Reklama

Homilie w kaplicy Domu św. Marty

2015-04-07 15:37

Z Alessandrem De Carolisem rozmawia Włodzimierz Rędzioch
Niedziela Ogólnopolska 15/2015, str. 10-11

Włodzimierz Rędzioch
Zakonnice „z uśmiechem stewardesy”, chrześcijanie „salonowi” – to przykłady nowych wyrażeń, które stworzył papież Franciszek – mówi Alessandro De Carolis z Radia Watykańskiego

Z Alessandrem De Carolisem – jednym z redaktorów Radia Watykańskiego przygotowujących streszczenia papieskich homilii – rozmawia Włodzimierz Rędzioch

Dla wielu osób pierwsze dwa lata pontyfikatu papieża Franciszka to długa i ciągła katecheza, która rozpoczęła się w marcu 2013 r. Najczęściej cytowane słowa Papieża pochodzą z homilii wygłaszanych podczas codziennych Mszy św. w kaplicy Domu św. Marty, które stały się bardzo istotną częścią jego nauczania. Uderza jednak to, że kazania te nigdy nie są publikowane w całości. Ks. Federico Lombardi, dyrektor Radia Watykańskiego i Biura Prasowego Stolicy Apostolskiej, wyjaśnił ten fakt w następujący sposób: „Co do homilii, nie są one wypowiadane na podstawie tekstu pisanego, ale spontanicznie w języku włoskim, języku, którym Papież włada bardzo dobrze, lecz nie jest to jego język ojczysty. Publikacja «integralna» musiałaby oznaczać dosłowne spisanie tekstu i jego powtórne zredagowanie w wielu punktach, ponieważ forma pisemna jest inna od ustnej, którą Ojciec Święty wybrał celowo. Krótko mówiąc, taki tekst musiałby być skontrolowany przez samego Papieża, a w rezultacie powstałoby coś innego”. Wynika z tego jasno, że Franciszek, głosząc swe homilie, chce zachować spontaniczność i bezpośredniość w kontakcie z wiernymi – zważywszy na prawie rodzinny charakter Mszy św. w kaplicy Domu św. Marty – a następnie powierza redakcji Radia Watykańskiego zadanie przygotowania syntezy jego kazań. O tym ważnym i odpowiedzialnym zadaniu radiowych dziennikarzy rozmawiałem z jednym z nich – Alessandrem De Carolisem. Opowiedział mi, co dzieje się w watykańskich studiach od momentu dostarczenia nagrania papieskiej homilii aż do upublicznienia słów Franciszka, które zawsze odbijają się szerokim echem na świecie.
(W.R.)

WŁODZIMIERZ RĘDZIOCH: – Czy to prawda, że papież Franciszek wyraził życzenie, aby nie transmitowano na żywo jego Mszy św. odprawianych codziennie w kaplicy Domu św. Marty?

ALESSANDRO DE CAROLIS: – Papież Franciszek głosi homilie od początku swego pontyfikatu, ale nie od razu były one nagrywane. Z czasem jednak, kiedy uświadomiono sobie ich znaczenie, postanowiono przekształcić homilie w prawdziwe serwisy dziennikarskie, oczywiście, za zgodą Papieża. Ale prawdą jest, że Franciszek nie chciał, by były one transmitowane na żywo, a tylko streszczone.

– Przygotowanie streszczenia homilii to codzienne zadanie wybranych dziennikarzy Radia Watykańskiego. Jest Was trzech: Sergio Centofanti (wiceszef wszystkich włoskich dzienników Radia Watykańskiego), ty, Alessandro De Carolis (redaktor naczelny programu informacyjnego o godz.14.00), i Alessandro Gisotti (twój zastępca). Czy mógłyś opowiedzieć, co dzieje się od godz. 7.00, kiedy zaczyna się Msza św., aż do momentu publikacji syntezy słów Papieża?

– Codziennie rano w kaplicy Domu św. Marty jest technik Radia Watykańskiego, który nagrywa papieską homilię, wraz z kamerzystą Watykańskiego Centrum Telewizyjnego (CTV), który filmuje. Po Mszy św. nagranie audio zostaje przyniesione do Palazzo Pio (Pałac Piusa – siedziba Radia Watykańskiego – przyp. W. R.) i wprowadzone do cyfrowego systemu audio, ale jest utajnione, dostępne tylko dla sekretarek, które spisują nagranie dosłownie, włącznie z powtórzeniami, neologizmami itp. Tak przygotowany tekst, gotowy ok. godz. 9.20-9.30, dostarczany jest jednemu z trzech dyżurujących redaktorów, który czyta go i przygotowuje trzy ok. 40-sekundowe fragmenty, które najlepiej oddają myśli Papieża, oczywiście, według naszego osądu. Sekretarki wybierają z nagrania dźwiękowego wskazane przez dziennikarza fragmenty i udostępniają je dziennikarzowi prowadzącemu. Ten zaś zgrywa głos Papieża z wybranymi trzema fragmentami tekstu. O godz. 10.30-10.40 serwis jest gotowy i ok. godz. 11.00 zostaje podany do publicznej wiadomości (najpierw tekst, później dźwięk, ponieważ jego techniczne przygotowanie trwa dłużej).

– Kto wydaje ostateczną zgodę na publikację tekstu?

– Podczas gdy w radiu przygotowujemy syntezę homilii, pełny tekst spisany przez sekretarki trafia do Sekretariatu Stanu, który na bieżąco może przekazywać nam swoje uwagi – dziennikarz ma je na względzie, redagując ostateczny tekst. Gdy trzy „kawałki” zostały już wybrane, Sekretariat Stanu przekazuje je również Watykańskiemu Centrum Telewizyjnemu, które selekcjonuje materiał wideo do wybranych tekstów – z tego materiału robiony jest krótki serwis wideo, nazywany przez nas „pigułką”; zawiera on zazwyczaj jeden lub dwa fragmenty papieskiej homilii.

– Również „L’Osservatore Romano” publikuje swoją syntezę homilii...

– Praca w radiu i w gazecie odbywa się, powiedziałbym, na równoległych torach, chociaż niezależnie. Gazeta ma pełny tekst i przygotowuje jego syntezę. Dziennikarze radia i dziennika konsultują się między sobą tylko wtedy, gdy pojawiają się problemy z interpretacją jakichś zdań Papieża, aby dobrze wyjaśnić sens jego słów.

– Papież Franciszek głosi homilie w języku włoskim, który nie jest jego językiem ojczystym. Używa także wyrażeń hiszpańskich i prawdziwych neologizmów. Jak radzicie sobie z tymi „łamigłówkami” językowymi?

– Papież Franciszek mówi bardzo dobrze po włosku, ale lubi mówić językiem zwykłych ludzi, dlatego jego język włoski zawsze jest bardzo wyrazisty. Pojawiają się pewne wyrażenia hiszpańskie lub nawet w dialekcie Buenos Aires, ale w sumie ich znaczenie jest wystarczająco jasne. Kiedy trafiają się słowa niezrozumiałe – a rzadko się to zdarza – konsultujemy się z hiszpańskojęzycznymi współpracownikami.

– Franciszek stworzył tak wiele nowych wyrażeń i neologizmów, że napisano już nawet książkę na ten temat. Możesz przypomnieć jakieś wyrażenie, które najbardziej Cię uderzyło lub spodobało Ci się?

– Mógłbym wymienić ich wiele. Uderzyło mnie np. wyrażenie zakonnice „z uśmiechem stewardesy” – zakonnica powinna promieniować ciepłem wiary, a nie uśmiechać się pięknie, lecz w sposób zimny i formalny, jak to czyni stewardesa. Poza tym wszystkie uwagi dotyczące chrześcijan: chrześcijanie smutni, „z twarzą jak papryka chili w occie”, chrześcijanie „salonowi”, chrześcijanie „z muzeum”, chrześcijanie „siedzący”, którzy stracili dynamizm wiary...

– Homilie Papieża charakteryzują się spontanicznością i prostotą języka. Pisarz Vittorio Sermonti powiedział, że język Franciszka odznacza się „dokładnością języka dzieci i bezczelnością języka wielkich poetów”. A jak Ty określiłbyś język Papieża?

– Chciałbym podkreślić jedną rzecz: większość jego wyrażeń jest związana z codziennym życiem i z wiarą prostych ludzi.
Papież Benedykt XVI, wielki teolog, potrafił mówić bardzo jasno, a jego styl był rezultatem wielu lat studiów oraz wynikał z faktu, że miał on mentalność profesora. Natomiast przejrzystość Franciszka wynika z faktu, że Papież chce być duszpasterzem o „zapachu owiec”, i to się odczuwa, gdy mówi – przedstawia fakty wiary, używając języka zwykłego człowieka. W ten sposób czyni zrozumiałymi rzeczy, które inaczej trudno byłyby zrozumieć.
Ostatnio w Watykanie wydano „Direttorio omiletico” (Dyrektorium homiletyczne), przygotowane przez Kongregację ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów. Podaje się w nim jako przykład dobrego kazania styl homilii papieskich w Domu św. Marty.

– Wszyscy papieże odprawiali codzienną Mszę św. w prywatnej kaplicy. Dla Jana Pawła II poranna Eucharystia była najważniejszym momentem dnia. Nigdy jednak w najnowszej historii papieże nie „używali” homilii głoszonych podczas prywatnych Mszy św. jako środka publicznej katechezy. W przypadku Franciszka natomiast mam wrażenie, że to właśnie homilie z Domu św. Marty są najważniejszym elementem jego Magisterium. Czy zgadzasz się z tym?

– W ciągu dwóch lat Franciszek napisał dokumenty Magisterium na tak ważne tematy, jak pokój, obrona życia itp., które nie powstały w Domu św. Marty. Natomiast dla kogoś, kto zna wygłaszane w nim kazania, adhortacja „Evangelii gaudium” jest zbiorem homilii przekształconym w papieski dokument.

– Na zakończenie chciałbym Cię zapytać, dlaczego papież Franciszek w swych homiliach jest tak krytyczny w stosunku do nas, „zwykłych” katolików?

– Franciszek jest znacznie bardziej wyrozumiały wobec „prostych” chrześcijan niż wobec duchowieństwa. Papież nie znosi hipokryzji, letnich chrześcijan, niczego, co ma związek z korupcją – materialną i duchową. Walczy ze złem, również w Kościele, używając języka wyrazistego, czasami bardzo mocnego. Ale gdy zwraca się do prostego chrześcijanina, jego język staje się słodki i łagodny. W jego kazaniach ciągle wyłania się aspekt miłosierdzia Bożego: Bóg, który zawsze przebacza, Bóg, który nas oczekuje. Oczywiście, od osób konsekrowanych Papież wymaga więcej. A dotyczy to także jego samego, dlatego słyszymy Franciszka, który mówi: również Papież popełnia błędy, również Papież jest grzesznikiem, również Papież potrzebuje miłosierdzia Bożego.

* * *

Kaznodzieja ma piękną i trudną misję zjednoczenia kochających się serc: Serca Pana i serc Jego ludu. Dialog między Bogiem a Jego ludem jeszcze bardziej umacnia przymierze między nimi oraz pogłębia więź miłości. W czasie homilii serca wiernych milkną i pozwalają, żeby On mówił. Pan i Jego lud na tysiąc sposobów rozmawiają ze sobą bezpośrednio, bez pośredników. Jednakże podczas homilii chcą, by ktoś stał się narzędziem i wyraził uczucia w taki sposób, aby następnie każdy mógł dokonać wyboru, jak kontynuować rozmowę. Słowo jest istotnie pośrednikiem i wymaga nie tylko dwóch osób prowadzących dialog, ale także kaznodziei, który je przedstawi jako takie, przekonany, że «nie głosimy (...) siebie samych, lecz Chrystusa Jezusa jako Pana, a nas – jako sługi wasze przez Jezusa» (2 Kor 4, 5).
Papież Franciszek, „Evangelii gaudium”, 143

Tagi:
kazanie homilia

Królowie i król

2019-11-19 12:16

Ks. Jan Koclęga
Niedziela Ogólnopolska 47/2019, str. 23

Bożena Sztajner/Niedziela

Historia świata zna bardzo wiele królestw, ich przepych i ludzką potęgę. Królowie – władcy są prawodawcami i sędziami, nierzadko dzierżą w swym ręku władzę absolutną. Potęga i splendor owych władców są okupione ciężkim losem poddanych, którzy częstokroć nie są beneficjentami splendoru i bogactwa królestwa i władcy, ale ciężko na nie pracują.

Zupełnie inna rzeczywistość królestwa i władcy jawi się w dzisiejszej Liturgii – to Chrystus jest Panem i Królem, a każdy jest zaproszony, aby wziąć w posiadanie królestwo Boże przygotowane od założenia świata. Bóg, który jest miłością, jest Królem, a swoje królowanie przekazał Jezusowi Chrystusowi, który jest Jedynym Odkupicielem człowieka i świata. Dramaturgia dzisiejszej Ewangelii ukazuje nam postawę „ducha tego świata”, który woła przez zebranych pod krzyżem: „Innych wybawiał, niechże teraz siebie wybawi, jeśli jest Mesjaszem, Bożym Wybrańcem”; „Jeśli Ty jesteś Królem żydowskim, wybaw sam siebie”. Kompletne niezrozumienie misji odkupieńczej tym bardziej kontrastuje ze słowami nawróconego Łotra: „Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa”. I odpowiedź Jezusa: „Zaprawdę, powiadam ci: Dziś będziesz ze Mną w raju”. To wydarzenie jest drogowskazem dla nas, abyśmy wyznali swoim życiem wiarę w Jedynego Pośrednika i Odkupiciela Jezusa Chrystusa, który jest Królem i Sędzią w królestwie Ojca, a każdy, kto w Niego wierzy, ma udział w pełni tego królestwa. Dlatego św. Paweł wzywa: „Dziękujcie Ojcu, który was uzdolnił do uczestnictwa w dziale świętych w światłości.

On to uwolnił nas spod władzy ciemności i przeniósł do królestwa swego umiłowanego Syna, w którym mamy odkupienie – odpuszczenie grzechów. (...) Zechciał bowiem Bóg, aby w Nim zamieszkała cała Pełnia i aby przez Niego znów pojednać wszystko ze sobą: przez Niego – i to, co na ziemi, i to, co w niebiosach, wprowadziwszy pokój przez krew Jego krzyża”. Apostoł Narodów wskazuje na Chrystusa jako swoisty punkt odniesienia dla całego stworzenia: „On jest obrazem Boga niewidzialnego – Pierworodnym wobec każdego stworzenia, bo w Nim zostało wszystko stworzone: i to, co w niebiosach, i to, co na ziemi (...). On jest przed wszystkim i wszystko w Nim ma istnienie”. Królestwo Boże jest zatem rzeczywistością panowania Syna Bożego, a wszyscy mieszkańcy królestwa są szczęśliwymi beneficjentami nieopisanego splendoru i szczęścia, którego „ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało ani serce człowieka nie zdołało pojąć (...)” (por. 1 Kor 2, 9).

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Ofiarowanie Najświętszej Maryi Panny

2017-11-21 07:52

malk/brewiarz.pl, katolik.pl, Adonai.pl/pch24

21 listopada w tradycji katolickiej przypada święto, na temat którego większość wiernych nie wie zbyt wiele. Inne święta i uroczystości związane z Matką Bożą są nawet przeciętnie zorientowanym dość dobrze znane – przeważnie wiemy bowiem, czym było Nawiedzenie Najświętszej Maryi Panny, Jej Wniebowzięcie, Niepokalane Poczęcie czy Zwiastowanie Pańskie, ale gdy słyszymy o ofiarowaniu, niejeden spośród wiernych ma problem ze zdefiniowaniem istoty tego święta. Przypomnijmy więc czym ono jest.

Wikimedia Commons
Prezentacja Marii w świątyni obraz Tycjana. By Titian [Public domain], via Wikimedia Commons

1. Czym było ofiarowanie w tradycji żydowskiej?

Zgodnie ze starotestamentowym zwyczajem Żydzi, zanim ich dziecko ukończyło piąty rok życia, zabierali swe dziecko do jerozolimskiej świątyni i oddawali kapłanowi, by ofiarował je Panu. Był to rytuał podobny w swej ziemskiej wymowie do ustawionego oczywiście później – już wśród chrześcijan – chrztu. Podobnie jak to przez wieki w późniejszej tradycji katolickiej, tak i wśród żydów niektóre matki, w związku ze szczególnymi dla siebie wydarzeniami, niektóre spośród swoich dzieci decydowały się, tuż po urodzeniu, oddać na służbę Bogu. To także odbywało się podczas obrzędu ofiarowania.

2. Dlaczego Maryja została ofiarowana Bogu?

Rodzice Najświętszej Maryi Panny, jak przekazuje nam Tradycja, przez wiele lat nie mogli mieć dzieci. Święta Anna, mimo tego nigdy nie utraciła wiary, że Bóg pobłogosławi ją potomstwem. Złożyła więc obietnicę, że jeśli urodzi dziecko, odda je na służbę Bogu. Jej modlitwy zostały wysłuchane – urodziła dziecko, córkę, której dała na imię Maria. Poświęciła więc na służbę Bogu swe jedyne, długo oczekiwane i wymodlone dziecko.

3. Kto ofiarował Maryję Bogu?

Święci Joachim i Anna, rodzice Maryi, udali się do świątyni, by ofiarować córkę Bogu prawdopodobnie gdy była w wieku około trzech lat. Kapłanem, który dokonał obrzędu był święty Zachariasz – ten sam, którego pamiętamy z Ewangelii głównie z roli ojca świętego Jana Chrzciciela. Według niektórych pism wczesnochrześcijańskich, Maryja mogła pozostawać w świątyni nawet przez kolejnych dwanaście lat.

4. Czym jest paralelizm świąt związanych z Maryją i Panem Jezusem?

O ustanowieniu kolejnego święta ku czci Najświętszej Maryi Panny zdecydowały nie tylko przekazy pisemne wynikające wprost z Tradycji, ale i inny owej Tradycji kontekst. Wśród katolików istnieje bowiem bardzo silny kult Maryi, przez niektórych nazywana jest nawet Współodkupicielką. Nie może więc dziwić, że skoro obchodzimy uroczyście Poczęcie Jezusa (25 III) i Poczęcie Maryi (8 XII), Narodzenie Jezusa (25 XII) i Narodzenie Maryi (8 IX), Wniebowstąpienie Jezusa i Wniebowzięcie Maryi (15 VIII), katolicy chcieli obchodzić także obok święta ofiarowania Chrystusa (2 II) także święto ofiarowania Jego Matki.

5. Kto szczególnie świętuje w dniu wspomnienia Ofiarowania Najświętszej Maryi Panny?

W Kościele katolickim wspomnienie Ofiarowania NMP jest świętem patronalnym Sióstr Prezentek, a także dniem szczególnej pamięci o mniszkach klauzurowych. Przypominał o tym między innymi święty Jan Paweł II pisząc z okazji tego święta: „Maryja jawi się nam w tym dniu jako świątynia, w której Bóg złożył swoje zbawienie, i jako służebnica bez reszty oddana swemu Panu. Z okazji tego święta społeczność Kościoła na całym świecie pamięta o mniszkach klauzurowych, które wybrały życie całkowicie skupione na kontemplacji i utrzymują się z tego, czego dostarczy im Opatrzność, posługująca się hojnością wiernych”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bangkok: papież spotkał się z tajlandzkim duchowieństwem

2019-11-22 08:08

tom, st, kg (KAI) / Bangkok

"Nie powinniśmy obawiać się coraz większej inkulturacji Ewangelii" - powiedział Franciszek podczas spotkanie z kapłanami, zakonnikami, osobami konsekrowanymi, seminarzystami i katechetami w parafii św. Piotra w Bangkoku. Zachęcił do głoszenia wiary „w dialekcie”, tak jak matka śpiewa kołysanki swojemu dziecku. - Z taką ufnością trzeba nadać jej tajlandzkie oblicze i „ciało”, co oznacza o wiele więcej, niż sporządzenie tłumaczeń" - powiedział papież. W spotkaniu wzięło udział ok. tysiąca kapłanów, kobiet i mężczyzn konsekrowanych, seminarzystów i katechistów.

Vatican Media

Witając Ojca Świętego 73-letni biskup diecezji Surat Thani Joseph Pradhan Sridarunsil SDB na południu kraju podkreślił, że katolicy tajscy są częścią kontynentu azjatyckiego, na którym "ludzie są bardzo dumni ze swych wartości religijnych i kulturalnych, obejmujących umiłowanie milczenia i kontemplacji, prostotę, harmonię, nieprzywiązywanie wagi do dóbr materialnych, niestosowanie przemocy, ducha twardej pracy, dyscyplinę, umiarkowane życie, pragnienie wiedzy i poszukiwania filozoficzne".

Biskup wskazał, że już w pierwszym okresie istnienia Kościoła w Tajlandii, którego ziarna zasiali misjonarze dominikanie, osoby zakonne odgrywały w nim ważną rolę. Obecnie działa tam 35 żeńskich zgromadzeń zakonnych z 1378 siostrami, 22 zgromadzenia męskie, liczące 456 zakonników, 7 stowarzyszeń życia apostolskiego z 41 członkami i 3 zakony monastyczne ze 164 osobami. "Są oni jak mała świeca, zapalona przez Chrystusa dla dobra ubogich, najbardziej narażonych i wykluczonych" – powiedział biskup. Przypomniał, że ewangelizacja tego kraju rozpoczęła się w 1669 i trwa do dzisiaj, odpowiadając na wyzwania naszych czasów.

Jednocześnie zwrócił uwagę, że Kościół w Tajlandii stoi w obliczu tych samych problemów, jakie występują gdzie indziej, w tym spadku powołań kapłańskich i zakonnych. "Mimo to nadal pracujemy razem jako Kościół, głosząc Dobrą Nowinę" – przekonywał hierarcha. I dodał, że Konferencja Biskupia jego kraju powołała niedawno Stowarzyszenie Misji Zagranicznych Tajlandii (TMS), "aby dzięki naszym kapłanom i zakonnikom złagodzić potrzeby sąsiednich krajów", przy czym rośnie liczba kandydatów do tego nowego stowarzyszenia.

"Kościół Tajlandii pełni swą służbę w wielkiej różnorodności posług, a to, co ważne, to nasze żywe świadectwo miłości Boga, Jego współczucia i Jego sprawiedliwości w społeczeństwie" - zakończył swe przemówienie bp Sridarunsil.

Następnie świadectwo złożyła katolicka zakonnica, jak pochodząc z rodziny buddyjskiej, poznała wiarę katolicką i stała się zakonnicą. Dziękuję Bogu za wielki dar Jego Syna i Ducha Świętego, którzy oświecili moje życie oraz za misjonarzy, których posłał, aby byli świadkami Jego miłości tu, w Tajlandii – powiedziała siostra Benedykta.

Siostra Benedykta ze Zgromadzenia Misjonarek Maryi - Ksawerianek urodziła się w 1975 jako Jongrak Donoran (w skróconej formie - Tee) w rodzinie buddyjskiej. Również ona wierzyła, że – zgodnie z jej religią – czynienie dobra "wyzwala nas i prowadzi nas do nieba". W wieku 15 lat poszła do szkoły prowadzonej przez siostry miłosierdzia i wówczas po raz pierwszy usłyszała o chrześcijaństwie.

Później kontakty te stały się częstsze, choć długo jeszcze nie wierzyła w Jezusa jako Boga, ale już pokładała ufność w Maryi, odmawiała różaniec i chodziła na niedzielne Msze święte. W wieku 33 lat postanowiła zostać nauczycielką-wolontariuszką w jakiejś odległej wiosce górskiej. Przypadkowo na swej drodze spotkała włoskiego misjonarza o. Raffaele Manentiego a przez niego zetknęła się z siostrami ksaweriankami. Po roku pracy z nimi zapragnęła przyjąć chrzest, ale musiała się jeszcze dłuższy czas do tego przygotować. I dopiero po roku, w 2012, została w pełni chrześcijanką.

"Nadal będę szukała woli Boga. Dziękuję Mu za wielki dar Jego Syna i Ducha Świętego (...) oraz za misjonarzy, których posłał, aby byli świadkami Jego miłości tu, w Tajlandii. Zaprawdę Słowo Boże nie jest zwykłym słowem zapisanym w księdze, ale jest Słowem pełnym życia i nosicielem życia" – zakończyła swe świadectwo s. Benedykta.

W przemówieniu dziękując siostrze miłosierdzia Benedetcie za jej świadectwo, papież wyraził wdzięczność wszystkim osobom konsekrowanym za ich ciche męczeństwo wierności i codzienne poświęcenie, które wydało owoce.

Franciszek zaapelował do zgromadzonych, aby pamiętali i byli wdzięcznymi wszystkim tym osobom, które pomogły im odkryć powołanie poprzez gesty miłości, wielkoduszności, solidarności i zaufania, a także przebaczenia, cierpliwości, wytrwałości i współczucia. "Pomyślmy o nich, bądźmy wdzięczni i na ich barkach poczujmy się także i my powołani do bycia mężczyznami i kobietami pomagającymi rodzić nowe życie, które daje nam Pan" - powiedział papież.

Odpowiadając na pytanie, jak pielęgnować "płodność apostolską", Franciszek odwołał się do świadectwa siostry Benedetty, która powiedziała, że powołanie otrzymała poprzez piękno i to piękno obrazu Dziewicy Maryi, a nie abstrakcyjne idee czy zimne rozumowanie.

Papież zwrócił uwagę, że życie konsekrowane, które nie jest zdolne do otwarcia się na niespodziankę, to życie, które pozostało w połowie drogi. "Pan nie powołał nas po to, by nas posłać w świat i abyśmy ludziom narzucili obowiązki, czy brzemiona cięższe, od tych, które już dźwigają, i których jest wiele, ale aby dzielić z innymi radość, piękną perspektywę, nową i zadziwiającą" - powiedział papież i przywołał "pragmatyczne i prorocze" słowa swojego poprzednika Benedykta XVI, że Kościół nie rozszerza się poprzez prozelityzm, ale przez przyciąganie.

Ojciec Święty zachęcił zgromadzonych, aby nie bali się szukać nowych symboli i obrazów, szczególnej muzyki, która pomogłaby Tajlandczykom rozbudzić zadziwienie, które chce dać Pan. "Nie powinniśmy obawiać się coraz większej inkulturacji Ewangelii. Trzeba poszukiwać nowych form dla przekazywania Słowa zdolnego, by wstrząsnąć i rozbudzić pragnienie poznania Pana: Kim jest ten człowiek? Kim są ci ludzie, którzy idą za krzyżem?" - mówił Franciszek.

Papież powiedział, że z pewnym bólem stwierdził, gdy przeczytał, że dla wielu wiara chrześcijańska jest wiarą obcą, że jest to religia obcokrajowców. Zachęcił do głoszenia wiary „w dialekcie”, tak jak matka śpiewa kołysanki swojemu dziecku. "Z taką ufnością trzeba nadać jej tajlandzkie oblicze i „ciało”, co oznacza o wiele więcej, niż sporządzenie tłumaczeń. To pozwolenie, aby Ewangelia pozbyła się dobrych, ale obcych szat, aby zabrzmiała muzyką, która jest dla was na tych ziemiach swojską i sprawienie, aby dusze naszych braci pulsowały tym samym pięknem, które rozpaliło nasze serca" - przekonywał Franciszek.

Zachęcił do modlitwy do Dziewicy Maryi oraz, jak uczy Ewangelia, przełamywania wszelkich determinizmów, fatalizmów i schematów.

Papież wezwał, by w imię powołania, wyjść ze swoich ograniczeń, i w obliczu osób, które spotykamy na ulicy, najbardziej potrzebujących, usuniętych na margines, pogardzanych w mieście, sieroty, osoby starsze odkrywać piękno i drugiego jak brata. Wtedy nie jest on już sierotą, porzuconym, usuniętym na margines czy pogardzanym. "Teraz ma oblicze brata, „brata odkupionego przez Chrystusa. To znaczy być chrześcijaninem!" - zaznaczył Franciszek i zapytał: "Czy da się pojąć świętość bez tego żywego uznania godności każdej istoty ludzkiej?”.

Zachęcił wszystkich, którzy codziennie poświęcacie swoje życie służąc Jezusowi w braciach, aby dostrzegali piękno, tam, gdzie inni widzą jedynie pogardę, porzucenie lub przedmiot seksualny do wykorzystania. "Jesteście w ten sposób konkretnym znakiem żywego i czynnego miłosierdzia Pana. Znakiem świętego namaszczenia na tych ziemiach" - powiedział Franciszek.

Podkreślił znaczenie modlitwy dla "apostolskiej płodności". Przede wszystkim wytrwałego odmawiania Różańca tak jak dziadkowie, "Iluż z nas otrzymało wiarę od naszych dziadków!" - wspomniał papież i zaznaczył: "Bez modlitwy całe nasze życie i misja tracą sens, siłę i zapał".

Za św. papieżem Pawłem VI Ojciec Święty przypomniał, że jednym z najgorszych wrogów ewangelizacji jest brak zapału. "Gorliwość zakonnika, zakonnicy, kapłana i katechety karmi się tym podwójnym spotkaniem: z obliczem Pana i z obliczem braci" - zaznaczył.

Na zakończenie wezwał: "Proszę was bardzo, nie ulegajcie pokusie, by myśleć, że jesteście nieliczni. Myślcie raczej, że jesteście małymi narzędziami w twórczych rękach Pana. On napisze waszym życiem najpiękniejsze karty historii zbawienia na tych ziemiach".

Po spotkaniu z duchowieństwem papież udał się do sanktuarium bł. Mikołaja Bunkerda Kitbamrunga na spotkanie z biskupami Tajlandii i Federacji Konferencji Biskupich Azji (FABC).

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem