Reklama

Niedziela Łódzka

Kocham to, co robię

2015-01-23 11:17

Niedziela łódzka 4/2015, str. 4-5

[ TEMATY ]

zakon

Archiwum

O. Tomasz Bajda z relikwiami św. Kamila. Kaplica ICZMP, uroczystość założyciela zakonu, maj 2014 r.

Z o. Tomaszem Bajdą, przeorem łódzkich kamilianów, kapelanem szpitala Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi, rozmawia Anna Skopińska.

ANNA SKOPIŃSKA: – Swoje powołanie realizuje Ojciec przy łóżkach chorych. Ile to już lat posługi w Instytucie Centrum Zdrowia Matki Polki?

O. TOMASZ BAJDA: – Pracuję tu już siódmy rok. Dla mnie osobiście to piękny czas. Wzbogacający i w życiu osobistym i w powołaniu, które jest wielkim darem, jest tajemnicą, którą trudno objąć ludzkim rozumem. Szczególnie powołanie w zakonie posługującym chorym, w zakonie kamilianów.

– To taki wybór – praca w tym szpitalu, w takim miejscu, czy tak się po prostu złożyło?

– Pan Bóg powołał mnie do zakonu posługującego chorym. Do tego Instytutu zostałem skierowany po odbytej formacji zakonnej i po przyjęciu święceń kapłańskich. Przybyłem tu po roku bytności kamilianów w ICZMP. Jednak moje życie związane było ze szpitalem już od wczesnych lat młodości. Wtedy na chorobę nowotworową zachorowała moja mama i to z nią zacząłem „bywać”, bardzo często zresztą, w różnego rodzaju szpitalach.

– To był ten impuls? Ten początek wyboru dalszej drogi?

– Myślę, że tak. Od tego wszystko się zaczęło. Moje powołanie do życia zakonnego, do posługi chorym, zrodziło się przy łóżku umierającej mamy. To przez jej chorobę zacząłem myśleć o pracy wśród chorych. Najpierw skończyłem studium pielęgniarskie, pracowałem w krakowskich klinikach, ale zdawałem sobie sprawę, że to nie była pełnia mojego szczęścia. Wtedy odkryłem powołanie do czegoś większego, czyli do życia zakonnego, do życia kapłańskiego. Właśnie w zakonie, który zajmuje się posługą wśród chorych i cierpiących. Pracując jako pielęgniarz, doświadczyłem, jak wielką potrzebą jest pomoc człowiekowi choremu – nie tylko ta fizyczna, ale przede wszystkim duchowa. Do takiej posługi trzeba kapłanów oddanych, cierpliwych, słuchających, którzy rozumieją chorych. Nie tylko przyjdą i udzielą sakramentów świętych, ale poświęcą im swój czas.

– Choroba mamy tak uwrażliwiła Ojca? To z niej wzięła się ta cierpliwość i miłość do chorych?

– Przeżyłem bardzo chorobę mojej mamy. Może dlatego to większe zaangażowanie i zrozumienie potrzeb ludzi chorych znajdujących się niejednokrotnie na jakimś życiowym zakręcie czy trudnym życiowym doświadczeniu, jakie niesie ze sobą choroba czy pobyt w szpitalu. Myślę, że stąd to postanowienie, że właśnie takim ludziom chcę posługiwać jako kapłan.

– ICZMP kojarzy się przede wszystkim z narodzinami, ale przecież dzieje się tu wiele ludzkich dramatów związanych z chorobą.

– Jest tu wiele tragedii, wiele cierpienia. Oprócz oddziałów ginekologicznych, położniczych, jest też oddział onkologii i chirurgii sutka, i nowo otwarty pododdział chemioterapii. Dlatego te kobiety potrzebują wsparcia. Takiego normalnego, ludzkiego. Rozmowy, uśmiechu, czasem też by na minutę ksiądz usiadł przy niej, porozmawiał, zapytał, jak się czuje, jak przespała noc. Trzeba być też człowiekiem i przez pryzmat człowieczeństwa patrzeć na cierpienie tych kobiet, tych matek. Nie tylko jako człowiek, który im posługuje, niesie im pomoc duchową czy sakramentalną, ale też tak czysto po ludzku.

– Nie ma w Ojcu załamania, zniechęcenia, buntu…?

– Nie, nie odczuwam takich emocji. Pojawia się jednak czasem zatroskanie. Coraz częściej doświadczam bowiem wśród młodych, kobiet, matek w stanie błogosławionym, dużej obojętności na sprawy Boże związane z wiarą. A przecież z wiarą, z Bogiem jest łatwiej żyć i pokonywać wszelkie trudności, które życie niesie ze sobą.

– Ale mnie chodzi o taki sprzeciw, taki wewnętrzny głos – to niesprawiedliwe – wobec tych chorób, przez które łóżka szpitala są zapełnione….

– Wielkie uznanie trzeba oddać tu lekarzom. Są tu naprawdę świetni fachowcy. I z wielkim oddaniem, zaangażowaniem, służą pacjentkom. Ale ja wychodzę z założenia, że nad nimi – fachowcami, jest jeszcze Bóg, który wiele może. Lekarz leczy, ale Pan Bóg zdrowie daje. I to jest takie mocne przesłanie, by uwrażliwić te kobiety na tę wyższą instancję, jaką jest Bóg, który zawsze człowiekowi pomaga.

– Są więc chwile wzruszające…

– Wiele jest takich chwil. Zwłaszcza gdy rodzą się dzieci, którym wstępne diagnozy wykazywały jakieś wady, a po narodzinach tych wad nie ma lub są w nieznacznym stopniu, i okazuje się, że dziecko jest zdrowe.

– Takie cuda…

– Cuda. To jest szpital, gdzie namacalnie, niemal każdego dnia doświadczamy takich małych cudów. A one składają się na te wielkie, bowiem każde uratowane życie w naszym Instytucie jest wielkim cudem dającym nam dowód i świadectwo na obecność Boga w życiu człowieka oraz to, że Pan Bóg jest blisko każdego człowieka, który chce być blisko Niego.

– Ojca praca to nie czas „od – do”. Co ze zmęczeniem, które pewnie się pojawia?

– Swoje zmęczenie zostawiam w kaplicy. Panu Jezusowi oddaję to wszystko, co przynoszę z oddziałów i nim wyjdę na oddziały. To w kaplicy proszę Go o potrzebne dary, o siły, bym umiał tym kobietom, jako człowiek posłany tu przez Boga, pomóc.

– Trudno rozmawia się z kobietami?

– Nie mam problemu nawiązywania relacji. Jestem otwarty na wszystkich – i na tych wierzących, na mniej wierzących, obojętnych i niewierzących oraz wrogo nastawionych do Kościoła czy mojej posługi, bo i takich ludzi spotykam.

– Próbuje Ojciec przekonywać?

– Nigdy. Zawsze proponuję swoją pomoc, rozmowę. Wiele osób przełamuje się i prosi o rozmowę czy posługę sakramentalną.

– Co o pracy kapelana szpitalnego mógłby Ojciec powiedzieć młodym księżom, zakonnikom, jak ich zachęcić do służby drugiemu człowiekowi?

– Praca kapelana jest bardzo ciężka, ale daje wiele radości. Wiele osobistych satysfakcji. I warto tu być bez względu na trudności, których człowiek doświadcza w tej posłudze. Bo Pan Bóg rekompensuje swym błogosławieństwem, radością, pokojem w sercu. Tym, że człowiek jest spełniony w tym, co robi. Największą radością dla kapłana jest nieść posługę sakramentalną, jest jednanie ludzi z Bogiem, jest ukazywanie drogi wiodącej na spotkanie z Nim. Jakkolwiek człowiek daleko by się nie oddalił – Bóg zawsze czeka. I to jest najpiękniejszym owocem mojej posługi. To jest to świadectwo i dowód potrzeby bycia kapelanem i posługi w takim miejscu, jakim jest szpital.

– A cierpienie usprawiedliwia każde słowo i czyn?

– Cierpienie wiele tłumaczy. Każdy z nas przeżywa je inaczej. Ale dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych. On uzdrawia, daje siły, łaskę, błogosławi, wspiera, umacnia. I to jest najważniejsze, i jest tą nadzieją dla chorych. Bo oni są – jak to mówił św. Jan Paweł II – perłą Kościoła.

– W zakonie trzeba iść tam, gdzie władze wskażą, nie boi się Ojciec, że kiedyś będzie musiał stąd odejść?

– Nie, bo zawsze tam, gdzie będę posłany, będzie Pan Jezus i zawsze będzie tam drugi człowiek.

– Ale trochę serca, kiedyś tam, pozostanie w Matce Polce...

– Myślę, że dużo mojego serca tu pozostanie, bo kocham to, co robię.

* * *

O. Tomasz Bajda
przeor łódzkich kamilianów, kapelan szpitala Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Sprawa kasacyjna ws. zadośćuczynienia od chrystusowców odwołana

2019-12-18 07:08

[ TEMATY ]

zakon

Paweł Bugira

Sprawa kasacyjna ws. zadośćuczynienia od chrystusowców została odwołana z powodu wniesienia przez pełnomocnika ofiary byłego ks. Romana B. wniosku o wyłączenie sędziów – poinformował KAI ks. Marek Grygiel, rzecznik chrystusowców. We wrześniu Sąd Najwyższy postanowił, że zajmie się rozpatrzeniem skargi kasacyjnej od wyroku przyznającego milion zł zadośćuczynienia na rzecz ofiary wydalonego już ze stanu kapłańskiego i ze zgromadzenia zakonnego Romana B. Były kapłan dopuścił się przed laty wielokrotnego molestowania i zgwałcenia małoletniej Katarzyny.

„Zgodnie z zarządzeniem z dnia 17 grudnia 2019 r. odwołano rozprawę w sprawie II CSK 124/19 z powodu wniesienia przez pełnomocnika powódki w dniu 11 grudnia 2019 r. wniosku o wyłączenie sędziów (wniosek podlega rozpoznaniu zgodnie z procedurą przewidzianą w art. 52 § 2 k.p.c.)” - poinformował KAI ks. Marek Grygiel, rzecznik chrystusowców.

Decyzję o skierowaniu skargi kasacyjnej do rozpoznania na rozprawę podjęto w ramach jej wstępnej kontroli, tzw. przedsądu, miała się ona odbyć 20 grudnia 2019 r.

Uzasadnienie przyjęcia skargi kasacyjnej do rozpatrzenia nie jest znane. Wyrok w sprawie zadośćuczynienia na rzecz ofiary b. księdza Romana B. zapadł w styczniu ub. roku i był nieprawomocny. Towarzystwo Chrystusowe złożyło w tej sprawie apelację.

Mec. Krzysztof Wyrwa, pełnomocnik Towarzystwa Chrystusowego wyjaśniał, że na gruncie obowiązujących przepisów prawa w Polsce nie można przenosić odpowiedzialności za te czyny (w tym cywilnej odszkodowawczej) ze sprawcy na kościelne osoby prawne. Sprawcy tych czynów dopuszczają się ich na własny rachunek i ponoszą osobistą odpowiedzialność przed ofiarami,które skrzywdzili oraz przed prawem”.

Dodał przy tym, że w sprawie czynów karalnych, których dopuściły się osoby duchowne, należy podkreślić, że stanowisko Kościoła i podejście prawne nie zmieniły się. “Takie czyny są haniebne i winny być ścigane, a ich sprawcy ukarani” – podkreślił mec. Wyrwa.

Decyzję sądu pierwszej instancji o zasądzeniu zadośćuczynienia podtrzymał 2 października ub. roku Sąd Apelacyjny w Poznaniu.

W apelacji przyznano pełnoletniej dziś kobiecie 1 mln zł zadośćuczynienia z ustawowymi odsetkami od 7 maja 2016 r., kwoty 16 tys. zł tytułem comiesięcznej renty za okres od maja 2016 r. do grudnia 2017 r. oraz 800 zł renty miesięcznie płatnej począwszy od stycznia 2018 r. W rozmowie z KAI mec. Krzysztof Wyrwa potwierdził wówczas, że Towarzystwo Chrystusowe zdecydowało się nie tylko wypłacić 1 mln zł zadośćuczynienia, ale też zrealizować całe wykonanie wyroku, które zostało określone prawomocnym orzeczeniem Sądu Apelacyjnego.

“Wyrok był prawomocny. Gdybyśmy nie uregulowali tej należności, strona przeciwna mogłaby wnieść sprawę do komornika. Spowodowałoby to kilkanaście procent dodatkowych opłat komorniczych. W związku z tym wyrok wykonaliśmy” – dodał.

Ks. Roman B. został aresztowany w czerwcu 2008 po tym, jak rok wcześniej jego ofiara, małoletnia dziewczynka, opowiedziała o molestowaniu seksualnym, w tym wielokrotnym zgwałceniu przez księdza. Kapłan został skazany w 2009 r. na osiem lat więzienia. Jego obrońcy odwołali się od decyzji sądu i sprawa trafiła do ponownego rozpatrzenia.

Według doniesień medialnych, w sądzie duchowny przyznał się do kilkudziesięciu przestępstw seksualnych, ale zaprzeczył biciu ofiary i planowaniu działań z góry. Sąd podjął wówczas decyzję o zmniejszeniu kary do 4,5 roku leczenia psychiatrycznego na oddziale szpitalnym w zakładzie karnym. W 2010 r. wyrok został złagodzony o pół roku. Ksiądz wyszedł na wolność dwa lata później.

Po wyjściu z więzienia wrócił do zgromadzenia. “Ksiądz Roman od czasu zakończenia odbywania zasądzonej kary więzienia przebywa w domu zakonnym naszego zgromadzenia w Puszczykowie. Jest to dom księży emerytów i ks. Roman pomaga tam starszym współbraciom spełniając codzienne posługi” – informował w styczniu 2017 r. generał chrystusowców ks. Ryszard Głowacki w odpowiedzi na list abp. Stanisława Gądeckiego.

Przełożony chrystusowców zapewniał też w liście, że ks. Roman został zawieszony we wszystkich czynnościach duszpasterskich i tego zakazu przestrzega, nie prowadząc żadnej działalności kapłańskiej w parafiach, nie katechizuje, ani nie ma kontaktu z dziećmi i młodzieżą, a kaplica w Puszczykowie nie jest kaplicą publiczną.

“W Towarzystwie Chrystusowym nie ma absolutnie żadnego przyzwolenia na tego typu działania, bądź ukrywanie czynów przestępczych tak bardzo sprzeniewierzających się powołaniu kapłańskiemu i zakonnemu. Mamy nadzieję, że nigdy więcej taka sytuacja się u nas nie powtórzy” – podkreślił ks. Ryszard Głowacki.

W tym samym liście generał chrystusowców poinformował, że zgodnie z poleceniem Stolicy Apostolskiej, wobec ks. Romana B. został wszczęty kanoniczny proces karno-administracyjny. KAI zwróciła się z pytaniem do Towarzystwa Chrystusowego o stan procesu. Jak poinformował ks. Jan Hadalski TChr, rzecznik prasowy Towarzystwa Chrystusowego, administracyjny proces karny ks. Romana B. zakończył się wydaleniem go ze stanu duchownego. Dekret wydalający został wystawiony 19 grudnia 2017 r.

Oddzielny proces dotyczył wydalenia ze zgromadzenia – tu dekret wydalający nosi datę 25 czerwca 2018 r. Roman B. nie jest więc już ani osobą duchowną, ani członkiem Towarzystwa Chrystusowego.

CZYTAJ DALEJ

"Szczęść Boże" czy... "Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus"?

Niedziela łowicka 6/2003

[ TEMATY ]

ksiądz

kapłan

Piotr Drzewiecki

Ostatnio jedna z kobiet zapytała mnie jakby z pewnym wyrzutem: "Proszę księdza, zauważam z niepokojem, że ostatnimi laty coraz modniejsze w ustach duchownych, kleryków, sióstr duchownych jest pozdrowienie: «Szczęść Boże» zamiast «Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus». Nawet ksiądz, który przyszedł do mnie po kolędzie, pozdrowił nas słowami «Szczęść Boże». To nie jest przywitanie chwalące Boga. Kiedyś w taki sposób pozdrawiano osoby pracujące: «Szczęść Boże w pracy» i wówczas padała odpowiedź: «Bóg zapłać». Dzisiaj kiedy słyszę «Szczęść Boże», od razu ciśnie mi się na usta pytanie: do czego, skoro nikt nie pracuje w tej chwili? Nie wiem, co o tym myśleć. Według mnie to nie jest w pełni chrześcijańskie pozdrowienie".
No cóż, wydaje się, że powyższa interpretacja pozdrowień chrześcijańskich jest uzasadniona. Ale chyba może za bardzo widać tutaj przyzwyczajenie do tego, co jest tradycją wyniesioną z dziecinnych lat z domu rodzinnego. Pamiętajmy jednak o jednym: to, co jest krótsze, a mam tu na myśli zwrot "Szczęść Boże", niekoniecznie musi być gorsze.
Owszem, pozdrowienie "Szczęść Boże" jest krótsze i z tego powodu częściej stosowane. Ale ono ma swoją głęboką treść, która nie tylko odnosi się do ciężkiej, fizycznej pracy. To w naszej tradycji związano to pozdrowienie z pracą. A przecież życzenie szczęścia jest związane z tak wieloma okolicznościami. Bo jest to ludzkie życzenie skierowane do Boga, stanowiące odpowiedź na całe bogactwo życia człowieka. I jest tu wyznanie wiary w Boga i Jego Opatrzność; wyznanie wiary, że to, co jest ludzkim życzeniem, spełnić może tylko Bóg. To szczęście ma pochodzić od Niego. Mamy tu więc skierowanie uwagi na Boga i naszą od Niego zależność. Zależność, w którą wpisana jest Boża życzliwość dla człowieka. Tak oto odsłania się nam głębia tego skromnego pozdrowienia "Szczęść Boże". Czyż to mało?
Poza tym życzyć szczęścia od Boga, to znaczy życzyć Bożego błogosławieństwa. A jak jest ono cenne, świadczy opisana w Księdze Rodzaju nocna walka patriarchy Jakuba z aniołem, której celem jest m.in. uzyskanie błogosławieństwa w imię Boga: "Nie puszczę cię, dopóki mi nie pobłogosławisz" (por. Rdz 32, 25-32). I tu znów odsłania się znaczenie naszego pozdrowienia "Szczęść Boże". Jest to prośba o udzielenie przez Boga błogosławieństwa, czyli prośba o uszczęśliwienie człowieka, a więc ogarnięcie go Bożą łaską. Z tym łączy się życzenie osiągnięcia szczęścia wiecznego, którego wszelkie szczęście doczesne jest zapowiedzią i obrazem.
Nie chciałbym jednak być źle zrozumiany. To, że piszę tak wiele o pozdrowieniu "Szczęść Boże", nie znaczy automatycznie, iż chcę przez to podważać pierwszeństwo pozdrowienia "Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus". Moją intencją jest jedynie odkrycie głębokiej wartości wypowiedzenia słów "Szczęść Boże" przy spotkaniu dwóch osób.
A na koniec pragnę przytoczyć - niejako w formie argumentu na poparcie moich rozważań - słowa Ojca Świętego Jana Pawła II, które wypowiedział 10 czerwca 1997 r. w czasie wizyty w Krośnie: "Niech z ust polskiego rolnika nie znika to piękne pozdrowienie «Szczęść Boże» i «Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus». Pozdrawiajcie się tymi słowami, przekazując w ten sposób najlepsze życzenia (bliźnim). W nich zawarta jest wasza chrześcijańska godność. Nie dopuście, aby ją wam odebrano".

CZYTAJ DALEJ

Kielce: IPN przypomni „Raport z Auschwitz”

2020-01-22 21:29

[ TEMATY ]

Auschwitz

pokaz

Bożena Sztajner/Niedziela

Auschwitz

Opowieść o Polakach, którzy alarmowali świat o terrorze w okupowanej Polsce, obozach Zagłady, a w szczególności o KL Auschwitz, będzie tematem pokazu filmowego i spotkania w Centrum Edukacyjnym IPN „Przystanek Historia” w Kielcach. Wydarzenie odbędzie się w czwartek 30 stycznia.

W filmie zaprezentowano nieznane dotąd dokumenty z archiwów brytyjskich, które świadczą o tym, że Polacy regularnie od 1941 roku do końca wojny informowali wszystkich aliantów o tym, co dzieje się w obozach Zagłady na terenie okupowanej Polski.

W filmie o KL Auschwitz opowiadają także więźniowie, głównie z pierwszych transportów: Kazimierz Albin, Kazimierz Piechowski, Jerzy Bogusz, Karol Tendera, a także Eva Mozes-Kor - ofiara dr Mengele.

Po pokazie odbędzie się spotkanie z reżyserem dokumentu, którego światowa premiera miała miejsce w Parlamencie Europejskim.

Projekcja filmu będzie kolejnym spotkaniem w stałym cyklu „Seans historyczny” w którym w Centrum Edukacyjnym „Przystanek Historia” są prezentowane filmy fabularne, dokumentalne oraz reportaże z towarzyszącym im komentarzem historyka.Wydarzenie odbędzie się w siedzibie „Przystanek Historia” przy ul. Warszawskiej 5. Początek o godz. 17.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję