są to nasze fundamenty.

O. Waldemar Pastusiak – kustosz Jasnej Góry pogratulował twórcom pomysłu. - Wystawa to dobry moment, aby spotkać się z Ziemią Świętą – powiedział. - Mam nadzieję, że przyniesie dobre owoce, a pielgrzymi zostaną ubogaceni zarówno spotkaniem z Matką Bożą na Jasnej Górze, ale też poznaniem Ziemi Świętej.

Wystawa zajmuje ok. 900 m. kw. Narratorem prowadzącym widza jest aktor Piotr Fronczewski. Dopełnieniem jego narracji jest śpiew syryjskiej artystki mieszkającą w Polsce - Myrne Kbbeh. Wystawa będzie dostępna w Częstochowie do 27 października br.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Czerna: rozpoczęły się uroczystości odpustowe w sanktuarium Matki Bożej Szkaplerznej

2019-07-16 18:00

md / Czerna (KAI)

Mszą św. pod przewodnictwem bp. Damiana Muskusa OFM rozpoczęły się w Czernej ogólnopolskie obchody uroczystości Matki Bożej Szkaplerznej. Na polskiej Górze Karmel potrwają one do niedzieli.

polskieszlaki.pl
Karmelitański klasztor w Czernej k. Krakowa

Święto Matki Bożej z Góry Karmel zgromadziło w klasztorze ojców karmelitów tysiące pielgrzymów. W wygłoszonej do nich homilii bp Muskus wymieniał trzy konsekwencje Jezusowego testamentu z krzyża: dojrzałość chrześcijańską, wspólnotę Kościoła i naśladowanie maryjnego stylu życia.

Zwracał uwagę na to, że w „Bożym akcie adopcji”, który dokonał się na Golgocie, nie zostaliśmy dziećmi Maryi tylko po to, by szukać u Niej ciepła i akceptującej macierzyńskiej miłości. - Radością każdej matki jest dojrzewanie jej dzieci, ich dorastanie i stopniowe podejmowanie kolejnych zadań, aż do osiągnięcia samodzielności i wejścia w dorosłe życie – wyjaśniał hierarcha. Jak podkreślał, aktem dojrzałej, mądrej miłości jest umiejętność ofiarowania wolności dorosłemu dziecku. - Taka jest miłość Maryi. Nie zniewala, nie chowa pod kloszem, ale uczy odpowiedzialnego życia i podejmowania wyborów w duchu miłości – mówił.

- Nasza Matka nie oczekuje od nas, że będziemy uciekać od świata w Jej ramiona. Nie oczekuje też tego, że w Jej obronie będziemy jak chłopcy bawić się w Jej wojowników. Największą radością Matki jest nasza ludzka i chrześcijańska dojrzałość, wyrażająca się w najprostszych rzeczach, w spójności życia i modlitwy, wiary i codzienności, w konsekwentnym i wytrwałym wypełnianiu zadań, do których zostaliśmy powołani – nauczał kaznodzieja. Podkreślał, że wyrazem miłości do Maryi nie jest „toczenie wojen z rzeczywistymi lub wyimaginowanymi wrogami”, ale bycie światłem przed ludźmi.

Drugą konsekwencją testamentu z krzyża jest wspólnota Kościoła, którego Matką jest Maryja. - Nie jesteśmy samotnymi wyspami, ale rodziną, która wciąż uczy się kochać i przyjmować miłość, troszczyć się o siebie wzajemnie, akceptować to, że każdy z nas jest inny i nikogo z tego powodu nie wykluczać – wyjaśniał bp Muskus. - Zbyt często o tym zapominamy, gdy toczymy swoje wojenki, gdy z taką łatwością przychodzi nam oceniać i potępiać zagubione owce i marnotrawnych synów. Zapominamy o tym, gdy angażujemy się w spory wewnątrz wspólnoty, krytykując tych, którzy swoją wiarę wyrażają inaczej niż my, wyrokując, kto jest ważniejszy w oczach Boga, nadając etykietki postępowych bądź konserwatywnych, wiernych bądź liberalnych, i okopując się w nieprzyjaznych obozach lepiej i gorzej wierzących – ubolewał. Apelował, by patrzeć oczami Maryi na inaczej myślących, bo Ona jest Matką wszystkich, również zagubionych czy żyjących na obrzeżach Kościoła.

Trzecią konsekwencją Jezusowego testamentu z krzyża jest zaproszenie do naśladowania Matki Bożej. – Jej droga nie była triumfalnym pochodem przez życie. Maryja nie afiszowała się tym, że została wybrana przez Boga na Matkę Jego Syna. Nie patrzyła z moralną wyższością ani na tłumy, które za Nim chodziły, ani na odrzucające Go elity. Nie wykorzystywała swojej pozycji do uzyskania jakichkolwiek przywilejów – zaznaczył biskup. Zwrócił uwagę na to, że była zwyczajną kobietą, która żyła w ukryciu, w cichym posłuszeństwie Bogu. - Maryjny styl bycia jest zupełnie inny od propozycji świata. Więcej, czasem nasze ludzkie sposoby okazywania Jej miłości i przywiązania stoją w sprzeczności z tym, w jaki sposób żyła i kochała Niewiasta z Nazaretu – zaznaczył hierarcha. Podkreślał, że najdoskonalszym sposobem oddania Jej czci i naśladowania tego maryjnego stylu jest pokora i miłość w codziennych relacjach z Bogiem i drugim człowiekiem.

Biskup mówił ponadto, że szkaplerz jest nie tylko przywilejem, ale i zadaniem. - Jest przyjęciem odpowiedzialności za Kościół, zwłaszcza w czasie kryzysu i zamętu. Jest wreszcie deklaracją wierności i wytrwania przy Matce – podsumował.

Uroczystości w Czernej potrwają do niedzieli, wypełniając sanktuarium pielgrzymami z całej Polski. Pani Ewa przyjechała z Zabrza. Szkaplerz przyjęła jako studentka. – Jestem już matką i babcią, i mogę zaświadczyć, że szata Maryi chroni moją rodzinę. Bez Niej nie przetrwalibyśmy kryzysów i nieszczęść – deklaruje. Pan Zdzisław przywędrował pieszo z Krakowa, jak co roku od dwudziestu lat. – Te dni w Czernej są najważniejsze w całym roku. Tu się duchowo odnawiam – mówi.

Lipcowe obchody święta Patronki Karmelu ściągają do Czernej członków Rodziny Szkaplerznej, która ciągle się powiększa. - Co roku wpisujemy do naszej księgi szkaplerznej ok. 4 tys. osób. Do tego doliczyć należałoby wszystkich przyjętych przy innych klasztorach karmelitańskich, podczas rekolekcji czy w parafiach pw. Matki Bożej Szkaplerznej, których jest w całej Polsce ponad 70 – wylicza moderator Bractw Szkaplerznych, o. Włodzimierz Tochmański OCD. Według jego szacunków, w sumie ponad pół miliona Polaków nosi szkaplerz.

Klasztor karmelitów bosych w Czernej został ufundowany w 1629 r. przez Agnieszkę z Tęczyńskich Firlejową. Klasztorny kościół św. Eliasza konsekrowano w 1644 roku. Aż do 1805 r. klasztor był pustelnią i wierni nie mieli do niego wstępu. Po wyłączeniu kościoła spod klauzury Czerna stała się miejscem kultu Matki Boskiej Szkaplerznej. Rozpoczęły się pielgrzymki do Matki Bożej, zwłaszcza spośród mieszkańców Małopolski i Śląska. Świadectwem licznych łask, jakich doznawali, były wota, z których wykonano ozdobną sukienkę i korony.

Z klasztorem w Czernej związany był św. Rafał Kalinowski, kanonizowany przez Jana Pawła II w 1991 roku. Tutaj również żył i służył wiernym o. Alfons Mazurek. Był przeorem i ekonomem klasztoru. Zginął rozstrzelany przez hitlerowców 28 sierpnia 1944 r. w Nawojowej Górze koło Krzeszowic. Beatyfikował go, w gronie 108 męczenników, papież Jan Paweł II 13 czerwca 1999 roku. W Czernej znajduje się nowicjat zakonny, prężnie działa Dom Pielgrzyma oraz Sekretariat Rodziny Szkaplerznej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem