Reklama

Bogu dziękujcie, ducha nie gaście!

2014-09-03 16:12

Jan Marczak
Edycja przemyska 36/2014, str. 1, 8

Archiwum parafii
Kościół pw. św. Mikołaja w Majdanie Sieniawskim

W roku obecnym mija 300 lat od powstania parafii w Majdanie Sieniawskim – położonej na obrzeżach archidiecezji, przy drodze biegnącej z Jarosławia do Lublina. Główne uroczystości jubileuszowe odbędą się 7 września pod przewodnictwem metropolity przemyskiego abp. Józefa Michalika

Zanim w Majdanie Sieniawskim powstała parafia jej mieszkańcy należeli i uczęszczali do kościoła parafialnego w Sieniawie odległej o około 15 km, założonej w 1676 r. z inicjatywy Hetmana Polnego Koronnego, właściciela olbrzymich dóbr, w tym i Majdanu – Mikołaja Hieronima Sieniawskiego.

Bogactwo historii

W tym czasie z datą założenia Sieniawy rozrasta się Majdan jako osada i przyjmuje na cześć właściciela nazwę Majdan Sieniawski. Wówczas powstają też nowe przysiółki. Mieszkańcy wsi od początku są wyznania rzymskokatolickiego i takimi pozostają do dnia dzisiejszego mimo różnych zawirowań historycznych. Po śmierci Mikołaja Hieronima Sieniawskiego w 1684 r. jego posiadłości przejął ostatni męski potomek rodu Adam Mikołaj Sieniawski, który kontynuował rozbudowę Sieniawy i okolic. Podobno z jego inicjatywy przed wjazdem do Majdanu Sieniawskiego na obrzeżach Adamówki powstała kapliczka z figurką św. Mikołaja jako patrona tych okolic. Jest to najprawdopodobniej pierwsze miejsce kultu religijnego na tych terenach. Już początkiem drugiej dekady XVIII wieku zbudował on w Majdanie drewniany, dość obszerny kościół o ładnej architekturze, kryty gontem, który decyzją ówczesnych władz kościelnych, w 1714 r. został poświęcony i oddany do użytku wiernym. W tym też roku powstała w Majdanie Sieniawskim odrębna parafia, do której oprócz mieszkańców Majdanu należeli wierni z sąsiednich wiosek: Adamówki, Krasnego, Pawłowej, Dobczy i Bieli (przysiółka Cieplic) i tak było aż do wczesnych lat po II wojnie światowej. Kościół ten nosił wezwanie Świętego Krzyża oraz św. Mikołaja. Służył on wiernym aż do 26 października 1954 r., kiedy to w niejasnych okolicznościach uległ całkowitemu spaleniu. Jakże wymownym znakiem jest to, że stojący tuż przy nim krzyż misyjny został tylko częściowo uszkodzony i stoi po dziś dzień.

Wierność Kościołowi i Ojczyźnie

Na przestrzeni tego okresu wierni Majdanu Sieniawskiego wielokrotnie dawali wyraz swojej głębokiej wiary. Dbali o kościół, nieustannie go upiększali i kilkakrotnie odnawiali. Mimo panującej tutaj biedy nie żałowali ofiar na kościół i parafię, gromadnie uczestniczyli we wszystkich uroczystościach kościelnych i państwowych, często nieuznawanych i zakazywanych przez zaborców (Majdan należał do Galicji). Wielokrotnie dawali też wyraz swojego patriotyzmu biorąc udział w powstaniach narodowych a zwłaszcza w Powstaniu Styczniowym, na frontach I i II wojny światowej, w czasie których wielu z nich oddało życie za Ojczyznę. Ginęli z honorem i odwagą nie tracąc wiary, tak jak jedna z nich, obecnie sługa Boża Julia Buniowska. Jako 20-letnia dziewczyna 29 czerwca 1944 r. po powrocie z kościoła została zaatakowana przez Własowców (Kałmuków), z których jeden usiłował zmusić ją by mu uległa. Ona jednak zdecydowanie się sprzeciwiła wykrzykując: „z tobą nie pójdę, choćbyś miał mnie zabić!”, wyniku czego poniosła śmierć z jego rąk. Obecnie jej proces beatyfikacyjny został już przekazany do Watykanu.

Reklama

To na terenie parafii Majdan Sieniawski w przysiółku Końska Ulica w 500-lecie Bitwy pod Grunwaldem miejscowa ludność usypała przy wjeździe do wioski Kopiec Grunwaldzki, na którym postawiła krzyż i umieściła wyryty na kamieniu odpowiedni napis nie bojąc się, że sprzeciwi się temu zaborca. Wydarzeniu temu towarzyszyła uroczysta Msza św. oraz przejazd banderii i patriotyczne przemówienia zaproszonych gości. Również w okresie międzywojennym, kiedy za sanacji na wsi a zwłaszcza w Galicji panowała wielka bieda, miejscowa ludność potrafiła bardzo licznie się zorganizować i walczyć o swoje prawa do godniejszego życia. Właśnie wtedy w ostatnim dniu Wielkiego Strajku Chłopskiego, 25 sierpnia 1937 r. od kul policji granatowej zginęło 15 mieszkańców Majdanu, w tym 6-letnie dziecko.

Budowa nowej świątyni

W okresie powojennym parafianie w dalszym ciągu trwali przy kościele uczestnicząc w coniedzielnych Mszach św. i wszystkich uroczystościach kościelnych. Po spaleniu kościoła Msze św. odprawiane były w okresie zimowym na pobliskiej plebanii a latem na placu kościelnym przy wybudowanej drewnianej kaplicy. Jednak nie dawało im spokoju to, że nie mają swojego kościoła. Czynili starania, gdzie tylko można, ale te początkowo nie przynosiły efektu. Były to lata stalinowskie. Poskutkowała dopiero bardzo aktywna postawa rodaka, światowej sławy chirurga – ortopedy prof. Adama Grucy, który lecząc rodzinę Bieruta załatwił oficjalne zezwolenie na budowę nowej, okazałej świątyni. Była jesień 1956 r. i było to jedyne w tym czasie oficjalne zezwolenie na budowę kościoła ówczesnych władz państwowych. Ten niezwykły człowiek po zakończeniu budowy świątyni ofiarował przepiękną płaskorzeźbę Najświętszego Serca Pana Jezusa, która znajduje się w centrum ołtarza głównego. Budowa obecnej świątyni, której patronuje św. Mikołaj, została zakończona w 1960 r. W tym czasie proboszczem był ks. Antoni Pankiewicz, od 1956 r. wicedziekan, od 1958 r. aż do śmierci w 1984 r. dziekan dekanatu sieniawskiego, a od 1975 r. prałat Kapituły Jarosławskiej. Ten niezwykły kapłan jeszcze przed śmiercią podjął się budowy kościółka filialnego pw. Miłosierdza Bożego w przysiółku Końska Ulica. Po jego śmierci dzieło to ukończył jego godny następca ks. Edward Piekło, obecnie również prałat i dziekan sieniawskiego dekanatu. Początkiem kwietnia br. minęło 30 lat prowadzenia przez niego parafii w Majdanie Sieniawskim.

Nieustające starania

Nie ma chyba na terenie parafii miejsca związanego z kościołem, które by za czasów proboszczowania ks. Piekło nie zostały odnowione, wyremontowane czy rozbudowane. Kościół parafialny został gruntownie odnowiony, zarówno wewnętrznie, jak też na zewnątrz, zamontowano ogrzewanie podłogowe, położono nową granitową posadzkę, odnowiono polichromię, ołtarze, organy a ostatnio wstawiono w prezbiterium nowe bardzo wymowne witraże. Podobnie jest z kościółkiem dojazdowym, gdzie wykonano przepiękny ołtarz w kształcie tryptyku z Jezusem Miłosiernym w środku oraz św. Faustyną i bł. ks. Janem Balickim po bokach. Wykonane zostały nowe ławki, zimą kościół też jest dogrzewany. Obydwa kościoły otrzymały nowe ogrodzenia podobnie stary i nowy cmentarz, przed którym powstała dość duża kaplica pogrzebowa. Jeszcze w latach 80. XX wieku powstała nowa plebania, gdyż poprzednia z powodu dużego zagrzybienia wymagała rozbiórki.

Głębia wiary

Nie sposób przekazać wszystkiego, co wydarzyło się w parafii na przestrzeni 300 lat jej istnienia. Warto choćby przejrzeć kronikę parafialną. Dla parafii najważniejsze jest jednak pogłębianie wiary parafian. I tutaj też Majdan jest w pewnym sensie wyjątkowy. To w nim zostały zapoczątkowane coroczne pielgrzymki piesze do leżajskiego sanktuarium Matki Bożej Pocieszenia, jak też do Kalwarii Pacławskiej. Dawniej też piesze, mimo prawie 100-kilometrowej odległości. Dołączyły do tego liczne pielgrzymki autokarowe niemal do wszystkich ważniejszych sanktuariów w Polsce.

Na terenie parafii zostało postawionych przez mieszkańców ponad 30 przydrożnych kapliczek bądź krzyży, które kryją niejedno dziękczynienie Panu Bogu, jak też różnego rodzaju intencje błagalne. Po dziś dzień przy wielu kapliczkach w majowe wieczory rozbrzmiewają przepiękne melodie Litanii Loretańskiej oraz pieśni maryjnych. Kościół w Majdanie Sieniawskim naprawdę tętni głęboką wiarą wiernych, z których tylko w okresie powojennym 7 młodych mężczyzn zostało kapłanami; dwóch z nich pracuje poza granicami, jeden na Ukrainie a drugi w Argentynie. Z parafii majdańskiej wstąpiło do różnych zakonów również wiele młodych dziewcząt. Obecnie jest ich kilkanaście. Parafia, należąca do dekanatu sieniawskiego, liczy około 1500 wiernych. Przy parafii istnieje Parafialna Rada Duszpasterska, Ruch Apostolstwa Młodych (RAM), którym w całej archidziecezji kieruje ks. Jan Mazurek, rodak majdański. Aktywne i widoczne są małe dziewczynki należące do Dziewczęcej Służby Maryji (DSM), a kilkudziesięciu chłopców służy do Mszy św. jako ministranci. W majdańskiej parafii istnieje też Akcja Katolicka oraz Stowarzyszenie Najświętszej Maryi Panny Patronki Dobrej Śmierci jak też bardzo często występująca schola parafialna. Aż kilkuset mieszkańców Majdanu Sieniawskiego należy do Kół Różańcowych, których w Majdanie jest 30.

Tagi:
parafia

Reklama

Czy w parafii można kisić ogórki?

2019-10-22 13:00

Marta Wiatrzyk-Iwaniec
Edycja zielonogórsko-gorzowska 43/2019, str. 5

Miało to być centrum spotkań sąsiedzkich, miejsce wyróżniające się na osiedlu, pozwalające spotkać się oraz poznać bardziej swoich sąsiadów i parafię

Archiwum parafii
Wśród wielu parafialnych inicjatyw są zajęcia dla najmłodszych

Pierwsze skojarzenia z parafią? Msza św. Nabożeństwa. Droga Krzyżowa w Wielkim Poście. Różaniec. W maju Komunie św. Latem zazwyczaj śluby. Koniec skojarzeń. Dla większości – parafia jako miejsce życia religijnego skupiona na celebrowaniu czynności sakralnych. A czy w parafii można kisić ogórki, sadzić truskawki albo robić bombki? Otóż można. Parafia św. Stanisława Kostki w Zielonej Górze tętni życiem sakralnym i jednocześnie prowadzi działania dedykowane rodzinom z dziećmi, młodzieży oraz seniorom w ramach projektów obywatelskich finansowanych ze środków publicznych. Wkrótce zaczyna się kolejna edycja i odsłona unijnych działań na terenie osiedlowym. Zajęcia są otwarte dla wszystkich.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jak prymas Wyszyński papieża wybierał

2019-10-16 12:28

Grzegorz Polak
Niedziela Ogólnopolska 42/2019, str. 26-27

14 października 1978 r. do Kaplicy Sykstyńskiej wchodzi 111 kardynałów z 49 krajów. Nikt z nich nie przeczuwa, że za 2 dni zmienią bieg historii

Instytut Prymasowski Stefana Kardynała Wyszyńskiego
Bachledówka k. Zakopanego, lipiec 1973 r

Śmierć Jana Pawła I, po zaledwie 33-dniowym pontyfikacie, jest ogromnym szokiem także dla kardynałów. Zastanawiają się, co przez to doświadczenie chciał im powiedzieć Duch Święty. Nie mają czasu na dogłębne analizy, bo termin nowego, drugiego już konklawe w 1978 r. zbliża się wielkimi krokami.

Do Kolegium Kardynalskiego dociera informacja o manifeście wybitnych ojców soborowych, którzy domagają się charyzmatycznego pasterza. Kardynałowie mają świadomość, że nowy papież powinien być człowiekiem o silnej, wyrazistej osobowości, który byłby zdolny zahamować kryzys w Kościele. Kryzys, który – jak zauważył założyciel Wspólnoty św. Idziego prof. Andrea Riccardi – wynika nie z zewnętrznych sił bądź czynników, jak w czasach rewolucji francuskiej czy polityki państw ateistycznych, ale pochodzi z wnętrza Kościoła.

Nie do końca spełniają te wymagania i oczekiwania dwaj główni faworyci mediów, jak również większości elektorów: arcybiskup Genui kard. Giuseppe Siri, który z trudem przyjmuje zmiany posoborowe inicjowane przez Pawła VI, oraz arcybiskup Florencji kard. Giovanni Benelli, zdolny zachować ciągłość linii tego papieża.

Wojtyła powodem konfliktu z Sowietami?

Niektórzy z wpływowych kardynałów niewłoskich stawiają na kandydatów spoza Włoch. Arcybiskup Sao Paolo kard. Paulo Evaristo Arns oświadcza wprost, że najlepszym pretendentem byłby kard. Karol Wojtyła. O metropolicie krakowskim dużo się mówi przed konklawe w kręgach Kurii Rzymskiej. Cieszy się on tam opinią wspaniałego człowieka, zdolnego pasterza, ale nikt poważnie nie bierze pod uwagę jego kandydatury. Dlaczego? Bo – jak wspomina w niedawnym wywiadzie dla PAP znakomity watykanista Luigi Accattoli – ich zdaniem, „wybór papieża z kraju komunistycznego byłby wielkim zagrożeniem, gdyż mógłby doprowadzić do konfliktu z sowieckim systemem”.

Daleki od takiego myślenia jest arcybiskup Wiednia kard. Franz König, który jeszcze przed konklawe daje niedwuznacznie do zrozumienia, że sytuacja w Kościele dojrzała do tego, by papieżem mógł zostać nie-Włoch. Kardynał dobrze się orientuje w realiach socjalistycznych, bo jako pierwszy purpurat z Zachodu w charakterze nieformalnego przedstawiciela papieża odwiedza kraje Europy Środkowo-Wschodniej. Zna abp. Wojtyłę z jego wizyt w Wiedniu i ze swoich rewizyt w Krakowie. Ceni jego intelekt, walory moralne i talenty duszpasterskie. W rozmowach z członkami Kolegium Kardynalskiego sonduje możliwość wyboru nie-Włocha i w tym kontekście wymienia nazwisko Wojtyły, lobbując, jak byśmy dzisiaj powiedzieli, za jego kandydaturą.

Dlaczego Prymas odmówił

Kardynał König rozmawia także na ten temat z kard. Wyszyńskim. Wedle znanej anegdoty, słowa arcybiskupa Wiednia o godnym następcy św. Piotra z Polski Prymas odnosi do siebie, choć jedzie na konklawe z absolutnym przekonaniem, że papieżem powinien zostać Włoch. Znane są jego wypowiedzi sprzed konklawe na ten temat, zapisuje także to przekonanie w „Pro memoria”.

Kiedy dwaj główni faworyci włoscy blokują się nawzajem, bo żaden z nich nie może uzyskać wymaganej większości głosów, w przerwie między głosowaniami zgłasza się do Prymasa grupa elektorów z pytaniem, czy przyjąłby wybór. Kardynał Wyszyński zdecydowanie odmawia i po raz kolejny wyraża przekonanie, że papieżem powinien zostać Italczyk. Tłumaczy się ponadto zaawansowanym wiekiem, brakiem wszechstronnego przygotowania oraz koniecznością obrony Kościoła na Wschodzie, co określa jako swoje życiowe zadanie. „Do mnie należy nawet paść na granicy polsko-sowieckiej, gdyby Bóg tego ode mnie zażądał” – czytamy w „Pro memoria”. Mówi jednak kardynałom: „Gdyby wybór padł na kard. Wojtyłę, uważam, że miałby obowiązek wybór przyjąć, gdyż jego zadania w Polsce są inne”. Kiedy Prymas się orientuje, że szanse metropolity krakowskiego rosną, staje się gorącym rzecznikiem jego kandydatury.

To Jej dzieło!

Drugiego dnia konklawe, wobec niemożności uzyskania przewagi jednego z włoskich kandydatów, kard. König podczas posiłków wymienia nazwisko kard. Wojtyły, czym daje do zrozumienia, że będzie na niego głosował.

Nazajutrz, 16 października, po obiedzie, jak wynika z lakonicznych zapisków Prymasa, przejmuje on inicjatywę. Staje się, używając języka piłkarskiego, głównym rozgrywającym. W „Pro memoria” zapisuje: „Po obiedzie długa moja rozmowa z kard. Królem, a później z kard. Königiem. Nic więcej! Później z kardynałami niemieckimi. Nic więcej!”. Co to oznacza – wiadomo. Wymienieni należą do grona wpływowych purpuratów, których kard. Wojtyła ma po swojej stronie. Można się domyślić, że dyskutują o tym, jak zmobilizować do postawienia na metropolitę krakowskiego elektorów niezdecydowanych. Czas poobiedniego wypoczynku jest dla nich bardzo pracowity. „Czuło się ożywienie na korytarzach” – notuje kard. Wyszyński.

„Grupa Prymasa” okazuje się skuteczna, bo ósme głosowanie jest formalnością. Kardynał Wyszyński przesuwa się do metropolity krakowskiego, który siedzi za nim w drugim rzędzie, i prosi go o przyjęcie wyboru. „Gdyby Księdza Kardynała wybrano, proszę pomyśleć, czy nie przyjąć imienia Jana Pawła II. Dla włoskiej opinii publicznej byłoby to obrócenie na dobro tego kapitału duchowego, który zebrał Jan Paweł I” – czytamy w „Pro memoria”.

Podczas homagium obaj płaczą. Prymas wspomina po powrocie do Polski w jednym z kazań: „(...) usta nasze niemal jednocześnie otworzyły się imieniem Matki Bożej Jasnogórskiej: to Jej dzieło! Wierzyliśmy w to mocno i wierzymy nadal”.

Później Prymas wypowie prorocze słowa, które Papież zapisze w swoim testamencie, a po latach powtórzy w Gorzowie Wielkopolskim: „Masz teraz wprowadzić Kościół w trzecie tysiąclecie”.

Opatrznościowy udział

Choć Prymas i Papież są przekonani, że wynik konklawe to „sprawa” Madonny Jasnogórskiej, to jednak Jan Paweł II docenia rolę czynnika ludzkiego. Świadczy o tym jego niepublikowany dotąd odręczny list do kard. Wyszyńskiego z 3 listopada 1978 r., w którym dziękuje Księdzu Prymasowi za „tak opatrznościowy udział w ostatnim konklawe”. Czytamy w nim m.in.: „Nie muszę już więcej pisać, Wasza Eminencja sam wie, o co chodzi, o czym myślę. To są drogi Boże, które tym bardziej nam się uświadamiają, im bardziej objawia się ich zobowiązujące znaczenie. Ksiądz Prymas wie, że miał bezpośredni udział w objawieniu się tego właśnie zobowiązującego znaczenia na tle całego przebiegu konklawe, a w szczególności w dniu 16 października, w uroczystość św. Jadwigi”. Prymas i Papież rozumieli się „w pół słowa”. Ale i my po przeczytaniu tego fragmentu nie mamy wątpliwości, że Jan Paweł II dziękuje kard. Wyszyńskiemu za to, że w sposób zasadniczy przyczynił się do jego wyboru na papieża.

Po konklawe Prymas „na gorąco” wyraża przypuszczenie, że wybór papieża z Polski może „przyhamować akcję ateistyczną, płynącą z ZSRR, gdy Moskwa zorientuje się, że w centralnej Europie wyrosła niespodziewanie nowa siła”. I dodaje za starcem Symeonem: „Teraz puszczasz w pokoju swego sługę, Panie, ponieważ moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, które przygotowałeś przed obliczem wszystkich narodów” (por. Łk 2, 29-31).

Zanim to się stanie, Prymas przeżyje chwile wielkiej chwały, kiedy podczas homagium 22 października 1978 r. Papież w bezprecedensowym geście podniesie go z klęczek i ucałuje jego ręce, i kilka miesięcy później, kiedy w czerwcu 1979 r. będzie gospodarzem pielgrzymki Jana Pawła II do Ojczyzny.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Pan Bóg dodaje sił

2019-10-23 19:38

Agata Pieszko

Życie to sztuka wyboru. Niejednokrotnie nasze decyzje wiążą się z wielką odpowiedzialnością. Wtedy stajemy w obliczu wyzwania. Zastanawiamy się, co będzie lepsze, co bardziej wymagające, a co słuszne. O podejmowaniu wyborów i owocach ważnych decyzji opowiadają Anna i Leszek Gerste ze wspólnoty Equipes Notre-Dame.

Agata Pieszko

Początki

Oboje studiowali na Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu, jednak przez 4 lata się nie spotkali. Oboje trafili także do Duszpasterstwa Akademickiego „Stygmatyk”, ale i tam było im nie po drodze. Poznali się na kajakach, a potem, jak mówi Leszek, przyszedł czas „najbardziej drętwej randki stulecia” z regulowaniem płatności za wyjazd w tle. – Byłem bardzo zestresowany, bo tak bardzo mi zależało. Po czasie zauważyłem jednak, że Ania grawituje ku mnie i tak jest też w drugą stronę. Na zakończenie wakacji pojechaliśmy z duszpasterstwem do Białego Dunajca. Wybraliśmy się we dwoje w góry i na Czerwonych Wierchach stwierdziliśmy, że cały świat mógłby się skończyć, a my moglibyśmy tam trwać. Byliśmy wtedy zupełnie sami – wspomina Leszek. Ani świat, ani Czerwone Wierchy nie przestały istnieć, za to Anna i Leszek trwają razem w małżeństwie już od 11 lat, w tym 8 we wspólnocie.

Czas decyzji

Anna i Leszek przyjęli 25 maja 2019 r. posługę odpowiedzialnych za Region III wspólnoty END. Teraz czuwają nad członkami ruchu z całego południa Polski od Łańcuta do Polkowic oraz nad ekipami ze Słowacji i Czech. Stało się to w Sanktuarium Matki Bożej Królowej Rodzin podczas dorocznej pielgrzymki ruchu END do Wambierzyc. Jak sami mówią, przed przyjęciem odpowiedzialności mieli przygotowany szereg argumentów, dzięki którym mogliby odmówić. Poczuli jednak, że odmowa będzie nieuczciwa wobec wspólnoty i Pana Boga. Nowym zadaniem Anny i Leszka jest pomoc parom poszczególnych sektorów ruchu duchowości małżeńskiej w wymianie doświadczeń między sobą. – Nie jesteśmy na froncie, tylko bardziej w sztabie. Organizujemy rekolekcje, sesje formacyjne dla małżeństw, które już pełnią posługi. Służymy, pomagając innym służyć. Jesteśmy po to, żeby między sektorami była łączność i relacja – tłumaczą. Anna pracuje w administracji. Zajmuje się budżetowaniem, controllingiem, rozliczeniami i projektami unijnymi, natomiast Leszek jest pracownikiem infolinii bankowej, a zatem doskonale zorganizowana Anna oraz umiejący wysłuchać i doradzić Leszek to kandydaci idealni do pełnienia tej posługi. Małżeństwo stwierdza jednak, że to nie wystarcza, ponieważ podejmując ją, muszą stawiać czoła zadaniom, o których wcześniej nie mieli pojęcia. Spotkania z biskupem, kapłanami, wystąpienia publiczne… Anna podzieliła się tym, że lubi mieć wszystko pod kontrolą i nieraz ciężko jej zawierzyć coś Panu Bogu, ale razem z mężem zrobiła tak podczas pierwszych głoszonych rekolekcji. Okazało się, że były one wspaniałym doświadczeniem zarówno dla nich, jak i dla uczestników. To pokazało Annie i Leszkowi, że „Pan Bóg nie powołuje zdolnych, a uzdalnia powołanych”.

Dlaczego warto być we wspólnocie?

Anna i Leszek zgodnie podkreślają wartość wspólnoty: – Jedną zapałkę łatwo złamać, a wiele już nie. Żyjemy w świecie, który ma różne wartości, a wspólnota to miejsce, w którym możemy się umacniać, dzielić swoimi przeżyciami, owocować. Przygotowując się do kolejnego spotkania, stajemy w prawdzie, czy jesteśmy blisko Pana Boga, czy jesteśmy blisko siebie. We wspólnocie dzielimy się tym, czy udało nam się pomodlić, przeczytać Słowo Boże i jak mamy kolejny raz powiedzieć, że coś nam nie wyszło, tym bardziej dokładamy starań, żeby to się udało.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem