Reklama

Stanął pod krzyżem. Pamiętamy o św. Janie Pawle II

2015-03-26 11:43

Monika Jaworska
Edycja bielsko-żywiecka 13/2015, str. 6

Monika Jaworska

Zbliża się kolejna rocznica pamiętnego dnia, kiedy Jan Paweł II odszedł do Domu Ojca. Było to 10 lat temu. Niektórzy wspominają ten dzień, jakby to było wczoraj

Niektórzy pamiętają, jak w tym czasie naród jakby się na nowo zjednoczył. W Bielsku-Białej zorganizowano marsze z udziałem tysięcy wiernych. Wielu gromadziło się także na skoczowskiej Kaplicówce wokół krzyża papieskiego, modląc się i paląc tam znicze. A kilka dni później odbył się pogrzeb Jana Pawła II. Wzięły w nim udział także delegacje z Podbeskidzia, a wielu łączyło się w modlitwie poprzez transmisję telewizyjną. W kościołach naszej diecezji sprawowano Msze św. żałobne.

Decyzją Sejmu RP rok 2015 został ogłoszony Rokiem Jana Pawła II. To rok ważnych rocznic związanych z Papieżem. 10. rocznica śmierci przypadnie 2 kwietnia, w Wielki Czwartek – czyli dzień, kiedy liturgia uobecnia Ostatnią Wieczerzę, ustanowienie przez Jezusa Eucharystii oraz kapłaństwa. 27 kwietnia przypadnie 1. rocznica kanonizacji Papieża. A miesiąc później diecezja będzie obchodzić 20. rocznicę wizyty Papieża w naszej diecezji, zwłaszcza na Kaplicówce, gdzie 22 maja 1995 r. Jan Paweł II odprawił Mszę św. dla tysięcy wiernych. Uroczystości będą odbywać się we wszystkich miejscach, które wtedy odwiedził Papież: w Bielsku-Białej 22 maja, w Żywcu 24 maja, a przede wszystkim w Skoczowie 7 czerwca. Tam odbędzie się diecezjalny odpust Sarkandrowski z udziałem kard. Stanisława Dziwisza. Przed odpustem, od 30 maja odbywać się będą: nowenna do św. Jana Sarkandra kanonizowanego 20 lat temu przez Jana Pawła II, Msze św. z biskupem w ramach nowenny, koncerty, świadectwa, sympozjum naukowe „Bądźcie ludźmi sumienia” z udziałem m.in. prof. Bogdana Chazana (6 czerwca) i inne wydarzenia.

Gmina Skoczów realizuje także projekt: „Skoczowskie ślady Papieża Polaka”. W ramach projektu gmina wydała publikację Joanny Jurgały-Jureczki pt. „Witam tę ziemię ze szczególnym wzruszeniem. Jan Paweł II w Skoczowie”.

Reklama

Spotkanie pod krzyżem

Joanna Jurgała-Jureczka, znana w całej Polsce pisarka z Podbeskidzia, nawiązując do wydanej w gminie Skoczów swojej książki o pobycie Jana Pawła II na Kaplicówce, tak wspomina ten dzień: – Mówimy o tym, że jest to wizyta, w której najważniejsze słowa dotyczyły sumienia, ludzi sumienia. Kiedy prześledziłam jeszcze raz to wszystko, nagle zrozumiałam, że to było od początku do końca spotkanie pod krzyżem. Pierwszy moment, w którym zrozumiałam, co tak naprawdę Papież chciał nam powiedzieć, to fragment, kiedy Jan Paweł II najpierw przywołuje postać św. Jana Sarkandra. I z jego słów wynikają słowa o sumieniu. Papież mówi, że ten człowiek – Sarkander, umiera za winy niepopełnione; umiera, bo robi to w zgodzie z własnym sumieniem. Stąd wypływają słowa o sumieniu. A dalej Jan Paweł II mówi z wielką mocą o krzyżu. Zauważmy, że ma przed sobą bardzo trudne 10 lat.

Te 10 lat naznaczyła droga krzyżowa choroby. Gdy Papież był w Polsce, na Podbeskidziu, dało się zauważyć, że zmaga się z cierpieniem. Ale i sam mówił na Kaplicówce o krzyżu, przeczuwając, że najtrudniejsze dopiero przed nim. Pisarka zauważa: – On zacytował te słowa, które dobrze znamy: „Panie, Ty widzisz, krzyża się nie lękam. Panie, Ty widzisz, krzyża się nie wstydzę. Krzyż Twój całuję, pod krzyżem uklękam. Bo na tym krzyżu Boga mego widzę”. I w tym momencie Papież zamilkł (…). On się zamyślił nad tymi słowami. Opuścił głowę i trwał w ciszy. Zaczęłam jeszcze raz analizować to wszystko, co powiedział, od przywołania postaci św. Jana Sarkandra, poprzez zapowiedź i odnoszenie do krzyża. Zresztą otrzymał krzyż w kościele ewangelicko-augsburskim jako prezent. Stanął na Kaplicówce pod krzyżem z Muchowca. Biskup Rakoczy powiedział: „Oprzyj się o krzyż”… – opowiada pisarka.

Ślad świętego człowieka

Już wtedy, w 1995 r., Papież jawił się pisarce jako człowiek święty. – Dla ludzi, którzy są niewierzący, wizyta w Skoczowie miała wielkie znaczenie medialne, promocyjne. Nie można powiedzieć, że to było coś mało znaczącego. Ale dla ludzi wierzących jest to świadectwo pozostawienia śladu świętego człowieka. Jedni słyszą słowa o sumieniu, ja usłyszałam o krzyżu, może dlatego, że pracowałam ostatnio nad „Drogą Krzyżową z Janem Pawłem II” i pobrzmiewa mi ciągle ten krzyż. Myślę, że on pod tym krzyżem żył i pod tym krzyżem stanął w Skoczowie: symbolicznym i dosłownym, bo tu jest krzyż z Muchowca. On pod krzyżem stanął, o krzyżu mówił. Trzeba wracać do jego słów. Bo jeśli były one w jakiś sposób prorocze, to mamy obowiązek posłuchać to jeszcze raz, przeczytać jeszcze raz – podkreśla Jurgała-Jureczka.

Pisarce utkwił w pamięci moment końcowy papieskiej Mszy św. Przywołuje w pamięci czerwony ornat, który Papież miał na sobie, stojąc przy ołtarzu. – Po Mszy św. Papież powoli schodzi z każdego stopnia. Jeszcze się żegna z ludźmi, którzy chcą go zatrzymać. Wie, że zejdzie i już nie wyjdzie, nie wróci. Wie doskonale, mimo iż biskup powiedział: „Wróć tu przy lepszej pogodzie”. Nie, nie wróci przy lepszej pogodzie. Zejdzie do zakrystii i to będzie jego pożegnanie ze Skoczowem. Powoli schodzi z każdego stopnia. Żegna się z nami. Błogosławi te miejsca, panoramę Beskidów. Wtedy byliśmy przejęci tym momentem. Teraz stać nas na refleksję i na to, że zostanie w naszych oczach on w tym czerwonym ornacie podwiewanym przez wiatr – niezapomniana ikona tego miejsca…

Tagi:
Jan Paweł II

Reklama

Prezes Dzieła Nowego Tysiąclecia: jesteśmy już w Polsce bardzo dobrą marką

2019-10-14 14:43

tk / Warszawa (KAI)

Jestem bardzo zadowolony z przebiegu tegorocznego Dnia Papieskiego – powiedział KAI ks. Dariusz Kowalczyk prezes Fundacji Dzieło Nowego Tysiąclecia (FDNT), która jest organizatorem wydarzenia. Misją Fundacji jest formacja stypendystów, ich integracja i wyzwalanie wiary we własne siły – podkreśla szef Fundacji dodając, że Dzień Papieski jest bardzo żywa ideą zaś Fundacja dopracowała się w Polsce bardzo dobrej marki.

dzielo.org.pl
Ks. Dariusz Kowalczyk

Duchowny wyraził uznanie wobec wszystkich, którzy włączyli się w przygotowanie Dnia, w tym stypendystów Fundacji oraz Ogólnopolskiego Komitetu Organizacyjnego Dnia Papieskiego, w skład którego wchodzi prawie 20 organizacji.

Hasłem XIX Dnia Papieskiego, obchodzonego wczoraj w całej Polsce były słowa "Wstańcie, chodźmy!". Poprzez szereg wydarzeń duchowych i kulturalnych przypominano nauczanie św. Jana Pawła II. We wszystkich kościołach i na ulicach miast odbyła się zbiórka na „żywy pomnik” Papieża – Polaka, czyli stypendia dla zdolnej młodzieży z ubogich rodzin.

„Choć słowa Chrystus wypowiada do apostołów na krótko przed męką i śmiercią, to my odczytujemy je jako wezwanie do nadziei, bo każdy musi przejść przez chwile trudne i przez śmierć i w tym doświadczeniu nie jesteśmy sami, bo przeszedł przez to nasz Mistrz a także Jan Paweł II” – mówi ks. Kowalczyk. – Patrząc na takie wzory wiemy, że w tych chwilach będzie dojrzewała nasza wiara” – dodaje.

Zdaniem szefa FDNT tak rozumiane hasło „Wstańcie, chodźmy!” jest nieco podobne do myśli Franciszka, który zachęcał młodzież by „wstała z kanapy” i pokazywała innym radość, głębię i piękno wiary.

Duchowny zwraca uwagę na formacyjny aspekt działalności Fundacji. „Kiedy to, co dla chrześcijanina jest najświętszą wartością, jest wystawione pośmiewisko, wyszydzone, zamienione na antykulturę, czego doświadczaliśmy w Polsce – nie powinniśmy się załamywać bo to jeszcze bardziej hartuje nasz charakter. Nie w walce lecz poprzez przekonanie do Ewangelii tych, którzy z wartości szydzą. To jest prawdziwe zwycięstwo, i o takie zwycięstwo nam chodzi” – podkreśla ks. Kowalczyk.

Nawiązując do programu stypendialnego Fundacji jej prezes przypomniał, że 2 lata temu udało się zwiększyć kwotę stypendium dla uczniów do 400 zł miesięcznie. W tej chwili korzysta z tego programu około tysiąca osób, co daje wraz z kosztami około miliona złotych. Było to możliwe dzięki dobrym zbiórkom przykościelnym ale i wpłatom dokonywanym przez około dziesięć tysięcy okazjonalnych lub stałych darczyńców.

Fundacja chciałaby utrzymać wspieranie dwóch tysięcy podopiecznych ale nie tylko przez stały system stypendialny ale też – w konkretnych, indywidualnych przypadkach – udzielanie dodatkowego wsparcia. Chodzi na przykład o zakup profesjonalnego instrumentu dla wybitnie uzdolnionego stypendysty tak, by mógł rozwijać międzynarodową karierę muzyczną. „Szukamy wtedy sponsorów, darczyńców i sami włączamy się w taki wsparcie” – mówi szef Fundacji. Zapowiada uelastycznienie programu tak, by reagować w zależności od potrzeb.

Ks. Kowalczyk zwraca uwagę na ogromne walor integracyjny Fundacji, zwłaszcza dwutygodniowych, letnich obozów, które są znakomitą okazją do formacji w duchu Jana Pawła II i Franciszka. Młodzież bardzo sobie takie wyjazdy ceni i żyje nimi długo po ich zakończeniu.

Ponadto – wskazuje duchowny – dzięki Fundacji młodzi nabierają przekonania: stać mnie na coś. Bardzo często zdarza się bowiem, że pomimo wielu zdolności i różnych predyspozycji, młodzi ludzie nie mają wiary we własne siły. Po prostu nigdy, nawet w rodzinie, nie nikt usłyszeli słów wsparcia, zachęty, uznania: „jesteś dobrym uczniem”, „jesteś wspaniałym człowiekiem” – mówi ks. Kowalczyk. W dodatku młodzi często myślą, że jeśli sytuacja rodziny była zła, to „na pewno niczego nie osiągnę”. Kiedy natomiast widzą starszych kolegów z Fundacji i byłych już stypendystów i słyszą od nich: jesteś świetny – nagle zaczynają w siebie wierzyć. Aspekt formacyjny, integracyjny i wyzwalanie wiary we własne siły – to jest misja Fundacji – podkreśla duchowny.

Fundacja „Dzieło Nowego Tysiąclecia” została powołana przez Konferencję Episkopatu Polski w 2000 r. Powstała jako owoc pielgrzymki św. Jana Pawła II do ojczyzny w 1999 r. W ciągu dziewiętnastu lat swojej działalności Fundacja objęła opieką kilkanaście tysięcy młodych ludzi z całej Polski zgodnie z wezwaniem Ojca Świętego do „nowej wyobraźni miłosierdzia”. Najważniejszym elementem obchodów Dnia Papieskiego jest zbiórka pieniędzy na stypendia dla uzdolnionej i niezamożnej młodzieży z małych miejscowości.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Orzech mówi tak!

2019-10-14 14:33

Agnieszka Bugała

Grzegorz Niemyjski/Agnieszka Bugała

Ks. Stanisław Orzechowski widział projekt krasnala „Księdza Orzecha” – mamy jego zgodę na wykonanie odlewu.

Rozmowa z Księdzem na temat planowanego prezentu, czyli wykonania odlewu z brązu figurki krasnala „Księdza Orzecha” i tym samym wpisania go na mapę i szlak wrocławskich krasnali odbyła się w ubiegłym tygodniu. Ksiądz nie znał inicjatywy, ale wysłuchał i spytał jakie krasnale są już we Wrocławiu. Zobaczył fotografie realizacji niektórych z nich. Szczególnie podobał mu się krasnal prof. Jana Miodka, który z okazji 70. urodzin wybitnego językoznawcy stanął przed budynkiem Instytutu Filologii na pl. Nankiera. Wizualizacja „Księdza Orzecha” bardzo mu przypadła do gustu:

- To ja! – mówił patrząc na zdjęcia figurki – To rzeczywiście ja! Artysta dobrze to uchwycił, chciałbym go poznać – dodał. Zaakceptował też miejsce, w którym zaplanowano instalację, czyli górny stopień schodów prowadzących do DA Wawrzyny przy ul. Bujwida. Odmówił, zdecydowanie, zakładania figurce na głowę czapki.

– Sklepienie mojej łysiny bardzo mi się podoba – stwierdził. Przystał na to, aby krasnalską czapkę umieścić w ręce postaci. Dodał, że „będzie trochę śmiechu, a tego nigdy dość”.

Zachęcamy zatem do wpłat na konto, abyśmy zdążyli z realizacją prezentu, zwłaszcza, że Szanowny Jubilat jest już o nim poinformowany.

Dane konta do wpłat:

STOWARZYSZENIE PRZYJACIÓŁ DUSZPASTERSTWA AKADEMICKIEGO WAWRZYNY

05 1090 2590 0000 0001 4260 2420

Z dopiskiem w tytule wpłaty: Darowizna Orzech

O inicjatywie pisaliśmy tutaj: https://www.niedziela.pl/artykul/45697/Prezent-dla-Orzecha-na-80-urodziny


CZYTAJ DALEJ

Reklama

Gdy odchodzą najmniejsi...

2019-10-15 11:10

Agnieszka Bugała

Agnieszka Bugała

Dla kogo mleko w piersi

Gdy znika dziecko?

Dla kogo w sercu zamknięta miłość?

Co pozostało?

- pytała w wierszu Anne Lindbergh dziesięć lat po śmierci dziecka. Przestrzeń domu i życia, którą wypełniał płacz, perlisty śmiech i tupot drobnych stóp stała się w jednej chwili pustynią bez początku i końca. Czeluścią, której nie sposób ani na nowo oswoić, ani przebyć. Nie ma dla rodziców większego bólu niż utrata dziecka. I choć to frazes, wytarte zdanie, to jednak gdy odchodzą najmniejsi, nawet najmocniejsza wiara poddana jest wielkiej próbie. A jednak...

Czy Bóg wie, co robi?

To pytanie może paść. Ta wątpliwość może się narodzić. Bunt i niepowodzenie mogą przejść ze strasznym hukiem przez rozdarte serce mamy i taty, którzy tracą dziecko. Jeszcze nie mogę wchodzić do jego pokoju... Jeszcze nie poukładałam jej zabawek... Jeszcze wciąż budzę się w środku nocy i słyszę płacz mojego dziecka, które przecież jest głodne, które trzeba przewinąć...

Tak mówi wielu rodziców. Strony internetowe poświęcone poronieniu samoistnemu, czy też rodzicom po starcie dziecka pełne są zakładek „księga pamiątkowa”, „pamiętnik”, „zapal znicz”, gdzie rodzice wpisują swoje obolałe wyznania.

Pozwól na smutek

Jak tylko zacznę mieć wilgotne oczy albo po prostu płakać, zaraz ktoś mówi: „Tylko nie płacz”, albo „Weź się w garść” czy też „Czas leczy rany” - szlochała kiedyś moja ciocia, gdy po pogrzebie 10-letniego synka zupełnie rozsypał jej się świat. A co zrobić z tymi łzami? Tego cierpienia jest tyle, że przeraża i onieśmiela. Boimy się pierwszego spotkania z rodzicami, którzy stracili dziecko, pierwszego spojrzenia w oczy, rozpoczęcia pierwszej rozmowy. Boimy się, że cokolwiek powiemy, będzie trywialne. Ale musimy stawić temu czoła. Musimy odważnie powiedzieć: Nie wiem, co mówić, ale możesz na mnie liczyć. Będę tu siedzieć i milczeć. Albo mówić. Albo sobie pójdę. Nie wiem, czego potrzebujesz, ale wiedz, że twój smutek niosę razem z tobą. Próbuję nieść.

Maryja też to przeżyła...

Tym, którzy wierzą Panu Bogu i Jego decyzjom, bywa lżej. Choć nie jest to regułą w tak dramatycznym momencie. Wiara przechodzi próbę. To doświadczenie przypomina ostry płomień, który smaga żywe serce. Dla tych, którzy wierzą, pomocna bywa podpowiedź, że Maryja też to przeżyła. W jej ramiona też złożono Ciało dziecka. Cudownego dziecka. Tulonego, karmionego, głaskanego po policzkach. Ale świat zabił jej dziecko. Jeśli ktoś wierzy, Maryja może się stać najlepszą przyjaciółką w wysłuchiwaniu bólu i skarg.

Nie obwiniaj siebie o to, co się stało

To, co się stało, nie jest Twoją winą. Możesz myśleć, że gdyby nie takie lub inne zachowanie, gdyby nie zwłoka w wykonaniu badania lub może wybór innego lekarza, wszystko potoczyłoby się inaczej... To nie jest prawda. To nie jest Twoja wina.

Nie jesteś jedyną osobą, którą ta strata boli

Obok jest Twój mąż, Twoja żona. On lub ona też cierpi. Może inaczej przeżywa swoją stratę, ale to nie znaczy, czy jest mu, lub jej łatwiej. Czuje nie tylko ból z powodu utraty dziecka, ale martwi się też o Ciebie. Razem będzie wam łatwiej, więc nie odwracajcie się od siebie.

Nie pozwól, aby wmówiono Ci, że nic się nie stało

Przecież COŚ się stało - odeszło Twoje dziecko. Nie ma znaczenia, jak było ono małe. Ta strata dotyczy kogoś bardzo Ci bliskiego, nie możesz udawać, że nic się nie stało.

Nie staraj się za wszelką cenę udowodnić światu, że sama/sam dasz sobie radę

Jeśli jest Ci źle i nic nie przynosi ukojenia, jeżeli czujesz, że nie masz już sił dalej walczyć, pozwól sobie pomóc. Nie odrzucaj wyciągniętej dłoni kogoś bliskiego. A jeśli nikt z Twoich najbliższych nie może Ci pomóc, poszukaj też pomocy u kogoś „z zewnątrz”. Może będzie to kapłan, może psycholog. Ważne, aby pozwolić sobie pomóc.

Nie traktuj siebie jako wyrzutka/odmieńca

Ta tragedia, choć dla Ciebie jest przeżyciem jedynym w swoim rodzaju, dotyka bardzo wielu ludzi. Twoje odczucia i przeżycia nie są czymś dziwnym. Wielu ludzi przeszło przez to samo. Im też było ciężko. Ból z powodu straty, żal, złość, poszukiwanie znaczenia lub sensu w tym, co się zdarzyło, nie są niczym dziwnym, ani nienormalnym. Tak właśnie reagujemy na stratę kogoś, kto był nam bliski.

Nie „uciekaj”

„Ucieczka” w alkohol, narkotyki, leki, pracę czy nadmiar aktywności jest niebezpieczna... Może Ci się wydawać, że to pomoc: żeby nie myśleć, nie czuć - zwłaszcza pustki, bólu, tęsknoty - i żeby łatwiej wrócić do „normalnego” życia. W rzeczywistości to tylko odkładanie, opóźnianie konfrontacji z rzeczywistością, oszukiwanie się. Im dłużej trwasz w tym stanie, tym dłużej cierpisz, bo przecież ostatecznie i tak przeżywasz stratę.

Nie oczekuj, że będziesz taki sam/taka sama, jak kiedyś

Jeśli oczekujesz, że wszystko wróci do stanu sprzed straty dziecka, a więc Twoje samopoczucie fizyczne, stan psychiczny, relacje z otoczeniem, nastawienie do życia i jego problemów, musisz wiedzieć, że tak się najprawdopodobniej NIE stanie. Każde doświadczenie nas zmienia, a utrata kogoś bliskiego jest przeżyciem wyjątkowo silnym. Ale to, że Ty jesteś już inna/inny, nie oznacza, że będzie gorzej. Będzie po prostu inaczej.

Nie zakładaj, że już nic dobrego Cię nie spotka

Chociaż przeżywasz tragedię - jedną z największych - nie musi Cię ona pozbawić szczęścia w dalszym życiu. Odeszło Twoje dziecko, ale Ty zostajesz. Ono nie chciałoby, aby jego mama lub tato cierpieli. Dookoła Ciebie są życzliwi ludzie, bliscy, którym na Tobie zależy, a świat może Ci jeszcze wiele zaoferować. Jeśli nawet teraz wydaje Ci się, że szczęście już nigdy nie zagości w Twoim życiu, nie zamykaj się przed zwykłymi radościami. Jeśli jest ładny dzień, uśmiechnij się - Twoje dziecko by tego chciało.

Nie przyspieszaj niczego

Twoja żałoba powinna się sama dopełnić, wypalić. Nie należy jej przeżywania przyspieszać. Daj sobie czas i nie słuchaj ludzi, którzy mówią, że Twoja żałoba powinna się już skończyć, że należy wrócić do „normalnego życia”. Każdy przeżywa stratę na swój sposób i tak długo, jak tego potrzebuje, żeby potem móc pogodzić się ze światem na dobre i znów mocno stanąć na nogach.

Nie próbuj na siłę zastępować straconego dziecka innym

Każdy człowiek jest cenny i każdy powinien być akceptowany takim, jakim jest. Nie należy wymagać od innych, nawet własnych dzieci, aby były „zastępstwem” za kogoś innego. Ty także jesteś kimś wyjątkowym i także zasługujesz na szacunek i szczęście. Ono przyjdzie, ale trzeba pozwolić, aby każdy był tym, kim być jest mu dane.

(Dekalog osieroconych rodziców wykorzystany w artykule cyt. za www.poronienie.pl)

***

Dramatu poronienia samoistnego, co roku doświadcza w Polsce około 40 tys. rodzin. Zważywszy, że powodowany nim ból dotyka również rodziców i teściów, każdego roku cierpi w Polsce z tego powodu więcej niż 250 tys. osób.

Aby zrozumieć oczekiwania i przeżycia rodzin, w których dziecko jest zagrożone poronieniem samoistnym, bądź którzy tego poronienia doświadczyli, trzeba koniecznie pamiętać, że stajemy wobec zagrożenia życia dziecka i wobec śmierci. Niestety, w niektórych środowiskach jest to stwierdzenie niepoprawne politycznie. Jak bowiem mówić o dziecku i jego śmierci w pierwszych miesiącach ciąży, a równocześnie być zwolennikiem aborcji w późniejszych miesiącach? Ideologizacja myślenia nie może jednak zaprzeczać oczywistym odczuciom rodzicielskim.

Trzeba też mieć świadomość, że bardzo wiele małżeństw z niewypowiedzianą tęsknotą oczekuje od lat na dziecko i proszą o nie Boga, jak o największy dar. Jak bardzo ich życie jest szarpane tęsknotą za dzieckiem i niemalże jej podporządkowane, można się przekonać czytając chociażby wypowiedzi na tematycznych forach internetowych.

Każdy zatem musi mieć świadomość, że w takich wypadkach stajemy nie wobec „jednostki chorobowej”, ale wobec rodziców, dziadków a często też wobec młodszego rodzeństwa, którzy boleśnie przeżywają śmierć oczekiwanego i już kochanego przez nich dziecka. Poronione dziecko ma prawo do szacunku i godnego traktowania. Natomiast niezbywalnym prawem rodziców i rodziny jest pożegnać, opłakiwać i pochować to dziecko.

Z tego wynikają jednoznaczne obowiązki dla lekarzy i administracji szpitalnej. Muszą oni uszanować te ludzkie i rodzicielskie uczucia. To są światowe standardy. Czas skończyć ze świadomością z niechlubnej przeszłości totalitarnej, jakoby człowiek był własnością Państwa. Dziecko należy do rodziny! Czas zerwać kategorycznie i jednoznacznie z ponurą granicą 501 gram wagi, poniżej której odmawia się dziecku elementarnych praw ludzkich. To urąga godności człowieka i nie ma żadnego medycznego uzasadnienia. Jest wstydliwym reliktem urzędniczej arogancji z czasów komunistycznego totalitaryzmu. Od strony prawno-administracyjnej doczekaliśmy się odpowiednich uregulowań. Dlaczego jednak do tej pory tyle rodzin musi walczyć, aby szpital wydał im ich dziecko zmarłe w wyniku poronienia samoistnego? Dlaczego muszą wysłuchiwać, jak urąga się ich dziecku, nazywając je chociażby „jajem płodowym”? Pozostaje apelować o ludzką wyobraźnię i ludzkie uczucia.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem