Reklama

Sanktuaria

Sanktuarium w Bolminie

Na Wrzosówce króluje Matka Boża Bolmińska

Bolmin to mała miejscowość niedaleko Chęcin. Na niewielkim wzniesieniu nazywanym Wrzosówką znajduje się zabytkowy kościół, który jest sanktuarium maryjnym, w przeszłości bardzo znanym, a dziś odzyskującym dawny blask i sławę. Ciekawa jest historia tego miejsca, w którym czczona jest Maryja w cudownym wizerunku

Najstarsza wzmianka o istnieniu wsi Bolmin znajduje się w „Liber beneficiorum” i datuje się na lata 1510-20. Parafia została założona stosunkowo późno, bo pod koniec XVI wieku. Według zapisków historycznych w 1574 r. na podmokłych gruntach u podnóża pałacu, którego ślady do dzisiaj są widoczne, stała drewniana kaplica pw. Trójcy Przenajświętszej. Jej fundatorem był dziedzic okolicznych terenów Stanisław Brzeski. Po śmierci dziedzica ówczesny proboszcz Piotr Chrostkowic zachęcił jego syna Jana Brzeskiego do budowy nowej, murowanej świątyni. Nowy kościół stanął na niewielkim wzgórzu w 1604 r. Przetrwał wszystkie dziejowe burze i istnieje do dzisiaj. Konsekracja świątyni nastąpiła kilkanaście lat później w 1617 r. Dokonał jej bp Tomasz Oborski, sufragan krakowski. W kolejnych latach kościół był rozbudowywany. W 1636 r. dobudowano od strony północnej małą kaplicę, a w XVIII wieku świątynia została powiększona przez dobudowanie od strony zachodniej wieży dzwonnicy. Kościół ma ciekawą architekturę, prezbiterium posiada sklepienie żebrowane, nawiązujące do gotyku, a główna nawa jest zwieńczona kopułą gładką.

Na rozbudowę kościół musiał czekać do początku XX wieku. Ówczesny proboszcz ks. Piotr Folfasiński wybudował dwie kruchty: jedną od strony zachodniej, drugą od południa. Nad południową kruchtą ks. Folfasiński wybudował skarbiec. Po wykonaniu tych prac, gospodarny proboszcz wybudował drewnianą dzwonnicę, w której umieścił trzy dzwony. Pierwotnie kościół był pod trzema wezwaniami: Trójcy Przenajświętszej, Narodzenia Najświętszej Maryi Panny i św. Mikołaja. W miarę rozszerzania się kultu wizerunku Matki Bożej Bolmińskiej uroczystości odpustowe ograniczyły się do świętowania z okazji jedynego tytułu kościoła, czyli Narodzenia Najświętszej Maryi Panny.

Historia obrazu

Pierwsza wzmianka o istnieniu obrazu Matki Bożej w bolmińskim kościele pochodzi z 1798 r. W spisie inwentarzowym wymieniany jest obraz wraz z adnotacją, że był on przyozdobiony srebrnymi sukienkami, co świadczy niezbicie o dużo wcześniejszym kulcie wizerunku Maryi. Ustne przekazy głoszą, że obraz ten należał do fundatora kościoła Jana Brzeskiego, który posiadał go w swojej pałacowej kaplicy. Już wtedy był otoczony przez rodzinę dziedzica specjalnym kultem. Po wybudowaniu murowanego kościoła, Brzeski przeniósł obraz w godniejsze miejsce – do ufundowanej przez siebie świątyni. Według specjalistów, którzy badali obraz wizerunek Maryi został namalowany w XVII wieku, a być może nawet w XVI wieku. Z tego wizerunku, który był od dwóch wieków czczony w kościele, pozostało jedynie kilka zdjęć oraz kopia wykonana w Krakowie w 1966 r. Kopia ta jest umieszczona w głównym ołtarzu, ale służy jako zasłona innego wizerunku Matki Bożej.

Reklama

Tajemnice bolmińskiego wizerunku

Obecnie w głównym ołtarzu znajduje się inny wizerunek Maryi, który nie jest podobny do tego ofiarowanego przez fundatora. Jak to możliwe? Aby to zrozumieć, trzeba wrócić do 1965 r., kiedy ówczesny proboszcz ks. Stanisław Dudkiewicz oddał zniszczony wizerunek Maryi do konserwacji do specjalistycznej pracowni w Krakowie. Gdy konserwator krakowski na Wawelu zdjął srebrne sukienki, które były zawieszone na obrazie, stwierdził, że farba całymi płatami odpada od podłoża. Obraz malowany był na desce, która była tak zniszczona przez robaki, że w niektórych miejscach ubytki były widoczne na wylot. Pod malowidłem, które odpadało, był wizerunek Maryi, który został namalowany wcześniej. Specjalista podjął decyzję, że odrestauruje starszy wizerunek pochodzący z przełomu XIV i XV wieku. Swojej decyzji nie konsultował z proboszczem, pozostawiając go przed faktem dokonanym. Gdy ks. Dutkiewicz zgłosił się po obraz, był zaskoczony, „chcąc jakoś załagodzić sprawę i wynagrodzić ludziom stratę czczonego i znanego wizerunku nakazał sporządzić kopię dawnego malowidła i umieścił ją w głównym ołtarzu”. Szybko jednak okazało się, że obraz ten nie jest oryginałem, a „odrestaurowany” obraz nie przypomina dawnego wizerunku bolmińskiej Maryi czczonej od wieków. Jak wspominał były, nieżyjący już proboszcz bolmińskiej parafii ks. Stanisław Kudelski: „Całą tę historię ludzie przeżyli bardzo boleśnie, ale już dziś rana się zabliźniła, a sam kult sanktuarium nie tylko nie stracił, ale nawet zyskał na żywotności”.

Rozbudził kult Matki Bożej Bolmińskiej

Jeśli chodzi o rozwój kultu Maryi w Bolminie, to trzeba wspomnieć niezwykłego czciciela i propagatora kultu Matki Bożej ks. Piotra Folfasińskiego. Do parafii w Bolminie pierwszy raz został posłany w 1906 r. Od razu postanowił ożywić kult Maryi. Jak wspomina w swoich zapiskach była to odpowiedź na prośbę bp. Kulińskiego, który wysłał młodego proboszcza na tę placówkę. „Bolmin tak mi leży na sercu... kościół opuszczony, zniszczony, ta imago gratiosa, piękny obraz, zwłaszcza ta cześć Matki Bożej zaniedbana, a nie mam kogo, kto by tam zechciał pracować, bo każdy tylko „quae sua sunt quaerunt”, a ksiądz taki z zaparciem i poświęceniem, to poniesie”. Bp Kuliński nie pomylił się, szybko okazało się, że ks. Folfasiński to dobry gospodarz i kapłan. Nowy proboszcz z niespotykanym zapałem i miłością do Matki Bożej zabrał się do ożywienia kultu sanktuarium. Przenosi cudowny obraz z bocznej kaplicy i umieszcza w głównym ołtarzu. Trzeba było ufundować wielki ołtarz, którego koszt o wiele przewyższają finansowe możliwości ubogiej parafii. Chorowity proboszcz przez 7 tygodni zmożony chorobą, leżąc w łóżku, ślubuje, że nie opuści parafii, aż wybuduje i wykończy ołtarz, choćby trzeba było uczynić to własnym sumptem. Uczyniony ślub niezwykle ciężko było dotrzymać, ponieważ ks. Folfasiński trzykrotnie wbrew swojej woli odwoływany jest z Bolmina, ale przy pierwszej okazji powraca i za trzecim razem może ołtarz wyzłocić i wykończyć. W czasie swojego pobytu w Bolminie, poza ufundowaniem głównego ołtarza ks. Folfasiński zakłada w parafii orkiestrę dętą, która grała hejnał w czasie świątecznego odsłaniania i zasłaniania obrazu. W celu rozszerzania kultu w dalszej okolicy ks. Folfasiński wydaje pocztówki z wizerunkiem Matki Bożej Bolmińskiej i sylwetką kościoła. Wybija tysiące medalików na wzór szkaplerza z wizerunkiem Matki Bożej Bolmińskiej na odwrocie. Drukuje śpiewnik, w którym umieszcza pieśni do Maryi Bolmińskiej, a które śpiewane są do dzisiaj. Dzięki pomocy proboszczów z sąsiednich parafii organizuje pielgrzymki w dniu odpustu, który za pozwoleniem kurii jest przeniesiony na pierwszą niedzielę przypadającą po 8 września, tj. po święcie Narodzenia Najświętszej Maryi Panny.

Powinny pozostać gruzy

Nie zachowały się w kronikach zapiski o cudach lub nadzwyczajnych wydarzeniach zdziałanych za przyczyną Matki Bożej Bolmińskiej. Jedynie liczne wota i sukienka, która w przeszłości pokrywała obraz, świadczą o łaskach otrzymywanych w tutejszym sanktuarium. Są jednak inne dowody na szczególną opiekę Maryi nad kościółkiem na wzgórzu. W zapiskach ks. Folfasińskiego znajduje się informacja o nadzwyczajnym uratowaniu kościoła przed pociskami artyleryjskimi podczas I wojny światowej. Oficer austriacki relacjonował księdzu, że kościół był ostrzelany olbrzymią liczbą pocisków artyleryjskich, które miały na celu zniszczyć świątynię – jako dobry punkt obserwacyjny przeciwnika. Po takim ostrzale, z kościoła powinny pozostać gruzy, jednak świątynia została tylko nieznacznie uszkodzona. Mury trochę ucierpiały, ale kościół ocalał, nawet pocisk, który wpadł do środka przez okno – nie eksplodował.

Reklama

Uratowany obraz

Za cudowne zostało uznane także wydarzenie, które miało miejsce jeszcze przed ostrzałem. W 1914 r. wszyscy mieszkańcy Bolmina zostali ewakuowani, przez wieś bowiem przebiegała linia frontu między armią austriacką a rosyjską. Wszystko wskazywało na to, że cała wieś, łącznie z kościołem zostanie doszczętnie zniszczona. Ks. Folfasiński, który został przez Rosjan przymusowo ewakuowany do Kielc, polecił mieszkańcom, aby ratowali cudowny wizerunek Maryi, przewożąc go do Kielc. Kilkunastu mieszkańców podstawiło furmankę i weszło do kościoła, by wyjąć obraz. „Obraz cudowny zdjęto i zawinięto w płótna i postawiono przy ołtarzu św. Stanisława celem przeniesienia na furmankę. Gdy dwaj mężczyźni zbliżyli się do obrazu, aby go wynieść z kościoła, usłyszano płacz dziecka” Zdziwieni rozbiegli się po placu kościelnym, szukając dziecka. Nikogo nie znaleźli. Weszli do kościoła i okładając derkami obraz, aby nie ucierpiał w transporcie, po raz kolejny usłyszeli dziecięcy płacz. Według ustnej relacji świadków żołnierz rosyjski, nadzorujący ewakuację wsi i kościoła zawołał: „To Dzieciątko Boże płacze, aby Matki nie wywożono”. W kronice parafialnej znajdują się nazwiska osób, które były świadkami tego wydarzenia. „Wtedy to Franciszek Duda, kościelny upadł na kolana przed zawiniętym już obrazem i krzyknął: „Matko Najświętsza, nie oddam Cię z kościoła nikomu. Ty płaczesz, bo nie chcesz opuścić tego miejsca. Wszyscy obecni zaczęli szlochać i wołać, że obrazu nie oddadzą”. Zdjęto więc posadzkę przed boczną kaplicą, wykopano płytki dół i tam ukryto zawinięty obraz. Zaraz po skończonych działaniach wojennych obraz uroczyście umieszczono w głównym ołtarzu. Obraz i kościół ocalał, wieś została doszczętnie zniszczona.

I Prymas, i Święty tutaj się modlili

Nie zachowały się wprawdzie zapiski o cudownych uzdrowieniach na przestrzeni wieku, lecz najnowsza historia wypełnia te luki. Cudownie uzdrowiona z choroby nowotworowej Kazimiera Stelmaszczyk w podziękowaniu ufundowała złoty kielich i pięknie haftowany obrus. Dary te ofiarowała podczas uroczystej Mszy św. dziękczynnej. To najlepszy dowód, że Maryja Bolmińska nadal otacza opieką swoich czcicieli, a byli wśród nich i kardynałowie. Kard. Stefan Wyszyński pół wieku temu był jednym z wielu osób, które wsparły finansowo odnowienie cudownego wizerunku. Do dzisiaj pod sukienką, która przykrywała obraz, znajdują się gwoździe cegiełki z podpisami fundatorów; na jednym z nich widnieje napis: „Jego Ekscelencja Prymas Polski Kardynał Stefan Wyszyński”. Przed Maryją Bolmińską modlił się także abp Karol Wojtyła – 6 lipca 1964 r. udzielał sakramentu małżeństwa swoim studentom: Marii Braun i Jerzemu Gałkowskiemu. Parafia bolmińska miała szczęście do proboszczów. Następcy ks. Folfasińskiego byli jego godnymi naśladowcami. Kościół został na przestrzeni ostatnich lat gruntownie odnowiony. Obecny proboszcz ks. Władysław Janic również kontynuuje remonty. W najbliższym czasie wokół kościoła zostanie położony chodnik, a w planach są kolejne prace w świątyni. Zabytkowe organy czekają na renowację. – Dużo jest zamawianych Mszy św. dziękczynno-błagalnych – mówi Ksiądz Proboszcz, dodając, że nie tylko mieszkańcy parafii modlą się przed cudownym wizerunkiem Maryi. Latem przychodzą tutaj na Eucharystie wypoczywający w pobliskim ośrodku w Bocheńcu. Modlą się tutaj także uczestnicy lubelskiej pielgrzymki, którzy co roku 10 sierpnia nocują w Bolminie. Tradycyjnie najwięcej osób – prawdziwe tłumy modlą się w dniu odpustu parafialnego – w niedzielę po 8 września. Wtedy odprawiana jest uroczysta Msza św. polowa, ponieważ wierni nie mieszczą się w kościele. Marzeniem Księdza Proboszcza jest, aby kult Maryi się rozwijał i takie tłumy częściej zaglądały na Wrzosówkę do małego kościółka, w którym króluje Maryja Bolmińska.

2014-07-23 14:57

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Abp Jędraszewski pobłogosławił Kraków z wieży sanktuarium św. Jana Pawła II

2020-03-20 17:02

[ TEMATY ]

Kraków

sanktuarium

błogosławieństwo

abp Marek Jędraszewski

Adam Bujak

W uroczystość św. Józefa, który od ponad trzystu lat patronuje Krakowowi abp Marek Jędraszewski o godz. 21.37 pobłogosławił wszystkich mieszkańców miasta z wieży sanktuarium św. Jana Pawła II na Białych Morzach.

Od 16 marca duszpasterze sanktuarium św. Jana Pawła II w Krakowie na Białych Morzach o godz. 21:37 błogosławią Najświętszym Sakramentem z wieży widokowej Kraków, Archidiecezję Krakowską, Polskę i cały świat.

W widokowej części wieży, zostały umieszczone także relikwie św. Jana Pawła II, które podświetlone czynią z niej symboliczną latarnię morską prowadzącą żeglarzy do bezpiecznego portu – źródła nadziei. Chcemy tym znakiem przypomnieć naszego papieża rodaka, który zanurzony w codziennej modlitwie kontemplacyjnej przed Najświętszym Sakramentem trwał na niej we dnie i w nocy. Wierzymy, że dziś wspiera nas z domu Miłosiernego Boga – mówią duszpasterze sanktuarium.

Każdego wieczora modlitwa rozpoczyna się w Kaplicy Kapłańskiej, w której znajduje się płyta z grobu św. Jana Pawła II z jego relikwiami krwi. Kapłani proszą o wstawiennictwo Ojca Świętego w intencji chorych, cierpiących, o oddalenie pandemii koronawirusa, w intencji służb medycznych i wszystkich, którzy troszczą się o nasze bezpieczeństwo, a także za zmarłych. Przed rozpoczęciem procesji z Najświętszym Sakramentem modlą się Aktem poświęcenia rodzaju ludzkiego Najświętszemu Sercu Jezusowemu. Następnie w ciszy udają się z Jezusem Eucharystycznym na wieżę. Z wysokości 50 metrów nad ziemią, odmawiają Kompletę i błogosławią Najświętszym Sakramentem cztery strony świata. - Błogosławieństwo Najświętszym Sakramentem ma być umocnieniem w trudnych chwilach dla Krakowa, archidiecezji, naszej Ojczyzny i całego świata oraz źródłem duchowej mocy – podkreślają.

Błogosławieństwa z wieży sanktuarium św. Jana Pawła II na Białych Morzach 19 marca udzielił metropolita krakowski. Abp Marek Jędraszewski pobłogosławił wszystkich mieszkańców Krakowa w uroczystość św. Józefa, który od ponad trzystu lat patronuje miastu.

Na początku XVIII w. Kraków nękały kataklizmy i zarazy, a także najeżdżały obce wojska. W dramatycznych okolicznościach radni miejscy, idąc za sugestią karmelitów bosych, postanowili udać się po ratunek do św. Józefa. Zaczęto modlić się przed wizerunkiem opiekuna Maryi i Józefa w kościele karmelitańskim, a w 1714 r. rozpoczęto oficjalną procedurę starania się u papieża o patronat św. Józefa nad miastem. 12 czerwca 1714 r. czterdziestu miejskich rajców w jednomyślnym głosowaniu dokonało wyboru św. Józefa na patrona Krakowa. Decyzję radnych zatwierdził biskup Kazimierz Łubieński, a w roku 1715 Święta Kongregacja Obrzędów wydała stosowny dekret w tej sprawie.

CZYTAJ DALEJ

Bez Eucharystii

2020-03-28 00:42

pixabay

Ranią serca nasze puste kościoły. Płaczą z tęsknoty dusze, które kochają Eucharystię. Miłość przyzywa Miłość a spotkanie jest odłożone w czasie i rozłąka może być dla wielu zakochanych w Jezusie doświadczeniem bolesnym. Ale może przyszedł czas, by formacją był właśnie brak Eucharystii?

Wiele lat temu moja przyjaciółka wzięła udział w Szkole Ewangelizacji zorganizowanej w Białymstoku przez Ruch Światło – Życie. I nic by nie było w tym dziwnego, gdyby nie fakt, że miała wtedy 20 lat i nie należała do Ruchu, nigdy nawet nie była na żadnym wyjeździe oazowym. W czasie przeznaczonym na powiedzenie kilku słów o sobie każdy z uczestników wstawał i opowiadał, który stopień formacji ma za sobą, wymieniał udział w KODA, itd. Kiedy przyszła kolej na nią też wstała i, jakby nigdy nic, powiedziała, że jej formacją jest codzienna Eucharystia. O ciszy, która wtedy zapadła do tej pory opowiadają ci, którzy słyszeli to wyznanie. Niedługo potem została zakonnicą i – prawdopodobnie aż do teraz – nie przeżyła ani jednego dnia bez Eucharystii. A jednak teraz, gdy taki czas przyszedł, podporządkowała się dekretom biskupów i nie wychyla głowy z klasztoru w poszukiwaniu Mszy św. Wszystkie siostry w jej domu czekają, w zawierzeniu, aż będą mogły uczestniczyć na nowo w spotkaniu z Oblubieńcem. Dlaczego? Bo formacją może być też…brak Eucharystii.

Św. Teresa od Dzieciątka Jezus, uważana przez Kościół za jedną z najbardziej „eucharystycznych” świętych, tak bardzo czekała na dzień Pierwszej Komunii Świętej, że przez wiele tygodni przygotowań wymyślała sobie coraz to nowe pobożne praktyki i szeptała akty strzeliste, aby w tym dniu ofiarować je Jezusowi jak bukiet najpiękniejszych kwiatów. Dzień, w którym przyjęła po raz pierwszy Komunię św. uznawała do końca życia za „najpiękniejszy spośród wszystkich dni”. Po latach napisała nawet: „Jakże słodki był dla mej duszy ten pierwszy pocałunek Jezusa!”

Czy do szaleństwa zakochana w Jezusie Teresa nie pragnęła przyjmować Go codziennie? Czy nie była na to gotowa? Czy nie tęskniła? A jednak na drugie spotkanie musiała czekać prawie cały miesiąc, bo wtedy w Kościele do Komunii św. nie przystępowano codziennie. I Teresa czekała! Unikała najmniejszej choćby pokusy do grzechu, aby tylko być ewangeliczną panną roztropną, która z lampą pełną oliwy czeka na mogącego przyjść lada chwila Oblubieńca! Teresa, której list z 1889 r. do Piusa X jest małym traktatem o Eucharystii ostatnią Komunię św. przyjęła kilkanaście dni przed śmiercią. Z wielkim trudem i bólem, ale przyjęła decyzję przełożonych, gdy nie pozwolono jej już przystępować do Komunii św. codziennie…

Ta, która chciała stać się „cząstką Jezusa Hostii”, gdy tylko dowiadywała się, że w jakimś kościele jest zaniedbane tabernakulum, zachęcała by „Uczynić z naszych serc małe tabernakulum, w którym Jezus będzie mógł się schronić”… Czy ona tęskniła mniej, niż my?

Ranią serca nasze puste kościoły. Płaczą z tęsknoty dusze, które kochają Eucharystię. Miłość przyzywa Miłość a spotkanie musi być odłożone w czasie i rozłąka może być dla wielu zakochanych w Jezusie doświadczeniem bolesnym. Ale może przyszedł czas, by formacją był właśnie brak Eucharystii?

Ilu z nas, rzeczywiście, unika choćby okazji do grzechu, aby zawsze być gotowym na przyjęcie Jezusa?

Ilu, po popełnionym grzechu, od razu szuka konfesjonału, aby w spowiedzi umyć grzechowy brud, który jest przeszkodą w przyjmowaniu Komunii?

Ilu, całym serem, oddaje Bogu każdą myśl, gdy siedzi w ławce w czasie niedzielnej Mszy św.?

Ilu z nas odlicza godziny do kolejnego z Nim spotkania?

Ilu pamięta o tym, że przed Nim aniołowie kryją twarz?

Ilu nie spuszcza Go z oczu w czasie podniesienia?

Ilu robi znak krzyża mijając kościół, bo tam, w ciemnym tabernakulum, jest właśnie On?

A ilu w czasie ubiegłorocznej procesji Bożego Ciała, idąc za Nim, opowiadało swojej dawno niewidzianej znajomej o nowych butach i ślubie córki?

Ilu z nas wierzy, że na święta trzeba mieć czyste auto i stoi w długiej kolejce do myjni, ale nie ma poczucia konieczności stania w kolejce do konfesjonału?

Ilu z nas, w ubiegłoroczny Wielki Piątek, znalazło czas, aby upiec kolejny popisowy makowiec, ale nie aby zapłakać przy Jego grobie?

Ilu, w Wielką Sobotę, pamiętało o poświęceniu jajek, a nie zajrzało do kaplicy adoracji?

Ilu, jeszcze niedawno, na czas niedzielnej Mszy planowało galerię, wycieczkę i rodzinny obiad?

Ilu z nas kiedykolwiek zapragnęło być „cząstką Jezusa Hostii”?

Kościół przeżywa Rok Eucharystii. Cały chciał się skupić na zanurzeniu w Jej tajemnicy, na odkrywaniu Jej piękna, na celebrowaniu ukrycia, w Niej, jakie wybrał Jezus. I oto Rok Eucharystii Kościół przeżywa bez Eucharystii…

Czy pamiętamy kiedykolwiek taki czas? Czy „za naszego życia” już coś takiego było? Oczywiście, że nie, dlatego stoimy przed szansą, aby zrobić w swoim sercu i w życiu prawdziwy remanent, rewizję, a niektórzy z nas nawet gruntowny remont – musimy znaleźć w swoim życiu miejsce na Eucharystię! Musimy posprzątać, pomalować, wyrzuć graty, rupiecie i śmieci, aby w chwili, gdy „Pan przyjdzie z nieba” być gotowym!

To nie jest czas na kontestację decyzji biskupów, szukanie świątyń gdzie „załapiemy się na piątkę, bo my nikogo nie zarażamy”. To jest czas na rachunek sumienia z Eucharystii i szansa - gdy tęsknimy -  by „Uczynić z naszych serc małe tabernakulum, w którym Jezus będzie mógł się schronić…”

Brak może przygotować miejsce dla Obecności. Nie zmarnujmy tego.

CZYTAJ DALEJ

#NiedzielaDlaDzieci: Za rękę z Maryją

2020-03-28 15:45

[ TEMATY ]

dzieci

modlitwa

różaniec

#NiedzielaDlaDzieci

Herby Meseritsch/Adobe Stock

Po co mamy modlić się na różańcu? O czym mówią poszczególne tajemnice? I czym w ogóle jest modlitwa różańcowa? Wyjaśniamy.

Lubię modlić się za kogoś na różańcu. Powtarzając „Zdrowaś”, „Zdrowaś”... czuję, że naprawdę kogoś obejmuję modlitwą. Jakbym ciągle Bogu przypominał o kimś. Albo okrywał kogoś płaszczem modlitwy. Przez ręce Maryi. To ona pomaga mi wstawiać się za kimś u Boga. Kiedy trzymamy różaniec, to jest trochę tak, jakbyśmy chwycili się dłoni Maryi i pozwolili się prowadzić. Ona nas prowadzi. Nie byle gdzie, ale zawsze do Jezusa.

Nie wiem, czy zauważyłeś, ale w centrum modlitwy „Zdrowaś Maryjo” jest właśnie Imię Jezus.

Odmawianie Różańca to patrzenie na Jezusa oczami Maryi. W tym wpatrywaniu się pomagają nam tajemnice różańcowe. Są to różne wydarzenia z życia Jezusa, o których myślimy podczas odmawiania poszczególnych dziesiątek naszej modlitwy. Dzięki nim w Różańcu streszczona jest cała Ewangelia.

Co to są tajemnice radosne i światła?

Na początku są tajemnice radosne. Wspominamy w nich wydarzania związane z Narodzeniem Pana Jezusa i Jego dzieciństwem. Gdy przychodzi na świat dziecko, przynosi ogromnie dużo

radości swoim rodzicom i całej rodzinie. Ten mały bobas często płacze, woła jeść, trzeba spędzać przy nim wiele czasu, często i w nocy. A mimo to daje wszystkim tyle uśmiechu. Wystarczy, że po prostu jest. Odmawiając tajemnice radosne, razem z Maryją cieszymy się z przyjścia na świat Pana Jezusa.

Potem są tajemnice światła. Przypominamy sobie szczególne chwile z okresu, gdy Jezus nauczał tłumy i czynił cuda. Wyprowadzał ludzi z ciemności grzechu, lęku i kłamstwa, i prowadził do światła prawdy. Bo kiedy człowiek poznaje prawdę, to wyraźniej widzi siebie i drugiego człowieka. W tajemnicach światła Pan Jezus pokazuje, kim naprawdę jest i jak bardzo jest dla nas dobry.

A o czym mówią tajemnice bolesne i chwalebne?

Po chwilach radosnych i pełnych blasku nastają w życiu Jezusa momenty bardzo trudne.

Są one związane z krzyżem i śmiercią. W tych wydarzeniach myślimy o tym, jak wiele Pan Jezus przecierpiał dla każdego z nas.

Razem z Matką Bożą patrzymy na Jezusa niosącego krzyż. To tajemnice bolesne.

Chcemy współczuć Jezusowi i pocieszać Go. Być blisko Niego. Łatwiej znosi się cierpienie, gdy ma się obok siebie kogoś bliskiego.

Dobrze wiemy jednak, że Ewangelia nie kończy się na Golgocie. Potem przychodzi oczekiwany poranek Zmartwychwstania.

O tym opowiadają ostatnie tajemnice Różańca – tajemnice chwalebne. Jezus pokazuje wszystkim swoją chwałę. Pokonuje śmierć. Wstępuje do nieba. Posyła Ducha Świętego. Wprowadza do nieba swoją Mamę. Mamy się z czego cieszyć!

Po co mamy modlić się na różańcu?

Różaniec opowiada o całym życiu Pana Jezusa. Ale mówi też o naszym życiu. Przecież my

także przeżywamy chwile radosne, gdy na przykład odwiedzamy przyjaciela albo jedziemy na przejażdżkę rowerową. Są także u nas momenty, które możemy porównać do tajemnic

światła. Kiedy rozwijasz swoje talenty czy też uczysz się swojego ulubionego przedmiotu, to jakbyś pozwalał Panu Jezusowi, żeby On dawał ci poznać prawdę o sobie i o świecie.

W życiu jednak nie zawsze jest z górki. Przychodzą też wydarzenia trudne, które trzeba jakoś przejść. Dobrze jest wtedy mieć obok siebie kochającą osobę.

Potem przychodzi czas szczęścia, że udało się coś osiągnąć. To takie nasze tajemnice chwalebne. Najpiękniejsze w tym wszystkim jest to, że w każdym wydarzeniu naszego życia możemy odnaleźć Jezusa. Czy jest to radość i szczęście, czy też trochę bólu – On jest z nami.

Inne ciekawe materiały dla dzieci: Zobacz

CZYTAJ DALEJ
E-wydanie
Czytaj Niedzielę z domu

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję