Reklama

Ofiarą jest całe społeczeństwo

2014-09-02 14:46


Niedziela Ogólnopolska 36/2014, str. 20


Abp Jean Benjamin Sleiman

Niemal każdego dnia z Iraku docierają do nas niepokojące informacje na temat sytuacji chrześcijan prześladowanych w tym kraju przez islamistów. W ostatnich dniach gościł w Polsce arcybiskup Bagdadu Jean Benjamin Sleiman OCD. Przebywał u nas na zaproszenie organizacji Pomoc Kościołowi w Potrzebie. O sytuacji prześladowanych wyznawców Chrystusa w Iraku z gościem z Bagdadu rozmawia ks. Marek Łuczak

KS. MAREK ŁUCZAK: – Jak obecnie wygląda życie codzienne irackich chrześcijan?

ABP JEAN B. SLEIMAN OCD: – Sytuacja chrześcijan irackich nie jest taka sama w przypadku wszystkich wyznawców tej religii. Oczywiście, możemy mówić o pewnych cechach wspólnych, ale generalnie trzeba powiedzieć, że mamy tu do czynienia z pewnymi różnicami. Na pewno wszyscy muszą się konfrontować z poczuciem lęku i zagrożenia, ale niektórzy mają o wiele gorzej: musieli opuścić swoje domostwa i dzielą odtąd los uchodźców. Ci, którzy zostali w swoich domach, muszą niejednokrotnie borykać się z nieprzychylnym ustosunkowaniem ze strony muzułmańskich sąsiadów. Są też zmuszani do płacenia podatku z tego tytułu, że nie są wyznawcami islamu.

– Czy liczba osób zmuszonych do opuszczenia swych domów wzrasta, czy się ustabilizowała?

– Największą falę uchodźców, jak się wydaje, mamy już za sobą. Różne źródła podają różne dane statystyczne, ale grubo ponad 100 tys. ludzi przebywa dziś m.in. na terenie szkół, koczuje pod gołym niebem.

– Czy jest jakaś szansa na zorganizowanie międzynarodowej pomocy humanitarnej dla uchodźców?

– Taka pomoc jest, oczywiście, możliwa. Już teraz na terenie Iraku mają miejsce interwencje niektórych organizacji, by ulżyć cierpieniu prześladowanych chrześcijan, ale to zdecydowanie nie wystarcza. Niestety, trzeba przyznać, że państwo irackie w obecnej sytuacji nie zdało egzaminu: chrześcijańscy obywatele nie mogą liczyć na ochronę czy choćby wsparcie ze strony powołanych do tego struktur.

– Dwa lata temu redakcję „Niedzieli” odwiedził abp Louis Raphaël I Sako, który ubolewał z powodu wycofania się wojsk amerykańskich z Iraku. Hierarcha obawiał się o przyszłość swojego kraju...

– Niewątpliwie rola Amerykanów jest złożona, więc trudno jednoznacznie odnieść się do ich działań w różnych kontekstach. Trzeba też docenić zamiłowanie USA do demokracji i usilne wysiłki zmierzające do propagowania tego systemu na całym świecie. Jednak wkroczenie Amerykanów do Iraku prawdopodobnie przyczyniłoby się dzisiaj do zwiększenia podziału społeczeństwa irackiego, zaostrzyłoby konflikt i znacznie pomnożyłoby liczbę ofiar.

– Co wobec tego możemy powiedzieć o współczesnym społeczeństwie irackim? Z jednej strony są zideologizowani islamiści, z drugiej – wyznawcy islamu, którzy nie charakteryzują się takim radykalizmem. Czy na co dzień widać tę różnicę?

– Mamy tu do czynienia z sytuacją bardzo złożoną. Można jednakże powiedzieć, że całe społeczeństwo irackie jest ofiarą obecnej sytuacji. Na podkreślenie zasługuje fakt, że za proklamowaniem państwa irackiego stoją czynniki międzynarodowe. Mamy więc do czynienia z zewnętrznym zagrożeniem, a dodatkowo jesteśmy narażeni na wewnętrzne zagrożenia, wynikające ze skomplikowanych uwarunkowań politycznych.

– Jak Ksiądz Arcybiskup ocenia postawę Europy i zachodnich państw w obecnej sytuacji?

– Mógłbym śmiało zapytać, dlaczego pozwalacie na to, że my cierpimy? Niestety, głos Europy jest niemal niesłyszalny. Możemy tu mówić o inercji struktur europejskich, które na drodze politycznej czy dyplomatycznej mogłyby zrobić dla nas o wiele więcej. Przy tej okazji wspomnę też o nieocenionej roli dziennikarzy. To dzięki ich pracy świat może się dowiedzieć o naszej sytuacji, a to daje szansę na uwrażliwienie opinii publicznej i niesie nadzieję na zmiany. Przy tej okazji chciałbym podziękować Kościołowi w Polsce za inicjatywę modlitewną. Polacy, czcząc Matkę Bożą Częstochowską, zanosili swoje modlitwy za męczenników chrześcijańskich ze szczególnym uwzględnieniem moich rodaków. Jestem wdzięczny za tę inicjatywę.

– Coraz częściej dociera do nas głos papieża Franciszka na temat sytuacji w Iraku. Czy ten głos jest u was słyszalny?

– Nie tylko słyszymy głos papieża Franciszka, ale oczekujemy go. Papież kieruje do nas słowa, by umocnić naszą wiarę. Zapewnia nas o swojej modlitwie, którą w swym sercu kieruje do Boga w intencji wszystkich Irakijczyków. Znamienne są też słowa odnoszące się bezpośrednio do agresorów, którzy, zdaniem papieża Franciszka, powinni zaprzestać swych działań. Na pewno trudno ocenić skuteczność papieskich apeli, ale z całą pewnością ludzie odpowiedzialni za obecną sytuację w Iraku słyszą te słowa i zawsze jest jakaś szansa, że to zaowocuje dobrymi decyzjami. Ponadto słowa Ojca Świętego są nieocenione z punktu widzenia zwykłych ludzi, dla których stanowią pocieszenie i dają nadzieję.

* * *

Abp Jean Benjamin Sleiman urodził się 30 czerwca 1946 r. w Ghalboun (Byblos – Liban). W 1962 r. złożył pierwsze śluby zakonne w Zakonie Karmelitów Bosych, 15 sierpnia 1967 r. złożył śluby wieczyste, a 8 grudnia 1973 r. przyjął święcenia kapłańskie. Od 1991 r. był przełożonym generalnym zakonu, a 20 stycznia 2001 r. otrzymał sakrę biskupią i został mianowany arcybiskupem Bagdadu

Tagi:
społeczeństwo Irak

Reklama

Wystarczająco dobry rodzic

2019-07-31 10:15

Ewa Wesołowska, psycholog, psychoterapeuta
Niedziela Ogólnopolska 31/2019, str. 40-41

Blogi, poradniki, celebryci prześcigający się w receptach na idealne życie, idealne rodzicielstwo. Po drugiej stronie – zwyczajny rodzic, który zmaga się z codziennością i słabościami, który chce być idealny. Ale czy w ogóle musi...?

©Yakobchuk Olena – stock.adobe.com

Jednym z pierwszych pragnień rodziców dotyczących życia ich dzieci jest to, by miały lepsze dzieciństwo, lepsze życie niż oni sami. Chcą zapewnić dzieciom to, czego im w dzieciństwie brakowało i sprawić, by nie doświadczały cierpień, które ich spotkały. Nie chcą popełnić błędów, które popełnili ich rodzice. Często robią wszystko, żeby zapewnić dziecku „cudowne” dzieciństwo. Choć zazwyczaj jest to proces nieświadomy, robią to także po to, żeby poradzić sobie ze swoimi deficytami, lękami, niskim poczuciem własnej wartości, a może dać swojemu wewnętrznemu dziecku to, czego nigdy nie miało. Bardzo często ta nieświadoma motywacja zamienia się w rodzaj wewnętrznej presji i dążenia do bycia „idealnym” rodzicem dla swojego dziecka, czyli takim, jakiego sami nigdy nie mieli.

Nadążyć za...

Jest jeszcze inny rodzaj presji, z którym muszą się zmierzyć rodzice. To taka presja, która przychodzi z zewnątrz i nierozpoznana szybko staje się wewnętrznym przymusem skłaniającym do określonego sposobu myślenia i działania. Zewsząd jesteśmy zarzucani tym, co jest dziecku niezbędne do szczęścia i idealnego rozwoju. Poczynając od określonych diet, sposobów karmienia, noszenia dziecka lub nienoszenia, potrzebnych zabawek, zajęć, na które już małe dzieci muszą uczęszczać, metod wychowawczych i bardzo długiej listy innych koniecznych do spełnienia warunków. W informacjach prześcigają się autorzy kolejnych blogów, poradników, celebryci, użytkownicy portali społecznościowych i wszelkie inne źródła wiedzy. To, oczywiście, dzieje się nie tylko na etapie niemowlęctwa i wczesnego dzieciństwa, ale właściwie przez cały okres rozwoju dziecka, choć potem dotyczy innych obszarów: edukacji, wyboru zajęć dodatkowych, kontaktów z rówieśnikami i wielu innych tematów. Jeśli matki i ojcowie to czytają, a czasami też słuchają rodziców wokół, mogą mieć wrażenie, że nie realizując tego wszystkiego albo choć części, nie wywiążą się z bycia dobrym rodzicem.

Oczywiście, prócz tego dobry rodzic czuje jeszcze jeden ciężar – musi być zawsze szczęśliwy, musi się realizować zarówno w rodzicielstwie, jak i w życiu zawodowym oraz osobistym. Zewsząd spoglądają na nas szczęśliwi, roześmiani mamy i tatusiowie z bajkowych dziecięcych pokoików, w których przeżywają sielankowe chwile swojego rodzicielstwa. Właśnie takie kadry z rodzinnego życia najczęściej oglądamy na portalach społecznościowych. Łatwo ulec złudzeniu, że wokół wszystkie matki i wszyscy ojcowie świetnie sobie radzą. Tymczasem te trudne momenty cierpienia, lęku, wewnętrznych konfliktów, czasem depresji pozostają ukryte w rodzinnym dramacie niewidocznym dla nikogo.

Rodzicielskie pułapki

Mimo niewątpliwych korzyści, które niesie dostęp do wielu źródeł informacji, jest w tym także pewna pułapka. Zarówno mamy, jak i ojcowie spotykają się często z obrazem bardzo wyidealizowanego rodzicielstwa, odległego od realnych wymagań i problemów, które stawiają przed nami posiadanie i wychowanie potomstwa. W idealnym rodzicu nie ma miejsca na zmęczenie, stres i negatywne emocje, które wiążą się z byciem mamą lub tatą, co jest przecież bardzo trudnym zadaniem. W ogromie zmęczenia muszą nie tylko przeżywać swoje emocje i sobie z nimi radzić, ale też być tym, który „pomieszcza” w sobie trudne emocje dziecka; konieczność ciągłego odraczania swoich potrzeb, deficyty snu (szczególnie przy małych dzieciach), stres związany z odpowiedzialnością za życie drugiego – zależnego od nas – człowieka, bardzo szybkie tempo życia, którego doświadczamy, obawa o bezpieczeństwo dorastającego i coraz bardziej usamodzielniającego się dziecka. To wszystko sprawia, że rodzicielstwo jest prawdziwym wyzwaniem i jednym z trudniejszych zadań, przed którymi stajemy w życiu. I to nie na chwilę, ale do momentu uzyskania przez dzieci samodzielności, co oznacza, że musimy temu poświęcić ok. 25 lat naszego życia.

W dążeniach do bycia dobrym rodzicem nie ma, oczywiście, nic niewłaściwego. Troska o potomstwo jest przecież cechą warunkującą przetrwanie i rozwój gatunku. Jest czymś niezbędnym i podstawowym dla prawidłowego rozwoju człowieka. Bez właściwej opieki i rodzicielskiej bliskości mały człowiek nie będzie mógł się prawidłowo rozwijać. Pojawia się jednak pewna wątpliwość: Czy wielość informacji nie odciąga jednak od tego, co tak naprawę jest najistotniejsze zarówno dla dziecka, jak i dla relacji rodzic – dziecko? Czy kształtująca się więź z dzieckiem i tworzona relacja o zupełnie wyjątkowym charakterze nie zostają pozbawione tak bardzo potrzebnej spontaniczności na rzecz „powinnam tak”, „inni lepiej wiedzą”?

Zaufać sobie

Donald Winnicott, znany brytyjski pediatra i terapeuta dziecięcy, pisał, że dziecko, aby mogło się zdrowo i prawidłowo rozwijać, potrzebuje, by matka była „wystarczająco dobra”. To z pewnością dobra informacja, że nie trzeba być idealnym rodzicem, że dziecko pomimo naszej niedoskonałości może się prawidłowo rozwijać. Bycie „wystarczająco” dobrym rodzicem wiąże się jednak z tym, że matka i ojciec rozpoznają potrzeby dziecka i reagują na nie adekwatnie do jego wieku i potrzeb rozwojowych. Również w kształtowaniu się prawidłowej więzi między opiekunem a dzieckiem kluczowe jest to, by ten pierwszy rozpoznawał potrzeby swojego podopiecznego i na nie reagował. Tylko jak te potrzeby rozpoznać, skoro zamiast wsłuchiwać się w emocje i potrzeby dziecka, słuchać tego, co podpowiadają nam nasze uczucia, nasza intuicja, nasze doświadczenie, szybko sięgamy po wiedzę specjalistów, a czasami pseudospecjalistów? Znajdujemy jakąś odpowiedź, która uspokaja na chwilę nasz niepokój i... niesie często kolejny, jeszcze większy niepokój. Szybko się dowiadujemy, co dziecku może dolegać, jak zareagować, co robić dalej. Kiedy np. pojawiają się wybuchy złości, to jest trudna sytuacja, tym bardziej jeśli zdarza się w miejscu publicznym, i trzeba sobie poradzić ze spojrzeniami, czasami komentarzami innych. Zamiast zastanowić się nad tym, co takiego się wydarzyło, czym może być spowodowane napięcie u dziecka, co się dzieje w domu czy w przedszkolu albo jaki komunikat dziecko nam w ten sposób wysyła, wolimy posłuchać innych niż siebie. Dlaczego tak szybko podajemy w wątpliwość nasze uczucia, doświadczenie, potrzeby, intuicję, która jest cenną wskazówką? Warto byłoby się nad tym zatrzymać i posłuchać siebie...

Często u młodych matek pojawia się np. pytanie: Jak dużo można nosić niemowlę, czy mu to nie zaszkodzi? Za tym pytaniem często kryje się naturalne – także instynktowne i tak bardzo potrzebne dziecku i matce – pragnienie bycia blisko. Ale wielość opinii, z którymi spotykają się rodzice na ten temat, czasami przeszkadza, by zaufać sobie i pójść za tym tak bardzo potrzebnym pragnieniem.

Rozpoznać dziecko w sobie

Takich pytań i wątpliwości jest bardzo wiele, nie tylko w okresie niemowlęctwa. Nie chodzi o to, aby nie słuchać tego, co inni mają do powiedzenia, i aby nie poszukiwać fachowej wiedzy, ale by strach przed niespełnieniem się w roli rodzica, obawa przed niebyciem „idealnym” rodzicem nie odbierały podstawowego zaufania do siebie w roli rodzica. Zaufania do siebie w roli matki/ojca potrzebuje bardzo wielu rodziców. Potrzebują wiedzieć, że mogą być i są „wystarczająco dobrymi” rodzicami.

Aby być blisko swojego dziecka i jego potrzeb, trzeba też umieć rozpoznać – i zadbać o nie – to dziecko, które nosimy sami w sobie. Zadbanie o siebie, o swoje potrzeby, o relacje jest konieczne, by dziecko nie stało się „całym naszym światem”. Właściwy proces wychowania umożliwia dziecku to, by w przyszłości mogło sobie radzić bez nas. Jeśli pozostanie „całym światem” rodzica, nie stanie się samodzielnym i dojrzałym dorosłym. Warto więc zadbać o to, by nie być rodzicem „idealnym”, ale jak mówił Donald Winnicott – „wystarczająco dobrym”. To wystarczy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Ta, co Jasnej broni Częstochowy

2019-08-21 11:24

Ks. Kamil Zadrożny
Niedziela Ogólnopolska 34/2019, str. 16-17

Papież Pius X w 1904 r. zatwierdził dla Jasnej Góry i całej ówczesnej diecezji włocławskiej uroczystość Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej. Papieskie decyzje są nie tylko owocem zabiegów o ustanowienie liturgicznego święta ku czci Maryi – są też wskazaniem na wiarę polskiego narodu. Celebracja liturgii tego dnia przypomina o „wielkich rzeczach”, które Bóg uczynił dla nas przez wstawiennictwo Matki Bożej.

Także dzisiaj Jasna Góra jest istotną częścią polskiej pobożności maryjnej. Jest to miejsce uprzywilejowane wśród wszystkich innych miejsc pielgrzymkowych naszej ojczyzny. Jest świadectwem wielowiekowej więzi Polaków z jasnogórskim wizerunkiem Bożej Rodzicielki.

Polska Kana

Janowy opis wesela w Kanie Galilejskiej, odczytywany niemal każdego dnia na Jasnej Górze, jest mocno związany z tym miejscem. W biblijnych wydarzeniach była obecna Matka Jezusa. Nie jest to tylko zwykła obecność gościa zaproszonego do wzięcia udziału w biesiadzie. Maryja nie jest widzem ani niemym świadkiem uczty weselnej. Przemawia i działa. W Kanie Galilejskiej na prośbę Maryi Jezus dokonał pierwszego cudu, po którym uczniowie w Niego uwierzyli.

Sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej często jest nazywane polską Kaną. Chodzi tutaj nie tylko o przywołanie biblijnej sceny z Kany Galilejskiej, ale przede wszystkim o konkretne doświadczenie polskiego narodu. To właśnie tutaj się dokonywał i wciąż się dokonuje – cud przemiany. Woda staje się winem. Smutek zamienia się w radość.

Jasna Góra, do której w miesiącach wakacyjnych pielgrzymują rzesze Polaków, jest miejscem, gdzie wielu z nas odzyskiwało wiarę, nabierało odwagi do walki o wolność, o wierność Bogu i ojczyźnie. I dziś, gdy chce się ośmieszyć to najważniejsze dla polskich serc miejsce, pragniemy prosić Matkę Jezusa, aby nam przypominała: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie” (J 2, 5). To zaproszenie jest wezwaniem do pójścia za Jezusem, który wskazał na Maryję jako na naszą Matkę: „Oto Matka twoja” (J 19, 27).

Pielgrzymom ikona Matki Bożej Częstochowskiej przypomina o wielkich rzeczach zdziałanych przez Boga w historii pojedynczych osób i całego narodu. Dlatego o Maryi mówimy, że jest „przedziwną pomocą i obroną”. Doświadczali tego nasi przodkowie, którzy w Maryi pokładali nadzieję. Myślimy tutaj o słudze Bożym kard. Stefanie Wyszyńskim, o św. Janie Pawle II i wielu innych.

Miejsce zawierzenia

Jasna Góra jest także miejscem zawierzenia. Tutaj swoje życie oddali Bogu przez ręce Maryi wielcy ludzie Kościoła, władcy i królowie, rodziny, małżeństwa, wszystkie stany Kościoła, całe społeczeństwo.

Zawierzenie pomaga człowiekowi w przezwyciężeniu samotności. Jest wyrazem dojrzałej wiary. Przez zawierzenie się Bogu pokazujemy, że jest Ktoś, na kogo można liczyć. Zawierzenie nigdy nie zwalnia od pracy nad sobą. Zawierzając się Bogu przez ręce Maryi, jesteśmy zaproszeni do współpracy z łaską Bożą na Jej wzór.

Z Maryją w przyszłość

Wobec przemian dokonujących się na polskiej ziemi ikona Matki Bożej z Częstochowy pozostaje inspiracją do życia wiarą. Do życia na miarę Jej sług. Trzeba nam pójść w święte ślady Niewiasty z Nazaretu. Trzeba nam w pokorze Ją naśladować i pozostać wiernymi Jezusowej Ewangelii. Maryja wskazuje zawsze na Jezusa jako na źródło, z którego mamy czerpać moc do przezwyciężania własnych wad i słabości. Dlatego Jasna Góra jest miejscem, w którym warto się zatrzymać, aby odkryć sens życia, jest miejscem autentycznej przemiany.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Abp Jędraszewski odwiedził w szpitalach osoby poszkodowane po burzy w Tatrach

2019-08-26 07:44

Archidiecezja Krakowska / Kraków (KAI)

Wobec takich wydarzeń, potęgi natury, bezradności człowieka, pozostaje modlitwa. I właśnie o nią prosili mnie wszyscy - powiedział abp Marek Jędraszewski, który w szpitalach w Krakowie i Zakopanem odwiedził rannych, którzy ucierpieli w czasie czwartkowej burzy w Tatrach.

Archidiecezja Krakowska

Najpierw metropolita krakowski złożył prywatną wizytę u trojga poszkodowanych dzieci, które dochodzą do zdrowia w szpitalu dziecięcym w Krakowie Prokocimiu. Metropolicie krakowskiemu towarzyszył nuncjusz apostolski w Polsce abp Salvatore Pennacchio, który w tych dniach przewodniczył uroczystościom 50-lecia koronacji Matki Bożej w Myślenicach. Rannym i ich bliskim od papieża Franciszka przekazał najgłębsze wyrazy współczucia, solidarności, błogosławieństwo i zapewnienie o modlitwie za ofiary tragedii w Tatrach.

– Jestem pod wielkim wrażeniem odwiedzin w szpitalu dziecięcym w Prokocimiu – powiedział abp Jędraszewski. – Gdy byliśmy u rannego dziecka, pochodzącego z rodziny prawosławnej, jego rodzice byli ogromnie wdzięczni za naszą obecność. Ojciec mówił do swojego nie do końca świadomego dziecka: ”Synku, to są kapłani innego Kościoła, ale to też chrześcijanie. Modlimy się tak samo, wierzymy w tego samego Boga, będziemy się razem z tobą i za ciebie modlić”. To był ekumenizm w najpiękniejszym, najgłębszym doświadczeniu tego spotkania przy łóżku ocalonego dziecka – podkreślił arcybiskup.

W niedzielę metropolita krakowski odwiedził poszkodowanych w szpitalu powiatowym im. Tytusa Chałubińskiego w Zakopanem. Pasterska wizyta także miała charakter prywatny. Arcybiskupowi towarzyszyła dyrektor placówki, Regina Tokarz, proboszcz parafii Miłosierdzia Bożego na Chramcówkach w Zakopanem, ks. Piotr Pławecki oraz kapelan szpitala ks. Kazimierz Króżel.

– Są to nasze wyrazy jedności, solidarności i modlitwy z ofiarami tego nieszczęścia, ale także z ich rodzinami, które przyjechały nieraz z dalekich stron, np. z Białegostoku, Słupska, Lublina, Piotrkowa Trybunalskiego. To pokazuje, jak Zakopane ściąga ludzi z całej Polski. Przyjechali tutaj, żeby odpocząć, żeby zobaczyć piękno przyrody, nagle doświadczyli gór w ich najbardziej dramatycznym wymiarze i na pewno zapamiętają to do końca swojego życia – powiedział metropolita.

Wśród rannych, których w zakopiańskim szpitalu odwiedził abp Marek Jędraszewski, jest ks. Jerzy Kozłowski z Dzierżoniowa. Młodego kapłana przebywającego na feralnej wycieczce w rejonie Giewontu, piorun raził trzykrotnie. Ks. Kozłowski mimo licznych obrażeń dochodzi do zdrowia.

Metropolita krakowski udzielił wszystkim rannym błogosławieństwa. W imieniu papieża Franciszka przekazał także otrzymane od nuncjusza apostolskiego różańce i obrazki papieskie. Następnie w Księżówce spotkał się z delegacją służb uczestniczących w akcji ratowniczej na Giewoncie. Przy pomniku św. Jana Pawła II pod przewodnictwem metropolity krakowskiego odmówiono modlitwę za tragicznie zmarłych, rannych oraz ich rodziny i bliskich.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem