Reklama

Alfabet wyborczy

2014-11-06 10:34

Wojciech Dudkiewicz
Edycja warszawska 45/2014, str. 4-5

Artur Stelmasiak

Już tylko dni, godziny i sekundy dzielą nas od wyborów samorządowych. Wybierając radnych, prezydentów i burmistrzów musimy uważać, żeby to był właściwy wybór. Nadchodząc z pomocą w tej arcyważnej czynności, zamieszczamy alfabet wyborów. Jeśli nie pomoże, to może chociaż nie zaszkodzi

Armia

Konkretnie armia urzędników, która zasiliła aparat administracyjny w warszawskim ratuszu za rządów prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz (PO). Według ekspertów, akurat ta armia nie sprawdzi się na polu walki, ale – liczona razem z członkami rodzin – może przesądzić o wyborczym zwycięstwie pani prezydent.

Bemowo

Dzielnica, którą rządził lokalny dygnitarz PO, Jarosław D., tworząc z niej prywatne ranczo. Oskarżany o nadużycia władzy, nepotyzm, zasilanie publicznymi funduszami przyjaciółki i quasi teściowej, czeka teraz na wynik śledztwa. A oczekując, startuje w wyborach z własnym komitetem i hasłem „Jarosław D. burmistrzem dla Bemowa”. Czymś sobie bemowianie na takiego kandydata musieli zasłużyć.

Co obiecać

Dylemat, z którym muszą się mierzyć co cztery lata kandydaci do samorządu. PiS np. zamierza słuchać Polaków i zmieniać Polskę, Piotr Guział (WWS), zapowiada skok cywilizacyjny i parkowanie za złotówkę, a Sebastian Wierzbicki (SLD) ograniczenie marnotrawstwa, a Joanna Erbel (Zieloni), żeby wszystko było cool.

Reklama

Druga tura

Senny koszmar Hanny Gronkiewicz-Waltz, ale także marzenie innych kandydatów. Inni chcieliby się zmierzyć z panią prezydent. Ale szans nie daje im sama rywalka, unikając debat z innymi kandydatami i rozmów z niezaprzyjaźnionymi mediami, na których mogłaby się wyłożyć.

Erbel Joanna

Kandydatka Zielonych na prezydentkę Warszawy, znana z tego, że jest znana, a jest znana, bo ujawniła, że jest poliamorystką, czyli osoba żyjącą w swobodnych związkach z wieloma osobami jednocześnie, niekoniecznie tej samej płci. Poglądy, poza poliamorią, kandydatki są szerzej nie znane. Po prostu ma być cool.

Gugulski Marcin

Nazwisko radnego z Mokotowa (PiS), człowieka pracowitego. Potrafi mówić na każdy temat i na każdy temat interpelować. Często skutecznie, mimo – co niewyobrażalne – że nie na wszystkim się zna. Ale tak ma każdy rzecznik prasowy, a Gugulski był nim w rządzie Olszewskiego.

Instytucja kultury

Miejsce szczególnie często odwiedzane w czasie kampanii wyborczej przez Hannę Gronkiewicz-Waltz, najczęściej w celu jego otwarcia. Ostatnio odnotowano obecność kandydatki w gotowanych na wybory muzeach Pragi i historii Żydów.

Jesteś widoczny

„Jesteś widoczny, jesteś bezpieczny”, to akcja promująca chodzenie w odblaskach, a w rzeczywistości kandydata na marszałka województwa Adama Struzika (PSL), warta 250 tys. zł. Marszałek sprytnie podłączył się pod akcję i na plakatach rzuca się dużo bardziej w oczy niż odblaski. A zapłacił nie on sam, lecz samorząd.

Komunikacja miejska

Rodzaj transportu, który ma być udostępniony za darmo warszawiakom płacącym podatki w stolicy. Oczywiście, w wypadku zwycięstwa wyborczego Jacka Sasina. „Jest dobrze wyliczona i oparta na rachunku ekonomicznym” – zapewnia kandydat. Inny kandydat, Piotr Guział, obiecuje obniżkę cen biletów tylko o połowę.

Leming

Na ogół młody i nieźle sytuowany warszawiak, który bezkrytycznie wierzy w to, co usłyszy w programie Lisa, Olejnikowej i Durczoka lub przeczyta w artykule Żakowskiego. Ale – zdaniem prawicy – jest jeszcze do uratowania. Bo to, co chce zrobić prawica w stolicy, poprawi jakość życia leminga, zostawi mu w kieszeni więcej pieniędzy. Nie w ciemię bity leming musi rozważyc zmianę pogladów.

Lemingrad

Rejon stolicy – w okolicach Wilanowa, Ursynowa – gdzie na pewno nie doszłoby do II tury wyborów prezydenckich. Niestety, reszta Warszawy jeszcze nie dorosła do Lemingradu i pewnie dlatego II tura wyborów jednak najpewniej się odbędzie.

Młodzież

Grupa wiekowa, dla której ekipa prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz robi bardzo wiele. „Jeżeli spojrzymy na Warszawę dzisiaj, to Warszawa jest dla młodych ludzi: plaże nad Wisłą, ścieżki rowerowe. To jest bardziej dla was, niż dla starszego pokolenia” – podkreśla szefowa Rady Warszawy Ewa Malinowska-Grupińska z PO.

Napastnik

Funkcja sprawowana w drużynach piłkarskich przez kandydata PO do sejmiku Mazowsza Dariusza Dziekanowskiego. Choć zawsze był pierwszy albo drugi, teraz wystartuje z miejsca trzeciego w okręgu trzecim, gdzie będzie rywalizował m.in. z kandydatem o łatwo wpadającym w ucho nazwisku Zdzikot (Tomasz, z PiS).

Obraz

Płaski utwór plastyczny, na którym za pomocą farb, stosując techniki malarskie można pokazać przed wyborami samorządowymi marszałka Struzika. Malarskie wizerunek jego i Waldemara Pawlaka są głównymi eksponatami na wystawie „Ziemia płocka duszą malowana” w Muzeum Mazowieckim finansowanym przez marszałka. Marszałek jest sportretowany na luzie, w samej koszuli, z komórką w dłoni.

Płock

Miejscowość na Mazowszu w pobliżu Warszawy, gdzie w wyborach do rady miasta wystartuje Małgorzata Struzik, żona marszałka województwa, dyrektorka wydziału edukacji i kultury w płockim starostwie.

Rosiewicz Andrzej

Wiadomo, o kogo chodzi. Ten znany piosenkarz estradowy przystąpił do boju o głosy warszawiaków hasłem: „Jestem ładny, chce być radnym”. W internecie szybko pojawiła się propozycja hasła dla niejednego kandydata na przyszły rok: „Jestem osłem, chce być posłem”

Straż miejska

Instytucja według Przemysława Wiplera, kandydata na prezydenta stolicy, niepotrzebna w Warszawie, którą zlikwiduje w razie zwycięstwa. Według Wiplera, Hanna Gronkiewicz-Waltz wydała na straż miejską, „specjalistów od kontrolowania obnośnej sprzedaży sznurowadeł i jajek”, miliard zł, za co „można było wybudować jeden z obiecywanych w 2006 i 2010 r. mostów na Wiśle”. Wipler ma małe szanse, dlatego straż będzie żyła jeszcze długo i szczęśliwie.

Szpital

Konkretnie na Ursynowie – placówka występująca w snach i kampanii prezydenckiej w Warszawie równo często, jak sama Hanna Gronkiewicz-Waltz. Zapowiadała jego budowę już w 2006 i w 2010, i w tym roku też. W 2018 r. i 2022 r. hasło budowy szpitala zostanie z pewnością twórczo rozwinięte.

Tęcza

Instalacja pseudoartystyczna na placu Zbawiciela w formie tęczy o sześciu barwach, symbolu ruchu pań i panów o odmiennych preferencjach. Kandydat Mariusz Dzierżawski zapowiada likwidacje paskudztwa, gdy wygra wybory, a ze na zwycięstwo nie ma szans, dlatego tęcza będzie żyła jeszcze długo i szczęśliwie.

Ulica

Miejsce w Warszawie podobne do instytucji kultury, szczególnie często odwiedzane w czasie kampanii wyborczej przez Hannę Gronkiewicz-Waltz, najczęściej w celu jego otwarcia. Ostatnio odnotowano obecność kandydatki na otwarciu długo zamkniętej ul. Świętokrzyskiej.

Wszystko

Tyle, ile zrobią wszyscy kandydaci, żeby wygrać wybory samorządowe w Warszawie. Skutkiem ma być m.in. redukcja aparatu administracji, trzecia, a może nawet czwarta linia metra, obniżenie podatków i jednocześnie więcej pieniędzy w kasie, a także zapanowanie powszechnej szczęśliwości.

Zło, całe zło

Stan braku dobra, opisywany w przeboju Krystyny Prońko. Pani Krystyna startuje z list PO do Rady Warszawy, zgłoszona przez koło Wesoła. Dlatego piosenka „Jesteś lekiem na całe zło” może stać się teraz hymnem zwycięskiej – nie ma co się łudzić – Hanny Gronkiewicz-Waltz.

Tagi:
wybory

Reklama

Najlepszy rząd w historii III RP

2019-10-15 12:55

Artur Stelmasiak

Polacy podsumowali czteroletnią pracę polityków. Ich zdaniem rząd Prawa i Sprawiedliwości jest najlepszy w historii III RP, bo nikt wcześniej nie miał takiego poparcia. Zwycięstwo PiS w wyborach parlamentarnych nikogo nie dziwi. Pytanie było raczej o to, jak duża będzie przewaga partii rządzącej nad konkurencją polityczną i czy będą mogli samodzielnie rządzić?

Facebook/pis

Okazuje się, że PiS nie tylko będzie samodzielnie rządzić, ale poprawiło swój wynik wyborczy z 2015 roku o ok. 6 punktów procentowych. - Żadna partia nigdy nie miała tak wysokiego wyniku wyborczego. Te miliony Polaków którzy nam zaufali, to wielkie zobowiązanie do spełnienia ich nadziei, by kolejne cztery lata były kluczowym etapem dla Polski jako państwa dobrobytu dla wszystkich - powiedział premier Mateusz Morawiecki.

O wiele bardziej stonowaną radość z historycznego zwycięstwa pokazał prezes PiS. - Przed nami kolejne 4 lata rządzenia, ale najpierw czeka nas refleksja nad tym co się nie udało, że wielu ludzi nas nie popiera, mimo oczywistych naszych osiągnięć - podkreślił Jarosław Kaczyński. Jego słowa jak zwykle były kierowane do Polaków, ale także do członków partii, by nie ulegali triumfalizmowi. - To co było naszą główną siłą, czyli wiarygodność, musi dalej trwać - mówił do członków PiS.

Jednostronna kampania

Kampania wyborcza, która wyniosła Prawo i Sprawiedliwość do kolejnego sukcesu była spokojna i merytoryczna. Koalicja Obywatelska zachowywała się tak, jakby już po wiosennych wyborach do europarlamentu wiedziała, że nie ma szans. Nie było więc prezentacji programu, a w kampanii co chwila zmieniano zdanie np. w sprawie programu 500plus. Walka polityczna ograniczyła się do przepychanek wewnątrzpartyjnych. - Zaletą tej kampanii wyborczej jest fakt, że pojawiła się dyskusja na temat opieki zdrowotnej, czy walki ze smogiem. Liczę na to, że teraz skończą się emocje i polaryzacja, a zacznie się minimum współpracy - mówi prof. Norbert Maliszewski, politolog z UKSW.

Niektórzy twierdzą nawet, że kampania była nudna w porównaniu do tej wiosennej, gdy emocje były rozpalone przez ataki środowisk LGBT na Kościół i wartości chrześcijańskie. Tym razem mieliśmy do czynienia jedynie z programową ofensywą PiS, który merytorycznie podkreślał swoje osiągnięcia, skutecznie ukrywał potknięcia i jednocześnie składał nowe obietnice. Skalę przewagi nad konkurencją najlepiej pokazały badania IBRiS, w którym prawie 60 proc. Polaków uznało, że najlepszą kampanię wyborczą miała partia rządząca. Na drugim miejscu była Koalicja Obywatelska tylko z 4,8 proc., a na Lewicę wskazało 3,5 proc. ankietowanych.

Kampanijnym ciosem dla Koalicji Obywatelskiej bez wątpienia były taśmy Sławomira Neumanna, w których dzień po dniu ujawniano kompromitujące kulisy partyjnej kuchni jednego z czołowych polityków Platformy Obywatelskiej. Rezygnacja z funkcji przewodniczącego klubu KO na niewiele się zdała, bo uznano ją za nic nie warty gest na końcu kadencji sejmu.

Wygrani przegrali

Natomiast w wyborach do Senatu większym sprytem wykazała się opozycja. W jednomandatowych okręgach wyborczych nie wystawiali konkurencyjnych dla siebie kandydatów. W ten sposób wszystkie partie opozycyjne były przeciwnikami PiS, który procentowo uzyskał do Senatu wyższy wynik niż do Sejmu, ale w gruncie rzeczy przegrał.

Efekt jest taki, że w 100 osobowym senacie PiS ma obecnie tylko 48 senatorów, a w poprzedniej kadencji było ich aż 61. Przyczyną tej porażki jest zmowa opozycji, ale także zlekceważenie przez partię rządzącą wyborów do wyższej izby parlamentu. - Było za małe wsparcie polityczne szczególnie w okręgach dla nas „trudnych” okręgach. Okazuje się wystarczyło zaniedbać dwa okręgi, które zdecydowały, kto ma większość w obecnym Senacie - mówi dla portalu Wpolityce senator Jan Maria Jackowski.

W kilku okręgach senackich zaszkodziły też wewnętrzne walki personalne w PiS. Albo struktury partyjne nie chciały pracować w kampanii senatora, albo dochodziło do "bratobójczych" walk, gdy byli senatorowie PiS zdecydowali o stracie z własnego komitetu. - Na przykład pan senator Bąkowski, startując ze swojego komitetu, wykluczony z Prawa i Sprawiedliwości, odebrał część elektoratu naszemu kandydatowi, panu wojewodzie Drelichowi, i to spowodowało, że skorzystał trzeci kandydat z Platformy Obywatelskiej - tłumaczy Jackowski.

Teraz trwają rozmowy i próby przeciągania pojedynczych senatorów na stronę PiS, bo gra toczy się o większość oraz kształt prezydium Senatu. Oczywiście utrata Senatu przez partię rządzącą nie jest katastrofą, ale może poważnie utrudnić legislację, a na pewno ją spowolni. Każdą ustawę Senat może blokować przez 30 dni, a przez ten czas dawać paliwo polityczne dla mediów i opozycji w Sejmie. - Ale Senat nie zatrzyma nas w realizacji naszego programu. Będzie zrealizowany w 100 procentach - zapewnia wicepremier Jacek Sasin.

Konkurencja po prawej stronie

Z dwucyfrowego wyniku wyborczego do Sejmu zadowolona jest lewica, Konfederacja z wejścia do Sejmu, a także o wiele lepszy niż sondażowy wynik ma PSL z Pawłem Kukizem na pokładzie. Sumując w miarę konserwatywne elektoraty PiS, PSL i Konfederacji okazuje się, że ok. 60 proc. Polaków ma tradycyjne preferencje wyborcze.

Polacy pokazali, że są konserwatystami, co zauważają także zagraniczne media. - Sukces PiS jest rezultatem bazowania na wartościach wyznawanych przez w przeważającej mierze konserwatywne społeczeństwo oraz na wyrównywaniu głębokich nierówności społecznych. PiS zapowiadał też obronę tradycyjnych wartości katolickich przed ofensywą zwolenników praw gejów i innych liberalnych haseł napływających z Zachodu - czytamy w komentarzach Amerykańskiej Agencji Associated Press.

W tej kadencji sejmu PiS będzie miał opozycję zarówno po lewej stronie sceny politycznej, jak i po prawej. Dobry wynik Konfederacji oznacza, że część konserwatywnych i młodych wyborców odchodzi od partii rządzącej, co może być efektem buntu, ale także zaniedbań ws. ochrony życia dzieci nienarodzonych i zbyt uległej postawy wobec agresji środowisk LGBT. - Zapewne politycy Konfederacji będą podnosić teraz temat amerykańskiej ustawy 447, czy postulat ochrony dzieci przed aborcją, a władze PiS będą musiały się do tego odnieść - mówił w studiu wyborczym red. Cezary Krysztopa z Tygodnika Solidarność.

Pierwszy raz od 2007 r. w Sejmie będzie formacja na prawo od PiS, a przecież sprawdzoną strategią Jarosława Kaczyńskiego była taktyka polityczna, by po prawej stronie od PiS nic znaczącego nie było. Jeśli politycy Konfederacji nie pokłócą się miedzy sobą i wygenerują spójny przekaz, to w kadencji 2019-2023 rządząca partia będzie musiała się z nimi liczyć, by nie stracić jeszcze większej liczby konserwatywnych wyborców.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Utracone, ale nie na zawsze

2019-10-01 13:55

Marzena Cyfert
Niedziela Ogólnopolska 40/2019, str. 16-17

Boleśnie przeżywamy śmierć kogoś, z kim nie zdążyliśmy się pożegnać, ale o wiele boleśniej dotyka nas śmierć kogoś, z kim nie zdążyliśmy się jeszcze przywitać

Zapytałam kiedyś przedszkolaków, co to jest skarb. Padały różne propozycje. – Brylanty, złoto, skrzynia z pieniędzmi. W końcu padła nieśmiała odpowiedź: – Jak rodzice nie mają długo dziecka i to dziecko im się w końcu urodzi, to jest ich skarb.

Magda cieszy się swoim skarbem, ale zanim to się stało, straciła sześcioro dzieci w pierwszych miesiącach ciąży. Mówi, że jej serce składa się z sześciu kawałków, bo tyle razy pękało – przy każdej stracie. Dziś 5-letni Wiktor to plasterek miodu na jej popękane serce. 15 października w Dzień Dziecka Utraconego spotykam ich na Mszy św. w intencji rodziców dzieci utraconych, a później patrzę, jak wysyłają niebu sześć białych baloników. – Dla Antosi, Bartka, Karolinki... – wymienia Wiktor. Spotykam też Ewę z mężem – mają dwa białe baloniki, ale w swoich dłoniach nie trzymają dziecięcej rączki. Stracili dwoje dzieci, a później już się nie udało. Mówią, że zamiary Boże nie są tak oczywiste i przewidywalne, jak by się chciało.

Dziecko, które się rozmyśliło

Utrata dziecka zawsze jest traumą, niezależnie od jego wieku i okoliczności, w których to nastąpiło. Konsekwencje psychiczne i społeczne takiej straty są wielowymiarowe, gdyż stres potraumatyczny może powodować różnego rodzaju zaburzenia psychiczne i depresyjne. Najtrudniejszym elementem przy stracie dziecka nienarodzonego dla kobiety jest fakt, że nigdy go nie zobaczyła ani nie przytuliła, a przecież wiedziała o jego istnieniu. Jak pisze ks. Arkadiusz Olczyk: „Mówiąc krótko, boleśnie przeżywamy śmierć kogoś, z kim nie zdążyliśmy się pożegnać, ale o wiele boleśniej dotyka nas śmierć kogoś, z kim nie zdążyliśmy się jeszcze przywitać”.

Trudny jest również brak społecznego przyzwolenia na przeżycie żałoby. Z jednej strony bagatelizuje się zaistniały fakt, z drugiej zaś słyszy się tanie pocieszanie: „Jeszcze będziesz miała dziecko”; „Jakby miało być chore, to lepiej...”. Tymczasem kobieta przeżywa dramat i czuje żal, bo umarło jej dziecko – to konkretne, na które teraz czekała. – Czasem jest to żal do całego świata: do spotykanych na ulicy kobiet w zaawansowanej ciąży, bo im się udało; do Pana Boga, bo mógł temu zaradzić, a nic nie zrobił; a nawet absurdalny żal do warzyw na straganach, które każdego dnia odmierzasz z aptekarską dokładnością, a jednak nie zapewniają zdrowia twojemu dziecku – wspomina Małgosia. – Najtrudniejsze było jednak wytłumaczenie 3-letniej córeczce – pukającej palcem w mój brzuch i pytającej, co słychać u dzidziusia – że on się nie urodzi. Mała zapytała wtedy zawiedziona: czy dzidziuś się rozmyślił? – zwierza się Małgosia.

Nie bądźcie smutni

Na wrocławskim cmentarzu osobowickim widziałam pomnik dziecka utraconego, które wyciąga ręce do pogrążonych w bólu rodziców, by ich pocieszyć. Figura dziecka jest przezroczysta i jest symbolem osoby utraconej, ale zarazem obecnej, która zdaje się, że mówi: Nie bądźcie smutni! Zanim jednak rodzice przestaną być smutni, muszą przejść przez dni rozpaczy i żałoby, a to różnie wygląda. Inaczej przeżywa stratę ojciec dziecka – równie mocno, choć przeważnie bardziej skrycie – a inaczej matka. Nie ma ustalonych reguł i jednego sposobu na jej przeżycie, każdy ma też swoje tempo przeżywania. Faktem jest jednak, że po wielu dniach bólu, smutku i cierpienia przychodzi wewnętrzny spokój. Psychologowie mówią, że czas trwania żałoby to optymalnie dwanaście miesięcy – tak, by rodzice mogli przejść ze świadomością straty przez wszystkie kluczowe dni roku: pierwsze Boże Narodzenie bez dziecka, pierwsze uroczystości rodzinne bez dziecka... Ania wspomina: – Jasia straciliśmy w 4. miesiącu ciąży, ale do 9. miesiąca zastanawiałam się, co by się z nim teraz działo, jaki byłby duży. Może już by się nawet uśmiechał na USG. I w myślach uśmiechałam się do niego. Zaraz jednak pojawiał się tamten obraz z pamiętnego USG – smutna, spuszczona główka. I przychodziła rozpacz.

Formą radzenia sobie z żalem może też być zadaniowość – kobieta od razu planuje kolejne ciąże albo wpada w wir wymyślonych obowiązków, by się czymś zająć i nie myśleć o stracie.

Co na to przepisy

Jednym z etapów przeżywania żałoby jest pogrzeb i pożegnanie bliskiej osoby, dlatego pogrzeb dziecka ma duże znaczenie. Obecne przepisy pozwalają na jego zorganizowanie, niezależnie od tygodnia, w którym nastąpiła śmierć. Rodzicom przysługuje również zasiłek pogrzebowy. Szpitale zazwyczaj o tym nie informują, a na pytanie dotyczące procedur nie potrafią odpowiedzieć pracownicy ani szpitali, ani zakładów pogrzebowych. – Lekarz w szpitalu patrzył na mnie jak na kobietę szaloną. Ja również patrzyłam na niego jak na kogoś, kto postradał zmysły, bo dziecko, które mieszkało dziewięć cudownych tygodni pod moim sercem, nazywał martwą ciążą i nie chciał mi go oddać. Tłumaczyłam, że każdemu utraconemu dziecku należą się pogrzeb i miejsce na ziemi. W końcu przyznał mi rację. Rozpłakałam się, gdy w USC podawałam imię córeczki: Anna! A później z dumą patrzyłam na akt urodzenia, choć był to jednocześnie akt zgonu mojego dziecka – opowiada Renata.

Przez kilka lat niektóre szpitale uniemożliwiały pogrzeb dziecka z powodu nieznajomości jego płci. Rodzice musieli płacić za kosztowne badania genetyczne, mieli też problemy z uzyskaniem zasiłku pogrzebowego. Zmieniło się to w 2016 r. Na stronie Instytutu na rzecz Kultury Prawnej „Ordo Iuris” czytamy: „Aby ubiegać się o refundację kosztów pogrzebu dziecka zmarłego przed narodzeniem, konieczne jest uzyskanie aktu urodzenia z adnotacją o urodzeniu martwym, czyli zarejestrowanie dziecka w urzędzie stanu cywilnego. Do rejestracji konieczne jest określenie płci dziecka, co w niektórych przypadkach jest możliwe wyłącznie za pomocą badań genetycznych. Należy pamiętać, że koszt tych badań uznaje się za wydatki związane z pogrzebem, a to oznacza, że są one refundowane w ramach zasiłku pogrzebowego”.

Renata zorganizowała pogrzeb swojej córeczce miesiąc po poronieniu. – Nie wiedziałam, że grób jest taki ważny. Myślałam, że skoro dziecko na zawsze zostanie w moich myślach, to nie potrzeba nam marmurowego nagrobka. Tylko czemu taka bezdomna się czułam za każdym razem, przechodząc przez cmentarz? – dzieli się swoim doświadczeniem. – Po pogrzebie zaś odczułam ulgę, jakbym zamknęła jakiś ważny rozdział w życiu, bo nasza Ania dostała swoje miejsce nie tylko w naszych sercach – dodaje.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Przy Muzeum Ziemi Wieluńskiej posadzono „Dąb Pamięci”

2019-10-16 08:31

Zofia Białas

„Dąb Pamięci” oznaczony numerem 13 został posadzony na placu przed Muzeum Ziemi Wieluńskiej 10 października 2019 r. W tym dniu wieluńscy muzealnicy wspominali 93. rocznicę powstania pierwszego wieluńskiego muzeum oraz przypadający w tym dniu Światowy Dzień Drzewa.

Muzeum Ziemi Wieluńskiej

Pierwsze muzeum powstało w wieluńskim zamku 10 października 1926 r. Jego inicjatorką była Felicja Rymarkiewiczowa, właścicielka Niedzielska. Obydwa wydarzenia – 93. rocznica powstania pierwszej wieluńskiej placówki muzealnej i Światowy Dzień Drzewa stały się okazją do świętowania i upamiętnienia rocznicy powstania muzeum posadzeniem „Dębu Pamięci” obok budynku obecnego Muzeum Ziemi Wieluńskiej, mieszczącego się w dawnym klasztorze sióstr Bernardynek.

Muzeum utworzone w 1926 roku przestało funkcjonować w czasie okupacji niemieckiej. Placówka została ograbiona ze swoich zbiorów. Wiele eksponatów bezpowrotnie przepadło. Odrodzenie przyszło dopiero w roku 1964. Wielkie zasługi dla odtworzenia Muzeum należy przypisać profesorowi Tadeuszowi Olejnikowi. To dzięki jego staraniom placówka została powołana do życia na nowo, a jej zbiory dziś są jednymi z ważniejszych w województwie łódzkim. O tym wszystkim mówił Jan Książek- dyrektor placówki.

„Dąb Pamięci”, posadzony w 80. rocznicę wybuchu II wojny światowej stanie się żywym pomnikiem dramatu miasta Wielunia i dramatu młodej instytucji kulturalnej ( w 1939 roku miała zaledwie 13 lat)

Sadzonki 80 oznaczonych certyfikatem „Dębów Pamięci” dla wielu szkół i instytucji przygotowało  Nadleśnictwo Wieluń pod patronatem Burmistrza Wielunia Pawła Okrasy. Piękna akcja „80 dębów na 80. rocznicę wybuchu II wojny światowej”. Sadzonki wyhodowano z nasion dębu szypułkowego (Quercus robur) oznaczonego numerem 181, potomka najstarszego w Polsce „Dębu Chrobrego”, posadzonego na Wieluńskim Rynku 3 września 2006 roku.

Muzeum otrzymało sadzonkę z numerem 13. Została ona posadzona w przylegającym do muzeum parku im. Rotmistrza Witolda Pileckiego. Numer sadzonki to także numer budynku, pod jakim przy ulicy Narutowicza znajduje się Muzeum.

Posadzenie „Dębu Pamięci” idealnie wpisało się w obchody 80. rocznicy wybuchu II Wojny Światowej i w 93. rocznicę powstania muzeum.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem